Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Nareszcie nasze strony. Nasze strony, to lepiej trzymać szable w garści.
Czuj duch.
Spokojnie.
Jacek, dydyń.
Pamiętasz moich młodszych braci, panowie dydyńscy? Jerzy, Aleksander. Czołem!
Czołem.
Czołem.
Ale zmęcniałeś. Z nami prostakami pewnie nie zechcesz gadać. Ile lat cię nie
było?
Bez mała pięć.
A u was po staremu?
Po staremu.
Panowie tutaj dobrze wiedzą, jak trzeba wyrok egzekwować. Kogo obronić, jak
pojmać rozbójnika.
A takich jak bracia Dedeńscy nie ma.
Robota dokładna. A ty, panie Wolski, nie oduczyłeś się szabelką robić?
Więcej było sposobności, niż sobie tego życzyłem.
To przystąp do nas.
Rozejrzysz się, pochacamy.
Oj, tu muszę się pokłonić matce.
Potem zobaczymy.
Dobrze. Ale pamiętaj, że na nas zawsze możesz liczyć. Zawsze.
I dniżkę masz u nas.
No to bywaj!
Bywaj! Bywaj!
A niewiasty gdzie bardziej urodziwe?
U nas czy w Westfalii?
Gdybym miał malować Madonnę, ciebie bym wziął za morze. Grzeb tak mówić.
Uważaj.
Czekam.
I ja czekam.
To jest pan Białoskórski.
Czołem wasz, maćku.
Widzę, że nic o mnie nie słyszeliście.
Wracamy z obcych krajów.
A, z obcych krajów.
Dwa lata krążę z wyrokiem śmierci i panu staroście się wymykam.
A wać pan?
Kto? Jestem Stefan Barzo.
Ostatni z rodzą.
Maluję obraz.
Panie Barzo, szablą się zajmij.
Orzeń się.
Dzieci miej.
I niech twój ród trwa.
A nie będziesz packał po płótnie, jak jaki ormianin. Panie Białotkurtki!
Jegomość Krasitki twoją dziewką się kontentuje!
Właź znowu?
Czego?
Zajdź mi do oczu.
Co?
Co ma ci pan?
Jazda.
Panie Białoskórski, zabieram cię w imieniu starosty jako infamita
śmierć.
Nie wołaj pomocy, bo cię pchnę.
Nie wołam przecież.
Schodź na dół, konie czekają.
No czytaj.
Przemuś nie powiedział, że masz glejt królewski, który wyrok zawiesza.
Każdy ma swoje przyjemności.
Jesteś wolny, panie Białoskórski.
Zawsze byłem wolny, ale ty nie.
Wylicz się.
Jak cię zwał, hermierzu?
Piotr Wolski, syn starosty.
Sierotnie zabijemy.
Twojego ojca przedwczoraj pochowano.
Weatko, skrzacie. Przecież już jesteś panna.
Jak ty wyglądasz.
Pani matka gdzie?
W kościółku.
Ciekawe, kto teraz starostwo dostanie. Ta rada, że Warszawa ma już drugiego
kandydata.
Dobry grosz, takie starostwo.
Jedna chudoba kołka.
Wiosek jaki, bądź, bierz na siebie, skoroś taki zabity, przyjmij ciebie,
Stanicki z tymem puści.
Mniejszych Piamów też nie brakuje.
Niezabitowski choćby. Rosyjski z synami.
Białoskórski krąży w pobliżu.
Opowiadają, że spotkał się w zajęzie z naszym starościcem i nie dał mu rady.
Ano cóż, młody Wolski powinien po ojcu jurysdykcję przejąć. Sejm nie zatwierdzi
za młody. Senatorskiego syna by zatwierdzili i w kołystę namy. A,
A mnie się ten starościc jakoś nie widzi.
Pochamuj się was.
Milczący za bardzo.
Pewnie się w tych luterskich krajach zbeprawował.
U nas, panowie bracia, ludzie bardziej otwarci. Co w sercu, to na język. A co
misce, to do gęby.
