Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
呕YCIE CHUCKA
Akt trzeci Dzi臋ki, Chuck
"To nie chaos, nie 艣mier膰. To harmonia, kszta艂t system.
To 偶ycie wieczne.
Szcz臋艣cie.
Przesz艂o艣膰 i tera藕niejszo艣膰 wi臋dn膮 -
wype艂ni艂em je, opr贸偶ni艂em.
I spiesz臋 wype艂ni膰 nast臋pn膮 kart臋 przysz艂o艣ci.
Hej, ty tam, s艂uchaj! Z czego chcesz mi si臋 zwierzy膰?
Patrz mi w twarz, kiedy gasz臋 dyskretny p艂omyk wieczoru.
M贸w szczerze, nikt wi臋cej nie s艂ucha, a ja wkr贸tce odejd臋.
Czy ja sobie zaprzeczam?
Niech b臋dzie, 偶e sobie zaprzeczam.
- Jestem pojemny, s膮 we mnie miliony". - Bo偶e.
O co chodzi?
Co艣 bardziej interesuj膮cego ni偶 Whitman.
Kalifornia.
Kolejne trz臋sienie ziemi.
Zawali艂 si臋 kawa艂 od Santa Barbara po Fresno.
- Ob艂臋d. - Wpad艂 do oceanu.
Ju偶 dobrze, uspok贸jcie si臋.
Brak sygna艂u.
Kto艣 ma sygna艂?
Nie.
Przepraszam.
Sie膰 nadal nie dzia艂a.
Ale mam tu jego teczk臋.
Dylan ostatnio notuje spadki.
W tym semestrze spad艂 z czw贸rek i pi膮tek na dw贸je.
Ma pan papierowe kopie?
Zacz臋li艣my je robi膰 po k艂opotach z sieci膮.
Jak pan s膮dzi? 艁膮czno艣膰 wr贸ci?
- Nie wiem. - Pami臋tam 艣wiat sprzed Internetu.
Dlaczego tak ci臋偶ko wyobrazi膰 sobie 艣wiat bez niego?
Jak si臋 cofn膮膰?
- A je艣li tym razem to ju偶 na dobre? - Wci膮偶 brak Internetu.
Na szcz臋艣cie mam papierow膮 dokumentacj臋 wszystkich uczni贸w.
My艣l臋, 偶e to koniec. Tym razem nie wr贸ci.
By膰 mo偶e. Ale powinni艣my porozmawia膰 o Emily.
- Spad艂a jej frekwencja. - Frekwencja?
Absencja to teraz globalny problem.
Lekarze, piloci, policjanci,
wszyscy po艂o偶yli lask臋.
A pan chce rozmawia膰 o Emily?
A w og贸le to jak maj膮 si臋 uczy膰?
Internet nawala od o艣miu miesi臋cy.
Po艂owa stron jest poprzekr臋cana.
Niekt贸re gin膮.
Wszystko si臋 popieprzy艂o.
Nawet jak strona funkcjonuje, to ma spieprzon膮 interpunkcj臋, ortografi臋.
Jak to wyt艂umaczy膰?
Nie umiem,
ale Brian mo偶e si臋 przygotowa膰 do zaj臋膰.
Biblioteka dzia艂a.
Pornhub znikn膮艂.
Wie pan, panie Anderson?
Tak.
Zauwa偶y艂em.
Przepraszam za Briana.
Ale co ja mam zrobi膰?
Jego matka odesz艂a, nie wiem dok膮d.
S艂ysza艂em, 偶e teraz du偶o ludzi przepada bez wie艣ci.
Ona uciek艂a do jakiego艣 by艂ego z liceum.
Spotykali si臋 przez miesi膮c.
Pieprzony miesi膮c.
Wyrzuca 20 lat do 艣mieci dla jednego miesi膮ca.
Chyba nigdy nie przesta艂a o nim my艣le膰.
Pewnie ka偶dy ma kogo艣 takiego.
Rozumiem to. Je偶eli to jest rzeczywi艣cie koniec,
jak m贸wi膮 te czubki w fioletowych szatach,
to z kim chcia艂by艣 go prze偶y膰?
Ale porzuci膰 syna?
M贸wi, 偶e wr贸ci.
Nie wiem.
Jebany Pornhub.
Co b臋dzie, jak nie wr贸ci?
Tragedia.
Nawet, je偶eli to koniec wszystkiego,
to jest kurewstwo.
Przepraszam.
Przera偶aj膮ce sceny zniszcze艅 i cierpienia w Kalifornii.
Ekipy ratownicze przeczesuj膮 to, co pozosta艂o z p贸艂nocnej cz臋艣ci stanu.
350 ofiar 艣miertelnych w p贸艂nocnym Yorkshire, a poziom wody ro艣nie.
Marty Anderson po raz pierwszy zobaczy艂 ten billboard
na kr贸tko przed ostatecznym znikni臋ciem Internetu.
Kiwa艂 si臋 8 miesi臋cy,
ale wa偶niejsze by艂y inne problemy, jak po偶ary, trz臋sienia ziemi,
wygini臋cie ptak贸w i ryb.
...najwi臋ksze po偶ary w historii USA.
Normalnie Marty jecha艂by do domu przez Turnpike,
ale nie by艂o to mo偶liwe
z powodu zawalenia mostu nad Otter Creek.
Charles Krantz - 39 wspania艂ych lat Dzi臋ki, Chuck
Po katastrofie w Kalifornii,
jednym z najg臋艣ciej zaludnionych stan贸w zosta艂a Nevada.
Felicia Gordon jest piel臋gniark膮 w szpitalu miejskim.
Cho膰 przez ostatnie kilka tygodni czu艂a si臋 bardziej jak grabarz.
Kurcz膮cy si臋 od lata personel,
zacz膮艂 si臋 nazywa膰 Legionem samob贸jc贸w.
Wr贸cimy do po偶ar贸w na 艢rodkowym Zachodzie
i braku wody
po przerwie.
Chcieliby艣my podzi臋kowa膰 Charlesowi Krantzowi
za 39 wspania艂ych lat.
Dzi臋ki, Chuck.
- S艂ysza艂em, 偶e mia艂a艣 kolejnego. - Tak, jeszcze jeden.
M贸j nie mia艂 szcz臋艣cia. Podci臋te 偶y艂y.
To co mieli艣my zrobi膰?
- S艂ysza艂a艣 o Marilou? - Nie, co z ni膮?
Zostawi艂a swojego by艂ego. Pami臋tasz Pedro?
Pojawi艂 si臋 i nie wiem co jej powiedzia艂, ale wyszli trzymaj膮c si臋 za r臋ce.
A pami臋tam ich koszmarny rozw贸d. Pami臋tasz?
Tak.
By艂o min臋艂o i posz艂a z nim.
Ciekawe jakie s膮 statystki.
Czy wi臋cej ludzi si臋 rozstaje, czy wraca do siebie?
My艣lisz, 偶e wi臋cej jest ma艂偶e艅stw czy rozwod贸w?
Ma艂偶e艅stw.
- Optymistka. - Nie.
Rozw贸d trwa o wiele d艂u偶ej, my艣l臋 偶e ludzie sobie odpuszczaj膮.
Minimum p贸艂 roku biurokracji. Pewnie wi臋cej.
Zawarcie ma艂偶e艅stwa to jedna kartka i jedna godzina.
Stawiam na ma艂偶e艅stwa.
Nie przysz艂a艣 na lunch ani na kolacj臋. Co si臋 dzieje? Przesta艂a艣 je艣膰?
- Nie by艂am wieczorem g艂odna. - Rano te偶 nie?
Kto mi ukrad艂 po艅czochy?
Za du偶o pr贸b wczoraj wieczorem?
- To by艂y 膰wiczenia. - I dlatego tak d艂ugo spa艂a艣?
Nie spa艂am, pojecha艂am do miasta.
- Na zakupy? - Nie.
Cze艣膰.
- Przerwa艂a艣 po艂膮czenie. - Tak.
Ale zda艂am sobie spraw臋, 偶e pewnie je zauwa偶y艂e艣.
Jak si臋 masz?
W porz膮dku.
A ty?
My艣la艂am dzisiaj o tobie.
Rozmawiali艣my w pracy o rozwodach i ma艂偶e艅stwach.
- Kt贸rych jest wi臋cej. - Ma艂偶e艅stw.
Nikt nie b臋dzie czeka艂 na rozw贸d.
A powt贸rne ma艂偶e艅stwa?
- Nie chcesz najpierw kupi膰 mi drinka? - Chyba si臋 zdarzaj膮. To ma sens.
Ludzie potrzebuj膮 czego艣 znanego i podnosz膮cego na duchu.
Jaki mia艂e艣 dzie艅?
Bez owijania w bawe艂n臋, co?
Powiedz.
Dzie艅...
jak co dzie艅.
Wiesz?
Dziwny.
