Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W ROLACH GŁÓWNYCH
RYSA NA ŚCIANIE
NA PODSTAWIE POWIEŚCI CLAUDII PINEIRO
SCENARIUSZ
REŻYSERIA
Nie obchodzi mnie, że było wolne.
Są terminy i macie ich dotrzymać.
Pablo! Przyniosłeś ogłoszenie o sprzedaży?
- Dzień dobry. - Przyniosłeś?
Tutaj.
- Nie "pralnia", tylko "laundry". - Jesteśmy w Argentynie.
- Tak samo jak w budynku Lafinur. - W Boedo daliśmy "pralnię".
Ale w Palermo jest "laundry".
Reszta jest w porządku.
Popraw to i żeby mi na jutro było gotowe.
Niezłe.
Tyle, że nikt nie da ci kasy na dom, w którym cała para idzie w fasadę.
Masz rację.
Lepiej budować te kartonowe pałace.
Tu bardziej przydałby się skwerek.
Proszę?
Nieważne.
Muszę iść, bo z postoju zrobię mi basen.
- Z parkingu. - Żartowniś.
Cześć, skarbie. Pomogę ci. Jak leci?
- Wychodzisz? - Zanocuję u Anity.
- Mama? - Na górze.
Uważaj na siebie. Włóż kask.
Tyle razy mówiłam, żebyś nie wchodził w butach z budowy.
- Przepraszam. - Nic tylko sprzątaj i sprzątaj.
- Zaraz wytrę. - Zawsze to samo.
- Francisca poszła do Anity. - Widziałem ją na dole.
Już kończę sprawdzać egzaminy.
Potem możemy zrobić coś dobrego na kolację.
Będziemy tylko we dwoje.
Zamów coś sobie, jak chcesz.
Dzień dobry.
Mam coś dla pana. I jakaś dziewczyna na pana czeka.
Pracujesz w firmie budowlanej?
W pracowni architektonicznej. O co chodzi?
Szukam Maria Borli.
Przyjdzie za chwilę.
- Ładne biuro. - Buduję domy.
Budujemy. Jestem architektem.
Mogę?
- A ty? - Fotografuję.
Ciekawe.
Niedawno się tu sprowadziłam.
Leonor, a ty?
Pablo. Pablo Simo.
Dzień dobry.
Cześć, Marto. Mario, ktoś do ciebie.
Witaj. Masz coś dla mnie?
- Nie, szukam kogoś. - Kogo?
Nelsona Jary.
Nie kojarzę.
Znasz jakiegoś Nelsona Jarę?
Może sprzedaliśmy mu mieszkanie albo zleciliśmy jakąś pracę.
Musiałbym sprawdzić, bo nie pamiętam.
Mogę wiedzieć, kim jesteś?
Jest mi potrzebny do załatwienia pewnej sprawy.
Bez niego nic nie mogę zrobić.
I co teraz?
Nic. Nie trzeba się tym przejmować.
Dziewczyna szuka Jary. Jary nie ma. To wszystko.
Mieliśmy szczęście, że przez trzy lata nikt o niego nie pytał.
To nie jest normalne.
Dlaczego myśli, że my coś o nim wiemy?
- Nestor Jara. - Pablo Simo.
- Proszę. - Pan pierwszy.
Tędy.
Proszę siadać.
Pani architekt się nie przyłączy?
Ja zajmuję się pańską sprawę.
- Od czego zaczniemy? - Od początku.
Świetnie.
Tu ma pan wszystkie dowody.
Jeśli jest pan specjalistę od mechaniki gruntów,
jak mówi pański kolega Borla, powinno to panu wystarczyć.
Kolega czy szef?
- Mogę? - Śmiało.
Mierzył pan rysę dziś rano?
Mierzę ją dwa razy dziennie. Rano i wieczorem.
Szerokość?
- Szerokość? - Tak, szerokość.
Pracownia pokryje koszt tynkowania,
ale Borla mówił, że to panu nie wystarcza.
To prawda?
Tak, bo ta rysa zagraża strukturze budynku.
Pojawiła się następnego dnia po tym, jak zaczęliście budowę.
Która to budowa zabierze mi całe światło słoneczne.
Tego nie mogę panu zwrócić.
Miał pan szczęście, że przez tyle lat nic tam nie zbudowano.
Nie chodzi o słońce, a o rysę.
Dlatego pytam o szerokość.
Długość nie jest taka istotna.