Ratuj wasz mość. Rapt, rapt z uchwały.
Pannę porwano z pośrodka izby.
Uciekinier spod katowskiego miecza. Dziewczynę porwał i uwiódł. Kto niewinno
ocali, jeśli nie ty, jedyny starosty naszego dziedzic?
Ja nie jestem starostą.
Dopóki nie ma innego dekretu, ty po ojcu starostwo dziedziczysz.
Panie Głowiński.
Kto panę porwał? Białoskórski.
Białoskórski?
Białoskórski. Tak, panie starościcu. On.
Uczynimy lustrację na miejscu.
Nasz znajomy.
Nie gorączmy się.
Niezbodzianka! Czyż niemiła?
Za to coś panu Głowińskiemu uczynił, będzie się sądził Trybunał. Nie, bo
bym to uczynił, to z dobrego serca.
Nie mogłem patrzeć na mękę zakochanych.
Zbyt czuły jestem.
Aleś pieniądze za twoją czułość zgarnął.
Bardzo niechętnie.
Ale cóż robić w gospodzie darmo nikt nie daje.
Świat jest podły, przeżarty interesownością.
Aha, panna młoda przed ołtarzem już przysięgła dozgonną wierność panu
Dobrowolnie? A jak myślisz?
Popatrz tam.
No i co?
Idylla.
Specjalnie mi ci drogę zajekał, żeby cię powiadomić o tym szczęśliwym
wydarzeniu.
Bóg zapłać.
Ale prawdę mówiąc niewiele mnie to dotyczy.
Inny dygnitarz będzie tutaj prawo czynił.
Bywaj, panie bracie.
Ja, Jakub Strocina, znany wam wszystkim,
woźny ziemski, obwieszczam wszystkim,
zebranym i tym, którzy nie mogli przybyć, że jego
królewska mość, Zygmunt III, przychylność nam zboł
okazując, tym oto dekretem starostę nam mianował.
którym z dniem dzisiejszym jest najjaśniejszy książe
Michał Zasławia Zasławski. Wiwat!
Wiwat! Wiwat, książe starota!
Wiwat! Bóg zapłać. Bóg zapłać.
Dziękuję i czołem biję.
Wiwat!
Czy to dla mnie ufawor królewski?
Ale obowiązki z nim związane nie na moje lata.
Chcę spraw politycznych w Warszawie dopilnować.
Panie Piotrze, tyś młody, silny, dzielny, więc ci proponuję,
abyś za mnie obowiązki kapitańskie pełnił z tytułem starosty jurydycznego.
Co zyska blizny i niespokojność?
Mość i książę.
Wasza książęca mość.
Mleko i miód zbierzesz, a mnie chwasty zostawisz.
Dasz wasza książęca mość osiem tysięcy jurgieltu i będzie zgoda.
Masz ty rozbójników tropić, ale i sam umiesz ze skóry obedrzeć.
Za twoją pomyślność, panie starosto juridyczny.
A oto, panie starosto,
I pierwsza robota.
Oto pismo z kancelarii królewskiej.
Odwołujący glejt, chroniący Białoskórskiego.
W piśmie mówi się, że Białoskórski nadużył wiary królewskiej, podając się
za niewinnie uciśnionego, podczas gdy śledztwo wykazało, że zamordował
szlachcica, który mu żadnej przyczyny nie dawał. Winien dać głowę.
Panie Drogocki, napiszesz uniwersały. Woźnię po dworach rozwiezie.
Niech się stawia szlachta zbrojna do pościgu.
Wartego dnia.
O, pan Otwinowski, witam.
Stało się coś?
Przybywam z nowiną.
Nienawid przyjemną. No?
Białoskórski. Pojawił się?
Porwany.
Porwany, pojmany i w wieży na dnie osadzony.
Krasicki?
Tak, mości starosto.
Ja wiem, że infamisa prawo nie chroni.
A i Białoskórski dla mnie ani brat, ani swat.
