Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
KONIEC
Tak? Dziękuję.
Panie generale, melduję, że próby na 800 metrów zakończone są pomyślnie.
Dziękuję.
Gratuluję, inżynierze.
To jest naprawdę sukces.
Dziękuję, panie generale. Najważniejsze mamy za sobą. A teraz musi pan jak
najszybciej przejść na technologię przemysłową.
Każdy dzień się liczy. O pańskim sukcesie osobiście zawiadomie Führera.
Wracamy do fabryki?
No tak.
Nie cieszy się pan?
Gdybym wiedział, że mój czołg chociaż o dzień przybliży koniec wojny.
Chciał pan zapewne powiedzieć inżynierze, jeśli pański czołg przybliży
dzień nasze zwycięstwo.
Zwycięstwo? A czy koniec wojny nie jest już zwycięstwem?
Ma pan rację.
Koniec wojny może oznaczać tylko nasze zwycięstwo.
Gdybym pana tak nie lubił, to gotów bym pomyśleć, że... Sprawdzam pana? Nie.
Ludzi takich jak pan sprawdza ich dzieło.
Naprawdę? A gdybym tak projektował ciągniki rolnicze albo dźwigi portowe?
Zaraz, zaraz.
Dźwig portowy Majera. To pan.
O, zapomniałem już.
A pan się interesował dźwigami portowymi?
W czterdziestym pierwszym miałem bronić pracy dyplomowej.
A teraz broni pan cywilizacji europejskiej.
Dziękuję. Hanf, czy mogę pana uważać za swojego przyjaciela?
Chciałbym.
Niech mi pan powie prawdę. Co było w Hamburgu?
To dla mnie bardzo ważne. Mam tam żonę i dziecko.
Anglicy i Amerykanie bombardowali miasto, ale to nic nie znaczy.
Mamy znakomitą obronę przeciwlotniczą.
Nie chce mi pan powiedzieć.
Więc to prawda.
Chciałbym coś dla pana zrobić, inżynierze.
Niech mi pan poda swój dokładny adres domowy.
Imiona rodziców, żony, dziecka.
Spróbuję połączyć się linią wojskową.
Moim obowiązkiem jest zapewnić spokój wielkiemu uczonemu niemieckiemu.
Dziękuję. Niech pan pisze. Hamburg.
Wilhelmstrasse 12.
Dziękuję.
No a pan?
Będę za pół godziny. Muszę jeszcze wpaść do domu.
Zagramy partyjkę, prawda? Jak zwykle ogram, nie pan?
Jedziemy.
Proszę bardzo, panie oficerze. Proszę.
Wszystko w porządku.
Zawiadom Zuzannę, że fabryką zajmę się sam. Tym bardziej, że dostałem oficjalny
rozkaz zabezpieczenia i ochrony prototypu.
Udało mi się dotrzeć do planów konstrukcyjnych inżyniera Mayera.
zdjęcia. Ale na akcję sabotażu za mało czasu.
Konieczne bombardowanie między zakończeniem prób a demontażem czołgu.
Dokładny termin, bo staram się podać.
Przekażę. Kontakt przeze mnie albo przez matkę.
A teraz krzyknij sobie.
Widzisz, masz prawo. Siedzisz na fotelu u dentysty.
Czekaj, no pokaż. Ale ta górna trójka naprawdę zaczyna ci się psuć. Ty się
musisz do mnie pofatygować. Nic z tego, boję się.
Chwileczkę sam poproszę.
Zaczekaj chwilę.
Daj.
W porządku.
Proszę? Strasznie długo kazał mi pan na siebie deken. Bardzo przepraszam, byłem
w sztabie.
Na czwartek powinienem mieć jakieś wiadomości z Hamburga.
Dopiero w kwartek.
No niestety, za późno. W czwartek będę już daleko. Może uda mi się
A kiedy pan wyjeżdża? No transport dochodzi we środę.
