Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Nie mam nic do ukrycia.
Czuję się dobrze,
więc może złożę podpis gdzie trzeba
i dajmy sobie spokój.
Zastrzeliła pani człowieka.
Musimy to przepracować.
Strzelanie do ludzi jest częścią zawodu.
Nosimy broń i zdajemy egzaminy ze strzelania.
Na tarczy jest sylwetka człowieka,
a nie krowy.
Jest pani bardzo młoda.
Mam 30 lat.
No już prawie 31.
To chyba lepiej, że to się stało teraz, a nie później.
Dlaczego tak pani sądzi?
Bo im człowiek starszy,
tym gorzej mu wszystko przychodzi i gorzej wszystko znosi, prawda?
Ryzykowna teza.
Gdybym była w pani wieku,
już raczej nie zostałabym policjantką.
Dlaczego nią pani została?
Oblałam maturę,
musiałam czekać rok, żeby ją zdać po raz drugi.
Wynik był słaby,
ale wystarczył na oficerkę w Szczytnie.
Szkoła z internatem,
więc mogłam uciec
z mieszkania dziadków.
Dlaczego?
Nie lubiłam ich,
ze wzajemnością.
Uważali mnie za wcielenie szatana,
bo wychowałam się w blokowisku pod Paryżem.
Wcześnie straciła pani rodziców.
Byli ofiarą zabójstwa.
Czy to mogło mieć wpływ na pani decyzję?
Nie sądzę.
Chciałaby pani o tym porozmawiać?
To był przypadek.
Kiedy mama wcześniej kończyła pracę w szpitalu,
jechała samochodem po tatę na budowę
i razem wracali do domu.
Wysiedli z samochodu,
kiedy jakiś naćpany białas szarpał się z sąsiadem.
Tata stanął w obronie sąsiada
i wtedy ten ćpun ich zastrzelił.
Wszystkich,
sąsiada też.
Byłam wtedy u koleżanki z klasy, trzy bloki dalej.
Powiedziała pani "białas".
W całej klatce tylko my byliśmy biali.
W mojej klasie też tylko ja byłam biała.
To było dziwne, kiedy tu wróciłam,
że wszyscy dokoła są wyłącznie biali.
No i?
Czego jeszcze brakuje?
Oregano.
Proszę.
Mówiła mi Marta, że otworzyłaś przewód doktorski.
Tak.
No przecież nie mogę być wieczną asystentką.
Już? Nakładamy?
Nie zaczekamy na nich?
Nie, daj spokój.
Na pewno znowu poszli do Hindusa.
A poza tym to jest dla nas kolacja.
Jak zdążą,
to będą mieli farta.
Jesteś z kimś?
O co ci chodzi?
O nic.
To chyba normalne pytanie, które ojciec
zadaje dorosłej córce.
Nie.
Nie jestem i nie mam zamiaru z nikim być.
Marta ma z nim bardzo dobre relacje.
A ja nie chcę tego zepsuć.
Z nim się nie da żyć.
Ale to nie znaczy, że się o niego nie martwię.
Zabijanie ostatnio coraz lepiej mu wychodzi.
Prawda?
A cześć Marta.
Cześć, cześć dziadziu. Cześć.
Siadajcie, dopiero zaczęliśmy jeść.
Ja się bardzo najadłam. Byliśmy z tatą w knajpie.
Nawet wiem, gdzie.
Czuć od ciebie curry.
Hindus to nasza tradycja.
Wieczór bez Hindusa to wieczór stracony, nie?
Nie spróbujesz? Nawet nieźle nam wyszło.
Nie nam, tylko tobie.
Ja ci tylko pomagałam.
Jaka jest ta młoda?
Osobna.
Chociaż może to różnica pokoleń.
Szybko myśli.
No i ten strzał.
Mistrzostwo świata.
Myślałem, że się zesram, kiedy zobaczyłem, że próbuje strzelać.
Odwieźć cię do domu?
Zostanę jeszcze.
Trochę pogadam z Martą, wypiję trochę wina z Julką.
Taksówką wrócę.
- Cześć Edi. - Cześć smarkaczu.
Buba już był?
Jeszcze go nie widziałem.
Reszta jak zwykle
na rozwój osobowy.
Twoja hojność, Edi, czasem wprawia mnie w zakłopotanie.
Z ludźmi trzeba się dzielić.
