Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Cześć, witajcie na moim wykładzie.
Zobaczymy.
Panie Włatwy, dzień dobry.
Dzień dobry.
Dziękuję bardzo.
Nie ma o czym mówić.
To może wpadnie pan do nas dzisiaj.
Nie, nie, nie, nie.
Pan nigdy nie przeszkadza.
Pan nigdy nie przeszkadza.
Koniecznie proszę.
Tak, tak, tak.
I wzwieźmy nasze oczy i serca do nigdy chyba.
Bo tam...
jest...
Jak co?
Jak Góziczków sto.
Wielki bałwan, ale nie jest...
Podobno w przyszłym roku, ale też jeszcze większy.
A za dwa lata większy niż pała skultury?
Co za bałwan to wymyślił?
I po co?
Bo święta są.
No święta są.
Ludzie cierpią, bo nie mają co jeść.
O tym powinniśmy rozmawiać w telewizji, a nie w wielkim bałwaniu.
Czerpie.
Nie wiesz co?
Bóg się urodził, kochanie, a ja cierpię.
Kochanie...
Potoszą!
Miałeś iść na kalepę spać!
A nie strzyra mi śnieg!
Czami mi atakować wol!
A cholera wiecie, ty tymi nogami chodzisz.
Powiedzisz, głównak, po dwórkach.
Patologia!
Chyba, chyba ty!
Albo jest swój zdary.
Ramówka sama się nie wypełni.
O, jest nasza gęste społecznego reportażu.
Aniu, jaki mamy mi ustnia?
Wędka rzucianego złobił rekordowego karopia.
Dobre to jest.
Nie no, szef, ja żartowałam.
Biedne dzieci z ośrodka promyk.
Przygotowują jasełka dla ubogich i potrzebujących.
O biednych dzieciach to nie.
Tam to jest dobre.
W temacie.
Mikołaj się rodzi w stajence, tu jest ten bałwan i do kompletu facet skarbnie.
Na bogat.
Chrystus.
Słucham?
Chrystus się urodził w stajence, nie Mikołaj.
No to gdzie Mikołaj się urodził?
W Toruniu.
Dobra!
Czekaj, gdzie perfume?
No nie.
Musiałby gdzieś zostać.
A co w taksówce?
Albo w samolocie, albo na lotniszku.
Dobra, trudno.
I tak mamy dla przemka dużo prezentów.
Bluza, skarpety, sfeter.
Tak, ale to jest jego ulubiony sapon, wiesz.
Jak ulubiony to sobie kupi.
Wiesz, że sobie nie kupi.
No nie kupi sobie.
Nie kupi, to nigdzie miał.
Dobra, ocz kupimy mu najlepszy prezent dla starego kawalera.
Jaki prezent?
Alkohol.
No a co my w ogóle będziemy robić?
Słuchaj, chociaż on się święta, się świętuja.
Wiesz o to.
Chrystus Pan Bóg się urodził, nas oswobodził, oswobodził
nas od matek, żon, kochanek.
I my możemy w związku z tym robić
wszystko.
A najlepsze w tym wszystkim właśnie jest to,
że nie musimy robić nic.
Rozumiesz?
I tak będziemy.
To będzie najspokojniejsza nasza wiedzienia.
W tym roku, w tym roku.
Bardzo do dendrona mamy.
A co myślałem, że to jest taki rodzaj
fiskusa.
Arturek.
Arturek.
Arturo.
Arturo.
Dzień dobry, Pan Melior.
Melior.
Szanowny panie Meliorze.
O cholera.
Chciałbym pan osobiście wręczyć sądowy nakaz eksmisji dla panów.
Jak się sprawi?
Ano w taki, proszę pana, straszne.
Ano w taki, że pan niestety,
a w sobie na szczęście musze się z mojego domu wyprowadzić.
Ale jak?
Nie wiem jak.
Byle szybko.
Od sześciu miesięcy pan nie płaci.
Od sześciu miesięcy nie odpowiada pan na wyzwanie.
Ale sobie wypraszam.
Płacić miała moja dziewczyna, to znaczy była dziewczyna.
Panie Meliorze, niech pan zabiera swoje rzeczy z mojego domu.
Nie, ale ona powiedziała, zostaj.
Zostań ze swoimi koleżkami i ja odchodzę, ale zosta.
I tak powiedziała.
Proszę pana.
Niejmy to przy sobą, jest wigilia.
No właśnie, jest wigilia.
I tak pan się zachowuje.
Człowieka na bruk pan bywala.
Wigilię.
Gdzie polska gościnność?
Poza się dodatkowy talerzyk na stole wigiliwym stawia.
Wiesz co?
Trzeba się być zmywał.
Przecież mieliśmy razem spędzić wigilię.
Wiesz co?
Ale niby gdzie?
Wziąłbym to, wiesz?
Bo to wiadomo, że tu się wiesz.
I co to jest?
A to proszę zostaw i spalw moje.
I to jest potrzebne do pracy.
A, czyli pracuje pan?
Tak, i nie płaci pan.
Bo rok raz w roku za to się pracuje.
Gdzieś tu miałem taki...
Szczepana zapłaciłaś ten rachunek za gaz?
A do kiedy trzeba?
No do wczoraj.
No wiesz jak to jest.
Biedni, ale szczęśc.
Zakładzę po świętach.
A zmienisz mi Mak?
I skończymy drzewko genealogiczne.
Tato, chodź.
Prawę w Cię Stefankowską znalazłam.
A co ty, szczepan mi tutaj, babcie Stefankowską
z zagrobów wyciągasz.
No zlituj się, Wigila jest.
No właśnie.
A w Wigilię rodzina jest najważniejsza.
Wiesz co?
Z moją rodziną to się nawet na zdjęciach źle wychodzi.
Ty, Karinta, to świetnie wychodzisz na zdjęcia.
Ale nie z moją rodziną.
Tato, masz?
Mam, mam klej.
Będzie dobrze.
A ty się pan zabijesz z tą drabiną?
Nie, nie, nie.
Bo świętach przyjdą mniej.
Dziś potrzebuję.
W Wigilię to panie, wiesz pan czego człowiek potrzebuje?
Miłość.
Kup pan dzieciakom prezenty.
Ale pan pierogów.
Święta ludzie też pracują.
Dekarze, strażacy, malarze.
Znaczy mam na myśli malarze pokojowe.
Znaczy nie w sensie pokoju, tylko ścian i sufitu w pokoju.
Tak.
Dobra, idź pan w pokoju, bo twardwiętów pozabijasz.
Przepraszam.
O, a to jest ciotka Aurelia.
Czy jakiś facet, chociaż ma wąsy?
Faktycznie.
A nie, bo to jest Adolf, to jest
try Adolf.
Czyli to jest brat bliźniak, ciotki Aurelia.
A to jest ciotka Aurelia.
Też ma wąsy.
Miałam bardzo dużą rodziny, wiesz.
Miała dużo dzieci?
Akurat dzieci to w ogóle nie miała.
Ale miała wielu mężów.
I oni mieli dużo dzieci.
A tu kogo powiesimy?
Tu to powiesimy w uja małrycego.
A kto to?
To jest brat twojego dziadka ze strony mamy,
czyli brat ta ty mamy.
Bardziej wrednej i fałszywej osoby w życiu nie spotkałam.
No co ty mówisz?
Stary, wredny, fałszywy dziad.
Wszystkimi manipulował, nawet rodzina chciał sobie kupić.
A Melka?
No trzeba Melka.
To nie ma co stwarzać pozorów.
No w każdej, nawet najlepszej rodzinie zdarza się czarna owca.
I w mojej rodzinie to jest właśnie wój małrycy.
A gdzie ma jego zdjęcie?
Właś i Karina mamy zdjęcie wójka?
Raczej na szczęście zdecydowanie nie.
Może do niego pojedziemy?
No, koniecznie.
Właśnie, to jest super pomysł.
Dawno wójka nie widzieliśmy Karina.
To jest bardzo zły pomysł.
Karina to jest najbliższa rodzina, no.
Ty wiesz co?
Pamiętasz jak on ci jakiś taki naszejnik, taki duży obiecał i...
Szczepan, brędzej po ubie dostaniesz niż złamaną złotówkę
od mojego wójak.
No ja nie chcę żadnej złotówki.
Ja chcę zdjęcie wójak, od wójak, na drzewo.
Przywiezeli, przywiezeli, pasterzy.
No, przywiozłem, bo po prostu z Kanady.
Siężko w Polsce o to.
Przemek.
Cześć.
Majka.
Ale uwaga, uwaga, uwaga, nakręgamy.
No, przytulnie.
No, przytulnie.
To jest oznaka stacet słości.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Cześć.
Cześć.
Dania.
Cześć.
Cześć, Majka, jestem.
A znary, gdzie ty znaleźłeś taki cudowny.
Na korcie.
Przemek był moim trenerem.
U, trenerem.
No, ładnie tu macie.
Tak, podoba ci się?
Fajnie.
A gdzie choinka?
No, ma taką zbo liczną.
No to tak, to na pewno nie może być.
Ja wracając z banku kupuję trzękę.
Jak ci zależy, to kupię.
Ja kupię, ty byś Majkę podrzucił.
Ja sobie po razy sama naprawdę.
Ale nie ma sprawy.
Ja ogarnę samo zakupy.
Na pewno?
Ja mogę też zrobić zakupy, spokojnie.
Poczekaj, chwileczkę, ale dlaczego ty musisz wszystko robić sam?
Dlatego, że w naszej paczce zawsze wszystko kupował
Damian.
Głównie alkohol.
Ale namówili mnie też raz na kupno żaglówki.
Trzy lata spłacałem kredytę, a oni sobie...
