All language subtitles for Korona krolow odc 91

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

W poprzednim odcinku... A jednak nie przyby艂e艣, 偶eby go po偶egna膰.

To nie waga.

Wybywa艂e艣, panie?

Szukujcie orszak do wyjazdu. Dzisiaj jeszcze opu艣cimy zamek. Radz臋 wstrzyma膰

z decyzj膮, panie.

Wyda艂em polecenie. Na co czekasz?

Trzy dni czekam na chwil臋 rozmowy z Ludwikiem. Do艣膰.

M艂ody kr贸l uni贸s艂 si臋, to prawda, ale mo偶e trzeba by艂 da膰 czat na och艂oni臋cie.

Powinienem by艂 wyjecha膰 od razu, jak powiedzia艂, 偶e nie poprz臋 na porze z

krzy偶akami, bo sp贸藕ni艂em si臋 na pogrzebie jego ojca.

Ludwik nie nawyk艂 do dyplomacji.

Od razu to na dworze. Wie, co robi.

A mo偶e trzeba m贸wi膰 z kr贸low膮 El偶biet膮?

To taki z niego kr贸l, 偶e matka rz膮dzi zamiast niego?

Tym bardziej szkoda wstrz膮pi膰 j臋zyk.

O co si臋 chodzi? Nie lubi臋 niedom贸wie艅.

Po 艣mierci ojca, panie, by艂e艣 w podobnej sytuacji. Nie por贸wnuj mnie do Ludwika.

Chyba, 偶e chcesz mnie urazi膰.

Gdzie偶 bym 艣mia艂?

Sytuacja jest jednak... Inna.

Nigdy nie obra偶a艂em si臋 i nie chowa艂em za plecami matki.

Rozumiem tw贸j gniew, panie.

Patrz jednak, je艣li wyjedziemy st膮d, nie rozm贸wiwszy si臋 z nim...

M艂ody kr贸l pomy艣li, 偶e jego racje zwyci臋偶y艂y.

A my zostaniemy zniczyni.

Klaro?

Klaro?

Czy ty chcesz wskaza膰 mi drog臋 do komnaty kr贸lowej El偶biety?

Mia艂am nadziej臋 z ni膮 pom贸wi膰 po posi艂ku i nie zd膮偶y艂am. Kr贸lowa zawsze po

艣niadaniu omawia wa偶ne sprawy ze swoimi urz臋dnikami. Nam zostawia zabawianie

go艣ci. Twoje s艂owa, pani, przekonuj膮 mnie, 偶e w艂a艣nie z ni膮 powinnam m贸wi膰.

piln. Ale ja ch臋tnie pomog臋 w ka偶dej sprawie. Nie w tej. Uwierz mi, moja

To gdzie j膮 znajd臋?

Zaprowadz臋 ci臋, pani.

Ale uprzedzam. Je偶eli rzecz oka偶e si臋 b艂aha, kr贸lowa b臋dzie z艂a.

Dobry sojusznik zdaje gwarancj臋 pomocy.

Przyznaj臋, na razie podstawa kr贸la Ludwika niepokoi.

Jak膮 mam pewno艣膰, 偶e dotrzyma postanowie艅 uk艂adu?

呕e obj膮wszy tron po mnie, upomni si臋 o nale偶ne nam ziemie. To zrobi dla

pobytku. Albo i nie.

Jeszcze chrab daleko od Krakowa.

A je艣li nasi wrogowie odkryj膮, 偶e jego wsparcie zale偶y od aktualnego stanu

albo humoru, to jest s艂abo艣膰, kt贸ra mo偶e nas wiele kosztowa膰.

Wierz臋, 偶e tw贸j siostrzeniec dojrzeje i wprawi si臋 w rz膮dzeniu.

Co mam zrobi膰 teraz?

W sytuacji, kiedy zmar艂 przychylny nam papie偶, a zakon tylko czeka na nasze

potkni臋cie, obawiam si臋, panie, 偶e nie masz wyboru. Niech to wszyscy diaby.

Zostawcie to i wejd藕cie.

Je艣li mog臋.

Udziel mu, panie, pierwszej lekcji.

Poka偶, jak rz膮dzi w艂adca, kt贸ry kieruje si臋 rozumem, a nie ura偶on膮 dum膮.

艢wini zakonu Klarysek w Trnawie wylewnie dzi臋kuj臋 za t膮 darowizn臋 kr贸low膮.

