All language subtitles for Rycerze i rabusie - odc 4-7 Uczen mistrza Rumianka

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Ścigodni mieszczanie, kupcy, rajcy, ławnicy, et professores,

ulitujcie się nad środkami naszymi,

które odbite z tatarskiego jasyru opieki się waszej

domagają.

Zapewnijcie im chleb, ojcowskie baczenie i surowość. Do waszej hojności i

waszych serc.

Pan starosta jurydyczny Piotr Wolski się odwołuje.

Dzieci piękne, rozumne.

No, że mieszczanie wybierasz.

Bo drugi raz okazja taka się nie trafi. I Bogu się zasłużyć.

I interes dobry ubić.

Jak masz na imię? Staś.

A będziesz umiesz?

Ojcze nasz, któryś jest w niebiesie, święć się imię Twoje. No chodź, biorę

Piwo, piwo.

Panowie żołnierze, wypijemy?

A czy prawu to się nie sprzeciwia?

Nie prawo.

przyniło człowieka, człowiek prawo.

Wasz mość, panie Stupnicki, dowiesz, że mnie pakujesz.

Wasz mość i prawem zarządzić i piwem nieszczęśnika napoić. Ja, ja

Boratyński wstawiam.

Ja!

Wasz mość, Boratyński się dowiesz?

A co, nie podoba się?

Nie, ja też Boratyński.

Wtedyś ty, Mateusz, mojego stryjecznego brata syn.

A waść Kilian, mojego nieboszczyka ojca brat stryjeczny. Ja wiem.

Stryjku, za co cię uciskają?

Jeży, miejsce dla przestępcy.

Więc korzystam z okazji mnie zająć.

Uraziłem pana Stupnickiego. W zeszłej zimy sługę mu w szeremblu

utopiwszy. Więc sześć niedziel należy odpokutować.

Mateuszu, w odosobnieniu odwiedzisz mnie?

Odwiedzę.

Do wieży! Do wieży!

Złe uczynki!

Zacznij mieszczanie!

Mistrzowie i kupcy, sierotki jeszcze czekają.

Zacznij mieszanie, kto weźmie Marcinka?

Umie pujareczki strugać i grać na nich.

Marcinek ty na imię?

Marcinek.

Biorę cię.

Wasz mości dziecka pod opiekę brać nie możesz.

A to dlaczego?

Bo więźniem jesteś. Ja?

Aha, rzeczy samej. No to rezygnuję.

Nie idę do więzienia.

Jakże tak? Wyrok mam.

Dawaj chłopca.

Uważaj, panie Boratyński. Ten chłopiec jest pod moją opieką.

A weź to.

Piotr Wolski, starosta juridyczny.

Starosta niby.

Za gotowiznę.

Waść mnie nie obrazisz, a sobie zaszkodzisz.

Chłopca cię nie dam. Ruszaj do bieży.

Szlachcic jestem.

Mam pierwszeństwo.

Nie. Pierwszeństwo mają tu mieszczanie, którzy rzemiosł go nauczą.

A nie waść, któryś jest pijanica.

Powtórz to.

I kryminalista.

No, panowie rajcy, kto weźmie Marcinka?

No, to już chyba ja.

Znacie mnie.

Jędrzej Rumianek, mistrz lutniczy.

Kiedy lubi muzykowanie, to mi się przyda.

Chcesz iść ze mną, Marcinku?

Chcę.

Mi dobra.

No.

Spóźniłeś się.

Spóźniłem się, bo śpiew odsłuchał.

Haniebnie cudnego.

Komedianci zjechali. Gdzie zaś komedianci?

Uw chłopak.

Uw Marcinek, co go Stryjaszek chciał z rynku wziąć.

Śpiewa w kościele.

Ale to ci powiem, że takich pieni w życiu nie słyszał.

Niech mnie kaci.

I powiadasz.

Czy ja go chciałem brać?

Chciałeś, stryjku.

I co?

Bo nie pamiętam.

Ale ci go nie dali.

Bo ja kryminalista?

Boś kryminalista i pijanica.

Ja pijanica?

A że w ich pioruny siarczyste nic nie pamiętam. I kto śmiał? Kto się

Rozsiekam łyka!

To nie łyk!

Nie no, pan Piotr Wolski.

A ten?

Popamięta mnie on jeszcze.

Stryjaszku, on Białoskórskiego rozłożył.

Boratyński lepszy.

Boratyński lepszy!

Kto by mógł zabrać go ze sobą do rodawki?