Spotkanie z rodzicami sz艂o jak sikanie pod wiatr.
- Wiesz o Kalifornii? - Tak.
M贸wili, 偶e wi臋kszo艣膰 zosta艂a ju偶 ewakuowana,
ale s艂ysza艂am, 偶e na wsch贸d ci膮gn膮 setki tysi臋cy uchod藕c贸w.
Nevada jest teraz jednym z najg臋艣ciej zaludnionych stan贸w.
S艂ysza艂am naukowca, kt贸ry m贸wi艂, 偶e Kalifornia odrywa si臋 jak stara tapeta.
I 偶e kolejny japo艅ski reaktor zosta艂 zalany.
M贸wi膮, 偶e zosta艂 wy艂膮czony i nie ma zagro偶enia,
ale im nie wierz臋.
Jeste艣 cyniczna.
呕yjemy w cynicznych czasach.
Niekt贸rzy wierz膮, 偶e to ju偶 koniec.
Nie tylko religijni szale艅cy.
A s艂yszysz to od cz艂onka Legionu samob贸jc贸w szpitala miejskiego.
Tak siebie teraz nazywamy.
Dzisiaj stracili艣my sze艣ciu,
a osiemnastu wyratowali艣my g艂贸wnie dzi臋ki naloxonowi.
Ale ko艅czy nam si臋.
Farmaceutka powiedzia艂a, 偶e sko艅czy si臋 do ko艅ca miesi膮ca.
Kiepsko.
Tak.
Jest naprawd臋 kiepsko.
Nie ma Internetu, a Kalifornia wisi na w艂osku.
Po偶ary, g艂贸d, zarazy i ca艂a reszta.
Nic si臋 nie trzyma ju偶 kupy.
To tylko kwestia czasu.
Ile to jeszcze mo偶e trwa膰?
Ile jeszcze musimy znie艣膰
zanim to wszystko si臋 rozleci?
Ucz臋 teraz dzieciaki o Carlu Saganie.
S艂ysza艂a艣 kiedy艣, co m贸wi艂 o kosmicznym kalendarzu?
Nie wiem.
Chyba nie.
Wszech艣wiat ma 15 miliard贸w lat.
Gdyby to wszystko,
te 15 miliard贸w lat skompresowa膰
do jednego roku kalendarzowego,
wtedy Wielki Wybuch ma miejsce w pierwszej sekundzie 1. stycznia.
A dzisiaj,
teraz, jeste艣my w ostatniej milisekundzie ostatniej minuty ostatniego dnia,
31. grudnia.
Ale jak wr贸cimy do pocz膮tku,
je艣li Wielki Wybuch wydarzy艂 si臋 o p贸艂nocy 1. stycznia,
wtedy ka偶dy miesi膮c kalendarza ma 1,25 miliarda lat.
Nikt mi nie powiedzia艂, 偶e to egzamin z matmy.
Wszech艣wiat zaczyna si臋 1. stycznia,
ale Droga Mleczna powstaje dopiero w maju
Nasze S艂o艅ce i Ziemia pojawiaj膮 si臋 w po艂owie wrze艣nia.
Nied艂ugo p贸藕niej pojawia si臋 偶ycie, ale nie my.
- Wiesz jak d艂ugo jeszcze nas nie ma? - Mia艂o nie by膰 matmy.
Do 31. grudnia.
Ostatniego dnia kalendarza.
Pierwszy cz艂owiek zadebiutowa艂 na Ziemi
oko艂o 22.30.
O 22.30 ostatniego dnia.
Ka偶da minuta od tamtej pory
to 30 tys. lat.
O 23:46, tylko 14 minut temu,
ludzko艣膰 ujarzmi艂a ogie艅.
A teraz z minut przechodzimy w sekundy.
O 23:59 i 20 sekund
zacz臋艂o si臋 udomowienie ro艣lin i zwierz膮t
cz艂owiek zacz膮艂 wytwarza膰 narz臋dzia.
O 23:59 i 35 sekund
spo艂eczno艣ci rolnicze ewoluowa艂y w pierwsze miasta.
A nasza zapisana historia,
ka偶dy, o kt贸rym s艂yszeli艣my,
ka偶da rzecz w naszych ksi膮偶kach historycznych,
wydarzy艂a si臋 w ci膮gu ostatnich 10 sekund.
Ostatnich 10 sekund ostatniej minuty,
ostatniego dnia kalendarza,
31. grudnia.
Jak d艂ugo to jeszcze potrwa?
Nie wiem.
Je艣li masz racj臋,
偶e to naprawd臋 jest koniec naszych czas贸w,
偶e wszech艣wiat umiera,
szybk膮 艣mierci膮,
nawet je艣li rozgrywa si臋 to w ostatnim u艂amku sekundy, mikrosekundzie,
kt贸偶 wie, ile to potrwa.
Mo偶e sekundy,
mo偶e wieczno艣膰,
mo偶e to wszystko si臋 dzieje, gdy kosmos wydaje ostatnie tchnienie.
Mo偶e to wszystko si臋 dzieje w ostatnim,
jedynym, pojedynczym uderzeniu serca.
Jezu, Marty.
S艂uchaj, musz臋 ju偶 ko艅czy膰.
Musz臋 oceni膰 klas贸wki.
Marty...
艢wiat popada w ruin臋,
a my potrafimy tylko powiedzie膰 "jest kiepsko".
Mo偶e i my si臋 ko艅czymy.
Mo偶e.
Ale Chuck Krantz idzie na emerytur臋,
wi臋c mo偶e jest jakie艣 艣wiate艂ko w tunelu.
- 39 wspania艂ych lat. - Widzia艂a艣 ten dziwny billboard?
To by艂a reklama w radiu, przed t膮 audycj膮 w NPR, o kt贸rej ci m贸wi艂am.
Je偶eli w NPR puszczaj膮 reklamy, to musi by膰 koniec 艣wiata.
Co Chuck Krantz ma wsp贸lnego z t膮 relacj膮?
Wygl膮da jak ksi臋gowy. Nigdy o nim nie s艂ysza艂em.
Chyba u偶yli starego zdj臋cia.
Facet wygl膮da na g贸ra 40 lat, nie m贸wi膮c ju偶 o 40 latach pracy.
艢wiat jest pe艂en tajemnic.
Nie przejmuj si臋, Marty.
Napij si臋 piwa.
Spoko.
EPA opublikowa艂a czerwony alarm dotycz膮cy jako艣ci powietrza
w Cleveland i okolicach.
Przepraszamy. Problemy techniczne
I si臋 zesra艂o.
Chcemy podzi臋kowa膰 Charlesowi Krantzowi
za wspania艂e 39 lat.
Dzi臋ki, Chuck.
Przepraszamy. Problemy techniczne.
Gus!
Cze艣膰, Marty.
Gdzie samoch贸d?
Na chodniku w po艂owie drogi do Main Street Hill,
z setk膮 innych. Musia艂em go zostawi膰.
Przyszed艂em na piechot臋. Ile to mo偶e by膰, z 5 kilos贸w?
Jedziesz do szko艂y? Poczekaj.
Musisz jecha膰,
musisz jecha膰 11 a potem skr臋ci膰 w 19.
B臋dzie straszny korek.
Musisz nad艂o偶y膰 minimum 30 kilometr贸w. Dojedziesz na lunch.
Co si臋 sta艂o?
Zrobi艂o si臋 zapadlisko na skrzy偶owaniu Market i Main. Normalnie gigantyczne.
Pewnie przez ten deszcz
i s艂ab膮 konserwacj臋 dr贸g.
Ale to nie moja dzia艂ka, dzi臋ki Bogu.
Na dnie jest ze 20 samochod贸w.
I cz臋艣膰 ludzi z tych samochod贸w ju偶 nie wyjdzie.
By艂em tam wczoraj wieczorem, sta艂em w korku.
Dzi臋kuj Bogu, 偶e nie dzi艣 rano.
- Rozumiem, 偶e wiesz o Kalifornii. - Nie w艂膮czy艂em telewizora rano.
- Co艣 nowego? - Osun臋艂a si臋 reszta.
M贸wi膮, 偶e zosta艂o 20% p贸艂nocnej Kalifornii,
co pewnie oznacza z 10%.
Ale regiony rolnicze przepad艂y.
艢rodkowy Zach贸d zamieni艂 si臋 w w臋giel, Floryda zalana,
co znaczy, 偶e wszystkie tereny rolne przepad艂y.
To samo w Europie.
W Azji panuje g艂贸d. Milion ludzi umar艂o.
M贸wi膮, 偶e to d偶uma.
Epidemia d偶umy.
A pszczo艂y, z kt贸rymi by艂 problem ju偶 10 lat temu, teraz kompletnie znikn臋艂y.
Zosta艂o par臋 uli w Ameryce po艂udniowej.
Koniec z miodem.
