All language subtitles for Rycerze i rabusie - odc 1-7 W walce z infamisem

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Nareszcie nasze strony. Nasze strony, to lepiej trzymać szable w garści.

Czuj duch.

Spokojnie.

Jacek, dydyń.

Pamiętasz moich młodszych braci, panowie dydyńscy? Jerzy, Aleksander. Czołem!

Czołem.

Czołem.

Ale zmęcniałeś. Z nami prostakami pewnie nie zechcesz gadać. Ile lat cię nie

było?

Bez mała pięć.

A u was po staremu?

Po staremu.

Panowie tutaj dobrze wiedzą, jak trzeba wyrok egzekwować. Kogo obronić, jak

pojmać rozbójnika.

A takich jak bracia Dedeńscy nie ma.

Robota dokładna. A ty, panie Wolski, nie oduczyłeś się szabelką robić?

Więcej było sposobności, niż sobie tego życzyłem.

To przystąp do nas.

Rozejrzysz się, pochacamy.

Oj, tu muszę się pokłonić matce.

Potem zobaczymy.

Dobrze. Ale pamiętaj, że na nas zawsze możesz liczyć. Zawsze.

I dniżkę masz u nas.

No to bywaj!

Bywaj! Bywaj!

A niewiasty gdzie bardziej urodziwe?

U nas czy w Westfalii?

Gdybym miał malować Madonnę, ciebie bym wziął za morze. Grzeb tak mówić.

Uważaj.

Czekam.

I ja czekam.

To jest pan Białoskórski.

Czołem wasz, maćku.

Widzę, że nic o mnie nie słyszeliście.

Wracamy z obcych krajów.

A, z obcych krajów.

Dwa lata krążę z wyrokiem śmierci i panu staroście się wymykam.

A wać pan?

Kto? Jestem Stefan Barzo.

Ostatni z rodzą.

Maluję obraz.

Panie Barzo, szablą się zajmij.

Orzeń się.

Dzieci miej.

I niech twój ród trwa.

A nie będziesz packał po płótnie, jak jaki ormianin. Panie Białotkurtki!

Jegomość Krasitki twoją dziewką się kontentuje!

Właź znowu?

Czego?

Zajdź mi do oczu.

Co?

Co ma ci pan?

Jazda.

Panie Białoskórski, zabieram cię w imieniu starosty jako infamita

śmierć.

Nie wołaj pomocy, bo cię pchnę.

Nie wołam przecież.

Schodź na dół, konie czekają.

No czytaj.

Przemuś nie powiedział, że masz glejt królewski, który wyrok zawiesza.

Każdy ma swoje przyjemności.

Jesteś wolny, panie Białoskórski.

Zawsze byłem wolny, ale ty nie.

Wylicz się.

Jak cię zwał, hermierzu?

Piotr Wolski, syn starosty.

Sierotnie zabijemy.

Twojego ojca przedwczoraj pochowano.

Weatko, skrzacie. Przecież już jesteś panna.

Jak ty wyglądasz.

Pani matka gdzie?

W kościółku.

Ciekawe, kto teraz starostwo dostanie. Ta rada, że Warszawa ma już drugiego

kandydata.

Dobry grosz, takie starostwo.

Jedna chudoba kołka.

Wiosek jaki, bądź, bierz na siebie, skoroś taki zabity, przyjmij ciebie,

Stanicki z tymem puści.

Mniejszych Piamów też nie brakuje.

Niezabitowski choćby. Rosyjski z synami.

Białoskórski krąży w pobliżu.

Opowiadają, że spotkał się w zajęzie z naszym starościcem i nie dał mu rady.

Ano cóż, młody Wolski powinien po ojcu jurysdykcję przejąć. Sejm nie zatwierdzi

za młody. Senatorskiego syna by zatwierdzili i w kołystę namy. A,

A mnie się ten starościc jakoś nie widzi.

Pochamuj się was.

Milczący za bardzo.

Pewnie się w tych luterskich krajach zbeprawował.