Poczeka, ale co, nie opłacało dzisiaj?
Co?
Opłacało.
Tak.
Proszę pana, przepraszam.
Zatrzasnęłeś, ja używam pomocy.
Jak się zatrzasnowałeś?
Poczekaj, no.
No, poczekaj już, ej.
Jak toś zatrzasnowałeś?
Dzięki.
Nie.
Łapcie go!
Łapcie ludzie, pomóżcie!
Łapcie go!
Łapcie go!
Złodziej!
Złodziej!
Policja!
Policja!
Łapcie!
Co tu się dzieje?
Łamywacz!
Nie, bo zwłaszcza mam do remony.
Ale łapcie go!
Łapcie go!
Policja!
Łapacz!
Złodziej!
Policja!
Nie ma żadnych prezentów.
Zostawij się!
Stop!
Stop!
Ustawij się!
Trzy z razem!
Już!
Do góry ręca ponieść!
I stać i czekać!
Cicho!
Kompletnie ciszy.
Dobra.
Ty bachurówia psów.
Ja rozumiem, że to jest dodatkowo opłatne.
Mówiłeś, że się nie będzie.
Ale jestem w giliny cud.
Powiedziałeś, że pierdzielisz tę robotę, że nie będziesz
się robił debila, psiadupa i jeszcze powiedział mi, że...
Nie łap mi za słowa dobrze.
Powiedziałem, że przejęzyczyłem się.
Boże święte, dawaj ten worek i idę do gówniarzy.
Mel, my już mamy, Mikołaja.
Zdrajce!
Mikołaj, a gdzie brzuch?
Wrzucić go?
Nie, nie trzeba.
Już wychodźcie.
Jeszcze będziecie błagać na kolamach żółtów.
Wrzuć!
Psiadupa!
Mikołaj!
Testosteronowy Mikołaj!
Ma krzyzę strzyki w mózgu natura.
To co?
Bindasz wschody?
Nie znożę tego.
Ja wina.
Jadysz wina?
O co?
Bidamy wschody.
Wiesz, chegaram.
W pierwszym?
Nie, co się tu opali, nie?
Ściubnęła.
Tata, kupić czy coś specjalnego?
Nie, czekam.
Zrób pięknych zdjęć, a kochanie, bo ludzie kupują
oczami.
Pamiętaj.
Dobrze, nie będę długo.
Chodźcie.
W problemsie.
Ciebie na pewno nie podrzucić?
Jeszcze jest 21 wiek i mam nawigację.
Dziękuję.
Ale nie w tym kierunku, w tamtym.
Nie wydaje mi się, dobrze.
Pa.
Karinale, powiedz mi po co ty się tak denerwujesz od razu?
No przecież to jest wuj, no.
Wuj, twój, wuj.
Strejna, to jest rodzina.
A rodzina w wigili, już tyle razy to mówiłem.
Rodzina w wigili, jest co?
Najważniejsza.
Co ty powiesz?
A przede wszystkim, to nawet nie jest twoja
rodzina, tylko moja.
Bo twoja rodzina szczepam jest tutaj.
Ale jeżeli ci się nie podoba, to bardzo proszę.
Zostaw nas, jedź sobie do niego.
Ale co mi się nie podoba?
Przecież ja nikogo nie chcę zostawiać, co ci
się nie podoba?
Karina, ja od miesiąca próbuję zebrać całą rodzinę do kupy.
Żeby wszyscy byli razem w kupie.
W święta!
I wuj Maurycy też, bo bez wuga to jednak nie wszyscy.
Nie jadę, rozumiesz?
Ja nie mam ani ochoty, ani przyjemności oglądać tego starego.
Wuja.
Karina, rodzina to nie są tylko przyjemności.
To są też obowiązki.
Wuj jest to po prostu stary, schorowany, fizycznie
nie dobagający człowiek, który prawdopodobnie w ogóle już
nawet nie żyje.
Złego diabli nie biorą.
Gdzie ty masz serce, Karina?
W dupia.
Chodź troszeczko i jedziemy odwiedzić Wuja Maurycego.
O nie!
Jak ty chcesz to sobie jedź, bardzo proszę, prawda, wolna.
A ja jestem matką i ja nie pozwolę,
żeby moja córka po ludziach się błąkała, jak jakaś bezdomna.
Bezdomna!
Wiesza!
A nie możemy po prostu zadzwonić do Wuja
i zapytać go, czy jeszcze żyje?
Może by jakiś zdjęci przesłał?
Trzywaja dzieci, już za chwilę dowiemy się,
co znajduje się w szufladce z datą 24. rygnia.
Proszę.
Proszę pani, okradnie.
Proszę pani, jak i stron.
Trzymajmy.
Trzymajmy.
No, co?
Jeszcze troszeczkę.
Dobra, stop, stop, stop.
Świetnie.
Dyszka się naleził.
Za co?
Za miejsce, specjalnie dla szanownej pani trzymała.
A strasz miejską mam dowołać?
Kapuś.
Zobieć się ten samochód.
Paj!
Zobieć się ten pies ostrej!
Dzień dobry.
Cześć.
A, cześć synie.
Co tam masz?
Perfumerio karłeś?
Błędy trzydziestoletnie.
Czajrów wsiąwał przesługa i dał.
Synek, mówię ci.
Ja nie ukradłem.
Wuj Andrzej, wuj Tadeusz, wuj Chironim.
Mauryc jest twój mały.
Sygnały jest.
Wało.
To, że ojciec jest patologia, to nie znaczy, że syn...
nie odbiera.
No trudno.
Najwyraźniej nie chcę z tobą rozmawiać.
A jeżeli naprawdę nie żyję?
Zobieć się ten samochód.
Dziękuję.
O mało mi nie uciekł.
Pokaż plecak.
To moje.
Co masz w plecach?
Pokaż, co masz w plecaku.
Ziem na Wigilię.
Z mustymi rękami to głupia miłość.
To wszystko?
No.
A to też twoje?
Wiesz, tylko czy to jest taki zegarek?
Dostałam go od taty.
Zegarek od taty nosisz w plecaku?
Żeby nikt nie widział.
Chodziach nosisz taki.
O, policja wszystko wyjaśni.
Idziemy.
Idziemy.
Nie wierzę.
Nie wierzę, że uległam tej waszej paranoi, twojej
paranoi szczepnej.
To nie żana paranoja, że jest długo znu.
Zwykła ludzka serdeczność.
Tutaj nie mydle oczu jakąś serdecznością.
Dzi powiem więcej.
Jestem pewna, że staremu dziadowi nic nie jest.
Siedzi sobie teraz w swoim zamczysku przy kominku
i pierdzi na wszystko i wszystkich.
No i bardzo dobrze.
To sobie popierdzimy wspólnie przez godzinkę.
Potem wiesz, słyszymy życzenia, zrobimy zdjęcie i wracamy
na wieki, gdzie dodałam.
Ty coś kombinujesz szczepan?
Kombinujesz mi.
Ty nie kombinuj.
Jesteśmy mam?
Zostaw to nie dla ciebie.
Za kogo?
Do promyka.
Jakiego promyka?
Da potrzebujących dzieci.
Mama, mama tu ma swoje dziecko, najbardziej potrzebujące.
Wiesz, mama?
Miało cię nie być mówiłeś.
Mówiłem, ale mam problemy lokalowe.
I być może nawet mama zostanie tutaj na
dłużej.
Nie zostaj, nie zostaj.
Nie, dlatego że dobiegasz pięćdziesiątki.
A zachowujesz się jak gówniarz.
Wiecznie nie masz roboty.
Jedyne, co tylko Wilja robi, zatego Mikołaja.
Dzisiaj akurat nie robię.
To po co ty ciuchy?
Bo pralfi nie mam.
A co ty masz?
No co ty masz, powiedz!
Żony nie masz.
Domu nie masz.
Syna od Wielkiego Dzworu widujesz.
Bo pojechał z mamą w góry to co
miałem zabronić?
A ty go kiedyś w góry zabrałeś?
Wstęp!
Dwa lata na utrzymaniu kobiety byłeś.
Równo uprawnienie jest chyba, nie?
Co?
A wolałaby mama, żeby ona była na moim
utrzymaniu?
Nie tak cię wychowywałam.
Nie jak, nie jak.
Ustatkuj się.
A nie czekaj tylko memę.
Memę.
Mamyś mnie memo.
Czyli mama mnie wrzuca, tak?
Z tego pieroda mi matka odmawia.
Od ustu dojmuje.
Zwigilnie.
Ja, ja się nie będę czackał.
Ja matkę pokażę.
Ja pokażę.
Co pokażesz?
No co?
Pójdę pod most, tak jak mama chcę.
I matki, jedyny syn pierworonny, jednorodzony, będzie
po prostu pod mostem.
Jak pies żył, bezdomny.
Przestań, synu.
Ja po prostu chciałabym, żebyś to był przezwoitym człowiekiem.
No to nie będę...
Zostotę je ułatwę, bo jest post cholero jedna syna.
Maria, nic.
Co za skompiradła na tym świecie.
No!
To do mnie!
Proszę, kocher.
Wołała mnie musia?
Psiad, typa.
Polisja ma dziś taki, jak ja.
Czy pan, jak wygląda resocjalizacja w zachodach zamkniętych,
w ogóle nie wygląda.
W ciągu ostatnich lat na kolady spadają ciastycznie.
A skąd to taki moment?
Ojciec mówił.
Do uwierzenia?
A bo to raz?
W ciągle tam jest.
Mówi, że więzienie to jego drugi dom.
A zakłady poprawcze to względarnie młodocianych przestępców.
Czekali, żeby w ląk się ze mnie młodocianę przestępca?
