All language subtitles for Korona krolow odc 92

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

W poprzednim odcinku. Nigdy nie zrozumiem twojej atencji dla mego wuja i

zimnej, ponurej krainy.

To zniewaga.

A mo偶e trzeba m贸wi膰 kr贸low膮 El偶biet膮?

O jakim nieszcz臋艣cie m贸wisz, Katarzyno? O zerwaniu sojuszu Kr贸lestwa Polskiego i

W臋gier. Teraz boj臋 si臋 do ciebie odezwa膰. T臋skni臋 za tamt膮 El偶bietk膮. Ale

ju偶 nie ma, rozumiesz?

Ojcostwa trudno dowie艣膰. Kr贸l nigdy oficjalnie nie uzna艂 Jolanty. Ani si臋

nie wyrzek艂. Pami臋taj, co nosisz wy偶ej.

Serce. Czy koron臋? Prawda s艂owa, El偶bieta.

Zdaje si臋 w skarbcu mniej pieni臋dzy ni偶 liot. Pr臋dze zamyk rz膮dc贸w.

Felpimy ta t艂a i czynsze trafiaj膮 bezpo艣rednio do kr贸lewskiego skarbca.

偶e to mnie, panie oskar偶asz.

Nie mamy powod贸w by ci nie wierzy膰, Hermanie.

A ziemi kr贸lowej?

Kr贸lowa winna by膰 rada.

Ziemia sandomierska przynosi du偶e dochody.

Z takimi wp艂ywami niechybnie starczy na nowe suknie.

Kr贸lowa nie jest sk艂onna, by trwoni膰 maj膮tek.

Ale nie jest te偶 sk艂onna, aby go pomna偶a膰.

Ju偶 ona sama wie, co robi膰 z w艂asnymi pieni臋dzmi.

Przed艂o偶臋 to podkarbie.

Witajcie. M贸w czym pr臋dzej, co w Wyszehradzie.

Kr贸l przys艂a艂 listy.

Zaprowad藕 pana Hermana do podkarbiego.

Trzeba nam szykowa膰 si臋 do drogi.

Nie by艂o rozs膮dzone, by艣cie sz艂y ze mn膮.

Co nam si臋 mo偶e sta膰, kiedy wok贸艂 stra偶a?

Zapada艂o zapyta膰 macocha o zgod臋. Niepotrzebna mi jej zgoda.

Zobacz, do艣膰 mam ci膮g艂ego siedzenia w komnaty. Ja te偶.

Ile偶 mo偶na gra膰 w szachy?

C贸偶, niebawem i tak trzeba nam wraca膰. Nie znalaz艂y艣my tkaniny dla Jolenty.

Czemu nie wys艂a艂e艣 po ni膮 ochmistrzyni?

Chcia艂am wybra膰 sama.

Chocia偶 tyle mog臋 dla niej zrobi膰.

Przygotowa膰 jej wypraw臋.

Kr贸tko.

Czemu Jolenta nie chcia艂a ze mn膮 rozmawia膰 przed wyjazdem do Go艂czy?

Nie miej jej tego za z艂e.

Jolenta... Dziwujesz si臋?

Okrutna by艂a艣 dla niej. Zamy艣l cho膰 na chwil臋.

Jolent臋 wielce zrani艂o to, czego si臋 tutaj dowiedzia艂a.

Potrzebuje czasu.

Przemy艣li wszystko.

U艂o偶y.

Czy by艂aby sk艂onna mi wybaczy膰?

A chcia艂aby艣 tego?

Mnie by sto lat zaj臋艂o, nim bym si臋 wybaczy艂a. Milcz, bo ci臋 ka偶e

zamkn膮膰 w lochu.

Chcia艂abym si臋 z ni膮 rozm贸wi膰.

Jeszcze niejedna b臋dzie do tego sposobna. Oby.

Po tym wszystkim... Jolanta zas艂uguje na co艣 najlepszego.

Dostanie ode mnie w臋gierskie tkaniny.

Przeka偶esz jej.

Prosz臋.

Mo偶e ten podarek sprawi, 偶e mi wypaczy.

No m贸w偶e, co w li艣cie od kr贸la?

Kazimierz chce rozpocz膮膰 rozmow臋 z ksi臋ciem S艂upskim, Bogus艂awem.

Chce zaskarbi膰 sobie sojusznika w walce z krzy偶akami. Pomorzenie s膮siaduj膮 z

nim. Taki sojusz...