Nie wiedział pan?
Ta rysa jest długa,
ale nie oznacza ryzyka dla struktury budynku.
Chyba się nie rozumiemy.
Nie dam się zbyć nowym tynkiem.
Znam miejskie przepisy budowlane.
Artykuł 5226...
mówi:
"Wykop powinien zostać wykonany w taki sposób,
by zabezpieczyć skarpę przed osunięciem,
et cetera...
chyba, że wcześniejsza ekspertyza gruntu wykaże,
że nie jest konieczne szalowanie...
A jednak, kiedy wasza firma przedstawiła
analizę warunków gruntowych w urzędzie miasta,
inżynier Zanotti nigdy nie stwierdził,
że szalowanie nie jest konieczne.
Wy pracowaliście bez szalunku, mam cały proces na zdjęciach,
i zrobiliście poprzeczne rowy dłuższe niż dozwolone.
Nie rozumiem, co to ma wspólnego z pańską rysą.
Moja rysa. Słusznie ją pan nazywa moją.
Mam ją w domu.
Siadam przed nią każdego dnia. Rano, w południe, wieczorem...
Przyglądam się...
Mierzę, robię zdjęcia, wręcz z nią rozmawiam.
Uwierzy pan?
Moja rysa pojawiła się,
gdy zaczęliście kopać bez zabezpieczenia.
Wasze prace ją wywołały.
Nie byłbym tego taki pewny...
Brak wsporników spowodował osunięcie,
a te z kolei przemieszczenia gruntu, które dotarły aż do mojego budynku.
Widzę, że jest pan większym ekspertem niż ja.
Okoliczności mnie zmusiły.
Te same okoliczności zmuszają teraz pana
do zaoferowania mi czegoś więcej...
niż nowe tynki.
Da mi pan chwilę? Zaraz wrócę.
Oczywiście.
Czemu myśli, że coś wiemy o Jarze?
Ta dziewczyna na pewno pytała w całej okolicy.
Była w kawiarni, w mięsnym, u portiera.
To zwykły zbieg okoliczności.
Zobaczycie, że więcej nie wróci.
A gdyby wróciła, powiemy to co teraz.
Że nie wiemy, kim jest.
Nie denerwuj się. Chodź, napijemy się kawy.
Pablo zostanie na posterunku.
Wiem, że w tym wieku chodzi się na wagary, ale się przestraszyłam.
Czy muszę patrzeć, jak pije piwo z trzema facetami?
- Z facetami? - To moi koledzy. Była z nami Anita.
Jeden z nich miał brodę.
Asystent nauczyciela. Znowu sałatka?
Chcesz coś innego, to ugotuj.
Niech to szlag!
- Idź pod kran. - To nic takiego.
Pod kran.
Marta.
Bardzo się boję. A ty?
Dwa centymetry wystarczą?
2,28 dokładnie.
Co?
Pytał pan wcześniej o szerokość rysy,
a ja nie wiedziałem.
Dlatego pozwoliłem sobie skorzystać z telefonu
i kazałem portierowi ją zmierzyć.
Zmierzył. 2,28. Wystarczy?
Wie pan, że dla nas rysa na pańskiej ścianie
nie ma związku z naszymi pracami.
Aj a uważam, że ma.
Budujemy bezwypadkowo od lat.
Widzi pan...
Ludzkie życie, moje, pańskie,
to więcej niż kwestia statystyki.
Wystarczy ten jeden raz i przygniata cię ściana.
Nie rozumie pan, czego się obawiam. Nie boję się umrzeć przygnieciony.
Śmierć tak czy inaczej przychodzi.
Ja się boję, że ściana się zawali pod moja nieobecność.
Wrócę i zobaczę,
że mój dom, moja kuchnia, stół,
obrus, krzesło, lodówka, grzejnik,
całe moje życie wisi nad przepaścią,
a ja nie mogę nic zrobić.
Rozumie pan?
Myślę, że tak.
KATASTROFA NA BUDOWIE
Niech pan powie...
Czego pan chce?
Pieniędzy.
Odszkodowania za niedogodności i straty.
Bo jeśli chodzi o tynki,
to mogę je sobie sam położyć.
Istnieje ryzyko dla innych mieszkań.
Będę milczał...
ale to kosztuje.
Mam czekać na telefon?
- O jaką sumę chodzi? - Niech pan nie żartuje.
To pan pracuje w tej branży, nie ja. Niech pan mi powie.
