All language subtitles for Przyłbice i kaptury - odc 1 Porwanie

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Jest początek XV wieku.

Zakon krzyżacki, osadzony przed 200 laty w ziemi chełmińskiej przez Konrada

Mazowieckiego, podbił ziemię pogańskich Prusów i nawrócił ich przemocą na wiarę

chrześcijańską. Po ślubie wielkiego księcia litewskiego Władysława Jagiełły

królową polską Jadwigą, dobrowolny chrzest Litwy odebrał sens istnienia

krzyżackiego. Nie było już pogan do nawracania.

Lecz wojna była żywiołem rycerzy zakonnych. Dawała im łupy i sławę. Rosło

napięcie między zakonem krzyżackim a polską. Obie strony szykowały się do

decydującej wojny. W konflikcie tym zakon bronił swego istnienia. A Polska i

Litwa dążyły do odzyskania zagrabionych ziem i odsunięcia grożącego im

niebezpieczeństwa. W okresie poprzedzającym zbrojne starcie...

Poza rozgrywkami dyplomatycznymi obie strony starały się wszystkimi sposobami

rozpoznać siły i zamiary przeciwnika.

Nie licz dłużej na moją cierpliwość.

Najwyższy czas, żebyś zaczął mówić.

Chcę wiedzieć jedno.

Jaką drogą przekazywałeś wiadomości do Polski?

Nie wypominaj mi mojej łagodności.

Wiesz, co cię może czekać.

Zdradziłeś Zakom, chociaż przysięgałeś mu wierność.

Przysięgałem Bogu, a nie łotrom i mordercom.

I wiem, że przede mną teraz tylko jedna droga.

Mylisz się.

Dróg do piekła jest wiele.

Pomyśl o bólu, którego nikt nie jest w stanie wytrzymać.

Przekazywałeś wiadomości temu drugiemu i co dalej?

Które te one szły? Kto wam pomagał?

Podaj imiona, a uratujesz życie.

Nie powiesz teraz.

Powiesz za pół godziny.

Ale będzie to najstraszniejsze pół godziny twojego życia.

Nic nie wiem.

Nic więcej nie wiem.

Zaczynajcie.

Zaprosiliśmy Was Ojcze.

bo znana nam jest twoja lojalność wobec zakonu.

Sytuacja staje się poważna.

Jutro udaje się na objazd naszych zamków granicznych.

Wojna? Wielki mistrz?

Może i wojna.

Przeciwko Litwie.

Nadeszła wreszcie pora, żeby zapolować na obydwa lisy, Witolda i Jagiełłę.

Czegoż zatem chcecie ode mnie?

Abyś i ty, dostojny ojcze, dopomógł zakonowi w jego trudach nad

przygotowaniem zwycięstwa.

Ja?

O szczegółach opowie brat Kuno.

Jak mało jest życia w człowieku.

Jak wiele grzesznej pychy.

Zabrać mi to kierwo.

I natychmiast przyprowadźcie tego drugiego.

Ten, którego stąd wynieśli, poznał to na własnej skórze.

Umierał wiele godzin, ale ciebie

pomęczymy znacznie dłużej.

Będziesz zdychał powoli, chyba że powiesz nam wszystko, co chcemy

Wtedy, kto wie, może nawet darujemy ci życie.

Od zbyluta nie dowiedzieliście się niczego, bo on nic nie wiedział.

Znał tylko mnie.

A ode mnie nie wydobędziecie ani słowa.

Nigdy.

Wydobędziemy.

Możesz być tego pewien.

Nie takim jak ty otwieraliśmy usta.

Zaczniemy od ognia.

Za chwilę poczujesz zapach palonej skóry, ludzkiej skóry.

I będzie to twoja skóra.

Dlatego musimy mieć jeszcze więcej informatorów niż mamy teraz.

Ale co ja mogę zrobić?

Reprezentujecie przecież ojcze potężny zakon Cystersów, który w Polsce ma swoje

klasztory.

Musicie znaleźć pretekst, ale dobry, żeby rozesłać po tych klasztorach

zaufanych braci.

Muszą tam osiąść?

