All language subtitles for Dracula.A.Love.Tale.2025.MULTi.1080p.AMZN.WEB-DL.H.264.DD5.1-RX

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali Download
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian Download
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

ROK 1480. WSCHODNIA EUROPA

Panie, wróg u bram stoi.

Osmanowie są aż tak okrutni, by przerywać naszą miłość?

Zapłacą za to, ukochana.

Ruszamy.

Wojna jest konieczna?

Nie możemy żyć w pokoju, jak Bóg przykazał?

Jesteś sensem mego życia, Elizabeto.

Błagam, dbaj o siebie, mój królu.

Nie przeżyję bez ciebie.

Dość! Wojna wzywa, zwycięstwo będzie twoje!

Moi ludzie odwiozą cię do zamku Vilmur, do rodziny. Tam będziesz bezpieczna.

Niezwyciężony Książę dusz sprawiedliwych,

broń nas w walce.

Bądź naszą obroną przed złem i zasadzkami diabła.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Amen.

Eminencjo, ta bitwa spłynie krwią.

Polegną tysiące.

Jesteś pewien, że Bóg tego chce?

Nasze królestwo to ostatni bastion przeciw muzułmanom.

- Czy wierzysz w Boga? - Wierzę.

I oddam za Niego życie.

Więc wybij tych barbarzyńców aż do ostatniego.

Będę walczył w Jego imieniu, lecz proszę o jedną łaskę.

Mów, synu.

Niech oszczędzi moją żonę.

Jeśli zginie, nie przeżyję bez niej.

Wszystko straci sens. Życie stanie się nieznośne.

Dość! Nie bluźnij.

Pan dał ci życie. Masz je czcić.

Ale dał mi też miłość.

Nie może mnie winić, iż bez niej nie chcę żyć.

Jeśli mi ją odbierze, niech i mnie uśmierci.

Pomodlę się w twej intencji.

Nie. Powiedz Mu o tym.

Za księcia!

Są w lesie.

Panie, co planujesz?

Niech podejdą.

Księżniczko, uciekaj!

Szybko! Ratuj się!

Przebić beczki!

Vlad!

Księżniczka!

Mów!

Wpali w zasadzkę, ale udało jej się uciec!

Dokąd?

Do Wilczego Lasu.

Nie!

Mój książę!

Moja żona nie żyje.

- Modliliśmy się za nią od twego wyjazdu. - Czyli Bóg jest głuchy?

A może nie modliliście się dość gorliwie?!

Książę, Bóg ma swoje racje. Nie nam je kwestionować.

- Wyznaczył jej inne przeznaczenie. - Nie!

Jest martwa!

Nawet nie pozwolił mi się z nią pożegnać.

Błagam, każ Bogu mi ją zwrócić.

To niemożliwe.

Dlaczego?

Bóg nie zezwala nam na reinkarnację.

Ale cuda umie czynić, czyż nie?

Powiedz!

Jeśli będziesz się modlił dość żarliwie, wysłucha cię.

Proszę, powiedz mu.

Zrób to!

Była dobrą chrześcijanką i czystą duszą.

- Z pewnością Bóg się o nią zatroszczy. - A co ze mną?!

Spełniłem wszystkie jego żądania.

Moja dusza splamiona jest krwią wrogów, których zabiłem w jego imię.

Nie znam odpowiedzi, książę. Jestem tylko Jego pokornym posłańcem.

Dobrze, mam więc wiadomość, którą mu przekażesz.

Powiedz swemu Bogu, że dopóki nie zwróci mi żony,

moje życie nie należy już do niego.

400 LAT PÓŹNIEJ

- Kiedy przybył? - 10 minut temu.

- Gdzie go zostawiłeś? - W kaplicy.

- Wydało mi się to najwłaściwsze. - Dobrze zrobiłeś.

Niech dokończy modlitwę.

Ojcze?

- Doktor Dumont, jak mniemam? - Tak.

Macie tu piękną kaplicę.

Racja.

Dziękuję, że ksiądz przyjechał. Podróż musiała być długa.

I wyczerpująca.

Pozwoliłem sobie na mały poczęstunek, który tu znalazłem. Za pozwoleniem.

- Oczywiście. - Jak miło.

Z pewnością smakuje lepiej niż piwo w mojej rodzinnej Bawarii.

Przykro mi, że witam księdza w tych okolicznościach,

ale administracja szpitala i diecezja nie popierają pańskiej obecności.

Przywykłem.

Kościół i akademie naukowe rzadko się dogadują.

Dlatego Watykan od wieków powierza swoje najdelikatniejsze sprawy

- właśnie nam. - To sprawa niezwykle delikatna.

- Królowa Anglii jest nią zainteresowana. - Królowa?

Ciekawe.

Za kilka dni przypada setna rocznica rewolucji francuskiej.

Wszędzie wielkie poruszenie.

Zamknij drzwi.

Po co tyle łańcuchów?

Boicie się, że odleci?

Była agresywna, gdy ją pojmaliśmy. Prawdziwa bestia.

Nawet zwierzętom należy okazywać humanitaryzm.

Co o niej wiemy?

Maria de Montebello, 25 lat, z Bolonii.

Zaręczona z Henrym Williamem Spencerem, konsulem w Paryżu,

przez małżeństwo - powinowatym królowej.

- Dlatego sprawa jest delikatna? - Powiedziałbym, że wrażliwa.

Coś jeszcze?

Podobno wszystko zaczęło się podczas ślubu w rodzinnym majątku.