Ukradłeś.
No bo byłem głodny.
Jak ktoś jest głodny, to kradnie butka.
Nie mieli butki, wziąłem to, co było pod ręką.
Na 100 młodocianych zamkniętych w poprawczakach resocjalizacja udaje
się tylko i wyłącznie w siedmiu procentach.
Przestań.
I może pan sobie nawet wytuknować?
Przestań.
Musi to nas kiedyś...
To znaczy...
Wy musicie to nas kiedyś przyjechać.
Jak kupimy dom, to...
Kupujecie dom?
A, kupujemy.
Damę się uparu.
Powiadam kiedyś o takim wiesz...
Domu moich marzeń...
Nad jeziorem, z własnym pomostem, z kominkiem.
Tak?
I dokładnie taki znalazłem.
Musimy tylko sprzedać mieszkanie babci już.
Szkoda.
Szkoda, ale nigdy czy nie wrócę.
W kanadzie.
W życiu jest dużo łatwiejsze, więc...
No, a ty jak?
Śczęśliwe?
Z Leną?
No.
Bardzo.
W lutym planujemy się pobrać.
Wow.
Jak się osiąpczyłeś ok.
pierścianek w torcie kuczokolada?
Nigdy mi nie zapomniesz.
No wiesz, złamałam ząt.
Leczny.
E, co z tego?
Bolało.
Ale nie to złamałeś.
Jeszcze nic.
Zjedliśmy picę, uznaliśmy, że skoro jest nam dobrze.
Ale co, nie kupiłeś się pierścianka?
No nie, na to mnie zależy.
Przemek.
Każdy na tym zależy.
Nawet, jak mówię, że nie.
E, gdzie ty idziesz?
Chodź.
Mikołaj, bohater, który wigilnie ratuje, że się człowiekowi.
To piękna historia.
Musimy go znaleźć.
Hania wyśmieni reportera na miejsce.
Sieci już jest.
No to tym bardziej musimy się pospieszyć.
Dobra, da informacje na pasku, że go szukamy.
Może się zgłosić, może ktoś do nas zadzwoni.
Krzysiu, a co ty jesteś taki niezadowolony, co?
Wolałbyś informacje o Balwankar montować?
Dzisiaj jest wigilię.
No tak, wigilię to jest taki czas, żeby
pomagać, żeby nie iść ludziom na dzieje.
Ja wszystko rozumiem, tylko jakoś tak akurat dzisiaj
wieczyłem, że wrócę wcześniej do domu.
Krzysiu, spójrz na tego gościa.
Tacy ludzie nadają naszej pracy sens.
Przecież powinniśmy pokazać tych, którzy pomagają.
No to jest nasza misja, nie czujesz tego?
Ja czuję, że będę jeździmy pierogi.
Pierogi.
Mikoł.
Dostanę coś za 750?
Tak, nic.
Chcesz podać?
Myślę.
Ten?
Może ten?
Ten.
Dlaczego?
Niebieski.
A zawsze lubiłaś niebieski, nie podoba ci się?
Podoba, piękny jest.
Pokaż.
Pasuje.
Tak, ale dolena ma pasować.
Przepraszam.
Proszę pana, przeprosisz tych państw, i oddasz wszystko,
co układłeś.
Rozumiesz?
Tak.
Halo?
Tak, tak, tak.
Mam draginę.
Nie długo będę.
Wyjechali.
Poświęta chodnam.
Szkoda, żeby pan tak tracił czas.
Gdzie mieszkasz?
Podasz mi swój adres?
Nie wrócę do starych.
Nie dzisiaj.
Dlaczego?
No, bo jest wigilia.
A wigilię raczej spędzę się w jakimś fajnym
miejscu.
Domu nie jest fajnie?
Gdzie zamierzałeś spędzać wigilię?
Organizujemy przedstawienie, we środku.
To, to taki dom dla wiernych dzieci.
Pokaż, gdzie to jest?
Po co?
Może porozmawiam z twoją wychowawczynią.
Jest tam jakaś opiekunka?
Nie spędza pan świąt ze swoją rodziną?
Nie w tym roku.
Tak się jakoś złożyło.
Nie wiem, czy pan jest ty na pana przyjmie.
Spróbować można.
Starszego mężczyzna uratował święty Mikoła.
To prawdziwy wigiliny córki.
Lubujemy ustawiczki, umyły tutaj wczoraj.
To pan.
Nie.
Ale nie zakończano.
Młody taki był.
Przestolny.
Jak im da?
Bliżski pokój.
Do tego polityka podobnie.
Do tego wie pan.
To już na niego głosował.
W życiu na niego nie głosowałem.
Huberta Satera pan zna.
Duży taki.
Łysy.
To do niego też nie podobnie.
Święty człowiek.
A czy ja mógłbym kogoś pozdrowić?
Pozdrawiam siostro Cecylji i gę siostry.
Ciostro, pamiętam.
Na chwilę przed wypadkiem monitoring miejski zarejestrował jakiegoś
Mikołaja.
Dokładnie tak wyglądał.
Dużo broda, ta czapka.
O, pewnie broda.
Co, nie pan?
Telewizji pokazują, że to pan.
Telewizja kłamień.
A ten to kto?
Ten to ja.
Ja!
Ale zaraz może wijać, może nie.
Dzisiaj nie pamiętam.
Nikt dzisiaj nie mówiłem.
Tak, już w firmie?
Coś pan taki skromnie.
Jecz pan do tych telewizorów bohatera szukaj.
Nie, to mi jest zjechać chętnie.
No nie ma pan jakiegoś małego śledzika czy coś.
Będzie to wielki zaszczyt dla mojej małej gastronomii.
To może po dwójni śledzik, dobrze?
Ma pan jakieś roski jeszcze?
Roski ich nie ma.
Ale są mąż.
To po dwójni śledziki po dwójni mąż.
Jakby tak można było.
Wspomnij pan o mojej skromnej gastronomii.
Gdzie wspomnij?
A wspomnij, no pewnie, że wspomnij.
No ja.
Mamy go.
Kogo?
Mikołaja?
Tak.
Przecież jak mi się bacza i wódkę piję.
Wódkę?
Widocznie bardzo to przeżył.
Dobra, jadę tam.
To przedstawienie.
Ty szekujesz od 3-4 miesięcy.
Dużą pracę, ale jest super.
A ta pani już z tym nawiążąca to
poznała twoich rodziców?
Nie było wyjścia.
Musiałem znaleźć ojca i przewiedź do środka.
Zapraszkę się zgodzi.
Z panem będzie trudniej, ale coś wymyśli.
Pamiętam, że pana rodzice nie żyją albo...
Bo nie żyją.
Naprawdę?
Słuchaj.
Przykro mi.
Dawaj pan.
Pan to zamarznie.
O matku.
Bardzo panu dziękuję.
I koledze, bo przecież panowie są parą.
Widzę, że miałem straszne syny i to koszmarie
takie, że nie mam domu i zasobów finansowych
na przeces kompletnie.
No właśnie.
Konstancji nie ma w domu?
O co dziwny.
Pani Malwina była, pani na pogrzebie.
Gdzie?
Nie żyje babcia.
Co też mówisz?
Wyszła do baru albo na bazarek.
A wy jak długo już jesteście po śrubie?
My no pięć, pięć lat, pięć.
A dzieci macie?
No pewnie, czwóreczkę mamy tak.
Dwóch chłopców i dwie dziewczyny.
Świetnie.
Pozdrufcie, Konstancji.
Pozdrawiam.
Pani Malwina do mnie zwoni.
Teraz w tygodniu mówi, że posprzątała u babci.
I na to, że babcia nie żyje, a
ona żyje, po prostu robi jej zakupy.
Na szczęście o tym też zapomina.
Pamiętasz?
Czekaj, czekaj, czekaj.
No ale...
Malwina, czekaj.
Malwina, czekaj, malwina, czekaj.
Nie, nie, nie.
Cholera, nie tu wciążaj!
Oddawaj moje dzieci!
Ja ci dam zachęty!
Ja ci dam!
Zabomniałem, że ten dom jest taki wielki.
Jest trzerażający.
No muszę uczyć, to straszę.
Bardzo.
To co masz?
Proszę, co?
Kalinka?
Co, ta twoja rodzina się chyba zjechała?
Świetnie.
Piesały świąt.
Biedny wujek.
Masz roślinką ręce?
Jestem, dziękuję bardzo.
Jeszcze tylko widelczyk.
Proszę bardzo.
Dziękuję bardzo.
Co panu?
Co?
Nie.
No, nie.
Anna Wiśniewska bardzo mnie miło.
Przyjechaliśmy, kiedy tylko dowiedzieliśmy się.
Do domu, nie do szpitala?
Jeszcze nie wiem, w którym jest szpitala, sprawdzam.
A w jakim jest stanie?
Wala wam, nie.
Przepraszam.
Może słuchajcie, my niczego nie wiemy, a Wójtan
leży sam.
Sam w tym szpitalu, rozumiecie?
To jest przerażające.
Jest dzisiaj z nami wyjątkowe człowieka.
Jest ten suratowy wójka.
Prawdziwy bohater.
Pan?
Merchior.
Pan Merchior w Dzień Wyginiejny zrobił coś niesamowitego.
Święty człowiek.
Ja go znam.
Ja też go znam, to jest świetny facet.
Taki wrażliwy na swój sposób.
Zawsze gotowy.
Do pomocy.
Panie Merchiorze, jak się pan czuje jako bohater?
To się nie czuje.
No ale jednak uratował pan człowieka.
Nie zawahał się pan.
Se nie przypominam.
A to masz woleci?
Co to się u mama zna, Nikola, ja?