Według uznania. Ufam panu.
To znaczy...
Ufam, że stanie pan...
po tej stronie, co trzeba.
Pablo?
Tak, jestem.
- Boisz się? - Nie.
Borla mówi, że nie ma czego.
- Wiem, co mówi Borla. - Więc?
Nieważne.
Gdzie jesteś?
Pod twoim domem.
Już schodzę.
- Wyjdę na chwilę. - Co znowu?
Marta...
Muszę jej zanieść papiery.
Jemy kolację.
Sałatka nie ostygnie.
Zaraz wrócę.
Rób, co chcesz.
- Dlaczego przyszła do nas? - Nie wiem.
Może to córka i wiedziała o rysie.
Oka dziś nie zmrużę.
Nie wiem, co robić.
- Rozmawiałaś z Borlą? - Nie chcę z nim gadać!
Jestem tu z tobą.
Nie dzwoń do niego. Chociaż mówił, że nie ma się czego bać.
Nie jestem pewna.
Nie wiem, co robić.
Spokojnie. Wracaj do domu.
Nic się nie stanie.
Jedź do domu i się uspokój.
Tu Leonor. Zgubiłam ten telefon. Nagroda za zwrot.
- Dzień dobry. - Jak się masz?
Nie podoba mi się ta dziewczyna.
Wczoraj byłeś spokojny.
Grałem dla Marty.
Wiesz, jaka jest nerwowa.
Wczoraj twierdziła, że powinniśmy zamknąć na jakiś czas.
Dzwoniła do mnie roztrzęsiona.
Dzwoniła do ciebie?
Do mnie też. Tyle, że akurat jedliśmy kolację.
Co jej powiedziałeś?
Starałem się ją uspokoić.
Nie mogę jej namierzyć.
Tak jak mówiłeś, pewnie pytała w sklepie, na portierni...
Nie jesteśmy portierami ani sprzedawcami.
Pracownia architektoniczna nie miewa stałych klientów.
To właśnie mi się nie podoba.
Bądź czujny.
Jeśli ta dziewczyna wróci, sprawdź, kim jest.
Czego szuka, jak do nas trafiła
i dlaczego dopiero po trzech latach.
Bądź czujny, nic więcej.
Gdzie byłaś?
- W terenie, a gdzie? - Całą noc dzwoniłem.
- Czekają na nas. - Potem pogadamy.
Stoję za płotem, żeby nie nastrzelać ci obciachu.
- Co znowu? - Chcę pogadać.
Nie może mi tego robić.
Miałaś być w szkole. Mama się zdenerwowała.
Nie jestem dzieckiem.
Jesteś dzieckiem.
Dobrze, nastolatkę. A my -twoimi rodzicami.
- Zawsze taka była? - Dosyć!
To nie koleżanka, tylko twoja matka.
- Coś jeszcze? - Obiecaj, że to się nie powtórzy.
Obiecuję.
- Wszystko gra? - U mnie tak.
Jak wyglądam?
Co?
Jak wyglądam? Dobrze?
Źle? Staro?
Nie patrzę na to w ten sposób. Jesteś moim ojcem.
No to spróbuj.
- Mówisz poważnie? - Bardzo.
Na pewno chcesz wiedzieć?
Nie lubię, kiedy mi robię zdjęcia.
Przepraszam.
Mogłam po niego przyjechać.
Chcę moją nagrodę.
Kawa?
20 lat w jednej robocie to dużo. Choć to ciekawy zawód.
Nie aż tak, jak wszyscy myślę.
Czasem chciałbym budować inne budynki.
Załatwiłeś swoją sprawę?
- Na szczęście tak. - A tego faceta znalazłaś?
- Jakiego faceta? - Tego, którego szukałaś.
Nie, zapadł się pod ziemię.
Myślałem, że był ci potrzebny.
Muszę iść. Dasz mi swój numer?
Nie mam komórki.
Nie wierzę.
Ja zadzwonię.
Masz mój numer.
Znowu zapomniałaś.
Nie zapomniałam.
Ale powoli!
Pablo, pozwól do mnie.
- Coś nie tak? - Pablo, w co ty grasz?
Co się stało?
Dostaliśmy wiadomość od tej dziewczyny, która szukała Jary.
Czego chciała?
Nie udawaj idioty. Chciała rozmawiać z tobą!
Nie wiem, czego chce!
Czemu pyta o ciebie?
Wiem tyle co wy. Zadzwoń i zapytaj.