Poczęstujesz mnie fajkiem?
Przepraszam.
My się znamy?
Nie.
Ale możemy się poznać.
Jestem starsza od twojej matki,
a dzisiaj nie jest dzień babci.
Mam coś, co ci się może spodobać.
Wielki i sztywny?
Też.
Słyszałem, że pytałaś o Bubę
i że jesteś hojna.
A wielki i sztywny jest w pakiecie?
Widzisz coś, czego ja nie widzę?
Nie.
Jóźwiak. Ogarniesz to wszystko sama?
Jasne. Zwłoki do Seifert?
Aspirant Rudnik, mamy ciało.
Mogę zobaczyć pani dowód?
Dziękuję.
Znała pani denatkę?
To Edyta Rosolak.
Mieszkanie jest moją własnością,
wynajmowała je ode mnie.
Od kiedy?
Trzy, prawie już cztery lata.
W jakich okolicznościach znalazła pani jej ciało?
Byłam z nią umówiona
że zawsze tego samego dnia
każdego miesiąca
o tej samej godzinie przyjeżdżałam po czynsz.
Tak też i było dzisiaj.
Dzwoniłam do drzwi, ale nie otwierała.
Pomyślałam, że może jeszcze śpi.
Mam swoje klucze, ale mieszkanie było nie zamknięte.
Co pani o niej wie?
To, że była samotną emerytką.
Nic nie mówiła o swojej rodzinie.
Dużo alkoholu.
Tak, to prawda.
Ale sąsiedzi nie skarżyli się na nią.
Ile pani brała od niej za to mieszkanie?
Jestem z wydziału zabójstw, a nie skarbówki.
Cztery i pół tysiąca plus rachunki.
Płaciła regularnie?
Jak w zegarku.
Musiała mieć zajebistą emeryturę.
Rana w tylnej części głowy.
Ślady krwi na kancie biurka. Kilka włosów.
Zamki w drzwiach nieruszane.
Wypadek?
Biorąc pod uwagę ułożenie ciała
i jego odległość od biurka,
mało prawdopodobne.
Nawet gdyby upadł,
rana nie byłaby tak głęboka.
Wiemy, kim on był?
Robert Socha, 32 lata.
Był programistą.
W portfelu kilka kart kredytowych i płatniczych.
50 złotych w gotówce.
Na kwadracie nie ma jego telefonu.
Gołym okiem widać, że poza nim nikt tutaj nie mieszkał.
Kto go znalazł?
Marianna Zawada.
Pracował dla niej. Jest w kuchni.
Zeznała, że drzwi były otwarte.
Komisarz Artur Banaś.
Marianna Zawada.
Jak pani tu trafiła?
Trzy dni temu Robert miał oddać pracę.
Zazwyczaj nie zawalał terminów.
Dzwoniłam, nie odbierał.
Pisałam maile, SMS-y, nie odpisywał.
Klient się niecierpliwił, więc przyjechałam.
Nacisnęłam klamkę,
bo dzwoniłam do drzwi, a on nie otwierał.
Przed blokiem stoi jego samochód.
A pani czym się zajmuje?
Mam firmę IT.
Wdrażamy specjalistyczne oprogramowanie.
Głównie dla firm.
Była tu pani kiedyś, w tym mieszkaniu?
Raz.
Robert złamał nogę i nie mógł przyjechać do biura.
No to co, nie mógł wysłać maila po prostu?
Niektóre kontrakty zawierają klauzulę tajności
i klient nie życzy sobie drogi elektronicznej
ze względów bezpieczeństwa.
Dlatego stosujemy tradycyjne nośniki.
Według pani coś tu zginęło z tego mieszkania?
Komputer.
Nie, stoją monitory.
Tylko monitory.
To była jakiś wartościowy sprzęt?
Sam go sobie złożył.
Dobrze go pani znała?
Był bardzo dobrym programistą.
I nie był rozmowny.
Jak długo dla pani pracował?
Mniej więcej od 4 lat.
Pracował w systemie B2B,
głównie tutaj, w mieszkaniu.
Miał żonę, dziewczynę, chłopaka?
Nic nie wiem o jego życiu osobistym.
Ktoś go zabił?
A ktoś mógł go zabić?
Nie rozumiem pytania.
Wciągał coś?
Robił sobie zastrzyki, zakładał worek foliowy na głowę,
żeby się poddusić i szybciej osiągnąć orgazm?
