All language subtitles for Korona krolow odc 27

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Poprosi艂am o dodanie troch臋 艣wie偶ych malin do kaszy.

Ojciec Elias ka偶e je je艣膰 dziewczynkom dla zdrowia. Dzi臋kuj臋, Anna.

Prosz臋, tobie te偶 na pewno pos艂u偶膮.

Anno, nie o maliny mi chodzi.

Bardzo ci wsp贸艂czuj臋 z powodu 艣mierci.

Gdyby co艣 si臋 sta艂o moim dzieciom.

A kr贸lewny tutaj by艂y? Czy mi si臋 wydawa艂o?

By艂y. To w艂a艣nie wtedy straci艂a艣 przytomno艣膰.

Pewnie si臋 przestraszy艂y.

Najwa偶niejsze, 偶e ju偶 si臋 czujesz lepiej.

I one o tym wiedz膮.

Bardzo si臋 ucieszy艂y, matko.

Chwalony, mo偶na, mi艂o艣ciwa pani.

Mo偶e, mo偶e, Katarzyno, porozmawiamy p贸藕niej.

Ja tylko na chwil臋, bo zaraz ruszam w drog臋.

Jak si臋 tylko dowiedzia艂am, 偶e... A dok膮d si臋 wybierasz, Katarzyno?

Czy to prawda, 偶e kr贸lowa czuje si臋 lepiej? Tak, Bogu dzi臋ki.

A co takim smutnym g艂osem m贸wisz? Dlaczego?

Powidz臋, 偶e wci膮偶 cierpi i nic z tym nie mog臋 zrobi膰.

B贸l minie. Im mocniej go kto艣 prze偶ywa, tym pr臋dzej... 呕yczy艂bym tego matce.

M贸w, gdzie by艂e艣.

Ma艂ogoszczu, wypu艣ci艂em si臋 na drogi. Tam nie wr贸ci艂em.

Nied艂ugo zabraknie miejsca w lochach.

Czynimy, co kaza艂e艣. Za drobne kradzie偶e, grzywna i pouczenie. Za

pr臋gierz. Za mordowanie.

Ojej, kiedy p贸jdziesz z nami? do koni. Jeszcze troch臋, jak podro艣niecie. Ju偶

jestem du偶a. Wybacz kr贸lu, 偶e ci臋 przeszkodzi艂am.

Witaj, Ja艣ko. Kr贸lewnie, idziemy do nauki.

Nauki? Poznajemy 偶ycie zamku, ojcze.

Tak? I czego si臋 nauczy艂y艣cie? 呕e wygl膮da jak mrowisko. Wszyscy pracuj膮 na

kr贸low膮. Na kr贸la.

Helena, zabierz si臋 do lasu i poka偶 prawdziwe mrowisko.

Nie. Nie p贸jdziemy do lasu.

Nie b臋dziemy tam chodzi艂y.

Czekaj膮 na nas.

Uwa偶aj na z艂ych ludzi w lesie. Pe艂no ich tam.

Pomodlimy si臋 o dobr膮 podr贸偶 dla ciebie. I o zdrowie mojej kochanej ciotki. Nie

wiedzia艂am, 偶e masz chorob臋 w rodzinie. Nie chcia艂am ci臋 niepokoi膰, kr贸lowo

Anna.

Ten widok, z jakim oddaniem piel臋gnujesz kr贸low膮, chwyta艂 za serce. I tu w sercu

poczu艂am, 偶e nie mog臋 ci臋 k艂opota膰 moimi sprawami. Jeszcze w twoim stanie.

W艂a艣nie.

P贸jd臋 si臋 po艂o偶y膰.

Wiem gdzie on jest.

Kto?

Jak to kto?

Ten Witwin.

Pono膰 jest w Baranowie.

Jad臋 to sprawdzi膰.

Nie powinna艣 w og贸le jecha膰.

Anna jest.

Dla mnie taka dobra.

To pozory. Ta choroba tak ci臋 zmieni艂a.

A mo偶e on rozpocz膮艂 nowe 偶ycie?

Tak go uspokaja.

By艂a taka serdeczna i ciep艂a.