A bez pszcz贸艂, kto b臋dzie zapyla艂 uprawy, kt贸re jeszcze si臋 osta艂y?
- Przepraszam. - Spoko.
Andrea?
Andrea z Midwest Trust? Jestem m臋偶em Felicji Anderson.
By艂ym.
Chyba si臋 znacie. Spotkali艣my si臋 na turnieju u Davida.
Tak, a o co chodzi?
Musia艂am przej艣膰 kawa艂, m贸j samoch贸d utkn膮艂,
a bank si臋 przechyla.
Przechyla?
Tak.
Stoi na skraju zapadliska.
- Nie mam ju偶 miejsca pracy. - Ciekawi mnie billboard na budynku banku.
- Widzia艂a艣 go? - Jasne.
Widzia艂am te偶 reklamy w telewizji.
呕adnych reklam samochod贸w czy przecenionych mebli,
tylko "Charles Krantz, 39 wspania艂ych lat. Dzi臋ki, Chuck".
To on nie pracowa艂 w banku? Nie przeszed艂 na emerytur臋?
Nie znam 偶adnego Krantza.
My艣l臋, 偶e to jaki艣 kawa艂. Performance.
Do widzenia.
Wygl膮daj膮 jak uchod藕cy.
Tak.
Nie wygl膮daj膮 na zmartwionych.
A co to da?
Na pocz膮tku wszyscy byli zaniepokojeni. Pami臋tasz te protesty?
Jak obalili ogrodzenie przed Bia艂ym Domem i zastrzelono tych student贸w?
I obalenie rz膮du w Rosji. Wojna czterodniowa mi臋dzy Indiami i Pakistanem.
I pieprzony wulkan...
w Niemczech.
Wulkan w Niemczech. To jaki艣 ob艂臋d.
M贸wili艣my: "Och, to wszystko kiedy艣 przycichnie"
Ale nie wygl膮da mi na to.
Nie.
My艣l臋, 偶e zmniejszy si臋 liczba samob贸jstw.
Ludzie zaczn膮 po prostu czeka膰.
Na co?
Na koniec.
To jest koniec wszystkiego.
呕a艂oba ma 5 etap贸w.
Nie rozumiesz? Teraz mamy ostatni etap.
Pogodzenie si臋.
Czekanie...
...jest najtrudniejsze.
A wszystko to spad艂o na nas nie wiadomo sk膮d.
Wszyscy niby wiedzieli, 偶e jest problem ze 艣rodowiskiem.
Nawet prawicowe 艣wiry, w g艂臋bi duszy to wiedzia艂y.
Ale co艣 takiego?
60 r贸偶nych odmian g贸wna.
Tyle g贸wna w tak kr贸tkim czasie.
W rok.
14 miesi臋cy.
Kiepsko.
Kiepsko.
Pisz膮 na niebie.
Nie widzia艂em tego od dzieci艅stwa.
Co to jest?
Ja te偶...
DZI臉KI CHUCK
DZI臉KI CHUCK!
CHUCK 呕YJE
KOCHAM CI臉 CHUCK
CHUCK NA ZAWSZE
DLA CHUCKA
Gdzie by艂a艣?
呕artujesz sobie? Musia艂am tu przybiec.
Wielki korek, po艂owa samochod贸w pusta.
- Dr Winston przepad艂. - Co?
Przyszed艂 dzisiaj rano, rozejrza艂 si臋 i wyszed艂. Nie mog臋 go znale藕膰.
Wyrzuci艂 pager.
- Przygotuj臋 si臋. - 艁贸偶ka s膮 puste.
Wi臋kszo艣膰 wysz艂a.
Przenios艂em ostatnich stabilnych.
Ale dzieje si臋 co艣 dziwnego.
Co to jest?
Co jest z tym monitorem?
No w艂a艣nie, i nie tylko z tym.
Nie wiem.
Chyba chc臋 st膮d wyj艣膰.
Chc臋 i艣膰 do domu.
Nie musz臋 ju偶 tu by膰.
Po艂膮czenie jest niemo偶liwe.
Charles Krantz - 39 wspania艂ych lat Dzi臋ki, Chuck
Nic panu nie jest?
Nie, odpoczywam.
Poszed艂em zobaczy膰 zapadlisko
i zrobi膰 par臋 zdj臋膰.
Pomy艣la艂em, 偶e kt贸ra艣 z lokalnych telewizji mo偶e by膰 zainteresowana.
Ale wszystkie przerwa艂y nadawanie.
Pokazuj膮 tylko zdj臋cia Krantza.
Wsz臋dzie tylko Krantz.
- Wie pan, kto to jest? - Nie.
Spyta艂em kilkadziesi膮t os贸b.
Nikt nie wie.
Nasz Krantz to Oz apokalipsy.
Nasz ostatni mem.
- Dok膮d pan idzie? - Harves Acres.
Mi艂a enklawa z dala od g艂贸wnych szlak贸w.
Ja te偶 tam id臋.
Mieszka tam moja by艂a.
Mo偶emy i艣膰 razem.
Czym si臋 zajmujesz?
Je艣li jeszcze pracujesz.
Jestem w艂a艣cicielem domu pogrzebowego.
Stary!
Tak, mieli艣my boom.
Nie ma si臋 z czego cieszy膰, ale biznes par臋 tygodni temu by艂 znakomity.
Ale moj膮 pasj膮 jest meteorologia.
Za m艂odu marzy艂em, 偶eby zosta膰 prezenterem pogody
w kt贸rej艣 telewizji.
Nie wysz艂o.
Ale si臋 nie poddaj臋.
Czytam czasopisma.
I mog臋 ci powiedzie膰 co艣 niesamowitego.
Wszyscy m贸wi膮, 偶e dzie艅 ma 24 godziny.
To b艂膮d.
Kiedy艣 dzie艅 gwiezdny mia艂 23 godziny i 56 minut.
Plus par臋 sekund.
Mia艂?
Takie s膮 moje kalkulacje, kt贸re mog臋 udowodni膰 matematycznie.
Teraz dzie艅 ma 24 godziny i 2 minuty.
- Wiesz, co to znaczy? - Twierdzisz, 偶e rotacja Ziemi zwalnia?
Dok艂adnie.
Wielu ludzi uwa偶a, 偶e te wszystkie katastrofy
wynikaj膮 z tego, 偶e zniszczyli艣my 艣rodowisko. Nie jest tak.
Pierwszy przyznam,
偶e traktowali艣my nasz膮 matk臋, bo jest matk膮 nas wszystkich,
bardzo 藕le.
Molestowali艣my j膮, 偶eby nie powiedzie膰 gwa艂cili艣my.
Ale...
Jeste艣my niczym w por贸wnaniu do wielkiego zegara Wszech艣wiata.
Nie.
To, co si臋 teraz dzieje jest wi臋ksze ni偶 degradacja 艣rodowiska.
Tak m贸wi matematyka.
Matematyka robi wiele rzeczy.
Mo偶e by膰 sztuk膮,
ale nigdy nie k艂amie.
Wiesz co?
Posiedz臋 sobie
podziwiaj膮c zach贸d s艂o艅ca
i poczekam,
a偶 m贸j artretyzm si臋 wyciszy.
Przy艂膮czysz si臋?
P贸jd臋 dalej.
Do by艂ej, rozumiem.
Mi艂o mi si臋 z panem rozmawia艂o, panie Anderson.
Nie b贸j si臋, id臋 odwiedzi膰 moj膮 by艂膮 偶on臋.
Felicj臋 Anderson.
Chyba wr贸ci艂a do nazwiska Gordon.
Mieszka przy Fern Lane 19.
Znam pani膮 Gordon.
Co tu robisz?
Chcia艂am poje藕dzi膰.
Kiedy艣 te偶 to uwielbia艂em.
To czemu nie je藕dzisz?
Mo偶e powinienem.
Czemu idziesz do pani Gordon, je艣li jest twoj膮 by艂膮?
Wci膮偶 j膮 lubi臋.
K艂贸cicie si臋?
Kiedy艣 tak.
Teraz lepiej si臋 dogadujemy.
Czasami daje nam pierniczki.
Wol臋 Oreo, ale...
Chodzi o to jak si臋 krusz膮.
Pierniczki si臋 nie krusz膮. Dopiero jak je zgnieciesz.
Lepiej wracaj do domu.
Nie powinna艣 je藕dzi膰 w ciemno艣ci.
Wszystko b臋dzie dobrze?
Na pewno.
Id藕 do domu.
Do rodzic贸w.
Teraz.
Dzi臋ki Bogu.
Dzi臋ki Bogu.
Dopiero zacz臋艂y...
- Dopiero zacz臋艂y si臋 wy艣wietla膰. - Wiem.
Tylko tutaj?
Chyba wsz臋dzie.
Chyba prawie...
Chyba prawie...
Gwiazdy 艣wiec膮 jak nigdy dot膮d.