I bacznie przypatrywać się, co się dzieje wokół.

Rozumiem.

Chcecie pewnie, by wyruszyli jak najszybciej.

Należy ich wysyłać kolejno, nie naraz. To mogłoby wzbudzić podejrzenia.

Niech mówią, że przybyli z Niemiec, Czech, Węgier, a nawet Italii.

Ale muszą znać dobrze,

Kraj, z którego przybywają.

Ale jak będą przekazywać świadomości?

Podacie nam ich imiona i miejsce pobytu.

W odpowiednim czasie znajdą się tam nasi ludzie.

Ich hasłem rozpoznawczym będą słowa.

Chwała Najświętszej Marii Dziewicy, która zdeptała węża.

Muszą wtedy odpowiedzieć.

A wężowi biada.

Zapamiętam te słowa.

Cieszę się, czcigodne ojcze, że nie odmawiacie nam swojej pomocy.

Ale mam jeszcze jedną prośbę.

Chcę, żebyście wysłali pismo do swojego starego przyjaciela.

Kapelana u wdowy po Jakubie z Sośnicy.

Brata Legona? Tak.

Cóż mam pisać do niego?

Treść pisma przekażę wam kontur von Lichtenstein.

No. Na mnie już czas.

Laudetur Jezus Chrystus.

Dobrze to wymyśliliście i możecie być pewni, że was nie zawiodę. Mam w

zaufanego człowieka, kupca, przez którego będą wam przekazywane

Nas interesuje zamek.

Bądźcie spokojni. Wszelkie informacje o polskich planach i posunięciach króla

dotrą do was bezłocznie.

Chodź, siostrzyczko.

Przyniosłam ci koszulę i ręcznik.

O, jak się cieszę, że tu jesteś.

Ja też się cieszę.

Dobrze mi tu u was.

Szkoda, że tak rzadko tu bywam.

Tylko robi się tu niezbyt bezpiecznie.

O, dlaczego?

Mój banko jest innego zdania.

Ale dobrze, że tu jesteś. Od śmierci ojca nigdy nie czułam się tak

Przy mnie czy przy Benku?

Przestań. Tylko nas nie pomyl.

Przestań.

Benko!

Piękna jesteś.

Daj spokój.

Cieszysz się, że brat przyjechał?

Po śmierci ojca tylko on mi został.

Benko, jak myślisz?

Czy on tu długo zostanie?

Nie wiem.

Tak bym chciała.

Czuję się jak nowonarodzony. Moja siostrzyczko, niech cię wreszcie

A, miałeś, chłopie, szczęście.

Taka dziewczyna to skarb.

Nie musisz mi o tym przypominać. Dosyć gadania.

Jesteś głodny?

No.

Chodźcie, przygotowałam coś.

Czarny!

Czarny!

Przykuj się szybko do drogi.

Na Boga.

Uli, kto cię tak nagle sprowadza? Nie ma czasu, wyjaśnię po drodze.

Dopiero to przyjechałeś, Bert.

Może wiecie coś przed drogą?

Wybacz, siostrzyczko.

Postaram się wrócić jak najprędzej. Już ruszam, jeno się trochę ogarnę.

Konia!

Do jutra postawcie go na nogi.

Panie, on ledwo dycha.

Nie obchodzi mnie, jak to zrobicie. Chcę, żeby był gotów do drogi.

To jest rozkaz. Ale on ledwo... Durniu, rób, co ci każę!

Wento! Niklaus!

Odpowiada cię głową za to, żeby dojechał do Malborka cało.

Nie oszczędzać koni! Przed zmierzchem musimy być na miejscu.

Drogę!

Czarny!

Co to za rozbój w biały dzień?

Ośmielacie się napadać na rycerzy zakonnych!

Odpowiecie mi za to!

Pogadasz sobie później.

Teraz rzucaj miecz i w konia.

Już nie wierzyłem, że za życia cię zobaczę.

Puśćcie na bono.

Albo go zakłuję jak śmiaka.

Puść go.

Puść go.

Inaczej zginiesz.

Ty i ten drugi.

Mogę zginąć, ale i on zginie. O resztę nie dbam.

