Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Europa w ogniach największej wojny w historii wojowniczego ludzkiego rodzaju.
Czwarty rok okupacji Polski.
Czwarty rok oporu.
Cztery lata mijają od wybrodni w Wawrze.
Trzy lata dymią kominy krematoriów Oświęcimia.
Komu wypadła młodość na ten czas, tego on zabije lub ukształtuje raz na zawsze.
O nich będziemy wam mówić.
Jest czas, w którym wiedzieć za dużo o nikim nie należy.
Opłacić tę wiedzę można torturą, śmiercią,
a jeśli kto słaby, zdradą.
Pseudonim Malutki, kapral pod Chorąży, drugi rok chemii.
Pseudonim Jerzy.
Kończy uniwerek. Podchorąży bez stopnia.
Zygmunt. Najstarszy w sekcji. Trzeci rok biologii. Sierżant podchorąży.
Stanisław Skiernik.
Kapral podchorąży. Będzie nosił pseudonim Kolumb.
Siwy. Mechanik.
Najlepszy kierowca grupy.
Nadwiska nie poznaliśmy nigdy.
Jurek, kto tam przyszedł?
Mamusiu, pozwól.
Dobry wieczór. Dobry wieczór.
Dobry wieczór. Moi koledzy. Jasie.
Cześć.
Zrobisz herbaty, tak? Tak zrobię. No, z przyjemnością się napijemy.
Zimno bardzo.
To gdzie gramy?
Ja mogę grać wszędzie.
Miejsce to jedno. To chodźcie, zaprowadzę was.
Na górę?
Uważaj na stukawki.
Akumulator? Wyjęty.
Gdzie antena? Załóż najlepiej to na okno.
Dobra. Szybciej.
Gotowa antena.
Głupio z tym wyszło, co?
Z czym?
Z tym, że nam wpakowali te radiostacje.
No, dosyć tego dobrego.
Co?
Matka śpi.
Ciągle nas rzucają do jakiejś roboty.
Tu, tam, siamowa nad straż pożarną.
Żeby jakiś zamach albo wyroczyk, a tu nie, nic.
Ewakuacja drukarni, ochrona radiostacji.
A wiesz, czym był taki gwałt z tą radiostacją?
Wczoraj się dwie firnęły.
Dziś będą długo nadawać.
Podają do Anglii.
Listy rozstrzelanych.
Towiński Marian.
Szymczak Elżbieta.
Szapińska Janina.
Szymon Jerzy.
Zawracanie głowy, cała ta nasza ochrona.
Ostatecznie ulicę stąd nieźle widać.
A co to tam?
Ty wiesz, jakie teraz metody mają ci z ekipy goniometrycznej?
Pić mi się chce.
Zygmunt, błagam cię, ciszej, ciszej.
Jeden telegrafista mi opowiadał, że kiedyś Niemcy podeszli go tak blisko, że
słuchawkach mu skrzypiały jak źle nauniewione drzwi.
Jakby my już drzwi do celi otwierali.
A ochrona nic nie mogła wykapować.
Dobre jak przestał sam grać, podchodzi do okna, patrzy, a na rogu idzie jakiś
facet, kręci się jak miał śmigło w tyłku.
No to mówi chłopakom z obstawy, przyłóżcie tego faceta, jak tylko
znieruchomieje, dać mi znać.
Gdzie masz cukier?
Co?
Cukier gdzie mam? Na półce jest, Zacharin.
Ledwo zdążył dać dwa sygnały.
Już gadawali.
Ten szkop musiał mieć wszytą w klapy płaszcza antenę kierunkową, rozumiesz?
Jak tylko telegrafista przestał nadawać, to myślał, że zgubił falę i dlatego się
tak wiercił, jakby miał płyn.
Obstawia, że bracie jak harcerz rozluźni się, wypij to.
Jak wpadły te dwie pożarowie?
Pierwsze ich podeszli, jeden z obowiązaną gębą, jakby go zęby bolała, a
skurczy byk pod bandażem słuchawki.
Tak ich macnęli.
Bronili się?
Dwóch Niemcy zastrzelił, jeden sam się zabił.
No?
Przyjechał.
Ciągle nadają. Dawno już powinni skończyć.
Spokojnie. Dozwolony czas nadawania to tylko pół godziny.
A wiesz, że ci nasi na górze mieli też ładną historię w zeszłym tygodniu na
targówku?
Zauważyli, że Niemcy ich namierzają.
Ubezpieczenie doniosło, że samochód stoi na rogu ulicy.
A cała ulica to cztery domy, więc krewa, rozumiesz?
