Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Poustawiamy 艂aby w podkow臋, 偶eby m艂odzi mogli widzie膰 wszystkich w weselniku.
Kapust臋 ju偶 wstawi艂em.
Nie trzeba.
To p贸艂 dnia powinna sta膰 na udziu.
Wesela nie b臋dzie.
Jak to nie b臋dzie?
Rozalia i J贸zef nie 偶yj膮.
Pogrzeb b臋dzie.
By艂oby lepiej, 偶eby艣my... Zobaczy艂a ja tw贸j, 偶e ci臋 cierpi.
Riaszu, uzdrowisz go, prawda?
Mr贸z zesklepi艂 rany, wi臋c krew z ran wolniej p艂yn臋艂a, ale zimno zabra艂o mu
resztk臋 si艂.
Nie wiem, czy mu ich starczy, 偶eby wyrwa膰 si臋 艣mierci.
Dlaczego B贸g chce mi go zabra膰 w艂a艣nie teraz?
Zanim jego wnuk przyjdzie na 艣wiat.
Tak bardzo chcia艂abym, 偶eby go post膮艂.
Ojciec.
Pogucie艅.
Jest nadzieja.
R贸g jak na targu solnym. T臋dy, t臋dy prosz臋.
Jacy艣 cudzoziemscy go艣cie przyjechali?
Wojewoda Wielkopolski i jego ludzie.
A po co przyjechali?
艢lub nam si臋 szykuje na Wawelu.
艢lub?
A ty?
Kr贸lewny El偶biecki.
Dajcie nam je艣膰.
Polewk臋 mamy i kasz臋 z okras膮.
To b臋dzie trzy grosze.
Pogo艅 za nami.
A my tutaj.
Prawie spad艂e艣 z konia ze zm臋czenia.
Usta偶 mo偶e by膰 tu w ka偶dej chwili.
Spokojnie.
Troch臋 odpoczniemy i ruszamy dalej.
Za ka... Za kapliczk膮 wjedziemy w las.
Tam si臋 skryjemy.
Usta偶 i w piekle las.
Zaraz wracam.
Jedz.
Powinni艣my j膮 zwi膮za膰 i zaci膮gn膮膰 pod top贸r krakowskiego kata.
Zapomnia艂e艣, 偶e uratowa艂a ci 偶ycie?
Sprawd藕 konie.
Eliasz powiedzia艂, 偶e uratowa艂e艣 ojca w ostatniej chwili.
Nie prze偶y艂by tam d艂u偶ej.
Jestem z ciebie taka dumna.
S艂uchasz mnie?
Zamy艣la艂em si臋.
Co艣 ci臋 gn臋bi?
Nie.
Przecie偶 widz臋.
Dlaczego nie jeste艣 ze mn膮 szczery?
Nadwasz mi k艂amc膮?
Je偶eli m膮偶 nie patrzy w oczy 偶ony, to znaczy, 偶e co艣 przed ni膮 ukrywa.
To sp贸jrz mi w oczy. Niczego przed tob膮 nie ukrywam.
Powiedzia艂em, 偶e jak za mnie p贸jdziesz, nie b臋dziesz 偶a艂owa膰.
A ja zawsze dotrzymuj臋 s艂owa.
Co znowu?
Czy to prawda, 偶e przybyli pos艂owie z Wielkopolski, kt贸rych wys艂a艂e艣 w sprawie
rozm贸w o r臋k臋 El偶bietki?
Nie mo偶emy poczeka膰 a偶 dorosnie?
Chcia艂am, 偶eby sz艂a 艣ladami twojej siostry El偶biety. Gdyby zabrak艂o dzi艣
Roberta, to ona rz膮dzi艂aby na W臋grzech.
Nie rozumiem, co to ma wsp贸lnego z nasz膮 c贸rk膮.
Gdyby艣 pozwoli艂 jej kszta艂ci膰 si臋 i dojrzewa膰 przy nas, mog艂aby obj膮膰 tron w
Polsce.
W Polsce nigdy nie rz膮dzi艂a niewiasta.
A wi臋c czas to zmieni膰.
Gdybym upar艂 si臋, 偶e nasza c贸rka ma by膰 moim nast臋pc膮, rycerstwo wyst膮pi艂oby
przeciwko mnie.
Tak si臋 jej boisz?
Mamy dosy膰 wrog贸w za granicami.
Nie potrzeba nam ich jeszcze wewn膮trz kr贸lestwa.
Zadbam o to, aby naszym c贸rkom nie sta艂a si臋 krzywda. Nie p贸jd膮 za byle kogo.