Sp贸jrz tylko.
Gwiazdozbi贸r Or艂a.
Tam jest
gwiazdozbi贸r 艁ab臋dzia.
Widzisz?
A tam Gwiazda Polarna.
Widzia艂e艣 to?
Tak.
Teraz Mars.
Boj臋 si臋.
Ja te偶.
Ju偶 dobrze, skarbie.
Id藕.
Id藕 tam.
Tylko 39 lat.
39 wspania艂ych lat.
Dzi臋ki, Chuck.
Kocham ci臋...
AKT DRUGI Uliczni arty艣ci
Z pomoc膮 przyjaciela, Maka, kt贸ry ma starego vana,
Taylor Franck rozk艂ada perkusj臋 w ulubionym miejscu
na promenadzie Eight Street.
Jest 艣roda po po艂udniu.
Pogoda jest zajebi艣cie pi臋kna,
a ulice s膮 pe艂ne ludzi niecierpliwie oczekuj膮cych weekendu,
co zawsze jest przyjemniejsze od samego weekendu.
- Wszystko w porz膮dku? - Tak, dzi臋ki.
10% w ramach podzi臋kowa艅.
Taylor i Mac pracuj膮 na p贸艂 etatu
w Doctor Records na Castle Street.
Ale w dobry dzie艅 Taylor zarabia drugie tyle wyst臋puj膮c.
Granie na perkusji na ulicy nie by艂o marzeniem jej rodzic贸w,
gdy dosta艂a si臋 do Julliard.
Nie wiedz膮 te偶, 偶e rzuci艂a uczelni臋.
W Julliard chcieli, 偶eby艣 my艣la艂, co robisz,
a dla Taylor
rytm by艂 przyjacielem, a my艣lenie wrogiem.
Najpierw si臋 rozgrzewa
na luzie.
Powolne tempo, bez dzwonka,
nie przejmuj膮c si臋, 偶e kapelusz pozostaje pusty,
z wyj膮tkiem dw贸ch zmi臋tych dolar贸w
i 膰wier膰dolar贸wki pogardliwie wrzuconej przez deskorolkarza.
Nie spieszy si臋.
Powoli wchodzi w rytm.
To wchodzenie to po艂owa frajdy.
A mo偶e nawet wi臋kszo艣膰.
Janice Halliday idzie do domu po 7 godzinach w Paper and Page,
by膰 mo偶e dojdzie do samego oceanu.
Ch艂opak, z kt贸rym by艂a 16 miesi臋cy w艂a艣nie z ni膮 zerwa艂
- i zrobi艂 to w nowoczesny spos贸b. - Skurwysyn!
To by艂o kompletnie nieoczekiwane, jak drzwi, kt贸re uderzaj膮 ci臋 w twarz,
gdy w艂a艣nie zaczynasz przechodzi膰.
- To by艂o... - Cholerne kurewstwo!
Nie kocha go.
Nigdy si臋 nie oszukiwa艂a co do tego.
- Ale mimo wszystko... - Szlag! - ... to jest dla niej szok.
Prawdopodobnie jak przyjdzie do domu otworzy wino i b臋dzie p艂aka膰.
Mo偶e pu艣ci ulubion膮 playlist臋 i wstawiona b臋dzie ta艅czy膰 w pokoju.
W liceum uwielbia艂a ta艅czy膰.
Mo偶e uda jej si臋 przywo艂a膰 t臋 rado艣膰.
Co za zjeb!
Przepraszam.
To nie do pani.
Latte z mlekiem owsianym dla Chucka.
Charles Krantz,
Chuck dla przyjaci贸艂,
ma na sobie zbroj臋 ksi臋gowego.
Szary garnitur, b艂臋kitn膮 koszul臋 i niebieski krawat.
Buty Samuela Windsora s膮 niedrogie lecz solidne.
Przyjecha艂 tu na tygodniow膮 konferencj臋
"Bankowo艣膰 w XXI wieku".
Wys艂a艂 go jego bank Midwest Trust, kt贸ry pokrywa wszystkie koszty.
Chuck z przyjemno艣ci膮 s艂ucha艂 prelegent贸w
Uczestniczy艂 w jednym panelu i planuje kolejny,
zanim konferencja si臋 sko艅czy jutro w po艂udnie.
Jednak czasu po pracy nie zamierza sp臋dza膰
w towarzystwie pozosta艂ych 70 ksi臋gowych.
M贸wi ich j臋zykiem,
ale m贸wi te偶 innymi j臋zykami.
Przynajmniej tak by艂o kiedy艣,
cho膰 cz臋艣膰 s艂ownictwa zapomnia艂.
Teraz jego solidne Windsory nios膮 go na popo艂udniowy spacer.
Jego 偶ycie jest bardziej ograniczone ni偶 oczekiwa艂, ale pogodzi艂 si臋 z tym.
Rozumie, 偶e to ograniczenie to naturalna kolej rzeczy.
Ma 偶on臋 Ginny, kt贸rej jest sumiennie wierny
i inteligentnego, pogodnego syna w gimnazjum.
Ma przed sob膮 tylko 9 miesi臋cy 偶ycia, lecz jeszcze o tym nie wie.
Taylor pracuje od 10 minut,
ale na razie nic z tego nie ma.
Zauwa偶a zbli偶aj膮cego si臋 biznesmena,
i co艣, nie wiadomo co,
powoduje, 偶e chce zapowiedzie膰 jego przybycie.
Przechodzi do rytmu reggae, a potem czego艣 bardziej zmys艂owego.
I po raz pierwszy dzisiaj
Taylor czuje iskr臋
i zaczyna uderza膰 dzwonek akcentuj膮cy takt.
Fajnie to brzmi.
Pojawi艂 si臋 porywaj膮cy rytm,
kt贸ry jest jak droga, kt贸r膮 idziesz.
Mog艂aby przyspieszy膰 ten rytm,
ale patrz膮c na biznesmena uzna艂a, 偶e to do niego nie pasuje.
Spodziewa si臋, 偶e biznesmen minie j膮
w drodze do swojego hotelu,
i kiedy odejdzie, Taylor przerzuci si臋 na co艣 innego.
Ale zamiast omini臋cia jej...
Chod藕.
Chod藕, siostro.
Zata艅czmy.
Zata艅cz.
Poprowadz臋 ci臋.
W porz膮dku, moje okulary.
Okulary.
Co my robimy?
Nie wiem.
Koniec na dzisiaj.
Koniec na dzisiaj.
Koniec na dzisiaj. Rezygnujemy b臋d膮c u szczytu.
Potrzebujesz pomocy?
Mo偶esz to wzi膮膰?
Zakr臋膰 to. I uwa偶aj na palce.
Wiesz o co chodzi?
Jeszcze co艣?
Co to by艂o?
Co艣 niesamowitego.
- Zawodowo ta艅czysz? - Nie, nie.
Nie.
- A czym si臋 zajmujesz? - Mam nadziej臋, 偶e nie zepsu艂em.
- Jed藕my nad staw. - Nie zaparkujemy tam.
Dzisiaj tak.
Dzisiaj
jest magicznie.
Gdzie nauczy艂e艣 si臋 tak ta艅czy膰?
Babcia pokaza艂a mi najlepsze ruchy.
- Gdzie nauczy艂a艣 si臋 gra膰 na perkusji? - Jestem samoukiem.
O nie, to twoje.
Dzielimy si臋 po r贸wno.
Sama nie zarobi艂abym po艂owy nawet graj膮c do p贸艂nocy.
W porz膮dku?
Tak.
Tylko migrena.
O nie, daj spok贸j. Ja nie potrzebuj臋.
Bierz, zarobi艂e艣.
Kup sobie kolacj臋. Rozdaj. To twoja dzia艂ka.
- Mogliby艣cie robi膰 to zawodowo. - No nie wiem.
Mogliby艣my razem sta膰 si臋 s艂awni i bogaci.
Dlaczego si臋 zatrzyma艂e艣 przy mnie?
Czemu zacz膮艂e艣 ta艅czy膰?
M贸g艂by powiedzie膰, 偶e pomy艣la艂
o swojej niedorobionej kapeli The Retros,
jak lubi艂 ta艅czy膰 na scenie podczas instrumentalnych kawa艂k贸w.
Ale to nie by艂o to.
Nie wiem.
Taylor, musimy rusza膰, albo wydasz ca艂y zarobek na mandat.
Nie chcieliby艣cie zmieni膰 zawodu?
Zamienic zaw贸d? Jak...
Staniemy si臋 s艂awni.
Chod藕cie tu zanim si臋 rozejdziemy.
Grupowy przytulas.
Grupowy przytulas.
Chod藕cie.
Niech 偶yj膮 uliczni arty艣ci.
Niech 偶yj膮.
Musimy jecha膰 zanim dostaniemy mandat.
Przykro mi.
Kiepska sprawa.
Owszem.
