All language subtitles for The.Fool.2014.720p.BluRay.x264.AAC-[YTS.MX].Polish leo

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wero, gdzie pieniądze?

Jakie?

- Wiesz, jakie. - Nie mam pieniędzy.

Wydałam wczoraj na chleb. Nic nie mam do wypłaty.

Schowałem pod półką w kredensie.

Tak?

W domu me ma co jeść a ty chowasz forsę?

Gdzie pieniądze? Nie widzisz, że się trzęsę?

Kolia, nie wzięłam ich.

Rozwalę ci pysk.

Przysięgam. Nie bij mnie.

- Gdzie forsa? Zabrałaś ją. - Nieprawda. Idź sobie.

- Zostaw mnie, psycholu! - Gdzie moja forsa? Uduszę cię!

- Gdzie moja forsa, dziwko! - Odbiło ci?

- Gdzie? - Zabieraj łapy!

Gdzie moje pieniądze? Gdzie, dziwko?

Puść ją! Zostaw ją, draniu!

- Nie dotykaj jej! - Gdzie moje pieniądze, ścierwo?

- Nie dotykaj jej! - Suka!

DUREŃ

Wrócił pijany

Rozpadające się ściany i sufity, wszędobylska pleśń...

To realia życia mieszkańców budynku naprzeciwko rządowego kompleksu.

Ale okno biura gubernatora chyba wygląda w innym kierunku.

Drewniane chaty wybudowano w latach 50, jako tymczasowe schronienie

i od tamtej pory nie odnowiono.

Po drugiej stronie ulicy trwa budowa - nie budynku mieszkalnego,

lecz dwupiętrowego parkingu dla urzędników.

Myślisz, że zdasz?

A jak ci się wydaje?

Wszyscy mówią, że trzeba dać w łapę.

No to nie słuchaj.

Nie jesteś dzieckiem, Dima.

Warto chociaż spróbować.

Mam wszystko rzucić i iść pożyczyć pieniądze?

- W ogóle po co ci to? - Żeby zastąpić Fedotowa.

Musisz z wszystkimi być za pan brat, a jesteś tylko jakimś studentem.

Mówią, że się wymądrzasz.

Pewnie, że tak mówią.

Masza, nakryj do stołu!

Chwileczkę...

Dima, przypilnuj Antona.

Tato, znowu niszczą ławkę!

- Dokąd idziesz? - Mamo...

- Łby wam pourywają! - Przestań już.

Z drogi!

Dima, dosyć ganiania ich. Po co ci to?

Mam dosyć naprawiania tej ławki.

Tym razem ich złapiemy.

Idziemy.

Spadajcie!

- Co wy wyprawiacie, dranie? - Ssij palę!

Tym szczeniakom trzeba nogi powyrywać. Nie złapałeś ich?

Dowiem się, kto się tu szwenda, i pogadam z ich rodzicami.

Po co? Poślą cię do diabła.

Chodźmy jeść. Naprawię to później.

Nie za tłuste? Weź trochę chleba.

Inaczej będziesz miał zgagę.

- Jeszcze trochę? - Najpierw zjem to, co nałożyłaś.

Wystygło?

Może być.

No, skarbie, mniam, mniam. Lubisz mniam, mniam?

Dajesz mu słodycze i myślisz, że będzie jadł prawdziwe żarcie?

Nie zaczynaj, proszę. No, mniam, mniam.

Kiedy zgłodnieje w nocy, ty mu będziesz to podgrzewać.

No, zjedz trochę.

I co, złapaliście ich?

Kto za nimi nadąży? Galopują jak konie.

Daruj już sobie tę ławkę. Naprawiałeś ją ze sto razy.

- Sąsiedzi się z ciebie śmieją. - Zamiast ją naprawiać.

Nie jest fajnie odmrażać sobie tyłki, siedząc na ziemi.

Ci goryle niedługo zrozumieją, ile mają siły.

Następnym razem rozbiją wam głowy.

- No to wezwiemy policję. - Myślisz, że policję to obchodzi?

Nic nie zrobili, żeby przerwać bójkę.

Dima...

Wiesz, co sobie myślę?

Iwlew sprzedaje garaż, chatkę i samochód za pół darmo.

I tak jest pijakiem.

- Powinieneś wziąć pożyczkę. - Przyda się moje prawo jazdy.

Mamo, mówiłem, że muszę zapłacić za ten semestr.

Powiedz mu.

Co mam mu powiedzieć? Sam jest swoim panem.

Dwóch naiwniaków, słowo daję.

W ten sposób daleko nie zajdziesz.

On przez całe życie bije się po piersi.

A teraz mój syn chce robić to samo.

Mamo, zostały mi tylko dwa lata. Potem kupimy garaż.

Żyjcie, jak chcecie.

- Co się stało? - Nic.

Inni mają wszystko. Wstyd mi patrzeć im w oczy.

Nawet zdrowia nam brak.

On ma chore plecy i ciśnienie. Ja ledwo mogę się dowlec do kuchni.

Iwan, naprawdę myśleliśmy, że los się do nas uśmiechnie?

Przez 20 lat harowałam jako lekarka w szpitalu,

a teraz zmywam podłogę w dawnym gabinecie.

Spróbuj żyć z emerytury! Twój tata jest jedną nogą w grobie.

Wdychał pył na tym dźwigu przez 30 lat.

Ma zatkane płuca, kaszle. Zobaczymy, co będzie pierwsze, inwalidztwo czy..

- Załatwię wam leczenie. - Na co mi to?

Myślisz, że pochorowaliśmy się na próżno?

Nie, po to, żebyś stał się mężczyzną i żył, jak należy.

I dla Antona.

- A ja nie jestem mężczyzną? - Ty jesteś durniem!

Zostaw ich w spokoju. Siedzi i się uczy.

Czego od nich chcesz?

Jestem jego matką. Tobie nigdy niczego nie potrzeba.

Jak jemu.

- Zaczyna się. - Nie mam racji?

Ty tylko mówisz: "Nie potrzeba nam tego, co do nas nie należy".

I nic do nas nigdy nie należy!

Może jesteś uczciwy, ale całe życie żyjesz w brudzie.

Dosyć już. Mam ciebie dość.