I wiesz, co ja się wymyślił?
Kazał Grzesiowi, telegrafiście, nadać międzynarodowym kodem.
Zmęczyłem się pół godziny przerwy.
Potem spokojnie zwinęli manelę i z walizeczką w ręku przeszli obok
goniometrycznej ekipy. A szkopy ze słuchawkami na kolanach czekali te pół
godziny, żeby ich dokładnie wymierzyć. Dobre, nie?
Skończyli zajść.
Prawidłowo, pół godziny.
Co jest?
U nas wszystko w porządku. Cisza i spokój.
Jak u was?
Ciągle mnie woła Londyn. Ja nawet nie wiem, co o nim jest.
Porozumienie na zasadzie, gadał dziad do obrazu.
Siedzi tam jakiś żółtodziób.
Nie wiadomo nawet, czy słyszy.
Wszystko mu trzeba nadawać dwa razy.
Oni pracują tak właśnie.
A co, Grzesiu?
Część rozrywkowa.
Możemy zrobić.
Masz? Już łapię.
Jest.
Zmień fale.
Huk fal, dźwięk dzwonów, odchłani wołowat.
Zwycięska inwazja na Włochy dowiodła raz jeszcze, że flota jest czynnikiem
decydującym o światowej potędze.
Przenieśmy się na chwilę do nadmorskiej wsi, która wychowuje ludzi stanowiących
potęgę z przymierzonych znań królewskiej morynarki.
Oni zawsze nadają takie duperele.
Tak. My im listy rozstrzelanych, a oni nam żewną mowę.
I muzyczkę.
Chociaż czasem dają takie melodie, których słucha się bardzo uważnie.
Szyfry. Co?
Szyfry. A tak, o gotowości zrzutów.
No, my jeździliśmy.
Z Egmuntem.
Jeśli o żadną mowę idzie, to i u nas w kraju też się zdarza.
Ja przedtem grałem w delegaturze rządu.
To mówię wam, jedna depesza to była jak serpentyna z sylwetra.
Półtora metra długości.
Jak mi sef rozszyfrował, dumny był, bo to było jakieś jego przemówienie z
krajowej reprezentacji politycznej.
Tej, co była przedtem...
Zresztą nie pamiętam, jak to się nazywa.
Myślałem, że się wścieknę, jak Boga kocham. Tyle tam było sumnego gadania,
wykrzykników, wielokropków.
Ty im tyraj graj.
Narazaj się na czapę dla jakichś tam wykrzykników. Po co?
Uspokój się, Grzesiu, uspokój.
On tak czas.
No dobra, kończymy.
Idziemy spać.
Zwijaj to, Grzesiu.
Dawaj pistolet.
Co z nimi?
Dali właśnie wziem od nich broń.
Muszę to wszystko przetransportować na nową Malinę.
Gdzie? U Kuby.
W skrytce coś zostało?
To by było.
Dobra. A wieczorem co? Znowu obstawa.
Właśnie. A na szczęście ostatni raz. Od jutra ich łączność przejmuję na własny
wikty opierunek.
A to co?
Przetransportujesz ich wieczorem do kobyta?
Zamknij ze mną drzwi, nie zaśpij.
Cześć. Cześć. Ty, bo jesteś sam. Matka wyszła po zakupy.
Panowie zwarywali się, dlatego gracie bezosłownie.
DPS -a nam się zawieruszyła, musimy dograć.
Uwaga!
O co szlum?
Ja jestem mieszkańcem domu. Dobrze, dobrze.
Naprawdę nie wiem, o co chodzi.
To może jakaś pomyłka.
Te dwie są tu!
I tu jest trzeci.
On mówi, że jest mieszkańcem domu.
Tak.
Hans, przyjdź.
Tego pana?
Niemożliwe, nie wiedziałem, że oni... Tak ja się przyznaję, że tego wysokiego
pana, który...
Wynajął ten pokój. Jeszcze nie meldowałem, chociaż minęły dwa dni.
Wej!
I kogo pan tu trzymał?
Mandyci.
Kien kartę proszę?
W pokoju.
Wiedziałeś?
Jezus Maria, co się tutaj dzieje?
Nic nie wiem, pamiętaj, nic nie wiem.
Przepraszam pana bardzo, ja to wszystko zaraz pozbieram.
A tam są moje dokumenty.
Proszę pana, syn... Syn się trochę źle czuł.
Przyrzekł mi, że zaraz po śniadaniu pójdzie ich zamieszkować.
Oni... Oni...
Oni są do wczoraj, od wczoraj dopiero.
Boże, to jaka przegraźnia.