Zniebeczy艂by nadzieje krzy偶ak贸w na podporz膮dkowanie sobie ziemi s艂upskiej,

wymaga szczeg贸lnych gwarancji. Nasz kr贸l pomy艣la艂 o tym. Chce wyda膰 El偶bietk臋 za

ksi臋cia Bogus艂awa.

Kr贸lewska c贸ra z pot臋偶nym posagiem.

Wyborny pomys艂.

Mog臋 niezw艂ocznie ruszy膰 z poselstwem.

Zwr贸c臋 si臋 do starosty wielkopolskiego, by przygotowa艂 si臋 do rozm贸w z ksi臋ciem

Bogus艂awem o sojuszu.

Wy艣l臋 go艅ca z duchem do podnania. Jeszcze dzi艣.

A czerwona wst膮偶ka?

To mnie ma uchroni膰 przed z艂ymi snami?

Egle, to normalne, 偶e brzemienn膮 nachodz膮 niezwyk艂e sny.

Nie przyistni艂a si臋 czarna posta膰 w komnacie, gdzie sta艂a ko艂yska. 艢mier膰?

Raczej anio艂.

Z samego rana kaza艂am przestawi膰 ko艂ysk臋. A jeszcze tego samego dnia, w

gdzie widzia艂am posta膰, wpad艂 kawa艂ek stropu.

Mara uratowa艂a mi c贸rk臋. Raczej matczyne przeczucie.

Inne mnie sny nachodz膮.

Co艣 z艂ego si臋 szykuje.

Niemierza powr贸ci艂?

Oczekuje mnie na Podselskiej.

Nie pani.

Pan niemierza kaza艂 donie艣膰, 偶e Awiniono uda si臋 wprost do Malborka.

Czyli kolejne kilka niedziel sama.

Odejd藕.

Nie martw si臋 z nami.

Wszystko u艂o偶y si臋 pomy艣lnie, a to z艂e to pewnie strach przed b贸lami porodu.

Kr贸tko.

Przede mn膮 nie musisz udawa膰, 偶e nieobecno艣膰 nie mierzy ci臋, nie dotyka.

T臋skni臋, no.

Wi臋cej go nie ma ze mn膮 ni偶 jest.

Raduj si臋, Egle, 偶e Miko艂aj tak si臋 mi艂uje.

W膮tpisz? W mi艂o艣膰 nie mierzy?

Nie w膮tpi臋 w jego oddanie, ale... Ci臋偶ko mi samej.

Mnie masz przy sobie.

M臋偶a ci nie dost膮pi臋, ale... Dzi臋kuj臋, Egle.

Za tymi tkaninami tak zawodzisz.

Oddam ci swoje.

Odejd藕.

Nie lubi臋 jak p艂aczesz.

Jolenta zapewne ucieszy si臋 z prezentu. I wybaczy. Ty by艣 wybaczy艂a?

Wpierw j膮 upokorzy艂am.

Nie zd膮偶y艂am nawet prosi膰.

Wyjecha艂a. Przecie偶 wr贸ci.

Cudka m贸wi艂a, 偶e Jeno sobie pouk艂ada my艣li. Wszystkich trac臋. Co prawisz?

Matka, babka.

Wszyscy odchodz膮.

Ja te偶 za nimi t臋skni臋.

Czarny Kir spad艂 na 艣wiat.

Nic mnie nie raduje.

Na nic nie czekam, o nic nie prosz臋 Boga, bo i tak mi tylko odbiera.

El偶bietko, takie zachowanie niegodne jest kr贸lewny.

Czy nie tak rzek艂aby nasza babka?

O Jolent臋 si臋 nie martw. Wybaczy.

My te偶 sprzeczamy si臋 codziennie, a przecie mi艂uje ci臋 ponad wszystko.

Jeste艣 moj膮 siostr膮. Kt贸r膮艣 jeszcze rano chcia艂a pos艂a膰 do loch贸w.

Dworowa艂am sobie jedn膮.

Wiem. Jolenta te偶 zrozumie.

Zd膮偶ycie si臋 pogodzi膰.

Mnie nikt nie stracisz.

Henryk chce Boles艂awiec.

Wystarczy, 偶e przekonam stryj臋.

Wybacz, ale s艂u偶y艂em na dworze Jaworskim wiele lat.

Dot膮d nie pozna艂em bardziej upartego m臋偶a.

Henryk nie odda miata i dobrze o tym wiesz.