Siedzisz tu i się kurzysz. Wszyscy mamy cię dosyć.

Zwłaszcza ty!

- Ludzie kradną na prawo i lewo! - A ty nigdy nic nie przyniosłeś!

Rury ciekną, a ty masz to gdzieś. Nawet Karasew wymienił!

- Ukradł je z magazynu! - Utop się w tej uczciwości!

Ludzie biorą sobie wszystko! A ty, czemu nie?

Żeby cię nie wytykano palcami? I tak wszyscy to robią!

Unikają cię jak trędowatego! Niki nie chce cię znać.

- Ty stara kretynko! - Znajdź sobie młodą.

- Dziękuję. - Nie ma za co.

- Tato... - Zostaw go!

- Co w ciebie wstąpiło? - Czyli to moja wina?

- Wychowujesz ich, a potem... - Mam ciebie dość.

Co jest z tymi dzieciakami?

Nie słuchaj jej, tato.

Raz przyszedłem do pracy i zobaczyłem podejrzanie zachowującą się grupkę.

Mówią: "Chodź no tu". Ja na to: "Po 00?”

"Musimy ukraść trochę rur z magazynu".

Powiedziałem: "Nie należą do nas".

Teraz unikają mnie jak zarazy. Nawet się ze mną nie witają.

Twoja matka ma rację.

Żyję na tym świecie 60 lat i nie mam przyjaciół ani wrogów.

Wszyscy uważają mnie za durnia.

W pracy dlatego, że pracuję i nie kradnę.

A tutaj - bo wymieniam ukradzione żarówki.

I co wieczór naprawiam ławkę.

Jestem durniem.

Nie jesteś.

Daj spokój...

Dima! Dzwoni do ciebie ktoś z centrali.

Powiedz, że mam dziś wolne.

Mówi, że to pilne. Filimonow poszedł w cug.

- Pojadę tam. - Jasne.

Andrej, zakręciłeś na dole?

Miałbym zostawić cały budynek bez wody?

Zobacz, jak pękło.

Poczekajmy na szefa, niech on zdecyduje.

- Kiedy ostatnio piłeś? - Bo co?

- Bo zastrzyk nie podziała. - Oby nie!

Niech ten drań cierpi.

- Córka jest cała we krwi. - Zamknij się, suko.

Milcz.

Od trzech dni nie brałem.

Głód nie przechodził. Poszedłem po towar- nie było.

Prawie dostałem zawału. Postaw się na moim miejscu.

Moja wątroba by tego nie wytrzymała.

Oparzenie nie jest zbyt poważne.

Dam ci maść, smaruj ją na noc.

Ale jeśli się napijesz, zastrzyk nie podziała.

Mamy go zabrać?

Musi być jutro w pracy, inaczej znowu nie dostanie premii.

No to podpisz.

Po co nam to zamieszanie? Czemu się tym zajmujemy?

- Nie poradzicie sobie z rurą? - Wyłączymy wodę w piwnicy?

- Po co? - Sam popatrz.

Żal ci mnie?

Żal mi naszej córki. Buty jej się rozpadają.

Nogi ma ciągle mokre i zimne. Rozchoruje się.

- Zrobicie coś z tym czy nie? - Zamknij się albo napraw to sam.

- Czy to ściana nośna? - Powinieneś wiedzieć.

Cholera!

Co mu jest? Idziemy.

Szykuj się do łóżka.

Zostańmy na noc u Leny. Boję się go.

Rób, co ci każę.

I tak jest już zbyt wiele osób u nich pokoju.

Idziemy spać czy nie?

Nie pójdę z tobą do łóżka. Śpij na kanapie.

- Daj spokój- - Zabieraj łapy!

Chodźcie tu.

Co się stało?

Były jeszcze jakieś skargi od lokatorów?

Nie dzisiaj, ale to miejsce jest koszmarne.

To stary budynek. Stoi tu od 40 lat.

- Po co te nerwy? - Cholera... To nie mój rejon.

Czy był generalny remont tego budynku?

Remont? Nie znasz Fedotowa?

Pomalowali ściany, a resztę kasy zgarnął dla siebie.

A inspekcje? Wszystko było w porządku?

Żartujesz?

Inspektorzy dostali w łapę i po sprawie.

To koniec tego budynku. Mam dosyć przychodzenia tutaj.

Dach przecieka, rury przerdzewiały.

Łatamy jedną dziurę, a następnego dnia pojawia się sześć kolejnych.

A Filimonow? Rozmawiał o tym z Fedotowem?

Ma to gdzieś. Żona go zostawiła, więc pije od trzech dni.

Pewnie przeniosą cię do nas. To najgorsze osiedle.

Co jest nie tak?

Diabli wiedzą.

Chyba fundament się rusza.

Poważnie?

Od parteru do dziewiątego piętra jest pęknięcie.

Przyjrzałem mu się, jest przez całą ścianę.

Cały blok się pochyla.

Niech to szlag...

- Co teraz zrobimy? - Cicho, uspokój się.

Zakręćcie wodę i idźcie do domu.

Jutro pogadam z Fedotowem. To wszystko. Cześć.

Dima, co robisz?

- Śpij. - Muszę coś sprawdzić.

Ty i twoja przeklęta szkoła. Masz jutro egzaminy?

Zamknij oczy, Anton.

Dima, Oszalałeś? Co robisz?

- Dokąd idziesz? - Nie wiem, po co wstał.

Idę do 32 bloku.

- Tam, gdzie byłem dzisiaj. - O czym ty mówisz?

- Blok, pamiętacie? - Tak. I co?

Źle to wygląda. Budynek ledwo stoi.

Jest pęknięcie przechyla się. Zawali się.

- Żartujesz? - Mówię poważnie.

Sprawdziłem stabilność 9-piętrowego budynku.

- Nie postoi nawet doby. - Ugryź się w język.

Idź jutro do Fedotowa.

Kruszy się fundament. Musimy ewakuować ludzi!

A kto ci na to pozwoli bez inspekcji, wariacie?

Niektórzy mieszkają tam od 30 lat. Chcesz ich wyciągać w środku nocy?

Musimy to zrobić natychmiast!

Masz numer Fedotowa? Zadzwoń do niego.

Nic nie zrobi. Ukradł forsę za remont.