Maria odmówiła ceremonii w kościele,

lecz pan młody zaprosił biskupa Westminsteru,

by pobłogosławił ich związek. Na jego widok panna młoda

wpadła w histerię i dostała ataku apetytu seksualnego, którego nie sposób pojąć.

Takie apetyty są oznaką doskonałego zdrowia, prawda?

Owszem, w pewnych granicach.

- Mogę? - Tak.

Urodzona 18 marca 1759 roku.

To chyba błąd.

Inaczej miałaby...

130 lat.

130.

Uważa ksiądz, że ta kobieta jest diabelskim tworem?

Pochopny wniosek, doktorze.

Gdy coś wymyka się naszemu pojmowaniu, widzimy w tym dzieło diabła.

To, że jest stara i źle znosi obecność kleru,

to symptom, nie choroba.

W takich przypadkach najważniejsze są badania i obserwacja, ale bez uprzedzeń.

Musimy opierać się na prawach natury,

nauki, matematyki, nie na zabobonach

ani na doktrynach Kościoła, które bywają mętne.

Trzeba do tego podejść jak do sprawy kryminalnej.

Najpierw ustalamy fakty.

Z nich dedukujemy motyw, okoliczności, miejsce.

Proszę potrzymać.

Także narzędzie zbrodni.

Moje zgromadzenie bada to zjawisko od ponad 400 lat.

Ja od 30.

I stwierdzam oficjalnie: pan jako pierwszy schwytał żywy okaz.

Gratulacje.

Dziękuję.

A co takiego pojmałem?

Wampira.

Nie słuchaj go.

Pomóż mi,

pozwolę ci zrobić ze mną, co zechcesz.

Uśmiechnij się.

Długie kły mogą być wskazówką, lecz także mogą mieć naturalne wytłumaczenie.

Trzeba więc szukać dalej.

To stworzenie, jak każde inne, jest dziełem naszego Pana.

Ale z jakiegoś tajemniczego powodu Bóg może mieć wobec niego inne plany.

Wbrew powszechnym wierzeniom, wampiry całkiem dobrze znoszą światło.

Lecz nie zniosą mocnych promieni.

To szaleństwo. Nie ma sensu.

Może pan mieć rację. Może to tylko kolejna anomalia natury.

Badamy, aż znajdziemy dowód nie do obalenia.

Sądzę, że mamy już dowody. Prawda, doktorze?

To wykracza poza naukę i rozum.

Dlatego tu jestem.

Moje dziecko,

mogę cię nazywać Maria?

Oczywiście.

Nazywaj mnie, jak chcesz, ojcze.

- Cała jestem twoja. - Mario,

jeśli odpowiesz na moje pytania, dam ci to, czego pragniesz.

- Znasz moje pragnienia. - Znam twoje potrzeby. Pozwól.

Podejdź bliżej, synu.

Nauka wymaga ofiary.

- Jesteś gotów ją złożyć? - Chyba tak.

Dzielny chłopak.

Co pan robi?

Kilka kropel krwi. Skromny wkład w naukę.

Później postawię ci zupę z soczewicy.

Dziękuję.

Dziękuję.

Mario, pokaż mi szyję, proszę.

Spójrzcie, nie jest wampirem pierwszego pokolenia.

Czyli może być ich więcej?

Bez wątpienia. Od 400 lat szukamy ich źródła.

- Źródła? - Tak.

Mojego pana.

Kim jest?

Jak się nazywa?

- Gdzie go znajdziemy? - Sam was odnajdzie.

- Jest tu? W Paryżu? - Nie. Przybędzie.

Mario?

Kim on jest?!

To książę.

Książę?

Bywa na uroczystościach?

Nie.

Szuka swojej księżniczki.

Księżniczki?

Kim ona jest?

Jak wygląda?

Przepiękna.

Więcej krwi, proszę.

Wystarczy. Nie bądź chciwa.

Jakie wnioski?

Musimy znaleźć księżniczkę, która poprowadzi nas do księcia.

Powodzenia.

To tutaj?

Na końcu tej drogi.

Pomożecie mi z bagażem?

Nie zostawię koni. Zbyt wiele tu wilków.

- Jak miło. - Ma pan krucyfiks?

Nie.

Proszę wziąć mój i go nosić przy sobie.

Dziękuję, ale nie wierzę w Boga.

Oby Bóg uwierzył w ciebie!

W rzeczy samej.

Halo?

Ktoś tu jest?

Przepraszam. Zaskoczył mnie pan.

Proszę wybaczyć moje...

Cóż, dość dramatyczne wejście.

Daj to.

Nie przedstawiłem się. Jonathan Harker, adwokat.

Młody jak na prawnika.

W tym roku dołączyłem do kancelarii Phillips w Paryżu.

Gratulacje.

Dziękuję. A pan?

Vlad Drugi,

książę Wołoszczyzny,

hrabia Drakula.

Ekscelencjo, proszę wybaczyć, nie podano mi pańskiego opisu.

Mój portret nie jest powszechnie znany. Poza tymi murami.

Wspaniałe!

- To gramofon? - Tak.

Nigdy go nie widziałem. Ciekawi mnie...

Może później.

Najpierw kolacja.

Dobrze.

Przepyszne.

Miło widzieć twój apetyt, młodzieńcze.

Wszystko jest smaczne, do tego byłem głodny jak wilk.

Tutaj głód ci nie grozi.

