All language subtitles for Korona krolow odc 54

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Pr贸bowa艂am ju偶 wszystkiego.

Posz艂am do niego, jak radzi艂a mi pani T臋czy艅ska.

A on odtr膮ci艂 mnie, t艂umacz膮c si臋 zm臋czeniem.

Mo偶e by艂 zm臋czony. A mo偶e mi艂uje inn膮.

Mo偶e w艂a艣nie dlatego sta艂am mu si臋 oboj臋tna.

Nie m贸w tak, pani.

A je艣li nigdy mnie nie mi艂owa艂?

Kr贸l ma wiele obowi膮zk贸w i zmartwie艅.

B膮d藕 cierpliwa.

Ja te偶 cz臋sto musz臋 czeka膰, a偶 m贸j m膮偶 wype艂ni swoje obowi膮zki, zanim do mnie

wr贸ci.

A przecie偶 nie tak to mia艂o wygl膮da膰.

My艣la艂am, 偶e mi臋dzy wami wszystko si臋 uk艂ada.

Nie my艣l臋, 偶e sp臋dz臋 wi臋cej czasu w poselstwach ni偶 ze mn膮.

P贸jd臋 sprawdzi膰, czy kr贸lewny sko艅czy艂a 艣niadanie.

Kr贸lu, pojedziesz jutro do Pragi.

Dopiero co wr贸ci艂em.

Ledwo jedn膮 noc sp臋dzi艂em u boku 偶ony.

Pojed臋, gdzie ka偶esz.

Zawieziesz Luksemburczykowi reszt臋 pieni臋dzy za zrzeczenie si臋 pretensji do

naszej korony.

Panie.

Jakbym mia艂 tak膮 偶on臋 jakiego cudka, te偶 nie by艂oby mi 艣pieszno do wyjazdu.

A mo偶e i ty by艣 si臋 w ko艅cu o偶eni艂?

Dlaczego nie c贸rk膮 Leopolda?

Ja wiem.

Niewiasta ju偶 nie pierwszej m艂odo艣ci.

Pewnie szpetna i pyskata, skoro nie mogli jej dot膮d wyda膰.

艢lub z Habsbur偶ank膮, cho膰by 艂yt膮 albo bez nogi, zmartwi Luksemburczyka. Tak,

prawda. I potak pono膰 ma wielki. Jak i ramiona. Wszystkie Habsbur偶anki pot臋偶ne

jak ch艂opki, usta wiecznie otwarte.

Nie wybrzydzaj.

艁atwo ci m贸wi膰. Ty si臋 o偶eni艂e艣 z m艂od膮 i 艂adn膮.

Do mi艂owania takiej 偶ony nie trudno si臋 zmusi膰.

To prawda.

Nie b臋dzie mi szpetna baba po zamku 艂azi膰, cho膰bym jej by艂a sam膮 c贸r膮

Przemy艣l to jeszcze.

Dobrze jest si臋 mie膰 do kogo przytuli膰 noc膮, kiedy ogie艅 w kominku zga艣nie.

Ale w moim 艂o偶u nigdy nie jest zimy.

Czasami nawet da gor膮co i wyspa膰 si臋 niech wysu.

Co to za panna?

No m贸w偶e.

Ale o kt贸r膮 pytasz? O Matyld臋, o Mi艂ochny czy o De?

Ty szed艂 mu.

Krew piastowska gor膮ca. Nie m贸w, 偶e twoja nie wrzesz, kiedy widzisz 艂adn膮

Bej艣li zimna, znajd藕 偶e艣 nie piast.

呕al, 偶e nas opuszczasz.

Jedno spotkanie jeszcze przed nami. Jak B贸g da.

Amen.

Amen.

Zanie艣 tamto stop.

Zaraz b臋dzie nast臋pka.

Co ty wyprawiasz?

Nie mog臋 p贸j艣膰 do kr贸la i oczerni膰 kasztelana Ma艂ogowskiego.

Utn膮艂 mi j臋zyk i nie sko艅czy m贸wi膰.

Nic ci nie zrobi臋, je偶eli b臋dziesz mie膰 dowody, 偶e Jasko dzia艂a przeciw kr贸lowi.