Przed godziną rozpoczęli demontaż. No i wczoraj w nocy powinni być gotowi. No a
w środę rano... Spróbuję coś zrobić.
Inżynierze, co pan zrobił z teczką, którą pan wziął z mojego samochodu?
Z planami czołgu? Jest w szafie ognietrwałej.
Nie zaglądał pan do niej?
Nie, ale nie rozumiem.
Zaraz pan zrozumie.
Popełniliśmy obaj potworny błąd. Na szczęście mamy do siebie zaufanie.
Plany czołgu są tutaj.
Mogę panu dać słowo i teraz, że ja tylko zauważyłem pomyłkę.
Akcja Błyskawica. Tak.
Kryptonim jednej z akcji przeciwko partyzantom.
Wolę nie myśleć co by się stało, gdyby to wpadło w niepowołane ręce.
Zapomina pan, że moje plany dla nieprzyjaciela są kilkakrotnie więcej
Nie licytujmy się.
Muszę pana pożegnać, inżynierze.
Jak to, nie zrobimy partyjki?
Niestety.
Fabryką zajmie się osobiście agent J -23.
Znane są plany konstrukcyjne prototypu Majera.
Sabotaż wewnątrz nie wchodzi w rachubę.
Konieczne bombardowanie obiektu.
Powtarzam, konieczne bombardowanie obiektu między zakończeniem
prób a demontażem czołgu.
Termin będzie podany w osobnym meldunku.
Oto ogniska działania bandyckich grup leśnych na żołdzie Moskwy i Londynu.
Nie będę ukrywał, panowie, że ich działalność wzmogła się po tragedii
stalingradzkiej. Aktywizację grup bandyckich zaobserwowano w kwadratach
C3. Natomiast ślady bandytów w kwadratach H1, A2, H4, gdzie dotąd nie
żadnych incydentów.
Sprawa jest jasna, panowie?
Poblażliwość rozuchwala.
male regionalne akcje nie przyniosły spodziewanego rezultatu. Stoi przed nami
konieczność skoncentrowania wysiłków. Najbliższe tygodnie poświęcimy akcji
oczyszczania naszego zaplecza. Dzisiejsza narada to omówienie
służących do wykonania zadania postawionego przed policją i służbą
bezpieczeństwa naszego dystryktu.
Doniesienia naszych agentów potwierdzają przypuszczenie naszej radiolokacji, że
na terenie tego dystryktu działają dwie lub trzy stacje dywersyjne.
Jedną udało się nam zlokalizować.
Jeśli nie likwidujemy jej natychmiast, to tylko dlatego, aby umożliwić naszemu
agentowi rozpracowanie kontaktów grup bandyckich z miastem.
O ile dobrze zrozumiałem, panie Sturmbannführer, dysponuje pan agentem
oddziału partyzanckiego?
Niekiedy i nam się coś wydaje.
Nie tylko Abwerze.
Kloss.
Z gratulacjami wstrzymam się do czasu zakończenia całej akcji.
Tylko bez partykularyzmu, moi panowie.
Likwidacja bantlejnych, szczególnie tych najniebezpieczniejszych, stoniających
obok funkcji dywersyjnych.
Tak. Nie miałbyś ochoty na małego pokerka?
Będziecie wieczorem, panie Kobus?
Cała paczka. Kobus znowu obiecała dużo pizdzier.
Szkoda.
A co, nie możesz sprawy serca?
Gorzej. Szef pakował mnie do tej fabryki.
A tak, słyszałem coś.
Próbują... Próbują nowy czołg, co?
Ty, nie próbuj ze mnie wyciągnąć tajemnic wojskowych.
Popatrzcie, jak to człowiekowi włazi w krew.
Brunner, mógłby mi pan nie przeszkadzać?
Wiem.
To bogaci ludzie, sprawdzałem.
Ile? Zna pani cenę takich przysług? Dziesięć tysięcy złotych, tysiąc
Lubię okrągłe liczby.