Utrzymanie takiej posiadłości wymaga mnóstwa służby!

Aż nadto.

A jednak nikogo nie widziałem.

Są bardzo dyskretni.

- Pan nie je? - Później.

Spróbuj tego.

Niezła sztuczka.

- Fantastyczny smak! - To przepis, który przywiozłem z Indii.

Dużo pan podróżował?

Już nie.

Ale kiedyś tak.

Odwiedziłem wszystkie kontynenty, przepłynąłem wszystkie oceany.

Musi pan mieć wiele ciekawych historii do opowiedzenia.

Owszem.

Podróżował pan w interesach czy dla przyjemności?

Zajmowałem się wieloma sprawami, lecz teraz jestem na emeryturze.

Moi pracownicy mnie zastępują.

A mój wspólnik, pan Jenkins, zaaranżował tę wizytę.

Jeszcze raz dziękuję, że znalazł pan czas dla mnie.

Mam mnóstwo czasu.

Co pana tu sprowadza, młodzieńcze?

Spośród wielu nieruchomości, które posiada pan w Europie,

interesuje nas jedna -

stare opactwo w sercu Paryża.

Hrabstwo, które reprezentujemy,

zastanawia się, czy nie zechciałby pan go sprzedać?

To chyba ta.

Nie.

Przepraszam, przyznam, że droga tu była dość uciążliwa i wszystko mam w nieładzie.

Co tam chcą urządzić?

Szpital, jak sądzę.

Zbliża się wielka Wystawa Paryska, miasto przyjmie miliony gości.

To nie to.

Opactwo leży niedaleko Saint-Germain-Des-Pres, blisko Sekwany.

Już pokazuję.

Jest pan wierzący?

- Co pan powiedział? - Czy wierzy pan w Boga?

Nieszczególnie.

Woźnica dał mi ten krucyfiks. Stare przesądy mają się dobrze.

Mam to.

Dość rozmów na dziś! Zaprowadzę pana do pokoju.

Zamek jest dobrze strzeżony, ale wolę, by nie opuszczał pan pokoju,

pod żadnym pozorem.

Czego się pan obawia?

Stare zamki kryją wspomnienia, które mogą nawiedzać.

Nie jestem przesądny.

Wielka szkoda.

Pilnuj go.

Elizabeta.

- Dobry wieczór. - W czym mogę pomóc?

Chcę mówić z panem Henrym Williamem Spencerem.

Tak?

Pan wybaczy, że przybywam tak późno,

ale przysyła mnie przyjaciel, doktor Dumont ze szpitala Hotel-Dieu.

- Tam przebywa Maria? - Zgadza się.

- Spotkało ją coś złego? - Tak!

To znaczy nie! Maria żyje.

Dzięki Bogu. Zapraszam.

Niech ksiądz opowiada. Umieram z niepokoju.

Czy jej stan jest stabilny?

Niewiele je, sporo pije, a jednak tryska energią.

To dobry znak.

Czy wiemy coś więcej o tej złej sile, która ją trawi?

Robimy postępy. Ale nauka to długa i kręta droga,

którą można iść tylko małymi krokami.

Piękny dom.

- Należy do korony brytyjskiej. - A korona umie dobrze inwestować.

W czym mogę pomóc, ojcze?

Chcę zobaczyć jej pokój.

- Mogę spytać, czego ojciec szuka? - Niczego konkretnego.

Lecz niczego nie mogę przeoczyć.

Przypomina pan inspektora prowadzącego śledztwo.

Zgadza się. Lecz ja próbuję rozwiązać sprawę, zanim dojdzie do morderstwa.

Zostawię ojca.

W razie potrzeby jestem do usług.

Dziękuję. To bardzo uprzejme.

Tu jesteś.

Księżniczka Elizabeta.

Miałeś nie opuszczać pokoju.

O mój Boże!

Nie wymawiaj tego imienia.

Nie jest tu pożądane.

Jesteś diabłem?

Bóg, zło.

Dwie identyczne siły, dwa umysły walczące ze sobą i pozostające w cieniu.

Jesteśmy tylko ich zabawkami.

Kukiełkami poruszającymi się na ich skinienie.

Nie!

- Zamierza mnie pan zabić? - Tak.

Ale nie od razu.

Czekamy, aż krew wypełni głowę.

Kim pan jest?

Biedną duszą, potępioną przez Boga

i skazaną na wieczne błąkanie się w cieniu śmierci.

Karmię się świeżą krwią.

Najlepiej ludzką.

To nie sprawka Boga. Jest miłością i miłosierdziem.

Myślałem, że nie jesteś wierzący.

Już jestem.

Zabawny człowiek.

Dziękuję.

Twoje ostatnie życzenie?

Chcę poznać pana historię.

Moją historię?

Tak.

Chcę pana poznać.

To twoje ostatnie życzenie? Poznać historię starego człowieka?

Umieram z ciekawości.

"Umierasz z ciekawości"? Bardzo zabawne.

Niech więc będzie.

Opuśćcie go.

Opuśćcie go!

Życie to tylko długa i ciężka droga, przyjacielu.

Śmierć

jest przywilejem, który Bóg daje ludziom, a mnie odmawia.

Choć byłem jednym z Jego najwierniejszych sług.

Co się stało?

Odebrał mi żonę.

Moją księżniczkę. Miłość mego życia.

Zostawcie mnie w spokoju.

Od tamtej chwili żyję, czekając na jej powrót.

Jak długo?

400 lat.

Długo.

