All language subtitles for Gniazdo (1974) 1080p_track4_[pol]

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

GNIAZDO

Sasi!

Trochę Serbów.

Sasów więcej.

Zbieranina.

Ale siła ich…

Nasi skończą się zbierać dopiero w nocy.

Książęca drużyna zdrożona.

Pierwszy raz mamy przed sobą Niemców.

Przysięgałeś!

Mrokota, ruszaj!

Hej!

Sasy!

Niech ktoś ze starszych wjedzie w wodę i podniesie rękę!

Niech wjedzie w wodę i podniesie rękę!

Nasz pan, Mieszko Ziemomyślic, książę Polan,

chce mówić z czcigodnym margrabią Hodonem.

Jeżeli czcigodny margrabia Hodo chce także mówić z moim panem,

niech wjedzie w środek rzeki!

Chory jesteś.

Ja pojadę. Rozmówię się w twoim imieniu.

Bracie! - Nie!

Hodonie!

Jestem przyjacielem cesarza, któremu służysz.

Dlaczego przyszedłeś nad moją granicę?

Zająłeś grunt woliński i obsadziłeś go swoimi ludźmi!

Zająłem!

Kto ci na to pozwolił?

Hodonie! Nie potrzeba mi niczyjego pozwolenia,

aby zająć dziedzinę, która nie czci znaku krzyża

i nie podlega władzy cesarza.

Panujesz nad grodem w Gdańsku, teraz sięgnąłeś po Wolin.

Położyłeś dłoń na wszystkie dobra, jakie płyną tym morzem.

Taka jest moja wola.

Hodonie, przenocuj tu. Jutro z Bogiem wracaj do domu.

Bóg przemawia przeze mnie! I jutro przekonasz się o tym!

Szalony!

Nie ty będziesz dziedzicem, ale Czcibor, choć jest młodszy.

Co teraz każesz?

Rano przejdą Odrę.

Bronisz!

Oczyścić to miejsce.

Spalić do gołej ziemi.

To osada służebna. Wyrabiają groty i szczyty.

Ludzi do grodu.

A tu spalić do ostatniej żerdy.

Żeby miejsca było dość na bój…

na smentarz.

Będzie wróg pamiętał to miejsce.

Cedynia!

Hodon rano przejdzie Odrę.

Może to nakaz cesarza.

Może cesarz rozgniewał się, że zajęliśmy zbrojnie Wolin.

Przecież cesarz ogłosił się przyjacielem Mieszka.

Ludzie są niespokojni. Jeszcze nigdy nie bili się z Niemcami.

Wiedzą, że książę jest chory.

Bracie…

Czy możesz poprowadzić ten bój?

Bracie!

Bracie! Słyszysz mnie?

Odstąpmy.

Odstąpmy.

Cofniemy się pod Poznań i zbierzemy większe siły.

Nie. Tutaj.

Musimy tutaj.

Jak jutro, to uderzmy w czasie przeprawy.

W otwartym boju zgniotą nas!

W otwartym?

Nie…

Nie.

Każdy z was uczyni to, co rozkażę.

I tylko to, co rozkażę.

Nie masz w grodzie żercy?

Trzeba zamówić chorobę księcia.

Jest wiedźma. Mądra.

Niech będzie gotowa.

Jak to zwykła boleść, to wiedźma pomoże.

Nie wiem czy zwykła. Szłom był z tęgiego żelaza hartowany.

Przed wyprawą biskup poświęcił go wodą i krzyżem.

Nie powinien był pęknąć.

A może trzeba było wezwać żerców, żeby go okadzili przed urokiem?

Krzyż krzyżem, a urok…

Co będzie, jak gorączka nie ustąpi?

Ja poprowadzę ten bój.

Nie.

Ty nie wierzysz w zwycięstwo.

A oni wierzą?

Mrokota, Dźwigor, Bronisz?

Ojciec też bał się tego dnia,

kiedy pierwszy raz zetrzemy się z Niemcami.

Ojciec?

Jasny Pan, ja kupiec. Ja z daleka do ciebie, Jasny Pan.

Świat jest wielki. Wiele krain, a każda inna.

Rok idziesz, wszystkich nie przejdziesz.

Ale kupiec wie.

Jest gród Gniezdno, w grodzie Jasny Pan.