Oddalcie się teraz prędko, pozostawiając konie. Liczę do trzech. Raz!

Dziękuję ci.

Dzielnie się spisałeś.

No i co, Jaksa?

Zabili z bylota.

Dobrze, że choć ty masz to już za sobą.

Jestem ci winien życie.

Nie gadaj.

Ważne, że jesteś znowu z nami.

Jak się dowiedziałeś?

Ulich widział, jak was pojmali.

Dał nam zaraz znać.

Czekamy tu już dwa dni.

Dokąd cię wieźli?

Do Malborka.

Nie wiem, co chcieli ze mną zrobić. Opowiesz później. Musimy się szybko

bo jeszcze Donenberg gotów zdążyć z odsieczą. A gdzie jedziemy? Do Polski.

Trzeba trochę odpocząć.

A twoi ludzie?

Jak się stąd wydostaną?

To miejscowi znają tu każdy krzak.

Broń chowamy tam, gdzie zwykle.

A co z tym?

Puśćcie go wolno!

Dzięki. Dzięki, panie. Dzięki.

Dzięki.

Idziemy.

Sowa, śpij.

Nie mogę spać.

Powinni już być.

A jeżeli nie przyjdą?

Daj spokój.

Olik zna tu każdy kamień.

Chyba to oni.

Nareszcie.

Witajcie. Ciężka droga.

Po deszczach przez bagna trudno przejść. A za to dużo meldunków od naszych

ludzi.

Jak Saza wjezie je do Krakowa?

Kraków ładny gród, co?

Duży. Duży.

Większy od Malborka?

Kraków? To Kraków. Jeżeli można zbudować coś większego od Malborka, to znaczy,

że wszystko można.

Tylko, że Kraków daleko, a Malbork blisko.

Krzyżacy wyłupią z nas ostatni grosz, ostatni worek zboża.

W zeszłej niedzieli ograbili całą wieś, a ludzi pognali Bóg wie gdzie.

Wiemy o tym. Ale czy król o tym wie?

Cały czas idą wieści do Krakowa.

Ty to wiesz najlepiej.

Ale czy to dochodzi do Jagieły?

Po to tym się zajmujemy.

I ty także.

Już świta.

Czas nam w drogę.

Prowadź. Nim słońce stanie wysoko, będziemy na granicy.

Czarny. Na rechcie w Polsce.

Żyję dzięki tobie, Czarny.

Co chcesz ty? Nie gadaj.

Dzięki ci za wszystko.

Zobaczymy się jeszcze kiedyś?

Kto wie.

Kto wie, może mnie tu jeszcze kiedyś przyślą.

Na razie będzie do ciebie przyjeżdżał ulik.

Jak sam.

Oddasz to w Krakowie księdzu Andrzejowi.

Oddam. Powinienem tam być za jakieś dwie, trzy niedziele.

To do zobaczenia.

Do zobaczenia.

Bywajcie. Bywajcie.

Boże,

dlaczego?

Dostałem właśnie pismo od brata Egon 'a, w którym donosi mi, że matka... a twoja

wzywa cię natychmiast do sośnicy.

Nie płacz.

Nie płaczę.

Jesteś matce potrzebna.

Bo chociaż brat Egon nie podaje powodów tak nagłego wezwania, to...

Zważ, kochanie, że podążyć

na wezwanie matki...

Jest twoją powinnością.

Jechać więc musisz.

Dobrze. Pójdę przygotować się do drogi.

Una... Będzie mi ciebie bardzo brakowało.

Przez te pół roku, odkąd zamieszkałaś ze mną, pokochałem cię jak rodzoną córkę.

Ja też cię kocham, wujaszku.

Bóg da, że się wkrótce zobaczymy.

Ucaluj matkę ode mnie.

Żegnaj, moje dziecko.

Do widzenia, wujesz.

Ostrożnie.

Niech cię Bóg prowadzi.

O, tak.

Bert,

dopiero przyjechałeś.

I zamiast pobyć trochę z nami, ciągle gdzieś jeździsz.

Taki już ze mnie włóczyki, siostryczko.