Znacie kogoś z administracji?

- Twoja matka zna. - Kogo?

Razumihina, księgowa z biura burmistrza, to twoja koleżanka?

Nie widziałyśmy się od lat.

Nie będę jej zawracała głowy o tej porze bzdurami.

To nie bzdury, mamo! W każdej chwili ludzie mogą tam zginąć!

- Nie krzycz. - Zadzwoń do niej!

Masz telefon. Sam zadzwoń. Wariat!

- To aż tak poważne? - Bardzo.

Wiesz, że nic nie osiągniesz?

Skoro 30 lat nie dbali, teraz tez nie będą?

- Tak, wiem o tym. - Wybuchnie panika. I co wtedy?

Muszą gdzieś spać.

Nie mogą stać na ulicy z dziećmi i walizkami w tym zimnie.

Muszą zostać przesiedleni, a wiesz, jaki jest ratusz.

Banda złodziei.

Zaczną się skargi, zwolnienia, sądy... Nie pakuj się w to.

- Co mi zrobią? Zabiją mnie? - Idiota.

Uspokój się. Połóż Antona spać.

Galia? Mówi Dmitry Nikitin. Przepraszam, że o tej porze...

Potrzebuję pani pomocy w skontaktowaniu się z kimś.

Z burmistrzem.

Tak, z Geńaganową.

Nie, nie w godzinach pracy...

To pilne. Nie żartuję.

Naprawdę?

Gdzie?

Dobrze.

Zaraz tam będę.

Co powiedziała?

Cała administracja świętuje urodziny Galaganowej w restauracji.

Oto i moje spotkanie. Lepiej być nie może.

- Wszyscy są pijani... - Może pijani są lepsi, będą milsi.

Zobaczymy.

Jesteś tego pewien?

Czekajcie.

Boże, co za syf...

Boże...

- Nastaw wodę na herbatę. - Dobrze.

- Uważaj, bracie. - Mógłbyś się ruszyć.

- Mogę robić, co zechcę. - To miło.

- Poznajmy się. - Później.

Spokojnie... Aż tak źle?

- Wódka jest zła. - Lepiej coś zjedz.

- Gdzie znajdę Ninę Galaganovą? - W jadalni.

- Dziękuję. - Ale ona ma męża.

- Dobrze wiedzieć. - Aja - nie.

- Dokąd idziesz? - Tam, gdzie muszę.

- Znowu się z nią zobaczysz? - Idź się więcej napić.

Rozwiodę się z tobą, draniu!

Najwyższy czas. Czekam na to trzy lata.

Zatańczmy!

Chodźcie, dziewczyny!

Drodzy Przyjaciele! Mogę prosić o uwagę?

Wznieśmy toast za zdrowie naszej drogiej Niny,

ale także powiedzmy coś o niej!

Życzyliśmy zdrowia, długiego życia, szczęśliwych przyjaciół i rodziny.

Najważniejsze, żebyśmy podziękowali jej za rozwój naszego miasta,

które co roku pięknieje.

Dzięki niej wszyscy mieszkańcy mogą cieszyć się życiem.

Proszę najbliższych przyjaciół Niny o powiedzenie kilku słów wdzięczności.

Przyjechałem tu 20 lat temu.

Potrzebowałem planów terenu pod budowę fabryki.

Wszedłem do biura geodety i zobaczyłem...

chudą dziewczynę w sukience w kolorze szafek z segregatorami.

Poprosiłem ją o to i tamto, ale udawała, że mnie nie widzi.

Krzyknąłem, że to rozkaz. Kazała mi iść do diabła.

Spojrzałem na nią i powiedziałem:

"Kiedyś będziesz szefową”.

Ta dziewczyna miała na imię Nina.

Pochodziła z małej wioski.

Jej matka miała sześcioro dzieci, krowę i grób męża za domem.

20 lat temu to miejsce było chlewem.

Na ulicy trzeba było zatykać nos i przymykać oczy,

inaczej ciągnęłoby do kielicha. To była straszna dziura.

Ale minęło 20 lat.

Mam ochotę kupić dom gdzieś na przedmieściach

i zamieszkać tam z rodziną, kiedy się zestarzeję.

A wszystko dzięki tobie, Nino. Ty jesteś szefową.

A inni nazywają cię jeszcze inaczej.

Nie wstydźcie się. Wszyscy razem!

Mama!

Nino, to Dmitry Nikitin, szef brygady remontowej.

Dobry wieczór.

- Jestem tu w sprawie zawodowej. - Teraz? Świętuję. Proszę się napić.

- Naprawdę nie mogę. To pilne. - Napij się, pracusiu.

- Znacie się? - Nie. Nie lubi się przedstawiać.

Jestem Dmitry Nikitin.

- Nino, zdarzył się wypadek. - Jaki?

Awaria w jednym z bloków na osiedlu

Nie może się tym zająć Fedotow albo jego asystenci?

Nie przejmie się tym. Do tej pory miał to gdzieś.

Za kilka godzin może zginąć wiele osób.

Proszę zwołać strażaków, policję i pogotowie.

Potrzebny nam plan działania. Zdam szczegółowy raport.

Pani Galaganowa, rozumiem, że to impreza,

ale stanie się coś strasznego.

Nie żartuję.

Emelianow!

- Zbierz radę w sali. - Kogo konkretnie?

Wszyscy są pijani. Sajapin już poszedł, zalany w trupa.

- Tulskiego żona zabrała do domu. - Zadzwoń i każ im wrócić.

Nieważne, czy będą wymiotować i brać prochy - muszą tu być.

Uważaj, Dmitry Nikitin, nasz brygadzista

Po co ci to zamieszanie?

Usiądź, Fiodor.

Proszę udzielić nam informacji.

Do bloku 32 na osiedlu A wezwano majstrów, by naprawili pękniętą rurę.

- To oni wezwali mnie na miejsce. - Czemu nie Filimonowa?

To główny inżynier.

Poszedł w cug trzy dni temu.

Rury pękły, bo ściany nośne się poruszyły.

Blok zbudowano jeszcze przed założeniem tego miasta.

- Czyli jakieś 40 lat temu... - 38.

Nieważne.

Nigdy nie było kompletnego remontu.

