Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Jestem mu wstr臋tna.
Wstr臋tna. Helena.
Nie b臋dziesz moj膮 偶on膮, tak mi powiedzia艂.
Jakby nigdy wcze艣niej mnie nie mi艂owa艂.
Wczoraj wr贸ci艂 od zb贸j贸w z pani膮 Pileck膮. Mo偶e powiedzia艂 to w z艂o艣ci, ze
zm臋czenia.
Zobacz, Helena.
Czyta.
To jak moje k艂贸tnie z rob贸tki?
Nie, to jest bukna, kt贸r膮 pida艂am na 艣lub z Ja艣kiem.
Rzeczywi艣cie czysta.
Tak.
To dobry znak.
Z Ja艣kiem wszystko si臋 u艂o偶y.
Co, dwaj konia?
Tylko szybko.
Jasiek, a gdzie ty si臋 wybierasz?
Obieca艂em Kazimierzowi przyprowadzi膰 Ba艣k臋 do niej na powrozie. Niepr臋dko
zobaczysz. Helena, oczy za tob膮 wyp艂akuje, a ty chcesz chy艂kiem ucieka膰
Nie musz臋 si臋 przed nikim t艂umaczy膰. Nie m贸w tak.
Przed ojcem musisz.
Powiedzia艂em ci, 偶e si臋 z ni膮 nie o偶eni臋.
Wiesz co, ty ju偶 przy tych swoich rozbojnikach to zupe艂nie zdzicza艂e艣.
A i w tym twoim kasztelu podobno... 呕adnej nie skrzywdzi艂em, 偶adnej nie
skrzywdzi艂em.
A Helena mi obmiez艂a po tym, jak oskar偶y艂a kr贸low膮 Ann臋.
Przyzna艂a si臋... A teraz k艂ami臋, rozumiesz? I bierze ci臋 na lito艣膰.
Powiedz mi, zawiod艂em ci臋 kiedy艣?
Powiedz mi!
Masz si臋 z ni膮 natychmiast rozm贸wi膰.
I nie masz mi si臋 opuszcza膰 zamku.
Nie dam splami膰 honoru rodu Lelywit贸w.
Ocz...
Jak twoje zdrowie, matko?
Dobrze. Ale nie musisz ca艂y czas o to pyta膰.
Powiedz mi lepiej, z czym przychodzisz.
Przed tob膮 nic si臋 nie ukryje.
Nic.
Porwano pani膮 Pileck膮.
Napadli j膮 z buje na trakcie, ale ju偶 jest w zamku.
Drowa ca艂a, nic jej nie zrobili?
Pani?
Katarzyna.
Kr贸lu!
Nie wiem, jak ci dzi臋kowa膰, gdyby nie okup.
Nie usz艂abym z 偶yciem. Oku.
Ciesz臋 si臋, 偶e ju偶 jeste艣 z nami, Katarzyna.
Pani... Usi膮d藕 prosz臋, Katarzyna.
Nie mam wie艣ci o Arunasie.
Kr贸l Kajpimir to cz艂owiek o wielkim sercu.
Nie m贸w mi, jakie serce ma m贸j syn, wiem.
Powiedz mi, jak wielki by艂 ten okup.
Karparze maj膮 sw贸j cech, piekarze, no偶ownicy, a teraz teraz kolej.
I mnie, mistrzowi z Prownika, przypadnie zaszczyt za艂o偶enia cechu garuncarzy w
mie艣cie kr贸lewskim Krakowie.
A gdzie ty idziesz?
Pani zrobi膰?
Czy by艣 mia艂 si臋 w co stroi膰?
Ale jestem stosownie ubrany do kr贸la.
Dzisiaj b臋d臋 cechowym.
Cieszysz si臋? A masz wszystko zapisane jak nale偶y?
呕eby partacze nie sprzedawali tych twoich krzywych garnk贸w zbyt tanio? A
Cech ustala swoje ceny, chroni i dba o swoich, a jak kt贸ry zachoruje, to nawet
dostanie po偶yczk臋. To teraz mo偶esz i艣膰, zawraca膰 g艂owy kr贸lowi.
Tak mi dobrze, 偶e dbasz o mnie. Z tak膮 odpraw膮 to 偶aden wawel mi nie straszny.
Niczego nie podejrzewa? Spotkamy si臋 przy bramie.
Ja wiem, 偶e te 300 grzywien kr贸la starczy艂oby na poka藕n膮 wiosk臋.
300 grzywien? Pani, teraz, kiedy ka偶dy denar jest tak wa偶ny, 偶eby wzmocni膰
interesy dynastii?
