Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W roku pa艅skim, w 1334, kr贸l polski Kazimierz uzna艂,
偶e winien szczeg贸lnie zatroszczy膰 si臋 o dwie sprawy, kt贸re by mog艂y zapewni膰
u艣wietnienie i wzmocnienie jego kr贸lestwa.
Po pierwsze, aby ludzie udr臋czeni wyniszczaj膮c膮 wojn膮 z krzy偶akami
przez przywr贸cenie pokoju.
Po drugie...
aby przez wyt臋pienie wszelkich z艂odziei i rabusi贸w zapewni膰 bezpiecze艅stwo na
drogach publicznych i prywatnych i wszelkich szlakach.
A w roku pa艅skim 1335
niech nam B贸g
b艂ogos艂awi i oka偶e 艂ask臋, by艣my zdrowi byli.
I zobaczyli, co przyniesie.
Jakie male艅kie.
Dobrze, 偶e to kupi艂e艣.
Pr贸bowa艂am co艣 uszy膰 sama, ale zobacz.
W 偶yciu czego艣 pi臋kniejszego nie widzia艂em.
Worujesz, powiedz ze mnie.
A ja si臋 staram. No ja wiem, 偶e si臋 starasz, nic nie dworuj臋.
Po prostu wol臋 twoj膮 pi臋kn膮 r膮czk臋.
Na r臋koje艣ci miecza.
Nie na igl臋.
Dobrze, 偶e przyjecha艂e艣.
Tak mam dosy膰 ju偶 tej samotno艣ci.
Musz臋 dzisiaj jecha膰 na Wawel.
Ba艣ka, jak chcesz, to zostan臋.
Nie. Oczywi艣cie, powiniene艣 jecha膰.
No musz臋, kr贸l i ca艂a rada szykuj膮 si臋 na zjazd w Wyszehradzie.
Ale na zamku zostanie kr贸lowa, to mo偶e jak si臋 troch臋 sp贸藕ni臋, to nikt nie
zauwa偶y.
Ja艣ku, spokojnie. Ca艂e 偶ycie musia艂am liczy膰 sama na siebie.
To teraz te偶 sobie poradz臋.
Ba艣ka, jest gettko.
Jak b臋dzie trzeba, to ci pomo偶e.
Ba艣ka?
O co chodzi?
Mi艂o艣ciwy panie!
I za twoj膮 bohatersk膮 s艂u偶b臋 nadaje ci gr贸d Ko藕min i przynale偶ne do niego wsie.
Bo偶encice, Bo偶uchowice, Wolkowo, Galewo, Orla, Lipowiec i Staniewo.
Z ca艂ego serca dzi臋kuj臋, panie.
Nie dzi臋kuj, Pe艂ko, zas艂u偶y艂e艣 na nagrod臋.
Powinienem by艂 nada膰 ci ziemi臋 ju偶 dwa lata temu, gdy nie mierz臋 uratowa艂 ci臋 z
niewoli czeskiej. C贸偶 ci臋 sprowadza, Zbigniewie?
Co to za list?
Od Jana Luksemburskiego, uprzedzaj膮cy o przyje藕dzie do Wyszehradu.
R贸wnie偶 jego syna.
I c贸偶 tego?
Sp贸jrz na podpis, panie.
Zsun膮艂 z tytulatury Rek Polonie.
Ko艂aju, wina.
Trzeba to uczci膰.
Przynie艣cie wina!
Najlepszego!
Kr贸l porwie ci臋 w ramiona.
Za Basia 艢min贸w ma zapragnienie.
Co po pragnieniu, skoro nie mog臋 da膰 mu dziecka?
Nie wierz tego.
Moja babka m贸wi艂a, 偶e ponure my艣li zatruwaj膮 艂ono.
Zamknij oczy i pozw贸l im odp艂yn膮膰.
A co je艣li Kazimierz si臋 domy艣la?
Tak rzadko odwiedza moje 艂o偶e, je艣li on wie.
Sk膮d niby?
