Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Wasza dostojność.
Czołem, panie starosto. Nie miałbyś ochoty ze mną na wyprawę.
Przydałaby się twoja szabla.
A dokąd to wasza dostojność?
Na południe, na Wołoszczyznę.
Szwagra Konstantego Mochiłę na gospodarstwie wołoskim osadzi.
Sultan turecki jego współzawodnika popiera.
Jak tamtego przepędzimy.
To i sułtan nie pomoże.
Pojedziesz?
Nie, wasza dostojność.
Nie mieszam się do rodzinnych spraw.
Rzeczpospolita też korzyść odniesie.
Będziemy mieli lennika na ościennym tronie.
Być może, jeśli wasza dostojność raczej zwyciężyć.
Jeśli nie... Nie kradź!
Nie kradź.
Słusznie. Niech waszej dostojności fortuna zaprzyja.
Ej, ludzie!
Dokąd idziecie? Czy iście?
My, pana potockiego żołnierze.
Pata doktrojność nie poznaje mnie?
Czuryło jestem.
Rękodajny męża waszego, kasztelana.
Przebóg... Czuryło, to ty?
Co się stało?
Gdzie Stefan, mój mąż? Gdzie jego wojsko? Rozbite.
Rozniesione.
Ludzie polegli albo w niewoli.
Turcy nas rozgromili. A Kasztelan, mój mąż?
Nie wiem.
Nie wiem.
Poległ albo w niewoli.
Wybacz wasza dostojność, żem ci lepszej wieści nie przyniósł.
Idźcie do grodu. Tam was nakarmią i odzieją.
A my jedźmy do zamku. Trzeba się naradzić.
Posłów wysłać.
O Boże!
Mówiłam Stepanowu! Nie trącaj się, to nie są nasze sprawy. Tylko fortunę
przetrwonisz.
O, Helena!
A depozyt?
Depozyt przepaść nie może.
Lepiej odebrać.
Wojewoda Golski zmarł. Pod hajsami teraz rządzi jego braciszek.
Tam jest cały mój postaw. Wszystkie kosztowności z Wołoszczyzny zwiezione.
Moich rzeczy tam też nie mało. Tyle pieniędzy.
Tyle biżuterii.
Jej dostojność pani Maria z Mochiłu Potocka.
Jej dostojność pani Helena Maurojna.
Proszę wasze dostojności siadać.
To moja przyjaciółka, siostra zakonna i siostra serca mego Barbara Podlodowska.
Czym mogę służyć?
Przyjechałyśmy dbać pani po depozyt.
Jaki depozyt?
Mój posak i pani Mauroiny.
Dobytek złożony w sklepieniach zamku Podhaickiego.
Nic takiego w sklepieniach zamku nie znaleziono.
Łapkowa pani!
Siedemdziesiąt tysięcy dukatów w gotowiźnie.
Łańcuchy złote, srebra stołowe, dwie korony złote perłami wysadzane.
Ależ to skarb.
Przecież powiadam.
Dwieście chust z tureckich złotem haftowane. A co futer kobierców, makat,
Wszystko to doczesne skarby. I niewiele mogą panu Jezusowi pomóc.
Skarby te są symbolami władzy carskiej, a ta jest od Boga dana. Ale jest także
to, co siostrzy milsze.
Kadzielnice, lichtarze, kielichy mszalne.
Złote.
Ornaty złotem haftowane.
Co, bać pani, na to rzekniesz?
Nic nie rzeknę.
Mąż mój, na wieść o śmierci brata, za słabo jest umierający.
Współczuję z bać panią, ale sama rozumiesz.
Rozumiem.
Przeszukam piwnice i sklepienia zamkowe.
Jeśli co znajdę, odeślę.
Zostaw pani rejestr.
Muszą tu być jakieś przejścia.
Spróbujmy jeszcze z tamtej strony.
Szukaliśmy już dwakroć.
Czegoś chciał?
Melduję wasze łaskawości, że przybył woźny z Koczyla. Z podzem?
Z całym klikiem pozów.
Od kogoż to?
Od pani Marii z Mochiły Potockiej, od pani Heleny Maurojny i jest jeszcze
od państwa Buczackich.
którzy żądając wrotu Buczacza wraz z okolicznymi wsiadali.
Za życia wojewody pokornie jakoś Buczaccy siedzieli.