Była w 1984 i trzy lata temu.

Nie będę się teraz kłócił 0 jakość tych napraw.

Budynek w każdej chwili może się zawalić.

Skąd ten pomysł? W tej chwili?

Kiedy rozmawiamy.

Na ścianach nośnych są dwa wielkie pęknięcia, od parteru do 9 piętra.

Cały budynek się przechylił. Fundament się kruszy i przesuwa.

Wibracje są widoczne gołym okiem.

- Ile tam mieszka osób? - Kogo słuchasz, Tolia?

Potrzebna jest inspekcja regionalna, 10 specjalistów. Jest wiele aspektów.

Pewnie bzyka jakąś dziewczynę w tym bloku i obiecał jej nowe mieszkanie.

- Jest druga nad ranem. - Zamknij się!

Jasne. Trzeba zapłacić.

Rozejrzyjcie się sami. Nawet dziecko dostrzeże...

Dziecko może tak, ale dla nas to niejasne.

- Jesteś głównym inżynierem? - Nie.

- No właśnie. - Ty też nie!

Fundamenty, nachylenie... Co o tym wiesz?

- Studiuję budownictwo na 2 roku. - Potrzebujesz dyplomu do awansu?

Cisza!

Naprawdę wszystko widać gołym okiem.

Nachylenie powyżej 5 stopni i budynek staje się niestabilny.

A ten budynek odchylił się 0 mniej więcej 10 stopni.

Pochylenie jest o wiele większe niż maksymalne dopuszczalne.

Budynek się rozpada. Bez wątpienia się zawali.

Biorąc pod uwagę kąt nachylenia, budynek nie postoi nawet jeden dzień.

Rozumiesz, że w tym wypadku...

musimy ogłosić stan wyjątkowy i natychmiast ewakuować ludzi?

Tak.

- Ile mieszka tam osób? 1000? - 820.

820 osób.

Będzie trzeba ich przesiedlić.

A miasto już ma problemy z mieszkaniami.

Trzeba wezwać inspekcję rejonową i wszystko sprawdzić.

- Nie zgodzę się na te koszty. - Chcesz skończyć w więzieniu?

Sajapin może się tym zająć. Jest naszym kolegą.

800 osób. Co, jeśli się zawali?

Sprzeniewierzyłeś pieniądze z napraw. Ja nie sprawdzałem. Zamkną nas.

- Ja ukradłem pieniądze? - Pewnie!

Daj Spokój, Fiodor!

Dom twojej córki sam się zbudował?

- Czy pomogłeś jej ze swojej pensji? - I kto to mówi!

A co z twoim domem? Albo jego?

Może powiemy temu chłopakowi, kto ukradł co?

Albo jak ręka rękę myje wśród nas!

Jaka ręka? Uważaj, co mówisz!

- Mam własne podwórko. - Jakie podwórko?

Cale to miasto, mieszkańcy, to twoje podwórko.

Jeśli kogoś z nas przyłapią, zapłacą za to wszyscy.

Zjadą się dziennikarze i puszczą nas z dymem.

Jestem czysty. Miałem już inspekcję.

Przestępczość była w normie. Nie ma narkomanów i prostytucji.

Ale ty i Matiugin pójdziecie z dymem w jego wozie strażackim.

Grozisz mi?

Co zrobiłeś z prostytutkami? Zamknąłeś je w haremie?

Milczcie!

Ryba się psuje od głowy. Jeśli ja mam problem, to wy też.

Wszystko dokładnie sprawdzą.

Jeśli chodzi o 800 osób, to znajdą gówno nawet na twoim "podwórku".

Co, masz najczystszy wydział?

Dobra, jedź z nim na miejsce.

Rozejrzyj się tam.

Jeżeli jest tak, jak mówi, to pomyślimy, co zrobić.

Chodźmy, wichrzycielu.

Dima, zostań tu na chwilę.

Gdyby próbował ci grozić, nie słuchaj. Jest podstępny.

Gdyby nie on, nie byłoby problemu.

Ja też pojadę. Fedotow jest wściekły, a dzieciak - naiwny.

Powodzenia.

- Pokaż. - Tędy.

- Tutaj. - Co?

Pęknięcie przebiega przez cały budynek.

Co z tego? Widziałem to pęknięcie dwa lata temu.

No dobrze.

Proszę spojrzeć tutaj.

Ściana się rozpada. Fundamenty się przesuwają.

Gdzie?

Jesienią ziemię wypłukuje deszcz. Nie bądź taki cwany.

Dobrze, chodźcie.

Idziemy.

Ale tu śmierdzi!

Naprawcie kanalizację, to nie będzie śmierdziało.

Ty śmieciu! Przestań się nad nami znęcać!

Twoje dziecko się ciebie boi! Zadzwonię na policję!

To dzwoń, dziwko! Myślisz, że przyjadą?

- Potnę cię, suko! - Uspokój się, stary.

- Co powiedziałeś? - Prosisz się o Ianie.

Dobra, chłopaki, nie gniewajcie się.

Córka kradnie ode mnie pieniądze. Potrzebuję ich na lekarstwa.

Ta suka za to ćpa.

Pójdę zapalić.

Tym ludziom potrzebne są nowe mózgi, nie rury.

Dlatego tu śmierdzi.

Mieszkają tu różni ludzie.

Idźcie sobie.

Jesteśmy z ratusza. Mam tu naczelnika.

Witaj, Fiodor.

Możemy zobaczyć twoją łazienkę?

Jasne, wejdźcie.

Bieda za biedą...

Pękają rury, potem temu sukinsynowi odbija.

Śmieć tłucze własną córkę, wyobrażacie sobie?

Trzeba go przymknąć, ale te świnie z policji tego nie robią.

Chociaż sama odpuściłam.

Pomóżcie nam.

W czym?

Jasne, zajmiemy się tym.

Kiedy naprawią te Fury?

Zakręcili wodę i nie możemy zmywać ani gotować.

Niedługo.

- Do domów. - Tak jest!

- Co powiedziałeś? - Nie warto. To śmiecie.

Patrzcie, ta stara pokraka zaraz wypełznie.

Jesteśmy z ratusza. Możemy wejść?

Wynoście się stąd, gnoje!

