Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Becenatem cyfrowej rekonstrukcji filmu jest PKO Bank Polski.
Chociaż takiego dna nie ma nigdzie na świecie.
coś powiedzieć?
Musisz mi coś powiedzieć?
Nareszcie.
Ja jeszcze nikomu o tym nie mówiłem.
Żadnej kobiecie?
Żadnej.
Ale obiecaj, że nie będziesz się śmiać.
Nie będę.
Ja... Ja...
Ja nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale... Ja jestem...
Ja jestem krasnoludkiem.
A to mają być oświadczyny?
Masikonik, słucham.
Giedlina, słucham.
Olo, przepraszam.
Nie, że dzwonię. Masz chwilę czasu?
Adaś, ja cię zabiję. Miałeś tu nie dzwonić.
O no!
Gonią mnie!
Adaś, ja mam dosyć twoich problemów. Ja właśnie jestem w trakcie układania sobie
życia.
Ratuj!
Przełamałem monopol!
Mam king size!
Co?
Ty masz king size?
Gdzie ty jesteś? Jestem pod twoim domem. Pomóż mi! Mam na tobą preparat!
Słuchaj, idź do hotelu. Tam w holu jest zawsze dużo ludzi.
Będziesz bezpieczny. Ja już lecę.
Ucieka do ludzi cweniaczek.
Jakim wariantem się posłużymy, kumacze żołędne?
W tym wypadku użyjemy A5.
Dzięki.
Adres.
Proszę państwa, nic się nie stało.
Wszystko jest pod kontrolą. Dziękuję państwu serdecznie. Do widzenia.
Nie!
Halo,
proszę pani!
Halo! No co tu pani wyprawia? Halo!
Jedziemy za tym czerwonym fiatem. Panie, panie, co pan? Do tyłu się wsiada.
Słusznie. Przepraszam.
Przepraszam.
Otwieracz.
Natychmiast otwieracz. To tam.
Delicja.
Słucham?
A gdzie ten trzeci?
Jaki trzeci? No ten.
Ten? Zwiał.
Nago?
Rozebrał się i zwiał.
Rozebrał się i zwiał. A którędy?
O kurna!
Ja bym wszystko wytłumaczył. Proszę mi zaufać. Ja nie mam zwykłych zamiarów.
Proszę, niech pan wejdzie na chwilę.
Proszę tu zaczekać.
Przepraszam.
Niech się pan napije odwrotnie.
Najlepszy sposób na czkawkę.
Odwrotnie?
Dziękuję.
Czy ten gaz jest bardzo szkodliwy?
Lepiej nie trzeć.
Ja przepraszam, że przestraszyłem, ale ja się bałem, że pani mi umknie albo
zgubi. Co zgubi? No bo ja wtedy byłem w hotelu, kiedy na panią wpadł ten, co
uciekał, a on miał mi coś dać.
A co to ma wspólnego ze mną? On miał mi coś dać, a pani wszystko popsuła.
Przepraszam. Ja... ja zaraz do tej pójdę.
Tylko niech pani mi to da, bo on wtedy pani coś włożył do kieszeni.
Ciekawe. On mi coś włożył, a ja nic nie poczułam.
Kim pan jest i co to za fateci byli w tym hotelu? Musi pani wszystko wiedzieć?
Tak.
Dobrze, powiem, jak pani mi odda tę fiolkę.
Jaką fiolkę? Tę, którą pani ma w lewej kieszeni, zwłaszcza.
O Boże.
Spoko, spoko.
W lewej, w lewej. Odda mi się i pan powie, o co chodzi. Dobrze, ale niech mi
pani pokaże, że ona tam jest w tej kieszeni.
Nie. To niemożliwe.
To niemożliwe.
Bo jest za podszewką.
Rany boskie.
Rany boskie.
Wolność.
A moja mnie do tego wszystkiego zrobiła omlet. Tu jest raj, bracie. Zdaje się,
że my mamy coś takiego, co ja bardzo raj czuję.
Kobielki. No, widzisz?
Mówiłem ci, że nikt nie przyjdzie.
Ja go, bracie, wystawiałem przez dwa tygodnie. Ten Radaś nie miał wspólników.
Kazali robić kociołek, to robimy. Dzięki temu posiedzimy jeszcze z tydzień w
Kingside. A jak?
Kingside.
Wody zostawiłem.
Od tego ciurlania.
O, ja się zupełnie głowę straciłem. Tak, tylko żeby się kilku jadek nie
dowiedział.
Co?
Opowiadają, że Kumota Krzyszkownik tam bardzo lubi pociurlać.
O,
jest kawa.
Zgąblibyśmy to nasze kobiełki za prosto.
Podziurlalibyśmy se, co?
Podziurlalibyśmy se, hej!
Mam dziwne przeczucie, że będzie to nasza naj...
Spokojniejsza misja.
Cześć, misja!
To ma być pięć minut?
Najpierw byłem w hotelu i tam spotkałem jedną panią i poszedłem do niej.
Potem poszedłem do pracowni Adasia i tam spotkałem dwóch panów.
A na dachu był kot.
Więc wpadłem na ziemię, no i już jestem z powrotem.
