Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
www.napiprojekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
movie info: XVID 720x400 25.0fps 1.3 GB /SubEdit b.4072 (http://subedit.com.pl)/
Venice Beach, Kalifornia
Cześć Billy.
- Zrobimy kolejną rundkę? - Nie mogę Hoover. Muszę iść.
No chodź. Jeszcze jedną.
Umówię się z tobą w sobotni wieczór.
Gdyby nie to, że nazywasz się Hoover...
Tak jasne.
Wiesz, że nie palę zioła. To niszczy twój mózg.
Nieprawda.
- Mam dla ciebie zagadkę. - Tak?
Co jest białe i zostało wepchnięte w twoje usta przez wrzeszczącego dozorcę?
Chciałem powiedzieć darmowa próbka szamponu.
Nakaz eksmisji.
A gdzie on jest?
Jarasz go.
Ooh, dostałeś też inną pocztę.
Świetnie. Dodajmy to do reszty, dobra?
O kurcze! To jest od tej snowboardowej Akademii, do której zgłosiłem się dwa tygodnie temu.
Hej, jeśli mnie przyjęli, to oznacza dla nas nowe życie.
Otwórz.
Najpierw się zaciągnę.
Wiesz, że nie palę zioła. To niszczy ci pamięć.
Nieprawda!
O kurcze! To jest od tej snowboardowej Akademii do której się zgłosiłem dwa tygodnie temu.
Jeśli mnie przyjęli, to oznacza dla nas nowe życie.
Otwórz.
Akademio Pine Mountain, nadchodzę!
- Case, dzięki, że ze mną jedziesz. - Od czego są najlepsi przyjaciele?
Jak zamierzasz zapłacić za tę "ekskluzywną" Akademię?
Użyję pieniędzy, które dali mi rodzice...
gdy obiecałem, że już mnie więcej nie zobaczą.
- Posłuchaj tego...
"Akademia Pine Mountain została założona przez emerytowanego pułkownika Jaffe'a.
I od czasu powstania wydała trzech złotych medalistów...
czterech mistrzów narodowych i sobotnią poranną kreskówkę w Holandii.
Hej, być może jakiś członek Akademii wpadnie ci w oko?
Być może.
Mają wysokiej jakości bazę treningową.
Spójrz na tę rurę!
Mają też najbardziej stromy stok w kraju. Jak się nazywa? "Kozioł".
Tylko dwie osoby przeżyły zjazd.
Uuuu! "Kozioł"! Śmiercionośna pułapka. Ekstra.
Ponadto jest napisane, że miejscowi są grupą barwnych tubylców...
gotowych spełnić każdą zachciankę...
i tylko członkowie Akademii mogą korzystać ze stoków.
AKADEMIA PINE MOUNTAIN TYLKO DLA CZŁONKÓW ZAKAZ WCHODZENIA!
Jak leci półgłówku? Znaczy się pułkowniku.
Powiem wam chłopcy... nie za dobrze.
Już miałem wziąć trzyminutową kąpiel...
Kiedy zobaczyłem was wypierdki brudzących mi śnieg.
Tylko się odlewaliśmy! To nie był brak szacunku, brachu.
Jakoś to mnie nie dziwi, że nie umiecie czytać barany.
ZAKAZ SIKANIA I WYPISYWANIA IMION
Wy ścierwojady macie 5 sekund by wynieść się z mojej Góry!
Odliczajmy!
Pięć... cztery... trzy... dwa... jeden!
WITAMY W SHITVILLE (gównianym mieście)
Zobacz Billy. Ogłoszenie "Pomoc Potrzebna".
Nawet na takim zadupiu można znaleźć... Naomibucks?
Pieprzony palant!
Przykro mi, że pan upadł, ale powinien pan patrzeć gdzie idzie.
Patrzeć gdzie idę?!
Chętnie bym popatrzył gdzie idę...
Tylko problem tkwi w tym...
że jestem kurwa ślepy!
Jestem ślepy!
O Boże. Nie wiedziałem.
Hej, ty też musisz być ślepy!
Wrzeszczę na innego ślepca! To okropne!
Chcesz dotknąć mojej twarzy i zobaczyć jak wyglądam?
Tylko, że ja nie jestem... ślepy.
Cóż!
Nabrałeś mnie.
W takim razie...
Pieprz się!
Przy okazji.
Na imię mam Ślepy Danny Temples. Moja wizytówka.
Dla waszych mieszkalnych i aktualnych potrzeb. Zadzwońcie. Pomogę wam.
Witam w Shitville.
- Potrzebuje kawy. Chcesz? - Jasne.
Witam...
- Naomi. - Cześć. Billy.
- Mogę prosić dwie filiżanki kawy? - Więc chłopczyku, przygotuj się na obsługę.
Osiem dolców.
Reszty nie trzeba.
Spójrz! Nowemu stanął!
- Tobie też! - Wiem! Tak jak i Shaftowi!
Mój jest twardy jak skała!
- Niezła burza mózgów tam się odbywa. - Oni tylko bawią się z matką naturą.
Mam zamiar się z nimi zakumplować. Użyję trochę wdzięku Wagstaff'a.
Hej, ziomy!
Billy Wagstaff.
Właśnie mnie przyjęli do Akademii.
Być może zdobędę kiedyś złoty medal.
Ach, tak? Więc, ja jestem Balls, to jest Shaft, a to Grabs...
Sack and Gash.
Mamy specjalny sposób na powitanie członków Akademii, brachu.
Zaraz wrócę.
To muszą być ci: "barwni, weseli tubylcy, spełniający każdą zachciankę."
Udało mi się!
O Boże. Jest za gorąco.
O Boże!
pułkowniku Jaffe, Billy Wagstaff chcę się z Panem widzieć.
/Dobrze. /Zaraz przyjdę, Lizzie.
Suzy. Na imię mam Suzy. Pracuję tu dopiero od jedenastu lat.
O Jezu, cierpię.
A oto rada...
Nigdy nie mów do niego "trenerze". Musisz się do niego zwracać "pułkowniku".
Albo zrani cię w miejsca, których się nie pokazuje.
Zabawne!
Taa... Rozumiem. Jest pewnie najmilszym facetem na ziemi, nieprawdaż?
Spocznij, Lizzie! Przejmę tego młodzieńca.
Wczesny poranek! Uwielbiam to.
Okazuje chęć zainteresowania. Okazuje pożądanie.
To dobra cecha.
Chyba, że zostałeś zaproszony do mnie na obiad.
Billy Wagstaff.
William Wagstaff, Venice Beach, Kalifornia. Wiem.
Poznaję cię po kasecie wideo, którą wysłałeś.
Widzę surowy talent, synu.
No wiesz, ta kaseta jest z przed roku. Mam nowe ruchy. Nie mogę się doczekać by je Panu pokazać.
Dostaję gęsiej skórki, gdy o tym myślę.
pułkownik Jaffe, emerytowany.