Jest jeszcze pozew od księcia Radziewiła.
Kastelana Trockiego.
I książę też? Czegoż on chce?
Tegoż Buczacza i włości okolicznych.
Upatrzyła sobie ofiarę ta hałastra.
O kogoż więc idzie, łaskawa pani? Jak to o kogo?
O Zofię z Zabiechowskich -Golską.
Przecież mówię, waćpanu, że chodzi o depozyt, który żeśmy z moim biednym,
nieszczęsnym małżonkiem u wojewody Golskiego złożyli. A pani Golska
w piwnicach zamkowych nic nie ma.
Może nie ma. Może nie ma?
No ale przecież depozyt złożyliśmy. Ja sobie tego nie wymyśliłam.
Nikt z tego nie twierdzi, ale może i spadkobiercy są bez winy.
Może nieboszczyk wojewoda Golski dokądś ów depozyt przeniósł?
Może i przeniósł.
No ale skoro dobra się dziedziczy, to również winy nieboszczyka się
Nic o tych przewinach jeszcze nie wiemy. Czy wstąpiłaś wasza dostojność na drogę
prawną?
Tak, uczyniłam to. I chcę ci powiedzieć, panie starosto juridyczny, że nie myślę
procesu ciągnąć latami.
Blisko milion złotych warty z mochiłów skarb, który w Podhajcach złożyliśmy.
Czy myślisz, czy sądzisz, panie starosto, że mi zabraknie wojska, ażeby
zdobyć zamek i przekonać się, co się mieści w środku?
Pojadę do Podhajec i z panią Golską porozmawiam.
Chwali ci się, panie starosto, że chcesz się trudzić.
Któż by się nie trudził?
Toż o skarby idzie.
A jeśli je odnajdę, to może i dla mnie jakaś cząstka przypadnie.
Bądź, bać, pan pewien.
Znajdziesz depozyt, z lichwą cię wynagrodzę.
Hej, koniusy!
Słucham wielmożnego pana.
Pani Igolska zezwoliła, abym Wasmociu wziął na spyt.
Wasmoś, jesteś jej sługa, czy nieboszczyka wojewody?
Przedtem pana wojewody, a teraz jej.
Pani Potocka twierdzi, że by to była tu...
ażeby złożyć u wojewody depozyt.
Widziałeś ją?
Widziałem. Przyjechała z mężem i jeszcze jedną wołoską wielmożą.
Wedle tego, co zawiera rejestr, musiała to być ogromna karawana.
To też była wielmożny, panie.
Byłeś świadkiem?
Byłem i nie byłem.
Służby pana Golskiego do tego nie brali.
Większą część załogi odesłano do Buczacza. Wszystko robili ludzie
Dla sekretu tak czyniono?
Ano, tak myślę.
To gorzej.
A ciebie też odesłano?
Mnie nie, bo ja ze stajennymi musieliśmy się końmi zajmować, ale na noc kazano
nam w domach siedzieć i ani nosa nie wysuwać.
Po nocy to się odbywało.
Stałem u okna i podglądałem, jak się wokół zamku krzątają.
I tak przez kilka nocy trwało.
Wtedy, wasz mość, widziałeś, jak kufry i skrzynie wnosili?
Widziałem, jak się krzątali, ale czy wnosili, czy wynosili...
Tego to nie powiem. Not była.
Panie Kaszobki!
Wasz mość byłeś tu, kiedy Potocki z depozytem przyjechał? Nie.
A czemu to?
Odesłano mnie z zamku, z załogą do Puczacza.
Wiedziałem, że na zamku coś...
Ma się odbyć.
To państwo wolą w tajemnicy zachować.
To pan wojewoda Golki nie miał do siebie zaufania?
Pan wojewoda miał.
Państwo potoccy nie mieli.
Tydzień cały trwały tu potockich rządy.
Dzięki tobie, panie starosto, nie tak tu dzisiaj samotnie.
Siostra do klasztoru musiała wrócić.
I siedzę tu.
Sama jak kołek.
Wydasz się, wać pani, za jakiegoś zlatnego pana.
To mnie teraz zechce, kiedy taka niesława na mnie ciąży.
Wiesz dobrze, wać pani, żeś teraz równie pożądana, co i przedtem. A może i
więcej?