Skąd pewność, że wróci?

Czasem czyste dusze mogą się odrodzić.

A ona była najczystsza ze wszystkich.

Zakładam, że nie wie pan, kiedy, gdzie ani jak?

Zgadza się.

Brzmi kiepsko.

Gdybym wiedział to wcześniej, młodzieńcze, zatrudniłbym cię jako mego adwokata.

Tyle czasu jej pan szuka?

To niełatwe zadanie.

Przez stulecia czarna śmierć pustoszyła Europę.

Zginęło niemal 200 milionów dusz, połowa to kobiety.

To czyniło moje poszukiwania jeszcze trudniejszymi,

bo ocalałe kobiety trafiały do świętych miejsc,

gdzie nie byłem mile widziany.

Byłem tak samotny,

że zacząłem zazdrościć nieszczęśnikom, których zabrała śmierć.

Życie bez miłości to najgorsza z chorób, przyjacielu.

Jest jak drobny nieustający deszcz,

który powoli toczy twoje kości,

zamieniając cię w bezkształtną gąbkę, niezdolną stać prosto.

Z czasem choćby twoja miłość była najsilniejsza,

tracisz wiarę.

Mówią, że nadzieja to przyprawa życia.

Wolałbym jednak, by ta nadzieja

mnie zabiła.

Ale wszystko to było daremne,

bo Bóg odmówił mi prawa do śmierci.

Z biegiem lat znika wszelka żądza,

nawet pragnienie śmierci.

Pozostaje tylko

bezbarwna i bezwolna melancholia

oraz nadzieja, że pewnego dnia ją odnajdę.

Nie mogłem odwiedzić każdego zamku, domu ani wioski.

Skoro ja nie mogłem przyjść do niej,

musiałem znaleźć sposób, by to ona przyszła do mnie.

Jak?

- Trucizna? - I kto tu dramatyzuje?

To zapach, który opracowywałem przez ponad stulecie.

Odwiedziłem wspaniały Bagdad,

słynący z ogrodów pełnych tysięcy kwiatów.

Potem ruszyłem w podróż

do Kannauj w Indiach,

gdzie nauczyłem się chwytać dusze najdelikatniejszych kwiatów.

Ale dopiero w Europie moje badania przyniosły owoce.

Najpierw na barwnych polach Grasse we Francji,

gdzie od wieków kwiaty pobudzają ludzką wyobraźnię.

A wreszcie w sercu Włoch,

w cudownej Florencji,

która wówczas była stolicą wszelkich zapachów.

Panie, sądzę, że to właśnie to.

Kolor jest przyjemny.

Kolor jest nieistotny. Zapach jest boski, a efekt gwarantowany.

Zobaczmy.

Może rozsądniej byłoby wypróbować go na zewnątrz?

Nie, to miejsce jest idealne.

Te perfumy

okazały się niezwykle skuteczne i potężniejsze, niż przypuszczałem.

Przyznam, ten okres należał do dość przyjemnych.

W istocie.

Gdy odwiedziłem już wszystkie europejskie dwory,

zakończyłem swą podróż w słynnym Wersalu.

Król, wówczas jakiś Ludwik, nie pamiętam, który.

Wpadł na genialny pomysł,

by zgromadzić wszystkich arystokratów i artystów w jednym miejscu,

by mieć na nich oko.

Nie wątpiłem,

że gdyby Elizabeta powróciła,

znalazłaby się właśnie tam.

Nigdy nie byłem tak blisko odnalezienie jej.

W sercu czułem ten sam zapał, co na początku.

Elizabeta?

Nie.

Jestem Isabelle de Touraine. Lecz jeśli pan nalega, mogę zmienić imię.

Moje zadanie okazało się niewykonalne

i tego dnia nadzieja mnie opuściła.

Wysiłek,

czas

i pieniądze posłużyły tylko światu rozpusty i pozorów,

w którym nie było miejsca na miłość.

Nadszedł czas, by powierzyć szukanie mojej Elizabety innym.

IIe pan ugryzł?

To nie ma znaczenia.

Bo moi pracownicy też nie odnieśli sukcesu.

Wróciłem więc do mojej Elizabety.

Od tamtej pory rzadko opuszczam zamek,

łudząc się, że któregoś dnia uczniowie odnajdą moją ukochaną.

Wygląda na to, że wie pan, co to miłość.

- Tak. - Więc proszę mnie oszczędzić.

Też mam ukochaną, a pan rozdzieli nas na zawsze.

W imię czego?

Boga?

Nie,

w imię miłości.

Jesteś żonaty?

- Oświadczyłem się przed wyjazdem. - Zgodziła się?

Tak.

Pobierzemy się, gdy wrócę.

Jakże niefortunnie.

Jeśli mnie pan zabije, ona umrze z rozpaczy.

Jak wygląda?

Mam tu medalik. W środku jest jej fotografia.

Mój książę,

moja miłości.

Elizabeta!

Nie.

Mina.

Mina?

Ta kobieta jest moja, młodzieńcze.

Ale daruję ci życie, bo to ty ją odnalazłeś.

Zamknąć go!

Muszę się spakować.

Wszyscy na dół!

Zejdźcie tu!

Napełnijcie fiolkę! Szybko!

Przyprowadźcie konie!

Muszę być czysty! Muszę być piękny! Potrzebuję krwi! Dużo świeżej krwi!

Elizabeto,

odnalazłem cię.

To portret kobiety, której nasz książę szuka w Paryżu.