Oczywiście, że tak.
Cała połowa chyba ma bardzo...
Bardzo dobrze go znam.
Nawet do stałodniego ruzgę.
Bo była niegrzeczna.
No nie wiem, bo tak to ostatnio to
miałem nawet dzisiaj takie zarzuty, że ja nie
mam swojego wieku, bo to niczego nie dożadłem,
że nie mam żadnej stałej pracy
i w ogóle żadnego tachu nad głową i tak dalej.
Bezdomny?
No tak się akurat złożyło, że mimo świątecznego
dnia zostałem na zbity łeb wyrzucony z mieszkania
mojej dziewczyny, że niby nie płaciłem, a przecież
jest równouprawnienie, nie?
Ja zawsze walczyłem o równouprawnienie kobiet i mężczyn.
W sensie, żeby tak samo kobieta i mężczyzn.
No to nic nie dało.
To jest niesamowite.
To zacznie niezwykłe jest pana zaangażowanie.
Ratuje pan ludzi, walczy o prawa kobiet.
No dobrze, ale...
gdyby pan miał powiedzieć w jednym zdaniu, co pan czuje?
Głód.
Ja czuję głód, bo ja nie jadłem nic od rana.
Głodny, biedny, ziębnięty.
To jest człowiek, który skoczył w płomienie, żeby
obcej o sobie ratować życie.
Dla państwa, Pan Lew Ślowska.
No i świetne byłeś.
Prewalacja, zabieram się do snu.
Ale po co?
Jak to po co?
Żeby nie jeść ludziom dobrą nobinę.
Ale komitują mam dzisiaj bardzo dużo sprawdzałatwienia na mieście.
Ale poczekaj, ludzie cię potrzebują.
Potrzebują takich jak ty, bohaterów.
Kogoś, kto im powie, nie mam nic, a mimo to pomaga.
No musisz jakoś do nich dotrzeć.
Niech ktoś ich nie dociera.
Ja już tyle w życiu przeżyłem.
Ja jestem dotarty na wszystkie strony, jak świetna maszyna.
Niech ktoś idzie za mnie, dziękuję bardzo.
Nie, ale poczekaj, ludzie potrzebują pokrzepienia.
Dobrze, pierożki, moje pierożki.
Gdzie są pierożki?
Podgrzewo.
Super, dzięki.
Pierożki?
Tak, pierożki, pierożki, pierożki.
Jak koszt firmy?
O, ostatnio.
Nie znam.
Udla się ty mi pierożka.
Dziękuję bardzo.
Chodź.
Nieprzybyś Pan zrobił, żeś Pan z tymi telewizorami nie pojechał.
A co ten dzisiaj idiota robił?
Żebym to ja takiego staruszka uratował i żebym
to ja, miał takie swoje pięć minut sławy
w telewizorze, to ja bym Pan nie tak powiedział.
Żebym...
Co ja bym gadał do?
Pan mówi, no, zaczął pan zanim Pan mówi,
co by Pan mówi?
Ja bym i wszystkim, bez urodzenia w tej
telewizji, tak wygarnął.
Tak wygarnął.
I komu?
Całej Polsce bym wygarnął i wszystkim, którzy we
mnie, nie wierzyli.
Teściowi też jeszcze bym palecie, bo chcą wyrzucił.
A Matka?
Moja mamota już, dziesięciu lat nie żyje.
A moja żyje.
Proszę bardzo.
Przepraszam.
Proszę.
Czy pani się ziadka wie, czy mama oglądała telewizję?
Tak to, chyba, czy wyszła?
Dobra, to jak wrócił, to nie jej powie,
żeby oglądała cały czas telewizję.
Dobrze?
To u nas...
Co się stało?
Ja ten fami.
Siematka dowie jakiego masyna.
Co tu są za ludzie, Tato?
Rodzina?
Coś, to jest Natalia, córka pierwszej żonówują Aurycego
i mężowie Rafał i Michał.
Ma dwóch mężów?
No, bo Rafał to jest ten obecny aktualny,
a Michał ten przed poprzednim.
I Bernadetta, obecna żona Michała.
A tam z tyłu widzisz ten pan, taki
elegancki, to jest Łukasz.
Łukasz nie ma żon, ma męża, Albina.
Kuprali się w Holandii.
Dziwe.
A Merko?
Pozłóź, bo, zobacz, to jest tak.
Jeżeli dwie osoby się kochają, tak naprawdę, to
niezależnie od tego, jakiej są pójście...
Przyszerznięte to.
Dziwne, że w Holandii oni u nas.
No, no, to niestety wiedzieli.
A to jest Marilla.
Siostra z trybieczna twojej mamy.
A ten ksiądz?
Nie wiem, ksiądz, jakiś, chyba po koniecie przyszedł z...
Albo z ostatnim namaszczeniem.
Józiu, skup się, proszę Cię.
Ale przypomnij, ja bez Pawełka nie mogę.
Ale nie myśl o Pawełku, myśl o tym, co grasz.
Grabina!
Pawełek, cześć.
Marciłam cię o Ciebie.
Nie dało się wcześniej.
Spotkałam para Wojtka.
Dzień dobry, już dna zawistowska.
Ojciech Kamiński, miło.
Możemy pożyczyć?
No?
Czy możemy pożyczyć?
No, no tak, proszę.
Super!
A to, to, to, to...
Ostrożnie, ostrożnie.
Pan Wojciech jest bezdomnie.
Stracił rodzice.
Pozwolisz, że sam porozmawiam się panią?
No, ja tylko mówię.
Dam sobie radę.
Żona mu zmarła, wełku wystarczy.
Pomóż dzieciom, bo syna musi być gotowa na wieczór.
Okej.
Leć.
Bardzo mi przekracz powodu.
No zmyśla wszystko.
W dodatku uzawałem go, kiedy próbował właściwie ochran dom.
Chce go odprowadzić do rodziców i mieć wreszcie z głowy.
Tylko obawiam się, że tak łatwo pana nie puszczę.
Banner powiesić trzeba.
Udało się, dziękujemy.
Ech, nie powinnam tego robić.
Dodane połówne.
Ja piję, żebym zadowiadomił pojęcia.
Jak ją jest?
Nie ma nic, ale potrafię pomagać, dlatego przygotowuję to przedstawienie.
Nie, nie, pytam o ojca Paweł.
Ah, ten...
Typowy menel.
Ostatnio przyniósł mi wimber, własnej roboty, żebym się
syngiem dobry zaję.
Możemy je nakarmić, obawić się z nimi, ale
potem wraz ja mam do swoich domów.
Przepraszam, że pana zatrzymałam.
Wiem, że ci się zdziwili, ja...
Nie, tak mi wypadł remont.
Robotnicy potrzebowali drabiny, więc wyskoczyłem na chwilę.
Jasne.
Dziękuję.
Porozmawiam z rodzicami Pawła.
A, i obiecuję, że na pewno będzie na przedstawienie.
No to super, bo dla nich to bardzo
ważne, bo żyli w to dużo pracy.
A pan ma dzieci?
Mam córkę, Ewan.
No, mamy doskonałe relacje.
Nawet planowaliśmy spędzić Wigilię w tym roku, ale wypadłem od...
To smutna.
Jakby co?
Niech pan spadnie do nas.
Dzięki.
Paweł.
Zostajesz?
Idziemy.
Ty waliła go pani?
Jest bezdomny.
Najwa rodziny.
Tylko ta drabina będzie stała.
Idziemy.
Jasne.
Zawsze mi coś chowała w kradansie i czekała,
że to znajdziemy.
Co my tu mamy?
Pikwówka.
Napijesz się?
Nie, dziękuję, prowadzę.
No to może ciastka o smaku kokosowym najlepiej
spożyć przed grudzień 2003?
To nasza chodę?
Nie, dziękuję.
To jakieś listy.
Takie drzewko zrobiliśmy, wiesz, rodzinne i na tym
drzewku te zdjęcia są.
Fajne to.
A ja też tam jestem?
Oczywiście, w ogóle wszyscy są.
Cała rodzina jest, wiesz.
Ciotka Ureja jest, Maryla jest, Kariną.
Tylko właśnie mam problem.
Nie miałbyś może...
Nie mam stary.
Busty jest tym jak chiński węben.
Czy świętami jest inflacja, sam rozumiesz.
Nie, nie chodzi o pieniądze.
O wujach zdjęcia chodzi.
Nie masz masz w domu czy w portbę?
Porcel mam bóstwo do domu, tłumaczyć.
Naprawdę, to co mieliśmy z wesela, to nam się rozeszło i...
Nie mam.
Nie mam.
Ty, słuchaj.
A prawo tego drzewa, to gdzie ty mnie tam mieściłeś?
Tak, trochę po lewej, w środku bardziej...
Koło kogo?
Koło Marylii.
Koło Marylii, to ja się nie zgadzam.
Ale jak to?
Wiesz, to musi, bo to z genealogii wynika.
A nie wynika.
Koło ciebie, od biedy moglibyśmy, ale najlepiej jakbyś
mnie tam samego, wiesz, żebyś się powiesił z
Albinem tylko.
No.
Kochano, muszę ci powiedzieć, że świetnie się trzymasz,
mimo wszystko.
Dzisiaj otrzymam, bo się nie poszczam.
Ta coś nawet.
Na ciebie na pewno.
Marylii to dał.
No dał, dał.
No wiesz, no, może na Mauritius dał.
Na studia dla Zoszki dał.
Ale wiesz, tak naprawdę to, co on dał.
No, nic nie dał.
Łukasz, tobie co dał?
Nic.
O, co?
No, jak nic.
Przecież kredyt ci spłacał.