A gdy tylko pojawi艂a si臋 Katarzyna, od razu si臋 zmieni艂a.

Najwa偶niejsze, 偶e Katarzyna wyje偶d偶a.

Zastanie j膮 przycikn膮膰.

Egle, co ty jeste艣 taka blada?

Co艣 si臋 sta艂o?

Ca艂膮 noc mia艂am tnie.

Jakie sny?

Arnat szed艂 przez g膮szcz, kt贸ry chwyta艂 go za r臋ce i za g艂ow臋, jakby chcia艂

poch艂on膮膰.

Wreszcie dotar艂 do ko艣cio艂a.

Wtedy jacy艣 rycerze, zakonnicy, szarpali go i wyrzucili straszne rzeczy.

Jeden z nich mia艂 koron臋.

Na koniec zacz膮艂 pada膰 deszcz. Deszcz?

Deszcz oznacza oczyszczenie.

Krwawy. To co to znaczy?

艢mier膰 albo rozlew krwi?

Egle, mo偶e ja powinnam poprosi膰 o pomoc Olgierda?

Kogo po艣lesz?

Gabi ju偶 nie ma.

Dzia艂ajmy cicho, spokojnie.

Zaufam mam.

Jasiek.

Najpierw to trzeba jako艣 opatrze膰. Ojciec.

Ojciec, ojciec.

Ja wiem, 偶e to jest potrzebna kobieca r膮czka, a nie zrz臋dzenie ojca.

Znam nawet jedn膮 bia艂膮 g艂ow臋, co oczy za tob膮 po k膮tach wyp艂akuje. Tak ci si臋

tylko wydaje.

Jak si臋 nie o偶enisz, to zaraz sam b臋dziesz wygl膮da艂 jak jeden z tych,

艣cigasz.

Zdziczejesz, zamkniesz si臋 w sobie i 偶adna ci臋 nie zechce.

Kr贸lu, panowie. Panowie wybacz膮.

M贸j 艣wist pokula艂, id臋 sprawdzi膰.

Najja艣niejsza Pani je zobaczy艂. Kr贸lowa Matka tak偶e. A ten si臋 zawzi膮艂, no. Mo偶e

inna mu w oko wpadnie.

Obydwie. Grzegorzu, dostarczyli plan warowni?

To tak b臋dzie, nie?

Tu wije si臋 przemcza.

T臋dy idzie droga. Zamek mo偶emy postawi膰 na wzg贸rzu, po lewej stronie. Miejsce

spalonego grozu.

Kamiennego Tatarzy nie spal膮.

Tu b臋dzie zamek g贸rny z baszt膮.

Wok贸艂... Budynki mieszkalne, dalej pod zamce, drug膮 baszt膮, wie偶膮 bramn膮.

Moc. Nim dorosn膮 moje c贸rki, stanie wi臋cej takich warowni. W Olguszu, w

Bobolicach, w Wieluniu. Z daleka b臋dzie wida膰, 偶e korona jest silna.

Tak, pi臋kny plan, panie, tylko 偶e skarbiec pusty.

A nowego podatku pr臋dko nie 艣ci膮gniesz. To co zamierzasz?

Czeka膰 na 偶niwa? Nie czekajmy z tym do jesieni.

To co z nami warto czyni膰?

Czeka mnie trudna rozmowa.

List ksi臋dza biskupa znam na pami臋膰.

艁aska wiary i dar wsp贸lnoty prowadz膮 nas do nieba.

Prostujcie 艣cie偶ki dla Pana i prost膮 drog膮 zmierzajmy do Betlejem, nie bacz膮c

wyrzeczenia. Pi臋kne s艂owa. Parafianie byli g艂臋boko poruszeni.

A jak przyj臋li wie艣膰 o nowej dziesi臋cinie? Czy r贸wnie 偶ywo jak moje

Martwi膮 si臋 now膮 danin膮.

Wszak to sze艣膰 lat wyrzecze艅.

Kr贸lestwo niebieskie zdobywamy wyrzeczeniami. Parafianie podnie艣li

M贸wi膮, 偶e musz膮 na co dzie艅 zmaga膰 si臋 z wyrzeczeniami i to jest ich codzienna

krucjata, a Jerozolima daleko. Tak m贸wi膮 kmiecie.