Każdy, kto liczy, że gdzieś tam kryjesz skarby mochilanek, zechciałby z nich
trochę pokosztować.
Co mi radzisz, panie Piotrze?
Przed Trybunałem się stawić i swoje racje wyłuszczyć.
A nie sądzisz, że mochylanka, korzystając z mojej nieobecności, zechce
zbrojną ręką opanować?
Może zechce.
Ale z plendoru jej to nie doda.
Przyślewać pani pomoc.
Nadżorcy to moi będą?
Któż to są ci twoi pomocnicy?
Bracia Dedyisty.
O!
Płacić trzeba, a ja gotowizny nie mam.
Domówisz się z nimi.
Za to każdy najazd będzie odparty i zdrady nie musisz się bać.
Bóg cię zesłał, panie kawalerze.
Jam jest Jacek Dydynski, a to bracia.
Jerzy, Andrzej i Aleksander.
Witam, bać panów.
Przysłał nas pan Wolski.
Tak, wiem.
Bać pani jest oskarżona o przywłaszczenie ogromnego majątku.
Zasięgnęliśmy języka i wiele wskazuje na to, że... że wyrok
zapadnie przeciwko tobie.
Jeśli...
Baćpanowie sądzicie, że zapłacę wam drożej.
Dlatego, że mnie posądzacie o nieuczciwość, to się mylicie.
O tym będzie czas porozmawiać później.
A najpierw pozwól mi zbadać sprawę.
Jak?
Odprzyjrzeć się temu i owemu.
Szykuję się w drogę do Trybunału, panie Kaszowski.
I pana Jacka Dydlińskiego zostawiam jako mego pełnomocnika.
Którzyłem nieboszczykowi wojewodzie i nigdy nade mną nikogo nie ustawiam.
Mój drogi panie Kaszowski, ale teraz mnie służysz.
Ja chcę tylko wiedzieć, przy kim komenda będzie.
Przy tobie.
Ja będę ci tylko radą służył.
I mnie zastępował.
Uściśnijcie sobie dłonie.
Poselstwo odjaśni oświeconego księcia Jana Jerzego Radziwiła, kasztelona
trockiego. W imieniu jakiego prawa?
Wyroku trybunalskiego, który zezwala księciu Radziwiłłowi intromisję pod
Żaden wyrok nie jest ostateczny i nie ma takiego prawa, żeby pod nieobecność
właścicielki najazd przynić. Jeśli masz wątpliwości, książę pan stojący
cierpliwie z wojskiem raczy sam wyjaśnić i własną osobą.
Do zamku na rozmowę przybyć. Je no bramy, otwórz! Szanuję księcia, ale wolę
własną osobą między panów najeźdźców się udać.
Książę oczekuję.
Posłuchamy, co mają nam do powiedzenia.
Warto, warto.
Ale to ja jako komendant, nie nienem z księciem porozmawiać.
Wasz mość jako komendant obroną dowodzi, a ja jako zastępca jej wielmożności
będę per traktował.
Chodźmy jedy, radniej będzie.
Znam was, panowie dydyńscy, więc nie lekceważę sobie tego, że jesteście
przeciwko mnie.
Po co wasza książęca mość to wszystko mówisz?
Żeby ci udowodnić, że prawo jest za nami.
I siła też.
Jedna w tym tylko jest niedogodność o to, że przybywasz, książę, pod
pani Golskiej.
Będzie miała dosyć zatrudnienia z innymi oponentami.
Nie ja jeden o wyrównanie krzywd się domagam.
Panowie Dydyńscy, Jacek i Jerzy.
Jej ekscelencja pani Helena Mauroina.
W waszej dostojności też przepadł depozyt?
Nie myli śpiewać, pan.
Żal mi szczerze, ale nie stwierdziłem żadnych skarbów w Podhajcach.
Same Podhajcze są skarby. Ale nie waszej książęcej mości.
Ja bym jednak wolała osobiście wkroczyć do zamku i przeszukać podziemie.
Radzę tobie i panią mości książę gwałtem nic nie czynić.
Odejdź po dobrej woli, bo kule nie wybierają.
I książę może zginąć równie prędko jak ciura.
Proponowałem ci, Dydynski, zgodę i korzyść.
Nie chciałeś skorzystać i z uchwali mi odpowiadasz.