Katłon przynależy.
Ale nie może to być.
Żeby możny pan sam zemsty dochodził. Do czego dojdziemy?
Panie Drogocki, jakże mam prawnie informisa z wieży wyciągnąć?
Osoba urzędowa powinna stwierdzić obecność w danym miejscu przedmiotu, o
spór się toczy, czyli Białoskórskiego. I stwierdziwszy głośno to oznajmić, czyli
areszt nałożyć.
Można od razu pozew doręczyć.
w którym zarządza się natychmiastowego zwolnienia przedmiotu.
Panie Drogocki, ułożysz pozew.
Zabiję. Zabiję.
Zabiję?
Za co?
U mnie, Infamisie, jesteś bezpieczny.
Ja ciebie, mordercę, pod swoją protekcję wziąłem.
I od kata, katowskiego miecza uratowałem. A ty zabiję.
Taka to wdzięczność.
Szulenburg, przyjacielu!
Schulenburg, cóże tam żona lub dziadki czekają?
Wszystko to zdradliwe. Na fortunę tylko lub na zdrowie czyha.
Najpewniejszy, najwierniejszy jest więzień.
Człowiek za kratami. Tylko on umie wypatrywać.
tęsknymi oczyma.
Tylko on umie czekać na moje słowo i
na moją łaskę.
Panowie, rozchmurzcie się.
Będzie wam tu dobrze.
Dostaniecie wszystko, nawet raz do roku dziewkę.
Panowie, przyjdę do was jutro. To sobie w kości pogramy we trzech.
Światło będzie wam dawał ten kaganek, a jeśli zdarzy mu się zgasnąć i ciemności
was ogarną, to przecie nie inaczej będzie i w odchłani śmierteli.
I tak, panie Bieloskórski, będziesz mógł. Do wieczności należycie
się przygotować.
Amen, panie Bieloskórski.
Amen, panie Sulem.
Cudne.
Wspaniałe.
A właśnie kto?
Sługa waszej dostojności.
Nie pamiętam cię, panie bracie. Pomoc pani starościny. Do służenia waszej
dostojności został przysłany.
A, chodniej.
Jak tam moja najmilsza małżonka?
Wróci do mnie?
Czy znowu coś podstępnego chną ma?
Wróci, wasza wielmożność.
Jestem pewny, że wróci.
Tęsknij. Tak myślałem, niech jeszcze trochę potęskni.
A potem ja sam do niej pojadę i powiem, przyjaciółko moja.
Powiadają, że w Zamościu hetman zamojski...
Prócz takich żywych obrazów, żyrafę trzyma i behemota ponoć. Ty myślisz, że
wspaniałe dubiecko jest gorsze od Zamościa?
Mami, a ci tutaj inne żywe obrazy.
Pokażę ci takiego behemota, jakiego i w Nilu nie znajdziesz.
Skrzyżowanie z behemota z gepardem.
A ten tam, mniej gorącej krwi, niedźwiedź brandenburski
skrzyżowany z lisem. Czekaj, czy myśmy się nie spotkali?
Widziałem was. Widziałeś mnie w służbie u pani Krasickiej, bo jej jestem pługą.
A nie dziś ów, to kto?
Jestem Teodor Szulenburg.
Rajca gdański.
Złotnik. Trzy lata już tu tkwi.
O dług twój się upomniał.
Trzy tysiące dukatów.
Nikt się nie pyta?
Milcz? Bo wyszmagam?
Wasza miłość.
Dziękuję za żywe obrady, którymiś swojego smugę uraczył.
Widzę bloku pana Białoskórskiego, infamisa.
Widzę także Szurzenburga, o którego losie nikt nie wie.
Gdybym był osobą urzędową, mógłbym rzec, widziałem i kładę areszt na brzeczonych
więźniów. Szkoda, że nie jesteś. Ciesz się, ciesz, Krasicki, że to jeno sługa
twój.