Przecież ja tych pieniędzy noczu nie widziałem, to
wszystko od razu do banku poszło.
Ale kalince to sypnoło.
Nie, no jak na to mieszkanie.
Ale kiedy to było?
Po prostu może jakieś grosze symboliczne to rzucił.
A na forsie siedzi.
Święta prawda.
A na presbiterium nie starczyło.
Bój nigdy bezinteresownie nie dawał.
Ja pamiętam, jak Karina zupy gotowała jeszcze do tego śpiewała.
Żeby w jej pierwszy samochód kupił, jak idiotka jakaś.
A ja?
Czemu musiałam pocztówki wysyłać?
Nawet z Wilanowa.
Tak.
Milo może mieć w gotówce, jak musicie.
Raczej nie bieduję.
Sama tahata to przeszparebanie, nie?
Tak, kasę ma.
Ale żeby się z urodziną podzielić.
A jaka ty dla niego rodzinia jesteś?
No, no, nie.
No, no może nie rodzinę.
Ale nigdy z samochód obiecał.
A i na nową plebanię też obiecał.
No, bo do obiecywania to on jest pierwszy.
Mnie obiecał ten piękny naszyjnik.
Zaraz, zaraz.
Naszyjnik to akurat wój mnie obiecał.
Sorry, ale naszyjnik obiecał mnie.
Karinka.
Nie wtrącaj się, z rodziną rozmawiam.
Jak tobie?
No mnie.
Nie, nie, kochani, bardzo przepraszam, ale naszyjnik to
akurat obiecał mnie.
Bo wój zawsze bardzo wspierał naszą społeczność zawsze.
Zaraz, zaraz.
Naszyjnik Kościołowi obiecał.
Na pewno.
Naszyjnik jest mój, dlatego że wój mnie obiecał,
bo mnie zawsze jak córkę traktował.
Ale za karina była.
Kościołowi na pewno.
Ludzie, no.
Przecież wój jeszcze żyje, tak?
Od tego to akurat nie wiemy.
No to może powinniśmy do szpitala pojechać.
Nie wtrącaj się, rozmawiam z rodziną.
Właśnie, Szczepan, to nie jest twoja sprawa.
Słuchaj, odmiesz się do mojego męża, dobra?
No z tego, co wiem, to jesteście
po rozwodzie, więc chyba tym bardziej mu nic do tego.
Ale wój, Szczepan, a bardzo zawsze lubił, więc
może tobie nic do niego, dobra?
Tak, lubił, przecież nie znosi go.
Chodź, chodź, chodź.
Nie szakuj mnie, schodź.
Słuchaj mnie w mnogu.
Słuchaj mnie!
Człowieko!
Pięczo mi...
Pięczo, nie noc z tymi ludźmi, nie wstrzymam.
Co za ślady ja pięczną.
A ty też.
Tak za bo.
Też tylko szarpie się z nim, odbyczony na szynik.
No bo to mnie wój ten na szynik zapisał, rozumiesz?
Naprawdę?
Nie, nie wierzę, karina.
Nie, nie wierzę.
Naprawdę, teraz, teraz, o spadku myślisz?
Nie o spadku.
Tylko nie chcę, żeby mój na szynik trafił w jej chłopskę.
Wój nad grobem stoi, zrozum to.
A my co, my nic, my nawet malusieńkiego
jednego zdjęcia go nie mamy.
Zatupię, mam twoje zdjęcia.
Zapomniałam, że masz taki pojemny schowek, tylko że
to nie są moje zdjęcia, tylko wój!
O mnie urodzimy chodzi, rozumiesz?
Chciałem wszystkich zebrać całą rodzinę na jednym drzewku powiesić.
Słuchaj, szczepam, ja zaraz ciebie razem z nimi
na tym drzewko powieszę.
Czy ty nie rozumiesz, że ja muszę tutaj
wszystkiego plinować?
Że jak tylko wyjdziemy, to Maryja wujowi mój na szynik ukrady.
Zresztą, nie tylko na szynik.
Oni wszystko z tego domu wyniosą.
A ty myślisz, że po co my tutaj przyjechali?
A ty, a ty, a ty po co tu przyjechali?
Ja tutaj w ogóle nie chciałam przyjeżdżać.
Znajdę!
Olerny na szynik!
Nie, nie!
Nie pozwolę ci go ukraść.
Nie mógł ukryć.
Ukryć.
Zabezpieczyć.
Karimko, tu wszystko policzone było.
Tak tylko mówię.
Odóż ten znac.
Odóż do ciebie chwilę.
Karina!
Karina, odóż!
Karina!
Karina!
Z Warszawy motorem na Hel.
To były moje najlepsze wakacje.
Nie zauważyłaś zakrętów, padliśmy na Rżysko.
Ale poczekaj, patrzcie, jeździłam na torze?
No, no to wygląda.
Ona nie miała nawet prawa jazdy, przecież.
Nie, już była młodeczna.
Myślisz, że oni, wiesz, spali ze sobą?
No właśnie, chyba nie.
Bo Janusz pisze tak.
Przeżyłem z tobą najpiękniejsze chwilę w szalone przychodem.
Wtedy wszystko było możliwe.
Góry mogłem przynosić.
Jednego tylko się bałem.
Przez straszną się moich uczuć.
Nikogo nigdy tak nie kochałem i nie będękochała.
Masz dobrego męża.
Nie mam żony.
Wszystko się ułożyło.
A jednak czuję pustka.
Kurczę, nie powiedział jej.
Nie wiem, dlaczego.
Bo się bał.
Czego się bała?
Że ją straci.
Tak ty przynajmniej miał przyjaźń.
Na jaką przyjeźdź?
Kochał ją.
Myślisz, że...
że babcia...
że też go kochała?
Bardzo go kochała.
Dobre wieści panie Maurycy, może pan wracać do domu?
A muszę.
Może byście mnie przechołali na oddziale domowego roku.
Potrafię się dobrym koniaczkiem odcieczyć.
A ma pan jak wrócić?
Rodzina w domu nie czeka?
Nie.
Dzień dobry.
Przeć święta mi bardziej po drodze mają, niż święta.
Tak, kiedy im do prezentów brakuje.
No dokładnie.
Ja nie jestem święty też im krzyń, absułem,
no ale jednak.
Pan zaczeka.
Wesołych świąt panie Maurycy.
I powiem panu z doświadczenia, że w Wigilię
nawet szczury ludzkim głosem gadają.
Więc niech pan będzie dobrej myśli.
Nie ma na szyjnika.
A co to znaczy?
To znaczy, że ktoś go ukradł, ktoś to jest w tym domu.
A skąd ty wiesz?
No bo kto?
Nie, nie.
Skąd ty wiesz, że na szyjnik zniknął?
Bo go nie ma w gabinecie.
Nie ma go na swojej miejscu, a zawsze tam był.
A zaraz, zaraz, dlaczego ty przeszukiwałaś gabinet w uja?
Bo wam nie ufam, jak się okazało, miałam rację.
No to jest jakiś skandal.
Sama pewnie ukradła, ja teraz na rodzinę zwalasz.
Tak, tak mogło być.
Bo jasną cholerę miałabym kraść, skoro to był mój na szyjnik.
To mnie go wój zapisał.
Albin, stój.
Gdzie ty się wybierasz, kochaniutki?
Zgłodniałem.
Nikt nie opuści tego pomieszczenia.
Przeprowadzimy śledztwo i znajdziemy sprawcę.
I co?
Ty to śledztwo teraz przeprowadzisz?
Ja nie.
Szczepam.
Szczepam, bo kiedyś doskonałem psychologiem policyjnym, a nikt
tak jak on nie potrafi sporządzić portretu pamięciowego mordercy.
Mordercy.
Mamusiu.
A gdzie tata?
Szczepam.
Szczepam.
Karnia, moment, palina.
Szczepam.
Proszę bardzo.
Był na szyjnik, nie ma na szyjnika.
Przecież się nie bał i że je zabrał.
To jest grzech.
I my teraz tego grzesznika znajdziemy.
Ale najpierw znajdziemy Szczepana.
Krew jest.
Boże, jest morderca.
Moment.
I czy nie rusza?
Natalia, Natalia.
Pośmianie, pośmianie, pośmianie.
Bo jest i ja.
Morderca.
Złodziej.
Co ty Szczepam?
Co ty tutaj, co to jest?
To w ogóle nie tak, jak myślisz, że nic nie było, no co ty?
Nie tłumacz się!
Naszyjnik lewiej oddaj z łodzieju!
To dlatego chciałeś dowuja jechać, tak?
Stęskniłem się, gówno!
Naszyjnik chciałeś skownąć!
I skupnął, znaczy, ukradł z łodziej.
Otwie, pszty, on mojego złodzieja!
Męża, mojego!
Ja ukradłem?
Naprawdę?
Ja?
Na się nie spójrzcie!
Ty ukradłeś!
Ty!
I ty!
I ty!
I Karina także!
I ksiądz nawet!
Na dach, kościele, na...
W czasy, na kredyt!
Na studia, na córki!
Czodziennie ten naszyjnik kradziecie, nawet jak jest Wigilia!
Nawet jak wuj w szpitalu leży!
A to są święty, jak iść?
Święty!
Żyły sobie, wypruwam, żeby nas wszystkich na tym
jednym drzewie powieść.
Myślałem, że coś nas łączy.
Że to my jesteśmy tym drzewem i że będziemy razem.
Nie tylko w tym dniu szczególnym świątecznym, ale razem zawsze.
Bo jak ludzie mają wspólne korzenie, wspólny pień,
wspólną koronę, to w tym jest siła!
Tym jest ogromna siła, która pozwala rosnąć, rozliwiać
się, piąć się ku niebu i polecieć!