Jestem też trenerem tutaj w Akademii.
Jakby pan wolał, żeby się zwracać? "Trenerze" czy "pułkowniku"?
Wolałbym "Boże".
Ale to by było nieprzyzwoite.
Oprowadziłbym cię po Akademii, synu, ale jestem zajęty w tej chwili.
Więc moja córka Winter poprowadzi wycieczkę.
Winter! Zgłoś się do biura dowodzenia, ruchy, żołnierzu!
- Czy mnie słyszysz? - Już dochodzę Tatusiu! Już dochodzę!
Powtórz to!
Dziękuję.
Idź, idź.
To bardzo zachęcające, Brandt.
Ja jestem jej tatusiem.
Tak, tatusiu?
Winter, chcę żebyś poznała Billy'iego Wagstaff'a, nowego członka Akademii.
- Billy, poznaj Winter. - To bardzo interesujące imię, Winter. (winter ang. zima).
Tak jak... Billy.
Nazwałem ją Winter, ponieważ jest tak czysta, jak świeżo rozjechany śnieg.
Słyszę coś innego, ktoś umiera.
Chcę, żebyś pokazała panu Wagstaff'owi...
wszystko, co Akademia ma do zaoferowania, mała dziewczynko.
Zostaw halfpipe na sam koniec. Dobrze?
Mamy najlepszy halfpipe w kraju, synu.
- Tak? A co się stało z drugą połową? - Zabawne. (half ang. połowa)
Chcę, żebyście tu wrócili na 18 dla orientacji.
Może się przekonasz, jak zabawny jest Mój świat.
- Kurcze. - Chodźmy panie Wagstaff.
Hej, Winter.
Może ja oprowadzę nowego kolegę?
Jestem pewien, że masz lepsze rzeczy do roboty.
Tak myślałam, ale okazało się, że nie były lepsze.
Będę zachwycona oprowadzając nowego członka.
Chodź.
/Whoo! Tak, Winter! /Wygląda dobrze!
Poczekaj, aż zobaczysz "Przełom".
Jest wąski i mokry, ale to naprawdę dobre uczucie zjechać nim.
- Ścigamy się na dół. - Masz to jak w banku.
- No i? - Jest wspaniale. Wszystko jest wspaniałe.
Możemy tym pojechać?
Pojedziesz pierwsza? Żebym mógł poznać grunt.
Kto ci podał moją ksywkę?
Jedź za mną, jeśli nadążysz.
Nie będzie z tym problemu. Boże, kocham ją.
Ten mały trick lubię nazywać "Reszty nie trzeba."
Upewnij się czy para leci na twoje cycki tak, aby sutki stanęły.
Potem upewnij się, czy nałożyłaś trochę kremu na swoje baloniki.
A potem zanurz swój palec, o tak.
Potem włóż calutki palec do buzi, żeby zlizać krem.
Proszę bardzo.
To będą cztery dolary.
Reszty nie trzeba.
To było... super.
Tak.
Te cycuszki praktycznie same się spłacają.
Nie sądzę żebym miała wystarczające: sutki, cycuszki, balony lub bufory.
Masz rację. Nie jest to żyła złota.
Ale myślę, że możemy popracować nad twoim tyłeczkiem.
- Przynieś mi ciasteczko. - Dobrze.
O tak, to działa.
Wygląda na to, że znalazłam nową dziewczynę od ciasteczek.
- Więc, w którym Akademiku się zatrzymasz? - Oh, nie stać mnie.
Razem z koleżanką załatwiamy sobie lokum w mieście.
W mieście?
Chcesz zamieszkać z biedakami?
Biedakami?
Tak nazywamy miejscowych w Schittville.
Biedaki - ponieważ są biedni. Rozumiesz? Bie... daki.
Tak, hmm... To oznacza, że jestem biedakiem.
A jak nazywacie siebie? Bogacze, bo jesteście bo... gaci?
Tak się składa, że tak.
Sprytne.
Mam nadzieję, że byłeś wystarczająco sprytny, żeby założyć dużo ciepłych ciuchów.
- Dlaczego? - Ponieważ nie zadaję się z biedakami.
Do zobaczenia w innym życiu. Bogatszym mam nadzieję. Pa.
Boże, zakochałem się.
Casey Richards, witamy w raju!
- Oh. - Co?
Myśle że dokonałaś rozsądnego wyboru przychodząc do Ślepego Danny'ego Templesa.
Dla waszych realnych potrzeb.
Teraz, żebyście wiedzieli, sposób by radzić sobie będąc niewidomym...
to zapamiętywanie swojego otoczenia.
To jest klucz.
O Boże!
O mój Boże!
Nie pomagaj mi, nie pomagaj mi. Nie jestem kaleką, nie jestem kaleką.
Laska, laska, laska, laska, laska!
- Proszę. - Dziękuję.
Nie ma za co.
I co myślisz?
Jak widzisz jest to luksusowa kawalerka.
I... to wszystko jest świeża farba. Niedawno malowane.
Jeśli spojrzysz tutaj, ujrzysz..
Najpiękniejszy górski widok w całym Pine Valley.
- Piękny! - Powąchaj!
Ahh to górskie powietrze!
A to zapach Schittville.
Więc, co myślicie?
- Chcecie to wynająć? - Jasne.
Dobrze. Bawcie się dobrze.
Dzięki.
- Pozwól odprowadzę cię do wyjścia. - Nie potrzebuję pomocy, nie potrzebuję pomocy.
Mam to miejsce zapamiętane co do centymetra.
Nie mogę uwierzyć, że ci idioci wynajęli tę dziurę.
- Pokazać ci wyjście Danny? - O Jezu!
- Ja żartowałem. - Tak?
- To był kawał! - Tak?
- Nie jest źle. - Powiedz to jemu.
Tak, nie jest źle jak na parę biedaków.
- Biedaków? Jak to? - Tak nas nazywają w Akademii.
- Dlaczego? Bo jesteśmy biedni? - Właściwie to tak.
Dobrze, a co z nimi? Nazywają siebie bogaczami?
Nie.
Tak.
- Hej, czy to jest...? - Nie rozmawiać w czytelni.
Ale, jak mam pożyczyć książkę, jeśli nie można rozmawiać w czytelni?
Nie mądrzy się w czytelni...
tajemniczy niszczycielu imprez.
Gadaj dalej...
a będziesz miał przesrane, bo napiszę na ciebie negatywny raport,
nowy lalusiu.
Dobrze...
Rozrywkowa grupo.
Baczność!
Spocznijcie, panowie.
Zapoznajcie się z nowym rekrutem, William Wagstaff.
Hej, staniki.
Nie określamy tutaj ludzi jako "staniki", Wagstaff. (Bra ang. stanik)
Bo wiesz, stanik jest rzeczą, która podtrzymuje kobiece piersi.