Hrabia chce płacić, ale tyle naprawdę nie może.
Przecież pan wie równie dobrze jak ja, że ona jest zupełnie niewinna i dla was
niegroźna.
Moi goście niecierpliwią się. Zaraz wracam.
Witam pana.
A gdzież to pan zgubił swojego przyjaciela Klosa?
Musiałem zamknąć dentystę.
Bez mojego rozkazu?
Po trzygodzinnej obserwacji spalił pan lokal? Kto pana tego nauczył?
A co?
Może znudziło się panu życie w tym spokojnym miasteczku?
Może stęsknił się pan?
Za rosyjskim mrozem. Proszę posłuchać, nie było innego wyjścia.
Moi ludzie zauważyli jakiegoś grajka na tym podwórzu. W pewnym momencie rzucono
mu z jednego okna monetę. Właśnie z tego okna.
Moi chłopcy poszli za nim, chcąc się dowiedzieć, dokąd pójdzie, bo słusznie
podejrzewali, że papierek może być zapisany.
Ale chłopak, mały chłopak, który szedł z tym grajkiem, widocznie zauważał, że są
śledzeni, bo wyciągnął z kieszeni grajka ten papierek, stanął w bramie i zapalił
zapalkę. Doszli do wniosku, że nie ma na co czekać.
A co to ma wspólnego ze zdjęciem dentysty?
Też Szczeniak uciekł, a z meldunku pozostało właściwie tylko jedno zdanie.
Raczej część zdania. Janek donosi, że transport 123, dywizji panc i
to wszystko.
A ten Grajek?
Kiedy chłopcy zaczęli strzelać do Szczeniaka, on krzyknął coś do Grajka.
No, kiedy moi ludzie podbiegli do niego, to już nie żył. No ładnie spisali się
pańskie matory.
Pozwalają uciec szczeniakowi i ślepcowi, bo ten ślepy uciekł. Rozumie pan
Brunner? On nam zwyczajnie, bezczelnie uciekł.
Pójdę do partyzantki.
Dobrze, dobrze.
Teraz jedz.
No i co?
Za późno. Więc Filip...
Zwijamy Majdan.
Cała akcja wzięła w łeb.
Filip był jedynym człowiekiem na tym terenie, który miał kontakt z Jankiem.
Kloty.
Wygląda pan jak prawdziwy partyzant.
Jeżeli Geibel ma dobrych informatorów, nie będę miał większych trudności.
Moja polszczyzna też nie budzi podejrzeń.
Powiem, że jestem Polakiem z Pomorza.
Tak, ale oni nie przyjmują każdego, kto się zjawi. Pójdę do nich z bronią.
Myśli pan, że mają wielu ludzi z bronią?
A przy rada okazji prytnę.
Kloss, idzie pan na własne ryzyko.
Jeśli się uda, ma pan awans w kieszeni.
No, no, no, Hans, ja wiem, że pan tego nie robi dla awansu.
Rozumiem, nie chciałem pana wyrazić, Hans.
Postaram się wrócić.
Sądzę, że jeszcze się przydam.
Do zobaczenia.
Brunner!
Co pan z nim zrobił?
Czy jest pan takim tępym bydlakiem, który potrafi tylko bić?
A, wyjść.
Niech pan siada.
Przepraszam? Co?
Przepraszam pana, no cóż.
Nie możemy dobierać sobie współpracowników.
Zapali pan, proszę.
Chciałbym z panem porozmawiać, ale... Może czuje się pan niedobrze?
Może wolałby pan odłożyć tę rozmowę do jutra?
Ja nie lubię picia. Nie chciałbym pana oddawać znowu w ręce mojego
współpracownika.
Jestem zwolennikiem rozsądnych rozmów.
Prowadzonych przez rozsądnych ludzi.
Czy pan jest rozsądny, panie doktorze?
Tak. Cieszę się.