Zostawiasz narzeczoną samą, a potem idziesz z jakąś kobietą poznaną w hotelu
masz celność mi o tym mówić.
Chociaż obiecaliśmy sobie mówić wszystko.
Jak ty wyglądasz.
Jutro miałeś być po raz pierwszy u nas na obiedzie. Oczywiście, że w takim
stanie nie możesz się pokazać.
Gratuluję. Zrobiłeś to specjalnie, żeby nie poznać się z moją mamusią.
Ewa, czemu tak?
Przecież ja cię kocham.
Jak to się mogło stać?
Skład chemiczny receptury to najściślej skrzyżona tajemnica państwowa.
Tak jest.
Najściślej. Przecież nawet ci, co produkują King Size, nie znają pełnego
składu. Tak jest. Nie znają.
A jednak... A jednak... Nie powtarzaj za mną w dziuple kopalni. A jednak...
Na pewno pomogło mu to, że
kiedyś pracował przy produkcji King Size 'u. To przynajmniej na tyle z tych
niewiestek złożyło, że go mamy.
Co z pracownią?
Gdy my ścigaliśmy Adasia, żołnierz Gili Pycie do kanalika Starship Pracowni.
Także niebezpieczeństwo przestało istnieć.
Znaczy, gilipy się robią tam teraz w kociołek? Tak jest.
Na wypadek, gdyby Adaś miał wspólników. No to jeśli spartolą tę misję.
To ja każę natarmić mi ptaszysku.
A co? No co?
Dziękuję komu to robię.
No co, dawaj co tego Judasa.
Podejdźcie tu.
No i popatrzcie, jakby teraz wyglądać.
Potrzebne to było.
Czy może wam czegoś brakowało?
Przecież ja słyszałem, żebyście własną szufladę dostali.
Szuflada?
Szuflada to nie wszystko.
Miałem całe życie destylować jakiś składnik, nie wiedząc nawet, do czego go
używacie?
Tak.
Przeżyliście chwilę załamania.
Ja to rozumiem.
Każdy przeżywa takie chwile, kiedy chce się uciec od tego wszystkiego jak
najdalej. I tylko jakaś siła obowiązku trzyma nas na miejscu.
Sam znam to uczucie.
Tak.
Ale my nie jesteśmy w CV.
Jeżeli dobrowolnie zadeklarujecie na piśmie, że to był tylko chwilowy
My jesteśmy skłonni wszystko wam wybaczyć. Właśnie o to chodzi, że nie
niczego deklarować.
Ty zmrolu, ty!
A ty wiesz, że ty będziesz odpowiadał za złamanie formuły z premedytacją? To
jest brada stanu! To jest świadome podzielanie gałęzi, na której my wszyscy
wspólnie siedzimy!
Jakiego stanu? To wszystko fikcja! Jeżeli nie ja dziś, to jutro ktoś inny
rozwali ją w gruzy!
Pytam się po raz ostatni. Skąd wziąłeś formułę Kingsida?
Pocałujcie mnie tu!
Na pieszczotę to trzeba zasłużyć.
Panie Olu, musimy ze sobą bardzo poważnie porozmawiać.
Cukiereczka.
Proszę, proszę.
Kolego, czytałem wasz ostatni esej. Niezwykle interesujący, niezwykle. Ale
pewne zastrzeżenia.
O, na przykład pisze pan o krasnoludkach zachowawczych i radykałach.
A poza tym pisze pan tak.
Wiechetek zmrużył swoje piwne oczyska.
Piwne?
Panie Olu, w epoce walki z alkoholizmem trzeba to będzie koniecznie zmienić na,
powiedzmy, orzechowe albo kasztanowe. Zresztą nie chcę niczego narzucać.
Przepraszam, wciąż proszę o urlop bezpłatny. Ale przedtem dostarczycie mi
zaległy artykuł. Dziś już jest czwarty.
Czwarty? A cóż tym dziwnego? Wczoraj był trzeci, jutro będzie piąty.
Pantarei.
Chodź, Pankok.
Nie muszę liczyć.
Możecie zawsze na mnie liczyć. Kocham i rozumiem młodzież. Hej!
Kokta. Polokokta. Nie ma polokokty?
Chyba to jest jeszcze jedna.
Ostatnio właśnie klient wykupił.
Ty złodzieju, oddaj mi mój napój! Dam panu dojąć auzena. Ja ci dam auzena. Ja
urządzam przyjęcie. Dam dwa.
I zegarek. Patrz, ty psychiczny!
Pani kierowniczko wlazł bez koszyka!
Halo?
O, sztyf, mordę łobuzie!
Ty złodzieju!
Nie daruję!
Spokojnie, już otwieram.
Wezwać milicję!
Odpowiadam za wszystko.
Nie! Sądam satysfakcji! Ja panu pomogę! A pan co?
Arma! Ja przecież zapłaciłem! Proszę mi puścić!
Nie szarpię!
Proszę, to dla pana.
Moja kokta!
Przepraszam, dziękuję.
Halo, proszę pani!
Chciałem pani podziękować.
Nie ma za co.