Mo偶e zaproponuj stryjowi cz臋艣膰 swego ksi臋stwa do Boles艂awiec. Kto le偶y blisko

naszych granic? Cho膰by Wolk贸w z tamtej t膮 waroni膮.

W ostateczno艣ci mo偶esz obieca膰 ksi臋dzu 呕aga艅skiemu, 偶e oddasz mu Boles艂awiec,

gdy przejmiesz spadek po stryju. A zechce tyle czeka膰?

Nie po to tw贸j dziad.

Budowa艂 mocne ksi臋stwo.

Walcz膮c m .in. z dziadem Henryka.

I teraz trwoni艂 jego dorobek. Co ci wadzi w moim planie?

Nie daj臋 wiary w uk艂ady z nim.

Jak tylko dostanie co chce, zerwie umow臋.

Nie s膮dz臋, 偶eby si臋 odwa偶y艂. Za nami stoj膮 jeszcze Habsburgowie,

Wittelsbachowie. I kr贸l Polski.

Henryk to wr贸g Kr贸lestwa Polskiego.

Ju偶 trzecie jego przodkowie.

Nienawidzili kr贸la W艂adys艂awa.

Nienawidz膮 i Kazimierza.

Trzecie jego dziad, Henryk. Ksi膮偶臋 na G艂ogowie.

Sam siebie dziedzicem Kr贸lestwa Polskiego zwa艂. Jego synom 艂okietek

odebra艂. Pr贸cz Wschowy.

Czy niezbyt wielk膮 ufno艣膰 pok艂adasz w Kazimierzu, panie?

Wschowa.

Pewny艣, 偶e Kazimierz nie zechce jej zagarn膮膰?

Je艣li wzi膮艂by Wschow臋, ca艂y uk艂ad z Henrykiem spe艂z艂by na niczym.

Wierz臋 Kazimierzowi. Nie zrobi tego.

Wyzywa艂e艣 mnie, bracie?

Tak.

Potrzebna twoja pomoc.

I gdy panny oddawa艂y te ta艅com, rozpierzch艂y te g膮ski na wszystkie

I znowu偶 je musia艂y po borach szuka膰 i kniejach.

Pani?

Dzi臋kuj臋, Nikalu, wystarczy.

Kr贸lewno, 艣pisz?

Tak.

Wiem, 偶e masz wiele zaj臋膰 na dworze. Tym bardziej jestem rada, 偶e znalaz艂e艣 czas

na pytania.

Zadaniem ochmistrza jest s艂u偶enie ci, pani. Ka偶da twoja pro艣ba jest dla mnie

rozkazem. Raz jeszcze dzi臋kuj臋.

Wiedz, 偶e doceniam te starania. U偶臋.

Mo偶emy wszak wys艂a膰 te偶... Zostawcie nas samych.

O co ci chodzi?

Dlaczego nie chcesz jecha膰 do Stryja?

B艂aga膰 by da艂 ci Boles艂awiec?

Nam.

Nie zale偶y ci na ksi臋stwie?

Mo偶e kiedy艣 zale偶a艂o.

Odsun膮艂e艣 mnie od w艂adzy.

Teraz ci j膮 daj臋.

Mo偶esz si臋 wykaza膰. Robi臋 z nie pos艂em?

Po艣lij Petera.

Czego ty wi臋cej chcesz ode mnie, Henryku?

W艂asnego ksi臋stwa?

Dziel膮c ksi臋stwo os艂abimy si臋.

B臋dziemy 艂atwiejszym celem dla Luksemburg贸w.

Nasz dziad wydzieli艂 ojcowizn臋 swoim braciom.

I co z tego przysz艂o?

Stryj Henryk nie zgorzej sobie radzi. Ksi臋stwo Jaworskie. A Zi臋bickie?

Nasz ojciec chcia艂 wsp贸艂rz膮dzi膰 z bratem. Tak jak ja teraz z tob膮.

Stryj by艂 uparty. Chcia艂 w艂asnego ksi臋stwa.

W ko艅cu dosta艂. I co?

I W臋c艂aby?

Stryj popad艂 byli w d艂ugi. Odda艂 ho艂d Czechom. Nie podzielimy ksi臋stwa.

Podzielimy si臋 w艂adz膮.

Zawsze traktowa艂em ci臋, bracie, jak r贸wnego sobie.

Zawsze! I ja mam sobie nic do zarzucenia.

To ty wykorzystywa艂e艣 moj膮 dobro膰.

Nawet o偶eni艂e艣 si臋 pierwszy, bez mojej zgody.