Nie.
Zaczekamy, aż ona zadzwoni. To naprawdę dziwne.
To wszystko?
Pogadam z nim.
Nie dam mu ani grosza.
Powiedz mu, że już płacę na kościół i na UNICEF.
Zobacz. Ta rysa to nie żarty.
Dom się od tego nie zawali.
Naprawię mu ścianę, ale szantażować się nie dam.
Nie lubię cwaniaków.
- To nie jest cwaniak. - Po czyjej stronie stoisz?
Trzeba rozwiązać problem Jary.
Wymyśl coś, żeby zyskać na czasie.
Parę dni, żebyśmy mogli wylać beton.
Przytrzymaj go, aż skończymy fundamenty.
Potem nikt przy zdrowych zmysłach nie da mu posłuchu.
Mówię, że na razie nie będzie padać.
Za cztery dni fundamenty będę gotowe.
Zajmę się tym.
Doskonale.
Pańska sprawa jest niemal załatwiona.
Po przeanalizowaniu danych nasza firma pokryje koszty naprawy.
Pozostaje tylko podpisać umowę.
Za kilka dni dam panu znać.
Pablo Simo z pracowni architektonicznej Borla.
Panie Simo, jest pan tam?
Chcę z panem mówić. Nic mi po pańskim liście.
Prace na budowie trwają i musimy zamknąć naszą sprawę.
Niech pan przede mnę nie ucieka. Ostrzegam.
Dzień dobry.
Chciałem kupić telefon.
Cześć.
- Kto mówi? - Pablo.
- Simo? - Ten sam. Dzwoniłaś?
Musisz mi pomóc.
Szukam pięciu fasad.
Jakich fasad?
Najciekawszych w mieście. Twoim zdaniem.
Jakie znaczenie ma moje zdanie?
Dla mnie spore.
Nie zdawaj się na cudzy gust.
Pomożesz mi?
Jutro dostaniesz listę.
A może pójdziesz ze mnę?
Potem zadzwonię.
- Co się stało? - Twoja córka to lesbijka.
- Co? - Lesbijka. Homoseksualistka.
- Czemu tak mówisz? - Całowała się z Anita.
Tylko tyle?
Całowały się!
Aż mi się niedobrze zrobiło.
- Mogę cię prosić? - Za chwilę.
A ona co mówi?
Nic. Zresztą, jakie to ma znaczenie?
Ja z nią porozmawiam.
O czym? Jak to jest, kiedy pakuję ci język do gardła?
Napij się czegoś.
Piłam i nie pomogło.
Nie widzę w tym nic złego.
Dzisiejsza młodzież...
A ty odkąd jesteś taki liberalny?
Co mnie obchodzi młodzież? Obchodzi mnie nasza córka.
Dobrze. Porozmawiam z mą.
Rób, co chcesz.
Czego słuchasz?
Kumpel mi podesłał. Podoba ci się?
Owszem. Co to za kumpel?
- Toni. - Znam go?
Czasem go widuję po szkole. Mama go nie lubi, bo ma brodę.
Dziś pewnie żałuje, że go krytykowała.
Wszystko bierze tak na serio.
Pocałowałam Anę, ale czy to o czymś świadczy?
Nie. Podobają ci się dziewczyny?
Nie wiem. Pocałowałam ja, żeby zobaczyć, jak to jest.
I już jestem homo?
Całowałam wielu facetów i nikt nie mówił, że jest na odwrót.
Wielu? Wybacz, ale...
Całowałam się z facetami. A teraz z dziewczynę.
Już dziś muszę dokonać wyboru?
W twoim wieku nikt nie wie, kim jest.
Mama mnie do tego zmusza.
Zawsze przypina etykietki.
Zapalę skręta - narkomanka. Upiję się - alkoholiczka.
Ana to przyjaciółka, przysięgam.
Nie przysięgaj. To twoje życie.
Do czwartku trzeba rozmieścić pręty.
W razie czego proszę dzwonić.
A ten co tu robi?
Niech pan go stąd wyrzuci.
Cały dzień się przyglądał.
A potem wlazł na teren budowy i robił zdjęcia.
Kazałam go wyrzucić, a on mi na to, że ma do tego prawo,
że chyba nie mamy nic do ukrycia...
Nie wiem, co robić.
Nie zdąży powstrzymać budowy ani wnieść skargi.
Jutro rano wyleje się beton i stary się od nas odczepi.