Pan chyba żartuje.
Niech sobie zapisze na twardym dysku,
policja nigdy nie żartuje.
To jest możliwe, że przyjmował jakieś zlecenia,
które nie przechodziły przez pani firmę?
Dostawał od nas bardzo dużo zleceń i dużo na nich zarabiał,
ale był wolnym człowiekiem.
Może mi pani sporządzić listę wszystkich jego klientów?
Wszystkich?
Tak, wszystkich.
Mogę już iść?
Tak.
Który z tych samochodów przed blokiem należał do niego?
Zielony garbus, rocznik siedemdziesiąty piąty.
To na co wydawał te pieniądze?
I nic więcej nie ma na ten temat?
Tak, rozumiem.
OK. Dzięki wielkie.
Muszę jej oddać, że była zdolną kucharką
i bardzo dobrą kierowniczką stołówki.
To, jak dbała o żołądki i zdrowie
naszych uczniów było w istocie godne szacunku.
Ale zwolniła ją pani.
To jest szkoła, tu jest nastoletnia młodzież.
Nie może tak być. Żaden pracownik nie może być pod wpływem
alkoholu i środków odurzających.
Dobrze się maskowała,
kucharki ją kryły,
ale wreszcie się wylało.
Skąd pani wiedziała o środkach odurzających?
Nakłoniłam ją, żeby oddała krew do zbadania.
Wynajęłam prywatną firmę i pokryłam to z własnej kieszeni.
Dlaczego nie zawiadomiła pani policji?
Nie odczuwam satysfakcji rujnując komuś życie.
Wiem, że popełniłam błąd, ale
miała jeszcze sześć lat do emerytury.
Będziemy się modlić za jej duszę, aby dostąpiła zbawienia
a Pan przyjął ją do królestwa swego.
Z poprzedniego miejsca pracy,
też z liceum, tyle że publicznego,
została zwolniona za nadużywanie alkoholu i narkotyków.
Teraz ludzi wielkiej i głębokiej wiary obrzuca się błotem.
Pani Edyta odpowiedzialnie kierowała naszą szkolną stołówką
i każdego dnia pilnie służyła Bogu.
I przez te sześć lat, kiedy tutaj pracowała,
ani razu nie zauważyła pani, że była pod wpływem
alkoholu lub środków odurzających?
Proszę się do mnie zwracać w sposób właściwy
dla osób duchownych, czyli Matko Dyrektorko.
Nadszedł czas modlitwy.
Nie jest pani moją matką, tylko obywatelką tego kraju,
a ja jestem funkcjonariuszką państwową.
Zechce pani odpowiedzieć na moje pytanie?
Mój czas się skończył, mam dużo obowiązków.
Wiek - 30-35 pięć lat.
182 cententymetry, 81 kilogramów.
prawidłowa budowa ciała, pełne uzębienie.
Nie palił, nie nadużywał alkoholu,
brak śladów po starych wkłuciach, przegroda nosowa w dobrym stanie,
co oznacza, że raczej nie wciągał.
Zdrowy człowiek, tylko że nie żyje.
Zgon nastąpił
mniej więcej trzy, cztery doby temu.
Przyczyna zgonu - pęknięcie podstawy czaszki.
Rozległość i głębokość rany wskazują,
że ktoś przynajmniej dwu-, trzykrotnie
uderzył jego głową o blat biurka.
Są przebarwienia na szyi.
Dusił go?
Kość gnykowa nienaruszona.
Więc raczej tylko go złapał.
Najprawdopodobniej machał prawym ramieniem
w poszukiwaniu czegoś do oparcia.
Jest praworęczny.
W tym samym czasie lewą dłoń wbił w ciało zabójcy.
Mężczyzna?
Przy tym wzroście i tej wadze
kobiecie raczej trudno byłoby z taką siłą
uderzyć jego głową w stół.
To jest tylko moje przypuszczenie, ale chyba
nie mamy do czynienia z premedytacją.
Dzień dobry, pani doktor.
Dzień dobry, pani aspirant.
Przepraszam, autobus mi uciekł.
Kobieta, 60-70 lat.
167 centymetrów, 65 kilogramów.
nie rodziła dziecka.
W obu pachwinach ślady po starych nakłuciach.
W chwili zgonu miała we krwi
ponad dwa promile alkoholu
i takie samo stężenie środka odurzającego,
to mógł być fentanyl,
albo coś o podobnym działaniu.