Nawet wyżej, wnieść się do nieba!
Jak?
Alban!
Naszyjnik oddawań!
Kochani, jak dobrze Was widzieć.
Już traciłem nadzieję, że Was jeszcze zobaczę.
Bardzo się cieszę.
Pamiętaliście o starym wuju.
Moi kochani.
Ale co Wy tak leżycie?
I ili jeszcze nie gotowa?
Jak mi wszystko leł, siedzimy?
Beze mnie.
Proszę usiąść.
To Pan!
Ja?
Ja.
Bo dziwię, Pana Milena.
Milena?
No dobra.
Milena, Milenka.
Piękne i nieładne.
Powiedz mi, a co ty robisz dzisiaj wieczorem?
A dzisiaj to ja pracuję do późnej wigilia,
wie Pan.
A nie chciałabyś zaprosić takiego fajnego Mikołaja do
siebie na wigilie, może?
Nie, no chciałabym to pewnie, żebym chciała.
Mój chłopak wiemy niespodzianki.
Dobra, to powiedz mi w takim razie,
że tu jest jakiś, nie wiem, bufet albo jakieś
coś, żeby coś zjeść, przekąsić coś.
Tak jest.
Ale Annakę załapanu czekać.
Udało się, wchodzisz do głównego wydania.
Super.
Ludzie oszaleni.
Jakiś facet z Mławy chce ci dać mieszkanie.
Ktoś chce cię zaprosić na wakacje na Mauritius.
Daleko.
Otworzyłeś ludziom serca.
Ludzie chcą pomagać, wpłasać pieniądze.
Może ką to dam?
Posłuchaj, z tego może postać coś naprawdę ważnego.
Na przykład fundacja.
Emilka, to może do tego twojego faceta weźmiemy na Mauritius.
Wyślemy, co?
Chodź, zapraszam do charakteryzacji.
Wiesz.
Przepraszam.
Przepraszam.
Głupiał panie, gdzie jest to draginowe?
Przepraszam, może panie...
Nie, nie mogę.
To jest komunikacja, Emilka, dla ludzi.
Trzeba zamoglił państwo tylko trochę.
Dlaczego nie rozumiesz, człowieku?
Wypad.
Przepraszam.
Tyr pan Maraka.
Co?
Pan puści, pan puści, te draginie.
Ja, ja pomogę.
Ale nie, no naprawdę nie trzeba.
Nie jesteś dla pana z rakiem.
Nie.
No, co się da, piż.
Wypad.
Pan siada.
Siada.
Mi operacyjny rak.
Do tego bardzo, bardzo złośliwe.
Nie, naprawdę nic nie jest.
Nie ma się co wstajeźć.
My też chciałam naśmianie operacyjnego i też do złośliwa.
I panie siedźmy w tej duszy.
O nie, boże.
Takie młody, czy stojmy.
A może się pan wody napiję?
Co pan tak zblał?
Pan siada.
Dziękuję.
Łukasz, wyłącz to.
Oglądać się tego nie da.
Zostaw.
Niech słucha.
Słuchaj, słuchaj, jaki ty głupi jesteś.
Bohaterem mogłeś zostaczać.
A po co mi to?
Matka zawsze mówiła.
Ksiecz w końcie znajdą się.
No i jakoś cię nie znaleźli.
A może jakieś pieniądze bydali.
Bohaterom zawsze dają.
Dali, bydali.
Keniek Zbrzewski uratował staruszkę na pasach.
Policja z dyklamem przyjechała i co mu dali?
Trzy lata bez zawiasów mu dali.
Bo na jaw się wyszło, zechęka szukają.
Ciebie szukają?
Ojciec zawsze mówił.
Nie ufryb przed siecią.
Te święte słowa są.
Znaleźli cię.
Ja?
Chodź, chodź, chodź.
Mówiłam, czy ci mnie dęczka nie...
Słuchaj, to nie jest twoja wina.
Nikt nie wybiera się rodziców.
Nie musisz się za nich wstydzić.
Palew!
Dziś ty się spodziewał.
Ludzek jestem bardzo mi przyjemny.
No nie wiem, czy przyjemnie.
Porozmawiaj z panem chciałem.
No co weź pa.
A co?
Drabina, pan zastawnik nie ukradł.
Sorry, swój.
Proszę, proszę, proszę.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
A co on tam znowu narozrabiał?
Żywi się pan? A kto ciągnie na lewo prąd?
Taki pan przykład daje?
Przepraszam, obejście tylko zrobiłem, bo korki wywalało.
Przepraszam, no.
Przeczepił się.
Idź się pobaw z dziećmi.
Spędziłby sam Wigilię, chciałam pomóc.
Powiedziałam coś?
No to co, no to może w okilisków?
No...
30-letnie, oryginalny.
Skąd pan to ma?
Pawełek przyjęł.
I pan bierze kradziony koniak od chłopca?
No, panie, tylko nie tym tonem proszę.
Proszę pana, zawiadomie policję to innym tonem porozbawiamy.
To są państwa rzeczy?
Nigdy w życiu.
No to co robią w plecaku Pawła?
Słucham.
Głodny był to pewnie ukrad.
Nie chcę nikomu szkodzić.
Chodzi mi tylko o dobro dziecka.
Paweł włączy się po ulicę.
Nadziwi się pan?
Jak rodzice nie mają dla niego czasu?
No właśnie o to chodzi, żeby poświęcić mu czas.
Okazać mu serce, miłość.
Daj pan spokój.
Ile możemy tyle się staramy?
Jeźdź zawsze dostanie.
Dlatego chodzi głodne po ulicy.
Kiedy pan ostatnio był na jego wywiadówce?
Kiedy?
Przejrzał pan jego zeszyty?
Zainteresował się pan, co on robi, kiedy go tu nie ma?
Jesteśmy zajęci.
Paweł planował spędzić wigilie poza domem.
A dlaczego?
Bo nie może już patrzeć na swoich rodziców.
Miedne dziecko.
Albo na poważnie zajmiecie się wychowaniem.
Albo będziecie mieli na głowie kuratora i pomoc społeczny.
I nie żaduję.
Aha, jeszcze jedno.
Obiecałem wychować czyni Pawła, że będzie dziś na jasełkach.
Nie bój pan, zaprowadzę.
Mam nadzieję.
W końcu pański syn.
Pawełek?
To nie jest nasz syn.
No łaził po ulicy, to możesz się zająć i no i tak.
Przed do rodziny.
Prosił, że już się za ojca podał,
a że ja tam za różnych się podaję, to znaczy...
Gdzie są rodzice Pawła?
Pawełek.
Idziemy?
Przemek, to się nie stało teraz.
Będziesz moj babci.
Czas się na chwilę cofnął.
Przez chwilę znowu mieliśmy osiemnaście lat.
Ale teraz, no bo jesteśmy do roślin.
Tak, jesteśmy do roślin.
O nie.
Cześć, cześć, cześć.
No cześć, to tak długo.
O, nie chciałam trochę ogarnąć, ale na szczęście
Przemek mi pomógł.
Jest tak, jak kochany.
Jaka choinka, super.
A tak, zasługa Damiana.
Choinka, choinka, no zobaczcie co znaleźliśmy.
Gdzie znaleźliście?
W swojej szufladzie.
Przepraszam, że grzebałam.
To nie jest w porządku.
W porządku?
Czyli to dla ciebie jest w porządku?
To dla mnie wcale nie jest w porządku.
Że nie ma tutaj ani jednego mojego zdjęcia,
Przemek.
Damian, jest.
Stary, na pewno gdzieś są.
No ciekawe, gdzie?
Gdzie są zdjęcia ze ślubu?
Damian, że nie będziemy teraz szukali zdjęcia.
A właśnie, będziemy szukali zdjęcia, że innego mamy do roboty.
Gdzie te zdjęcia?
Możemy się kawy napili, co?
Super, bardzo dobry pomysł.
Cień, idę zrobić.
Ty coś chcesz, kochanie?
Nie, dziękuję.
Wpiłem o babci.
A, właśnie.
Jak było o babci?
No piesz, tak jak z drogą jakby się czas tofnął.
Zruszyłam się.
Ale tak ogólnie, mieszkanie?
W jakim stanie?
Bo ja pomyślałem, że rezygnujemy z remontu.
Wrzucamy ogłoszenie, sprzedajemy tak jak jest, nawet jeżeli
za mniejsze pieniądze.
Co nie wiem, no pomyślałem.
Ale co nie masz?
Będziesz decydował teraz?
Dobrze.
Będzie tak jak chcesz.
Dobrze?
Tak, dobrze.
Przepraszam.
Na osiem?
Czy bez nakwady?
Szukać jakoś na figilię, chyba.
To wszystko mu się pomieszało.
My musieliśmy z nim pogadać.
Kalina niech pogada.
Stąd się gadaj.
Czemu ja?
Bo ciebie zawsze jak córkę tracował.
Ciebie jak traktował.
Nie mam nic.
Tylko trochę starej, zamrożonej ryby i w drodze
to nie jest karp.
Ale możemy zrobić sałatkę mambarzywa, karinka.
Może ty?
Wujku.
Jak się wujek czuje?
Jakie rokowania?
Złego, diabli nie biorą.
Wujków, ale musi wuj przyznać, że było okrok.
No w moim wieku, codziennie jest okrok.
A no właśnie.
No co chodzi?
Chodzi o to wuju.
Karina.
Chciała wujka coś spytać?
Ja nie.
Tak, chciała spytać komu wuj zapisał ten skrawion
naszyjnik.
Znaczy nie tylko naszyjnik, tylko ogólnie wszystko komu wuj zapisał.