Nigdzie nie tak to jest miejsce.

A gdzie Benko?

Przy drzewie.

Jak się macie, czyśle?

Ulik, robisz jakbyś się z siekierą urodził.

Przydałby się na stałe.

Nic z tego.

Musisz dzisiaj wyjechać, Ulik.

Czekają na ciebie.

Koniec zabawy.

To chyba ty się zabawiasz.

Jeździsz nie wiadomo gdzie.

Ulik.

Idź, szykuj się do drogi.

Chcę z tobą pogadać.

Chodź, usiądźmy.

Widzisz, ja nie jeżdżę nigdzie dla zabawy.

Mam tu pewne zadania.

I chciałbym, żebyś mi w nich pomógł.

Co jakiś czas, co tydzień, czasem co trzy, zjawi się u ciebie ulik.

I przywiezie coś takiego.

Jeśli zjawi się ktoś inny, wtedy wymieni hasło. Orzeł silniejszy odstępa.

Powtórz.

Orzeł silniejszy odstępa.

Dobrze. Wtedy włożysz tę strzałę do swojego kołczana i pojedziesz do

Tam ją oddasz furtianowi w pałacu biskupim.

A co będzie, jak nie pojadę?

Teraz jesteś już nie tylko gospodarzem, Benko.

Aha, jeszcze jedno.

Zaraz wyjeżdżam do Krakowa. Nie wiem, kiedy wrócę.

Opiekuj wizytą.

Czaty teraz niepewne. Podwój traży.

Nie musisz mi o tym przypominać.

Zaczekajcie! Zaczekajcie!

Pozwólcie jechać z wami.

A wy kto?

Ja człowiek spokojny, panie.

Z ziemi świętej jadę, sprzedaję relikwie. Nie będę wam na przeszkodzie.

Wkoło tutaj zbojców pełno, samemu niebezpiecznie.

Pozwólcie mu jechać z nami. Wygląda na uczciwego.

No niech Bóg Wam wynagrodzi, panienko.

Zostawcie to, panie. Mam coś lepszego w piłkach.

Tak? A co takiego?

Miód!

Najlepszy w świecie.

Ojcowie w Wąchocku go wyrabiają.

Uciekaj!

udał się do swojej siostry, która razem ze swoim mężem mieszka w pobliżu

północnej granicy.

A ja przybyłem prosto do Krakowa.

Jakie wieści przywozisz?

Do Malborka i innych zamków stale przybywają nowi rycerze z zachodu.

Całymi oddziałami.

Prowadzą ze sobą swoje zbrojne poczty.

Nigdy dotąd wieści nie przychodziły do nas w takiej liczbie i tak regularnie

stamtąd.

To dobrze.

Zwiększyliśmy znacznie siatkę postrzegaczy i obserwatorów.

Teraz wieści będą nadchodziły regularnie i to z różnych miejscowości.

Zamieszkasz w gospodzie pod Turem.

Wejść!

Wielmożny podkanclerzy Tromba prosi was do siebie.

Dobrze.

W porze posiłków bądź zawsze w gospodzie, żeby można się było odnaleźć

potrzeby.

I pamiętaj, że moim ludziom nie wolno się wydawać w żadne awantury.

W żadne bijaku.

No, chodźmy.

Dobrzeście się spisali z Czarnym.

Dobrze. Odpoczywaj. Dziękuję wasza wieloletnia.

No, dawno nie mieliśmy okazji, żeby porozmawiać.

Istotnie.

Jakoś to nie składało. Miałem dużo pracy, wyjeżdżałem. Ale swoich własnych

interesów nie zaniedbujecie.

Oto wykaz waszych wydatków za ostatnich kilka miesięcy.

A podskarbie mówi, że żądacie jeszcze więcej. I to teraz, kiedy każdy grosz

nam potrzebny jak nigdy dotąd.

Król żąda dokładnych informacji.

Musiałem zwiększyć ilość ludzi.

Król żąda, król żąda. Ale za jaką cenę?

Czy wasi ludzie kosztują nas zbyt drogo?

Zwłaszcza jednak, że wieści nigdy dotąd nie dochodziły do nas tak szybko i tak

systematycznie.