Masz rację.
Mam rację.
Simo!
Co pan tu robi?
Czekam na pana, co miałbym robić?
Skąd pan wie, którędy wychodzę?
Wysiada pan z metra rano, wsiada do niego wieczorem.
W pańskim biurze zerknąłem na rachunek za gaz.
Ta stacja jest najbliżej pańskiego domu.
Szperał mi pan w rachunkach?
Niech pan nie wyciąga pochopnych wniosków.
Mam taką obsesję.
Ciekawi mnie, ile kto płaci za gaz.
Siedziałem sam w biurze dość długo.
Pan poszedł do łazienki.
Rachunek leżał na stole otwarty.
Wystarczyło tylko spojrzeć.
Nie byłem pewny, bo rachunek nie był na pana,
tylko na jakąś kobietę.
Pańska żona czy cudza?
Nie, pan nie płaci rachunków cudzych żon.
Rozumie pan?
- Staram się. - Chodźmy na kawę.
Dużo pan wydaje na gaz. Nie ma pan wycieku?
- Poczułbym zapach. - Czasem wyciek jest niewielki.
Miesza się z innymi zapachami. Znika przy wentylacji.
Niech pan sprawdzi.
Jest was troje, zużywacie więcej niż ja sam.
Skąd pan wie, że jest nas troje?
- Nie od pana? - Nie wydaje mi się.
Od kogo bym wiedział, jak nie od pana? Nie z rachunku przecież.
Na pewno nie.
- Nie myśli pan, że go szpieguję. - Nic nie myślę.
Myśli pan więcej, niż mówi.
- Na pewno pan mi powiedział. - Czego pan chce?
Dostał pan list?
Nie wiem... czy mogę wierzyć w listy.
Wolę spojrzeć panu w oczy.
Co pan insynuuje?
Chcę tylko wyrazić swój niepokój, irytację...
czy wręcz gorzkie podejrzenie, że coś się za tym kryje.
Widziałem na budowie dziwną aktywność.
Nie tyle może dziwną...
ci nerwową.
Jakby tam wszystkich kijem pogonili.
Czemu to pana niepokoi?
Boję się, że w końcu kijem pogonicie mnie.
Im wcześniej skończy się budowa, tym lepiej.
Nie obchodzi mnie koniec budowy.
Chcę tylko, żebyście mi zapłacili.
A pan napisał w swoim liście, że badacie moją sprawę.
Bo badamy, tyle tylko, że nie mamy jeszcze gotowej odpowiedzi.
Chciał pan jedynie zyskać na czasie.
Czy nie?
Zawsze to samo, cholera.
O czym pan mówi?
Płotki zawsze bronię grubych ryb.
Niech pan poczyta historię ludzkości.
A wie pan czemu?
Bo łudzę się, że dzięki temu stanę się tym, kim nie są.
Choćby pan ze skóry wyłaził...
nigdy nie będzie pan jednym z nich.
Jasne? Sam pan wie.
Niech mi pan choć kawę postawi.
Jeszcze jedno.
Pytanie do architekta.
Jest jakaś okoliczność,
która mogłaby powstrzymać jutrzejsze prace?
Deszcz.
Więc będzie padać.
Zapewniam pana, że spadnie deszcz.
- Co robisz? - Tylko coś przeglądam.
Co?
Wczoraj robiłem notatki, teraz skreślam.
Nie dam rady iść na zakupy. Pójdziesz sama.
Borla mnie załatwił.
Myślałam, że pójdziemy potem do kina.
Zdążysz?
Nie mam pewności.
Daj znać później.
Chrapałaś.
Uroczy jesteś.
Nic innego mi nie powiesz po tym, co się stało?
Przepraszam, jestem zmęczony.
Mam listę.
To jest Cameru.
Przytrzymasz?
- No i? - Dobrze. Gdzie teraz?
Na górę.
Chodźmy.
- Coś nie tak? - Przejdź na tę stronę.
Czemu?
Kobiety nie mogę chodzić od strony ulicy.
- Według kogo? - To taki zwyczaj.
A ty jesteś do nich przywiązany.
To przynosi pecha? Jak przejście pod drabinę?
Coś w tym rodzaju.
Jesteś zabawny.
Pierwszy raz mi to mówię.
Może jesteś zabawny tylko przy mnie.
Pięty budynek z listy, Barolo.
Inspirowany "Boską komedię" Dantego?