Pani... Nie, w og贸le nie powinna艣 wyrusza膰 w t臋 podr贸偶.
Wybacz.
Katarzyno, Pan B贸g nas prowadzi r贸偶nymi drogami.
Odpocznij teraz, prosz臋.
Chc臋 by膰 sama, musz臋 si臋 pomodli膰.
Pom贸wimy p贸藕niej, prosz臋.
Listy do Wyszehradu czekaj膮 w kancelarii. Ale... Mo偶esz rusza膰 lada
C贸偶, on taki dzisiaj chmurny.
Ma m艂od膮 偶on臋, to w domu wala艂by zosta膰, ani偶eli rusza膰 po celstwie.
C贸偶 mu si臋 dziwi w sztytku.
Dla mnie wa偶niejsze s膮 sprawy pa艅stwa, a nie tam jakie艣 艣luby i 偶ony.
Zaczynajmy. O traktach musimy pom贸wi膰.
Napady, porwania, rozboje.
Tak d艂u偶ej nie mo偶e by膰. Jedna pani Pilecka.
W dawnym Rzymie, kr贸lu, drogi by艂y dum膮 i 艣lub膮 narodu. Mia艂y nawet swoje nazwy.
Via Appia, Via Postumia, Via Canalis przez Alpy. A dba艂 o nie kurator wiaru.
Wysoki urz臋dnik pa艅stwowy.
By艂oby dobrze, Lig臋zo, gdyby ka偶dy zaj膮艂 si臋 tym, co do niego nale偶y.
Jestem tu chyba, bo studiowa艂em prawo w Bolonii.
A nie o tym teraz m贸wimy.
Zbyt mi, 偶e wiemy, 偶e martwisz si臋 o Ja艣ka, ale to nie pow贸d, 偶eby si臋
Ars benedicendi.
Od dr贸g zamierza艂em przej艣膰 do prawa rzymskiego, kt贸re reguluje sprawy, o
kt贸rych tu m贸wicie. Ale uni偶ony wracam na swoje miejsce.
Eleno, mo偶e 艣ci膮gnij t臋 sukni臋. Nie.
B臋d臋 w niej chodzi艂a ca艂y dzie艅.
A jak si臋 nowo pobrudzi?
Sama m贸wi艂e艣, 偶e to na szcz臋艣cie.
Panie?
Eleno, mo偶emy porozmawia膰?
Ja na nasz 艣lub.
Lepiej j膮 oddaj.
Niczego ci nie obiecywa艂em.
Poza tym sk膮d ten pomys艂?
Pami臋tasz?
Noc.
Las.
Ty mnie dotyka艂e艣.
Podziwia艂e艣. Kiedy?
Noc 艣wi臋toja艅sk膮.
Ksi臋偶yc 艣wieci艂, a ty nie posiad艂e艣.
By艂e艣 czu艂 jak anio艂, delikatny. Przesta艅, mnie tam nie by艂o.
Jasiu.
Jasiu, nie obrz膮dzaj mnie. Przesta艅, co si臋 op臋ta艂o. Przesta艅.
Jasiu!
Hanslerze, dopilnuj, 偶eby podskarbi da艂 pieni膮dze na zbrojnych, kt贸rzy maj膮
pilnowa膰 trakt贸w. Tak, panie.
Jednak to kolejny wydatek. A zamki? Wiem, ale o kupc贸w i ludzi na szlakach
musimy dba膰. Kr贸lu!
Kr贸lu, przem贸w Ja艣kowi do rozumu.
Powiedz mu, 偶ebym nie mi艂owa艂.
Bo ha艅biona jestem.
Co ty robisz?
On musi si臋 ze mn膮 urz臋dzi膰. Nie musi.
Mnie te偶 pr贸bowa艂a艣 wodzi膰 w lesie, ale ci si臋 nie uda艂o.
Bardziej wierz臋 Ja艣kowi ni偶 tobie.
Pami臋taj. Ja nie k艂amie. Kr贸lu, ja nie k艂amie.
Tak, ja艣nie, panie.
Prosz臋 nast臋pnych.
Rajca mniej.
Kr贸l nie ma lekko.
Wszystkich wys艂ucha膰.
Pozna艂em jego wysoko艣膰 w karczmiu, wierzycie mi?
Sam ca艂y czas po dogonanie wypad艂em. Czyta膰 i pisa膰 umiem, jak ka偶dy mistrz.
B臋dziemy mieli w艂asny cel. B臋d膮 nas szanowa膰.