Śpiewem by gości bawił lepiej niż dziwo zamorskie.

Tylko sobie wiesz.

Lachrze, chodź.

Wyjdę z wieży, zasadzimy się gdzie.

Nakoń chłopca i pokrzyku.

Przecież to rapt.

Rapt, rapt, rapt. Kiedy o dziewczę idzie i szlachciankę, a lech... Chłopca bez

rodziny, miejskiego stanu.

Porwać i dać mu przystojne wykształcenie. Jakiś to rad.

Nie, stryjku.

Lepiej ja go namówię.

Będzie on chyba wolał u pana niż u łyka.

A jak nie będzie wolał, to majstrowi zapłacę.

E, błądzisz.

Przechodząc, wstąpiłem o lot chłopca się dowiedzieć.

Zadowoleni z niego jesteście?

Dobrze się sprawuje.

Miły i grzeczny.

Jego mość pan starosta.

Jak go jej mość pani znajduje?

Dobrze pracuje.

Życie śpiewem słodzi.

Dzięki za opiekę.

Kochamy go jak rodzonego.

Widzę.

No jak Marcinku, zadowolonyś? Tak.

Ktoś mnie ucieszył.

Urosłeś, bratku?

Jak skoczę, to dostaję tej lampy.

To pokaż.

Niedługo ci się wąt cypnie.

Ojejku. Nie bój się, to nie boli.

A młodzienie tu czego?

Przejazdem.

Prawdę mówiąc, mam sprawę. A, sprawę.

No to załatwiaj ją szybko i opuść ten dom. Nic tu po tobie.

Pamiętaj.

Słucham was, paniczu.

Co to za sprawa?

Chciałbym cię, panie Rajko, prosić, żebyś mi chłopca ustąpił.

Wezmę go ze sobą do rudawki.

Do dboru. Na pokoje pańskie.

Ktoś na niego wyłożył, zwrócę ci z własnej kiety.

A jeszcze dołożę.

Chłopiec z lutnictwa się u nas uczy.

Zawód piękny i pożytetny.

Ja go, panie mistrzu, szablą robić nauczę. To żadna

korzyść dla niego.

Będzie miał sługi, konie.

A da Bóg, to go i do herbu dopuszczę.

Marcinkowi w mieszczańskim stanie będzie dobrze. Milcza mu muzyka niż władanie

sługami.

Zważcie, czy na drodze do szczęścia jego nie stajecie.

Marcinku, pan Buratyński...

Chce cię pod swoją opiekę wziąć.

Zawiezie cię do pałacu.

Sługi, powiada, będziesz miał.

Szablą, powiada, będzie cię uczył.

A może i do herbu przypuści.

Szlakcicem może zostaniesz.

Rumianek się nie godzi.

Marcinek też.

Za dwa dni, wierzę, opuszczę.

Razem się zdradzimy.

Jakim sposobem?

Już ci mówiłem.

Dobrze?

Ano dobrze.

Zoha, do mnie tu!

Zobacz, jaki ci brat podarunek przywiozł.

Miszu! Miszu! Nie szukaj swojego mistrza. Nie ma, kto i nie będzie.

Gdzie ja jestem?

W rudawce. W majątności tego do kawalera.

To jest moja siostra?

Panna Zofia Boratyńska, która będzie towarzystwem i radą służyć.

Rozejrzyj się.

Pewnie ci się u nas podoba.

Nie!

Szelmo, nie docenisz pańskiej ręki, to

docnij!

A co to Tatarnia? Miejsce, gdzie Tatarów trzymam.

Dwa lata temu brałem udział w rozbiciu czambuliku.

No i masz.

Józup!

Do mnie tu!

Józup!

Wiesz, kto to jest?

Wiem. Jaśnie, panie. Młody lach, co śpiewa. A wiesz, że temu lachowi tatarzy

rodziców pomordowali?

Wojna była.

Pogańska taka wojna.

Żeby dzieci sierotami czynić i na arkan brać. Odwróć się!

Martinku, ilekroć tobie krzywda zbierze i rodziców

pomordowanych wspomnisz, to wysiecz Józupa.

I ulży ci.

No, bij go.

On niewinien. Ale Tatar.

Oni ojców twoich pomordowali.

On mały.

Coś, ty martwinku.

Przecież to muzułmanin. W nieprawości żyje. Siedź możesz na chwałę pańską.

On niewinien.

Pewnie, że niewinien.

Co z tego, że Mahomet w tej wiedzy się urodził?

Rozgdakała się koza. Koza nie gdaczy. Cicho!