Mam ci ufa膰?
Kiedy艣 ju偶 obiecywa艂e艣, 偶e b臋dziesz si臋 liczy艂 z moim zdaniem.
Wybacz pani, ale... Co?
J臋zyka w g臋bie zapomnia艂e艣?
W sk贸rach i w spodniach za bardzo rzuca艂am si臋 w oczy.
Kupi艂am te 艂achy od tamtych kupc贸w.
Sprytna jeste艣.
Jed藕cie do Krakowa. Ja rusz臋 na p贸艂noc.
Oktarz wie, 偶e w Krakowie natychmiast zostanie pojmany.
Nie pojedzie za wami.
Jad臋 z tob膮.
Za艂o偶y艂am sukni臋, ale to nie znaczy, 偶e musisz si臋 od razu o mnie troszczy膰.
Nie musz臋, ale chc臋.
Nie darowa艂bym sobie, gdyby co艣 ci si臋 sta艂o.
Zginiesz, je艣li ze mn膮 pojedziesz.
Konie gotowe.
Mo偶emy rusza膰.
Dok膮d jedziemy?
Na p贸艂noc.
Bogu dzi臋ki, 偶e uda艂o ci si臋 wyci膮gn膮膰 Pe艂k臋 z niewoli.
Jak z nim?
Lepiej.
Chocia偶 ojciec Eliasz studzi nasz zapa艂.
Rany si臋 j膮trz膮.
Gor膮czk臋 nie odpuszcza.
Wszystko w r臋kach pana.
Dusza tak偶e czasem potrzebuje lekarstwa, nie mierz膮.
Nie rozumiem, o czym m贸wisz, ojcze.
Cierpienie k艂adzie si臋 cieniem na Twojej twarzy.
To tylko troska o zdrowie, Pe艂ki.
Gdyby艣 jednak zechcia艂 si臋 wyspowiada膰...
Ludzie! A mieli艣my jecha膰 do samego Melchstyna po ciebie, panie.
Kr贸l was zzywa na Wawel. Gdyby nie wy, to ju偶 by by艂o po nas.
Kr贸l si臋 z nimi rozprawi.
Obieca艂, 偶e wszyscy zwoje p贸jd膮 pod top贸r.
Nie ka偶my mu czeka膰.
C贸偶 to za pilna sprawa?
Nie wiem, panie.
Najpierw musz臋 zawie艣膰 narzeczon膮 do rodziny.
Syniaku! Nie wiesz, jak ko艅cz膮 z艂odzieje?
Nie mecz.
Nie ziemno ci.
O, ju偶, ju偶, ju偶.
Wstawaj, wstawaj. Chod藕.
No chod藕 tu. Chod藕 do kuchni, dostaniesz pole.
Tylko nikomu ani s艂owa, bo nie chc臋, 偶eby mi tu jutro pod drzwiami ustawi艂a
kolejka rzepa.
Przynios艂am 藕r贸d艂a Gabii. Mia艂a piec prosiaka na wesele.
Ach, to ty nic nie wiesz.
Spali艂o si臋 sze艣膰 kram贸w i trzy domy.
I teraz zamiast wesela mamy 偶a艂oba.
To chyba ten ch艂opak, co si臋 chowa艂 u Rosalii.
艢wie膰 Panie nad jej dusz膮.
Po艣le po Gabij臋.
Mo偶e b臋dzie wiedzia艂a, co z nim zrobi膰.
Basia! Basia!
Zim膮 do ojca nie p贸jdzie. Nie wiadomo, czy jego ojciec jeszcze 偶yje.
Mo偶e zosta膰 u mnie, gdy dam si臋 pom贸c.
Tylko o co go odzia膰?
Ja si臋 tym zajm臋.
A偶 pi艂a si臋 nabi.
S艂yszeli艣cie o Rozali i J贸zefie.
M贸wili, 偶e ogie艅 wyszed艂 od nich.
J贸zef wybieg艂 w koszuli, ale wr贸ci艂, 偶eby ratowa膰 Rozali.
A ty gdzie?
To moja wina.
Przeze mnie ta po偶oga.
呕eby ci臋 diabli widzieli!
M贸wi艂em, Rozali, ty...
To prawda?
Czy od was zacz膮艂 si臋 kur cierwony?
Gdzie si臋 zapali艂a?
Od 艣wiecy.
Chcia艂em j膮 zgasi膰, naprawd臋.
Zamarzaj膮c na 艣mier膰, nie zwr贸cisz im 偶ycia.