艢wiat, kt贸ry przetrwa艂y im臋, bardzo te偶 pomog艂 miejscowej ludno艣ci.

Wspieraj膮 ci臋 modlitw膮.

W ich ogrodzie.

W ich ogrodzie?

Wyj膮tkowo pi臋knie zakwit艂y lilie.

Twierdz膮, 偶e sprawi艂a to sama 艣wi臋ta Klara.

uj臋ta Twoj膮 dobroci膮, Pani.

Z czym przychodzicie?

Mi艂o艣ciwa Pani, wybacz, 偶e zabieram Tw贸j cenny czas, ale musisz mnie wys艂ucha膰.

W jakiej sprawie, Katarzyno?

Mo偶e doj艣膰 do wielkiego nieszcz臋艣cia.

Oliwie, 偶e przygotuj dokumenty do podpisu na jutrzejsze posiedzenie s膮du.

O jakim nieszcz臋艣cie m贸wisz, Katarzyno?

O zerwaniu sojuszu Kr贸lestwa Polskiego i W臋gier.

Kr贸l Kazimierz w艂a艣nie zarz膮dzi艂 pakowanie kufr贸w.

Tylko ty, mi艂o艣ciwa pani, w swojej m膮dro艣ci mo偶esz temu zaradzi膰.

Nie wierz臋, 偶e Kazimierz wys艂a艂 ci臋 do mnie w takiej sprawie.

Ale偶 nie.

On o niczym nie wie. Ja m贸wi臋 w swoim imieniu.

Nie chc臋, 偶eby艣 wyje偶d偶a艂.

El偶bieto, tw贸j syn wyrazi艂 si臋 jasno. Nie mog臋 ju偶 na niego liczy膰.

By艂 wzbuszony.

Min臋艂o sporo czasu. Mia艂 szans臋 ok艂on膮膰.

Unika mnie.

Takim zachowaniem, a przede wszystkim odmow膮 wsparcia przeciw krzy偶akom,

przekre艣la m贸j uk艂ad z Karolem Robertem. Karol nie 偶yje. Wiem i dlatego liczy艂em

na... Liczy艂e艣, spodziewa艂e艣 si臋, oczekiwa艂e艣. Pomy艣la艂e艣, 偶e to nam jest

szczeg贸lnie ci臋偶ko? 呕e to my teraz potrzebujemy twojego wsparcia? Straci艂am

m臋偶a, a moi synowie ojca.

Przepraszam.

Ja...

Prosz臋.

Wiem, 偶e tu jadacie figi pomara艅cze, ale one nie mog膮 si臋 r贸wna膰 jab艂kom z

Ma艂opolski.

We藕 drugie na zapach.

Albo podarujesz komu艣, kogo lubisz.

Dzi臋kuj臋. A teraz musz臋 zaprowadzi膰 kr贸lewicza na lekcj臋 艂aciny.

Pe艂ko, jak d艂ugo tu stoisz?

Wystarczaj膮co d艂ugo, by zat臋skni膰 za Krakowem i moj膮 Ma艂gorzat膮.

Spycymir zapewne te偶 ju偶 by ci臋 ch臋tnie widzia艂 z powrotem w domu.

Spytek by艂by najszcz臋艣liwszy, gdyby uda艂o mi si臋 znale藕膰 odpowiedniego

do r臋ki Agny. No niestety, nasz pobyt w Wyszehradzie dobiega ko艅ca.

Nie zdo艂a艂em przekona膰 kr贸la.

Upar艂 si臋, 偶eby natychmiast wyjecha膰.

Musz臋 ci臋 prosi膰, 偶eby艣 wr贸ci艂a do komnat i zarz膮dzi艂a pakowanie.

Nigdzie nie pojedziemy.

Przynajmniej na razie. Jak to?

Kr贸l wyda艂 dyspozycj臋.

Za ufajem.

Wybacz. Wiesz, 偶e przy mnie mo偶esz p艂aka膰 dowoli.

Nie wolno mi. Musz臋 by膰 opanowana.

Zawsze by艂e艣 mi podpor膮. Oddaj臋, to dosta艂em.

Pom贸wisz z Ludwikiem?

Ja jestem got贸w, ale czy on r贸wnie偶?

Przekonam go.

A偶 wie to Ludwik musi si臋 liczy膰 z uniewa偶nieniem uk艂adu, jaki zawar艂em z

ojcem.