Tym właśnie jesteś? Rzeczą podtrzymującą kobiecie piersi?
Jeśli mam dobry dzień, to tak.
Gdzie ty myślisz że jesteś? U Jaya Leno?
Tu są najlepsi z najlepszych.
Co chcę ci powiedzieć to, że... snowboarding to nieustępliwa pogoń za perfekcją...
co oczywiście jest Amerykańskim stylem.
Pozwól, że ci przedstawię członków...
Amerykańskiej drużyny snowboardowej z akademii Pine Mountain:
z Niemiec:
Hans Gruber!
ze Szwecji, Sven Darden!
z Rosji, Nootnik Kratzin!
ze Szwajcarii via Izraela, Schlomo Boardstein!
i zaprzyjaźnisz się z moim kapitanem drużyny...
Amerykanin Brandt Von Hoffman!
W razie profesjonalnych potrzeb, rozmawiajcie ze mną.
W razie prywatnych potrzeb, rozmawiajcie z moją córką, Winter.
Dobra! Wszyscy na Górę!
Zobaczymy na co was stać!
Shlomo ty pedale! Co ty kurwa robisz na nartach?
Nie wiesz, że to jest Akademia snowboardowa?
Spieprzona robota Schlomo! Zero!
Hej, powodzenia, Nootnik.
Twój kutas jest tak mały, że go nawet nie będę ssał.
Tak, nauka języka zajmuje trochę czasu, ale zrozumiałem o co ci chodzi.
Dziękuję.
Jeździsz tak samo, jak gadasz, Nootnik!
A twoja matka jest dziwką!
- Hej, powodzenia, Sven. - Tak?
A tobie ktoś się spuścił na twarz, ty dziwko, spieprzaj.
Sven rządzi.
Tak, jesteście bandą przedszkolaków!
Hej, Hans.
Cześć, Billy! Witam w Akademii!
Mam nadzieję, że to doświadczenie będzie dla ciebie dobrą zabawą.
Fasolka chili utkneła mi w dupie... Może ją wyssiesz Nazistowski chuju?
Co?
O Boże. On chciał być miły.
Dziękuję Hans!
Wolałbym pieprzyć psa - twojego psa, niż oglądać cię po raz kolejny.
Dobra Brandt! Pokaż Billemu co trzeba umieć, by zostać mistrzem kraju.
Hej, Brandt.
Wiesz co Wagstiff? Nie masz szans u Winter Jaffe.
Możesz ją posuwać, ale nic oprócz tego.
Wiesz Brandt? To mi w zupełności wystarczy.
Zrobię wszystko, żeby wykopać cię z tej Akademii Wagstiff.
Na wypadek gdybyś myślał, że potrafisz jeździć, popatrz na to.
Tak trzymaj Brandt! Pięknie!
Niezły ruch Brandt!
W porządku!
Dobra, Billy! Pokaż tym ciamajdom, dlaczego wziąłem cię do tej szkoły!
Co to było Wagstaff? Co? To całe kręcenie się.
Wyglądałeś jak połączenie Tourette'a i biegacza.
Może powinienem odkopać Katherine Hedburn, puścić ją tam.
Zrobiłaby lepszy bieg.
- Zawsze byłem wielkim fanem jej twórczości. - Patrzcie. Ma jaja, żeby mi pyskować!
Chyba wiem, jak wyplenić z ciebie tego buntownika.
Co powiesz na długą jazdę z samego szczytu góry, co?
A jeśli upadniesz, zaczynasz od nowa.
Tak jest.
Nie, nie. Gdzie idziesz Wagstaff? Wyciąg jest dla snowboardzistów.
Kręcące dupą tancerki go-go idą pieszo.
Serio?
KRĘCĄCE DUPĄ TANCERKI GO-GO IDĄ PIESZO
Jak mogłem to przegapić?
Miłej wędrówki Britney.
/Uwaga wszyscy członkowie /Akademii Pine Mountain...
/Proszę się zgłosić na doroczne /zdjęcia do kalendarza.
/Z wyjątkiem ciebie Wagstaff.
Zaraz umrę!
Byle nie tutaj.
Jak minął pierwszy dzień?
Ból... i terror.
- Szkoła organizuje dzisiaj imprezę. Chcesz iść? - Super.
Wspaniale.
Pójdę do domu i położę się na chwilę. Trener kazał mi dzisiaj podchodzić pod Górę.
Pewnie kręciłeś dupą, jak tancerka go-go.
Nie umiesz czytać znaków?
Wiesz co niezdaro. Zrobię ci akupunkturę.
- Naprawdę? - Pewnie, że tak.
Moi rodzice są kucharzami u Benihana, długa historia, nie pytaj.
- Słuchaj, chcesz żebym ci pomogła czy nie? - Czy to boli?
- Miałeś kiedyś pobieraną krew? - Tak. Nie było tak źle.
To jest tak samo, tylko, że 600 razy w 20 minut.
Nie bądź taką panienką!
Widzę problem.
Twój tyłek złapał skurcz.
Będę musiała wbić parę igieł w twój tyłek, kochanie.
Ale mój tyłek czuje się dobrze.
Nie powiedziałabym!
Dlaczego mojemu tyłkowi zbiera się na kaszel?
A tak... Podgrzewam igły.
Czy pozwolisz osobie, która do cholery wie co robić zrobić to co chce?
Dobrze. To boli.
Wiesz co mawiają - bez bólu nie ma zabawy.
Giń tatusiu.
- Jeszcze tylko 74 igły, kochanie. - O Boże.
Proszę.
Ugryź to.
- Wszystko w porządku. - Naprawdę?
Uwielbiam leczyć.
Twój tyłek czuje się lepiej, nieprawdaż?
Tak, czuje się lepiej.
Mój tyłek czuje się, jakby został poszarpany przez stado panter.
Twój tyłek wygląda jak ten gość z filmu Hellraiser.
Za jakąś godzinkę będzie jak nowo narodzony. Moja robota tutaj jest skończona.
A teraz idę się upiększyć na wieczorną imprezę.
Czekaj, czekaj! A co z igłami?
Casey. Wyjmij je za około pół godziny. Tylko nie bądź delikatna.
- Czy to jest część tej terapii? - Nie. Po prostu jest bardziej zabawnie. Pa-pa!
Wow. To jest najsłodsza, najseksowniejsza...
najbardziej brutalna kobieta jaką kiedykolwiek poznałem.
- Chyba na mnie leci. - Doprawdy?
W dawnych czasach, nie było ani bogaczy ani biedaków.
Byli tylko biali... i reszta.
I zgadnij kto mógł zjeżdżać z tej cholernej Góry.
TYLKO DLA BIAŁYCH
Nie było tak, że czarni mogli zjeżdżać tylko z grząskich stoków...
ale do diabła, wiedzieliśmy co oznacza "reszta". RESZTA
Nie było tak, że nie mieliśmy własnych reguł na grząskim stoku.