Obieca艂e艣 nie wspomina膰 jej wi臋cej.

Wyzwa艂 mnie na pojedynek z oba, zosta艂a moja namiazga, dobrze.

C贸rki s艂uchasz, panie?

Nie. Rozumiem, pewnie ci to przykre. Jedyne dzieci, a tak w stronie od ojca.

Ksi膮偶 ucieka w ramiona ciotki.

Ale to i prawda.

Ksi臋偶na tak umi艂owa艂a sobie Ann臋, 偶e na nic nie znajduje czasu.

Ani na ta艅ce, ani na swojego ma艂偶onka.

St膮d mo偶e ksi膮偶臋 taki.

W istocie z tym umi艂owaniem ksi臋偶nej do Anny jest pewna przesada.

Skar偶y艂a mi si臋, 偶e dziecko zbyt wiele zajmuje jej czasu.

Wielce tym zm臋czona. A tak偶e sam musia艂em ma艂ej ba艣nie czyta膰.

To m贸wi膮c, nic mi o tym nie wyk艂a.

Widocznie nie chcia艂a dok艂ada膰 ci trosk, panie.

Oto艣 mu ty 偶ona gada艂.

Przecie偶 ksi臋偶na uwielbia to dzieci臋. Henryk jeszcze got贸w jej odes艂a膰.

Lepiej by sam z c贸rk膮 wyjecha艂.

Od 艣mierci 偶ony w g艂owie mu si臋 pomiesza艂o.

Lepiej dla niego, bo odpocz膮艂 od switnickiego dworu. A ksi臋偶yna z Bolko

odpocznie od przykrego brata i skupi si臋 na rz膮dzeniu.

S艂usznie prawisz.

呕al mi go szczerze.

Mnie r贸wnie偶.

Wielce.

Po艣lij do Konstancji Go艅ca.

Nie zasi膮dziesz z nami do uczty?

A偶 tak si臋 roztwierdzi艂a nasza rozmowa, 偶e odmawiasz posi艂ku? Wybacz moja droga,

lecz tenno艣膰 mnie mo偶e.

No c贸偶, goniec do naszej siostry. Musisz j膮 odwiedzi膰. Ja sama ju偶 my艣la艂am o

tym. Chc臋 pos艂a膰 do niej Ann臋. Na wychowanie.

Do zakonu?

Tak b臋dzie dla wszystkich najlepiej.

Nie pozw贸l na to. Anna nie mo偶e zosta膰 zamkni臋ta w klasztorze.

Jej widok przykry jest, panu bratu.

Przypomina mu umi艂owan膮 偶on臋. Nie jej win膮 jest... To jego c贸rka.

Robi, co zechce.

Wybacz, Bolko, ale odj臋艂o mi apetyt.

Po艂贸偶 si臋.

Pojedna.

S膮dzi艂em, 偶e b臋dziesz rada z tej decyzji. Przysi臋gam mie膰 baczenie na jej

pobo偶ne wychowanie, lecz nie zabieraj mojej male艅kiej. Nie trwonisz na ni膮

czasu? Nie jeste艣 zm臋czona?

Z艂y duch musia艂 ci tych bzdur naple艣膰. Z艂y duch lub kto艣, kto chce mojego

nieszcz臋艣cia.

Trwoga mnie przenika na my艣l sam膮.

呕e na dworze jest kto艣, kto m贸g艂by 藕le ci 偶yczy膰.

Agnieszko.

Nie ja jestem z Tob膮 z Tob膮.

Podoba ci si臋?

Jest tw贸j.

Co te偶 pani... Gdzie w nim chodzi膰 b臋d臋?

Nigdzie.

Sprzeda go.

Czy艣 ty rozum postrada艂a?

Maj膮tek rozdajesz?

Jaki maj膮tek?

Bi偶uteria, troch臋 sukni. Ile ju偶 skrzy艅 odda艂a艣 do S膮cza?

Nie wystarczy ci?

A na co wdowie tyle rzeczy?

Jeszcze Lig臋zie i kanclerzowi zapomnia艂am podzi臋kowa膰 za pomoc.

Im te偶 nale偶y si臋 podarek.

Nie pierwszy raz jeste艣 wdow膮.

Nie przypominam sobie, 偶eby 艣mier膰 mojego ojca tak si臋 dotkn臋艂a.

Tym razem jest inaczej.

Sprawa z Chi艅cz膮.