Wyjecha艂 wczoraj z zamku w du偶ym po艣piechu.

Jestem pewny, 偶e co艣 ukrywa.

Ale co takiego, B贸g jedna raczy wiedzie膰.

Chcesz, 偶eby zap艂aci艂 za twoj膮 zniewag臋? Ma艂o powiedziane.

Zamiast nagrodzi膰, 偶e milcza艂 o ba艣ce Dunin, to mi grozi艂, jakbym by艂 byle

kmieciem.

Jan Trzebor z Ko艅czyska.

Szla艣cic z herbu Giera艂t.

Giera艂t to nie leliwa m臋偶czy艅skich. Ale obra偶a膰 si臋 nie pozwol臋.

M贸j b贸j pod p艂owcami.

Groni膮 kr贸la W艂adys艂awa. Id藕 powoli.

Bez r臋ki walczy艂 dalej.

Jasne, w艂a艣nie.

Honor dla nas rzecz 艣wi臋ta.

Honorem si臋 nie najesz. Licz臋 na to, 偶e kr贸l mnie nagrodzi hojnie.

Zaprawd臋, oja艣ku.

Prosz臋.

Ale czemu ty, panie?

Taki zawzi臋ty na m臋偶czy艅skiego.

Ciebie te偶 obrazi艂?

Lepiej si臋 czujesz, dziecko?

Niepotrzebnie ka偶膮 mi le偶e膰. A ja ju偶 wiem, co robi.

A nie jest ci s艂abo? Nie kr臋ci ci si臋 w g艂owie? Nie.

Co si臋 sta艂o, ojcze?

Nie mam dla ciebie dobrych wie艣ci.

Jasiek? Co z nim? Nie, nie, nie.

Nie o Ja艣ka tu chodzi.

To je艣li nie o Ja艣ka, to o co?

O twoje zal臋czyny.

Pe艂ka si臋 rozmy艣li艂.

Jak to?

Ale ja sam nie mog臋 powiedzie膰 dlaczego.

Mo偶e to i lepiej?

Jak lepiej?

Przecie偶 to jest policzek dla melszty艅skich.

Wstyd, zniewaga.

Ja nie mam poj臋cia, dlaczego to zrobi艂.

Ja te偶 nie, ale... Bogu b臋d臋 dzi臋kowa膰.

Chcia艂am by膰 pos艂uszna i wyj艣膰 za tego, kogo mi karzysz, ale skoro tak, to...

Teraz nikt i nic nie stoi na przeszkodzie, abym mog艂a wzi膮膰 艣lub z

mi艂uj臋.

O czym ty m贸wisz?

Urodzi艂em si臋 w tamtym domu.

Przecie偶 to dom spytka m臋偶czy艅skiego.

Teraz tak.

Kr贸l dawa艂 nam wszystko.

Dziedziczne w贸jtostwo.

A tu tych moich braci, pr贸b najstarszego, kad膮 powiesi膰 za miastem,

zostawi膰, p贸ki zgni艂e 艣ci臋gna nie opuszcz膮 ko艣ci.

Przebudzisz bratanek w贸jta Alberta?

Niech mu ziemia lekk膮 b臋dzie.

To w贸jt nie 偶yje?

Zmar艂, naprawd臋.

Teraz le偶y w jednej mogile, jakim艣 tapio艂etem.

Nie tracimy nas by艂o na poch贸wek.

Tylko ci patrze膰 na dom, kt贸rego ci pozbawiono.

Wr贸ci do mnie.

Nie spotkn臋, p贸ki Malchty艅ski nie zap艂aci za moje krzywdy.

To on radzi艂 kr贸lowi, 偶eby zabra膰 nam wszystko.

Nawet godno艣膰.

Pomog臋 ci.

Mo偶esz na mnie liczy膰.

Wdzi臋cz臋 si臋. Gdy odzyskam maj膮tek.

I wszystko, co mi zabrano.

Ojcze. Z nawiednictwem nie.

I ty, i Jasiek. Nie zrobi艂am tego specjalnie, uwierz mi. To si臋 po prostu

pokocha艂am go. Oczywi艣cie Pe艂ka musia艂 o tym wiedzie膰 i dlatego si臋 wycofa艂.

Za na to ci ulega艂em, wiesz?