Od ponad 400 lat poszukuje swej ukochanej.

A my śledzimy go równie długo.

Finał tej nieskończonej tułaczki rozegra się właśnie teraz,

tutaj, w samym sercu Paryża.

Jest leworęczna.

Tak. Ważna uwaga.

Ta księga zawiera wszystkie obserwacje,

które moje zgromadzenie zebrało przez stulecia.

- Zna pan niemiecki? - Nie.

Odczytam fragment.

Najpewniej te istoty są takie, jakie są, wskutek boskiej klątwy.

Gottlich verflucht - po niemiecku.

Skoro Bóg daje życie, może też dać śmierć.

Ale może jej odmówić w wypadku ciężkiej obrazy lub bluźnierstwa.

Wtedy winny skazany jest na wieczną tułaczkę.

Co ciekawsze,

Bóg wybacza,

gdy pojawi się szczera skrucha.

Wówczas winny umiera, a klątwa zostaje zniesiona.

Oznacza to, że jeśli uda nam się zgładzić demona,

wszyscy przez niego ukąszeni zostaną uwolnieni od klątwy.

Powiedzmy, że uda nam się odnaleźć demona,

ale jak się go pozbędziemy?

To proste. Wbijemy mu kołek w serce i odetniemy głowę.

Wspaniale.

W innej księdze wspomina się o czosnku, lecz wątpię, by był skuteczny.

- To bardziej w moim zasięgu. - Nie wybiegajmy naprzód.

Najpierw odnajdźmy tę kobietę. Tylko ona może nas do niego doprowadzić.

Dziwne.

- Co? - Ta kobieta z portretu.

Co z nią?

Uderzająco przypomina dziewczynę, którą kazał mi pan trzymać w sąsiednim pokoju.

Madam?

Doktor Dumont?

Tak, czym mogę służyć?

Jestem przyjaciółką Marii de Montebello.

Jest pod pańską opieką, przyszłam spytać o jej stan.

Oczywiście.

- Z kim mam przyjemność? - Mina Murray.

Byłam na ślubie Marii, gdy doszło do tragedii.

Znała ją pani dobrze?

Znała?

Proszę wybaczyć. Ma się dobrze. Jej stan jest stabilny. Przepraszam.

Chwała Bogu!

Istotnie.

Pozwoli pani, że zadamy kilka pytań? To może jej pomóc.

Oczywiście.

Jesteście spokrewnione?

Wcale.

Nie jestem stąd.

Proszę opowiedzieć o waszej relacji, o jej zachowaniu.

Poznałam Marię kilka dni temu

na herbatce,

którą zorganizował jej narzeczony Henry.

Gdy mnie zobaczyła, zaopiekowała się mną.

Nie chciała mnie puścić.

Jakby czuła, że nie do końca pasuję.

Zaprosiła mnie do swego pokoju, rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się.

Było miło.

O czym rozmawiałyście?

O wszystkim.

Była

szczególnie zainteresowana

tematem miłości.

Do tego stopnia, że czułam się skrępowana.

Była podekscytowana.

Czym?

Wszystkim.

A potem nagle...

jakby coś ją opętało.

Czemu poszła pani na ten ślub?

Towarzyszyłam narzeczonemu,

który zna wszystkich.

Jak sądzę pochodzi z bardzo szanowanej rodziny.

Tak pani sądzi?

Tak. Nie wiem tego.

Proszę przynieść wodę.

Drogie dziecko, masz przed sobą lekarza i kapłana,

obaj związani jesteśmy tajemnicą. Możesz mówić bez obaw.

Prawdę mówiąc, ten ślub mnie zaniepokoił.

Miałam złe przeczucie.

Moje zaręczyny nastąpiły tak szybko,

że nie wiem...

Czy go kochasz?

Kocham. Jest cudowny.

Każda panna byłaby nim zachwycona.

Ale ty nie jesteś "każdą panną".

Nie mogę się pozbyć wrażenia, że ja...

Tak?

Jakbym nie pasowała do tej epoki.

Przepraszam.

Myślicie, że jestem naiwna

- i zanudzam was swoimi problemami. - Wręcz przeciwnie.

Zapisze nam pani swój adres?

Oczywiście.

Mieszkam w pensjonacie, póki Jonathan nie wróci.

- Jest pani leworęczna? - Tak.

Radzono mi, bym uczyła się używać prawej ręki.

Proszę tego nie zmieniać. To urocze. Dziękuję za wizytę.

Ja również.

- Pójdę do kaplicy pomodlić się za Marię. - Doskonały pomysł.

Miłego dnia.

Tak, mój synu?

Nie mam dachu nad głową,

nie jadłem od wieków.

I jest mi zimno.

Zaprowadzę go do kaplicy.

Zapraszam.

Dziękuję.

Zostań tu, przyniosę gorącej zupy.

To bardzo miłe.

- Kim jesteś? - Hrabia Drakula, do usług.

Dziękuję za zupę, lecz potrzebuję czegoś pożywniejszego.

Spokojnie,

nie spłoniecie.

Twoje złe czary nie działają w domu bożym!

Czyżby?

W imię Ojca

i Syna

i złego ducha.

Chodźcie, siostry!

Spójrzcie, czym Bóg was uczynił.

Serca z kamienia w uśpionych ciałach,

duszących się własną tkanką.

Uwolnię was z tego więzienia!

Chodźcie!

Mistrzu!

Dobry wieczór.

Szpital jest zamknięty.