Tak, zanim się rozejdziemy żeby nie zostawiać niejasności
może by Wuj powiedział co dla kodu.
Nie rozumiem.
No każdemu wujce się obiecał, tak?
Maryl i naszyjnik.
Nie, nie naszyjnik.
Na remut dachu też.
Mnie samochód.
Niech po prostu no chodzi nam o to,
żeby Wuj powiedział po prostu, komu wuj zamierza
przepisać majątek.
No i co z kościołem?
A co z Wigilią?
No ale przecież wuj zawsze i tak jest
sam w Wigilię my nie chcieliśmy przeszkadzać.
Rozumiem.
Bardzo was przepraszam.
Niestety nie mam was czym przyjąć.
Ale nie Wujku, nam nie chodzi o...
Ja doskonale wiem o co wam chodziło.
Wynoście się.
Ale przepraszam bardzo, przecież...
Przestywan!
Dobrze, dobrze.
Jeszcze jeszcze.
Bardzo nie miałeś sytuacja.
To się wymknęło.
Już!
A melka!
Sfariował.
A melka!
Co z tatą widziałem?
Telefon, że w te szocy nie pomyślałem.
Jak to może być?
Ojczyz, tatą?
Kabel.
To dla twojego dobra.
Gówno wiesz co jest dla mnie dobra.
Paweł!
Chciałem pojechać na przedstawienie.
Pójdziecie, sobie czuję.
Co nie obieciecie?
Nawet nie znasz moich starych.
No właśnie, chcę ich poznać.
Przepraszam, mogę bojać. - A proszę bardzo serdecznie.
No co i w ojcu się opierdzie.
Już to mnie pan też gdzieś równo obiechał.
No my ją przepraszam.
Nie ma zesu.
Zostaw to, powiedziałe.
Miałeś pan rację.
Paweł, zaraz po świętach melduje się tutaj
u mnie w domu z zeszytami.
Zrozumiałeś?
No, proszę bardzo.
I jest tata.
Może ją?
Szykłądkę nie.
Halo?
Lucek się kłania.
Jaki Lucek?
Lucek Brzeski.
Proszę pana.
Tak.
A to przepraszam.
No tak, rozumiem siła wyższa.
Życzę wszystkiego dobrego.
Pozdrawiam.
No i co?
Nie może rozmawiać, jest w więzieniu.
Nie.
Może mama.
Jedyne, co z tego zyskiem, to to się
mnie ze środka wywali.
Wręcz przeciwnie.
Jest cały system, który wspiera dzieci z trudnych rodzin.
Trzeba tylko wiedzieć, do kogo złucieć sią.
Ale ty nie rozumiesz!
Nikt nie wspiera takich jak ja.
Nikt!
Nie odbiera.
A gdzie on się podziałł?
Zapytał, o której bufet zabrakają, i wybiegł.
Panic jest jak się bufą.
Nie święci garnki lepią.
Co?
Może jest trochę nieogarnięty, ale ma ogromne serce.
Człowieka uratował.
Co?
Tam piętne miło.
Co tam piętne?
Po świętach zapraszam.
Panie, ja odrana nie miałem nic w ustach.
Ja jestem głodny, jak nie wiadomo co.
Co ja poradę kuchnię?
Bezdobny jestem.
Nie daj pan kawałka tam leżyć.
Pan sztandłowę zwożą.
Co ty wyprawiłeś?
Zaraz na anteny wchodzimy.
Ja nie mam siły.
Jesteś bohaterem, wszyscy cię kochają.
Jakoś pan mi nie kocha.
Pan cię nie poznał.
Obiecuje ci, że jak zejdziemy z anteny, zapieracie
na haritatywne ulicy.
Nie tam się najesz za wszystkie czasy.
Boże, a ten wasz dom?
Damian pokazował mi zdjęcia.
Obłędny.
Ile odna pokoj?
Osiem, dziewięć.
Kuchnia, łazienki trzy, salą sypialnia nasza.
Jabuzi.
Majeczko, co tam było jeszcze?
Pomost.
Damian sobie wymarzył pomost i motorówkę.
A taka malutka żargóweczka.
No, zupełnie wystarczy.
Okej, to ja mogę spać na żargóweczkę.
Wybierasz się do kanady?
Tak, wybieram się do kanady.
Damian nas zaprosił, ja nie odmówiłam.
Nie mówię, że dziś, jutro, zaraz.
Ale kiedyś?
Kiedyś pomyślimy.
Nie kiedyś pomyślimy, tylko za rok w Giliu
u nas postanowiła.
Ale ja nie rozpędzę się.
Dobrze, dobrze, i już, to co ty się
martwisz?
Jeżeli nawet nie skończymy remontu.
Ale jeszcze nie zaczęliśmy remontu.
Dobrze, no to ciebie z Przemkiem najwyżej umieścimy,
wy namiocie.
Oni zawsze byli takimi twardzielami mówić i wyobraź
sobie, że kiedyś w górach upadli się,
że będą spać pod chmurką.
Tylko po prostu oszczędzaliśmy, nie ma o czym mówić.
Tak, tak oszczędzali, że spali w jednym śpieworze.
Damian.
Podobno do niczego nie doszło.
Chyba, że doszło.
Przemku?
Czy ja o czymś nie wiem?
Przemku, spójrz mi w oczy.
Przemysławie?
Ja nie wiem, czy kupimy ten dom.
Słucham?
Co mówiłaś?
Mówiłam, że nie wiem, czy kupimy ten dom.
Oczywiście, że kupimy ten dom.
Pocięłam zaliczkę.
Ale ja nie chcę sprzedawać mieszkania, pobawić.
To fajnie, że to teraz mówisz.
Wychowałam się tam i nie chcę sprzedawać tego mieszkania.
Ale to co, chcesz wrócić do Polski?
Nie wiem.
Przepraszam.
Marudzę.
Słuchajcie, myślę, że wszyscy jesteśmy głodni, więc...
Przemek, kochanie, pomożesz mi?
Tak, oczywiście.
Majeczko, Majeczko, proszę Cię, przemyśl to jeszcze raz
na spokojnie i jeżeli będziesz chciała wrócić do
Polski, to wrócimy do Polski.
Przepraszam.
O Boże, przepraszam.
Przepraszam.
Jesteś w ciąży?
Ale?
Panie mu przybławi, proszę.
To ma być niespodzianka.
Tak się cieszę, że przyjechaliście.
Przemek, tak dużo opowiadało was.
Ten jedyny wieczór w roku wita Państwa Anna
Piśniewska.
Ale nie każdy ma to szczęście.
Są wśród nas tacy, którzy nie mają dachu
nad głową, jak Melchior.
Nasz wyjątkowy gość, bohater, który nie zawahał się
i z płonącego samochodu uratował człowieka.
Ja myślę, że ja tak zostałem wychowany, że
komuś coś dzieje złego, nie wiem, ktoś się
bali, czy nie wiem, czy jest jakaś katastrofa,
jakaś kataklizm, jakieś nie wiem, komuś ci jakaś krzywda.
Jeżeli w mordę trzeba nie raz dać,
to po prostu my powinniśmy psiadupa pomagać, bo jak
by to powiedzieć, ja tak uważam, że po
prostu tak jak to jest, jak to się
mówi, że ktoś nie śpi, żeby spać mu ktoś.
Oczywiście.
Wspomniał pan przed programem, że ma pan ogromne marzenie.
No kurczę, taka duża wigilina wieczerza to bym.
To jest moje marzenie na dziś.
Łączymy się właśnie z jeszcze jednym wyjątkowym gościem
z mamą naszego bohatera panią Stanisławą.
Pani Stanisławą, słyszy mnie pani?
Tak słyszę.
Co chciałaby pani powiedzieć dzisiaj w ten wyjątkowy
wieczór swojemu synowi?
Przepraszam.
Przepraszam, że w ciebie wątpiłam.
Ja sobie tego do końca życia nie wybaczę.
Ale chciałabym prosić ciebie, żebyś ty mi kiedyś wybaczył.
A co ja ci mam wybaczać?
No co?
No to, że w ciebie nie wierzyłam.
Teraz jestem dumna z ciebie synku, że uratowałeś tego człowieka.
Bardzo jestem z ciebie dumna.
Mamło to nie tak mamo ja.
Przepraszam bardzo ale mamo ja nie jestem bohaterem.
Ja nie uratowałem tego człowieka.
Ja to wszystko wymyśliłem po prostu żeby zrobić
na tobie wrażenie, nie wiedziałem, że to tutaj, niż mamo ja.
Przepraszam Pani Aniu, ja nie bo ja nie
wiem co, ja mam ze sobą zrobić,
ja nie wiem Cię i w którą stronę ja mam pójść.
Ja mam 50 lat, ja nie mam nic.
Przepraszam, ja nie jestem bohaterem.
Wy siadamy do niej hotel.
Iś pan nawiegliwie, nie no hotel, wiadomo, że
hotel no ale w telewizor kolega transmisur.
Tak, słucham.
Dobrze już jadę.
Pani Aniu, wigilia to jest wągom.
Czemag.
Tak, musimy porozmawiać.
Ale nie mamy o czym.
Majka, mamy to co się stało.
To nie miało znaczeniem.
To nie miało żadnego znaczenia.
Przepraszam.
Chodź, Beznawienie się z tym czuję.
To było straszne.
Nawet dla mnie.
Mają rację, jestem bawań.
Ty też masz rację, że z rodziną się
nawet na zdjęciach tylko wychodzi.
Zobieprzyłeś tam naszyjnik?
Kalina.
To dobrze.
Ja myślę, że że ten naszyjnik to Wójmaryli zapisał.