Powiedzia艂am ju偶, 偶e postaram si臋 za艂agodzi膰 wasz konflikt.

Wierz臋, 偶e dojdzie do rozm贸w.

Jednak kiedy w 艢widnicy 偶egna艂em si臋 z Adelaid膮, mia艂am nadziej臋, 偶e jest

przemienn膮.

To wspaniale.

Zawsze nie bym mie膰 pewno艣膰.

Jednak nie ukrywam, 偶e bardzo liczna narodzina syna. A to zmieni sytuacj臋.

呕ycz臋 ci tego z ca艂ego serca.

Nie mog臋.

M贸wisz, pani.

Jeste艣 s艂aba i plata.

Na pewno nie chcesz, 偶ebym wys艂a艂a Karla? Jego zio艂a wystarcz膮.

Ojciec Eliasz przynajmniej pozwala艂 doda膰 miodu.

Co chcesz?

Nie wp艂yw nade mn膮.

Domy艣lam si臋, o czym chcesz ze mn膮 m贸wi膰, pani.

B艂agam o wybaczenie.

Nie powinnam podnosi膰 r臋ki na kr贸lewn臋. To niedopuszczalne.

Nie wiem, co we mnie wst膮pi艂o. Ja wiem.

Koni艂a艣 c贸rk臋.

Co nie znaczy, 偶e pochwalam tw贸j wyst臋pek.

To si臋 nie mo偶e powt贸rzy膰.

Nie mo偶e.

I nie powt贸rzy si臋.

Julenta ju偶 opu艣ci艂a zamek.

Wyjecha艂a do Go艂czy.

Pope艂ni艂am b艂膮d, pozwalaj膮c jej tutaj przyjecha膰.

Pewnie czu艂a si臋 opuszczona i samotna.

Musz臋 ci co艣 wyzna膰 o Jolencie.

呕a艂uj臋, 偶e si臋 ze mn膮 nie wybra艂a艣.

Kontakt mnie poni贸s艂, 偶e prawie zgubi艂a mnie jak najstra偶e.

Gdyby艣 zobaczy艂a ich miny, kiedy mnie dogonili.

Nic nie powiesz?

Na przyk艂ad, 偶e to niebezpieczne i nie przedstawi kr贸lewnie?

Co si臋 z tob膮 dzieje?

Nic. Nic?

Chodzisz wiecznie ponura i nad膮sana.

Milczysz. A jak ju偶 si臋 odezwiesz, to tylko, 偶eby komu艣 dopiec.

Nic ci臋 nie cieszy. To moja sprawa.

Kiedy by艂y艣my dzie膰mi, podziwia艂am ci臋. Twoj膮 roztropno艣膰, szczero艣膰, wielkie

serce.

Nie jeste艣my ju偶 dzie膰mi, Kundziu.

Je艣li by艂am smutna, rozwesela艂a艣 mnie, a jak si臋 czego艣 ba艂am, pociesza艂a艣. A

teraz?

Boj臋 si臋 do ciebie odezwa膰.

T臋skni臋 za tamt膮 El偶bietk膮. Ale tamtej ju偶 nie ma, rozumiesz?

Dlaczego mnie dr臋czysz? Chc臋 ci jedn膮 pom贸c. Ale nie mo偶esz, wi臋c zostaw mnie.

Nie n臋kaj.

Na pewno wiemy tyle, 偶e Jolenta przyby艂a z W臋gier. Z listem od kr贸lowej

El偶biety, kt贸ra prosi艂a o opiek臋 nad ni膮.

Dziecku grozi艂o niebezpiecze艅stwo, dlatego s膮dzono, 偶e jest z rodziny

kt贸r膮 skazano na 艣mier膰. Ale sk膮d pomys艂, 偶e Jolenta jest c贸rka

Kr贸lowa El偶bieta musia艂a napisa膰 to w li艣cie.

Nie wiem, co by艂o w li艣cie.

My艣l臋, 偶e kr贸lowa chcia艂a za wszelk膮 cen臋 chroni膰 Jolent臋.

Gdyby j膮 wtedy odes艂ano z Wawelu, na pewno podzieli艂aby los swojej rodziny.

Kr贸lowa wiedzia艂a, 偶e Kazimierz, twoje dziecko, nie zgotuje taki los.

Pami臋taj, pani, 偶e ojcostwa trudno dowie艣膰.