Jasnemu Panu kłaniają się wszystkie, kto między rzeką Wisłą a rzeką Wartą.

Kupiec wie. Jasny Pan ma syna.

Syn będzie wielki. Wielki!

Przejdzie rzekę Wisłę i przejdzie rzekę Wartę.

Jego imię zapiszą, zapamiętają.

A syn twego syna

będzie między królami.

Przyjm, Jasny Pan, dar od kupca z królestwa wielkiego,

największego.

Królestwa już nie ma, ale dar jest.

Noś go, Jasny Pan, a będziesz mieć dużo, dużo!

Gdy przyjdzie pierwszy, upijesz na trzy palce,

skłonisz się, potem upijesz znów na trzy.

Gdy przyjdzie drugi… - Kto ma przyjść?

Oni zawsze tu przychodzą, gdy czują boleść.

Przychodzą…

i patrzą.

Czasem nawet mówią. - Kto przychodzi?

Ci, co odeszli, żyją tu. Na bagnach.

Czasem spojrzysz,

widzisz zima.

A to łabędzie. Tysiące łabędzi.

Myślisz: ptaki.

A to nie ptaki.

To oni.

Czasem znowu tuman się wzniesie…

a to nie tuman. Nie mgła.

To oni chodzą po bagnach.

Kościół nie pozwala wierzyć w takie rzeczy.

Ale tu u nas tyle bagien i tak daleko…

Trzeba ich uszanować. Zioła wypić…

i zasnąć.

A jeżeli znowu przyjdą,

szukaj z nimi zgody.

Oni mogą wiele pomóc, jeżeli ich sobie zjednasz.

A jeżeli nie, uważaj… - Precz!

Słyszysz? - Pójdź!

Uważaj. - Pójdź, pójdź!

Na trzy palce. Na trzy.

Skłamałeś wszystko! Tam żyją ludzie z trzema głowami!

Nie kłamię! On jest stamtąd, kupiłem go!

Kłamiesz!

Tyś mi to dał! To też stamtąd.

My tu żyjemy tylko dlatego, że nikt o nas nie wie.

Dowiedzą się, zniszczą! Tak jak zniszczyli tych nad Łabą i Saalą.

Gero przysłonił ci świat.

Boisz się jego toporów i mieczy.

Za nim stoi cesarz i Roma.

Stamtąd nowa wiara dała im władzę, nad nami także.

Tak, wiem!

To dlaczego odsuwasz moje rady?

Musimy stać się im równi.

Istnieje tylko jedna droga. Przez Romę!

Trwamy, bo dzielą nas od nich lasy i mokradła.

Bo siedzimy na końcu Ziemi.

A ty, ślepcze, chciałbyś sam z dobrej woli pójść za słońcem

i powiedzieć „jesteśmy”?!

Nie wyjdziemy Niemcom naprzeciw, aż będziemy im równi mocą.

Porobimy zasieki w lasach, usypiemy wały,

nastawiamy przeszkód i będziemy warować!

Nie!

Nigdy nie będziesz władał naprawdę,

dopóki cała moc nie skupi się tutaj, w Gniezdnie.

Kto ci dał władzę? Jakie jest twoje władanie?

Każde z naszych plemion ma swoje własne bóstwa.

Na czele tych plemion stoją starcy, którzy skłonili przed tobą głowę.

Ale wśród swoich rządzą się po swojemu.

Tu.

Tu musi być jedna myśl, jedna wiara,

jedna ręka!

Chcesz zgubić Gniezdno!

Ty je zgubisz!

Bo oni wiedzą o nas i przyjdą tu sami, jeżeli będziemy czekać!

Będziemy!

Każdy, kto by chciał postąpić inaczej, będzie przeze mnie potępiony

i wygnany precz, nawet, gdyby był moim synem!

Chciał mnie przekląć!

On nie rozumiał do końca.

Kazał nam przysiąc, pamiętasz? - Pamiętam.

Wyście nie chcieli. Ja to zrobiłem za siebie i za was.

Powiedziałem „przysięgamy”.

Przymusiłeś nas. - A można było inaczej?

Przymusiłeś nas!

Krzywosąd, naczelnik drużyny.

Stać!

Schodzić z koni!

Obsadziłeś gród!