Byłem wtedy biednym skurwysynem, i było mnie stać tylko na jedną nartę.
Więc jeździłem na jednej.
- To ty wynalazłeś snowboard? - Nazywałem to "boogie - woogie na jednej narcie".
Potem zdałem sobie sprawę, że jest tylko jeden sposób na uwolnienie tej Góry...
żeby wszyscy mogli z niej korzystać...
trzeba było dokonać rzeczy, której żaden człowiek nie dokonał:
Zjechać z "Kozła".
KOZIOŁ
I zjechałem z tego "Kozła"...
I po latach wszyscy ludzie. I dziwki też.
Mogli jeździć na Pine Mountain.
Oh, to były piękne kobitki.
Ale jak wszystko co piękne, ludzie przerżnęli wszystko.
Próbowałem ich powstrzymać, ale... Sam jestem nieźle pojebany.
Wtedy pojawił się pułkownik... skurwiel ukradł mój pomysł o jeździe na jednej narcie.
I ogłosił Górę prywatną Akademią narciarstwa.
I znowu powróciliśmy na grząski stok.
Brachu, czemu nie zrobisz tego jeszcze raz i nie odzyskasz dla nas tej Góry?
Jak mam to zrobić Balls? Udając, że nie jestem zmęczony, rozczarowany i pijany?
Spójrz. To ci goście z kawiarni.
- Tak. Chodźmy tędy. - Nie, nie. Bądź uprzejmy.
Hej! Pozwólcie ziomki, że kupię wam dwie szklanki piwka.
Właściwie to nie jestem stanikiem, kolego. Jestem człowiekiem.
Staniki są używane do podtrzymywania kobiecych piersi.
Posłuchaj, chcieliśmy być dla ciebie mili...
bo lubimy nową dziewczynę od ciasteczek z fajnym tyłkiem.
I teraz nie mamy zamiaru kupić wam żadnego piwa.
- Tylko dla członków Akademii. - William Wagstaff.
Powinienem być gdzieś na liście.
Ach, tak. Jesteś tym nowym cieniasem.
- A ty jesteś...? - Casey Richards.
Nie jest z Akademii. Jest moim gościem.
Przykro mi. Tylko członkowie Akademii mogą być gośćmi.
Dzięki Billy, pójdę do mniej dystyngowanego grona osób.
Dobra.
Walniesz?
- Bąbelki... - Tak.
Hej, Winter.
Um, tak. Spieprzaj, złotko.
- Cześć! - Hej.
Cześć, Billy.
No dalej. Nie mów mi, że jesteś wkurzona, ponieważ nie jesteś tam ze swoim kumplem?
Pozwól, że coś ci powiem o traceniu facetów...
Dla żadnego z nich nie warto uronić nawet jednej łzy.
- Pij siostro. - Nigdy nie byłaś zakochana?
Może, gdybym znalazła odpowiedniego faceta...
który widziałby coś więcej, oprócz mojego super wyglądu, doskonałej figury...
i najseksowniejszych ust, jakie kiedykolwiek stworzył Bóg.
Ale nie wiem czy znajdę takiego faceta w Schittville.
Może właśnie siedzi koło Ciebie.
Niech ktoś zabierze Danny'ego od tego bobra, zanim go przeleci... znowu.
Nie powiedziałeś mi, że masz nawet biedną dziewczynę.
Ktoś potrzebuje testu krwi.
Casey? To nie moja dziewczyna.
Znam ją od szóstego roku życia. Jest dla mnie jak siostra.
No nie wiem. Jest bardzo ładna.
Naprawdę?
Spójrz na niego, siedzi tam, jakby ten lokal należał do niego.
Nienawidzę tego dupka. Może possać mojego...
Czarnego kutasa!
I on o tym wie.
Ty stojący prosto, pijący tanią whiskey skurwysynie!
Dziwka!
Tato, zobacz kogo spotkałam.
I co! Podobała ci się wycieczka synu? Czy moje Góry skopały ci tyłek?
Mój tyłek miewał lepsze dni, proszę pana.
Cóż, zrób sobie jutro dobry masaż w Akademii.
Tylko nie pozwól, żeby ta cycasta dziwka z kawiarni wbijała ci igły w dupsko.
Słyszałem, że prawie wykrwawiła jakiegoś gościa na śmierć.
Cześć. Jestem Brandt Von Hoffman, kapitan drużyny z Akademii Pine Mountain.
Druga osoba co do ważności.
Casey Richards.
Wyjaśnię ci od razu. Jestem biedakiem, i jestem z tego dumna.
Żartujesz?
Nie bawię się w to głupie bogacze-biedaki jak reszta tych snobów z Akademii.
Nie. Dla mnie, ludzie to ludzie.
Bogaci czy biedni, są źli ludzie i dobrzy.
Ale jak tak dzielisz ludzi, to mogę sobie pójść.
Nie, nie!
Ja... Ja tylko nie mogę uwierzyć, że spotkałam kogoś kto taki nie jest.
Więc... jeśli zaprosiłbym cię na drinka, zgodziłabyś się?
/Tak, zaraz wrócę.
Z checią.
Casey!
Oh, Case. Przepraszam, chyba się tam trochę zasiedziałem.
- Brandt, to jest mój przyjaciel Billy. - Znam Billy'ego!
Nieźle dzisiaj jeździłeś, brachu.
Z tego gościa jest niezły snowboardzista.
Cieszę się, że zdążyłeś.
Właśnie idziemy z Casey na drinka. Dołączysz się?
Tak... Nie. Strasznie chcę mi się lać.
I chyba tyłek mi krwawi.
- Powodzenia. - Dobrze.
Za dużo wypiłem.
Cześć przystojniaku. Szukałam cię.
Jezu, Winter! Nie powinno cię tu być.
Jesteś pewien? Twoje usta mówią nie...
ale twój strumień mówi tak!
- Mam ci strzepać? - Nie, nie, nie! Poradzę sobie.
Mam ci possać?
Na to się zgodzę.
Sven, przód i środek.
- Tak, pułkowniku. - Spotykasz się z moją córką?
Nigdy od przodu. Przysięgam!
Jezu! Czy twój ojciec wie o tym co robisz?
Boże, mam nadzieję.
Hej, J.P..., pułkownik patrzy się na ciebie spode łba.
A niech mnie. To prawda.
Hej Balls, pozwolisz, żeby mi to robił, twojemu bohaterowi? Po tym co ci powiedziałem?
Nie ma mowy, brachu. Mam coś dla niego przygotowanego w kieszeni.
Więc, daj mu popalić.
Pokazuje ci palec!
- Podwójny palec! - Skurczybyk!
Będziecie tak siedzieć?
Czy zrobicie coś z tym?
Jawohl!
Hej, biedaki!
Darmowe piwo!
Koleś, to uderzyło mnie prosto w głowę!