Teraz zobacz, żebyś nie wpadł w moje ręce.
Bo każecie wychłostać moim ciurom.
Czemu wać pan taki zadowolony?
A bo pomyślałem sobie właśnie, jak to będzie, kiedy jego książęca mość
padnie w nasze ręce.
Za ich starania nie damy im szansy.
Książę już chyba to rozumie.
Powinien odejść.
Myślę, że nie odejdzie.
To znaczy, że na coś liczy.
Na to, że mu ktoś tam bramę otworzy.
Jadku.
No? A gdyby tak?
Gdyby tak porwać zakładnika?
Jakże tak?
To niegodne.
A atakować nieprawnie zamek godne?
Wyjdę cichaczem, przyprowadzę kogoś możnego. Wypuścimy pod warunkiem, że
ustąpią.
Pójdę z tobą.
Sam jeden się uwina.
Ja już to sobie wszystko obmyśliłem.
Łóżko wygodne.
Będziesz pani spała jak w swoim pałacu. Nie wspominaj mi o pałacu, bo bym stąd
zaraz precz poszła.
Cicho.
Słyszysz coś?
Mykoła?
Wyjrzyj na temar.
Mykoła żyje.
Leży w krzakach za namiotem.
Jak mi bóg miły wielmożna pani, mógłbym cię przerzucić przez ramię jak owcę.
Ale jak mi przyrzekniesz, że nie stawisz oporu, pójdziemy sobie spokojnie
niewiadomą drogą.
Gdyby cię straże zaczepiły, powiesz, kim jesteś i odeśliesz każdego do studia
błów. Czy się zgadzasz?
No, idziemy.
Podejmować pan płaszcz, bo jakże pójdę w gwieźle.
Czujesz? Czujesz?
Spróbujesz zdradzić Zadźga.
A byłaby to nowość, bo prawdę mówiąc, nigdy tak pięknej kobiety życia nie
pozbawiłem.
O, więc jest.
Witamy waszą dostojność.
O nic się nie martw.
Jedno o to, czy twoi nie będą używali zdradzieckich sztuczek.
Nie jesteś w rękach barbarzyńców.
Przekonam się.
Jej dostojność ani przez chwilę nie wątpiła, że ma do czynienia z zgodnymi
kawalerami.
Prawdę mówiąc, nie było kłopotów, bo biegła ku nam tak ochoczo, że nawet
wstrzymywać musiała.
Breszesz wasz mość.
Zaprowadź na razie bać panią do świetlicy i opieką otocz.
A ja powiadomię księcia, gdzie jest i na jakich warunkach ją wypuścimy.
Chwali się waszej dostojności, żeś krzyku nie robiła.
Nie chwal mnie, panie Dydyński.
I tak cię powieszą.
Daj go żałkiem.
Bądź pan nadużywasz władzy.
Recerz tak nie postępuje.
Chyba właśnie tak.
Po coś mnie tu przywiódł.
Co ci z tego przyjdzie?
Ok, już coś przyszło.
Mówiłam, że masz mać grubianin.
Nie przeczo.
Wasza wysokość.
Daj korzonki.
Dam.
Ale pod jednym warunkiem.
Jakim?
Że mnie jeszcze raz poubiedz dzielisz.
Rozmyślałem nad swoimi sprawami, wiesz. Nie jestem pewny, czym uczynił słuszny
wybór, stanąwszy po stronie pani Golskiej.
Słucham wasz mości.
A czy wiesz, dlaczego ja jej służę?
Nie do oczu pięknych myślę.
Tak, dla dukatów.
Możesz mną pogardzać.
Czemu miałbym to mną pogardzać? Ja też życie swoje najmuję.
Ale nie wydaje mi się, panie Kaszowski, żeby pani Golska te dukaty miała.
Do czego bać pan zmierzasz?
Do tego, że niedobrze wygląda jej sprawa.
W trybunale przegra.
A książę ma prawo i ma siłę.
I ma pieniądze.
Co właśnie pan proponuje?
Żebyśmy się z nim układali. Na jakich warunkach?
Do ustalenia.
Ale nie ma mowy o oddaniu zamku bez nagrody.
Nie ma mowy.
To pewne.
Książę na pewno dobrze zapłaci.
A i do służby przyjmie.
Otóż to.
Książę by na tarcie upozorował, a my byśmy bramy otworzyli.