My艣la艂am, 偶e to mi艂y ch艂opak.
By艂 niez艂ym kochankiem, by艂o fajnie.
Jak znajd臋 filmik z naszym ta艅cem,
kt贸ry pewnie jest ju偶 viralem,
to mu wy艣l臋
z podpisem:
"Zobacz co straci艂e艣".
Wszystko b臋dzie dobrze.
Nie mam wielkiej wiedzy, ale to wiem.
Masz przed sob膮 jasny promie艅 s艂o艅ca,
w kt贸ry zaraz wejdziesz.
Ale, fakt.
Jest kiepsko, co tu wi臋cej m贸wi膰.
Wszystko si臋 ko艅czy, a my mo偶emy tylko powiedzie膰 "jest kiepsko".
Tak.
Mo偶e my te偶 si臋 ko艅czymy.
Mo偶e.
Ja id臋 tu.
A ja tam.
Dzi臋ki za taniec.
Kiedy przechodzi艂 obok miejsca, gdzie sta艂a perkusja Taylor,
ponownie pojawi艂y si臋 dwa pytania.
Dlaczego zatrzyma艂 si臋 pos艂ucha膰?
Dlaczego zacz膮艂 ta艅czy膰?
Nie wie.
Czy odpowiedzi zmieni艂yby co艣 dobrego na lepsze?
P贸藕niej straci zdolno艣膰 chodzenia,
nie wspominaj膮c o ta艅cu na promenadzie.
P贸藕niej straci zdolno艣膰 gryzienia jedzenia.
P贸藕niej zapomni imi臋 偶ony.
P贸藕niej straci poczucie r贸偶nicy
mi臋dzy snem a jaw膮
i wkroczy do krainy tak wielkiego b贸lu,
偶e zw膮tpi, po co B贸g stworzy艂 艣wiat.
Od czasu do czasu przypomni sobie
jak zatrzyma艂 si臋, rzuci艂 teczk臋
i zacz膮艂 porusza膰 biodrami w rytm perkusji.
I pomy艣li, 偶e po to B贸g stworzy艂 艣wiat.
Tylko tyle.
AKT PIERWSZY S膮 we mnie miliony
Chuck bardzo czeka艂 na siostrzyczk臋.
Nie chcia艂 te偶 traci膰 rodzic贸w.
Ani jedno ani drugie nie wysz艂o
z powodu oblodzonego fragmentu wiaduktu.
Chucka nie by艂o w aucie, gdy to si臋 wydarzy艂o,
bo jego rodzice wybrali si臋 na kolacj臋, a on zosta艂 pod opiek膮 dziadk贸w,
kt贸rych w tamtym czasie nazywa艂 Zaydee i Bubbie.
Mia艂 7 lat.
Brawo.
Przez p贸艂tora roku dom by艂 przepe艂niony niczym nie zm膮conym smutkiem.
Albie i Sarah Krantz nie tylko stracili syna i synow膮,
Czemu nie jecie?
ale te偶 wnuczk臋, kt贸ra mia艂a si臋 urodzi膰 3 miesi膮ce p贸藕niej.
Co si臋 dzieje?
Mia艂a ju偶 wybrane imi臋.
Alyssa.
Gdy Chuck powiedzia艂, 偶e brzmi jak deszcz,
jego matka 艣mia艂a si臋 i p艂aka艂a jednocze艣nie.
Nigdy tego nie zapomnia艂.
Albie przerabia艂 swoj膮 偶a艂ob臋 zwr贸cony ku dw贸m absolutom:
liczbom i alkoholowi.
Sarah nie potrafi艂a znale藕膰 rado艣ci w niczym.
Kiedy艣 kocha艂a r贸偶ne smaki 偶ycia, muzyk臋, sztuk臋, jedzenie.
Jednak teraz 艣wiat sta艂 si臋 dla niej cichy, szary i bez smaku.
Cz臋艣膰 dobrych uczu膰 powr贸ci艂a do domu z czasem.
Po wypadku w domu kr贸lowa艂o jedzenie na wynos,
ale gdy Chuck sko艅czy艂 10 lat, babcia znowu zacz臋艂a gotowa膰.
Gotuj膮c lubi艂a s艂ucha膰 rock-and-rolla.
Chuckowi ta muzyka wydawa艂a si臋 zbyt m艂oda dla niej,
ale jej sprawia艂a przyjemno艣膰.
Chod藕, m艂ody, zata艅czymy.
M贸g艂by艣 si臋 nauczy膰 tych ruch贸w.
Masz talent.
- A gdzie ty si臋 nauczy艂a艣? - W liceum.
Jaka by艂a艣 w liceum?
By艂am seksowna.
Ale nie m贸w Zaydee.
On jest staromodny.
Chuck nie powiedzia艂.
Dom dziadk贸w sta艂 si臋 jego domem z jednym wyj膮tkiem.
Wie偶yczki na dachu.
Chuck mia艂 zakaz wchodzenia do wie偶yczki.
To by艂 stanowcza zasada wprowadzona przez dziadka.
W innych sprawach Albie nie by艂 tak surowy.
By艂 wr臋cz 艂agodny.
Ale w tej kwestii by艂 nieugi臋ty.
Wiele razy Chuck o to pyta艂.
Co tam jest? Co wida膰 z okna?
A przede wszystkim: Dlaczego pok贸j jest zamkni臋ty.
- Babcia powiedzia艂a... - Pod艂oga jest niebezpieczna i mo偶e si臋 zapa艣膰.
- Dziadek powiedzia艂... - Nic tam nie ma z powodu zgni艂ej pod艂ogi.
Jedyne, co wida膰 z okna, to centrum handlowe.
Powtarza艂 to samo a偶 do dnia poprzedzaj膮cego 11 urodziny Chucka,
kiedy to ujawni艂 cz臋艣膰 prawdy.
Kosmiczny kalendarz
kompresuje histori臋 wszech艣wiata do jednego roku.
Je艣li Wszech艣wiat rozpocz膮艂 si臋 1. stycznia,
to w maju powsta艂a Droga Mleczna.
Picie nie sprzyja dochowaniu tajemnicy.
Po 艣mierci syna, synowej i nienarodzonej wnuczki
Alyssy, brzmi膮cej jak deszcz,
Albie Krantz du偶o pi艂.
Wszystko, co ludzko艣膰 zrobi艂a, zdarzy艂o si臋 w tym jasnym punkciku
w dolnym prawym rogu kosmicznego kalendarza.
Z wie偶yczki na pewno wida膰 wi臋cej ni偶 centrum handlowe.
Na pewno wida膰 stamt膮d ca艂e miasto.
Gdyby艣 tam wszed艂 zobaczy艂by艣 du偶o wi臋cej ni偶by艣 chcia艂.
Dlatego jest zamkni臋te.
Ka偶dy miesi膮c oznacza 1,25 miliarda lat.
Ka偶dy dzie艅 odpowiada 40 milionom lat.
Chcia艂 zapyta膰, co dziadek ma na my艣li.
Przeb艂ysk niewykszta艂conej doros艂o艣ci, nie w wieku 10 lat,
kt贸ra zaczyna艂a o osobie dawa膰 zna膰, spowodowa艂,
偶e zamilk艂.
- W tej skali... - Zamilk艂 i czeka艂.
Ca艂a historia ludzko艣ci zaj臋艂aby obszar wielko艣ci d艂oni.
Zaczynamy pod膮偶a膰 d艂ug膮 i kr臋t膮 艣cie偶k膮,
kt贸ra zacz臋艂a si臋 pradawnym...
Wiesz w jakim stylu jest ten dom?
Wiktoria艅skim.
Tak jest.
Prawdziwym wiktoria艅skim. Zbudowano go w 1885 roku.
By艂 wielokrotnie remontowany od tego czasu.
Ale wie偶yczka by艂a od pocz膮tku.
Mieszkamy tu od 71 roku
i przez te wszystkie lata
by艂em tam par臋 razy.
Bo pod艂oga jest zgni艂a?
Bo jest pe艂na duch贸w.
Oko艂o 22:30, 31. grudnia.
- Pami臋tasz Scrooge'a? - Tak.
- Ogl膮da艂e艣 film o nim. - Pami臋tam.
Uwa偶asz, 偶e to by艂 film o duchach?
Chyba tak.
Kto艣 powiedzia艂, 偶e to historia o duchach.
Nadchodz膮cych 艣wi膮t Bo偶ego Narodzenia.
23:59:20 ostatniego dnia kosmicznego kalendarza.
Miesi膮c p贸藕niej by艂 ch艂opak Jefferies贸w.
Henry Peterson...
To trwa艂o troch臋 d艂u偶ej.
4 mo偶e 5 lat.
Do tego czasu
prawie zapomnia艂em, co tam zobaczy艂em.
Prawie.
Po tym obieca艂em sobie, 偶e ju偶 nigdy tam nie wejd臋.