Pędź, co koń wyskoczy, kłaniaj się najmilszej przyjaciółce mojej, pogódź
nią i mów jej, żeby się już nie odsuwała.
Ileż to lat nie turilem jej do siebie.
Tak, wasza wielmożność.
No, jedź, jedź!
Pomkniesz nim jak strzała, to koń białoskórskiego!
Otworzyć wrota!
Aha, wasza wiermożność.
Byłbym zapomniał.
Oto pismo do siebie.
Pozyw?
Zdrajcza! Pozyw mi wręczył! Łapcie go!
Goń go!
Rater mu do gardła wciśnij!
Starosta juridyczny, Piotr Wolski.
Otwieraj albo ku nam wychodź.
Nie zapraszamy weści.
Hejże, czekaj.
Idę ku wam.
Chcesz? Chcę pana Białotkórskiego.
W lochach dla prywaty trzymanego.
Chcę złotnika Szulenburga.
Ty czarcie.
Zwróć nam więźniów, a my odejdziemy bez twoich kłopotów.
A ci co?
Piechota. Z koło pani na mnie?
Tyś właśnie oszalał.
Król Batory dawno stwierdził, że dobrze do brania murów.
Wasza miłość, zwróć nam więźniów, bez twojego wstydu odjedziemy i zamek
pozostawimy bez uszczerbku.
Panie Pialoskórski.
Przecież starosta przyszedł po ciebie, żeby ci oddać katu.
U mnie byłeś bezpieczny.
Tak mi stało.
Zdjąć kajdany.
Teraz ten drugi. Nurze.
Dziwny w ciebie człowiek.
Mógłbyś lot odmienić.
Wstąpić do wojsk komputowych.
Winę odkupić.
Ja pod czyjąś komendą.
No to wsiadaj.
Skąd go masz?
Za dwie niedziele zacznę na ciebie polowanie.
Zrobić to zechcesz.
No bywaj.
Schulenburg, bracie.
Odwiedź mnie kiedy w białoskórach.
W kości zagramy.
Dziwny z ciebie człowiek.
Dobrze napoić, bo ścigać będziemy długo, póki tropu nie stracimy.
Wiedzą o tym.
Ludzie na drodze się zbierają?
Powoli.
Mam nominę!
Uciekł? Ludzi powybijał!
Siadłać konie!
Jaka wieś? Ucieknął? Sam widziałeś?
Widziałem cztery trupy.
Kupców miorżnął trzy mile stąd.
Moja culpa.
Pod samym nocem rozduchwaliłem go przychylnością.
Przyjął to za słabość.
Postrzelony.
Usieczony szablą.
Pobity czekamy.
Dorżnęli go, żeby się świadek nie ostał. Kupców z towarem napadać. Toż to ruina
dla nas wszystkich.
Pomylcie brata, na gardle ukarać.
Prowadź, panie Piotrze.
Nie przepuścimy im tego.
Dosyć tu jest dowodów przeciwko niemu.
Prowadź dydyńkich.
Gdzie Białoskórski? Nie wiem, panie.
Górzeż, jego koń tam stoi. Gdzie Białoskórski? Nie wiem, panie, tlenę się
ojca. Uciekł i zostawił łopy?
Taki on jest.
Gdzie Białoskórski?
Kąpie się w rzepę.
Czemuś to uczynił.
Dasz mi jeszcze jedną fantę?
A ty byś mi dał?
Zajeździe tyczyńskim.
To baj baś.
Zaniechaj mnie, żyć będzie.
Pa, baj, baj!
Za długo weź byłeś za granicą.
Nie wiesz, kto białot z kurtki potrafił.
Myślisz, że odwaga i pewność siebie mieszkają tylko po twojej stronie prawa?
Pójdę za Sam.
O naszej umowie nikt się nie dowie.
Słowo!
Kończ.
Bierz szablę.
No bierz!
Ja trąsię, ja trąsię.
Maciek Franciszku, żyję.
A on, on gdzie?
Uciekł? Prawda, że uciekł?
Dzięki za uwagę!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.