Obsadziłem.

Dlaczego?

Aby uniknąć swarów.

On cię próbował powstrzymać! - Nie.

Nie chciał przekazać mi drużyny.

Nasz brat, Świętopełk, przybył także,

zobaczyć ojca.

I widzisz, stoi tu razem ze mną.

I ty możesz wejść, jeśli tylko zechcesz.

Czego żądasz?

Abyśmy poszli do ojca we trzech.

Co potem?

Wysłuchamy go…

ale ja będę rządził.

A co będzie, jak się nie zgodzę?

Bracie!

Budowaliśmy razem grody.

Odpieraliśmy Pomorców i Prusów, nieśliśmy ogień nad Buk i Narew.

Nigdy cię nie zawiodłem.

Uwierz mi!

Ja mu wierzę.

Czekałem…

na was.

Przysięgnijcie na ten miecz,

że żaden z was nigdy

nie narazi Gniezdna.

Nie objawi go światu, nie wyciągnie ręki na zachód.

Zachód to śmierć!

A on… on jest szalony! Zmarnuje, zniszczy wszystko!

Dlatego nie ty będziesz dziedzicem, ale Czcibor, choć jest młodszy.

Przysięgnijcie, że wypełnicie moją wolę.

Moją wolę!

Przysięgamy.

Przed chwilą ojciec nasz, wasz pan, Ziemomysł,

syn Ziemowita, zamknął oczy.

Książę Mieszku, i wy, siostrzeńcy moi,

Czciborze i Świętopełku.

Wasz ból jest naszym bólem. Bólem nas wszystkich.

Ale dlaczego przed śmiercią nie dopuściliście nas

do łoża starego księcia?

Przybyliśmy złożyć mu ostatni pokłon,

ale drzwi zastaliśmy zamknięte.

Pytam was, siostrzeńcy moi, czy tak się godzi?

Ojciec nasz nie chciał przed śmiercią oglądać nikogo.

Tylko nas.

Przez nasze usta kazał wam przekazać swoją wolę.

Mów.

Mów.

Mów! Wszyscy czekają!

Ty się boisz! Czego? - A może kogo?

Ojciec nasz, nim skonał,

wyznaczył następcę.

Oddajcie mu pokłon.

Mieszku, nie dopuściłeś nas do łoża pana naszego, gdy konał.

A teraz zebrałeś tu wielu krewnych, dzielnych, lecz młodych wiekiem.

Czy zasiądą w radzie starszych?

Tak.

Uczyniłem tak, aby mieć pewność,

że będziecie mi posłuszni.

Jeżeli pójdziesz śladami ojca, niczego nie zmienisz.

Zmienię. - Co zmienisz?

Wszystko.

Obrócę kraj w drugą stronę, tak jak obraca się wóz na drodze.

Jeżeli ktoś nie czuje się na siłach, aby iść ze mną, niech powie.

To, co było dobre wczoraj, nie może wystarczyć ani na dziś,

ani na jutro.

Zwolnij mnie, książę.

Za stary jestem na to, żeby zaczynać na nowo.

Mrokota.

Od dziś ty będziesz głową rady.

Nie zawiodę cię, książę.

A ty?

Ja zaczekam. - Na co?

Aż zmarli wrócą i przeklną cię za to, coś zrobił.

Wybrałeś.

Od dziś nie jesteś panem na Gieczu i Ziemi Gieckiej.

Gród razem z ludźmi oddaję mojemu bratu.

Pójdziemy na północ, na południe, na wschód i zachód.

Dojdziemy do gór i morza.

Rozciągniemy naszą dziedzinę tak,

że i w 10 dni koniem nie przejedziesz!

Nasi sąsiedzi będą na nas patrzeć ze strachem i czcią!

Ale do tego potrzebna jest jedna rzecz.

Ale do tego potrzebna jest jedna rzecz.

Wasz wuj, Odolan, z Wieletami najechał waszego brata!

Na czele ogromny rycerz

z żelaza!

Wichman!

Odolanie, złamałeś naszą wolę.

Sprowadziłeś podstępnie na naszą ziemię wrogów.

Jako zdrajca i zabójca poniesiesz karę!

To ojciec!

Chce pomsty nade mną.

Nad nami, za przysięgę. Za krzyż. Za wszystko!