Wiemy o każdym niemal kroku krzyżaków. Mamy swoich ludzi po wszystkich miastach

zakonnych, przy kościołach, w słodowniach, po gospodach, oberżach.

Mamy też punkty, do których postrzegacze dostarczają wieści. Są to przeważnie

plebanie. gdyż duchowieństwo niższe wywodzi się z ludności miejscowej.

Ci proboszczowie ślą wieści przez granicę, do Kapituły, do Włocławka, a

tamtejsze biskupstwo ma swoje stacje i gońców specjalnych. Stacje z

rozstawionymi końmi. Tak więc wieści przychodzą do nas do Krakowa zaledwie

dni po ich wysłaniu.

To wszystko wiem.

I tak ludzie, którzy nieraz z narażeniem życia zdobywają dla nas wiadomości, nie

biorą za to pieniędzy.

a resztę kosztów ponosi biskupstwo włocławskie.

Niepotrzebnie mi to powtarzasz.

A nad kosztami musisz się zastanowić.

Chodzi także o bezpieczeństwo najjaśniejszego pana, którego, jak

łatwo.

Nieraz należy to robić wbrew jego woli.

Dejście!

Sekretarz Kancelarii Królewskiej, kanonik Dunin, o podsłuchanie prosi.

wejdzie.

Oto

najpilniejsze pisma.

Pozostałe przyniesie Jędrzej Zbrochociec.

A czym się tak martwicie, księże kanoniku?

Od kilku dni zdaje mi się, że was coś niedobrego naszło.

To nic wielkiego, wasza wielewność.

Martwię się o moją siostrzenicę.

Będzie już ze dwie niedziele, jak pojechała do swojej matki, do Sośnicy.

I do dziś nie mam od niej żadnej wieści.

O, nie turbujcie się tym zbytnio. Na pewno za kilka dni pismo od niej

dostaniecie. Rzekliście, że pisał do was ksiądz Egon?

Tak.

To wy go znacie?

Nie.

Tak to ja zapytałem.

Pochwalony? Na wieki wieków.

Gdzie jest ten człowiek? Taka w komnacie.

Pochwalone imię pańskie.

Na wieki wieków.

Ktoście?

Jestem Radomir z rodu Jarota.

Sośnicy.

Macie list od Uny?

Mam wprawdzie list.

Ale od waszej siostry.

Tutaj zdążyłem się już dowiedzieć od służby, że Unisława ponoć wyjechała dwie

niedziele temu do Sośnicy.

Co to znaczy ponoć?

Co wy mówicie?

Jak wyjeżdżał trzy dni temu, jeszcze jej tam nie było.

O Boże.

Wielmożna Anna przysyła to pismo.

Zaniepokojona, że mimo wezwania córka do tej pory jeszcze nie była.

To bardzo dziwne.

Przecież myślałem, że dawno już jest na miejscu.

Co robić, Radomirze?

Na Boga poleć coś.

Nie mogę skupić myśli.

Cóż można zrobić, wasza wieledność?

Skoro wyjechała dwa tygodnie temu, co się miało stać,

już się stało.

Stało się to niemożliwe.

Nie mówcie takich rzeczy.

Poruszę cały dwór.

Uproszę jego dostojność kanclerza.

Niech szukają.

Cały poczet brak zwozem.

Nie mógł się przecież zapaść pod ziemię.

Cały poczet przecież nie mógł zniknąć bez śladu. Dlatego właśnie ciebie proszę

pomoc. Ludzie wojewody nie trafili dotąd na żaden trop.

Ustalono. że na pierwszy nocleg Orszak zatrzymał się w Krzeszowicach.

Dopiero potem wszelki ślad po nich zaginął. Nie znaleziono ani wozu, ani

z ludzi, żywego czy umarłego. Nic.

Najmniejszego śladu.

Zawsze dostają jakieś ślady.

Wszystko zależy od tego, kto ich szuka.

Nie bądź taki złośliwy.

Poleć swoim ludziom, aby szukali. Są sprytniejsi.

Jakże miło słyszeć ust waszej dostojności taki komplement.