Minęliśmy piekło, czyściec, wchodzimy do raju.
Na górze zapala się latarnia, niczym chór anielski.
Dante tak sobie wyobrażał raj.
Podoba ci się?
Idziemy do mnie?
- Tu, za zakrętem. - Obok pracowni?
Zdziwiony?
Zawsze wiedziałeś, nie?
Mario, Marta dzwoniła, że jest problem na budowie.
O tej porze?
Wspomniała o Jarze.
Sukinsyn. Już jadę.
Spokojnie. Jutro naprawimy awarię i będzie można wylać beton.
Zajrzyj do dołu.
Dobrze że jesteś. Sam nie dałbym rady.
- Jara? - Jara, tak.
- Co się stało? - Poślizgnął się.
Kłócił się z Martę, wściekły, i się poślizgnął.
Wezwałeś pogotowie?
Nie żyje. Nic tu po pogotowiu.
- No to policję. - Nie wiem.
Wiesz, na jak długo zamknę nam budowę po takim wypadku?
Mieszkania się nie sprzedaję, jeśli budowa stoi.
Co robimy?
Nie dość, że to był kawał drania,
który nas szantażował, chciał wyciągnąć kasę.
Wiesz, co zrobił? Zaprzyjaźnił się z dozorcę.
Przyniósł radio, żeby słuchać meczu.
Kupił pizzę i wino. A potem zamknął go w baraku.
Szczęście, że facet miał komórkę i wezwał Martę.
Kiedy przyjechała, Jara był jak oszalały.
Rozbił główną rurę.
Wszędzie było błoto.
Chciał pieniędzy.
30 tysięcy dolarów! Bezczelny naciągacz.
Wyłudzacz.
- Trzeba wezwać policję. - Po co?!
Na dokładkę lazł do niej z łapami. Dobierał się do Marty!
- Jara? - Tak.
Nic nie wskórasz.
- Jak ładnie pachniesz. - Nie dotykaj mnie!
Nie wystarczyła mu kasa. Chciał też Marty.
Na szczęście nic jej nie zrobił.
To o nią się martwię. Zatrzymają ją.
Ten typek miał rodzinę?
Chyba nie.
Wspomniał kiedyś, że mieszka sam.
To dobrze, że nie ma krewnych.
Daje nam więcej swobody.
Do czego?
W tej sytuacji chyba lepiej, żeby Jara zniknął.
Można go zostawić pod fundamentami.
Zawsze to pogrzeb. Co powiesz?
Nie wiem.
Nie możesz nie wiedzieć. Nie ma wyjścia.
On nie żyje. Zginął w wypadku.
Nie ma rodziny, nikt go nie będzie szukał.
Ty i ja musimy podjęć decyzję.
Czasami życie każe ci dokonać wyboru.
Po czyjej stronie stoisz?
Robimy, co należy.
Jesteśmy jedynymi świadkami.
Bądź spokojny.
- A dozorca? - Nic nie wie.
Kiedy go wypuściliśmy, Jara już leżał w dole.
Był taki przerażony, że z trudem wsiadł do taksówki.
Proszę, Pablo.
Zakopmy go tam.
Na pewno jest martwy?
Tak. Weź go za nogi.
Może tylko zemdlał.
Nie żyje. Skończmy z tym.
Za nogi. Połóż go.
Czoło...
Poszukam latarki.
Czoło...
Przysyp go dokładnie!
Na co patrzysz?
Naprawię to, gdy będę przy kasie.
To nic poważnego?
Nie.
Powierzchowne.
- Zrobił ją celowo. - Kto?
Wiesz kto.
Czemu powiedziałeś, że go nie znasz?
Kim jesteś? Córkę?
Czyj??
Jary. Tak czy nie?
- Nie. - Krewną?
- Też nie. - Wiem, że to nie twoje mieszkanie.
Żałuję, że ci zaufałam.
Kim jesteś?
Pracuję z jednym prawnikiem od prawie pięciu lat.
Ktoś chce odzyskać dług...
Prawnik przyjmuje sprawę, naciska.
Aż dłużnik zapłaci.
Ja się zajmuję papierkową robotę.
Chcesz wiedzieć, na czym polega interes?
- Tak. - Na tym, żeby zdobyć mieszkanie.
Przywłaszczyć?
To się dzieje codziennie. Ludzie zajmuję mieszkanie,
które być może ma właściciela, ale stoi puste.
I nie możesz ich usunąć.