Pójdziesz w naszym imieniu się układać?
Pójdę.
Zdraj to!
Czego chcesz?
Odesłać cię do swoich.
Masz tu linę. I skacz!
Będziesz wisiał.
Skacz!
Książę czeka!
No szybko!
I dziękuję Bogu, że uchodzisz z życiem.
Skaczesz, czy mam przebić?
A baba jak?
Spokojna była?
Spokojna.
Na początku mnie tylko raz przez łeb zdziwiła.
A teraz pod kluczem.
W mojej komnacie.
Przecież nie ucieknie.
Jacku, ja miłuję Wołoszkę.
Psiakrew.
Co ty sobie wyobrażasz?
Jakże ja mam nasze sprawy prowadzić?
Nie wiem, ale beze mnie.
No i co, że miłujesz Wołoszkę?
Kiedy ona ciebie ma za nic.
Jest mi wzajemną.
Oszalał, przecież to kniaziowski ród. A ty kto jesteś?
Wierzy Dedyński twój brat.
Ona chce mnie za męża.
Nic z tego nie rozumiem.
Jacek, pomyśl.
Jaki to dla Dedyńskich splendor.
Splendor, by dostanie się z niewoli i rzuci cię.
Niemożliwe, żeby małżeństwa chciała. Niemożliwe.
Wasza dostojność.
Potem takie tu szaleństwa prawi. Czy to prawda, że swą rękę dasz Jerzemu?
A ty przeciw temu protestujesz?
Włać pani mogłaby wyjść dla Hetmana, a i kogoś z rodu panującego.
Wolę Jerzego.
Gdyńscy to golizna.
Panie Jacku, czy mnie dość bogata, by nie musieć na majątek polować?
A czym on cię tak oczarował?
Sobą, panie Jacku.
Sobą. Mało zostało prawdziwych mężczyzn na świecie.
Najdzielniejszą sablę mi zabierasz.
Nie martw się, straty jakoś wyrównam.
A teraz życzmy szczęścia, mój bracie.
Życzę, wasza wysokość.
Ale wyjdź na chwilę. Chcę coś bratu na pożegnanie ofiarować.
Och, panie Piotrze, nie mam już siły.
Wszystkie procesy przegrałam.
Gdyby nie ty, gdyby nie pan Dydynski, nie wiem, co bym zrobiła.
Wy jedni mi wierzycie.
Wierzycie mi, panie Piotrze.
Gdybym nie wierzył...
I co myślisz?
Był depozyt?
Był i nie był.
Jakaś możliwość snuje mi się po głowie.
Chociażby taka, że innego rozwiązania nie widzę.
Nie powiesz jaka. Nie, nie mogę.
To wszystko takie dziwne, ulotne.
Lepsza nasza sprawa, bo Mauroina swoje żale wycofała i pretensje.
gdyby wreszcie pan Potocki wrócił z niewoli.
A co to zmieni?
Może dużo zmienić.
Czego tam wypatrujesz?
Odwróć się od tego okna.
Odezwij się.
Już prawie tydzień w domu i nie wiem, czy dziesięć słów powiedziałeś.
Odezwij się wreszcie.
O czym mam mówić?
O czym?
No jak to o czym?
O swojej niewoli?
Kto cię wykupił?
Przecież nie ty.
Kupcy ormiańscy.
Ale za co miałam cię wykupić? Przecież cały mój majątek u Golskiej.
A ty zamiast na koń siadać i... pod hajce szturmować, siedzisz tylko,
milczysz i popijasz, popijasz i milczysz.
O czym mam mówić?
O klęsce, o zaskoczeniu, o tym, jak mnie gospodar upokorzył.
Wolałbym zapomnieć.
Ale zapomnieć się nie da.
Gdyby chociaż pieniądze odzyskać, może byśmy którąś z matek dukatami
ugłaskali.
Trzeba by Ormian spłacić za ten okup.
No przecież procesy wygrałam.
Teraz tylko szlachtę zwołać, wojsko, no i mieczem skarb odebrać.
Ale przecież Gorska mówi, że skarbu nie ma.
No to gdzie się podział?
Czego ty ode mnie chcesz, nie wiem.
Ona może mówić prawdę.
To majątek trzeba zagarnąć.