Kr贸l nigdy oficjalnie nie uzna艂 Jolenci. Ani si臋 jej nie wyrzek艂.

Pani, matkuje Jolenci ju偶 tyle lat.

I nie widz臋 podobie艅stwa do kr贸la Kazimierza.

Inaczej jest, kiedy patrz臋 na El偶bietk臋 czy Kundzi臋.

To mi艂e jednak.

Nie znasz kr贸l a偶 tak dobrze, cudka.

Rzeczywiste.

Mam jednak przeczucie, 偶e Jolanta nie jest jego c贸rk膮.

P贸jd臋 ju偶, Panie, je艣li pozwolisz.

Poszukam kr贸lewny, musia艂am prosi膰 o wybaczenie.

Przychodzi do was szlachcianka w艂oszka.

Pi臋kna kobieta. W stukni koloru karminowego.

Wiele tu pi臋knych nie wiasz, panie.

Nie, nie widzia艂em.

El偶bietko, prosz臋, musisz mnie wys艂ucha膰. Nie teraz.

Wiem, 偶e dawno min臋艂y te czasy, kiedy mog艂am ci cokolwiek narzuci膰, ale

mia艂a trafi膰 do lochu, prosz臋, musisz to us艂ysze膰.

Wybacz.

Nie mia艂am prawa podnie艣膰 na ciebie r臋ki.

Wiem, 偶e by艂a艣 z艂a na Jolant臋, ale to nie jej wina, tylko moja.

To ja j膮 tutaj przywioz艂am.

A powinnam si臋 by艂a domy艣li膰, jak zareaguje, kiedy dotrze do niej, co

m贸wi膮. B艂agam, przesta艅, cudko.

By艂am okropna dla Jolenty.

Adelaidzie te偶 nie szcz臋dzi艂am przykro艣ci.

Matka by艂a dobra nawet dla babki, kt贸ra oskar偶y艂a j膮 o zdrad臋.

Chcia艂a odebra膰 koron臋 i odes艂a膰 na Litw臋. Nie s膮dzi艂am, 偶e to pami臋tasz.

Matka potrafi艂a przebaczy膰.

Czy nie tak?

Objawia si臋 chrze艣cija艅skie mi艂osierdzie, a ludzie mili j膮 za

Brakuje ci jej. Tak bardzo, 偶e znienawidzi艂a Madelajd臋. I Jolent臋.

j膮 ujrza艂am, my艣la艂am tylko o tym, 偶e odbierze mi ojca, kiedy go potrzebuje.

Jeste艣cie podobne do siebie z Jolent膮, ale tylko w jednym.

Obie jeste艣cie samotne.

Ma艂y kamek w trzewiku, a tak uwielbia艂.

Takie s膮 najgorsze.

A c贸偶 to za mina?

Co艣 si臋 sta艂o?

Co艣 z Egle?

Nie, Egle ma si臋 dobrze.

Nie ukrywaj przede mn膮 prawdy, Miko艂aju.

Lepiej wyrzuci膰 z siebie to, co nas dr臋czy, zanim uprzykrzy nam 偶ycie do

Jak ten kamek w trzewiku.

z te ca艂膮 zwad臋, z klincz膮 na 艣mier膰. Zapomnia艂am, 偶e inni te偶 mog膮 mie膰

k艂opoty.

Ale to ju偶 za mn膮.

Ch臋tnie Ci臋 wys艂ucham.

Umiem doradzi膰.

Nie w膮tpi臋, Pani Bo偶e, no.

Ale... To nic.

Chwilowy smutek minie.

呕ycie mija jak chwila.

Ledwie zd膮偶ymy si臋 nacieszy膰 szcz臋艣ci膮, kt贸re nam si臋 przytrafi艂o.

A ju偶 jest tylko wspomnieniem.

Bywa, 偶e tracimy je z barnej winy.

Goni膮c za czym艣 innym.

Jednak przyjecha艂. Karol Morawski tak偶e.

I r贸wnie偶 sp贸藕niony. Karol Morawski nie jest twym bratem.

Kiedy wuj potrzebowa艂 ojca jako tarczy do obrony przed krzy偶akami albo

to jako艣 zawsze by艂 na czas.

Wtedy 偶adne wa偶ne sprawy go nie wstrzymywa艂y.

M贸wisz jak pachol臋.

Nigdy nie zrozumiem twojej atencji dla mego wuja i jego zimnej, ponurej krainy.