Nazwisko?
Sokolnicki.
Jan Sokolnicki.
Więc nie jest pan rozsądny.
No jednak nie tracę nadziei.
Ciągle nie tracę nadziei.
Pan nas nie docenia, panie Sokolnicy. I o nie.
Przepraszam.
Panie Filipiak.
Józef Filipiak, urodzony 9 maja 900 roku.
W 1922 skazany za działalność komunistyczną na 4 lata.
W 1929 na 5 lat. Następny wyrok w 1936 na 8 lat.
Pseudonim partyjny towarzysz Filip.
Zgadza się?
Nazywam się Jan Sokolnicki.
Obaj wiemy, że żaden Sokolnicki nie istnieje. A pańska kankarta jest
Po co się upierać?
Ja osobiście żywię szacunek dla pokonanych wrogów.
Nie oszukujmy się nawzajem. Rzeczy znalezione podczas rewizji w pańskim
gabinecie? Ja nic nie wiem.
Wynajmowałem ten gabinet tylko na kilka godzin dziennie.
Nie bądźmy dziećmi, panie Filipiak.
Jeżeli poda pan nam nazwiska swoich informatorów i współpracowników, damy
szansę. Chociaż walczył pan przeciwko nam?
Gdzie radiostacja?
Nie wiem.
Kto przekazywał informacje o ruchach naszych wojsk?
Nie wiem.
Kto to jest Janek?
W tej sytuacji musimy wysunąć posterunki jeszcze dalej.
Powiedzmy na linię Wójtówka Dąbrowa.
O wszystkich ruchach Niemców, nawet najmniejszych oddziałów, natychmiast
meldować.
Ogłosić stan alarmowy, przygotować ludzi.
W każdej chwili możemy zmienić miejsce postoju.
Jadę teraz nawiązać kontakt z zakopcami.
Do mego powrotu dowództwo przekazuję Grzegorzowi.
Zenek i Wojtek jadą ze mną.
Szefie, no puść mnie, pan. Jak Boga kocham. Czy to ja Niemiec, żeby mnie pod
krymusem trzymać?
Panie komendancie, ludzie w Kielcach czekają na mięso. Towar gotów mi się
zaśmierdnąć. No puść mnie, pan. Wynoś się, pan do diabła. Serdeczne dzięki.
Do izby się pan wynosi.
Pani mi się ma oddalać z leśnicówki, raz powiedziałem.
I co, panie Rodziński? No, mleko przyniosłem.
Idziecie?
Być może.
A ja?
Pan myśli, że w Szkopie się nie dowiedzą, że jesteście u mnie siedzieli?
Byle kundel za parę złotych mnie sprzeda.
Chce pan iść z nami, panie Rodziński?
Znaczy, ja wiem, stary jestem.
40 lat z tej gajówki się nie ruszałem.
Tego zająca pan nie puści?
No pana też bym nie puścił. Jak nikogo, to nikogo.
A to pański krewny?
A, zaraz tam krewny.
Szwagier. Na mięso się przerzucił.
No, muszę już iść.
Gdyby się pan namyślił i chciał iść z nami... Namyśliłem się!
Dobra.
Kto idzie?
Twój.
Pretyn Góry.
Hasło? Kielce.
Słucham?
Słucham.
Co pan mi ma do powiedzenia?
Zostawcie mnie z nim.
A to kto?
Może pan mówić swobodnie, to mały chłopiec.
Zresztą śpi jak suseł.
Chcę mówić z batkiem.
Ja go zastępuję.
Skąd pan znał hasło?
Wchodzę z polecenia pana Koziołka.
W porządku.
O tej sprawie może pan mówić tylko z Bartkiem.
Zaraz powinien wrócić.
Muszę z nim mówić przed północą. Rozumiem.
Niech pan zaczeka.
Wracajcie na posterunki. Zawołajcie Martę.
Nie musisz wołać. O co chodzi?