U nas, panowie bracia, ludzie bardziej otwarci. Co w sercu, to na język. A co

misce, to do gęby.

Ratuj wasz mość. Rapt, rapt z uchwały.

Pannę porwano z pośrodka izby.

Uciekinier spod katowskiego miecza. Dziewczynę porwał i uwiódł. Kto niewinno

ocali, jeśli nie ty, jedyny starosty naszego dziedzic?

Ja nie jestem starostą.

Dopóki nie ma innego dekretu, ty po ojcu starostwo dziedziczysz.

Panie Głowiński.

Kto panę porwał? Białoskórski.

Białoskórski?

Białoskórski. Tak, panie starościcu. On.

Uczynimy lustrację na miejscu.

Nasz znajomy.

Nie gorączmy się.

Niezbodzianka! Czyż niemiła?

Za to coś panu Głowińskiemu uczynił, będzie się sądził Trybunał. Nie, bo

bym to uczynił, to z dobrego serca.

Nie mogłem patrzeć na mękę zakochanych.

Zbyt czuły jestem.

Aleś pieniądze za twoją czułość zgarnął.

Bardzo niechętnie.

Ale cóż robić w gospodzie darmo nikt nie daje.

Świat jest podły, przeżarty interesownością.

Aha, panna młoda przed ołtarzem już przysięgła dozgonną wierność panu

Dobrowolnie? A jak myślisz?

Popatrz tam.

No i co?

Idylla.

Specjalnie mi ci drogę zajekał, żeby cię powiadomić o tym szczęśliwym

wydarzeniu.

Bóg zapłać.

Ale prawdę mówiąc niewiele mnie to dotyczy.

Inny dygnitarz będzie tutaj prawo czynił.

Bywaj, panie bracie.

Ja, Jakub Strocina, znany wam wszystkim,

woźny ziemski, obwieszczam wszystkim,

zebranym i tym, którzy nie mogli przybyć, że jego

królewska mość, Zygmunt III, przychylność nam zboł

okazując, tym oto dekretem starostę nam mianował.

którym z dniem dzisiejszym jest najjaśniejszy książe

Michał Zasławia Zasławski. Wiwat!

Wiwat! Wiwat, książe starota!

Wiwat! Bóg zapłać. Bóg zapłać.

Dziękuję i czołem biję.

Wiwat!

Czy to dla mnie ufawor królewski?

Ale obowiązki z nim związane nie na moje lata.

Chcę spraw politycznych w Warszawie dopilnować.

Panie Piotrze, tyś młody, silny, dzielny, więc ci proponuję,

abyś za mnie obowiązki kapitańskie pełnił z tytułem starosty jurydycznego.

Co zyska blizny i niespokojność?

Mość i książę.

Wasza książęca mość.

Mleko i miód zbierzesz, a mnie chwasty zostawisz.

Dasz wasza książęca mość osiem tysięcy jurgieltu i będzie zgoda.

Masz ty rozbójników tropić, ale i sam umiesz ze skóry obedrzeć.

Za twoją pomyślność, panie starosto juridyczny.

A oto, panie starosto,

I pierwsza robota.

Oto pismo z kancelarii królewskiej.

Odwołujący glejt, chroniący Białoskórskiego.

W piśmie mówi się, że Białoskórski nadużył wiary królewskiej, podając się

za niewinnie uciśnionego, podczas gdy śledztwo wykazało, że zamordował

szlachcica, który mu żadnej przyczyny nie dawał. Winien dać głowę.

Panie Drogocki, napiszesz uniwersały. Woźnię po dworach rozwiezie.

Niech się stawia szlachta zbrojna do pościgu.

Wartego dnia.

O, pan Otwinowski, witam.

Stało się coś?

Przybywam z nowiną.

Nienawid przyjemną. No?

Białoskórski. Pojawił się?

Porwany.

Porwany, pojmany i w wieży na dnie osadzony.

Krasicki?

Tak, mości starosto.

Ja wiem, że infamisa prawo nie chroni.