Skąd pani wiedziała, że to dla mnie takie ważne? Proszę pana, mnie się
do pracy, więc gdyby pan zechciał... Tak, tak, oczywiście.
No dobrze, jeżeli jedziemy w jedną stronę, to mogę pana podrzucić.
Dziękuję, pani jest bardzo miła. Tak, tylko to jest moje miejsce.
O, tak, oczywiście.
Proszę.
Okropnie pani dziękuję.
Uważaj. Spóźniłeś się, 15 minut. Ewuś, okropnie cię przepraszam.
Cześć.
A co to jest? Znowu na ostatni moment, Ewa.
Co to za model?
To jest mój narzeczony.
Przepraszam.
Dziennikarz.
King Size to królewski rozmiar.
Gdy duszy duszno w szufladzie ciała
A wokół ciebie tyle
łajs To póki dusza jeszcze
stała Byłaś w szuflady, byłaś w szuflady
King Size to high,
gdzie wszystko naj.
To seks, to luz, to utracony raj.
King Size dla każdego i ty możesz wielkim być.
Małym nic do tego, bierz wysoko swoje myśli.
Przejdź pan.
To pani cały czas miała tę fiolkę?
Głamała pani. Dlaczego?
Ile to dla pana warte?
One hundred.
Two hundred.
No, kąd ja wezmę dwieście dolarów u ETA?
Myślałam, że panu na tym zależy.
Zgoda. Na jutro wynajdę pieniądze.
Jutro będzie futro.
Wejdź, to twój... Proszę, zadaj! O rany!
Nie,
nie, nie!
Nicajs! Podoba mi się, że pan taki szybki.
Przecież to się mogło potłuc.
To raj, to raj.
Zgoda na jutro, czy jest pieniądze?
To było gra.
Dlaczego? Bo mi się pan...
Bo mi się tak podoba.
Zbliża się ludzi i muzyka gra.
Małe jest piękne, każdy z nas to wie, ale w szufladzie nastroje są
duszne. Gdy serce pęknie, to dlatego, że małe jest często jakże
mało duszne.
Co?
Kilku jadek?
Dziękuję Państwu za udział w pokazie mojej kolekcji Troll Friends 89.
Zaprosiłem was na kolację i zapomniałem.
Pan jest redaktorem gazety.
Bardzo mi przyjemnie.
Olgierd Jedwina.
Miałam nadzieję, że pod tą swoją dziwnością coś się kryje, coś
jest moja spodnica.
Zainwestowałam w ciebie dwa miesiące mojego życia.
To wystarczy.
Jeżeli dobrze rozumiem, pan pracuje jako święty Mikołaj?
Wymyślił, że jest krasnoludkiem, żeby się nie zmienić, ale to wcale nie jest
oryginalne. Wszyscy tutaj to gnomy.
Chodźmy, mamo, poszukać olbrzymów.
Ewa, ja naprawdę jestem krasnoludkiem.
Potrzymaj, mama.
Ewnunio, sinte plalu.
Uj, mamo.
Czuflandia. Czuflandia.
Czuflada.
Czuflada.
Zboczeńcu!
Wyrodnialcu ty!
Na szczęście, że tu są kobiety.
Zboczeńcu jeden ty!
Zboczeń... Zboczeńcu?
O Boże!
A więc to pan?
To ma być urlop?
Przepraszam panią bardzo, ale to jest moja prywatna sprawa, jak ja spędzam
czas. Jest mi to potrzebne do nowego artykułu. Badam powyższe nastawienie
względem krasnoludków. Panie radny, niepokoję się o pana. Pan jest
Być może uwierzył pan w to, że jest pan krasnoludkiem. Takie utożsamiania się
zdarzają. Wie pan, jeżeli ktoś stale przybywa w tym samym temacie.
O! O! O! Wie pan, nawet dzieci nie akceptują takich krasnali. Nie kop pana,
się wstąpisz.
Zaraz. Co jest, panowie?
Co jest? Mógłby pan chociaż powiedzieć do widzenia? Brawo, brawo.
Panowie, to chyba jakieś nieporozumienie.
Ja ci dam nieporozumienie.
Ale za co, panowie?
Prowokatorze.
Markateria, psiakrew.
Suflandia?
Suflandia?
Suflandia? Suflandia?
Już ostatni.
Halo?
Halo, proszę pani.
Pani ciągle za mną chodzi. To pan za mną wiegnie.
Zdejmij tę watę i tę pochydną czapę.
Wsiadaj, musimy na serio porozmawiać.
Wiem, tamtych to my.
Ja mam coś powiedzieć.
Ja tego jeszcze nikomu nie mówiłem.
Żadnej kobiecie?
Żadnej.
Obiecaj, że nie będziesz się śmiać. Śmiało była się śmiać.
Obiecuję. Ja to jestem... Ja
jestem... Krasnoludkiem?
Skąd wiesz?
No bo ja też jestem krasnoludkiem.
Nie ma kobiet krasnoludków.
No, mój tatuś był krasnoludkiem. On też walczył o Kingsley dla każdego.
Myślisz, że wtedy w hotelu znalazłam się przypadkowo? Adaś zadzwonił także do
mnie. Stąd dałaś mnie?