Jara pracował dla was?
Nie.
Mamy układy z administrację, z agencjami wynajmu, z portierami.
Po pewnym czasie prawnik przejmuje mieszkanie i je sprzedaje.
Chyba, że go wsadzę.
Rozejrzyj się trochę. Twoi znajomi wszystko załatwiają legalnie?
Ten architekt, twój szef?
Sąsiedzi? Klienci?
Zawsze są w zgodzie z prawem? A ty? Nigdy nic nie zrobiłeś?
Każdy ma coś na sumieniu. A jak nie, to będzie miał.
A jeśli nie, to pożałuje. Nikt nie chce być frajerem.
A ty co zrobiłaś?
Akt własności był czysty.
Jara nie wracał i nie wiem, kiedy się zdecydowałam,
ale pamiętam, jak wyliczałam, ile trzeba wyłożyć na mieszkanie.
I kiedy już byłam blisko, pomyślałam...
dlaczego nie?
Odczekałam rok, dwa.
I kiedy mijał trzeci, sama zaczęłam spłacać długi.
Wezwałam ślusarza.
Zmieniłam zamek i było moje.
- Kiedy to było? - Dwa miesiące temu.
Jestem potworem?
Nie. Każdy ma coś na sumieniu.
A ty?
Kiedy sprzątałam, znalazłam to.
Dużo materiałów na wasz temat.
Jakby nic go nie obchodziło bardziej.
Dlatego poszłam was o niego zapytać.
Czytałaś?
Gość miał obsesję na twoim punkcie.
- Zabiorę to. - Dlaczego?
Bo jeśli ktoś to znajdzie, stracisz mieszkanie.
Co się stało z Jarę?
- Wyjechał. - Nie powiesz dokąd?
Nie wróci. Nie martw się.
Spokojnie, już po wszystkim.
Trzeba tu trochę sprzątnąć.
Przysypać go ziemię, odstawić drabinę, sprzątnąć ze stołu.
Tymczasem chodźmy się ogarnąć, żeby tu być przed innymi.
Pablo, kiedy wrócisz, stań przy dole.
Niech nikt się do niego nie zbliża, póki nie wyleję betonu.
Marto, zostań jutro w domu.
Wolę być tutaj.
Odpocznij.
My się wszystkim zajmiemy. Obiecuję.
Przyjdź po południu.
To i tak nie wyschnie do południa.
Nie chcę, żeby ktoś cię widział w tym stanie.
Dziękuję.
Nie ma sprawy.
Zrobiliśmy, co było trzeba.
Pablo Simo jest architektem.
Ma żonę Laurę i córkę Franciskę.
Zatrudniony na etacie.
Nie jest partnerem, choć pracuje u Borli od 20 lat.
Jeździ metrem, choć autobusem byłoby wygodniej.
Nie lubi korków albo woli grzebać się żywcem pod miastem.
Nie ma romansów,
jedynie słabość do architekt Horvart.
Bez wzajemności.
Czai się za rogiem.
Dziś nie spojrzał mi w oczy.
Jest obsesyjny.
Myśli, że powinien być twardy, ale to nie leży w jego naturze.
Jest bardziej po tej stronie niż po tamtej.
Jest w nim coś, co mnie zbija z tropu.
Kłamie? Jest tchórzem?
Szef na niego naciska?
Choćby nie wiem co,
zawsze będę miał ich na oku.
Moje spojrzenie będzie im ciężyć.
Dlaczego czuję do niego sympatię?
Myliłem się, nie mogę na niego liczyć.
Jesteśmy po jednej stronie, ale on nie rozumie.
Kości zostały rzucone.
Spałeś?
Trochę.
Mężczyźni maję szczęście. Zawsze śpię jak zabici.
Wcale nie.
Zarwałem wiele nocy.
Kiedy?
Przez te wszystkie lata.
- Nie zauważyłam. - Bo spałaś.
Nigdy nie mieliśmy takiego zmartwienia jak teraz.
Mów za siebie.
Chcesz powiedzieć, że stało się już coś gorszego?
Kilka lat temu
pogrzebałem człowieka pod fundamentem naszego nowego biura.
Do dziś nie wiem, czy był martwy.
Według ciebie co jest gorsze?
Seksualność naszej córki czy to, że pogrzebałem człowieka?
Mierzę ją dwa razy dziennie. Wiem, że stanie pan po właściwej stronie.
Boję się. Uwolnij mnie od niego.