Przypomnij sobie twarz naszego brata przebitego włóczniami!

Jutro czeka nas bój!

Pocznij, połóż się spać. - Cicho!

Cicho…

Ojciec!

Ojcze!

Słyszałeś?

Widziałeś kogoś? - Nie.

Ale on tu jest.

Ja wiem.

Módl się, bracie. Grzeszysz. Strasznie grzeszysz!

Jeżeli nie przekonamy go dziś jeszcze, tej nocy,

to jutro poleci nad nami jak cień i zrobi wszystko,

by sprowadzić na nas nieszczęście. On chce prawdy.

Dajmy mu tę prawdę.

Ja nie potrafię. Język mi się plącze, mam w głowie męt.

Ojcze, nie mogliśmy inaczej.

Zabroniłeś mi sięgać po Odrę, ale ja nie mogłem ci być posłuszny!

11 lat temu w lipcową noc poszedłem na zachód

i zająłem ziemie Lubuszan. Ale nie walczyłem z nimi.

Sami otwierali mi grody, a każde z nich miało na ustach

tylko jedno imię: Gero!

Potem obróciłem się na południe i poszedłem wzdłuż Odry.

A gdy wzeszło słońce,

sam oglądałem to, co mi po drodze mówili.

Spróbuj popatrzeć!

Czy widzisz lewy brzeg rzeki?

Jeszcze wczoraj była tam dziedzina Słupian. A dziś?

Dawajcie mniejsze kamienie! Za szybko toną!

Zbyt krótko cierpią.

Czymże, jeśli nie cierpieniem, mogą przebłagać Boga,

przed którym nie chcieli uklęknąć?

Bałeś się go.

Widziałeś tylko Gerona.

Geron i jego marchia przesłoniły ci resztę świata.

A ja, żeby władać,

naprawdę musiałem się uładzić z nowym Bogiem.

Mamy przyjąć znak krzyża. Ale z czyjej ręki?

Możemy wstąpić do świętej wody pod ręką biskupa Sasów.

Nie. Nie.

Sami byśmy łeb pod topór położyli?

Tego nie uczynimy.

Prośmy w Romie o przysłanie biskupa.

Niech dokona chrztu tutaj, w Gniezdnie!

Papież nie będzie rozmawiał z poganami.

Trzeba szukać znacznego człowieka,

który już przedtem kąpał się w świętej wodzie

i którego imię jest papieżowi znajome.

Przy jego wstawiennictwie możemy uzyskać posłuchanie.

Harald Sinozęby.

Gejza od Madziarów.

Światosław z Rusi.

Żaden z nich nie przyjął nowej wiary.

Nie mamy przyjaciół,

którzy by się żegnali znakiem Jezukrysta.

To jakże my teraz? Dziwnie jakoś.

Bracie, pojedziesz do Hradca.

Pokłonisz się czeskiemu księciu.

Bolesławowi?

Od lat szarpie nas nie gorzej od Wieletów.

Natłukł on naszych ludzi, oj natłukł.

Nie widzi mi się, książę, ta wyprawa.

Kryst silniejszy Bóg od naszych. A cesarz silniejszy ode mnie.

Ugodzić się trzeba będzie z jednym i z drugim.

Bolesław najbliższy, więc niech będzie Bolesław.

Podziękujcie księciu Mieszkowi, waszemu bratu, za dobre słowo.

Zawsze będziemy wysoko cenić jego bitność i prawość.

Ale nigdy nie będzie naszym bratem. Ani my jego.

Skończyłem.

Ktoś ty?

W klasztorze nazywają mnie bratem Krystianem.

Jestem synem tego, do kogo posłowaliście.

Jego syn został w Hradcu.

To syn pierworodny, także Bolesław. Ja jestem drugi, młodszy.

Mimo to warto, byście ze mną pomówili.

Bij!

Pojedziesz do Ratyzbony… - Nie.

Pojedziesz do Ratyzbony kryjomo,

odszukasz mnicha Krystiana. - Nie!

Pojedziesz!

Pójdziecie do biskupa Michała.

Chcesz mu obiecać?

Chcę mu dać do zrozumienia.

I myślisz, że w zamian za to on wyśle posłów do Romy

i wyprosi dla nas biskupa?