Czy przed śmiercią odbyła stosunek?
Nie znalazłam nasienia.
Sąsiad zeznał, że słyszał odgłosy.
Powiedział, cytuję: "To była dosyć akustyczna kobieta."
Mogli użyć prezerwatywy.
Oczywiście przed sekcją
zabezpieczyliśmy wszystkie ślady biologiczne
na jej ciele.
Możemy wykluczyć zabójstwo?
Nie.
Co ci śmierdzi?
Wynajmowała kwadrat za cztery i pół koła miesięcznie.
Z emerytury zostałyby jej dwie stówy
na życie.
Widziałeś butelki.
Whisky, brandy, gin.
W zamrażarce litr szwedzkiej wódki.
Paliła fajki i nie kupowała odzieży na wagę.
Prochów też nie rozdają za darmo.
Na kwadracie nie znaleźliśmy ani komputera, ani telefonu.
Komputera mogła nie mieć,
ale telefon miała raczej na pewno.
Wystąpiłam do wszystkich operatorów, żeby ustalili jej numer.
Co jeszcze o niej wiesz?
Urodziła się w 1961 w Głuchowie,
to jakieś 70 kilometrów od Warszawy.
Maturę zrobiła w technikum
gastronomicznym.
Zdaje się, że nigdy nie wyszła za mąż,
oboje rodzice nie żyją,
a młodsza siostra Matylda Rosolak
została uznana za zaginioną w 1990.
W jakich okolicznościach?
W naszej bazie jest tylko informacja,
że została uznana za zaginioną, data i nic więcej.
Powiedzieli mi, że większość spraw z tych czasów
nie jest jeszcze zdigitalizowana.
Na miejscu pewnie mają papiery w archiwum.
Myślisz, że to może mieć związek?
Po 35 latach?
Nie wiem,
ale chciałabym sprawdzić.
O ile dasz mi zgodę i jakiś wózek.
Mamy chyba na stanie jeszcze coś po Bartnickim.
Zapytam Zuzanny.
O.
No co tam, Jóźwiak?
Natalia Rybińska. Jego starsza siostra.
Wyślę ci SMS-em dane.
Czy to na pewno zabójstwo?
Taka jest opinia patologa.
Rzadko wpuszczał kogoś do swojego mieszkania.
Nawet ja tam nie byłam.
Miał wrogów?
Ktoś, kto nie ma przyjaciół,
zazwyczaj nie ma też wrogów.
Rzadko wchodził w relacje z ludźmi.
To był jego wybór?
Jeśli dziesięciolatek może dokonywać wyborów.
Ale… nie rozumiem, dlaczego?
Miał 10 lat, kiedy umierała nasza matka.
Wtedy się zamknął.
Jej agonia trwała blisko dwa lata.
I miał dość czasu, żeby się wycofać.
I tak już zostało.
Był gejem?
Nie.
Było sporo kobiet w jego życiu,
ale wszystkie odchodziły,
a on każde odrzucenie bardzo przeżywał.
Dlaczego odchodziły?
Był zachłanny.
Jak jego ojciec.
Czy zajmował się czymś jeszcze oprócz komputerów?
Wszystkim, co nie miało nic wspólnego z fotografią.
Dlaczego?
Ten zakład jest w rękach naszej rodziny od trzech pokoleń.
To było naturalne, że Robert miał go przejąć.
Już na pierwszym roku zaczął pisać programy
i zarabiać pieniądze.
W ten prosty sposób uwolnił się od taty.
I ode mnie.
Mogę go dotknąć?
Oczywiście.
A dlaczego nie była pani w jego mieszkaniu?
Nie zaprosił mnie.
Uważał, że go zdradziłam.
Stanęłam po stronie ojca,
który nigdy nie zagrał z nim w piłkę,
nie jeździł z nim na rowerze
i nie zabierał na długie wycieczki.
Zawsze zamykał się w ciemni.
Dzięki Bogu przyszedł na jego pogrzeb.
Czy mógł mieć coś wartościowego?
Coś, co mogło być przedmiotem kradzieży?
Nie sądzę.
Był abnegatem.
Nie gromadził rzeczy.
To na co wydawał pieniądze?
Nie wiem.
Może na ogród?
Kiedy nasza mama zaczęła umierać,
Robert poszedł do ciotki.