Bo ty nie byłeś ze mną szczery.
Nie powiedziałeś mi, że starszyzna od dawna dysponowała już eliksirem, ale
dawała go tylko zasłużonym.
Stydziłeś mi się to powiedzieć, dlatego że ty też byłeś zasłużony. Bez tego nie
dostałbyś tych kropli. To było dawno.
Jak się pije polokokty regularnie, można zostać w kinksezie na stałe.
Wiem, mój tatuś odkrył to prawo. Ale zawsze powtarzał, że istnieje gdzieś
kinksej, gdzie nie trzeba pić polokokty.
No to jest właśnie mój tatuś.
Przyszkownik kilku jadek zamienił go w królikę.
Bardzo mi przyjemnie.
Olgierd Jedwina.
Jedwina?
Ja czytałam pana... Twoje artykuły w pasikolniku.
Fantastyczne!
Tak jest, węka.
No,
kto ci traził formułę?
To jest niekrasnoludzkie.
Odmawiam odpowiedzi.
Arcymagus Ciupa?
Odmawiam...
A może by tych podłączyć?
A co byście się na tych gorliwi zrobili?
Już od dawna zauważyłem.
Redaktor koszał?
Natłyszczownik Świerkotek?
A może...
45. Na maksa go.
Jest maks.
Nie bój się, nie bój się. To są właśnie nasi specjali specjali.
Myśmy się już poznali. Ja na bazarze, nie zdążyłem wyjaśnić. Jeżeli kolega
chciał nawiązać kontakt, to myśmy to wzięli za prowokację kilku jadka.
Spokój był amatorski, ale intencje dobre.
Za naszych szuflandii.
Chciałbym tylko nadmienić, że przeniknąć do szuflandii jest niesłychanie trudno.
Nie do takich miejsc się przenikało, my stara kadra. Wasze zadanie znaleźć
Adasia, resztę zostawcie nam.
Jaką EFT?
Przeniknięcie to raz. Dwa. Porwanie Adasia. Trzy. Ucieczka. Pęciutko.
Dajcie tę fiolkę.
King's eyes.
Dla każdego.
Dla każdego nie wystarczy. Może dla nas czterech.
Metafora. Idea.
Oko.
A co jeśli napotkamy opór?
Spoko, spoko.
Widzicie tę butelkę?
To samo spotkało na trzyszkownika cicho.
A pamiętajcie o ubraniu na akcję.
O ubranie?
Mam ubranie po tatusiu, nie martw się. No właśnie, Aluś, a co u tatusia? Ciągle
królikie? Ciągle.
Piedaczysko, trzeba będzie mu kiedyś narwać mleczo. Albo konieczynki.
Ale gdy wkroczymy do szuflandii, to zanim znajdziemy Adasia, możemy przedtem
rozdeptać wielu niewinnych, pożytecznych, posciwych kratmali.
Właśnie dlatego pójdziemy na malucha.
Na malucha?
Mizią i dziurą. Albo hydraulicznym szlakiem.
Na malucha?
Spoko, spoko.
Na mnie może nie wyjść.
Wszystko jest przemyślane.
W razie czego mam dla was plan awaryjny. Po tatusiu.
Na malucha?
Rozbieraj się!
Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa,
Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa,
Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa,
Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa,
Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz,
dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy!
dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy! Raz, dwa, trzy!
Raz,
dwa, trzy! Raz,
dwa, trzy!
Raz,
dwa, trzy! Raz,
Mam nadzieję, że to jedna radutka. Tyle się teraz mówi o... Spoko, spoko.
Wszystko jest pod kontrolą.
Zgaś światło, szczeniaku.
Dobrań!
King Size dla każdego. Dla każdego. Dla każdego.
Mamy nowego.
Co?
Mogę na pół. I pamiętaj, bierzesz ten żurik na bramka.
To nie.
Ale... Ależ koledzy. Ja naprawdę mogę sam.
Ty, profesor, masz inne zadanie.
Jakie?
Siedź.
Dzień dobry.
Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry.
Zbliżamy się do strefy Kikujatka. Na piętna uwaga.
Tego tu nie było.
Co teraz? Sami nie damy rady. Spoko, spoko.
To się zdarza.
I takie rzeczy się zdarzały.
Sam potrafię kontynuować walkę.
Nasza sprawa wymaga ofiar.
Myślicie, że tylko samu się zrobi?
Ale on był przewodnikiem.
Jesteśmy już prawie na miejscu.
Jedyna rzecz, jaką możemy dla niego zrobić, to uczyć go.
Minutą ciszy.
A przede wszystkim jest niebo, śnieg, wiatr, prawa.
To znaczy, profesor, że tam nie jest tak źle, jak u nas mówią?
Nie wiem, co mówią.
Tam jest po prostu inaczej.
A ja też kiedyś widziałem niebo.
Takie niebieskie.
Przez dziurkę.
Rupin!
Ja wiem, o czym ty myślisz.
To wcale nie było niebo. To było wiadro.
Wiadro tam stało.
No dobra.