A i Białoskórski dla mnie ani brat, ani swat.

Katłon przynależy.

Ale nie może to być.

Żeby możny pan sam zemsty dochodził. Do czego dojdziemy?

Panie Drogocki, jakże mam prawnie informisa z wieży wyciągnąć?

Osoba urzędowa powinna stwierdzić obecność w danym miejscu przedmiotu, o

spór się toczy, czyli Białoskórskiego. I stwierdziwszy głośno to oznajmić, czyli

areszt nałożyć.

Można od razu pozew doręczyć.

w którym zarządza się natychmiastowego zwolnienia przedmiotu.

Panie Drogocki, ułożysz pozew.

Zabiję. Zabiję.

Zabiję?

Za co?

U mnie, Infamisie, jesteś bezpieczny.

Ja ciebie, mordercę, pod swoją protekcję wziąłem.

I od kata, katowskiego miecza uratowałem. A ty zabiję.

Taka to wdzięczność.

Szulenburg, przyjacielu!

Schulenburg, cóże tam żona lub dziadki czekają?

Wszystko to zdradliwe. Na fortunę tylko lub na zdrowie czyha.

Najpewniejszy, najwierniejszy jest więzień.

Człowiek za kratami. Tylko on umie wypatrywać.

tęsknymi oczyma.

Tylko on umie czekać na moje słowo i

na moją łaskę.

Panowie, rozchmurzcie się.

Będzie wam tu dobrze.

Dostaniecie wszystko, nawet raz do roku dziewkę.

Panowie, przyjdę do was jutro. To sobie w kości pogramy we trzech.

Światło będzie wam dawał ten kaganek, a jeśli zdarzy mu się zgasnąć i ciemności

was ogarną, to przecie nie inaczej będzie i w odchłani śmierteli.

I tak, panie Bieloskórski, będziesz mógł. Do wieczności należycie

się przygotować.

Amen, panie Bieloskórski.

Amen, panie Sulem.

Cudne.

Wspaniałe.

A właśnie kto?

Sługa waszej dostojności.

Nie pamiętam cię, panie bracie. Pomoc pani starościny. Do służenia waszej

dostojności został przysłany.

A, chodniej.

Jak tam moja najmilsza małżonka?

Wróci do mnie?

Czy znowu coś podstępnego chną ma?

Wróci, wasza wielmożność.

Jestem pewny, że wróci.

Tęsknij. Tak myślałem, niech jeszcze trochę potęskni.

A potem ja sam do niej pojadę i powiem, przyjaciółko moja.

Powiadają, że w Zamościu hetman zamojski...

Prócz takich żywych obrazów, żyrafę trzyma i behemota ponoć. Ty myślisz, że

wspaniałe dubiecko jest gorsze od Zamościa?

Mami, a ci tutaj inne żywe obrazy.

Pokażę ci takiego behemota, jakiego i w Nilu nie znajdziesz.

Skrzyżowanie z behemota z gepardem.

A ten tam, mniej gorącej krwi, niedźwiedź brandenburski

skrzyżowany z lisem. Czekaj, czy myśmy się nie spotkali?

Widziałem was. Widziałeś mnie w służbie u pani Krasickiej, bo jej jestem pługą.

A nie dziś ów, to kto?

Jestem Teodor Szulenburg.

Rajca gdański.

Złotnik. Trzy lata już tu tkwi.

O dług twój się upomniał.

Trzy tysiące dukatów.

Nikt się nie pyta?

Milcz? Bo wyszmagam?

Wasza miłość.

Dziękuję za żywe obrady, którymiś swojego smugę uraczył.

Widzę bloku pana Białoskórskiego, infamisa.

Widzę także Szurzenburga, o którego losie nikt nie wie.

Gdybym był osobą urzędową, mógłbym rzec, widziałem i kładę areszt na brzeczonych

więźniów. Szkoda, że nie jesteś. Ciesz się, ciesz, Krasicki, że to jeno sługa

twój.