Mamy gościa.
Czeka na Bartka, chce się z nim zobaczyć przed północą.
Kapujesz?
A jeżeli Bartek nie przyjdzie przed północą?
Na waszym miejscu lepiej bym to chował.
Garbel ma w lesie swoich ludzi.
Właściwie jesteśmy już na wylocie.
Poznajcie się, to jest Marta.
Janek. Niech pan siada, muszę jeszcze coś załatwić.
Nie, zmęczony.
Miał ciężki dzień, a mal nie wpadł.
Ludzie Geibla chodzą po lesie?
A co pan chciał przez to powiedzieć?
Dokładnie to, co powiedziałem.
Nie wierzę, żeby w naszym oddziale... Panie jeszcze o tym?
Nie powiedziałem wcale, że to w waszym oddziale.
Powiedziałem, że w jakimś oddziale.
Może to zresztą blef.
Ale teraz mam inne zmartwienie.
Nie można by kogoś posłać po Bartka.
A ty dokąd?
Muszę zobaczyć się z Bartkiem przed północą.
Wie pani dlaczego?
Domyślam się.
Gdybym był niedyskretny, zapytałbym, skąd pan ma na pięciomarkowe cygara?
Ba, a gdybym ja był niedyskretny?
Na szczęście obaj jesteśmy dyskretni.
No ale to w sprawie Filipiaka niewiele nam pomoże.
Musimy coś z niego wycisnąć, zanim wyścigamy go do Warszawy.
Grupę Führer powinien to zrozumieć.
Na pańskim miejscu.
Nie liczyłbym na zrozumienie Gruppenfuhrera, chociaż pogratulował nam
Wolfa.
Nie no, śmiać mi się chce, kiedy przypomnę sobie, jak pan nazwał tego
Wilk. Nie no, świetny dowcip.
Dowcip niewiele tu pomoże. W każdym razie, Wolf zrobił swoją robotę dobrze.
No, ma praktykę, pracował w polskiej defensywie. A myśmy pokpili sprawę.
Gdybyśmy się przyjrzeli...
Dokładniej temu gabinetowi dentystycznemu.
Moglibyśmy złapać coś więcej, ale likwidować punkt po parogodzinnej
to nie jest dobra robota, Brunner.
Nie muszę panu tego mówić.
To, że nikt więcej nie wpadł?
Ten Wolf musi jeszcze powęszyć.
Właśnie to robi.
Jak Boga kocham. Przydałam mu się dobrze.
Jesteś pewny?
Sprawa jest jasna.
Franek, żebyś mi się nie ważył strzelać. Chyba, żeby... Wyjdziemy
na przeciw, Bartko. Za chwilę. Ja chciałem jeszcze parę słów zamienić z
gościem.
To on. To ten Niemiec.
Dokumenty.
Ostrzelałeś, Grzegorz? Co to wszystko znaczy?
Czekam na Bartka. To powinno wam wystarczyć.
Zrewidujcie go.
Czekam na Bartka.
I wam też radziłbym zaczekać.
Dokładnie przeszukać.
Wszystkie niemieckie władze cywilne, policyjne i wojskowe proszone są o
udzielenie Oberleutnantowi, Hansowi
Klossowi, wszelkiej pomocy, jakiej zarządza podczas wykonywania misji
specjalnej.
Podpisano rodę, pułkownik.
Ty, tę kartkę to ci położymy na mogilę.
Co masz do powiedzenia?
To, co powiedziałem.
Muszę zobaczyć się z Bartkiem.
Co to jest akcja specjalna?
Wszystko jasne. Trzeba wykopać dół.
Zabierz go do piwnicy i pilnuj dobrze.
Tylko się nie waż bez rozkazu.
Bez mojego rozkazu.
Jak chcesz, ale ja na twoim miejscu...
Masz
rację.
Musimy poczekać na Bartka.
Chciał się z nim widzieć i to przed północą.