Jakbyś już tam był w tym dzisajstwie, to powiem ci jeszcze te wszystkie
problemy. Po co pichić ten eliksir?
Starsze dla tego nie lubi.
Ja chciałem dla innych.
Chciałem, żeby każdy sam mógł wybierać, czy chce być duży, czy mały.
Mój kolega z ruchelków, co też kiedyś był w Kingsise, mówił, że tam, tam są
takie, no te, tam ma takie, takie,
no... Kobiełki!
Kobiełki! Palańcie!
Kamiętki!
A to prawda, że one są takie, miętki i takie, pachną?
To się nazywa kobiety.
No i rzeczywiście jest bardzo mi miłe.
Tylko, że ja nigdy nie miałem na to czasu.
Tylko ta chemia, chemia.
No i jak?
To nie wiem, czy bym chciał przejść ten King Thais, albo mi miłe.
A jednak być dużym to chorobne ryzyko.
Jak mówił poeta, małe jest piękne.
Nie bójcie się. Są inne sposoby, żeby z was zrobić potulnego kumotra.
Do odzysku!
Dwa sto dupy nie prowokatorzy. No bo on tak fajnie opowiadał i w ogóle... Piku!
Jesteśmy na miejscu.
Piku!
To może być jakaś pułapka.
Twój cuk?
Wykonaj zadanie.
Daj mi agrafkę, żywce na mnie nie wezmą.
Co?
Daj mi agrafkę!
Nie, nie, nie mogę was tak dostarczyć.
W tym lasu? Sam bym się natknął. Jaką macie długo iść przez takie dwa lata?
Przedaż napojów sfermentowanych trzyma no aż do odwania.
To mu muka na dziko.
Dla mnie, dla mnie.
Świeżo macie muchy?
Świeżo i pęczynki. To dla mnie też.
Talon proszę.
Muchy tylko na talony. Jakie talony? A ten wziął bez talonu.
Dzisiaj była zróbka abortników.
Co to za przywileje?
Pomocerstwo? Brać salonami!
Co za przywilej!
... ...
...
... ... ... ...
Musimy znać swoje korzenie.
Kto tego nie pojmie, jest trupem jedno. Nie korzeniem.
Ja was chyba gdzieś widziałem.
Ale o żadnej misji dla was?
Ależ to zupełnie naturalne. Moja misja była głęboko uczajona.
Grypton, pasikonik, polecenie przejścia kinsajt i przejścia coryki
polokostowców. Proszę, usiądźcie sobie.
Przepraszam.
Przepraszam. A czyli to był rozkaz?
Cicho udaje.
Cicho?
Moim bezpośrednim położonym jest nadpyszkownik Cicho.
I tylko on wziął tej misji.
A to już jest bardzo dziwny zbieg okoliczności, bo nadpyszkownik Cicho nie
Zadławili go właśnie polakostowcy.
Cicho nie żyje?
Tak. W takim razie uścimy go minutą.
Ty w dziuple kopany! Ty!
A ty sam jesteś polokoktomiec!
Ja? Wniuchać tu przyszedł!
Zdradziliście! Wymusiliście!
Nadużyliście!
Ale jesteście na liście.
Chumosz to szczegówniku.
Chyba nie stwierdził, że byłbym na tyle najpierw, żeby przychodzić do was
samemu, mogąc powodnie wycinać się na stałe.
Umyślnie sprowokowałem hałaburdę w gospodzie, żeby drogę dotrzeć.
A mnie się nie podoba wasza wredna geba.
Wiecie co?
Ja wam i Korzyno karmić to wszystko od cukru. Tak jest.
Wszystka mnie widzi zawsze się zdąży.
Myślę, że zmienicie zdanie, gdy wysłuchacie mnie do końca.
Dobra.
Masie trzy minuty.
Przychodzę do was, bo Suflandia jest w niebezpieczeństwie.
Monopol na King Size został załamany.
I to ma być dla was rewelacja.
Przecież my dawno o tym wiemy. Mamy nawet tego magika.
Jakim cudem?
Przecież rozmawiałem z nim dwie godziny temu w Cinsajzie.
Co? No, taki wysoki, sarniawy.
Jak, jak, jak, jak, jak, jak, jak?
Nazywa się Zenon Bombalina i ma ukrytą na dworzeczu pracownię. A jego wspólnik,
Adaś, ma drugą fikcyjną w centrum miasta. Jaki nazywał ten wspólnik? Ada?
Ha! No to długo trwało, zanim ja tam co pracowałem.
Takimi jakimi?
No, nijaki taki.
I samochód mi sprowadź. Tak jest.
Przepraszam. Dokąd my jedziemy?
Ujemny wóz.
Dziękuję bardzo.
Chodźcie, chodźcie, chodźcie. Pokażemy wam, co tu mamy dla takich jak wy.
A stąd rozciąga się panorama na cały oddech.
Przeprowadziłem was tutaj, żeby pokazać, jak ciężko muszą pracować ci krasnale,
którzy nas zawiedli.
Niestety.
No i co?
Widzicie gdzieś tu tego waszego... Hapsa?
To jest ten! To ten w okularach! Adaś Haps!
Odstawiony na Babia!