Dokument ze sk艂adem Rady Miejskiej zostanie wystawiony na dniach.
Mi艂o艣ciwy panie, dzi臋kuj臋.
Nast臋pny.
Krakowski mistrz garncarski oraz starsi przedstawiciele spo艂eczno艣ci
garncarskiej w Krakowie.
Bli偶ej.
Mi艂o艣ciwe Panie.
In nomine Domini.
Wszystkie rzeczy doczesne przemin膮, lecz
p贸ki trwaj膮...
Musz膮 mie膰 sw贸j porz膮dek.
Dlatego ja, ni偶ej podpisany,
mistrz garncarski w mie艣cie Krak贸w, zanim
statut zostanie podpisany, musi go przejrze膰
kr贸lewski prawnik. Ligenzo.
Studiowa艂e艣 prawo w Bologni?
Wedle rozkazu kr贸la.
Zostaniesz powiadomiony o decyzji kr贸lewskiej kancelarii.
Dzi臋kuj臋, mi艂o艣ciwy panie.
Nast臋pny!
Nie mam ani dobrych, ani z艂ych wie艣ci.
Dobry chleb macie.
Co u kr贸la.
A co ty si臋 tutaj tak rz膮dzisz? Gdzie jest Ruzia?
Pewnie do rodziny na 艢l膮sk podjecha艂a.
Na straganie jej nie ma, nad rzek膮 te偶 nie.
M贸w co wiesz.
Ma kogo艣? Zdradza mnie?
Nic mi o tym nie wiadomo. Jak wszed艂em w domu, nikogo nie by艂o.
Ona ten worek na drog臋 szykowa艂a.
Nie do prania.
J贸zio.
Chod藕my do karczmy. Mo偶e tam co艣 wiedz膮 o r贸偶y. Ty co艣 kr臋cisz.
Gada艂e艣, 偶e na 艢l膮sk pojecha艂a.
Bo tak s艂ysza艂em.
A mo偶e i nie.
Wiesz jak to z ni膮. Nigdy nic nie wiadomo.
Chod藕my do karczmy.
Napijemy si臋.
Dobrze.
Prosz臋.
Katarzyno, jak si臋 czujesz? Odpocz臋艂a艣?
Nie za wiele, pani.
A to si臋 sta艂o?
Pani przysz艂am powiedzie膰, 偶e chcia艂am...
ofiarowa膰 cz臋艣膰 mojej wdowie i ofrawy na budowanie zamk贸w dla twojego syna. Ale
Katarzyna, rozmawia艂y艣my o tym. Pani, prosz臋.
Kr贸l tak bardzo potrzebuje pieni臋dzy na budow臋 naszego kr贸lestwa, a mimo to
zap艂aci艂 okup za mnie.
Wszyscy powinni艣my mu pom贸c. Ale Katarzyna... Tak mi na tym zale偶y.
A to dla ciebie, pani.
A co to jest?
Je艣li odm贸wisz, p臋knie mi serce.
Przynajmniej dzisiaj mog艂aby jak normalna niewiasta w domu z mis膮 zupy
Ja u kr贸la, a ona... Jak psa mnie zostawi艂a, jak psa!
Nie rozmywaj piwa.
Wszystko mi jedno.
Powiedzia艂em, nie rozmywaj piwa! Zostaw go, panie. Rozs膮dek przez bab臋 traci.
Jak przez bab臋, to wybaczam.
Kaczmarzu! Tak?
Piwa dla tego rycerza na m贸j koszt.
Tak, panie.
Prosz臋.
Kto艣 ty?
J贸zef, mistrz garncarski.
Ja艣ko z M臋sztyna.
Syn z Pytka?
Kaszczelana Krakowskiego?
Zgadza si臋. Syn z Pytka, co o honor rodu musi dba膰.
Panowie, 偶eby nam baby 偶ycia nie tru艂y. Zdrowie, panowie! Halo.
Macie nie bawi膰 si臋 wi臋cej w 艣luby Heleny i Ja艣ka. Mamo, dlaczego?
Helena, co si臋 sta艂o?
Jasiek nie chce si臋 偶eni膰.
A ja go mia艂am za cz艂owieka honoru.
To mo偶e porozmawiam z kr贸lem i on przem贸wi Ja艣kowi do rozs膮dku. Nie,
nie.
Zaprowad藕 dziewczynki do kr贸lowej Jadwigi. Helena, id臋 do kr贸la, a ty
Pani!
R贸偶a?
A ten ma moje ubranie. Uwaga, uwaga!