Może jednak warto włożyć na nich te drobne sumy?

Księże Andrzeju, od wielu lat pracuję z Duninem i zależy mi na tym, aby mu

pomóc.

Zajmę się tym.

Wejść, proszę.

Przyszedłem pożegnać się z waszą wielbnością.

Wyjeżdżam.

Nic tu po mnie.

Więc żadnej nadziei?

Ciągle nie mogę w to uwierzyć.

Nadzieja.

Łudziliśmy się, że może wezwanie o okup przyjdzie do Sotnicy, do matki Unisławy.

Ale przecież dzisiaj dostaliśmy wiadomość stamtąd.

Żadnego znaku.

Modlić się tylko możemy.

W Bogu nadzieja.

I my modlić się będziemy.

Żegnam waszą wielbność.

Śpisz?

Nie, nie śpię.

Boję się.

Czego?

Nie wiem.

Wydaje mi się, jakby coś złego szło z lasu.

To noc.

Nocą złe wychodzi z lasu i straszy ludzi.

Przeżegnaj się i śpij.

Anko.

Ale ja to czuję także i w dzień.

Wtedy chciałabym uciekać jak najdalej.

Nie bój się.

Jestem przy tobie.

Chciałabym zawsze być z tobą.

A może być inaczej?

Przecież wiesz, że Cię miłuję.

Na miłość boską.

Kto to?

Kim jesteście?

Jak tu weszliście?

Jeśli się chce.

Można wejść niezauważonym.

Wasza gospodyni wyszła.

Jesteśmy sami w domu.

Proszę się niczego nie obawiać, wasza wielebność.

Przybywam z wieścią ważną dla was, jak myślę.

Czy... Czy od niej?

Tak, od niej.

Mów, że więc człowieku prędzej gdzie jest.

Co się z nią stało? Jest żywa i ma się dobrze. Ale gdzie na Boga?

Niestety tego nie wiem.

Polecono mi tylko, by wam powiedzieć, że jest żywa.

Jak dotąd nic jej nie zagraża.

Polecono?

Kto zatem jest twoim panem?

Zakon Najświętszej Marii Panny.

A więc to...

To zakon ujął waszą siostrzenicę.

Przyznajecie się do tego tak otwarcie? Bo musicie to wiedzieć, że czekaliśmy z

wiadomością, aż pościg stanie się daremny.

Zatem to zakon.

To wy ją porwaliście, że też piekło was nie pochłonie.

Ale biada, jeżeli ją tkniecie.

Opanuj się.

Zachowaj spokój. Będzie ci potrzebna, żeby zrozumieć, co ci chcę powiedzieć.

Ja nie potrzebuję twoich rad.

Chcę znać cenę za dziewczynę. To wszystko.

Właśnie po to tu jestem, by ci ją podać.

Ale my nie chcemy pieniędzy.

Czego więc chcecie?

Abyś wykonał nasze polecenie.

Polecenie? A jakież polecenie wy mi możecie dawać?

Na dworze króla sporządzasz tajną korespondencję.

Chcemy znać treść pism, jakie wymieniają między sobą...

Król Jagiełło i księże Witold.

Jak śmiesz.

Po roku, jeżeli dobrze wykonasz swoje zadanie, dziewczyna będzie wolna.

Ręczy ci za to zakon całą swoją potęgą i mocą. Ty psie!

Ty!

Starady żądasz ode mnie?

Chcesz, żebym jak Iskariota upadł na samo dno piekła?

Po co te puste słowa?

Zachowaj je dla swoich owieczek.

Czyżby.

Zastanów się.

Gniew przesłania ci rozsądek.

Twoja śmierć nie uchroni dziewki! O Boże!

Boże mój, Boże!

Szatany!

Rozważ to wszystko dokładnie, bo mnie już więcej nie zobaczysz.

I nie próbuj zwieść zakonu, bo potrafi on sprawdzić, czy mówisz prawdę.

A zdradę ukażemy tak samo, jak odmowę współpracy. W jaki sposób masz

wieści, dowiesz się później.

A teraz... Zostań z Bogiem.

Bądź litości.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.