Zapytajcie go tylko o rękę bąbaliny.
Zobaczycie, jak się od razu zmiesza.
Złapaj go.
Szybciej, szybciej, szybciej!
Co się gapisz? Dawaj, dawaj!
Złapaliście mnie tego, co trzeba.
No spuśćcie tylko na niego. Czy ta melepeca umiała wyletawić formułę? To
bąbalina jest mózgiem, a ten to tylko wadę.
Znacie tego tyłu?
Nie znam tego Krasnala.
Nigdy go nie widziałem. Wyjmij się z tego, jak mówicie do mnie.
To ja sam zestawiłem formułę. Ja tam, nikt mi nie pomagał. Idzie w zaparte.
Kryje bąbaliny do końca. Ma ostatnią szansę, żeby powiedzieć coś znaczącego.
jest kłamie.
Dlaczego znaczącego? Co?
No bo jeżeli to on sam zestawił formułę, to niech powie tego mądrala.
Oczywiście, że cię poznaję.
Poznaję. To było... Kafebiba. Jedliśmy bekonik i piliśmy wodę. Dużo wody
kranowej. Co?
Kafebiba. Dużo wody dla ochłody.
Woda kranowa.
Wracajcie do pracy.
Kafebiba. Bekonik. Dużo wody kranowej.
Kafebiba. Dużo wody dla ochłody.
Kafebiba. Bekonik dla ochłody.
Kafebiba. W tym szaleństwie jest metoda.
Tylko jaka. No dobra.
Zajmiemy się tym jak? Bombaliną.
Koniecznie. Ja was doprowadzę do jego pracowni. Przeniesiemy się w king size i
ja was zaraz do niego zaprowadzę.
No może nie koniecznie. Tak, na razie zrobimy tak. Wy nam dacie adres
a wasi zyrgo ściągną. Ja jestem potem w saunie. A my tymczasem poznamy się
lepiej. To jest nasz diabelski młyn.
Tak się często zastanawiam i nie rozumiem, o co im chodzi tym
No czego im było brak w szuflarni?
Byli ciepło, optymistycznie ubrani.
Najedzeni.
Mógli użerać ciekawe hobby.
Przecież niektórzy własną szufladę nawet mieli.
Przybywając często wśród polokoptowców, nieraz słyszałem, jak mówili, że nie ma
sensu istnieć jako krasnoludków w świecie, gdzie krasnoludki nie są już
potrzebne. Gdzie są te konie, którym można by pleść, gdyby mówili, za kogo
nocą, Boże, we młynie.
Ganki tycie kwiatkiem.
Żadne środki nie potrzebują już naszej pomocy.
Dzieci rzucają butami w karto ludzki. No, no, no. To jest właśnie typowe,
zdegenerowane myślenie polo -koktowców.
Skoro istniejemy i mimo wszystko trwamy, to znaczy, że jesteśmy podstępni.
Przecież jest w nas wiele niewykorzystanej mocy.
Poczytajcie sobie chociażby Andersena, czy tę konopnicką, czy choćby późne
dzieła Brad Green.
Harmonia współczesnego świata byłaby zakłócona bez krasnoludków. Podajcie
ludzki! Kumowce szyszkowniku, coś mi przyszło do głowy.
Dlaczego, że po prostu nie udostępnić eliktyrów wszystkim?
Wtedy nareszcie będziemy wiedzieli, kto chce być krasnalem, a kto nie.
Prawdziwi krasnale to panu, a innych nam nie potrzeba.
Zęk w tym, że my potrzebujemy wszystkich.
I tych, kto chcą.
I tych, kto się waha.
Bo inaczej mogłoby dojść do tego, że któregoś dnia tylko my
dwaj musielibyśmy koniom krzywy pleść.
Ja wiem.
Polokoktowcy nas nie kochają.
Ale my ich tak długo będziemy kochać, aż oni
nas wreszcie...
Zaciepłata woda już jest. Ale może chodźcie tu bliżej.
Ja wam tak szczerze po krasnoludzku teraz powiem.
Wiecie, co ich tak naprawdę ciągnie do kingsize 'u bardziej niż te wszystkie
szlachetne słowa?
No?
Kobitki ciurlać się chcą z nimi. O!
Ucieka! Ucieka nam! Czurlać!
Czurlać! Ty mi tych jeden! A godność?
A wolność?
A rozmiar?
Ja to nie ja. A to ja nie wiem, na czym jest.
Iderzani!
Pieśń.
Syna kawałka!
Tak.
Ola? Ola?
Ola? Ola?
Ola? Ola?
Ola? Ola?
Ola?
Ojej.
że wszyscy powinni mieć w domu krople do punktajza.
Ale na wystawie chciałbym być duży.
Paragraf.
Nie przemykał tu żaden chyłkiem?
Nie.
No i co? Nie ma nikogo.
No ty, wej, wej.
Nie poddajmy się skutku.
Skutku.
Hej ho, hej ho, hej ho.
Hej ho, hej ho, hej ho.
Hej ho, hej ho, hej ho. Hej ho, hej ho, hej ho.
Patrz pan kolego, jest szuki w tym ulicy.