Coś mi w tym nie gra.
Przecież tam w Adwerze też nie siedzą idioci.
Panie komendancie, pan go puścił? Kogo?
No tego mojego pieruńskiego szwagra, no zająca niby. A, tego szmuglera.
Skądże miał siedzieć?
Nie ma go.
Co?
Michał, Romiel!
O tym szmuglerze to się jeszcze pogadamy, to was nie minie.
Wierzcie natychmiast, ludzi trzeba ustawić wszystkie, dojścia do szosny.
Ja wyjdę naprzeciwko Bartka.
Co ty tu robisz?
Wracaj do piwnicy.
Daj mu tam coś do żarcia.
Wiesz, ja... No jak?
Jeśli w szwabie żyć się uda.
Nie licz na to.
Tej rudy cię wykończę.
Pójdziesz do diabła jeszcze dzisiaj.
A wiesz, ty skąd ją mam?
Pewien drań.
Taki sam jak ty, żandarm schucis po pijanemu do dzieciaków jak do wróbli.
Już gryzie piach.
Ma być papierosa.
E, mam.
Sam bym zapadł.
Ja mam.
Tum. Wy.
No.
Strzelaj. Dlaczego nie strzelasz, ty... Spokój.
Za trzy minuty ma pani czas nadawania.
Proszę wziąć ołówek, zanotować co powiem i zaszyfrować.
Zacznę.
J23?
J23? Muszę do diabła pani wierzyć.
Nie mam wyboru. Niech pani pisze.
J23 żąda.
A żeby obiekt podany w poprzednim meldunku?
Został zbombardowany najpóźniej w nocy z wtorku na środę.
Bezwzględnie konieczne.
Serwis fotograficzny dotyczący sprawy M w drodze.
No szybciej.
Jeśli mu spadnie włos głowy.
No chodź szybciej.
Zabrał mi rozpylacz.
Ja się teraz pokażę chłopakom.
Już ja go urządzę.
W porządku. Ciotka Zuzanna zrozumiała.
Niech pani zamelduje Bartkowi, że muszę się z nim zobaczyć jutro.
Właściwie już dzisiaj, w punkcie trzecim. Chodzi o Filipa.
A jest jakaś szansa?
Lepiej nie wiedzieć.
Przepraszam.
Powtórzę Bartkowi.
Proszę to oddać Frankowi.
Niech pani powie, że Niemiec uciekł i porzucił broń.
Ale mam nadzieję, że nie zrobił pan krzywdy Frankowi. Może pani być o niego
zupełnie spokojna.
Zostawiłem go w bardzo wygodnej pozycji.
Franek!
Jestem Bartek.
Chcieliście ze mną rozmawiać.
Więc tak jak mówiliśmy.
Trzech, czterech ostrych chłopaków.
Szczegóły wieczorem.
To na wypadek, gdyby przewozili Filipa.
A tego, który chciał mnie zlikwidować i tego chłopca... Załatwione.
Przerzucimy ich gdzie indziej.
I pamiętaj o kontakcie ze mną.
Drugi raz nie chciałbym cię szukać w lesie.
No, do wieczora.
No, wiosna.
Rozumiem. Wejdź.
Niewiele da się uratować z fabryki.
Ten konstruktor zabity.
Szkoda.
Biedny człowiek. A wszystko dlatego, że agenci sowieccy.
Diabli wiedzą od jakiego czasu pracują pod samym nosem ABW.
I pod nosem gestapo.
Co z tą siatką u dentysty?
Musieli ich ostrzec. Nikt nie wpaść.
A może za wcześnie zdjął pan dentystę? A co, miałem czekać aż mi prysnie? Już my
wydusimy z niego wszystko.
A nie uda się nam wyduszą w Warszawie.
Dzisiaj go odsyłamy.
A jak pan wpadł na ślad?