呕a艂uj臋, 偶e tam wszed艂em z powodu Sarah.
Z powodu twojej Bubbie.
Twojej kochanej Bubbie.
I chleba.
Ka偶dy cz艂owiek, o kt贸rym s艂yszeli艣my, gdzie艣 tam jest.
Czekanie, Chuck.
Jest najtrudniejsze.
Wszystko, co znamy z ksi膮偶ek historycznych
wydarzy艂o si臋 w ci膮gu ostatnich 10 sekund kosmicznego kalendarza.
Och艂odzi艂o si臋.
Pozdrowienia od Very. Dzi臋kuje za zup臋.
Zarzuci艂a mnie plotkami.
W ko艅cu od tego mamy Ver臋.
- Jakie najnowsze? - Nie wiem czy s艂ysza艂e艣,
ale Trish m贸wi, 偶e Karen i Matty znowu chodz膮 na terapi臋.
Kim by艂 Henry Peterson?
Wszech艣wiat nas stworzy艂, a my mo偶emy roztrwoni膰 dziedzictwo 15 miliard贸w lat.
Kup mieszank臋 na nale艣niki.
W 偶贸艂tym pude艂ku, nie pomara艅czowym. Zapami臋tasz?
Zapisa膰?
Pami臋tam.
Nawet nie my艣l o samochodzie. Spacer ci臋 otrze藕wi.
Tak, tak, tak.
Wr贸ci z zakupami.
A potem mo偶e zrobimy pianki na ognisku?
Dobrze.
Gada艂 ci o tych swoich duchach?
Tych kt贸re 偶yj膮 w wie偶yczce?
A s膮 tam?
Jak s膮dzisz?
Nie zwraca艂abym za bardzo uwagi na Zaydee.
Jest dobrym cz艂owiekiem, ale czasami...
Czasami pije za du偶o.
I wtedy zaczyna gada膰 na ulubione tematy. Wiesz, o co chodzi.
Kim by艂 ch艂opak Jefferies贸w?
To by艂a smutna historia.
Mieszka艂 w bloku obok.
Potr膮ci艂 go samoch贸d, kiedy wbieg艂 za pi艂k膮 na ulic臋.
To si臋 wydarzy艂o dawno temu.
Jak dziadek m贸wi, 偶e zobaczy艂 to zanim si臋 wydarzy艂o, to zmy艣la.
Po prostu pije za du偶o.
Mog臋 je zanie艣膰 pani Stanley, je艣li chcesz.
Mi艂o, 偶e o niej pomy艣la艂e艣, Vera si臋 ucieszy.
Wspania艂e.
Babcia jest artystk膮.
Dzi臋ki, 偶e przynios艂e艣. To tw贸j pomys艂?
- M贸w szczerze. - Tak.
Mog臋 ci zrobi膰 herbat臋?
Nie pij臋 herbaty, ale poprosz臋 szklank臋 mleka.
Twoja babcia jest 艣wi臋ta. A co z dziadkiem?
Sprawdzili to, co mia艂 na plecach?
- Doktor to wyci膮艂 i odda艂 do zbadania. - Powiedz wszystko.
To nie by艂o z艂o艣liwe.
Dzi臋ki Bogu.
M贸wi艂 babci o jakim艣 Henrym Petersonie.
Paskudna historia.
Henry by艂 ksi臋gowym, tak jak tw贸j dziadek.
Prowadzi艂 wiele biznes贸w. Takich, kt贸rych nie bra艂 dziadek.
Jak to si臋 sta艂o?
Chyba nie chcesz o tym s艂ucha膰.
- Dziadek m贸wi艂, 偶e odszed艂 w spokoju. - W spokoju?
Zabi艂 si臋. Powiesi艂 si臋.
Jego 偶ona uciek艂a z m艂odszym m臋偶czyzn膮,
ledwo w wieku do g艂osowania. A ona by艂a po czterdziestce.
No w艂a艣nie.
A potem s艂ysza艂am...
A co tam w szkole?
Kto z kim si臋 migdali?
"M贸w szczerze, nikt wi臋cej nie s艂ucha, a ja wkr贸tce odejd臋.
Czy ja sobie zaprzeczam?
Niech b臋dzie, 偶e sobie zaprzeczam
Jestem pojemny,
s膮 we mnie miliony".
Ostatniego dnia sz贸stej klasy
Panna Richards, przeurocza hippiska,
kt贸ra nie potrafi艂a utrzyma膰 dyscypliny
i pewnie d艂ugo nie zagrza艂a miejsca w publicznym systemie edukacji,
pr贸bowa艂a recytowa膰 wersy
z "Pie艣ni o sobie" Walta Whitmana.
"Nie uda si臋 mnie chwyci膰 za pierwszym razem - nie tra膰cie otuchy,
Nie znajdziecie mnie w jednym miejscu - szukajcie w innym".
Dobrze posz艂o, nie s膮dzisz?
Tak, przepraszam za nich.
Co to znaczy, jak m贸wi:
"Jestem pojemny, s膮 we mnie miliony".
A jak my艣lisz?
Wszyscy ludzie, kt贸rych zna?
Tak.
Ale chyba ma na my艣li co艣 wi臋cej.
Podejd藕.
Co tam jest, mi臋dzy moimi d艂o艅mi?
M贸j m贸zg.
Nie to mam na my艣li.
Co tam jest?
Pomi臋dzy d艂o艅mi.
Nie wiem.
Ludzie, kt贸rych znasz?
Chyba tak.
Tylko ludzie?
Wszystko, co widzisz. Wszystko, co wiesz.
Ca艂y 艣wiat. Samoloty na niebie, pokrywy od studzienek na ulicy.
Z ka偶dym rokiem twojego 偶ycia 艣wiat w twojej g艂owie
staje si臋 wi臋kszy, ja艣niejszy, bardziej szczeg贸艂owy i z艂o偶ony.
Zbudujesz miasta, pa艅stwa, kontynenty
i zape艂nisz je lud藕mi, twarzami, prawdziwymi i wyobra偶onymi.
Rozumiesz?
Nie zatrzymuj si臋.
Zape艂nisz 艣wiat tymi, kt贸rych spotkasz,
poznasz
czy sobie wyobrazisz.
To b臋dzie wszech艣wiat.
Ca艂y wszech艣wiat pomi臋dzy moimi d艂o艅mi.
S膮 w tobie miliony.
Co si臋 dzieje z tym wszech艣wiatem je艣li kto艣,
nie wiem,
wpadnie na 艂at臋 lodu i spadnie z wiaduktu...
Nie martw si臋 o takie rzeczy.
Tylko pami臋taj, 偶e s膮 w tobie miliony.
Czy to nie wspania艂e?
Id藕 ju偶. Jeste艣 dobrym ch艂opcem. Ciesz臋 si臋, 偶e jeste艣 w mojej klasie.
Chuck cieszy艂 si臋 latem a偶 do sierpnia,
gdy zmar艂a Bubbie.
Wydarzy艂o si臋 to w sklepie spo偶ywczym,
publicznie,
co troch臋 odar艂o ten moment z godno艣ci,
ale przynajmniej by艂 to ten rodzaj 艣mierci, o kt贸rym mo偶na powiedzie膰...
Dzi臋ki Bogu nie cierpia艂a.
Druga opinia...
- Mia艂a d艂ugie i bogate 偶ycie. - ...by艂a raczej niejasna.
Sarah Krantz by艂a dopiero po sze艣膰dziesi膮tce.
Kolejny raz dom na Pilchard Street wype艂ni艂 si臋 niezm膮conym smutkiem.
Albie nosi艂 opask臋 偶a艂obn膮 i schud艂.
Przesta艂 m贸wi膰 dowcipy
i wygl膮da艂 na starszego ni偶 70 lat.
- To wszystko? - Tak.
1,75 dolara.
Ta pani, kt贸ra tu by艂a kilka tygodni temu
ta kt贸ra umar艂a.
Gdzie by艂a jak to si臋 wydarzy艂o?
To troch臋 upiorne pytanie.
To by艂a moja babcia.
Bra艂a bochenek chleba.
Jak upad艂a 艣ci膮gn臋艂a wszystko z p贸艂ki.
Przepraszam, je艣li powiedzia艂am za du偶o.
Nie.
Ju偶 to wiedzia艂em.
- Nie! - Co?
Wyjd藕 stamt膮d!
Wyjd藕 stamt膮d.
Daj mi to.
Daj to.
Daj to.
Przepraszam.
Przepraszam.
Ju偶 dobrze?
Co zobaczy艂e艣?
Co zobaczy艂e艣?
Przepraszam. Po prostu nie mo偶esz.
Nie mo偶esz tego robi膰.
Nie mo偶esz.
Przepraszam.
Przepraszam.
Liga matematyczna
Klub ta艅ca "Piruet"
Chod藕, m艂ody.
Zata艅czmy.