A niech to, chłopcze! Nie możesz pozwalać ludziom, na rzucanie cię w głowę butelkami.
- Skopmy trochę bogatych tyłków! - Tak!
Dalej, idź tam.
Kto następny? Kto chce dostać? Siadaj!
Idź tam! Chować się za mnie, ty panienko.
A teraz skopię ci tyłek, wielki murzynie, wtedy pułkownik bardziej mnie polubi!
Sven nadchodzi.
Danny, pomóż mi!
A masz.
Dziękuję bardzo, mój bracie.
- Machnij, Danny!
Załatwiłem go!
Tak.
Skopcie im tyłki.
/Jezu... Tak...
/Oh, tak!
Nie ma to jak porządna biegunka, synu.
To brzmi jak twój ojciec.
Cudownie.
Co tam się dzieje?
Musisz iść. Idź!
pułkowniku! Ja tylko...
Wiem co tam robiłeś, ty zwierzaku.
W Pine Mountain nie załatwiamy takich spraw w tym miejscu.
Nie mam pojęcia jakiego... małego, blondyna sobie znalazłeś...
żeby ci obciągnął w publicznym miejscu...
ale jestem pewien, że jego ojcu jest tak wstyd, jak jeszcze żadnemu ojcu nie było...
od zarania dziejów.
Nie lubię cię, Wagstaff.
Zawsze robisz coś, czego nie powinieneś.
Tańczysz na skoczniach, nie wykonujesz bezpośredniego rozkazu.
uprawiasz seks w sraczu, z kimś kto oczywiście jest facetem.
Prawdę mówiąc, jesteś na samym szczycie mojej czarnej listy.
Dziękuję, proszę pana. Nie będzie pan zawiedziony.
Dobra! Skończcie tą walkę.
Wychodzimy!
Czarnuch sam skopał sobie dupsko.
Mam na ciebie oko, ślepcu.
A ja ucho.
Nazistowski pedał!
Unoście się, wy bando leniwców, beznadziejnie skaczących...
To żałosne. Kretyni! Otaczają mnie kretyni.
Pewnie chcesz, żebym powiedział...
że było to kreatywne, twórcze i miłe dla oka.
Czy tego chciałeś, Wagstaff?
Powiedziano mi, że to niegrzecznie nie przyjmować komplementu, więc...
czy mogę usłyszeć pana zdanie?
Oto co sądzę, dupku.
Oglądanie ciebie było jak...
mały, intensywny, potężny rosomak...
wyjadający orzeszki wprost z mojego odbytu.
Do mojego biura.
Natychmiast!
Dobrze, panie Osama. Gdzie pan jest?
Tam? Ooh! Boom!
pułkowniku Jaffe.
Nie potrafię czytać w myślach...
ale chyba wiem, co chce pan powiedzieć.
Chce pan, żebym był kapitanem drużyny. Nie sadzę, żebym był tu dość długo...
by zyskać szacunek i podziw reszty chłopaków.
Ale, hm...
A co tam. Zgadzam się.
Wiesz, że to jest wystarczająco szalony pomysł żeby wypalić.
- Kapitan Wagstaff. - Naprawdę? Już nie jestem na pana czarnej liście?
Nie, ty paskudo.
Spędziłem ponad półtora dnia...
próbując zrobić z ciebie snowboardzistę Olimpijskiego kalibru.
Zdałem sobie sprawę, że to jak polerować gówno.
Jesteś kurwa wyrzucony.
Huh. Cóż, dziękuję za wsparcie, proszę pana.
Do kogo mam się zgłosić po stypendium naukowe?
Patrzysz na tą osobę, śmieciu.
Wiesz co? Zamierzam zarekwirować ten homoseksualny fundusz na łapówki.
Dobrze. Wychodzę.
Ooh. Mogę panu powiedzieć pewną rzecz na temat zeszłej nocy, która pana zniszczy.
- Ale mam za dużo klasy na to. - Plotka? Poczekaj, wracaj tutaj.
Nie jesteś wyrzucony!
Co mówią?
Mówiąc między nami, "zima" przyszła trochę wcześniej zeszłej nocy.
- Na tym skończmy. - Jak śmiesz?
Słyszałem to złośliwe kłamstwo od każdego człowieka na tej Górze, to sami kłamcy!
Wynoś się stąd, zanim zamorduję cię gołymi rękoma!
Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Dlaczego ja?
O Boże.
Jack?
Chodź do mnie Jack.
Wyjdź. Potrzebuje cię teraz.
Wszystko będzie w porządku? Wszystko będzie w porządku?
Wszystko będzie w porządku! Wszystko będzie w porządku. Tak jest! Tak jest.
/Tu pułkownik Jaffe.
/Kadet Wagstaff właśnie został wyrzucony. /Kod czerwony.
Pa-pa, Billy!
/Przestańcie chłopaki.
To żebyś mógł oddychać, Wagstaff.
Nie jesteśmy przecież potworami.
Tak bardzo lubisz przebywać z biedakami?
Może pokażesz im swoje wymyślne ruchy.
Uwielbiam, kiedy pułkownik zarządza kod czerwony.
Ten odgłos ciała uderzającego o kubeł.
Idźcie chłopaki na treningowe stoki.
Ja pojadę do miasta, przelecieć dziewczynę naszego martwego przyjaciela.
To dlatego on jest kapitanem. Grzeczny chłopiec.
Tak. To kawał skurwysyna.
Lepiej chodźmy na stok, zanim sami skończymy w śmietniku.
Tak.
Dam 500$, jeśli powiesz o czym myślisz.
Nadal jestem trochę zła na Billy'ego, ale teraz zaczynam się martwić.
Posłuchaj, twój przyjaciel wpakował się w niezłe tarapaty, zanim odszedł ze szkoły.
Ukradł swoje pieniądze na stypendium. Zaatakował córkę pułkownika.
I wygląda na to, że wpakował się w jakiś homoseksualny, łazienkowy przekręt.
Znam Billy'ego całe życie. To do niego nie podobne.
Niestety, są na tym świecie ludzie, którzy udają miłych...
ale tak naprawdę, wcale nie są mili.
Chcesz więcej wina?
- I nie zamartwiaj się tyle. - Masz rację.
Jedno co wiem o Billym, to to, że potrafi wszystko przetrwać.
Prawdopodobnie jest teraz na plaży, imprezując całą noc.
Oh, słodki zbawco.
Co się stało z tym kolesiem Billym, z którym Casey przyjechała?
- Myślałem, że ona była na niego napalona. - Jest.
To widzą wszyscy oprócz nich.
I mnie.
Dobrze. To ostatni raz, kiedy sram do tego śmietnika.
O, kurcze.
Słyszałem, że jakiś koleś wydymał go w łazience w zeszłym tygodniu...
podczas naszej bójki z bogaczami, kiedy skopali nam dupska.