Marcinku, trzymaj go krótko.

To twój jeniec.

Rozumie?

Można już, panie?

Można. Ja nie pan.

Ale lach.

Lach? To ty jaman, zły.

Sam ty jaman.

Nie, ja tatarzyn. A tatarzyn jakszy.

Jakszy, tak?

A kto mi odca zabił, co? Kto Matule zabił?

Zaraz zobaczymy, kto jakszy.

Nomad, strzelaj!

Zobacz!

Widzisz? A jak po waszemu kinżał? Kinżał.

A ogier? Ujgir.

A jak bazar?

Bazar. Jak po naszemu? Dużoście nam słów nakradli.

A ty to wszystko pewno wiedziałeś?

Wiedziałem.

A jak po waszemu śpiewak? Akin.

Akin?

Akin. Akin. Akin.

Akin.

Zaśpiewaj, wiesz co?

Czego bym cię wyuczył?

Jeśli żeby, to prawda.

Jeśli żeby...

Niech śpiewa!

Ale coś mocniejszego!

Niech śpiewa!

To jest gansoć, proszę, z ośmiu. Pan Piotr Polski, starosta

juridyczny.

Witamy.

Witamy i prosimy.

Zaszczyt to dla nas?

Nie z zaszczytami tu przybywam, ale z pocztem zbrojnym, który czeka przed

dworem.

chłopiec znajduje się pod moją osobistą opieką.

Prawda, Marcinku?

Prawda, panie.

I został za moją zgodą oddany do mistrza sztuki lutniczej. Czy nie tak, panie

Mateuszu Boratyński?

Tak jest, wasz mość, panie.

Skądże więc się wziął u ciebie?

A stąd, że zbrzydził sobie rzemiosło i przybył tu z Emeą, żeby się do rycerstwa

przyspasawiać. Spójrz, wasz mość, jak jest tu brany.

Niczego mu tu nie brak. Ani opieki, ani czułości.

On jest oczkiem w głowie. Naszy.

Wasza miłość.

Marcinku.

Z własnej woli tu przybyłeś?

Z własnej.

I chcesz tu pozostać?

Chcę.

Nie ze strachu to mówisz. Powiedz prawdę. Nie bój się, ja cię obronię.

Ja się nie boję.

No cóż, trzeba będzie tę wiadomość panu Rumiankowi zanieść, chociaż smutna.

Pan Wolski mówi, że chłopiec z własnej woli tam jest.

No no, niech będzie.

Ale tak myślę, że mój obowiązek jest iść i zobaczyć, jak mu się

tam wiedzie.

Jakże się pan majster do dworu dostanie.

Nie wpuszczą pachołkowie.

Z podłem wpuszczą.

Towar swój mogę zbywać, nieprawdaż?

Wezmę skrzypki dla Marcinka, ofiaruję mu je albo i sprzedam za duży pieniądz.

Skoro z niego taki pan.

Majstruniu.

Ja z panem, co?

Robić kto będzie?

Siedź.

Widziałem go z okna, widziałem.

Pewnie ci się przewidziało.

Nie przewidziało mi się, nie przewidziało.

Ja ci mówię, że tak.

Myślisz o nim za dużo i ci się zwiedział.

Widziałeś pana?

Jak ciebie teraz?

Ale go nie ma.

Znikł. Dlaczego?

Tego nie wiem.

Posłuchaj, mały brat.

Ja myślał, myślał i teraz wiem.

My uciekniemy, ty i ja.

My na dywanie Turkom figle pokazujemy.

Mały brat śpiewa, ja na rękach chodzę, kozły tam i z powrotem fikam.

I robię czary -mary.

Dużo pieniędzy zbieram.

Umiesz czarować?

Każdy Tatar umie.

Popatrz Marcinku, co ci w mieście kupiłem.

Pana Rumianka dzieło.

Tak, tak.

Pana Rumianka.

Znasz sytuację, krabie?

Nie pytano tam o mnie?

A, pytano, ale nie za bardzo.

No, mają już innego, dwóch.

No, czego leczy?

Co?

U czego weczy? Z czego weczy?

Jeszcze nie.

Pewny jesteś?

Bo raz, dwa może wysypać i będzie za późno.

Rzeczywiście.

Przerobił już.

Musisz uciekać, Marcinku.

Uciekać? Po co? Dokąd?

Do pana Wolskiego. On ci nie da krzywdy zrobić.

Jakie krzywdy?

Okaleczyć cię chcą.