Jest panie sprawiedliwość.
Uważaj!
Uważaj. Tak.
Jest to osoba pięćdziesięcioletnia, energiczna, zatrudniona na zanowisku
redaktora naszego pisma Pasikoni.
Macie go?
Pomimo zbieżności nazwiska... Rozmierz mnie.
Rozmierz mnie.
Tak jest.
Pomimo zbieżności nazwiska i adresu należy kategorycznie wykluczyć udział w
obaliny z... Formuły na kinczej. Dlaczego?
Oto baba.
No to co ty mi tu chcesz zabierać? Czy nie widzisz, że ja mam inne rzeczy na
głowie?
Ale nadpuścił w maliny.
Dobrze, tak.
Są wojny? Tak.
To będą ją mieli. O, przebrała się miareczka.
Trzeba ich radykalnie odciąć od Polokochty.
Albo są z nami, albo ich nie ma. Po co je ty masz? Tak jest. Prowadź mnie chyba
do danej poisty. Tak jest. Żołem ty styl.
Tak jest.
No zimno mi jest!
Cóż, dokładnie słowo w słowo to, co ci Adaś powiedział.
Kafe di ba, bekonik i dużo wody. Pustro dał zbytny zrozpas.
To są dokładnie jego słowa?
Dokładnie. Powtarzał je kilka razy, jak opętany.
Olo, gdybyś ty był na jego miejscu, miałbym jedyną szansę.
Przekazać komuś formułę, bym to byś zrobił.
Napisałbym... Ale gdybyś musiał to zrobić ustnie i to przy niewygodnych
świadkach. Postarałbym się to jakoś zacyfrować.
Oczywiście zdając się na inteligencję tych, do których mówię. Co byś
zaszyfrował? Składniki. Chemiczne formuły.
Napiszemy to tak.
K.
Fe. Bi.
Ba.
Be.
Ko. Nik.
Woda.
I jednym słowem mamy tutaj wapń, żelazo, bismut, bar, bel, ko.
A to jest kos?
No właśnie, to się nie zgadza.
Wspólna sprawa. Wspólna sprawa!
Na czarną godzinę.
Dawaj.
Zobacz, jak się kłóci.
Dzień dobry.
Ala!
Ala, wstawaj, pora nakarmić tatusia.
Ala!
Hej, hej!
Ala, do roboty!
Zdjęcia i montaż
Trzeba koniecznie coś zrobić, żebyś znowu przyszedł w King Size.
King
Size.
Co? No dalej! Tańcz spokojnie w jednym miejscu.
Słyszysz?
Proporcje są niewłaściwe. Spoko, spoko.
Teraz spróbuj z tym.
Zimno mi.
No, no, no, uważaj, tylko bez traciś.
To ja już naprawdę nie wiem.
Próbowaliśmy wszystkiego i to w różnych proporcjach.
Ale to nie mogę wyrzucać.
Coś się tutaj nie zgadza. Widzę.
Dzięki za oglądanie!
Przepraszam.
Wczoraj w późnych godzinach nocnych miał miejsce niewyjaśniony dotąd wypadek.
Jedyna w kraju wytwórnia polokokty nagle wyleciała w powietrze. Co jest
przyczyną wybuchu? To był gaz. Tak, to był gaz.
Inaczej bym coś zauważył.
Potwory! Potwory!
Na pewno akcja Kielkujatka.
Zaprapa! Tyran!
Nie no, to już koniec. Polokokta zniszczona, formuły nie ma. Ten wypadek
szczęście bez ofiar spowodował dziś we wczesnych godzinach porannych istny
szturm na sklepy sprzedające ten popularny napój w redukcji krajowej.
szturmu przekroczyła... Na szczęście mam zapas w lodówce. ...przepuszczać, że w
tej sprawie istnieje więcej niejasności niż by można spodziewać.
Dokument milicji w całym kraju napływają zgłoszenia o zaginięciu mężczyzn,
którzy wyszli po zakup polokokty.
Odnaleziono tylko ich porzucone ubrania.
Zachodzi podejrzenie kradzieży z włamaniem. Nie ma jednak powodu do obaw,
porzucone prywatne imienie pierwszowicie jest zabezpieczane.
Co teraz będzie z naszymi w kinserwie?
A co będzie ze mną?
Olo!
Olo!
Woda z pracowni!
Kraduwa! Woda z pracowni!
O czym ty mówisz?
Słuchaj, nie dodaliśmy wody. Dlatego nie wyszło.
Jak to? Dodaliśmy destylowanej. Ale to trzeba tamtej. Z pracowni Adasia. Bardzo
wiele go kradł.
Skąd wiesz?
Adaś mi powiedział.
Ha! Magia znowu działa!
Znowu będę duży!
Słuchaj, leć szybko, palam tą wodę. Niech ona radzieja.
Inni domu?
Borówka do poziomki. Tu Borówka. Kobiełka podjechała.
Wydmocnić czujność.
Faza C.
Tupo. Tupo, domka. Tupo, domka. Klientka w drodze.
Paniolu? Gdzie pan jest?
Halo?
Znowu, znowu, tak.
Słucham panią, słucham.