Kiedy poj臋艂am go zio艂ami, kt贸re mi poleci艂a艣, napomkn臋艂am, 偶e to wspomaga
pocz臋cie potomka, a on obruszy艂 si臋, 偶e to bredni. Przesta艅 o tym my艣le膰.
Tw贸j m膮偶 niczego nie wie ani si臋 nie domy艣la.
Tak bardzo chcia艂abym jeszcze poczu膰 pod sercem dzieci膮tku.
Czas tak szybko mija.
Egle, co z tob膮?
Gdzie jest ten Wita艂tar?
Tyle czasu jedzie z Litwy.
Niech tylko cudka wr贸ci, a ja sama pojad臋 w okazj臋.
Ten handlarz mnie zwodzi.
Niby fuka, ale kto go tam wie.
Ostatnio 艣ni艂 mi si臋 moment, kiedy j膮 malutk膮 zostawi艂am obcym.
艁adna su...
Dziesi臋cina na wypraw臋 krzy偶ow膮 dla papie偶a.
Laudate Dominum.
Mo偶e by od razu przekaza膰 te 艣rodki kamerze papieskiej.
Tak? Tak hojnie chcesz rozporz膮dza膰, nie swoimi pieni臋dzmi?
Je偶eli ubiegniemy innych bitkup贸w, zyska w贸j przychylno艣膰 papie偶a.
Moje stosunki z papie偶em s膮 doskona艂e.
A jednak wezwa艂 wuja do naprawy b艂臋d贸w, do pojednania z kr贸lem Kazimierzem.
M贸wi艂em, 偶eby艣 tego imienia przy mnie nie wymawia艂.
Wybacz wuju. Papie偶 jest daleko. Nie widzi, 偶e ten cz艂owiek prowadzi kraj ku
przepa艣ci.
Czy przygotowano ju偶 pieni膮dze, kt贸re zobowi膮zali艣my si臋 przekaza膰 w t臋czynie
Czechom? Nie, panie.
Dwadzie艣cia tysi臋cy kop groszy to du偶a suma. I dobrze.
Nie ma si臋 tu 艣pieszy膰.
Nie wyznaczono terminu ostatecznej sp艂aty.
Wstrzymanie sp艂aty mo偶e utrudni膰 rozmow臋 w Wyszehradzie.
I nastawi膰 Jana przeciwko nam.
Ma by膰 przecie偶 arbitrem w tej sprawie.
A co je艣li znowu zacznie si臋 tytu艂owa膰 kr贸lem Polski?
Dop贸ki boi si臋, 偶e Polska mo偶e sprzymierzy膰 si臋 z Brandenburgiem
niemu, nie zrobi tego.
Poczekajmy, panowie.
W polityce potrzeba cierpliwo艣ci.
Prawie ustrzeli艂em sarn臋, ale w ostatniej chwili mi uciek艂a.
Wiem co艣 jeszcze i wracam do lasu. Nigdzie nie pojedziesz.
No ale potrzebujemy mi臋sa. Wystarcz膮 te cztery zaj膮ce.
Ba艣ka m贸wi, 偶e znikasz na ca艂e dnie.
A jak si臋 pojawisz, to w og贸le nic nie m贸wisz.
Poza tym musz臋 jecha膰 na wawel.
To jad臋 z tob膮. Zostaniesz tu, bo lada moment mo偶e urodzi膰. To jed藕my wszyscy.
Chcesz, 偶eby matka mojego dziecka zawic艂a?
A co ze mn膮? Od dw贸ch lat siedz臋 w tej g艂uszy jak jaki艣 pustelnik. Sam chcia艂e艣
jecha膰 z nami. To by艂 tw贸j wyb贸r. I 偶a艂uj臋 tego, jak wybra艂em.
Trzeba by艂o my艣le膰 wcze艣niej.
Mi艂o艣ciwy panie, przyby艂 ksi膮偶臋 艢widnicki, Wolko.
Wolko!
Ciesz臋 si臋, 偶e przed wyjazdem do Wy偶szych Radu zawita艂e艣 na Wawel.
B臋dzie czas om贸wi膰 nasze sprawy.