Musisz uciekać, bo nie będziesz mężczyzną.

Chłopakiem do tańca i do różańca, ale babą tłustą będziesz.

Babą? Ja?

Tak.

Oni tylko twój śpiew miłują.

Musisz uciekać.

A ja ci w tym dopomogę.

Ja myślę, panienko, że nie powinienem panienki samej puszczać. Tylko pani

w przód o zdanie zapytać.

Połańczuk, nic mi nie grozi. Mam krócice i niech by kto spróbował.

Panienko, ja radziłem.

A że panienka nie posłuchała, to nie moja sprawa.

Ty, Połańczuk, zapominasz, że ja tu też pani.

Będziesz mi się opieką narzucał. To cię każę wychłostać.

Dobrze.

Nie widziałem i nie słyszałem.

Do zobaczenia, panienko.

Do zobaczenia.

Józef! Gdzie Józef?

Józef biegł. Nie ma.

Potrzebny mi.

Prześlij go i niech weźmie ze sobą łuk i strzały.

Efendi!

Józef poszedł. Nie wróci.

Jak to poszedł?

Dokąd?

Panenka. Z młody pan poszedł.

Z Marcinkiem?

Kiedy?

Rano poszedł, efendi.

I dotąd nie wrócił.

Choć już słońce zachodzi.

Nie znaju, efendi. Panna znaje.

Zucha!

Co się stało?

Gdzie Marcinek?

Ja nie wiem.

Urzesz.

Poszłaś z nimi z Jusupem.

Gdzie oni?

Uciekli mi.

Urzesz.

Uciekli. Ziołaśmy mieli zrywać.

Po co by mieli uciekać?

Marcinkowi tu nic nie brakowało.

A jakże nic?

Rozmowę waszą zrozumiał.

No i co z tego?

Moja wola czyjego?

Teraz jego.

Gadzino.

Zadowolona jesteś, że mi pieśniarz zbiegł?

Zadowolona.

A wy co za jedni? Z Rudawki. Chłopca przywiozłem.

Czyjżeś ty?

Pana Rumianka.

Marcinek? Uciekłeś z porwania?

Pana Wolskiego nie widziałeś? Nie spotkałeś?

Nie widziałem.

Pojechał do Rudawki.

Pewnie nas gonią.

Boratyńscy. Znam ja ich.

A wy co, Kmieciu?

Ja wracam, nie tam co.

Panianka kazali, to przywiozłem.

No, Siwek!

Bogiem! Bramy zamykać!

Nikogo nie wpuszczać!

Broń w pogodowiu!

Kiedy wróci pan Wolski? Niebawem wróci. Czekają tu na niego. Chodźmy.

A Jędrzej gdzie?

Czemu go z tobą nie ma?

Ktoś ty mistrza nie widział?

Do ciebie szedł.

Już tydzień jak się wybrał.

Skrzypce ci nowe poniósł.

Widziałem go przez okno.

Ale potem znikł.

Powiedzieli mi, że mi się przewidziało.

A na zajutrz skrzypce przynieśli.

Powiedzieli, że byli w mieście i po niskiej cenie kupili.

Nie trzeba, nie trzeba, mościa pani, nie trzeba.

Zbierzcie siły.

Dzieci macie dom.

Może żyje, może gdzie go w ciemnicy trzymają.

Co przed czasem łzy lać?

Będzie jeszcze radośniej.

Zobaczycie.

Pewnie wróci ze starostą Wolskim.

Wszystkich wojsko.

Myślałem, że zbójcy.

Czego chcecie?

Otwieraj bramę.

Choćby był sam wojewoda, bramy po nocy się nie otwiera.

Takie prawo.

Gdzie starosta?

Starosta, jurydyczny Piotr Wolski śpi.

Jak śpi, to mogę go wnet zbudzić.

Mam tutaj dosyć prochu.

Wasza miłość tego nie uczynisz.

Bo i my tu nieźle uzbrojeni. Dawaj, starosty!

Armata na dwór ustawiona.

Marcinek jest pod naszą opieką i wydać go byłoby wbrew prawu.

Wydajcie nam natychmiast obu chłopców.

Bodwór spalę!

A, w przód musiałbyś go, wasza miłość, zdobyć! A zdobędę, nie bój się!

Ciebie wraz z tą służbą w dybach do rodawki przewiodę!

Panie Boratyński, aresztuję cię za zamordowanie mieszczanina Jędrzeja

Zbrodnia?

Areszt? Mówisz młodziku, jakbyś prawnie znał!

Dziękuje.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.