A ksi膮dz Pleban co my艣li?

Ja?

Jak偶e 艣mia艂bym si臋 przeciwstawi膰 woli samego papie偶a. To偶 on jest naszym

pasterzem. W艂a艣nie. I w takim razie ksi膮dz b臋dzie m贸g艂 w moim imieniu

przekona膰 parafian i uspokoi膰.

Ksi膮dz biskup jest proszony do kr贸la.

P贸jd臋, porozmawiam z nim o nowym podatku na budow臋 zamk贸w.

Nie mo偶e go teraz nak艂ada膰.

Kr贸l nie ust膮pi.

Ja te偶 nie.

Z czego ten placek?

Nie s艂ysza艂a艣 z rzepy? Nie chc臋, 偶e po艣mierdzi.

Z jeszek wzi臋艂a艣.

Daj, ja zjem.

Oj, zapomnia艂o ci si臋 pomodli膰 przed jedzeniem.

No i co z tego?

To grzech.

Ludzie gorsze rzeczy robi膮 i 偶yj膮. Jakie?

Morduj膮. Boj臋 si臋. M贸wi臋 mamie, 偶e nas tracisz.

Nie. Nie powiesz.

Bo mama jest brzemienna.

A jak si臋 zdenerwuje, to jej si臋 brzemi臋 zwa偶y.

A wy chyba nie chcecie zabi膰 dziecka, co?

Egle, chcesz si臋 nawr贸ci膰?

Mo偶e zawo艂am ojca Wojciecha.

Ucieszy si臋.

Chcia艂abym zwiedzi膰 ko艣cio艂y w Krakowie.

Wszystkie?

To tak.

艢wi臋ty Wojciech, 艣wi臋ty Andrzej i 艣wi臋ty Piotr na Grodzkiej.

Na rynku ko艣ci贸艂 Mariacki. No i jeszcze ojc贸w dominikan贸w. A mo偶e p贸jd臋 z tob膮?

Nie trzeba.

Pani Pileckiej nie ma. Powinna艣 zosta膰 na dworze.

Laudatur Jezus Chrystus.

In secula, seculorum, amen.

Biskupie pozwolisz, 偶e pocz臋stuj臋 ci臋 winem?

Wyb贸r jest trudny, bo owa wyborne.

To z Bolonii, a to z Florencji.

Pierwsze, pobudza zmys艂y nut膮 s艂odyczy. Drugie, o偶ywia umys艂 odrobin膮

cierpkich ton贸w.

Florenckie, prosz臋.

Nie dziw, 偶e ksi膮dz biskup?

Przedk艂ada umys艂 nad prost膮 przyjemno艣膰.

Miko艂aju, dla mnie piwo.

I ja te偶 poprosz臋.

Pi臋kny list napisa艂e艣, biskupie.

To opinia czy pochlebstwo?

Nie wolno ci u偶ywa膰 broni, ale s艂owem festujesz mistrzowsko.

To przejd藕 do ataku, panie, bym m贸g艂 si臋 wykaza膰.

O moim planie budowy warowni nie musz臋 ci m贸wi膰.

To ja nie musz臋 wypowiada膰 swojego zdania. Licz臋, 偶e je zmienisz. Ka偶dy

wydany na t臋 budow臋 si臋 zwr贸ci.

Ale kiedy?

Jak? Miasta si臋 rozrastaj膮.

U nas, w Europie.

Dla mnie liczy si臋 tylko Krak贸w.

Wiernych b臋dzie coraz wi臋cej i coraz wi臋cej b臋d膮 p艂aci膰.

Mieszczanie nie s膮 rycerzami.

Musimy otoczy膰 ich murami, by czuli si臋 bezpieczniej i pomna偶ali swoje dobra.

Co艣 w tym jest.

Zaczynam 偶a艂owa膰, 偶e Ko艣ci贸艂 nie mo偶e wspom贸c Twoich plan贸w, panie. Po偶yczk臋

zwr贸c臋.

Jeszcze miesi膮c temu otworzy艂bym przed Tob膮 decyzjalny skarbiec, ale dzisiaj to

niemo偶liwe. Nowy podatek musi Ci wystarczy膰.