Spokojnie, babciu. Chodź, upalimy cię.

Twoje.

Idę się wysikać.

Cześć. Co tu robicie?

Jesteśmy z ratusza. Sprawdzamy rury.

Rury mam gdzieś. Biorę prysznic raz w tygodniu.

Teraz jest dużo wody.

Przynoszę śnieg i po problemie.

A jeśli budynek się zawali, też będę miał to gdzieś.

To nie jest życie.

Macie ochotę na kielicha albo dwa?

Chodźcie! Napijmy się!

Jasne...

Idziemy.

Jeszcze jedna partia?

Co tu robią ci ludzie? To coś poważnego?

- Jeszcze nie wiemy. - Słuchaj...

Nie możesz spać?

- Co? - Jest późno.

Co cię obchodzą tacy menele jak my?

- Litujesz się? - Jestem, jaki jestem.

- Co tam robiliście? - Odwal się.

- Niezły blok... - Nic nie mów.

- No i co? - Tędy.

- Po co ta butelka? - Patrzcie.

Chodźcie tu.

Spójrzcie na dół. Tylko ostrożnie.

- Daleko? - Jakieś trzy metry.

- Rozdzieliliście zadania? - Tak.

Nino, co mam zrobić z gośćmi?

Zabawiaj ich.

Pogłośnij muzykę-

Powiedz w kuchni, żeby się pospieszyli z daniem głównym.

Wielu z nich chce sobie iść. Wostrikow jest zły, że cię nie ma.

No to popraw mu humor.

Nie mogę tam być. Mam inne sprawy na głowie.

- Może puścimy ich do domów? - Akurat!

Żeby wiedzieli, że mamy problemy.

Daj im tyle gorzały, żeby zasnęli.

Powiedz im, że niedługo wrócę.

Dobrze.

Rozejdą się plotki.

Sąsiedzi dostaną więcej z budżetu.

Najważniejsze, żeby budynek się nie zawalił.

Inaczej będą to fakty, nie plotki.

No i co?

Mówcie!

Nie jest dobrze.

Prawdopodobnie się zawali.

Naprawdę?

Nikitin chyba miał rację.

Musimy ewakuować mieszkańców.

Mówiłem, żebyś uważała na osiedle A.

Zbudowano je w pośpiechu, na niestabilnej ziemi.

Powinniśmy byli wszystkich przesiedlić i zburzyć ten budynek.

Przesiedlić dokąd, mądrale?

Daj mi dwa budynki po sto mieszkań w każdym.

Mogliśmy je zbudować, kiedy mieliśmy pieniądze.

Ale byliście zbyt chciwi!

Wynocha!

Połowa naszego budżetu idzie na smarowanie rąk w centrali!

Wszyscy stamtąd żyją w kurortach!

Mają samochody, domy, żony obwieszone złotem.

Jeśli odmówię, nie dadzą nam ani grosza.

Ile dostaliśmy w tym roku?

Tyle, że starczyło tylko na parę dachów i wymianę kilku rur.

Emeryci chodzą głodni, trzy samobójstwa rocznie...

Inwalidzi czekają na bezpłatne leczenie.

A co z domami dziecka i dodatkami rodzinnymi?

Zbudowałam szpital położniczy! Myślisz, że śpię na pieniądzach?

Jak mam przeżyć i wychowywać dzieci?

W latach 90. bałam się o życie.

Odpowiadam za wszystko - podatki, rekrutację do wojska, wybory.

Albo mnie zamkną w więzieniu, albo poklepią po głowie.

Chcę żyć normalnie!

Mam 3 blizny na głowie, nadciśnienie, wrzody i dwa rozwody za sobą!

Jestem kobietą, matką i żoną - chcę żyć normalnie!

I ty też.

Dlatego człowiek bierze coś dla siebie, nie myśląc o innych.

Człowieka nie obchodzi, czyje ściany są walą i czyj dach przecieka,

bo musi najpierw położyć sobie dach.

Twój dom jest niewiele mniejszy niż mój - cztery pietra.

Twój syn, gwałciciel i narkoman, aresztowany 6 razy

i z dwoma sprawami w sądzie,

ma apartament w Moskwie i chodzi do prywatnej szkoły.

U niego niedługo ludzie będą umierali od zwykłych infekcji,

kiedy on będzie kradł zapasy.

Kupiłam sprzęt do szpitala, połowę z tego sprzedał.

Gdyby nie moja pomoc, leczylibyście ludzi ziołami.

A ten zamienił policję w jeden wielki szwindel.

Przymykałam na to oko. "No, Sergej, zarób trochę forsy”.

Ty - nawet nie wiem, co robisz. Siedzisz na dupie i coś podpisujesz.

Od 10 lat w mieście nie było żadnego pożaru,

ale i tak przeznaczamy fundusze na szlauchy, sprzęt i kto wie, co!

Tak, zarabiam na każdym kontrakcie.

Ale kto tu ma czyste ręce?

Może ktoś z was chciałby zająć moje miejsce? Proszę bardzo.

Tylko wy, osły, nie dalibyście sobie rady.

Wysysacie z miasta życie, a kiedy coś się stanie, obwiniacie "mamę”!

- Uważacie się za mężczyzn? Tchórze. - Dosyć tego, Nino!

Wszyscy o tym wiemy. Nie urodziliśmy się wczoraj.

Zawsze dobrze żyłem, nie musiałem żebrać i nadal nie zamierzam.

Mam gdzieś to, co ludzie o mnie myślą.

Jeśli nie można wziąć tego, co potrzebne, żyje się jak nędzny robak.

To bezustanne gadanie o "korupcji" - cały kraj żyje z łapówek!

Nawet w czasach ZSRR, kiedy moja matka umierała na raka,

musieliśmy dać w łapę, żeby dostała leki.

A teraz bez pieniędzy nic nie da się zrobić!

Nie chcę przerywać tych miłych, biurokratycznych wyznań,

ale co zamierzamy? Czas nas goni.

Co zrobimy?

Ewakuujcie ludzi.

- To oficjalny rozkaz? - Oczywiście.

Zadzwonię do centrali i ich powiadomię.

Po co?

Tak każe regulamin.

Nie róbmy z tego afery.