- Tak. To była niezła walka. - Tak!
Z czego się tak cieszycie? Przegraliście. Dali wam wycisk.
Może jednak jesteśmy przegrani.
Chodzi mi o to, że nawet Casey dziewczyna od ciesteczek spotyka się z bogaczem.
Oh, Billy jaki?
Uwielbiam Schittville.
Sól.
Posolona droga.
Jestem na posolonej drodze!
O mój Boże, jestem na drodze.
Nadjeżdża ból.
Brandtsy. Która to nasza randka? Trzecia?
Piąta.
Co jest nie tak, z tym paskudnie wyglądającym i śmierdzący skurwysynem?
Jeśli przyszedłeś na akupunkturę, to nie ma miejsc.
Słuchajcie. Wiem, że źle zaczęliśmy naszą znajomość...
ale... pięć dni spędzonych w śmietniku, może zmienić człowieka.
Tak. W śmiecia.
- Czy mogę? - Pozwolicie temu skurwysynowi skończyć?
- Bo inaczej stąd nie pójdzie. - Dziękuję. Słuchajcie...
Nie możemy pozwolić, żeby bogacze tak z nami postępowali.
Przyznaje, że kiedy tu przyjechałem byłem palantem.
Udawałem, że jestem kimś innym. To było złe.
Tak, większość z nas wie o tym od 4 klasy podstawówki, ale proszę kontynuuj.
Więc, nauczyłem się paru rzeczy, którymi chciałbym się z wami podzielić.
Po pierwsze, człowiek może przeżyć w śmietniku zlizując resztki...
przez pięć... długich... dni.
Kolejna rzecz, której nauczyliśmy się w 4 klasie.
A co powiecie na to? Nie musimy dawać się poniżać przez bogaczy.
Pytanie. Poniżać?
- Boże, co za głupie skurwysyny. - Dawać sobą pomiatać, idioto.
Oh! Tak jak to robią bogacze.
Poniżać!
Poczekaj. Nienawidzimy poniżania.
Tak!
Potnę następną dziwkę, która mnie poniży.
Chodzi o to, że musimy zwrócić miastu co mu się należy.
Czuję, że już sporo zwróciłeś.
Mówię o Górze. I honorze, i naszej godności.
Honor i godność?
Coś mało wymyśliłeś, jak na 5 dni rozmyślań.
Gość ma rację. Musimy odzyskać co nasze, w tym Casey naszą dziewczynę od ciasteczek...
chyba, że Brandt Von Hoffman "poniża" ją w tej chwili.
- Można używać to w tym znaczeniu. - Myślę, że można.
Czekajcie.
Casey "poniża" się z Brandtem?
Czemu nie pójdziemy do mnie, żebyśmy się mogli pieprzyć jak dzikie psy.
Umiem włożyć obie stopy za głowę.
Rachunek!
Muszę iść i ich powstrzymać.
Może najpierw zmyj to gówno ze spodni złotko.
To dobry pomysł, panie Honor i Godność.
Dobrze. Ale jeszcze nie skończyłem mojej mowy.
- Nie możemy się doczekać! - Dobrze.
Boże drogi! Niech ktoś otworzy okno.
Nie ty Danny, ty ślepy skurczybyku.
Case? Casey?
Oh, dzięki Bogu.
O Boże.
- Dobrze, nie mogę. - Co?
Już mam na sobie gumkę. pułkownik mówi, żeby zawsze nosić gumkę.
Nawet, jeśli jesz kolację z biedakiem.
Racja, cieszę się, że powiedziałeś tą niesamowicie obraźliwą rzecz.
To mi ułatwiło sprawę.
Nie będę z tobą uprawiała seksu.
To znaczy, nasze wyjście było dużym błędem.
Kocham kogo innego. Dlatego się tutaj przeprowadziłam.
Co mam zrobić z tym drągiem? Zbudować stolik na kawę?
Dobrze. To przeważyło. Muszę cię prosić, żebyś wyszedł.
Nie, dopóki nie dostanę tego, po co przyszedłem.
Billy!
Nie słyszałeś co pani powiedziała...
Z której strony National Geographic on wyskoczył?
Nie wiem. Ale myślę, że miałeś coś z tym wspólnego.
A teraz, jeśli natychmiast nie wyjdziesz, będę musiała...
Rozumiem. Może jestem bogaty, ale nie głupi.
Właściwie to jesteś. Pa-pa.
Proszę. Daj to swojemu chłopakowi.
Może to nosić, jako płaszcz przeciwdeszczowy.
- Rzucił mi gumkę na twarz, nieprawdaż? - Tak. Pozwól, że ją zdejmę.
Przepraszam, jeśli zniszczyłem ci randkę.
Zniszczyłeś. Ale dobrze się stało.
- J.P. - Tak?
- Mogę kupić ci drinka? - Oh tak tak, jasne.
Ale...
Nie będę musiał, "pójść z tobą do samochodu"?
Nie! Jezu!
Nie byłem wtedy z facetem. Byłem wtedy z... córką pułkownika.
Jak tego dokonałeś? Mnie się nigdy nie udało.
Czuję się... Czuję się okropnie.
Oszukałem wszystkich i... zachowałem się jak dupek.
Pozwól, że coś ci powiem.
Człowiek, który nie dostrzega, że zachowuje się jak palant - jest prawdziwym palantem.
Ale człowiek, który się do tego przyznaje, jest w porządku według mojej książki.
Wiesz, napisałem książkę.
Przejrzyj ją.
- Jest duża... czcionka. - Dziękuję bardzo.
Opowiadam o Kennedych, Jimmym Hoffie...
kosmitach.
To całe pieprzenie o lądowaniu na Księżycu... Nigdy nie polecieliśmy na pieprzony księżyc.
Tu kupiłem ten pamiątkowy talerz na darmo.
Mam cały rozdział, o prezydencie i jego żonie z piękną dupcią...
jedzących obiad z Osamą Bin Ladenenem na 9/12.
To poważna sprawa.
Hej, wtajemniczę cię w to.
Nauczałem Jima Morrisona...
jak robić "boogie - woogie" na jednej narcie...
w 1989.
Mówię o poważnych sprawach.
Uczył Johna Lennona jak być ironicznym.
Jakieś przekręty dzieją się w Strefie 51.
Zatrzymaj to dla siebie.
Byłem w Strefie 58. To jakiś kurort.
A teraz, niech to zostanie między nami.
Kurt Cobain zabił tą stukniętą dziwkę Courtney Love.
Obciął sobie ptaka, kupił cycki...
i teraz to on jest Courtney Love.
To ona leży w jego grobie. Wykop ją i się przekonaj.
Jest dziura w tej Dziurze. (Hole - nazwa zespołu Courtney Love)
Nie wiem jak wy dwaj, ale ja idę spać.
William?
Wszystko w porządku, synu?
- J.P.? - Tak?
Nie jesteś pijany?