Miała działkę w puszczy pod Warszawą.
Zabierała go tam.
Kierdy zmarła, okazało się,
że zapisała mu tę działkę w testamencie.
Wiem, że sprowadzał jakieś sadzonki z zagranicy.
Szukam motywu.
Aż tak słabo znała pani swojego brata?
Miałam 15 lat, kiedy umarła nasza mama.
Tata miał 66 i ktoś musiał ją zastąpić.
Miałam tydzień, żeby wydorośleć.
Cześć.
Pokój nr 1.
Aspirant Rudnik. Stołeczni
zabójcy.
Szukam komendanta.
Na piętrze jest sekretariat komendanta.
Proszę złożyć pismo z uzasadnieniem.
I czekać.
Jak długo?
Pan komendant jest zapracowanym człowiekiem.
Ja też.
Ale nie jesteś komendantem, siostro.
Dlaczego cię to interesuje?
Mam trupa jej starszej siostry.
Zabójstwo?
Na razie nic na to nie wskazuje,
ale kilka rzeczy mi śmierdzi.
Ambitna jesteś.
Nie mam wyjścia. Trafiłam do ambitnego zespołu.
To…
będzie gdzieś…
tutaj.
Niewiele tego…
Zaginięcie zgłosili jej rodzice,
jest protokół przesłuchania Edyty Rosolak.
Jest jeszcze zeznanie jednego ze świadków i na tym koniec.
Śledztwo prowadził podkomisarz Zenon Michalak.
Znasz go?
No co ty, nie było mnie wtedy na świecie.
Podobnie jak ciebie.
Czekaj.
Tu jest jakaś służbowa notatka.
Śledztwo zostało mu odebrane
ze względów zdrowotnych.
Ale sprawę przejął stary Walendziak
i to on ją zamknął trzy miesiące później.
Kto to jest stary Walendziak?
Ojciec Walendziaka, którego poznałaś przed chwilą.
Zmarł na raka dwa lata temu.
Możesz coś ustalić na temat tego Michalaka?
Spróbuję.
Pendrive’y zawiozłem do Radomskiego.
Dlaczego jej nie przywiozłeś?
Nigdy tu nie była.
Mieli ciężkie dzieciństwo.
Skojarzyły go tylko rodziny na piętrze.
Nie bardzo rzucał się w oczy.
Nie miał konta na facebook’u, instagramie, tiktoku.
Trochę dziwne, biorąc pod uwagę, czym się zajmował.
Może właśnie dlatego?
Jakieś klucze znalazłem,
ale one pasują do tych zamków.
Używał zwykłego kalendarza.
Miesiąc temu zapisał sobie coś takiego.
“Patrycja Parvulesco nie żyje."
To chyba rumuńskie nazwisko, nie?
Tak wygląda.
Pojawia się to jeszcze gdzieś?
Nie. Tylko ten jeden raz.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni
trzy razy kontaktował się z M.
Dziewiątego o 13:00, jedenastego o 8:30,
i szesnastego o 22:45.
Ostatni kontakt miał mieć miejsce wczoraj,
kwadrans po północy, ale wiemy,
że wtedy już nie żył.
Komisarz Banaś.
Kto to był M.?
Kobieta, której imię zaczyna się na tę literę?
Niech pan nie zapomina, że był inny.
Randka kwadrans po północy,
to byłoby w jego stylu.
Przestraszył mnie pan.
Przepraszam, że na ulicy, ale
mam za chwilę tutaj spotkanie.
To jest lista wszystkich klientów,
dla których pracował przez ostatnie cztery lata.
Jest jeden klient indywidualny, z zeszłego roku.
Zaznaczyłam go panu.
Elżbieta Neumann.
W komputerze znalazłam uwagę:
usługa wykonana w domu klienta.
Nie pamiętam o co chodziło.
Mogę już iść?
Jakie było jego ostatnie zlecenie?
Firewall. Proste wdrożenie.
Firma jest na liście.
Przepraszam, ale ja nie lubię się spóźniać.
Powiedziała pani, klient się niecierpliwił,
ale dopiero po trzech dniach pojechała pani do jego mieszkania.
To się zdarzało wcześniej, żeby przez trzy dni
nie odbierał telefonów, nie odpisywał
na smsy i maile?
No i w jego kalendarzy były zapisane
cztery spotkania z M.