Kr贸lu, nie wierzy艂em, kiedy mi m贸wiono, 偶e kr贸l Kazimierz skazuje na 艣mier膰
ca艂ej hordy 艁otr贸w.
Tymczasem droga by si臋 sami ozdobiona.
Obowi膮zkiem kr贸la jest chroni膰 uczciwych ludzi przed z艂ymi.
Racja.
Szkoda tylko, 偶e r贸wnie g艂adko jak 艁otw贸w pozby艂e艣 si臋 innego k艂opotu.
艢l膮ska. Niczego si臋 nie pozby艂em.
艢l膮sk nie nale偶a艂 do mnie. I nie b臋dzie. Bo w t臋czy nie obieca艂e艣 Czechom nie
ro艣ci膰 sobie praw do tych ziem. Tylko do tych, kt贸rych w艂adcy z艂o偶yli ho艂d
lenny. Janowi ciebie to nie dotyczy. Oczywi艣cie, 偶e dotyczy. Jak Luksembursik
opanuje wszystkie o艣cienne ksi臋stwa, zostan臋 ca艂kiem sam otoczony przez
Zawsze mo偶esz liczy膰 na mnie.
Dobrze wiedzie膰.
Jak ju偶 b臋d臋 mia艂 czystki n贸偶 na gardle, na pewno zaredukujesz ca艂e kr贸lestwo
dla ratowania mojej 艣widnicy.
Jan przesta艂 si臋 tytu艂owa膰 kr贸lem Polski.
O to ci chodzi艂o.
Prawda?
Mi艂o艣ciwa pani, czy mo偶emy i艣膰 na ta艅ce?
Tak.
S艂ysza艂a艣? Ko艅cz czytanie i chod藕.
Kiedy ja nie umiem ta艅czy膰?
To si臋 nauczysz.
Giovanni jest 艣wietnym nauczycielem.
Wol臋 ksi臋gi. S艂owo daj臋. Znam ni偶ki, bardziej skory do zabawy od ciebie.
Daj jej spok贸j, je艣li nie chce.
El偶bietka te偶 nie chcia艂a, a dzi艣? A偶 mi艂o patrze膰, jak pi臋knie ta艅czy.
Jak no.
Id藕, pobaw si臋.
W ko艅cu taniec pomaga w znalezieniu dobrego m臋偶a. Kiedy i tak wyjd臋, za kogo
ojciec ka偶e.
Nie wyobra偶am sobie wyj艣膰 za m膮偶 bez mi艂o艣ci.
A tak mi艂ujesz Miko艂aja?
Bardzo.
Ale nie m贸wi臋 mu tego zbyt cz臋sto.
A ty? Kogo masz w sercu? Ja?
Nikogo. Chcia艂abym pozna膰 tego nikogo.
Skoro my艣l o nim tak rumieni twoje policzki. Chc臋 wr贸ci膰 do czytania.
Pod warunkiem, 偶e zgodzisz si臋 na lekcj臋 ta艅ca z Giovanni.
A 艣wist jeszcze nie osiad艂any? Nigdzie nie jad臋, zostaj臋 z tob膮.
Rozumiem, 偶e to przez getta.
To pojed藕my razem, powiemy, 偶e banda zboj贸w spali艂a tw贸j dom i 偶e wyr偶n臋li
rodzin臋. Ja艣ku, to ci nie uda.
Ten dworzanin, kt贸ry nas spotka艂... Trzebor. Tak, on na pewno mnie pami臋ta.
Ba艣ka, to znajd臋 ci dom za murami. Nie, to jest wszystko zbyt ryzykowne.
Poza tym dw贸r nie jest dla mnie.
Miasto nie jest dla mnie.
Ja ju偶 wybra艂am dawno temu, nie zmieni臋 swojej decyzji.
Ba艣ka, ja nie mam pewno艣ci, 偶e Jadko wr贸ci.
To sobie poradz臋 bez niego.
Idziesz z nami.
Ja? Za co?
Ja nic nie zrobi艂em. Ka偶dy tak m贸wi.