Pozwala艂em ci si臋 kszta艂ci膰, pozwala艂em ci czyta膰 ksi膮偶ki i taki jest tego

efekt. A niech to.

Czy ten, ten, ten, jak go tam?

Giovanni.

Wbrew przyzwoito艣ci zbli偶a艂 si臋 do ciebie?

Ojcze. Tak czy nie? Nie!

Tyle co w ta艅cu.

Bo偶e, taki wstyd.

Moja c贸rka z byle kim.

Dla mi艂o艣ci stan i maj膮tek nie maj膮 znaczenia. Ja naprawd臋 go mi艂uj臋 i chc臋

po艣lubi膰. Po moim trupie.

Co chcesz zrobi膰?

Ojcze.

St贸j!

Tak, do widzenia.

Ja ju偶 musz臋 i艣膰.

Wezm臋 koszyk, jak przyjd臋 ze 艣wiecami.

Ten ch艂opak nic nie ma.

Nie jest materia艂em na m臋偶a dla ciebie.

Nie chc臋 m臋偶a.

Wiem, 偶e wiele prze偶y艂a艣.

Nic nie wiesz.

Poszukamy ci takiego, kt贸ry b臋dzie dla ciebie dobry.

Nawet gdyby m膮偶 codzie艅 pozwala艂 mi je艣膰 mi臋so i spa膰 na jedwabnych poduszkach,

by艂abym jego w艂asno艣ci膮. Tak jak ta poduszka, na kt贸rej pozwala艂by mi spa膰.

Nie jeste艣 w litewskiej puszczy, Audre. Musisz mie膰 m臋偶a.

呕eby w tym 艣wiecie by膰 woln膮, musia艂aby艣 by膰 wdow膮.

Ty nie masz m臋偶a i do nikogo nie nale偶ysz.

Unikasz mnie?

Wybacz.

Jutro dobrze?

Jutro wyje偶d偶am. Dopiero co wr贸ci艂e艣.

Dla ciebie tu przyjecha艂am.

Mia艂am nadziej臋, 偶e mo偶e tutaj b臋dzie nam do siebie bli偶ej. Wr贸膰 do Ko艂czy.

Do dzieci.

Mo偶e przywioz臋 ci co艣 艂adnego.

Na przyk艂ad now膮 sukni臋. Nie potrzebuj臋 sukni. To przywioz臋 ci ko偶no podszyte

futrem. Nie potrzebuj臋 tego wszystkiego, nie rozumiesz?

Przecie偶 ja nie wyje偶d偶am z w艂asnej woli.

Dzieci nie widzia艂em od miesi臋cy, ale s艂u偶臋 kr贸lowi i musz臋 wype艂nia膰 jego

Ale czemu to ciebie ci膮gle wysy艂a? Nie ma innych, kt贸rych mo偶e pos艂a膰?

Wiem, 偶e艣 wodzi艂 moj膮 c贸rk臋 na pokuszenie. Przez ciebie straci艂a szans臋

bardzo dobry o偶enek.

Zam膮ci艂e艣 jej w g艂owie.

Amo tua filia. Mi艂uj臋 twoj膮 c贸rk臋. Nie pozwalam!

Mekie, nie chcesz 艣ci臋cia twojej c贸rki?

Felicita di tua filia.

A czy jeste艣 w stanie w og贸le o ni膮 zadba膰?

Masz dwie anogodne kasztelanskie c贸rki?

Mo偶e nie mog臋 zaoferowa膰 maj膮tek, ale mog臋 da膰 rado艣膰, mi艂o艣膰 i...

Felicita. Felicita.

A z czego b臋dziesz 偶y膰, kiedy zemrzesz?

Bo na opraw臋 Tobi膮 nie ma co liczy膰.

N臋te, niczego jej nie zabraknie.

Je偶eli tylko si臋 do niej zbli偶ysz, to postaram si臋, 偶eby kr贸l natychmiast si臋

oddali艂.

I nie masz si臋 nawet na ni膮 spojrze膰.

Siwa, piwo, kas臋. Ju偶, ju偶.

Ju偶, ju偶, ju偶.

Bogdan zostawi艂 koszyk w naszej kuchni.