Znalazłam ją, mistrzu!

Doskonale.

Dziękuję.

Należy ci się nagroda.

Chodź do mnie, mały chłopcze.

Podejdź bliżej.

Jesteś.

Przepraszam, ojcze, ale doktor Dumont wzywa księdza.

Już idę.

Zniknięcie tego pacjenta musi pozostać tajemnicą.

Może pan na mnie liczyć.

Tutaj.

Stracił dużo krwi. Myślę o transfuzji.

- To by mu się spodobało. - Oczywiście, przepraszam.

Używa przyjemnych perfum.

Nie zauważyłem.

- Jak uciekła, skoro była skuta? - Miała wspólnika.

- Mężczyznę? - Kręcił się po szpitalu.

Jego rysopis?

Około trzydziestki, elegancki, bogato ubrany.

Niebieskie oczy, wysoki.

Mina jest w niebezpieczeństwie. Musimy ją ostrzec.

Zimno ci, moje dziecko?

Nie, zawsze lubiłam patrzeć na ogień.

- Spodziewasz się gości? - Nie. Sprawdzę.

Maria?!

- Jesteś zdrowa? - Owszem!

- To cud! Cieszę się. - Spokojnie.

Zło znikło tak szybko, jak przyszło. Nie mówmy już o tym.

Jak się czujesz?

Doskonale! Gotowa świętować swój powrót.

Doktor Dumont cię wypuścił?

Mam tyle energii, że nie mógłby mnie zatrzymać!

- A twój narzeczony? - W Szkocji!

Spójrz, co mam.

- Ubierz się, idziemy. - Dokąd?

Trzy bilety na dzisiejsze uroczystości! Proszę bardzo.

- Trzy? - Przyjaciel,

o którym ci mówiłam, jest w mieście i nie może się doczekać, by cię poznać.

Ubierz się! Szybko!

- Dokąd mnie prowadzisz? - Do Grand Hotelu.

Podają cudowną gorącą czekoladę, musisz spróbować.

Wiem, moja przyjaciółka jest piękna, ale czuję się urażona.

Wybacz,

twoje piękno wnosi światło do miejsca pełnego czarnych surdutów i cylindrów.

Prawda!

Madame, to zaszczyt

i przyjemność znów panią widzieć.

Spotkaliśmy się już?

Może we śnie.

Mam dziwne wrażenie, że znamy się od dawna.

To bardzo romantyczne.

Straszliwie.

Proszę wybaczyć.

Zdaje się, że zgubiłem rozum i maniery.

Vlad Drugi, książę Wołoszczyzny,

hrabia Drakula.

Miło mi pana poznać.

Mario?

- Obiecałaś mi gorącą czekoladę. - Tak, ale najpierw odrobina zabawy.

Wybacz!

Spójrz! Chcę zobaczyć wystawę.

Boże, jakie to piękne.

Patrz, kobieta z brodą.

Mina!

Chodź!

Widzisz? Piękne.

Panie i panowie, proszę o ciszę. Nakarmię bestię!

Jest piękna.

Tu jest strasznie!

Maria?

Tędy.

Ona chce strzelać.

Brawo, Mina!

Pozwoliłem sobie przygotować poczęstunek przed wieczornym widowiskiem.

Doskonale!

Nie wypada odwiedzać mężczyzny, którego dopiero co poznałyśmy.

Nie martw się, nie puszczę twojej ręki.

I jak?

Cudownie.

Nie wiem jak ty, ale ja umieram z głodu.

A ja z wyczerpania.

Dobrze.

Usiądź tu, księżniczko,

a ja przyniosę gorącą czekoladę.

Dziękuję za przyjęcie zaproszenia.

- Pański apartament godny jest króla. - Jestem tylko księciem.

Przepraszam.

- Mieszka pani w Paryżu? - Nie,

na wsi, gdzie życie płynie spokojniej.

Lubi pani spokój?

Ani trochę.

Kocham naturę.

Ptaki,

drzewa

i wiatr, który je rozśpiewuje.

A pan gdzie mieszka?

Rodzinna siedziba to stary zamek

u stóp Karpat, w Rumunii.

Znam tam tylko zimę i samotność.

Kocham zimę.

Jej surowe krajobrazy.

Ale moi rodzice marzą o Andaluzji.

Może to wspomnienie innego dawnego życia.

Być może.

Mogę coś pani pokazać?

Tak.

Piękne, co to takiego?

Pozytywka.

Wielu sądzi, że wynaleziono ją w XVIII wieku w Szwajcarii.

Lecz tę znalazłem u handlarza w Konstantynopolu.

Pochodzi z XV wieku.

Niezwykłe.

Podarowałem ją żonie.

Jest pan żonaty?

Owdowiałem.

- Proszę wybaczyć. - Wybaczam.

Wciąż działa?

Oczywiście.

Poznaje pani tę melodię?

Wydaje się znajoma,

ale gdy sięgam pamięcią,

nie wiem skąd ani kiedy...

Szukaj dalej.

W sercu,

na skórze, w duszy.

Czujesz mnie, Elizabeto.

Jakim czarem mnie pan omamia?

Żadnym.

Dręczy mnie wspomnienie mojej żony, jedynej miłości.

Tak bardzo mi ją pani przypomina, że staję się niespokojny.

Nazywała się Elizabeta

i kiedy mnie pragnęła, grała tę melodię, a ona niosła się echem po zamku.

To był znak, by biec do niej.

To wzruszające.