Płotki zawsze bronię grubych ryb.
Każdy ma coś na sumieniu.
Po czyjej stronie stoisz?
Dlaczego czuję sympatię do Pabla Simo?
O czym chciałeś rozmawiać?
- Chcę odejść. - Co?
Chcę odejść.
- Dlaczego? - Potrzebuję zmiany.
Mój przyjaciel po czterdziestce rzucił wszystko.
Żeby zdobywać góry.
Dziś ma 41 i wrócił do tej samej kancelarii,
ale za niższą pensję.
Nie będę się wspinał, tylko budował.
Przynieś mi projekt...
i może go zrobimy.
Czemu nie zrobiłeś ze mnie partnera?
- Przy projekcie? - W pracowni.
Nie było potrzeby. A ty nie prosiłeś.
Mogę to zrobić. Na symboliczny procent.
Teraz chcę odejść.
- Masz coś na oku? - Mam własny projekt.
Ale zostajesz w branży?
To będzie coś pokrewnego.
Daj mi parę dni, muszę kogoś znaleźć.
Byle nie za długo.
Pomówmy o odprawie. To 20 lat pracy.
Sam odchodzisz. Ja cię nie wyrzucam.
Nie należy ci się.
- Daj mi parę dni na zastanowienie. - Niech będzie.
- Co tu robisz? - Chcę się pożegnać.
Jedziesz na wakacje?
Odchodzę.
Jak to?
Rozmawiałem z Borlą.
- Co będziesz robił? - Nie wiem.
Coś nowego.
Twój projekt?
Tylko nie mów, że nic z tego nie będzie.
Tak powiedziałam?
- Jestem okropna. - Owszem.
Powodzenia.
W razie czego wiesz, gdzie mnie szukać.
Myślisz o tamtej nocy?
Staram się nie.
Ja tak. Cały czas.
Są rzeczy, których nie rozumiem.
Co tu rozumieć?
Poślizgnął się.
Pablo Simo to sfrustrowany architekt.
Boi się ruszyć z miejsca, w którym utknął.
Praca, małżeństwo,
życie bez muzyki i przyjaciół.
Bez kochanek. Bez miłości.
Niewiele o sobie wie.
Ma córkę, którą kocha. I żonę, której nie.
Chce zbudować budynek - dzieło sztuki.
I boi się, że nigdy tego nie zrobi.
Pogrzebał człowieka pod fundamentami.
I do dziś stał nie po tej stronie, co trzeba.
Co robisz?
Odchodzę. Chcę się rozwieść.
Nie Wygłupiaj się. Jesteśmy w nerwach.
Brakuje tylko, żeby to się odbiło na naszym związku.
Dlaczego chcesz się rozwieść?
Nie widzę powodu, żebyśmy byli razem.
Myślisz, że jesteś jedyny?
Ile par ma po temu powody inne niż sam ślub?
A może zrobiłeś się głupio romantyczny?
Zawsze byłem głupi. Teraz będę romantyczny.
Trochę późno.
Masz inną?
Nic nie mam.
Poza walizkę i facetem, który został pod cementem.
Powiedziałeś mi to, żebym cię rzuciła.
Ale ja zostanę, na dobre i złe. Z trupem czy bez.
Chcesz rozwodu, to będziesz musiał odejść.
Właśnie to robię.
Wynająłem mieszkanie, jutro ci podam adres.
- Wszystko gra? - Tak, tato. Dać ci mamę?
Nie. Jutro zadzwonię.
- Kocham cię. - A ja ciebie.
Ty sukinsynu!
Pani architekt! Co za niespodzianka.
Straszna pogoda, co?
To was wyniesie więcej niż moje odszkodowanie.
Tylko pogarszasz sprawę. Gdzieś ty studiowała architekturę?
Cholerny sukinsyn.
A gdybym do was zajrzał?
Bo jest coś, czego nie wiecie.
Kiedy wrzuciliście mnie do rowu, nie byłem martwy.
Przypadek czy ludzki błąd sprawiły,
że wydostałem się, nim wylaliście beton.
Co by się stało? Zobaczymy.
Już niedługo was odwiedzę.
Chcę was pozdrowić osobiście.
Czekałem na tę chwilę od trzech lat.
Z wyrazami szacunku, Nelson Jara.
ZDJĘCIA
MUZYKA
Wersja polska na zlecenie HBO Start International Polska
Tekst: Magdalena Dwojak
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.