I tylko po to si臋 fatygowala艣? Nie wysy艂aj go wi臋cej na zamek. Szk贸d tylko

narobi艂. No tak, tak, tak. Ten ch艂opak ma dwie leveranty.

Jeszcze kiedy艣 zniszczy co艣 ciennego i Auder b臋dzie mie膰 przez niego k艂opoty.

Dobrze, ju偶 dobrze. Nie po艣le go wi臋cej na zamek.

I mnie zale偶y, 偶eby twojej c贸rce wszystko dobrze si臋 uro偶y艂o.

Egle!

Egle!

Zosta艅 cho膰 na chwil臋.

Polewki ci dam.

Niech b臋dzie.

Zmarz艂am.

Co tak ma艂o nar膮bale艣?

Palec m贸j.

Wiesz co? Nie pozwol臋, 偶eby moja przysz艂a 偶ona marz艂a.

呕enisz si臋, panie? A jak? Z kim? Jak to z kim? W臋gle.

Znowu przysz艂a. 呕e niby co艣 zbi艂e艣 na zamku. Ale wiadomo, nie fatygowa艂aby si臋

a偶 tutaj z powodu jakiego艣 garnca.

T臋sknia jej by艂o.

My艣lisz, 偶e ci臋 mi艂uje?

Nie艣miala jak siko艂eczka.

Co podleci, pomacha skrzydelkami i odp艂ynie, jak si臋 do niej odwr贸cisz.

Ten gila za mn膮.

No ju偶, id藕, id藕, pod艂贸偶 do ognia.

Nie b臋d臋 si臋 o艣wiadcza艂 w ziemnicy.

Egle?

Ju偶 idziesz? Musz臋.

Powiedzia艂am, co mia艂am powiedzie膰.

Ciesz臋 si臋, 偶e w tej sprawie jeste艣my zgodni. W tej i we wszystkich innych.

Czuj臋 to samo, co ty, Egle.

Dlatego powzi膮艂em my艣l o Orzenku.

Nie ma na co czeka膰.

Latka lec膮, m艂odsza nie b臋dziesz, ale... Zd膮偶asz jeszcze urodzi膰 mi syna.

Albo nawet dw贸ch.

Chcesz... Chcesz si臋 ze mn膮 o偶eni膰?

Na wiosn臋 si臋 pobierzemy.

Tu opadry b臋dzie niezadowolony.

Bardziej ni偶 jego gniewu boj臋 si臋, 偶e ci臋 strac臋.

Jeste艣 segura?

Jeste艣 pewna? Ja niczego na 艣wiecie.

B臋d臋 czeka艂 na ciebie, karczmy.

Wyjd臋 po wieczornej mszy.

Tylko si臋 za艣mia艂a.

I po co to?

Przecie偶 to nie ostatnia sikorka na 艣wiecie.

Jak ledo, nie 偶adna sikorka. To ja z czymbic膮.

Rozszarpa艂a mi w t臋czno艣ci pasuchami. Wszystko mnie tu teraz pali.

No, wypi艂e艣 p贸艂 betki piwa, to masz za swoje.

Dobrze m贸wi膮, 偶e nie wjazda bram膮 do piek艂a.

Raczej bram膮 do krainy rozkosz. Chocia偶 i tak niech ile nieraz trzeba si臋

natrudzi膰, 偶eby tak膮 zdoby膰. No, zw艂aszcza gdy broni jej ojciec.

Wielki aktor. A co zrobi膰, gdy padla sama od tr膮ca?

A no to, to ju偶 jest inna inso艣膰.

Ka偶da niewiasta pragnie by膰 jak twierdza nie do zdobycia.

No w艂a艣nie, nawet dziewka wszeteczna. I chleba te偶 przynie艣. I piwo te偶 by si臋

przyda艂o. A daj.

Oblegaj j膮.

Pokonaj. Jak wojsko wrogiej armii. Tak, ale nie przesa膰.

Niewiasty boj膮 si臋 gwa艂townych m臋偶czyzn. Tak, lecz musi wiedzie膰, 偶e nie

odpu艣cisz. A wiele niewiast, jak zdobyli艣cie.

Przed nami wszystkie niewie艣cie ramiona.

Otwieraj膮 si臋 na o艣cie偶.