Pani ma na imię Marianna.
Pan chyba żartuje?
Nie, myślałem, że to już ustaliliśmy.
Wie pani co, czasami trzy dni wystarczą, żeby zabójca
oswoił się z tym, co zrobił.
I spróbował znaleźć jakieś wyjście.
Pani znalazła całkiem niezłe.
Poszła pani do jego mieszkania i zadzwoniła do nas,
że znalazła pani zwłoki swojego pracownika,
który zawalił termin.
Pan wie, że tego nie zrobiłam.
Skąd ja niby mam to wiedzieć?
Nie chciałam iść do jego mieszkania.
Dlaczego?
Pojedzie pani ze mną.
Weźmiemy palce i biologię.
Miesiąc temu odkryłam, że mąż mnie zdradza.
Poszłam w miasto.
Wypiłam trochę i zadzwoniłam do niego.
Wkurzał mnie, że jest taki zamknięty,
że nic o nim nie wiem.
Przyjechał tym swoim zabytkowym autkiem i odwiózł mnie do domu.
Słowem się nie odezwał.
Satysfakcja?
Zdjęłam majtki. Pokazałam ci goły tyłek.
Jesteś żałosny.
Banaś.
Wiem, kto to jest M.
Zadzwonił do mnie.
Cześć Natalka, tu Marcel.
Byłem umówiony z Robertem.
Jego telefon jest wyłączony.
Jeśli masz z nim kontakt, powiedz mu, żeby do mnie zadzwonił.
Albo sama oddzwoń i powiedz mi, co się z nim dzieje.
Pozdrawiam.
Marcel Ambroziak.
Ostatni raz widziałam go piętnaście lat temu.
Nie ma numeru mojej komórki,
dlatego zadzwonił na ten telefon.
Zamknęłam zakład i poszłam do ciemni.
Nie usłyszałam, że dzwonił.
Hej.
Zapisz coś takiego: Marcel Ambroziak.
690
043
747. OK.
A kto to jest Marcel Ambroziak?
Jego rodzice mieszkali w tej samej kamienicy.
Wszyscy chodziliśmy do jednej szkoły.
Był chyba jedynym kolegą Roberta po śmierci mamy.
Bywał u nas w domu.
Przychodził do tego zakładu.
Podrywał mnie trochę.
Czy między nim a panią kiedykolwiek…
Nie, nie, litości, panie komisarzu.
Był rówieśnikiem mojego brata.
Byłam w szóstym miesiącu ciąży, kiedy widziałam go po raz ostatni.
Dlatego nie przyszło mi do głowy, że M. to może być Marcel.
Pani brat
pod konkretną datą w swoim kalendarzu zapisał coś takiego:
"Patrycja Parvulesco nie żyje."
Nie traktowałabym takich zapisów serio.
Odszedł grubo przed emeryturą,
ale nie wiem, w jakich okolicznościach.
W każdym razie informacja jest, że żyje.
Dzień dobry,
sierżant Sebastian Gwizdała.
Przepraszam cię za to.
Przecież nie mogłeś o tym wiedzieć.
Obawiam się, że nic ci z tego nie wyjdzie.
To wygląda na ciężki przypadek.
Niemniej dziękuję ci, że chciałeś mi pomóc.
Przez ostatnie trzy dni
Marcel Ambroziak wydzwaniał do niego co godzinę.
Urodzony w 1992 w Warszawie.
Ma agencję nienruchomości.
Niekarany.
Gdyby miał cokolwiek wspólnego z jego śmiercią,
raczej nie nagrywałby mu się na sekretarkę.
Sprawdziłąm Wam tą Parvulesco.
W rejestrze zaginionych nie figuruje,
na liście zgonów też jej nie ma.
Powodzenia.
Coś czuję, że to jakaś wielka lipa.
Na jednym pendrive’ie znalazłem coś wybitnie zajmującego.
Zobaczcie.
Nic z tego nie rozumiem.
Mnie też trochę zajęło, żeby to skumać.
To jest bardzo inteligentnie napisany program
do księgowania lewej kasy.
Możesz to jakoś rozwinąć?
Jak w grę wchodzą haracze, dziwki, prochy,
przekręty bankowe i tak dalej,
to potrzebujesz programu,
żeby ci się to wszystko nie pomieszało.
A to jest bardzo cwanie napisany program.