Tego nie uczyni.

Więc na co liczysz?

Że po cichu przyciśnie Bolesława i zmusi go, żeby oddał mi swoją córkę.

Nam potrzeba tych zaślubin. - Po tym, jak nas przyjął w Hradcu?

Jak nas znieważył?

Jeszcze jej nie widziałeś. Jest stara i brzydka.

Bolesław ma tylko dwie córki. Jedna jest w klasztorze.

Muszę wziąć tę, która została.

Bądź przeklęty! Za moją krzywdę! Za moją…

Biedny nasz pan.

Tyle ma żon dobrych, urodziwych i wszystkie musi przepędzić.

Ciężko mu będzie zawsze z jedną.

Lato i zima, a tu żadnej odmiany.

Ano ciężko. Ale będzie musiał.

I ty też będziesz musiał.

Jezukryst zabrania mieć więcej żon…

aniżeli jedną.

To jest władca królestwa, które nie istnieje,

a było największe.

Mój syn będzie to nosił.

Nie może być równy cesarzowi.

Ale będzie zasiadał z nim wśród królów.

Urodzę ci syna.

Urodzisz mi króla!

Ojcze, pora już chyba słać posłów do Romy.

Gdzie? - Do Romy, do papieża.

Do papieża?

To ty nie wiesz, że papież umarł z 7 miesięcy temu?

Nie będziesz miał komu przedstawić swojej prośby.

Przedstawię ją. - Komu?

Jest papież.

Wybrali go przed czterema niedzielami.

Przed czterema niedzielami? - Tak.

Został nim biskup Narni z rodu Krescencjuszów.

Nosi imię Jana XIII.

Biskup Narni?

No, masz dobre wiadomości, Mieszko. Lepsze niż ja.

Więc jak?

Wyślij brata, niech jedzie do Romy.

Jest tam moja córka Mlada, którą też nazywają Marią,

bardzo święta osoba.

Wysłałem ją, żeby zdobyła dla mnie biskupstwo.

Niech im przedstawi waszą prośbę,

może ten nowy okaże się dla was łaskawszy.

Wszystko rozumiem.

Pojedziesz do Italii, do mojego brata,

i powiesz, żeby natychmiast wracał.

Może wszystkie sprawy zostawić wielebnej Mladzie.

Na nic więcej niech nie czeka.

Czy mam przekazać coś jeszcze?

Powiedz, że z chrztem nie będziemy czekali na własnego biskupa.

Nie będziemy?

Czekając, możemy przegrać.

Nadeszły wiadomości, że cesarz powołał nową diecezję

w Magdeburgu i może próbować nas zmusić,

byśmy tam przyjęli chrzest.

A ja do tego dopuścić nie chcę.

Więc gdzie?

Może w Ratyzbonie, może w Akwilei…

Może w Salzburgu, byle nie u Sasów.

Rozumiesz? Byle nie u Sasów.

Vis baptisari? - Volo.

Ego te baptiso in nomine Patris

et Filii

et Spiritus Sancti.

Teraz możesz jechać do Sasów jak równy do równych

i spotkać się z cesarzem.

Jak każdy chrześcijański władca! Jako dzielny pan, jak wielki książę!

Amen.

A jeśli ruszę na Wieletów, czy ruszysz razem ze mną?

Ruszę, panie.

I poniesiesz razem ze mną krzyż tam, gdzie go dotąd nie było?

Poniosę, panie.

I nie będziesz żałował trudu,

by rozszerzyć władzę kościoła w matki nasze?

Nie potom przyjmował chrzest, aby żałować kościołowi teraz trudu,

a nawet krwi.

A teraz ty możesz mówić. Może masz jakieś życzenie?

Jeśli pozwolisz, panie. - Możesz mówić.

Rok temu po pielgrzymce do Romy, zmarł czcigodny Gero,

margrabia Marchii Wschodniej.

Był wielkim mężem. - Tak, panie.

Jednak pozostała po nim marchia.

Co zamierzasz z nią uczynić?

Nie powziąłem jeszcze decyzji.

Marchia powstała wtedy, gdy cały wschód twego państwa

był zalany przez pogan.

Teraz, panie, za Odrą masz przyjaciela i sprzymierzeńca.