Nie tylko Tw贸j skarbiec jest pusty.

A poddani te偶 licz膮 ka偶dy grosz. Ja b臋d臋 mia艂 k艂opot z zebraniem dziesi臋ciny.

Wszyscy musimy si臋 po艣wi臋ci膰.

Bulla papie偶a.

Nie pozostawia mi wyboru.

A co

to

za miny?

S膮 zm臋czone.

Ty pewnie te偶.

Mo偶esz odej艣膰.

Trzeba strzec, dziewcz膮t.

Trzeba strzec, pani.

Ja si臋 nimi zajm臋, Helenu. Id藕 odpocznij.

A co?

Chcecie co艣 zje艣膰, zanim p贸jdziemy do babci? Dzi臋kujemy, matko. Ju偶 jad艂y艣my.

Nie gniewasz si臋, prawda?

Nie.

To dobrze, bo jak si臋 pogniewasz, tak si臋 dziecko cwaszy.

Mare艅ko, co艣 ty wymy艣li艂a艣.

Was.

Gabija.

Wywr贸cali si臋 o polewk臋, a teraz bior膮 drug膮 dok艂adk臋.

Wiadomo, holodziec o tej porze roku najlepszy. Oj, dobrze, 偶e ci臋

Tylko si臋 nie przyzwyczajaj.

Pami臋taj, czekam tylko na Witautesa.

Czekasz chyba na kogo innego.

Niby na kogo.

Widzia艂em wasz膮 chack臋 w lesie. Z tym panem z zamku.

Co si臋 sta艂o?

Nic.

Gabija?

By艂em przekonany, 偶e biskup wymiga si臋 od daniny.

U艣wiadomi艂 mi, 偶e kiedy na艂o偶膮 si臋 podatki, nasz z ko艣cieln膮 dziesi臋cin膮

ubogim b臋dzie ci臋偶ko. Za ci臋偶ko sp艂aca膰 i ci臋偶ko wy偶y膰.

To mo偶e pomy艣le膰 o bogatych. Mo偶e wybra膰 po偶yczk臋. Kr贸l ma po偶ycza膰 od

poddanych. Ale w Europie to znana praktyka.

W Krakowie jest kto艣 taki, kto m贸g艂by pom贸c.

Mam wezwa膰?

Musz臋 to przemy艣le膰.

Polu, tamtej nocy, tamtej nocy ja nie by艂am z tob膮. B艂agam ci臋, to czary.

Czary. Jak to ja rzuci艂am?

Czary, Polu, b艂agam ci臋, b艂agam. Ja nie wiem, co si臋 ze mn膮 dzieje. Te wszystkie

my艣li. Ja musz臋 mie膰 m臋偶a, ja musz臋 wyj艣膰 za m膮偶 i hodowa膰 kwiaty.

Wstaw si臋 ze mn膮 do Ja艣ka, b艂agam ci臋. On ci臋 wys艂ucha, on ci臋 szanuje. Prosz臋

ci臋, b艂agam ci臋, zlituj si臋. Prosz臋, zlituj si臋.

Wstawaj.

Wstawaj. Co z tob膮?

Ja pij臋.

Po si艂膮, 偶eby si臋 podesz艂a. Ale zosta艅 tutaj.

Ja jestem od gotowania.

Ty odgadaj, nie odgad藕 mi.

Jak pa艅stwo b臋d膮 tu jada膰, b臋dziemy bogaci. Ty te偶.

A id藕.

A te grzyby?

Arcydzie艂o.

Bardzo mi przykro, Gabio, 偶e straci艂a艣 z mojego powodu posad臋 na dworze.

Nic takiego na ciebie nie powiedzia艂a.

Nie mog艂am przewidzie膰, 偶e kr贸lowa Anna tak niesprawiedliwie ci臋 potraktuje.

Do ko艅ca 偶ycia sobie tego nie wybaczy.

Chyba, 偶e ty mi wybaczysz, Gabio.

Gabio, tak powinien post膮pi膰 ka偶dy chrze艣cijanin.

Ale ty jeste艣 z Litwy.