Ona zawsze była jego ulubienicą.
Grzeczna śliczna, uśmiechnięta.
Nie nigdy nie lubił.
Zawsze mówił, że jestem chodzącą w ścieklizno.
Że wszystkie najgorsze cechy odziedziczyłam po ciotce Aureli.
Ty.
Skąd sam?
Mamuś się zobacz, ta dziewczynka wygląda tak jak ja.
To bo to jestem ja.
Skąd masz to zdjęcie?
Ja wziąłem z gabinetu Wóję.
Moje zdjęcie trzymał w swoim gabinecie?
Na środku biurka.
Świetnie.
Głupia jest ta Maryla.
Kalinka.
Jeryś, głupia.
No to powinno być gdzieś tu.
Tutaj mieszkasz?
Tak.
Wojtusz, tylko bez owijania w bawełnę.
Konkretnie, jak licz do buta pieprzone, bogacze.
Masz.
Rane boskie synku.
Gdzie ty byłaś?
Panie, ja cię cały dzień szukałam.
Tak, ale do rodziców to nie ja zadzwonię.
No, później porozmawiamy.
Dzień dobry.
Ojej.
To pani?
Chodę rano.
Znam pana.
Tak wiem, nie jestem bohaterem.
Przecież migaj jest pałniku łajem.
Panie, pan do nas?
Nie.
A co ty tak się uczysz tam po nocy, co?
To promyka, na przestawie nie idę.
To śmigaj.
To promyka.
Jednego to zesz panowpierniczył.
A bogatemu o mal do tyłka mnie wlazł.
No to panie, o, dzień dobry.
Uroczy ludzie są.
Kulturalni na poziomie.
Profesor Wiśniewski od lat zajmuje się więziennictwem.
Miał rację, Pawełek. Ja sam jak nie ci?
Nie słyszał pan?
Chłopak ma wszystko.
Najlepszą szkołę zajęcia z francuskiego, z angielskiego, lekcje gry na pianin.
Nie wlazysz.
Powiecz z czego chodzi?
Paweł.
Rozmawiaj z nami chłopaku.
Chce być biedne.
Słucham?
Dla biednych macie czas.
Ty w ogóle wiesz co ty mówisz?
A z kim smędziłeś cały dzień?
A mama?
Jeśli chcesz wiedzieć, to spędziłam ten dzień z bezdomnym.
Który w wigilii wylądował pod mostem.
I chodził głodny.
I wiesz o czym myślał?
O swojej mamie, którą kochaj, szanuję.
Sinek, po prostu masz za dobrze, wiesz?
Każdy to mówi.
Przecież mi się w dupie poprzewracało.
Ale biednemu dziecku byś tego nie powiedział, co?
Chcesz naprawdę zobaczyć, jak biedne dzieci spędzają wigilię?
Sinek, masz na myśli.
No co?
Całe życie go ochronimy.
Chłopak żyje pod kloszem.
Mamy w wigilię fundacji.
To nie powiedzmy.
Mówię tylko, że to kulturalni ludzie są.
Nie wierzę, żeby tu dzieciakowi działa się krzywna.
A ja i owszem.
Szwagier mi opowiadał, że był taki jeden bankier
z Radzy Miskiej.
Całą kamienicę wykupił.
Forsy miał jak lodu, ale baby nie miał.
A co to ma wspólnego?
Bo genby nie miał do kogo otworzyć.
Bo dzieci też nie miał, bo nie miał
baby.
I myślał, słuchać, że już mu niczego nie
brakuje.
Ale przyszła wigilia.
I nagle taka samotność go ogarnęła.
Taka naprawdę, że wziął zawiesił sznur w tej
swojej kamienicy, wszedł na drabinę i...
A po co ci ta drabina?
Remont, mam.
Remont?
Wigilię?
Tak.
Odgadaj.
Odgadaj.
Puszczaj.
Puszczaj, to jest moja drabina.
Puszczaj, mówię.
Kurde, jedziesz do nas!
Nikt nie jadę!
Odczepcie się.
Wójku.
Powiedziałem, wynoha.
Ale my niczego od wójka nie chcemy, tylko
chcieliśmy wójka przeprosić i spędzić z wójkiem święta.
Pieprzenie.
Idźcie.
Wójku.
Jeszcze chcę ci odejść twój naszyjnik.
Jezus Maria.
A Melka, no co ty dziecko?
No co ty wójka na szyjnik ukradłaś?
Nie ukradłam, tylko zabezpieczyłam, żeby nikt go nie
ukradł, bo wszyscy chcieli go zabrać, nawet mama.
Ale w ogóle co ty opowiadasz?
Co ty mówisz?
Przecież ja mamusia by nigdy.
Pięknie.
Kochająca rodzina, nie ma co.
Jedna wielka banda z łodziei, tylko dziecko, oczciwe.
Przepraszam, wójku tak chciałem.
Gwoli ścisłości.
Ja niczego nie ukradłem.
I wójka nawet w ogóle nie chciałem.
To to o zdjęciu, które ukradłeś?
Ja pożyczyłem, oddałbym tak.
Zapewne.
Żegnam.
Fila.
Jakie zdjęcie ukradłeś?
No, no, w uja.
Wiem, ale kto jest na zdjęciu?
Wój!
Ja?
A po co mam moje zdjęcie?
No, bo...
Nie mieliśmy w uja, zdjęcia.
I chcieliśmy, żeby rodzina była razem, przynajmniej na
zdjęciu chociaż.
Wiesz?
Jestem.
Trochę zeszło, ale z drabina możemy wracać do pracy.
Chinęc roboty.
Światy i Deń, Wigilia.
Jaka Wigilia?
Przecież ja specjalnie ekipę z Ukrainy zatrudniłem.
A czy my Wigilia nie mamy?
Nie, ale u was Wigilia później według kalendarza.
Dwa razy świadków je.
Dwa razy.
Chrystus może się tylko raz urodzić.
Chrystus może w seje.
Wysołek Świat.
Ja panowię.
To dla ciebie.
O, wow.
Stawię.
Szósty tydzień.
Cieszysz się?
Boga ciasta.
Boga dzieci, proszę bardzo, szykujemy się, pełna mobilizacja.
Zaraz zaczynamy.
A gdzie jest Pawełek?
Jest tam.
Pawełek.
O niej, pani Wiśniewska.
Bardzo miło poznać, to dla nas zaszczysz.
Pawełek, na co tak stoisz jeszcze?
Okieraj się, raz, raz.
Pani zna Pawełka.
Nasz stałybywalec, trochę rozrabiaka, ale złoty popatr i wielki dalem.
Naprawdę.
Nie wątpli.
O, dzień dobry.
Zresztą czego tu wymagać od prostych ludzi?
Ale Pawełek nie wygląda na zaniewbanego.
Ale czy na tym polega zainteresowania?
Wie pani jego rodzic, nawet nie wiedzą, że
ono trzech miesięcy przygotowuje takie przedstawienie.
Ale komu ja to mówię?
Podziwiam.
Szczerze, państwu podziwiam, do co robicie.
Proszę, proszę się rozgościć.
Mamy dużo miejsca.
Przepraszam.
Ty nie przepraszasz?
Tak.
Powinnaś była wyjść za pszemka.
Zawsze to wydziałem.
Zawsze to czułem.
Ale nie potrafiłem z ciebie zrezygnować.
Nie mogłem.
Ale pamiętaj, że jakby co, to jestem.
O, tu jest też zdjęcie twojej mamusi.
Ale jeszcze rbata.
Ja o tyle lat, ile ty teraz masz.
Pamiętaj, że była taką piosenkę wtedy o gwiazdce.
Nieprawdopodobnie farszuwała, uszypuchłem.
Co?
Coś tak patrzycie?
No, nie.
Nawet wybijcie to sobie z głowy.
Mówię, nie mam.
Prosimy, mamu.
Prosimy.
Nie wiem, czy moje stare uszy to z nią są, ale prosimy.
Jest.
Taki dzień.
Bardzo ciepły.
Choć grudniowy.
Dzień.
Zwykły dzień.
W którym kasną wszelkie stare.
Jest.
Taki dzień.
W którym radość wita wszystkich.
Dzień.
Który już każdy z nas zna odkołyski.
Dzień.
Dzień.
Przepraszam.
Bo ja w pewnym sensie maksyjne zgodnie jestem.
A, no to zapraszamy.
Dzień.
Ładko świetnie.
Dzień.
Dzień.
Dzień.
No tak szybkiego.
Skłamacie bardzo łatwo, ale przyznacie do kłamstwa.
Potrafi tylko prawdziwy poch dunku.
Jestem z ciebie tunka.
O kurde, mama, o co?
Kochani, byłeś niesamowity, piękny wystryb.
No i chcielibyśmy cię z tatą bardzo przeprosić.
Jak chcecie, to nadal możemy pojechać na wasze ubiegienie.
Zostaniemy się.
Uwiedziałam, że jak zbiernieje, no to to się wszystko łoży.
Gratuluję.
Dziękuję.
Mamy wspaniały dzień.
A pan powił mojego męża.
Boże, no proszę.
Moi tu, wszystkiego dobrego w okazji światła.
Mam nadzieję, że nas w końcu odwiedzisz.
Słuchaj, mam domu bardzo dobry koniaczyk.
A ty znaczy...
Jeśli pani pozwoli.
A czemu nie pozwolić?
No czemu aż nie pozwolić?
No przecież wigigia jest.
No przecież wigigia jest.
Państwa też zapraszam.
Co?
Zapraszamy dla każdego miejsca się znajdzie.
Nie, w zasadzie to chwilę malno też miałem
plany, ale wiadomo, że przecież tu też trzeba, nie?
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.