Na powr贸t otworzy艂a. My艣la艂am, 偶e ju偶 zakojon膮 ran臋. Rozmawiaj膮c to wszystko,

nie ukoisz b贸lu.

Ale na moment cho膰 go zag艂usz臋.

Cz臋艣膰 rzecz kaza艂am rozwie艣膰 po szpitalach w intencji wyzdrowienia mojej

wnuczki.

Niepotrzebnie.

Z艂o偶y艂am przysi臋g臋.

Oddam j膮 do karycek, je艣li do偶yj臋 dziesi臋ciu lat.

Potrzebuj臋 Ci臋, matko.

Potrzebuj臋, 偶eby艣 by艂a jak dawniej.

Daj mi jeszcze troch臋 czasu.

O grze to.

Do wieczora b臋dziemy tu siedzie膰, jak nie przestanie p艂aka膰.

Powiedz, niewiasto, co ci臋 tutaj sprowadza?

M贸j m膮偶 jest dwo藕nic膮 wioz艂ocychowej sk贸ry.

Co z nim?

Do domu nie powr贸ci.

I t膮 wiadomo艣ci膮 chcia艂a艣 uraczy膰 kr贸la? Nie ma dla mnie kr贸la, chyba 偶e chcesz

si臋 nim mianowa膰.

Mo偶e grosz dosta艂 i poszed艂 do karczmy.

Nie m贸j Bart艂omiej.

On zawsze do domu wraca艂.

Pom贸偶cie, panowie.

Wkarczymy, mamy Ci臋 go przeprowadzi膰.

Ju偶 trzy dni mijaj膮, jak wr贸ci膰 powinien.

Siedmiu rodziatek mamy.

Co ja im rzekn臋?

Co ja im je艣膰 dam?

B艂agam, pom贸偶cie go odnale藕膰.

Zrobimy to.

Ale m臋偶em czasami zdarza si臋 b艂膮dzi膰.

Szczeg贸lnie jak s膮 przy groszu.

Wracaj do domu.

Na pewno tw贸j bar艂omiej ju偶 tam czeka.

Czemu艣 j膮 odprawi艂.

Bo ta sprawa nas nie dotyczy. Jak to nie dotyczy?

To jest w贸z ze sk贸rami kr贸la. Transport cechu.

Jeste艣 w gor膮cej wodzie, kolpany.

Najpierw sprawd藕my, czy to prawda, a potem b臋dziemy si臋 tym zajmowa膰.

Diabe艂 mnie pokuszy艂, bym si臋 wzi膮艂 ze sob膮.

Diabe艂, diabe艂.

Zap艂aci艂am ci i to srebrem.

Pewnikiem tym, co to biskup da艂 na medyk臋 dla Lig臋.

St贸j!

Zwierz mnie z艂odziejk膮, cofnij to.

Bo co?

Nie daj B贸g mnie opu艣ci膰.

Ju偶 ty stachu tak nie m臋dkuj.

呕aden ju偶 z siebie gospodarz.

Teraz to my r贸wni.

Panie, m膮偶 i niewiastka.

R贸wni.

A Ligenza?

To i tak by zdrowia艂. Ze srebrem czy be?

Dwie niedziele tej twojej poplaniny to ju偶 bym wola艂 trafi膰 w zb贸jstwo.

Ej, tachu.

Mo偶e by艣 ty tego w z艂膮 godzin臋 nie wypowiedzia艂.

Jak 偶e艣my ruszali z Warszawy, to 偶e艣 sprawi艂, 偶e ta droga zajmie nam...

Jedno kilka dni.

Ja by艂em w Krakowie pierwszy raz i tak.

A to 偶e艣my zb艂膮dzili, na amen.

Id藕偶e, id藕偶e.

Id藕偶e, id藕偶e. A jak to zb贸jcy?

Ale po ludzcy zb贸jcy jest szansa, 偶e tylko srebro zabior膮. A gorzej jak si臋

psy poganie trafi膮.

Ja Litwini tu chyba jeszcze nie dotar艂am.

Tak, tak, to tam niemo偶liwe.

Ca艂emu zawsze z艂ogini.

艁ajdaki.

Wiosk臋 mi spalili, rodzin臋 ca艂膮.

Nie wam z tej rodziny, tylko ciotk臋 mia艂a艣. Sama m贸wi艂e艣, 偶e... Gdzie prawi

藕le o zmar艂ych?

Id藕偶e, id藕偶e, bo jeszcze b臋dziemy kolejn膮 niedziel臋 tak szli. A id藕偶e

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.