Kazimierz jest moim jedynym 偶yj膮cym bratem. Zawsze b臋dzie dla mnie wa偶ny.

A ta zimna, ponura kraina, jak j膮 nazwa艂e艣, to miejsce, w kt贸rym

dzie艂o 偶ycia mojego ojca.

Nie chcia艂em ci臋 obrazi膰, matko.

Te zimy w przysz艂o艣ci mog膮 by膰 twoje. Zwa偶 na to, co m贸wisz, a tym bardziej na

to, co my艣lisz.

Kiedy szli艣my z budy do Bia艂ogrodu w kondukcie pogrzebowym, kt贸ry tak pi臋knie

kaza艂e艣 przygotowa膰, widzia艂em, jak by艂o ci ci臋偶ko, matko.

Wtedy przyrzek艂em sobie, 偶e wuj zap艂aci za to, 偶e nie ma go przy tobie.

Ludwiku, musisz nauczy膰 si臋 chroni膰 dobro pa艅stwa przed 偶arliwo艣ci膮 swojego

serca. Nie rozumiem, to mam si臋 wyrzec z tego, co podpowiada mi serce? Nie,

nigdy.

Ale pami臋taj, co z tych dw贸ch nosisz wy偶ej.

Serce czy koron臋. Prawda s艂owa, El偶bieto.

Jednak powinni艣my tam wej艣膰.

Tak na wszelki wypadek. Nie teraz.

Albo sami si臋 dogadaj膮.

Albo... Klerka.

Obawiam si臋 jednak, 偶e to drugie.

A Wupczak oddaje na nas tylko modlitw臋.

Wszystko widzisz w ciemnych barwach.

Troch臋 wiary w ludzi.

Jeszcze dzi艣 rano got贸w by艂em uwierzy膰 w zgod臋. Ale czy potem... Ufam jednak w

m膮dro艣膰 kr贸lowej i kr贸la.

Przykro mi to m贸wi膰, Oliwie, 偶e lecz jak dot膮d kr贸l Ludwig nie da艂 nam si臋

pozna膰 jako roztropny w艂adca.

Bardzo zgrabnie to m贸wi艂e艣.

Jednakowo偶 mia艂em na my艣li kr贸la Kazimierza.

Skoro tam s膮, to znaczy, 偶e podj膮艂 pr贸b臋 pojednania.

Oby by艂a udaw膮.

M贸wi臋, 偶e drugiej ju偶 nie b臋dzie.

Rozumiem, co czujesz, Ludwiku. Czy偶by?

To najtrudniejszy moment.

Obj臋cie w艂adzy.

Dwa obowi膮zki, trudno艣ci, ogromna odpowiedzialno艣膰.

A zabrak艂o tego, kto zawsze ci doradza, kto by艂 wzorem. I wiesz, 偶e nikt go nie

zast膮pi, to boli.

I ogarnia ci臋 偶al i z艂o艣膰.

Czasem lepiej znale藕膰 w tobie konkretny pow贸d. Na przyk艂ad moj膮 nieobecno艣膰 na

pogrzebie. Ale wiedz, 偶e nie zrobi艂em tego specjalnie, 偶eby ci dopiec.

Ale sta艂o si臋 i bardzo 偶a艂uj臋, 偶e nie mog艂em by膰 wtedy z wami.

A wi臋c przydnajesz si臋 do b艂臋d贸w, uju, tak?

Mia艂em wa偶ny pow贸d. Tyle ci musi wystarczy膰. A co mo偶e by膰 wa偶niejszego?

Ludwiku.

Chcesz si臋 na mnie gniewa膰?

Gniewaj si臋.

Ale potem poszukaj w sobie tej wyrozumia艂o艣ci, jak膮 ten powinien mie膰

Dla ojca?

Jak umr臋 bezpotromnie, przy艂膮czysz ziemi臋 kr贸lestwa do twoich.

Obejmiesz po mnie tron, tak jak teraz po ojcu Karolu Robercie.

Wi臋c mam by膰 ci wdzi臋czny, wuju.

Za to, 偶e kiedy艣 mo偶e obejm臋 tw贸j tron. Nie tego oczekuj臋.

Chc臋, 偶eby艣 tylko pami臋ta艂, 偶e wszystko co robi臋 dla mojego kr贸lestwa mo偶e

umocni膰 twoj膮 przysz艂膮 pozycj臋.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.