Chwil臋. Zobaczycie przedstawienie o garncarzu.
Kuremu! To nigdy nie t艂uk艂y garnki. Stuka dedykowana J贸zefowi.
Odrodzali!
Nie by艂o gnie艣cie lepszego garncarza od J贸zefa.
Znali go w ca艂ej okolicy, bo jego garnki by艂y mocne i
pi臋kne.
Kszta艂tem podobne do Rozalii, kt贸r膮 mi艂owa.
Ale Rozalia go nie chcia艂a.
Garncarz wi臋c, garncarz wi臋c, garncarz wi臋c ca艂ymi dniami obrata艂
ko艂em garncary.
Obraca艂, obraca艂, obraca艂, a偶 ulepi艂 garnek, kt贸ry mia艂
cudown膮 moc.
Nie p臋ka艂 i spe艂nia艂 偶yczenia.
Jak kt贸rego艣 razu Rozalia wpatrzy艂a si臋 w ten garnek,
wzi臋艂a garancarza w obroty.
upojony jej mi艂o艣ci膮, chodzi艂.
Chodzi艂! Ale piwa te偶 sobie nigdy nie 偶a艂owa艂.
Koniec!
Helena, ale
my do babci mia艂y艣my i艣膰. P贸jdziemy.
z mistrzem wincentego. Dobrze, ale najpierw musimy znale藕膰 kwiaty na m贸j
To jeszcze jak si臋 z tob膮 o偶eni?
Tak, tylko najpierw musz臋 znale藕膰 kwiaty na wianek, kt贸re d藕wi臋cz膮 w nocy jak
robaczki 艣wi臋toja艅skie.
Z艂ote i czyste.
Pami臋tacie mnie?
Maciek? Jak si臋 mnie szkulewne zaczepia膰? Ju偶 si臋 tu nie ma. Wybacz
Id藕 st膮d.
Lepiej si臋 z nim nie zadawajcie.
艁adry z niego taki sam wyro艣nie.
Helena, mo偶emy ju偶 wraca膰 do babci?
Babcia wie, 偶e my idziemy na 艂膮ki.
A ja mam tylko was.
Tyle, ile si臋 machali艣my?
No, tak, tak.
Dobrze by艂o.
Dzi臋kuj臋. Pijcie.
No, i jak by艂o?
Bardzo pi臋knie, ale dlaczego mnie nie uprzedzi艂a艣? My艣la艂em, 偶e mnie
Musia艂am wyj艣膰 z domu, 偶eby tych tu przypilnowa膰, 偶eby porz膮dnie by艂o.
A on o wszystkim wiedzia艂.
Kto艣 ci臋 musia艂 tutaj przeprowadzi膰.
Mia艂aby艣 niespodzianka.
Za to, 偶e艣 cechowym zosta艂.
Moja stronie jestem cechowym, ale ty mi wystarczasz za ka偶dy cech.
Rusiu.
Przepraszam.
Czy to znaczy, 偶e ty mnie mi艂ujesz?
Szcz臋艣cie dla tych, kt贸rzy odnale藕li mi艂o艣膰! Szcz臋艣cie! Daj臋 nie, panie, bo
niej 偶ycie nic nie warto. Ja jej nie potrzebuj臋, ale dla ciebie i dla twojej
pani du偶o szcz臋艣cia.
Zdrowia J贸zefa i Rozalii!
Wasza kr贸lewska mo艣膰?
Witaj, kr贸lu.
Przyjmiesz mnie, bo ju偶 d艂ugo na audiencj臋 czekam.
To co艣 wa偶nego?
Nie, ale chcia艂am o Helenie i Ja艣ku pom贸wi膰. Anno, mam teraz wa偶niejsze
na g艂owie. Tak, wiem, ale Helena...
Nie jest bez winy.
Przecie偶 jej przebaczy艂am.
Kr贸lewny mia艂y przyj艣膰 do mnie na czytanie.
Czekam, czekam, a ich nie ma.
I jeszcze znalaz艂am sukni臋.
S艂uga m贸wi, 偶e to suknia Heleny.
Dw贸rka mia艂a je zaprowadzi膰 do ciebie, pani.
By艂a tam Helena.
Id藕, id藕.
Bola艂y mnie nogi.
Mo偶e ods艂yszymy troch臋?
Mo偶emy. Na bagnach daleko.
Bagnach? Tak, na bagnach rosn膮 lilii, a musz臋 mie膰 z nich wianek.
Chod藕cie, musimy zd膮偶y膰 przed noc膮.
Dzi臋kuj臋.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.