Nigdy w życiu nie byłem pijany.
Czekałem na ciebie chłopcze.
Koniec pieprzenia.
Widziałem co potrafisz, tam na górze.
Jesteś najlepszym, urodzonym snowboardzistą...
Jakiego w życiu widziałem.
Musisz zdobyć szacunek tego miasteczka...
a nie dokonasz tego chodząc...
z gównem na spodniach i wygłaszając durne mowy.
Jak mam zdobyć szacunek tego miasteczka?
Tylko dwie osoby jechały "Kozłem" i przeżyły.
I stawiam wszystko co chciałbym mieć...
że ty Billy Wagstaffie, będziesz numerem trzy.
Co jeśli będę jednym z tych, co zginą?
Cóż, wtedy, przynajmniej będziesz na tablicy.
IDIOCI KTÓRZY ZGINĘLI, PRÓBUJĄC ZJECHAĆ Z KOZŁA
Tak, kochanie.
Hej chłopaki. Ten gnojek, Wagstaff, nie umarł tak jak sądziliśmy.
A to was zaskoczy. Będzie teraz jechał "Kozłem".
- Chodźmy. - Tak.
Ale myślałam, że będziemy uprawiać seks.
Kto by chciał uprawiać seks, jeśli można zobaczyć Wagstiffa...
próbującego się zabić zjeżdżając z "Kozła".
Nie, półgłówku. Chodźmy zobaczyć jak sobie skręca kark.
Hej chłopaki. Nie uwierzycie.
Właśnie usłyszałem, że Billy Wagstaff zjeżdza z "Kozła".
Patrzcie.
"Kozioł"?!
"Tog ruy ogta"?
Co to do cholery znaczy?
"Tog ruy"?
Dalej Billy. Jedziesz!
Nigdy nie zobaczysz drugiej strony Góry.
Giń, frajerze.
O kurwa!
Kurcze, ja żyję! O kurcze.
Nie mogę uwierzyć, że ten drań Wagstiff zjechał z "Kozła".
Może któryś z nas powinien zjechać z "Kozła".
Tak. Brandt powinien zjechać. On jest kapitanem drużyny.
Nie ma mowy.
- Nootnik, ty zjedź. - Sven, to twój pomysł. Ty zjedź.
Nie. Nie! Niech Hans zjedzie.
- Dlaczego ja? Niech Schlomo zjedzie. - Schlomo nie da rady. Ty to musisz zrobić.
- Nie, ty to zrób. - Nie, ty to zrób.
- Ty zjedź, Hans. - Nie, ty.
- Nie ty to zrób. - Ty to zrób.
Ty to zrób!
A nikt nie chce mi tego zrobić?
Ty to zrób.
A oto Billy "super gość" Wagstaff...
Który zjechał z "Kozła" i stał się bohaterem biedaków.
Kochamy cię brachu.
Czy to nie odpowiedni czas na to przemówienie...
które jest zabawne i zmotywuje nas do pracy nad sobą.
Tak, dziękuję J.P.
Wow. Chciałem tylko powiedzieć, że...
kiedy byłem uwięziony w śmietniku, jedna rzecz dodawała mi otuchy...
myśl, że każdy mieszkaniec Schittville wyruszył na moje poszukiwania.
Odkryłem dziś, co jest najbardziej cenne w życiu.
Przyjaciele...
wolność...
i oczywiście jedzenie i powietrze.
I możliwość jazdy na desce gdziekolwiek chcemy.
- Tak jest, bracie. - Kurcze, niezła mowa.
Więc wznieśmy toast koledzy.
Za nową erę na Pine Mountain.
I zakończmy ten bezsensowny podział na biednych i bogatych...
i sprawmy, że każda osoba będzie mile widziana i akceptowana.
I wyrzućmy stąd tych dupków.
To oni wsadzili mnie do śmietnika i zostawili na śmierć.
Chcę z tobą pogadać, Wagstaff.
Twoje dni są policzone, staruszku.
Billy zjechał z "Kozła". Znasz zasady.
Znam prawa tej góry.
Wiem, że każda drużyna może wyzwać inną drużynę...
na chiński zjazd bez trzymanki do samego dołu...
o totalną dominacje na Pine Mountain...
i myślę, że brak wam odwagi.
Zgoda.
Dobra, panowie.
Słuchajcie.
Nie ma takiej możliwości, żebyśmy przegrali ten wyścig...
jeśli będziemy zjeżdżać dobrze i twardo.
Jest duże ryzyko, więc nie pozostawię niczego przypadkowi.
Podejdźcie i weźcie zabezpieczenie.
Ale pułkowniku, po co nam średniowieczna broń lub maczugi śmierci?
Ponieważ nie chcę ryzykować.
Przed chwilą to wytłumaczył, głupi Australijczyku.
Ale ja jestem Węgrem.
Jeśli jesteś taki głodny, to zjedz mnie. (Gra słów, hungry ang. głodny, Hungary ang. Węgry)
W porządku, wygrani rządzą Górą.
Przegrani... nie rządzą Górą.
Właśnie powiedziałeś to samo dwa razy ty zbędnie gadający...
jeżdżący dużym wozem...
kradnący pomysły o jeździe na jednej narcie...
zbytnio się unoszący, stawiający głupie znaki skurwysynie.
Może walniesz sobie kolejne piwko ty rzucający wyzwiskami...
kochający się w Willu Smithie, opowiadający kłamstwa...
piszący wielkie książki, których nikt nie przeczyta idioto?
Tam są zawarte poważne rzeczy. Naprawdę powinieneś ją przejrzeć.
Słuchajcie, chyba wszyscy wiemy co jest na rzeczy...
i, że J.P. napisał o naprawdę poważnych sprawach.
Proszę, czy możemy zacząć wyścig?
- Kto krzyknie start, brachu? - Kto nie zjeżdża?
Ciekawe na kogo wszyscy patrzą?
Chodź, kochanie. Tędy.
Wiem, że mnie nienawidzisz Billy, ale powodzenia.
Dziękuję, Winter.
Będziesz oglądać moje plecy.
Trzymajcie się swoich klejnotów.
Hej J.P.! Łatwo cię zauważyć na śniegu.
Pocałuj mnie w czarny tyłek, ty szalony biały diable.
Patrzcie kogo my tu mamy. Mała dziwka Billy'ego.
Nienawidzę cię.
Ty pieprzona dziwko!
Niech cię diabli, Wagstaff.
Wiesz, że cię kocham, co nie?
- Tak. - Tak?
Naomi, chciałbym cię spytać czy... czy zostałabyś moją żoną przewodnikiem?
Tak, Danny.
Pomimo tego, że nie widzisz mojego zewnętrznego, niewyobrażalnego piękna...
możesz widzieć moje wewnętrzne, niewyobrażalne piękno.
Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.
Danny kochanie, całujesz martwego bobra.