My艣licie, 偶e jak kto z Litwy, to nie mo偶e by膰 ochrzciony.

Ja jestem.

Ale wola艂aby by膰 poganka, ni偶 taka zak艂omana si臋 艣cianka jak ty.

Oszala艂a艣 kobieto?

Babciu, ty 偶yjesz. Jest to dobrze.

I bardzo si臋 za wami st臋skni艂am.

Mamy teraz du偶o wa偶nych zaj臋膰 z Helen膮. Wiem, s艂ysza艂am o tym i mam dla was

nagrod臋.

Przeczytam wam legend臋 o roku Wawelu.

Spisanym przez mistrza Wincentego, zwanego Kad艂ubkiem, kt贸ry by艂 biskupem

naszym drodzie. Mieszka艂 tutaj, w naszym zamku? Tak, oczywi艣cie.

Chcecie pos艂ucha膰? Tak!

Ja te偶 mog臋 pos艂ucha膰?

Dawno, dawno temu rz膮dzi艂 na Wawelu kr贸l Krak.

Tak, pani.

Tak, pani.

I ci prosi臋 o wybaczenie.

Bo na Wawelu rozje偶d偶臋 si臋, jak ty si臋 odnosisz do dostojnych os贸b.

Masz s艂uszno艣膰.

Naprawd臋?

Powinnam pom贸wi膰 z t膮 domu.

Wszystko. No zgod臋.

Przepraszam, milostiwa pani.

Moja droga Gabija.

Ja te偶 nie jestem bez winy. Je艣li dzieci wszystko nie b臋d膮 mog艂y osi膮gn膮膰.

Chodzi膰 dobrze na drog臋.

Pi臋knie wygl膮da, ale tyle ju偶 zjad艂am.

Na pojednanie powiadasz.

Trwo niebieskie.

Gabio, marnujesz si臋 w tej no偶y.

Smacznego.

Czuj臋 si臋 zaszczycony, 偶e kr贸l chce si臋 ze mn膮 zobaczy膰.

Wiesz, dlaczego ci臋 wezwa艂em?

S膮 dwie mo偶liwo艣ci, kr贸lu.

Albo chcecie nas, panie, wygna膰, Albo po偶yczy膰 pieni膮dze.

Nie mam zamiaru nikogo, kto 偶yje uczciwie, wygania膰.

M贸wi艂em nie przeszkadza膰.

Ale wasza wysoko艣膰. Biskup Grot m贸wi, 偶e musi natychmiast...

Mi艂o艣ciwy

panie, lichwiarz na bawelu? Na tym zamku wie艣ci s膮 szybsze od b艂yskawicy.

To innowierca.

Ksi膮dz biskup zdaje si臋 zapomina膰, jak wielu konsekrowanych ma u mnie d艂ug.

Milcz, Lewek, z kr贸lem m贸wi臋. Panie, nie godzi si臋 kala膰 korony takimi uk艂adami.

S膮 inne sposoby.

Nie po偶yczaj od 呕yda. Ksi臋偶e biskupie, sam m贸wi艂e艣, 偶e nie mam wyboru.

Nie zad艂u偶aj korony u lichwiarza.

艢wi臋ty Tomasz naucza, 偶e lichwa to grzech.

Biskup m贸wi to samo, ale grosza da膰 nie chce.

Ja ci dam.

Wr贸c臋 do S膮cza po moje klejnoty.

Matko, nie mog臋.

Ale ja chc臋 ci pom贸c.

Wierzysz w tw贸j plan, synu.

Dam rad臋 go wykona膰. Nie odst膮pi臋 od niego.

A teraz... We藕 to.

Prosz臋, we藕.

I pierdzie艅.

Cho膰by na wie偶臋 w B臋dzinie.

Mi艂o艣ciwe pani, musimy si臋 po艣pieszy膰, je偶eli mamy zd膮偶y膰 do najbli偶szej karmy

przed zmrokiem. 殴le si臋 czuj臋.

艁akomstwo to jeden z grzech贸w g艂贸wnych.

Jest was dw贸ch?

Dw贸ch? Nie zdawa艂o mi si臋.

Jezus Maria!

Co si臋 dzieje?

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.