Przypadkiem? Nie ma przypadków, Kloss. Po prostu nasza agentura lepiej pracuje
niż Abewera. Mój agent Wolf od kilku miesięcy szukał śladów.
No, jeśli ten Wolf wie tylko o dentyście. Wolf pracuje nadal. My także
próżnujemy.
Musimy ustalić, kto to jest Janek.
Wejść!
Powiedział coś?
Fanatyk.
Niepotrzebnie się pan upiera, Filipiak.
My i tak wszystko wiemy.
Twój Janek cię wsypał.
Nie. Nie wierzysz.
Mam ci pokazać, Janka?
Ale wtedy będzie za późno. Wtedy stracisz wszelką szansę.
No to mam go tu przyprowadzić?
No, no przytulować go.
No, przytulować.
Zabierz go!
Panie,
spotkamy się wieczorem u Irwinki?
Wpadnę tam później.
U tego dentytty podobno bywali także niemieccy oficerowie.
Dobrze byłoby, gdyby pan sprawdził jacy.
A pański agent Wolf nie potrafi podać rysopisów?
Popracowałam pana trochę wcześniej, panie poruczniku, bo mam pewną sprawę,
chciałabym na osobności. Słucham, jeżeli tylko będę mógł.
Sprawa jest oczywiście delikatna. Mogę pana zapewnić, że pozostanie między
Proszę bardzo.
Słyszał pan o aresztowaniu dentysty Sokolnickiego?
Słyszałem. I co z tego?
W poczekalni tego dentysty...
Aresztowano mojego krewnego, Jana Boreckiego. Skromny, niewinny człowiek,
niezamieszany w żadną politykę. Ze sprawami tego dentysty nie miał nic
wspólnego. Wie pani na pewno, że tymi sprawami zajmuje się Gestapo.
Proszę zwrócić się z tym do Geible 'a albo Brunnera.
To przecież pańscy przyjaciele pana wysłuchają łatwiej.
Pani zna ich dłużej niż mnie.
Moja kuzynka dla uratowania swojego męża poświęciłaby cały majątek. Próba
przekupstwa? Nie spodziewałem się tego po pani.
Nie pozostaje mi nic innego, jak wyjść i poinformować Geibla o naszej rozmowie.
Ależ, panie poruczniku, ja... Ktoś mówi o przekupstwie.
Zwróciłam się po prostu do pana, bo ci z gestapo... Coraz lepiej.
Twierdzi pani, że niemiecki aparat policyjny jest skorumpowany.
Ależ, moim Boże, panie poruczniku, ja nic takiego nie powiedziałam. Ja
nie wiem, jak mam to wyrazić.
Ja chciałam tylko po prostu pomóc mojej kuzynce i...
Panie poruszniku, niech pan nie odchodzi. Przecież omówił się pan tutaj
Brunnerem.
Dobrze, jeżeli obieca mi pani, że... Przepraszam.
Obaglet nad kloc.
Chciałem się dowiedzieć, co jest z moim zegarkiem. Będzie w oznaczonym terminie.
Tak. Tak.
Rozumiem. No i co?
Wszystko w porządku.
Dajcie Grzegorza.
Grzegorz.
Janek da wam obiecane kartofle.
Posadźcie na wygonie pod lasem.
Powodzenia.
Mój znajomy, także handlowiec, pan Zając.
A to porucznik Kloss. Pan Zając ma jakąś sprawę do szturmfuera Brunnera, więc
zaproponowałam, żeby zaczekał.
Tak, miło mi.
Lubię rozsądnych Polaków.
Cieszę się, że pan porucznik uważa mnie za rozsądnego.
Zdaje się, że nazwisko pana już gdzieś słyszałem. To zabawne, bo mnie twarz
porucznika też wydaje znajoma. Otóż niewielkie miasto.
Zanim panowie odnajdą wspólnych znajomych, zrobię kawę. Proszę,
panowie. Dziękujemy.
Proszę, niech pan siada.
A już wiem.