No c贸偶, kaczmarzu, nie jeste艣my starymi. Jakimi艣 szpetnymi.

Nudnymi.

Brzydkimi.

Dziadami.

Kto to wszystko zap艂aci?

Psu, braty.

艁az臋gi.

I nie jestem szpetna.

Pewnie powinnam by膰 wdzi臋czna, 偶e zechcia艂 mnie, pogank臋.

W dodatku ju偶 nie m艂od膮. To prawda, Igli.

Latka leci艂.

Sk膮d w og贸le przysz艂o mu do g艂owy, 偶e chcia艂abym wyj艣膰 za niego?

Sp臋dza艂a艣 du偶o czasu w karczmie.

Pomaga艂a艣 mu.

Ja po prawdzie te偶 my艣l臋, 偶e czuj臋 co艣 do niego.

Rozmawia膰 to nie to samo, co mi艂owa膰.

Nie brak ci mi臋艣nia u boku?

Nie na tyle, 偶eby p贸j艣膰 za karczmarza.

Naprawd臋 nie widzia艂a艣, jak wodzi艂 za tob膮 ciami?

Jak istnia艂o mu to pa艣膰 na tw贸j widok?

Czy tak zrobi艂am?

Nie powinnam si臋 艣mia膰 z tego, co kto艣 czuje.

Nie zapomn臋 jej tego.

Jeszcze do mnie przyjdzie, 偶eby mi w czym艣 pom贸g艂.

Jeszcze po偶aruje, 偶e mnie nie chcia艂a.

Ten pan w zamku ju偶 drugi raz prosi o mi贸d.

M臋偶czyzny nie bierze si臋 wiekiem, ale jego zaletami, uczciwo艣ci膮,

obyczaj贸w... No co?

Podaj. Sam zani贸s艂.

Za mi艂o艣膰.

Pani, a dok膮d to?

Ja musz臋 wyjecha膰.

Do Marstuna.

Jak no?

Giovanni nam nie czeka.

Chcemy si臋 pobra膰. Ale m贸j ojciec jest przeciwny.

Musimy uciec.

Wiem, 偶e trudno si臋 z tym pogodzi膰.

Ale nasze 偶ycie nie nale偶y do nas.

A walcz膮c z nurtem rzeki 艂atwiej si臋 w niej utopi膰, ni偶 dop艂yn膮膰 do spokojnego

brzegu.

Nie stawiaj mi艂o艣ci do Giovaniego ponad obowi膮zki wobec w艂asnej rodziny.

Jak no tw贸j ojciec mo偶e pozbawi膰 ci臋 maj膮tku?

Nie dbam o to.

A szkoda, bo mo偶e jednak da si臋 go nak艂oni膰, 偶eby by艂 wam przychylny.

Nie znam nikogo bardziej upartego ni偶 m贸j ojciec.

Chyba jednak za s艂abo mnie pozna艂a艣.

Panie?

Kr贸lu, czy mog艂abym pom贸wi膰 tylko z tob膮?

Chodzi o mojego m臋偶a.

Dlaczego, panie, posy艂asz ci膮gle mojego m臋偶a w pos艂y?

Nie znios臋 tego d艂u偶ej. B艂agam ci臋, zostaw go na Wawelu, przy mnie.

Nie l臋kaj si臋.

Nie mierz臋, to dzielny rycerz.

Nie o niego si臋 boj臋.

Tylko o to, co mo偶e si臋 sta膰, gdy... gdy go przy mnie nie ma.

W nast臋pnym odcinku.

Mog臋 to wyja艣ni膰. Ale chc臋.

Ja nie.

Zna膰 sobie kogo艣, kto b臋dzie lubi膰 takie ciokary, zabawy. Panie, nie mog臋 tutaj

zosta膰. Dlaczego?

Nie umiem spojrze膰 w oczy mojej pani.

Mamy now膮 dw贸rk臋.

Tak? To Ma艂gorzata, c贸rka Bo偶eny.

Chyba tylko c贸rki brakuje.

Jak nie ulec pokusie?

Modl臋 si臋, ale nie wiem, czy to wystarczy. Pod soli b臋dzie rad.

Martwi si臋 o syna.

Przynajmniej go ma.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.