Wyprowadźmy ludzi, a jutro sprowadzimy ekspertów i sprzęt.

Może jeszcze można to naprawić.

A kto odpowie za fuszerkę? Ja czy on?

Co powiemy lokatorom? To nie stado owiec.

Jeśli się zorientują, że budynek się rozpada, nie wrócą tam.

No to zaaranżujcie pożar albo jakąś awarię.

Cokolwiek. Musimy ich ewakuować na noc.

Rano przyjadą eksperci. Jeśli nie będzie wyboru...

Wszystkich przesiedlimy.

Padnę Safronowowi do stóp. Buduje całe osiedle.

No, idźcie już! Zróbcie coś!

Mamy dokumenty. Są w samochodzie.

- W razie czego, możemy je zgubić. - A ty co powiesz?

Sytuacja wygląda niewesoło.

W budżecie renowacyjnym jest deficyt w wysokości 120 milionów.

Boże...

Z pewnością mogliśmy to wydać,

ale co z dowodami? To dużo pieniędzy.

Nowa budowa by to usprawiedliwiła, ale inwestorzy się nie zgodzą.

Ile by kosztowało przesiedlenie?

Jest tam 820 mieszkańców.

Stan wyjątkowy oznacza przesiedlenie ich wszystkich, i to szybko.

Co najmniej 600 osób w dwa miesiące. To 200 rodzin,

z tego rodziny wielodzietne, 27 inwalidów i 10 weteranów.

Potrzebujemy 60 dwupokojowych mieszkań, a reszta to kawalerki.

W przybliżeniu to będzie...

260 milionów.

Do diabła!

Boże...

Kretynka ze mnie.

No tak.

- Tania, sprowadź Safronowa. Jest tu? - Wyszedł jakieś dwie godziny temu.

- No to muszę go znaleźć. - Nino, zaczekaj.

Nie mam czasu. Jeśli masz coś do powiedzenia, to chodź ze mną.

Wyślijcie tam jeszcze jedną jednostkę!

To ich obudźcie! Pogotowie gazowe też, tam jest gaz.

Chociaż nie wiem. Dowiedzcie się.

Przygotujcie chłopaków i dwa wozy.

Sprawdźcie sprzęt, nie używaliśmy ich od lat.

Ogródźcie cały teren. Na jaką odległość?

Jak daleko ma być ogrodzone?

Później pogadamy o nadgodzinach. Uważaj, co mówisz, albo cię zwolnię.

Dajcie trzy karetki, w każdej lekarz i dwóch sanitariuszy.

Jesteście gotowi? Jedziemy.

Zaczekajcie!

- Co się stało? - Wstrzymajcie się na chwilę.

- Dlaczego? - Musimy zaczekać.

- Na kogo? - Nie wiem. Nina kazała czekać.

No to chodźmy się napić.

Wichrzycielu, co tak stoisz? Idziemy!

Masz wrzody?

Pogadajmy tutaj. Są u mnie krewni, a nie chcę, żeby się dowiedzieli.

Muszę przenieść 600 osób. Potrzebuję 200 mieszkań. To dwa budynki.

Oszalałaś? Skąd mam je wziąć?

Te 9-piętrowe, które zbudowaliście, jeszcze stoją puste?

Sprzedaliśmy te mieszkania, zanim rozpoczęliśmy budowę.

Tylko na kilka miesięcy. Bardzo tego potrzebuję. Pomóż mi.

Wkrótce przegłosujemy budżet. Kupię je od ciebie.

Za coś takiego pójdę siedzieć.

Chociaż na miesiąc. Potem coś wymyślę.

Przesiedlę ich gdzie indziej.

Co tydzień mam inspekcje i pokazy. Nie może tam nikogo być.

Co robisz, draniu?

Sprzedałem ci ten teren za pół darmo. Nie masz sumienia?

800 osób mieszka w walącym się budynku.

Nie mogę ich ewakuować, nie wiedząc, gdzie ich umieszczę.

Budżet mieszkaniowy trafi pod lupę.

Posadzą mnie na 15 lat, jak Sorokina.

Nikt cię nie tknie.

Dasz w łapę gubernatorowi, obiecując mu głosy.

Jeśli będzie naciskał, zagroź, że go wydasz.

- Będziesz bezpieczna. - Chyba że mnie zabije.

Ja też mogę zginąć.

Przykro mi, nie mogę.

Moi inwestorzy w latach 90. rozrywali ludzi na strzępy.

Przepraszam, nie mogę.

Nino, nie masz wyboru.

To znaczy?

Nie możesz nikogo stamtąd ewakuować.

To co mam zrobić? Pogrzebać ich pod gruzami?

Kto powiedział, że ten budynek na pewno się zawali?

- Nikitin. - Ten gnój?

Cho po prostu wysiudać Fedotowa ze stanowiska.

I nie słuchaj tego pasożyta Matiugina.

- A jeśli coś się stanie? - Ryzyko zawsze istnieje.

Jesteś jednym z inwestorów Safronowa?

Nino, przestań.

Jesteś? Widziałam, jak na ciebie patrzył. Powiedz.

Jestem.

A co z tymi ludźmi?

To żywi ludzie, ty śmieciu.

Zamknij pysk, suko.

Kiedy zaczęłaś martwić się o ludzi?

Kiedy 800 osób może razem zdechnąć?

Martwiłaś się o nich, kiedy umierali jeden po drugim?

Kiedy brałaś dla siebie trochę z każdej inwestycji w budżecie?

Drogi są gówniane, jedna dziura na drugiej, codziennie wypadki.

Ludzie piją na umór, mordują się nawzajem,

bo nie ma tu dobrej pracy, a place są jak jałmużna.

Dzieci marnują życie, ćpając w piwnicach.

Szkoły to syf, nauczycieli i lekarzy nie stać na żarcie.

Starzy ludzie i inwalidzi powinni położyć się i umrzeć.

Ty i ja to przeżyliśmy.

Ile dla ciebie zrobiłam? Żerujesz na mnie całe życie.

Gdyby nie ja, byłabyś nadal sekretarką.

Bo ty jesteś nikim, aja jestem kimś.

I nasi przełożeni 0 tym wiedzą.

A zatem?

Co z tobą? Weź się w garść.