Cze艣膰 wszystkim fanom ta艅ca z klubu "Piruet"!
Kogo my tu mamy? Trzech pan贸w w tym roku.
Nowy rekord.
Niekt贸rzy z pan贸w mog膮 by膰 wy艣miewani z powodu nowego hobby.
Zapewniam was, 偶e jeste艣cie najm膮drzejsi ze wszystkich w szkole.
Wkr贸tce to zrozumiecie.
Do tych kt贸rzy mnie nie znaj膮, nazywam si臋 Rohrbacher
i kiedy nie ucz臋 dziewcz膮t WF-u,
jestem "Taneczn膮 besti膮".
Nic? No dobrze.
Wybrali艣cie najlepszy klub w tej szkole.
Bo opr贸cz siatk贸wki dziewcz膮t, nic by艣my nie mieli.
Nie, nie, nie.
Wr贸膰, panie Mulford, jeste艣 teraz m贸j.
Walc.
Chuck go zna艂.
Cza-cza.
Chuck j膮 zna艂.
Swing.
Chuck go zna艂.
Samba.
Tego nie znam.
Zdecydowanie by艂 najlepszym tancerzem w klubie.
Dlatego pani Rohrbacher przydziela艂a mu niezdarne partnerki.
Rozumia艂, 偶e robi艂a to dla ich dobra i nie mia艂 nic przeciwko temu.
Pod koniec drugiej godziny,
Taneczna bestia okaza艂a lito艣膰 i przydzieli艂a mu na partnerk臋 Cat McCoy,
贸smoklasistk臋 i najlepsz膮 tancerk臋.
Chuck nie oczekiwa艂 romansu.
Cat by艂a nie tylko zachwycaj膮ca, ale i 30 cm wy偶sza od niego.
Ale uwielbia艂 z ni膮 ta艅czy膰
i z wzajemno艣ci膮.
Raz, dwa, trzy. Zmiana i stop.
Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy. Obr贸t.
Teraz box.
Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy.
Nie wiem, co to jest.
Dobrze! Teraz 10 minut freestyle'u.
Hej, zobacz.
- Poka偶 mi, jak to robi膰. - Gotowa?
艢lizg, 艣lizg, 艣lizg.
Gotowa? R贸b ze mn膮.
Zdejmij buty i r贸b to w skarpetkach.
艢lizg.
艢lizg.
Dobrze.
Poka偶 mi.
艢lizg, 艣lizg.
Jeszcze raz.
艢lizg.
M艂odzi tancerze wyszli tego dnia p贸艂 godziny p贸藕niej.
To jest super. Sam to wymy艣li艂e艣?
膯wiczy艂em to cofanie, a偶 si臋 nauczy艂em.
Mo偶emy to zrobi膰 na pota艅c贸wce.
Oczywi艣cie nie jako para.
Bo chodz臋 z Dougiem Wentworthem.
- Wiesz o tym, prawda? - Tak.
Ale to nie znaczy, 偶e nie mieliby艣my im pokaza膰 fajnych krok贸w.
Chcia艂abym. A ty?
Nie wiem, jestem du偶o ni偶szy.
B臋d膮 si臋 z nas 艣mia膰.
To za艂atwia spraw臋.
- Jest pani pewna? - Tak.
S膮 super.
Tylko troch臋 za du偶e.
Tyle powinno wystarczy膰.
I jak?
Pod艂oga 艣liska jak l贸d.
- Jak porysujesz pod艂og臋 wo藕ny si臋 wkurzy. - Timmy, nic nie porysuje.
W ta艅cu jest lekki jak pi贸rko.
Prawie idealnie.
Zr贸b jeszcze raz te dwa.
Nie wzdychaj.
Jeste艣 w tym dobry, naprawd臋 dobry.
Ale to jest nudne.
Nudna? Matematyka?
Tak.
Mo偶e w drugim semestrze zapiszesz si臋 do Ligi matematycznej po szkole.
Ja by艂em w niej przez ca艂e liceum. To by艂o wspania艂e.
Chodz臋 do klubu ta艅ca.
No tak.
Od艂贸偶 to na chwilk臋.
Powiem ci co艣 o matematyce.
Ludzie na pocz膮tku s膮dz膮, 偶e mo偶e by膰 nudna.
To ich pierwszy b艂膮d.
Jest potrzebna w ka偶dym zawodzie, ka偶dej pracy, ka偶dym aspekcie 偶ycia.
To jest fakt. Na ca艂ej planecie.
Sk膮d wiemy, jak d艂ugi jest dzie艅?
Ka偶dy to wie.
Jak d艂ugi?
24 godziny.
Ludzie m贸wi膮 24 godziny, ale to b艂膮d.
23 godziny, 56 minut ma dzie艅 gwiezdny.
Plus kilka sekund. Udowodnione matematycznie.
Sk膮d wiemy ile lat ma Ziemia?
Ile lat ma wszech艣wiat? Od kiedy 偶yj膮 ludzie?
Albo jak zbudowa膰 most czy wie偶owiec, jaka jest odleg艂o艣膰 mi臋dzy gwiazdami?
Jak wyl膮dowali艣my na Ksi臋偶ycu?
Czym s膮 gwiazdy?
Czemu p艂on膮, czemu atomy si臋 rozszczepiaj膮 i stapiaj膮? Wszystko jest matematyk膮.
Gwiazdy to matematyka.
Kiedy patrzysz w nocy na niebo,
to widzisz najwspanialsze r贸wnanie we wszech艣wiecie.
Nawet jak ta艅czysz, to te偶 matematyka.
Jaki jest j臋zyk ta艅ca?
Jak uczysz si臋 krok贸w?
To si臋 nazywa odliczanie.
Raz i dwa i trzy i cztery.
Czym jest walc? Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy.
Cyfry, matematyka.
A nawet wi臋cej.
Jest w tym nawet sztuka.
To co robi臋, te wszystkie teczki,
kartoteki,
to 偶ycie ludzkie.
Podejmowane decyzje.
W zesz艂ym roku, 10 lat temu.
Wszystko, co jest dla nich wa偶ne.
Ka偶da ich s艂abo艣膰, ka偶dy wyst臋pek, ka偶de marzenie, wszystko jest w liczbach.
Jak jaki艣 g艂upek we藕mie te liczby
i je podliczy bez kunsztu, kto艣 straci dom.
Ja traktuj臋 te liczby jak sztuk臋
i ratuj臋 komu艣 偶ycie.
To w艂a艣nie robi臋.
Tym jest ksi臋gowo艣膰.
Mo偶e powinni tego uczy膰,
tej fajnej strony, a nie tylko nudnej.
Matematyka ma jeszcze jeden aspekt.
Cz臋艣膰 matematyki nazywana statystyk膮 i prawdopodobie艅stwem
mo偶e ci pokaza膰 przysz艂o艣膰.
Mo偶e ci powiedzie膰 na przyk艂ad,
偶e pr臋dzej zostaniesz przyj臋ty do s艂ynnej ligi sportowej,
ni偶 utrzymasz si臋 z ta艅ca.
艢wiat uwielbia tancerzy,
ale potrzebuje ksi臋gowych
i jest na nich du偶o wi臋kszy popyt,
kt贸ry stwarza mo偶liwo艣ci.
To mo偶e ci臋 zabole膰, ale taka jest prawda.
Matematyka jest prawd膮.
Nigdy nie k艂amie.
Nie bierze pod uwag臋 twoich preferencji.
W ten spos贸b jest czysta.
Matematyka ma wiele twarzy.
Mo偶e by膰 sztuk膮.
Ale nie umie k艂ama膰.
Wi臋c zr贸b drugie podej艣cie do tych dw贸ch zada艅,
bo jeste艣 w tym dobry.
Masz
w sobie t臋 sztuk臋.
- Hej! 艢wietnie wygl膮dasz! - Dzi臋ki, ty te偶.
Poka偶emy im, jak to si臋 robi?
Nie wiem,
boli mnie noga.
Co艣 sobie zrobi艂e艣?
Mo偶e poczekajmy na lepsz膮 piosenk臋.
Cze艣膰, m艂ody.
My艣la艂am, 偶e dzi艣 dasz czadu.
No nie wiem.
Dziwnie si臋 czuj臋 w tych butach
i noga mnie boli.
Noga ci臋 boli?
Przykro mi to s艂ysze膰.
Przyszed艂e艣 sam?
Bez dziewczyny.
To si臋 zmieni, wierz mi.
Ju偶 nied艂ugo.
Wszystko to tak naprawd臋
jest bez znaczenia.
To tylko trening, wprawki.
- Ta jest 艣wietna. Chod藕! - Nie...
Ci膮gle kulej臋.
Chuck, chod藕. Rozniesiemy t臋 bud臋.
Przepraszam.
Naprawd臋 boli.
Ta艅cz臋 od 贸smego roku 偶ycia i ucz臋 WF-u
i widzia艂am wiele kontuzji.