Przypomniałem sobie, gdzie pana widziałem.
I to nieraz.
Proszę sobie wyobrazić, że leczyliśmy zęby u jednego dentysty.
Naprawdę? Nie przypominam sobie pana.
No, pan porucznik nie zwraca uwagi na ludzi siedzących w poczekalni. Zresztą
zawsze wchodził bez kolejki. To najzupełniej zrozumiałe.
Ja zdążyłem sobie wyleczyć zęby.
A pan?
Ja również.
Ci, którzy leczyli się dłużej, mieli mniej szczęścia.
No niestety, muszę już iść.
Co, już pan wychodzi?
Przecież miał pan zaczekać na Brunnera. A tak, przypomniałem sobie, że mam pilną
sprawę do załatwienia.
A myślę, że niedługo się zobaczymy, panie poruczniku.
Ja też będę musiał panią już pożegnać.
Szkoda. Nie wygłupiaj się, budź, nie wygłupiaj się. Chodź, chodź. Geibel jest
dzisiaj zajęty i tak cię nie przyjmie.
Zdążysz mu powiedzieć swoją sensację, ale najpierw musisz się z nami napić.
Oczywiście, jeszcze zawsze pan zdąży, panie zając. Nie, nie, no chodź, nie
rozśmieszaj się.
No Geibel ma poczucie humor, żeby nazwać zająca wilkiem.
Zająca wilkiem? Tak, no przecież, przecież to Wolf.
Wolff, a cóż ty taki ponury? Ja muszę się napić przed jutrzejszą rozmową.
Najgorszemu wrogowi nie życzyłbym spotkania z grupnym Führerem.
Wszyscy punkty obserwowane.
Dobra.
Wojtek, zacznij pierwszy.
Tak jest.
No co pan, panie Zając, udaje, że pije, a?
Panie Wolucziku, mnie nie wolno. Wolno, wolno, jak ja mówię, to wolno. No do
dna, nie oszukiwać.
Bruner, pij.
Zichol!
Pij, Zając, pij, Wolf.
Za twoją sensację.
Pij. Ja już muszę iść? Nigdzie nie pójdziesz.
Nigdzie nie pójdziesz.
To pij.
Pij.
Panie Brunner.
Ja już nie mogę.
Możesz pić.
Ja muszę do Geibla.
Niech mnie pan wyprowadzi.
Ten klos. Co ten klos?
On jest.
To świnia.
Ochlapał. Mógł mnie ochlapać.
Nie potrafił szanować niemieckiego munduru.
Nie mogę patrzeć na bitego człowieka. Nie mogę.
Jeżeli bije ktoś inny.
Jerminko!
Co się tu stało?
Co się z panem dzieje? Panie poruczniku, pan zawsze taki spokojny.
Co mu pan zrobił? Nic mu nie będzie.
Przy domy stąd jest zegarmistrz.
Pójdzie pani, zastuka w okno trzy razy i odda tę kartkę.
Nie rozumiem.
Można dużo zyskać albo wszystko stracić. Jana Boreckiego także.
Piąstkę to ty masz nie najgorszą, Hans.
Nigdy cię o to nie posądzałem.
Oduczysz się raz na zawsze obrażać mundur niemieckiego oficera. Tak?
A to, że z wami pracuję?
Racja, racja. Ja im w gruncie rzeczy nikt... Komu nie wierzę.
Absolutnie nie wierzę.
Ręce do góry!
No co? Nie rozumiecie?
Włożył pan coś na siedzi?
Nie ma szans nieść tego widoku, jak niemiecki oficer w gaciach.
Ocaliliśmy życie.
Zabrali tylko mundury. Potworiliście zabrę.
Hauptsturmführer Brunner zachowywał się bardzo dzielnie. Próbował nawet
strzelać, ale... To zrobiła ona.
Zagrała nam wszystkim na noś. Kto by się spodziewał?
Jormina.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.