呕yj tak, 偶eby rodalia by艂a swiej widowni.
Zostanie w karczmie, prosz臋.
No, mo偶esz zacz膮膰 od przetarcia stol贸w.
Musi ci臋 ucieka膰.
Wiem, kim jeste艣.
Widzia艂em, jak rzucasz no偶em.
Nie mo偶esz jecha膰 do Krakowa.
Puszczasz mnie wolno?
Ocali艂a艣 mi 偶ycie.
Ruszaj.
Zabierz gettk臋 na Wawel.
To dobry ch艂opak.
A ty dok膮d?
Nawet w tym.
Podniesie panie twoj膮 pozycj臋 w oczach innych w艂adzy. Do 艣lubu jeszcze daleko,
ale zm贸winy El偶bietki z Ludwikiem sprawi膮, 偶e b臋d臋 mia艂 Brandenburgi臋 po
stronie.
Rad jestem, 偶e widz臋 ci臋 ca艂ego i w zdrowiu.
Sam przeciwko za艂odze krawarza.
Odwagi w tobie wi臋cej ni偶 si臋 spodziewa艂em.
Panie, musimy porozmawia膰 na osobno艣ci. To wa偶ne.
Zostawcie nas.
M贸w nie mierz臋.
Odbierz mi wszystko.
Ale oszcz臋d藕 cierpienia moim najbli偶szym.
Zdradz臋.
Zdradzi艂em ci, pan.
Pr贸buj臋 mu da膰 kilka 艂y偶ek polewu. A ja przygotuj臋 艂贸dno do oczyszczenia ralu.
Ojcze, zjedz troch臋.
przeze mnie masz takie opuchni臋te oczy.
Nie tylko.
Czuj臋, 偶e nie my艣l, 偶e co艣 przede mn膮 ukrywa.
A jak b臋dzie wygl膮da艂o nasze ma艂偶e艅stwo bez zaufania?
Co da si臋 zbudowa膰 na k艂amstwie?
Nie b膮d藕 dla niego zbyt surowa.
Zrobi艂 to z mi艂o艣ci.
Zgodzi艂 si臋 szpiegowa膰, 偶eby mnie u krawarza nie ubili.
Dla ciebie to zrobi艂.
Jak to zgodzi艂 si臋 szpiegowa膰?
Zdradzi艂 kr贸la?
Racja, 偶e艣 winny 艣mierci tego dworzanina.
Ale uratowa艂e艣 偶ycie Pe艂ce.
呕ycie za 偶ycie.
Zap艂a膰 g艂贸w szczytne i zaopiekuj si臋 rodzin膮 Rados艂awa.
Puszcz臋, Wawel.
Wykaza艂e艣 wielk膮 odwag臋, wyznaj膮c win臋.
Czy偶 B贸g nie ka偶e nam wybacza膰?
Wsta艅.
Pojedziesz do ksi臋cia Siemowita.
Chc臋 przedstawi膰 mistrzowi zakonu moj膮 propozycj臋. 呕eby Siemowit mia艂 baczenie
na moj膮 ojcowizn臋 i zasiad艂 w Brze艣ciu.
Przynajmniej na czas rozm贸w z krzy偶akami.
Na ciebie wszystko, panie.
Nigdy wi臋cej mnie nie zawied藕.
Gietko b臋dzie spa艂 w tajni. Zgoni.
A sk膮d masz pewno艣膰?
偶e nikt nas tu nie znajdzie?
Nie b贸j si臋, to jest m贸j my艣liwski dom.
Moja ziemia, jestem tu kasztelanem.
Odda膰 pieni臋dzy nie mo偶emy, bo艣my je spo偶ytkowali.
M贸w prawd臋, Tyczka.
Przepili艣my wszystko co do grosza. No ale mo偶emy pokaza膰 przedstawienie.
Dla mnie to w 艣miechu dzisiaj.
Nigdy nie wezm臋 艣lubu.
Gdyby nie z cuknia i 艣wiece na 艣lub, Bazalia by艂aby z nami.
Ale dobrze mie膰 kogo艣 na tym padoli.
M臋偶a, dziecko.
Mnie nikt nie zap艂aci.
Ja bym zap艂aka艂.
I sromota nie daje samej
s艂odko艣ci. Nie ma w
niej 艂askawo艣ci.
S艂ycha膰 jeno lament ci膮gle.
Ja...
W nast臋pnym odcinku.
A co je艣li Kazimierz si臋 domy艣la?
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.