Moim zdaniem został skrojony indywidualnie
pod bardzo konkretne potrzeby.
Dla Marcela Ambroziaka?
To się klei.
Robert Socha przyjął zamówienie, wykonał pracę,
ale jej nie oddał, bo już nie żył.
Dlatego Ambroziak dzwonił do jego siostry.
To możliwe, żeby taki facet jak Robert Socha
nie miał Instragrama, Face'a, Ixa i tak dalej?
Tak. Ja też nie używam. A wy?
A po co?
Możesz to dla mnie sprawdzić?
Kto to jest Patrycja Parvulesco?
No właśnie się chciałem tego dowiedzieć.
Jak tam na emeryturze, panie komisarzu?
Naprawdę to panią interesuje?
Skąd, pytam przez grzeczność.
Proszę się na nią nie silić, bo marnie to pani wychodzi,
pani doktor.
Mam wnuczkę.
Pewnie byłem słabym ojcem,
to teraz przynajmniej staram się być dobrym dziadkiem.
Nie odmawia, kiedy ją czasem wyciągam
do teatru czy do kina.
To mnie trzyma.
A pani się nie przymierza do roli babci?
Nie, skąd.
Mój syn ma 33 lata, ale ciągle mu się wydaje,
że jest Piotrusiem Panem. Zresztą, na szczęście.
Byłabym fatalną babcią.
Taką, która ma swoje wnuki gdzieś
i nigdy nie ma dla nich czasu.
- Ale kiedyś pani przejdzie na emeryturę. - Nie, nigdy.
Będę stała przy stole sekcyjnym dopóki nogi się pode mną nie ugną.
Zresztą umówmy się, nawet jeśli mi się omsknie ręka ze skalpelem,
to najwyżej pan Gabriel będzie miał więcej do zszywania.
Wolę kroić trupy, niż marchewkę na obiad.
Zresztą jestem fatalną kucharką.
Krojenie marchewki to drugi filar, który mnie trzyma.
Tak? Naprawdę?
Jakoś trudno w to uwierzyć.
Jestem sam, muszę coś jeść,
mam dużo czasu.
Gotowanie zaczęło mi nawet sprawiać mi przyjemność.
Może by pani się dała zaprosić na kolację?
Pogłębiłem swoją wiedzę o winach,
znaczy wiem, gdzie je tanio kupić.
Tak.
Jestem w szoku.
Jak ochłonę, to się zastanowię.
Tymczasem dziękuję za kawę.
Tak, to ja.
Spocznijcie, młoda.
Dziękuję, że pan przyszedł, panie komisarzu.
Przepraszam, ale odkryłam, że byliście
na jednym roku w Szczytnie.
A w jakim on jest stanie?
Najpierw rzucał w nas pustymi butelkami
a potem wycelował z klamki.
Na szczęście nie odpalił.
Na przełomie 1988 i 1989
w Głuchowie zaginęły trzy dziewczynki w wieku szkolnym,
mam na myśli szkołę podstawową.
Jedną z nich była córka Michalaka.
Śledztwo prowadziła miejscowa komenda milicji,
on był oczywiście odsunięty od niego,
ale jego koledzy dosyć szybko się uwinęli.
Znaleźli sprawcę, przyznał się do wszystkiego,
odbył się proces, skazali go.
Nie wiem, czy dostał dożywocie,
kary śmierci już wtedy nie orzekali.
Rok później powiesił się pod celą.
A Michalak się po tym nie podniósł.
Jego małżeństwo się rozpadło.
No. Co masz na temat tej Matyldy Rosolak?
Sfotografowałam zawartość teczki w archiwum
i wydrukowałam,
gdyby chciał pan rzucić okiem.
I…
te zdjęcia. Znalazłam je w mieszkaniu denatki.
Jej starszej siostry.
A jakieś bardziej konkretne tropy?
Nie mam.
To po jaką cholerę bujałaś się do tego Głuchowa?
Czuję niepokój.
Ściągasz starego psa z emerytury
żeby snuć bajki o jakiś niepokojach swoich?
Przepraszam, panie komisarzu,
to było rzeczywiście wyjątkowo głupie.
Niepokój jest dobry.
Oznacza, że mamy intuicję.
Czasem zawodzi, ale najczęściej nie.
A poza tym nie mogę wykluczyć,
że uratowałaś życie ojca mojej wnuczki.
Widzimy się rano, młoda.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.