Przepraszam bardzo, że nachodzę pana tak bez uprzedzenia, ale pański urlop się
skończył. Do pracy pan nie przyszedł, więc zacząłem się martwić o pańskie
zdrowie. Kolektyw zresztą też.
Kolektyw, kolektyw.
Uuu, ale głosik pan ma słabiutki.
Miałem ostatnio trochę zajęć, ale obiecuję pani, że pojawię się niebawem w
papikoniku. Ja rozumiem, panie Oduk, że pan ma swoje osobiste wprawy, ale jak
widzi pan z drugiej strony, proszę wziąć pod uwagę, że ja mam pewnego rodzaju
regulamin, którego muszę się trzymać. Ja przepraszam bardzo, panie redaktor, ale
w moim życiu osobistym zaczęły ostatnio poważne zmiany.
Boże miłosierny, co pan ze sobą zrobił?
Pan naprawdę uwierzył?
że jest krasnolud?
Dzień dobry pani.
Pogotowie. Dzień dobry pani. Proszę pani, chciałbym zgłosić wypadek
kobiety. A co się stało?
No właśnie nie wiem.
Odwiedziła mnie, rozmawialiśmy sobie normalnie i nagle ona luf na podłogę.
Adres?
Podleśna 4.
Pańskie nazwisko?
Słucham? Zjedwina.
Olgierd. Przyjęłam.
A, jesteś. No dawaj szybko tę wodę. Tu ktoś leży.
To tylko moja szefowa.
Już zostałam po gotowie.
Co ona tu robi?
Nic, leży.
Aha.
Na zęby już tatusia musi się udać.
Żeby się udało, żeby się udało, żeby się udało. Musi się udać.
Na pewno po gotowie.
Ty z nimi porozmawiaj.
I niech ją są szybko zabiorą.
Filik pokojem nie ma.
Panowie z pogotowia? Tak. My do redaktora Olgierda.
Jedlimy.
Niestety nie ma go w domu.
Niestety nie ufamy.
Uciekaj!
A pani? Kim pani jest?
Przeciółka redaktora?
Olgierda. Ol... Mój Boże!
On się zamienił w krasnoludka! Krasnoludka? Jakiego krasnoludka? Czy
odpalała? Napisała by pani tych wicinnych bajdów? Może przydał by się
wypoczynek? To może ja... Ja już sobie pójdę. Dasz bur?
Tutaj.
Czwartek. Kolegium redakcyjne.
Ty silny.
To było wezwanie, tak? Wiatajmy.
O, dobrze, że panowie są. Ci dwaj chorzy potrzebują pomocy. A w zgłoszeniu było
o kotłówkę?
Tak, ale sama wyszła.
Dobra, bierzemy co jest.
Hejkuł, hejkuł!
Hejkuł, hejkuł! Olo ratuj!
Olo ratuj!
Pokrój. Hejkuł, hejkuł?
Hejkuł, hejkuł? Andosiu wykrozi jakieś niebezpieczeństwo.
Hejkuł, hejkuł!
Olo ratuj! Hejkuł, hejkuł! Olo ratuj!
Dziękuję.
Pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć. Tu jest szuflandia. Panowie!
Kafebiba. Wapń z żelazną, pismo dwa.
Matahari, bałwojana.
Proszę.
Zakrną mrność pierwszego stopnia.
Połączoną z knuciem, drady i przeniewierstwem wobec Szuflandii.
Za wyjawienie wrogom Szuflandii najgłębiej strzeżonych tajników.
Renegat H. Adam.
Zostaje skazany na poćwiartowanie jajcarnią.
Podpisano za najwyższy trybunał.
Kilku jadek H.
Przyszkowi. Dnia trzynastego drżownika roku Szuflandii dwudziestego piątego.
Umotrowie okrutnicy.
Czyńcie swoją powinność. Nie!
Pójdę z tobą. Ja muszę tam.
Czekaj na mnie. Wrócę z Adasiem albo... na Adasiu.
Uważaj na siebie.
Wszystko będzie dobrze.
Dziękuję, panowie. Zwijamy się.
Zwijamy się, już płac.
Adaś! Adaś!
Adaś! Adaś!
Wróciłeś. W tym wymiarze do szuflanty.
Złamałeś nasz odwieczny, święty zakaz.
Nigdy ci tego nie wybaczymy.
No.
No.
No. No.
No. No. No. No. No.
No. No.
No. No.
No. No.
No.
Wiesz, tato, ja zaczynam się już denerwować.
Jeżeli Olowi się nie uda, to ja już naprawdę nie wiem.
Ściągniesz go!
Idźmy!
Zostaw go!
Zaniecz!
Uciek!
Odszedł mu z rogiem! Wać na papier!
Zaniecz!
Przestaliście? I w dupach się po pce wracało, tak?
Co, za dobry byłem.
Koniec przechodzenia w kincar.
Na pewno musi być jakiś dźwięk.
Rozumiecie? Jedziemy. Tam na pewno nie trzeba przymoknąć.
Jedziemy. Na południe.
Na południe.
Jedziemy.
Jedziemy.
I to ma...
wszystkich krasnoludków.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.