Jeszcze nie s艂ysza艂em, 偶eby si臋 kt贸ry艣 od razu sam przyzna艂. Chyba, 偶e 艂amany
ko艂em.
Ale ja naprawd臋 nie wiem.
Przed s膮dem si臋 dowiesz.
Biskup Grot za mnie po艣wiadczy艂.
Przeka偶 biskupowi, 偶e strasznie p贸jma艂a. Idziemy!
Sam p贸jd臋.
Ko艂a dzisiaj?
Na mnie patrzcie.
Nie my艣l, tylko ta艅cz臋. Mhm.
Gowani ta艅czy, cia艂o ta艅czy.
Korpo. Si?
Brawo.
Nie przeszkadzam?
Anno, mog臋 ci臋 prosi膰 o taniec?
Chcia艂am wierzy膰, 偶e nigdy nie ta艅czy艂a, ale chyba m贸wi艂a prawd臋.
Skromno艣膰 i prawdom贸wno艣膰 to pi臋kne cnoty.
Robi post臋py.
Uparta jest.
To znaczy, 偶e b臋dzie 艣wietn膮 偶on膮.
Pi臋knie pachniesz.
Zaczekasz na mnie wieczorem.
Jak rozka偶esz, panie.
Ale kr贸l wcale nie chce rezygnowa膰 ze 艢l膮sk. My艣l臋, 偶e ju偶 dawno to zrobi艂, a
teraz tylko to pi艂 targu. Ksi膮偶臋, w procesie z zakonem musimy mie膰
Luksemburczyka po swojej stronie, a nie przeciwko nam.
I dlatego Kazimierz obieca wyda膰 El偶bietk臋 za Ludwika Bawarskiego.
sojusz z Ludwikiem Bawarskim da Luksemburczykowi sporo do my艣lenia. Ten
mocno go os艂abi. Liczymy na to, 偶e ostudzi jego wielk膮 przyja藕艅
z zakonem grze偶ackim.
Jak wi臋c widzisz, ksi膮偶e, kr贸lu w ten spos贸b wzmacnia pa艅stwo.
A kiedy ju偶 b臋dzie dostatecznie mocne,
Wtedy upomni si臋 o 艢l膮sku.
Pomy艣l o tym.
Za艂atwi艂em Ci t臋 prac臋.
Tak mi si臋 odwdzi臋czasz?
Otrzyma艂e艣 tyle pieni臋dzy, ile chcia艂e艣 na kamie艅 do budowy mur贸w w Skrzepicach.
Wi臋cej nie dam rady. Ja nie mog臋 tak uszupla膰 skarbca dla jednej tylko
Buduj臋 zamek.
Kamie艅 podro偶a艂.
Zb贸j sobie ze mnie.
Za te pieni膮dze mo偶na by od nowa ca艂y Krak贸w murem obwarowa膰. Razem ze
Stradoniem. Nie tym tonem.
Gdyby nie ja... Jakuj si臋, kuzynie, bo i moja cierpliwo艣膰 si臋 ko艅czy. Czy
chcesz, 偶ebym policzy艂 ka偶dy kamie艅 w murach tego zamku?
Karpelanie miodu?
A przed wieczerz膮 odrobin臋 nie odm贸wi臋.
Pijemy za twoje nadania?
Chcia艂bym, 偶eby艣 przyj膮艂 ode mnie wyrazy uznania.
Za co?
Za to, 偶e tak wspaniale c贸rk臋 wychowa艂e艣.
No dzi臋kuj臋, m膮dre z niej dziecko.
Powiem wprost.
Przygl膮dam si臋 Agnie i my艣l臋, 偶e by艂aby z niej idealna 偶ona.
Dla kogo?
Dla mnie.
No przecie偶 to moja c贸rka.
Rosn膮 nam dzieci szybciej ni偶 by艣my tego chcieli.
Ja te偶 nie mog艂em w to uwierzy膰, kiedy cudka mi powiedzia艂a, 偶e my艣li o zamorz
p贸j艣ciu.
Twojej c贸rce niczego nie zabraknie.
S膮 tacy, co maj膮 wi臋cej od ciebie.