Tutaj można żyć jak człowiek albo jak bydło.

Dobrego życia nie wystarczy dla wszystkich.

Dzieląc się po równo, nikt nic nie dostanie.

Wszyscy będą równie biedni.

Daj spokój...

Czy tak byłoby lepiej? Nie.

Pomogłem ci stać się kimś, a ty gryziesz rękę, która cię karmi.

Zastanów się dobrze - jesteś z nimi czy z nami?

Co zrobimy?

Coś wymyślimy. Wsiadaj do samochodu.

Spójrz na nich, wszyscy pijani, mają to gdzieś.

Co ich to obchodzi? Zmienią się szefowie, ale praca zostanie.

Przestań narzekać. Jeszcze nic się nie stało.

Czasem się zastanawiam, po co zostałem kierownikiem?

Mogłem dalej pracować jako chirurg, tu przeciąć, tam założyć szwy...

Broń Boże, żebym kiedykolwiek się znalazł na twoim stole operacyjnym.

Wyjmiesz mi nerkę i sprzedasz.

A ty pewnie nie jesteś samolubny?

Łapiesz wielu drani?

Ciebie nie tak łatwo złapać. Próbuję cię przymknąć - dajesz w łapę.

Aja jestem Rosjaninem, nie umiem odmówić.

- Fiodor, chodź zatańczyć... - Spadaj.

Jesteś z innej planety czy coś?

Każdy inny tylko by spojrzał i wrócił do domu do łóżka.

Czemu ci zależy?

- Tam są ludzie. - Jacy ludzie?

Śmiecie

i wyrzutki.

- Może powinni po prostu umrzeć. - Dzieci też?

Te, które palą crack i pieprzą się na strychu?

Co z nich wyrośnie? Powiedz mi!

Nie powinieneś machać tu tym toporem, mały.

Jesteśmy starzy i doświadczeni.

Wiele widzieliśmy w życiu. Zwłaszcza ja.

Co druga osoba w tym bloku ma na koncie aresztowanie albo wyrok.

Gdyby było mniej tych budynków, świat byłby lepszym miejscem,

a życie byłoby łatwiejsze dla normalnych ludzi jak my.

Tak?

Zaraz wracam.

Tak...

Jeszcze jedna rundka przed wyjściem.

Jednak wszystko tak, jak było ustalone.

Ewakuujemy lokatorów i czekamy na inspekcję.

Nina chce o czymś z wami porozmawiać. Na miejscu.

- Moi chłopcy was tam zawiozą. - Sami pojedziemy.

Pijani?

Jako szef policji, zabraniam.

To jeszcze dwa lata pracy. Mam już tego dosyć.

Idź do domu.

- Patrz, mamy ochroniarzy. - Bardzo zabawne. Wsiadajcie.

Zadowolony?

Dlaczego jest was tak mało?

Reszta jest w drodze.

Dokąd jedziemy? 32 jest w drugą stronę.

Jedź tam, gdzie ci kazano.

Jedzie w przeciwnym kierunku.

Jedzie tam, gdzie powinien.

Jeśli nie znasz drogi, ja poprowadzę.

Zamknij się już!

Nie wiesz, z kim rozmawiasz?

Galaganowa... Ta suka bez serca...

Co ci jest?

Tolia, ten budynek się zawali.

A my "uciekniemy".

Co powiedziałeś?

"Ukradłem pieniądze, dałem ci w łapę", a ty "nie Sprawdziłeś".

O wszystko obwinią nas.

Sajapin to też śmieć.

Już po nas, Tolia.

Oszalełeś? Tam jest 800 osób.

Ewakuuje ich i zwali na nas winę za budynek.

Chłopaki, zabijecie nas?

Odpowiedzcie mi!

Zamknij się i siedź cicho.

Stójcie.

Wracaj tutaj.

Puśćcie chłopaka. Jest tylko hydraulikiem.

Nic nie powie.

Odbiło wam? Co to ma znaczyć, do cholery?

- Zamknij się! - Co?

Idź.

Bierz swoją rodzinę i uciekaj z miasta.

Jeśli nas wydasz, znajdziemy cię i zabijemy.

Na co czekasz?

Naprawdę jesteś durniem.

Spadaj! Ale już!

- Zanieś go do łóżka. - Nie trzeba.

Gdzie on jest?

- W pracy, a gdzieżby? - Co robi w pracy o 3 nad ranem?

Robi, co musi.

Pakujcie się. Mamo, pomóż jej.

- Jej rzeczy, Antona i moje. - Co się stało?

Nie mamy czasu!

Dobry Boże...

- Co się stało? - Nie pytaj. Ledwo uszedłem z życiem.

Musimy uciekać. I to na długo. Inaczej...

- Matko święta! - Cicho! I rób, co ci kazano.

- Wezwijmy taksówkę. - Za duże ryzyko. Ktoś nas podwiezie.

- Pożyczę samochód. - Nie będę miał oddać!

Biedniejsi być nie możemy. Pakuj się. Podjadę pod klatkę.

Dzięki.

- Mam wziąć letnie ubrania? - Weź wszystko. Pieniądze też.

- Na jak długo? - Na zawsze, mamo.

- Masza! - Spokojnie. Usiądź!

Boże, moje dziecko...

Mój synek...

- Boże! - Cicho, bo wszystkich pobudzisz.

Masza...

- Dokąd pojedziesz? - Zastanowię się po drodze.

Musimy wyjechać z miasta. zadzwonię, kiedy dotrzemy na miejsce.

Mamo...

- Wiedziałam, że tak będzie! - Przestań już.

Jedź. Będzie wyła, dopóki nie pojedziesz, i obudzi cały dom.

- Boże... - Uspokój się.

Dima! Synu! Mój synku...

- Synku... - Cicho.

Dima...

Dobrze, że wszystkich upiliśmy.

I znaleźliśmy dokumenty.

Rano nikt nic nie będzie pamiętał.

Tak?

Gotowe?

Załatwione?

To dobrze. Wracajcie do domów.

Pozbądźcie się broni.

Wiem, że jest oznakowana, ale skreślimy ją z listy.

Nie daj Boże, żeby znaleźli ciała i złapali nas przez to głupstwo.

Cześć.

Załatwione.

Boże, wybacz nam.