Ale jestem Mina.

Mina Murray i za kilka tygodni wychodzę za mąż.

Oczywiście. Proszę wybaczyć, że obarczam panią wspomnieniami.

To dawne rany, które pani obecność znów otworzyła.

Szczerze za to przepraszam.

Proszę.

- Nie mogę. To zbyt cenny przedmiot. - Daru się nie odmawia.

Może ta melodia obudzi wspomnienia.

Mina! Chodź!

Zaraz się zacznie, zostało 10 sekund.

Trzy!

Dwa!

Jeden!!

To tutaj.

Dziękuję za cudowny wieczór.

Minęła wieczność, odkąd czułem tyle...

szczęścia.

To słowo stało się panu obce?

Moja żona zabrała je ze sobą.

Dobranoc.

Dobranoc.

Jonathan?!

Co ci się stało?

Myślałem, że już cię nie zobaczę.

- Musi odpoczywać. Jest wycieńczony. - Co mu się stało?

Wiesz, gdzie był?

Niezupełnie.

W zamku, w którym był więziony

i z którego cudem zdołał uciec.

Wiesz, do kogo należy ten zamek?

Nie.

Do dobrego przyjaciela Marii - hrabiego Drakuli.

Tego, który zaraził ją i innych.

Nie.

To pomyłka. Hrabia jest czarujący.

- Spotkałaś go. - Tak.

To dżentelmen w każdym calu, odprowadził mnie nawet pod drzwi.

Nie rozumiem.

- Jak was znalazł? - Wszystko wydarzyło się tak szybko.

Maria przyszła do mnie i powiedziała, że ją wypuściliście.

Maria uciekła, powaliła trzech strażników

i wyssała większość krwi z mojego sekretarza.

Co? Nie wierzę.

Usiądź.

Uspokój się, bo to, co usłyszysz, będzie trudne do przyjęcia

i jeszcze trudniejsze do zrozumienia.

Ten człowiek jest hematofagiem.

Żywi się wyłącznie świeżą krwią. Głównie ludzką.

Jest wampirem.

Tak.

Gryzie swoje ofiary, zwykle w szyję, i wysysa krew aż umrą.

Niektóre oszczędza, wtedy same stają się wampirami.

Mój Boże!

Maria jest jedną z nich. Muszę się upewnić, że ty nie.

Ależ skąd.

Nigdy mnie nie dotknął ani nie znieważył, zachowywał się jak dżentelmen.

Używa perfum, eliksiru, który uwodzi ofiary, odbiera im wolę i hamulce.

Możesz być pod jego urokiem i nawet o tym nie wiedzieć.

To straszne.

Racja.

Łatwo to sprawdzić.

Mogę obejrzeć twoją szyję?

W porządku.

To prawdziwy cud.

Proszę.

Tędy.

Dobry wieczór.

- Ciszej. Goście śpią. - Przepraszam.

Co pan robi? Będę krzyczeć!

Nie bój się. Nie skrzywdzę cię.

- Tak? - Jasno mówiłam o zasadach w tym domu -

żadnej muzyki po ósmej wieczorem, a jest już po północy.

- Proszę wybaczyć, nie zauważyłam godziny. - Dobrze.

Jeśli jest pan dżentelmenem, za którego się podaje, opuści pan ten pokój.

Rozumiem. Moje uszanowanie.

Nie tędy! Tak, jak pan wszedł.

Co pan robi? Nie może pan skoczyć, jest zbyt wysoko!

Czekałem niemal 400 lat, by znów cię ujrzeć.

- Jeśli chcesz, bym odszedł, tak zrobię. - Tak.

Ale zabraniam panu zabijać się pod moim oknem!

Wolisz, bym umarł dalej?

Tak! Nie! Tak!

Proszę zejść z balkonu.

Okłamał mnie pan!

Ani razu.

Uwodzi mnie pan czarem, jak swoje ofiary.

Mam takie perfumy.

Ale nigdy ich przy tobie nie użyłem.

- Pije pan krew swoich ofiar. - Tak, lecz ty nie jesteś ofiarą,

- tylko moją miłością. - Ciszej!

- Moją jedyną prawdziwą miłością. - Kim pan jest, by tak do mnie mówić?!

Jestem potępionym.

Martwym człowiekiem, skazanym przez Boga na wieczne życie.

Czemu Bóg miałby to zrobić?

Bo zabrał mi ciebie.

Więc go przekląłem i odrzuciłem. Wbrew temu, co mówią, nie lubię krwi.

Choć twoja ma smak wyborny.

Bez niej byłbym tylko odpychającym starcem,

na którego nie zechciałabyś nawet spojrzeć.

To tylko słowa.

Czarujące słowa, by mnie zwieść!

Masz rację, słowa potrafią zwodzić. Weź moje dłonie.

One nigdy nie kłamią.

Powiem ci prawdę o sobie i o tobie.

O tym, kim naprawdę jesteś.

One ci przypomną, jak lubiły pieścić

twoją twarz,

szyję i biodra.

Pamiętasz, co mi powiedziałaś?

Dbaj o siebie, mój książę,

mój królu...

Moje życie.

Bo nie przeżyję bez ciebie.

Ukochany.

Tak bardzo tęskniłam.

I ja.

Chcę być z tobą na zawsze.

Weź mnie.

Nie mogę.

Dlaczego?

Weź mnie. Chcę, żebyś mnie wziął!

Masz przed sobą całe życie.

Ja mogę ci dać tylko śmierć.