Jako wiano mog臋 dorzuci膰 300 florem贸w.
Niech si臋 zastanowie.
To tutaj.
Dzi臋kuj臋.
To by艂a przyjemno艣膰.
Za ta艅ce r贸wnie偶.
Polecam ci臋.
呕膮dam uwolnienia mojego sekretarza.
Tylko kr贸l w twojej 艂atkowo艣ci mo偶e go uwolni膰. On jest niewinny. By膰 mo偶e.
Ci膮偶膮 jednak na nim powa偶ne podejrzenia. Co mu zarzucacie?
Przyw艂aszczenie danin nale偶nych skarbowi kr贸letwa.
To jaki艣 absurd.
Nawet gdyby tak by艂o, tylko ja mog臋 go s膮dzi膰.
Biskupstwo ma immunitet s膮dowy.
Kr贸l! 艢ciga z艂oczy艅c贸w na swoim poletku, ja na swoim, takie jest prawo.
Z ca艂ym szacunkiem, ekscelencjo. A trudno tu orzec, kiedy i gdzie dokonano
grabie偶y. Czy zebrane daniny opu艣ci艂y pa艂ac biskupi, czy te偶 nie zosta艂y
w kr贸lewskim skarbcu. I to musi rozstrzygn膮膰 kr贸l.
Ojcze!
Ach, jeste艣 nareszcie.
Nie 艣pieszy艂e艣 si臋 zbytnio.
Wstylania w Ma艂ogoszczy wymaga wi臋cej zachodu ni偶 s膮dzi艂em. Nie k艂am.
Ja wiem o tym, 偶e nie bywasz tam zbyt cz臋sto.
艢leisz mnie?
Nie, tylko martwi臋 si臋 o to, 偶e zamiast s艂u偶y膰 u boku kr贸la, to ty uganiasz si臋
za zb贸jami.
Twoja siostra pr臋dzej wyjdzie za m膮偶, ani偶eli ty si臋 ustatkujesz.
Na kuchni jest kasza i polewka.
Ufolowa艂em sarn臋.
Musz臋 j膮 jeszcze tylko uprawi膰.
My艣la艂am, 偶e ci臋 tutaj ju偶 nie zobacz臋.
Bo nie wr贸ci艂em tu dla ciebie.
Tylko dla ojca twojego dziecka.
Tylko dlatego, 偶e mnie o to prosi艂.
W twarz dosta艂.
To musia艂 pomy艣le膰, 偶e niez艂e z ciebie zi贸艂ko.
Teraz ju偶 na pewno ci臋 nie zapomni.
Nie poru艣 ze mnie.
Zamkn臋 si臋 w komnatie i nigdy z niej nie wyjd臋 ze wstydu.
Nie ma powodu do wstydu.
Widz臋, 偶e ten w艂och nie藕le zapad艂 ci w serce.
Jak na je偶eli naprawd臋 kogo艣 mi艂ujesz, to nic nie jest ani 艣mieszne, ani
zabronione.
A ty?
Mi艂ujesz kogo艣?
Bardzo, bardzo, 偶e z tej mi艂o艣ci zrobi艂by艣 co艣 zabronionego.
No powiedz.
No Jerzy, przecie偶 wiesz, 偶e mo偶esz mi wszystko powiedzie膰.
Kiedy艣 ci powiem.
Kiedy艣.
W twarz.
Moja ma艂a siostrzeczka.
Ju偶 my艣la艂am, 偶e o mnie zapomnia艂y.
Grot nie daje za wygrany.
Ci膮gle pr贸buje pokaza膰, 偶e to on jest wa偶niejszy.
Nie potrafi si臋 pogodzi膰 z prawd膮.
Ja ju偶 si臋 pogodzi艂am z tym, 偶e zawsze b臋d臋 mniej wa偶na ni偶 korona.
I jeste艣 wa偶na.
I urodzisz mi syna.
W nast臋pnym odcinku.
Czy
b臋d臋
mia艂 syna?
Dziecko w brzuchu 藕le u艂o偶one.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.