Widzia艂am, jak zmienia si臋 ch贸d, jak zmienia si臋 postawa.
Wybacz, ale dla mnie wygl膮dasz
na zupe艂nie zdrowego.
Nie zmuszam ci臋, 偶eby艣 z ni膮 zata艅czy艂.
To zale偶y od ciebie.
Chodzi mi tylko, 偶e nie musisz k艂ama膰.
Powiedz jej prawd臋.
Zrozumie.
Gotowa?
Zr贸bmy to.
Jeszcze raz!
Jeszcze raz!
Byli m艂odzi, ale na tyle m膮drzy, 偶eby wiedzie膰, kiedy przesta膰.
P贸艂 roku przed 艣mierci膮 na raka m贸zgu w niesprawiedliwie m艂odym wieku 39 lat,
kiedy jego umys艂 jeszcze dzia艂a艂,
Chuck powiedzia艂 偶onie prawd臋 o bli藕nie na d艂oni.
Kiedy zacz臋li si臋 spotyka膰,
powiedzia艂 jej, 偶e zrani艂 go Doug Wentworth,
kt贸ry si臋 w艣ciek艂 o taniec z jego dziewczyn膮
na pota艅c贸wce w gimnazjum
i popchn膮艂 go na p艂ot z siatki na zewn膮trz sali gimnastycznej.
Sk艂ama艂em ci.
O rany.
Nawet teraz wychodz膮 sekrety.
Co si臋 sta艂o?
Kiedy sko艅czy艂 si臋 nasz rewelacyjny taniec
by艂em spocony i rozgrzany.
Piek艂y mnie policzki.
- Byli艣cie 艣wietni. - Dzi臋kuj臋.
Co za gwiazda.
W tym momencie marzy艂em o ciemno艣ci,
ch艂odnym powietrzu i byciu samemu.
Na niebie by艂y miliony gwiazd.
Miliony.
I kolejne miliony za nimi.
Mo偶e to by艂a tylko matematyka,
ale one te偶 ta艅czy艂y.
Wiem, bo widzia艂em jedn膮.
I pami臋tam, 偶e pomy艣la艂em jak wielki jest wszech艣wiat,
偶e s膮 w nim miliony
i r贸wnie偶... ja.
I w tym momencie...
Jestem wspania艂y.
I mam prawo by膰 wspania艂y.
Czemu k艂ama艂e艣, g艂uptasku?
Zaskakujesz mnie, kochanie.
Nie powiedzia艂 wi臋cej,
poniewa偶 blizna by艂a wa偶na z innego powodu.
By艂a cz臋艣ci膮 historii, kt贸rej nie m贸g艂 opowiedzie膰,
nawet mimo tego, 偶e na miejscu jego wiktoria艅skiego domu w kt贸rym dorasta艂
teraz sta艂 apartamentowiec.
Nawiedzonego wiktoria艅skiego domu.
Bez powodu.
Tak sobie pomy艣la艂em.
Blizna znaczy艂a wi臋cej wi臋c j膮 wyolbrzymi艂.
Ale nie potrafi艂 jej uczyni膰 wystraczaj膮co wielk膮.
To troch臋 bez sensu.
Ale gdy glejak kontynuowa艂 sw贸j blitzkrieg,
na tyle tylko by艂o sta膰 jego rozpadaj膮cy si臋 umys艂.
Dziadek Chucka,
jego Zaydee,
zmar艂 na zawa艂 serca 5 lat po pota艅c贸wce.
Chuck by艂 ju偶 w liceum,
艢piewa艂 w zespole i ta艅czy艂 jak Jagger podczas instrumentalnych kawa艂k贸w.
Sam poczyni艂 wszystkie przygotowania.
Przyszed艂 par臋 tygodni temu, aby si臋 upewni膰,
偶e wszystko jest ustalone, co by艂o dla mnie dziwne.
Niewielu ludzi tak robi.
Wi臋kszo艣膰 przychodzi tylko raz, by wszystko zaplanowa膰.
Nie przychodz膮 drugi raz.
Nast臋pnym razem widz臋 ich w od艣wi臋tnym garniturze.
By艂 wspania艂ym cz艂owiekiem i dobrym przyjacielem.
Prowadzi艂 nasz膮 ksi臋gowo艣膰 23 lata
i wiele razy ratowa艂 mi sk贸r臋 przed urz臋dem skarbowym.
Czy jestem panu co艣 winien?
Ani grosza.
O to te偶 zadba艂.
Zap艂aci艂 rachunek w czasie wizyty.
Dziwna sprawa.
To zabrzmi dziwnie, cierpliwie wys艂uchaj.
Za m艂odych lat marzy艂em, 偶eby by膰 prezenterem pogody
w jakiej艣 stacji telewizyjnej.
Nie dane mi by艂o nim zosta膰.
Ale sp臋dzi艂em lato w stacji WKNB.
By艂 tam facet, kt贸ry podobno
czu艂 nadchodz膮c膮 burz臋 2 tygodnie wcze艣niej.
Mia艂 sz贸sty zmys艂.
Nigdy czego艣 takiego nie widzia艂em.
Robi艂 tak膮 dziwn膮 min臋,
gdy ludzie go pytali o pogod臋, bo gdzie艣 wyje偶d偶ali.
To nie by艂 u艣miech, per se.
Nie by艂o w nim rado艣ci,
tylko wiedza.
Nazywa艂em to "wzrokiem pogodynka".
Ja nie mia艂em takiego daru.
I dlatego jestem tutaj, nie tam.
Tw贸j dziadek mia艂 tak膮 sam膮 min臋 b臋d膮c tutaj.
Jakby wiedzia艂, 偶e nadchodzi deszcz.
A ja by艂em go艣ciem, kt贸ry sprzedaje mu parasol.
Wzrok pogodynka.
Jestem pewien.
Dziwna sprawa.
Albie zostawi艂 mu wszystko.
Wystarczaj膮co du偶o, by op艂aci膰 college.
A p贸藕niej ze sprzeda偶y wiktoria艅skiego domu
kupi膰 dom, do kt贸rego wprowadzi艂 si臋 z Ginny,
po miesi膮cu miodowym w Catskills.
Odm贸wi艂 przeprowadzki do Omaha, do rodzic贸w matki.
- Kocham was... - Powiedzia艂.
Ale tutaj dorasta艂em i chc臋 zosta膰 do college'u.
Mam 17 lat, nie jestem dzieckiem.
Tak wi臋c oni, oboje na emeryturze,
przyjechali do niego
na 20 miesi臋cy, dop贸ki Chuck nie wyjecha艂
na uniwersytet Illinois.
Ale nie zdo艂ali przyjecha膰 na pogrzeb.
Odby艂 si臋 szybko, tak jak chcia艂 Albie, a rodzice mamy
musieli co艣 za艂atwi膰 w Omaha.
M贸wi膮c szczerze Chuck nie 偶a艂owa艂.
Zaydee nienawidzi艂 zamieszania
tak samo jak t艂um贸w.
Dzie艅 przed ich przyjazdem
Chuck w ko艅cu otworzy艂 kopert臋,
kt贸ra le偶a艂a na stole w przedpokoju.
By艂a od Sama Yarborougha,
w艂a艣ciciela domu pogrzebowego.
W 艣rodku by艂y rzeczy osobiste Albiego Krantza.
W tym pokoju dziadek Chucka widzia艂 poturbowane cia艂o
ch艂opaka Jefferies贸w.
Widzia艂 Henry'ego Petersona wisz膮cego na sznurze.
Widzia艂 w艂asn膮 偶on臋 le偶膮c膮 martw膮.
I mo偶liwe, s膮dzi艂 Chuck,
偶e w noc, gdy Chuck ukrad艂 klucze,
Albie m贸g艂 zobaczy膰 siebie
le偶膮cego na pod艂odze,
wci膮偶 艣ciskaj膮cego rami臋.
"Czekanie", powiedzia艂,
"jest najtrudniejsze".
Teraz zacznie si臋 czekanie Chucka.
Ile b臋dzie trwa艂o?
Ile lat mia艂 m臋偶czyzna na szpitalnym 艂贸偶ku?
Us艂ysza艂 finalne pikni臋cie
niewidocznego monitora,
a potem i to si臋 sko艅czy艂o.
M臋偶czyzna nie rozmy艂 si臋
niczym duchy w filmach.
Po prostu znik艂.
Jakby w og贸le go tu nie by艂o.
- Nie by艂o go. - Chuck my艣li.
Na pewno go nie by艂o.
I b臋d臋 偶y艂, a偶 偶ycie si臋 sko艅czy.
Jestem wspania艂y.
Zas艂uguj臋, by by膰 wspania艂ym.
S膮 we mnie miliony.
T艂umaczenie: Martyna 艁ukomska
Na podstawie opowiadania Stephena Kinga
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.