Bóg stworzył to życie i zmusił nas do niego.

To są wszystkie dokumenty.

Spal.

Mój mąż jest w tej chwili z Polosuhiną. Drań!

Nie płacz.

Popędzimy ją. Niech kręci tyłkiem gdzie indziej.

I przyślij do mnie swojego męża.

Wytłumaczę mu, jak mężczyzna powinien traktować żonę.

Uspokoił się?

Śpi.

Co się stało?

Wszystko tu jest zepsute.

Gdzie?

W ratuszu.

To kłębowisko żmij.

Banda drani,

gotowych, by pożreć się nawzajem żywcem. Wampiry!

Kiedy zrozumieli, że schrzanili, postanowili wrobić swoich.

Wsadzili mnie, Fedotowa i szefa straży pożarnej do radiowozu.

Zawieźli nas w odludne miejsce.

Fedotow okazał się przyzwoitym człowiekiem.

Nie spodziewałem się tego.

Stanął w mojej obronie

i mnie puścili.

Dokąd jedziemy?

Musimy uciekać z miasta.

Spędzimy noc w hotelu.

Rano się zastanowię.

Obiecuję.

Wielkie dzięki.

Mieliśmy normalne życie.

Co ty sobie myślałeś?

Myślałem o tych ludziach.

A Anton i ja to nie ludzie?

- Tam jest 800 osób. - To twoje żony i dzieci?

- Przestań. - Co?

Nie wiedziałem, że to tak się skończy.

A jak miało się skończyć?

Kradli latami. Doili miasto.

Poszedłeś im prawić kazanie, żeby otworzyli oczy?

Myślałeś, że naprawią swoje błędy? Uratują tych ludzi?

- Dla nich inni ludzie nie istnieją! - Dla mnie - tak!

Musiałem spróbować.

Nie chcę mieć na sumieniu śmierci ośmiuset osób!

Rozumiem.

Wszystko rozumiem.

- Cierpię, bo żyję z tobą! - To mnie zostaw!

Przepraszam.

Przepraszam.

Udowodniłem im, że budynek się zawali.

Przynajmniej ewakuują tych ludzi.

Skąd? Tam jest ten blok. Nikogo tam nie ma. Wszyscy śpią!

Po cholerę tu stajesz? Jedźmy!

Nie ma straży pożarnej, ani glin.

- Powiedz głośniej, może przyjadą. - Mieli tu być!

I co by zrobili?

Bredzisz jak dziecko. W jakim świecie ty żyjesz?

O mało cię nie zabili! Daruj sobie i jedźmy!

Co z tobą?

Weź Antona i jedź.

Bez ciebie?

Tak, ja tu zostanę.

Zostawisz nas samych?

Maszo, nikogo nie zostawię.

Nie widzisz? Nie ewakuują ludzi.

- Postanowili ich tam zostawić. - Co z tego?

Nie denerwuj mnie.

Wsiadaj do samochodu i jedź.

- Co robisz, wariacie? - Posłuchaj sama siebie, idiotko.

Tam są setki ludzi. Nie masz sumienia?

Dima...

Oni są dla nas nikim.

Zamknij się.

Maszo, skarbie, jedź.

Nie rozumiesz, że cię w tej chwili nienawidzę?

Nie rozumiesz?

Żyjemy jak świnie, bo jesteśmy dla siebie nikim.

Toma...

Napij się. Poczujesz się lepiej.

- Co tu robisz? - Musiałem wrócić.

Oszalałeś, draniu?

Wynoś się, słyszysz? Schwytają cię, durniu!

- Wynoś się! - Spokojnie.

- Dlaczego? - Po prostu nie mogłem.

Ci ludzie umrą.

Przejeżdżaliśmy obok bloku. Nic tam się nie dzieje.

- Nie ewakuują ich. - Bo to twój głupi pomysł, durniu!

Administracja wie lepiej. Blok się nie zawali.

Kto by chciał być za to odpowiedzialny? Fedotow?

Fedotow nie żyje!

Galaganowa zaciera ślady?

Co zamierzasz?

Jeśli ktoś mnie zauważy, zabiją mnie.

Czy ludzie w bloku wiedzą, że budynek jest niestabilny?

Nie.

To na co czekasz? Musisz im powiedzieć.

Kto mnie posłucha? Kto chce wylądować na ulicy?

Potrzeba oficjalnego rozporządzenia. Informacja musi pochodzić z góry.

A kim ja jestem? Tylko hydraulikiem.

Jesteś pewien, że się zawali?

Tak.

Wybacz mato i mnie, synu.

Za co, tato?

Co my ci w ogóle daliśmy?

Życie.

A co masz robić z tym życiem?

Spójrz na mamę i mnie - codziennie się kłócimy.

Nie łączy już nas żadna miłość ani radość.

I nie nauczyliśmy cię, jak żyć.

To, co ci się przydarzyło, to wyłącznie nasza wina.

Tato, przestań.

Ludzie kradną ciężarówkami. Kradną miliony.

Depczą po sobie.

A ty naprawiasz zasrane rury.

Chciałeś pomóc, uratować ludzi i o mało cię nie zabili.

Uciekaj, synu.

Tutaj nigdy nic się nie zmieni.

Nigdy.

Budynek się zawala! wychodźcie! Szybko!

Wyjdźcie z budynku!

- Co się stało? - Budynek się zwala!

Szybko! wychodźcie!

Olia, ubieraj się. Masz się ubrać, szybko!

Blok się zawala!

Blok się zawala!

Naprawdę?

Nawet ja aż tyle nie piję!

Budynek się zawala!

Chodźmy!

Jest tu ktoś?

Dlaczego tu stoicie? uciekajcie!

Budynek się zawala! Rozumiecie?

Posłuchajcie! Jeśli mi nie wierzycie...

Uciszcie się! spokój!

Oto nasz bohater!

To prawdziwy facet!

- Przestań... - Wszystko w porządku.

Jest taki odważny! Widzicie, ilu ludzi uratował?

- Przestań... - Cicho!

Na tym świecie jeszcze istnieją porządni ludzie!

Zwalniamy cię!

Od wczoraj się tu kręci i mąci! Łapcie go!

Wersja polska: Platforma nc+

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.