Chcę być twoim ciałem i twoją krwią.

Proszę, mój mężu.

Proszę.

- Dumont? - Tak?

Ten zapach.

Ten sam co w szpitalu.

Te same perfumy.

On tu jest.

Boże!

Wyszli.

Ale dokąd?

Jest tylko jedno miejsce.

Wygląda na to, że Mina zniknęła.

Z nim?

Niestety.

Ten człowiek to diabeł.

- Trzeba go powstrzymać. - Tak.

Czy potrafisz zaprowadzić nas do jego zamku w Rumunii?

Tak.

Nie możemy wyruszyć bez przygotowania, bez pomocy.

Myślę, że znam kogoś, kto nam pomoże.

Henry William, amore mio!

Tęskniłeś za mną?

Oczywiście. Modliłem się za ciebie codziennie,

- ale co się stało? To cud? - Tak!

Bóg wysłuchał twoich modlitw.

Oto jestem, zdrowa i gotowa kochać cię do końca życia!

Henry, wariowałam bez ciebie.

Kiedy wyszłaś ze szpitala? Prosiłem, by mnie zawiadomili.

Wiem. Wyszłam zaledwie godzinę temu i od razu przyjechałam.

- Jesteś zdrowa? - Oczywiście!

Nie zanudzaj mnie pytaniami. Nie cieszysz się, że mnie widzisz?

Ależ tak.

Henry, brakowało mi twoich ramion,

tych pięknych dłoni

i ust!

A zwłaszcza szyi.

Mario!

Jak śmiesz?!

Jezu! Co zrobiliście?

Spokojnie, to da się wyjaśnić. Wszystko wytłumaczymy.

Moja krew!

Coście zrobili?

Spójrzcie!

Cały dywan we krwi!

Coś ty zrobił?!

- Kochanie... - Milcz!

Nie!

Witaj w domu.

Przyjaciele,

księżniczka Elizabeta powróciła.

Pozwól mi z nimi porozmawiać. To nie potrwa długo.

Panie,

są już na twoim tropie i wkrótce cię znajdą.

Myślę, że czas odejść.

Dziękuję za troskę.

Ale wreszcie jesteśmy w domu.

Nie ma już dokąd iść.

Weź to.

Myślę, że nie będę już potrzebował twoich usług.

Odejdź w pokoju.

Elizabeto.

Mój książę.

Myślisz, że Bóg nam wybaczy, że tak bardzo się kochamy?

Bóg jest miłością.

Zrozumie.

A jeśli nie, niech idzie do diabła.

Dowiedzą się, co znaczy zbudzić smoka.

Zostań tu.

Tam. Tam śpi w swojej trumnie.

- Nie chciałbym tam spać. - Wszyscy tam trafimy.

Otwierać!

To on.

Jest w środku.

Tak go nie zabijecie.

Zostaw to nam, ojcze. Tym razem się nie wymknie.

Obiecałem, że cię oszczędzę. Nie każ mi zmieniać zdania.

Więc to ty jesteś tym księdzem, który nas ściga od tylu lat.

Tak,

ale zapewniam, że nie przyszedłem tu walczyć.

Ja też. Walczę z Bogiem. Jego słudzy mnie nie interesują.

Nie walczysz z Bogiem, synu, tylko ze sobą.

Nie. Walczyłem i zabijałem w Jego imieniu.

Żyjemy i oddychamy w Jego imieniu.

Czemu chciałby, byśmy niszczyli to, co stworzył?

Człowiek zabija w swoim imieniu, a ty znów to robisz.

Piękne słowa. Bóg wysłał cię tu, byś mnie zabił.

Wysłał mnie tu, bym cię ocalił.

Bóg chce mnie teraz ocalić?

Po tym, jak przez stulecia odmawiał mi prawa do śmierci?

To nie kara, tylko szansa.

Pokutuj dla swego zbawienia.

Ona jest moim zbawieniem.

A ty jesteś jej zgubą.

Potrzebuję więcej czasu.

Otwierać!

Elizabeto!

Klątwa zniknie, jeśli ja zniknę. Odzyskasz wolność.

Ale ty jesteś moją wolnością, moja miłości. Gdzie ty, tam ja.

Drakulo?

Wierzysz, że ją kochasz, ale oczekujesz, że poświęci dla ciebie życie!

Proszę, nie odchodź. Zostań.

Twoja dusza wciąż należy do Boga.

Jeśli ją kochasz, pozwól jej wrócić do życia, a ty wróć do Boga.

Ukochana.

Drakulo!

Nie!

Otwórz drzwi!

Otwórz, proszę.

400 lat temu prosiłem księdza, by Bóg ocalił moją żonę.

Nie zrobił tego.

Czy tym razem usłyszy moją modlitwę?

Bez względu na wszystko

tylko ty możesz odmienić przeznaczenie, synu.

Ocal ją, a zaznasz spokoju na wieczność.

Niech tak będzie.

Śpiesz się, zanim zmienię zdanie.

Proszę!

Wstrzymać ogień!

Dlaczego mi to robisz, moja miłości?

Bo cię kocham.

Ja też cię kocham.

Mina?

Klątwa złamana.

Doskonale.

Wszystko będzie dobrze.

Dziękuję.

Auf Wiedersehen.

Tak.

DRAKULA. HISTORIA WIECZNEJ MIŁOŚCI

FILM LUCA BESSONA

Tłumaczenie na zlecenie Monolith Films: Olga Krysiak

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.