W pogaństwie pozostały już tylko ludy północne,

Wieleci i Obodrzyce. A tych będziemy nawracać wspólnie.

Po co jeszcze stara marchia Gerona?

Marchia zapisała w mojej historii piękną kartę.

Nie rozwiążę jej.

Więc ją podziel.

Cesarzu, jeśli pozwolisz… - Później, Hodonie.

Więc chciałbyś, abym ją podzielił?

Dopóki jest jedna, wisi nade mną jak topór.

Jeżeli ją podzielisz na części, dasz dowód, że ufasz mojej przyjaźni,

a ja będę wieczorami zasypiał w spokoju.

Dam ci ten dowód.

Podzielę ją na pięć mniejszych marchii.

Czy wtedy będziesz zadowolony? - Tak, panie.

Czy w zamian za to oddasz mi pewną przysługę?

W kraju Wieletów przebywa człowiek, który wielekroć podnosił na mnie rękę.

Należał kiedyś do zacnego niemieckiego rodu,

a nawet był bratankiem margrabiego Gerona.

Ten człowiek, którego musiałem wygnać, wiele razy najeżdżał moje granice.

Czy znasz go?

Znam. Przed kilku laty najechał również moją ziemię

i zabił mi najmłodszego brata. Nazywa się Wichman.

Wichman…

Nie wiem, co planuje, ale chodzą słuchy,

że znów skieruje wzrok w twoją stronę.

Czy możesz mi przyrzec, że jeżeli spróbuje,

jeżeli wkroczy, nie dasz mu wrócić żywym?

Ach! Przyślę ci jego miecz i zbroję!

Podobasz mi się, Mieszku. Przyjmuję twoją przyjaźń.

Ogłoszę to jutro, na zgromadzeniu saskiego dworu.

Dostaliście go.

Najechał nas i nie wrócił.

Opowiadaj.

Przyprowadził ze sobą Redarów.

Wzięliśmy ich do niewoli wielu i wielu pogrzebaliśmy.

Powiedz swemu bratu, aby nie czekał.

Teraz przeciw Redarom wystąpić nie możemy.

A to pismo?

Pismo skierowane jest do nas i do nikogo więcej!

Byłem przy tym, jak cesarz opatrzył je własną pieczęcią.

Dlaczego odrzucacie wolę cesarza?

Nie podnoś głosu! Jesteś na dworze saskim!

Zrozumiałeś?

Zrozumiałem jedno. Że mój brat nie ma w tobie przyjaciela.

Wszyscy jesteśmy przyjaciółmi twojego brata.

Taka jest wola naszego cesarza.

Wyruszyć teraz nie możemy.

I my pójdziemy w inną stronę!

Zrobiłem to.

Zająłem cały brzeg morza od Wisły aż po Odrę.

Zbudowałem nowy gród w Gdańsku i sto innych,

nad wszystkimi moimi granicami.

Mam własnego biskupa, którego pomazał nam papież.

Mój syn, a twój wnuk, Bolesław, ma dopiero 6 lat.

Gdy dorośnie, oddam mu dziedzinę 10 razy większą niż ta,

którą ja objąłem.

Jeżeli nie doczekam królewskiej korony,

on na pewno ją włoży.

Ale żeby to się stało,

muszę zwyciężyć.

Rozumiesz? Muszę!

I ty musisz mi w tym pomóc.

Dnieje.

To znak.

Znak od niego!

Tej nocy był u mnie ojciec.

Stary książę Ziemomysł. Mówiłem z nim.

Odchodząc, zostawił mi ten oszczep.

A szczęśliwą wróżbę na dobrą drogę,

na wieczną sławę!

To oni!

Mój ojciec, dziad i pradziad! Są z nami!

I będą nas prowadzić,

dziś i jutro i zawsze, gdy nasza ziemia będzie ich potrzebować!

Czyńcie, com wam kazał!

Sasi do mnie!

Są na drodze, rozciągają się.

Bronisz!

Niech trąbią!

Idź, Hodonie.

Idź, Zygfrydzie. Idźcie stąd.

Opowiedzcie wszystkim, których spotkacie,

co zdarzyło się tu, nad Odrą.

Jesteście wolni. Idźcie stąd.

Radzim!

Radzim.

Przeprowadź ich przez gród.

Jesteście wolni.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.