Pędź, co koń wyskoczy, kłaniaj się najmilszej przyjaciółce mojej, pogódź

nią i mów jej, żeby się już nie odsuwała.

Ileż to lat nie turilem jej do siebie.

Tak, wasza wielmożność.

No, jedź, jedź!

Pomkniesz nim jak strzała, to koń białoskórskiego!

Otworzyć wrota!

Aha, wasza wiermożność.

Byłbym zapomniał.

Oto pismo do siebie.

Pozyw?

Zdrajcza! Pozyw mi wręczył! Łapcie go!

Goń go!

Rater mu do gardła wciśnij!

Starosta juridyczny, Piotr Wolski.

Otwieraj albo ku nam wychodź.

Nie zapraszamy weści.

Hejże, czekaj.

Idę ku wam.

Chcesz? Chcę pana Białotkórskiego.

W lochach dla prywaty trzymanego.

Chcę złotnika Szulenburga.

Ty czarcie.

Zwróć nam więźniów, a my odejdziemy bez twoich kłopotów.

A ci co?

Piechota. Z koło pani na mnie?

Tyś właśnie oszalał.

Król Batory dawno stwierdził, że dobrze do brania murów.

Wasza miłość, zwróć nam więźniów, bez twojego wstydu odjedziemy i zamek

pozostawimy bez uszczerbku.

Panie Pialoskórski.

Przecież starosta przyszedł po ciebie, żeby ci oddać katu.

U mnie byłeś bezpieczny.

Tak mi stało.

Zdjąć kajdany.

Teraz ten drugi. Nurze.

Dziwny w ciebie człowiek.

Mógłbyś lot odmienić.

Wstąpić do wojsk komputowych.

Winę odkupić.

Ja pod czyjąś komendą.

No to wsiadaj.

Skąd go masz?

Za dwie niedziele zacznę na ciebie polowanie.

Zrobić to zechcesz.

No bywaj.

Schulenburg, bracie.

Odwiedź mnie kiedy w białoskórach.

W kości zagramy.

Dziwny z ciebie człowiek.

Dobrze napoić, bo ścigać będziemy długo, póki tropu nie stracimy.

Wiedzą o tym.

Ludzie na drodze się zbierają?

Powoli.

Mam nominę!

Uciekł? Ludzi powybijał!

Siadłać konie!

Jaka wieś? Ucieknął? Sam widziałeś?

Widziałem cztery trupy.

Kupców miorżnął trzy mile stąd.

Moja culpa.

Pod samym nocem rozduchwaliłem go przychylnością.

Przyjął to za słabość.

Postrzelony.

Usieczony szablą.

Pobity czekamy.

Dorżnęli go, żeby się świadek nie ostał. Kupców z towarem napadać. Toż to ruina

dla nas wszystkich.

Pomylcie brata, na gardle ukarać.

Prowadź, panie Piotrze.

Nie przepuścimy im tego.

Dosyć tu jest dowodów przeciwko niemu.

Prowadź dydyńkich.

Gdzie Białoskórski? Nie wiem, panie.

Górzeż, jego koń tam stoi. Gdzie Białoskórski? Nie wiem, panie, tlenę się

ojca. Uciekł i zostawił łopy?

Taki on jest.

Gdzie Białoskórski?

Kąpie się w rzepę.

Czemuś to uczynił.

Dasz mi jeszcze jedną fantę?

A ty byś mi dał?

Zajeździe tyczyńskim.

To baj baś.

Zaniechaj mnie, żyć będzie.

Pa, baj, baj!

Za długo weź byłeś za granicą.

Nie wiesz, kto białot z kurtki potrafił.

Myślisz, że odwaga i pewność siebie mieszkają tylko po twojej stronie prawa?

Pójdę za Sam.

O naszej umowie nikt się nie dowie.

Słowo!

Kończ.

Bierz szablę.

No bierz!

Ja trąsię, ja trąsię.

Maciek Franciszku, żyję.

A on, on gdzie?

Uciekł? Prawda, że uciekł?

Dzięki za uwagę!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.