Nic mnie to nie obchodzi. I tak cię kocham.
KOPNIJ MNIE, JESTEM ŚLEPY
Ten bóbr żyje.
To jest naprawdę szczęśliwy, nic nie widzący, liżący się z bobrem...
przytulający Naomi skurczybyk.
Hej ziomki, przyszedł pułkownik, Winter i bogacze.
To jest prywatna impreza wy, nie wygrywający zawodów skurwysyny.
Ale ta twoja śliczniutka córeczka może zostać.
Ale reszta niech spieprza.
Właściwie to przyszliśmy się pożegnać...
ponieważ wy biedacy zniszczyliście nam snowboarding.
Więc zabieramy nasze Olimpijskie umiejętności gdzie indziej...
ponieważ odkryłem nowy sport.
Nazywa się jednodeskowa, bezłodziowa jazda na wodzie.
To jest surfing, skurwysynie.
Afrykanie wymyślili ten sport, próbując uciec z waszych niewolniczych statków...
trzymając się kawałka drewna, płynąc do ojczyzny.
Wszystko jest w książce. Przejrzyj ją.
Sam sobie ją przejrzyj, Supertan.
Wiecie co, myślę, że najważniejsze jest to, że wyjeżdżacie.
Nie, Billy. Najważniejsze jest to, że...
to wyjeżdża, dobrze?
Ubierz się.
A wy biedne laseczki będziecie tęskniły z tym.
Oh, kogo oszukujemy? My biedaki powinniśmy walczyć z bogaczami.
Tak jest od zawsze.
Zaczekajcie.
Dlaczego bogaci i biedni muszą ze sobą zawsze walczyć?
Dlaczego Schittville nie może świecić przykładem dla całego świata?
Dobra panowie. Wychodzimy.
Poczekajcie sekundkę.
Masz szczęście, że wyjeżdżamy, Wagstiff.
W przeciwnym wypadku, nie minęłoby dużo czasu...
nim Casey błagałaby, o to co jest w tej paczce.
Kurcze, kolejna historia do mojej książki.
Przejrzyj ją.
Hej, Brandt.
Liczę, że mnie przytrzymasz, szefie.
- Kręćcie dalej. - To mnie zraniło w nogę.
- Nadal kręcisz? - Nadal kręcę.
Świetnie. Dziękuję.
Zrób to dwa razy.
Ten bóbr żyje.
Co się stało z moim krzesłem?
- Tak, uderzyłam się w tyłek. /- O mój Boże.
Twoje usta mówią nie.
Jestem Billy Wagstaff.
Co jest nie tak, z tym okropnie pachnącym i wyglądającym skurwysynem?
Przepraszam.
To Billy Wagstaff.
Co jest nie tak, z tym okropnie pachnącym i wyglądającym skurwysynem?
Ale jeszcze został mi spory kawałek przemówienia.
Co to było?
W porządku.
Jestem szczęśliwy.
/Lubię "Nazistowski pedał." /Dobry tekst.
Obciągnij mi.
Usłyszałbym to, gdybym się postarał...
może nawet tą kłapiącą wargę sromową.
No bo wiecie, czułem jej twarz.
Jest ładnie wyglądającą dziewczyną i wiecie, jakby o tym pomyśleć...
nie miałbym nic przeciwko włożeniu ust prosto... gdybym mógł włożyć do ust tą wielbłądzią stopę.
Wszystko przez to pieprzenie o kłapaniu wargi sromowej i wielbłądziej stopie.
Biali ludzie.
Nic pan o tym nie wie... pułkowniku?
Hej, Kate.
Słuchaj, nie jestem wykształconym człowiekiem...
i nie odróżniłbym Strasberga od Stanislavskiego...
ale pomyślałem, że odkryję się trochę.
Hej, Kate. Jeśli przesadzanie byłoby sexy, byłbym już twardy jak skała.
Hej, Kate. William Shatner właśnie dzwonił.
Chce odzyskać swój aktorski styl.
O Boże, przebacz mi. Co ty nie powiesz? Poczekaj.
Idę do piekła.
Idę prosto do piekła.
No i macie chłopcy. To wszystko prawda co wam mówili.
Kurcze, spójrz na wiadro złomu wystające z tych spodni.
Dziękuję, dziękuję.
Dobrze cię widzieć. Uwielbiam cię...
Dobrze cię widzieć. Dobrze...
Doggone, doggone. Naprawdę wiesz...
jak sprawić, żeby gość czuł się mile widziany.
prześledziłem publiczność i widzę nowe twarze.
i gdyby ktoś z was mnie nie znał...
Jestem Jack Schitt... Trzeci.
- Kochamy cię Jack! - Ja ciebie też kocham!
Niech ktoś przyniesie kamerę wideo.
- Co? - Ach, tak.
Chyba będziemy musieli użyć naszych zapamiętywaczy.
Waszych zapamiętywaczy?
O Boże. Naprawdę jesteśmy w miasteczku zapomnianym przez czas.
Mówią, że jego dom jest tak bogaty, że ma swój własny podjazd.
Też bym taki miał, gdybym zarabiał tyle co Jack Schitt.
Bardzo rzadko mam szansę spotkać się...
z młodą społecznością. I myślę, że jest to świetna okazja.
Pierwsze ziarno wiedzy, którym chciałbym się z wami podzielić to...
nie bierzcie narkotyków.
- Nawet trawkę? - Oh nie, nie, nie.
Trawka jest dobra. To lekarstwo. Mówię o twardych narkotykach.
- A co z kokainą? - Nie, nie, nie.
Nie mam żadnych problemów z kokainą. Prawdę mówiąc...
Czasem walnę sobie raz albo dwa z rana, żeby zwlec się z łóżka.
Mówię o twardych narkotykach.
Ecstasy?
Ecstasy...
jest narzędziem. To nie narkotyk.
Prawdę mówiąc, mam tego pełny żołądek!
Narkotyki są tylko częścią problemu.
Najważniejsze, co musicie zapamiętać na miłość boską to...
chodźcie do szkoły.
Mam 31 lat. Szkoła nie jest dla mnie rozwiązaniem.
Jack Schitt mówi prosto z mostu.
I jeśli masz ponad 30 lat...
i masz problemy z czytaniem i pisaniem...
Nie powiem ci, że to jest pozytywne.
Panie Schitt, czy jest w nas coś pozytywnego?
Zobaczymy się na wakacyjnej paradzie w Schittville.
Dziękuję bardzo! Dziękuję!
Kocham was. Kocham cię człowieku.
Kocham cię! Kocham cię.
Kurcze, przydałby się taki człowiek w Waszyngtonie.
Ten dużo mówiący, pospolicie ubierający się...
bezstylowy, staromodnie noszący krawat skurwysyn.
Nienawidzę tego skurwysyna.
>> Napisy pobrane z http://napisy.org >>>>>>>> nowa wizja napisów
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.