A ja jednak radzę waszej dostojności zbrojnie nie działać.
Czemuż to?
Wasza wielmożność nie masz ochoty na tę wojnę.
Ociągałeś się z upomnieniem o swoje dobra.
Przybyłem by ci rzec, że pani Golska gotowa jest powierzyć sprawę sądowi
rozjemczemu. Książę Radziwiłł wyraził już zgodę.
No cóż.
Jeśli książe, to i ja zgadzam się.
Kogo wasza wielmożność proponujesz na arbitrów?
Działaj według swojego uznania.
Mościa pani, zanim werdykt nasz ogłosimy, zechciej przyjąć
do wiadomości, że będzie on ostateczny i zaskarżeniu nie podlega.
Prawo widzi tu dwie drogi.
Albo przyjmiemy, że stałaś się ofiarą nieuczciwości tych, po których
dziedziczysz.
Na ten czas sama wyjdziesz czysta, a my tu jenowinniśmy znaleźć sposób, żebyś
mniej na majątności poszkodowaną była. Rozumiesz, bać pani?
Rozumiem.
To znaczy, że albo pamięć męża mojego najmilszego spotwarzona będzie, albo
nieboszczyka wojewody, od którego samych dobrodziejstw zaznałam.
Albo, że na placu zostaniesz ty, jako winna przywłaszczenia depozytu.
A to jest karane infamią.
Dla sądu rozjemczego może być także trzecie wyjście.
Jakie wyjście?
Tajemnica.
Tajemnica okryła zniknięcie skarbów i tajemnicą może pozostać.
Jeśli pan Potocki nie ma nic przeciwko temu, to nie dochodźmy kto i jak owe
skarby zaprzepaścił.
Ale rekompensata musi być uczyniona.
A potem niech sobie będzie tajemnica.
Panie Potocki, zgodziłbyście?
Tak.
Bierzcie sobie buczacz, bierzcie czortków, bierzcie włości.
Nie no mi pod hajce, bo tu wojewoda Golski umarł i tu mój mąż pochowany.
Sami sobie wszystko dzielcie, ja już i słyszeć o tym nie chcę.
Proszę o przerwę w obradach.
Wasza dostojność.
Można na słowo?
Wasza dostojność. Proszę cię, żebyś panią Golską kwitował z pretensji.
Bądź panownie, swoje sprawy leziesz.
Prawy, które mają miejsce w moim starostwie, są moimi sprawami. To mi
krew, wasza dostojność.
A jeśli się wahasz, to mogę ci historię skarbów mochilańskich opowiedzieć.
Ciekawym.
Kiedym spotkał waszą dostojność, gdyś na Wołoszczyznę szedł, miałeś już w
taborach większość depozytów twojej małżonki. I w tym całą gotowiznę.
Breszesz. Nie wasza dostojność.
Nie chciała pani Potocka tej wyprawy. Nie chciała grosza dać na nią.
Za mało wojsk zaciągnąłeś, więc pomyślałeś, że będziesz mógł z tych
granicą wojska za ciężno płacić.
Zawróciłeś wtedy z drogi,
I na powrót do pana Golskiego przybyłeś i w tajemnicy, bo przecież ludzie
podchajeccy zostali odesłani, nocą na wozy resztę skarbu załadowałeś.
Weź pan bajesz.
Nie, wasza dostojność.
Wszystko się potwierdza.
Z tak obciążonym taborem nie sposób było walczyć.
Turczyn zaszedł cię od tyłu, poniosłeś klęskę.
Straciłeś i skarb, i ludzi.
Wojewoda Golski zmarł, a wać, pan, boisz się do uczynku przyznać. Bo to i
prawda, żeś niezbyt godnie z potagiem małżonki podstąpił.
Zamilcz.
Wać, pan, nie masz dowodów.
Czy mam o twoich konkluzjach powiadomić małżonkę i wszystkich tu obecnych?
Wasza dostojność weźmie sprawy w twoje ręce i skwituje w panią Golską.
Nie masz wyboru.
Mogę skwitować.
Nie ma o czym mówić.
Skwituje, bo mi pani Golskiej żal.
Tyle się na nią zwaliło.
Tylko nie myśl.
Żadnych dowodów nie masz.
Supozycje tylko.
Ale lepiej ich z panią Potocką nie roztrząsać.
Dziękuje.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.