Naprawdę, dziękuję panu bardzo.
Tak?
A kto, ksiądz proboszcz, czy pewnie Rydegmund?
Tak jest.
Wszystko w porządku.
Niemożliwe.
A kiedy?
Rany boskie.
Tak jest.
Tak, tak, zaraz lepię.
I co robimy z właścicielem domu?
Dajemy mu ochronę.
Nie słonę, nie słonę. Ale prosiłem cię zawsze... Bartce batolić.
Mam od tym guzikiem od koszuli.
Ile razy cię prosiłem, żebyś mi przyszyła. Przecież chodzę oberwany
przestań szaleć. No więc kiedy miałam to wszystko zrobić?
Cisza.
A z tą kurtką?
Kieszeń oberwana.
rękaw oberwany, guzika też ani jednego mamusi, ja się wstydzę wychodzić na
ulicę.
Pojechali też.
Pójdę zobaczyć. Nie zostań, zostań.
Włóż coś na siebie.
A jak?
Cisza.
Nie ma nikogo znać i się pojechali.
Jak to?
Mnie nie zabrali?
No... Może uwierzyli.
Nie.
To niemożliwe. W tym coś musi być.
Mamo!
Mamo!
Co się stało?
Co?
Nie wiem.
Nie chciałam ci herbaty zrobić i... Nie
mogę. Mamo...
Nie mogę.
Nie mogę.
Mamo!
Uspokój się.
Uspokój się.
Ja nie mogę.
Słuchaj.
Ja muszę natychmiast wyjść.
Rozumiesz? Muszę natychmiast wyjść.
Tak? Tak. Jezus Maria, uciekaj.
Uciekaj prędko. Prędko. Tylko daj mi znać. Tak.
Bądź spokojny. Ale błagam cię. Tak.
Opanuj się. Dobrze.
Dobrze. Cześć.
Jurek, kadaj, podtrzymajcie.
Czy jest Zygmunt?
A kto mówi?
Chwileczkę.
Zygmunt, telefon.
Pan Jerzy dzwoni.
Halo?
Jerzy?
To ja.
Ty, a może ten Hausbesitzer mnie uratował, co?
Byłem w piżamie.
Zwykło mi to się stało parę minut po twoim wyjściu.
Całe szczęście, że cię oddałem broń.
Zaraz powiecie, jeden z nich pogłaska mnie po głowie.
Sprawdzę, czy nie mam odcisków słuchawych na włosach.
A ja nic w kółku, tylko Hausbesitzer, Hausbesitzer, Hausbesitzer.
Może w końcu w to uwierzyli, nie?
Dlaczego cię nie wzięli?
Właśnie.
No nie wiem, no.
Naprawdę nie wiem.
W każdym razie teraz muszę znowu jak najsypciej złapać kontakt z łącznością.
Kontaktu to już ja poszukam.
Jak to?
Słuchaj, Zygmunio. Pomyśl sobie chwilę.
Łączność ma taki meldunek.
Padła statka.
Wszyscy aresztowani oprócz jednego z ochrony, właściciela domu.
Ciebie.
Ciebie gestapo nie ruszyło, rozumiesz?
Tak.
Tym bardziej, muszę się zameldować.
Aś nic nie rozumiesz.
Spokojnie.
Co? Cześć.
I co?
Wracam od żony Jasia, komendanta w Tatry.
Powiedziała, Jerzy to gestapowiec.
Ma już wyrok.
O tobie.
Żartujesz?
Nie.
Słuchaj, Kolub, ale to... Uspokój się.
Chyba nikt w was w to nie wierzy, co?
Sigmund.
Oczywiście, że nikt nie wierzy.
Ale wyrok wykona każdy, jeżeli będzie taki rozkaz.
Czeka na wyś.
A ty?
Cześć.
Jerzy.
Dzwonił do mnie Junosza i prosił mnie o twój adres. No i dałem mu.
O której?
O dwunastej.
Ja byś nie zawał.
Nie, nie.
Lepiej nie mów.
No to się tak... Nic na to nie mogę poradzić, jasne?
Jerzy!
Weź moją kurtkę.
Rozkazu jeszcze nie było, mogę robić co chcę, nie?
Wiadomo, że żadnemu z nas tej roboty nie da zło. A dobrze wiesz, jak jest.
Dostaje charakterystykę postaci, szczegóły, okulary, kurtka z tłuszczanym
gołnierzem.
Weź.
Przeziębisz się.
Cześć, Jurek!
Jurek, gdzie leci?
Jeszcze!
Ogień? Nie palę.
Dobry wieczór, panie profesorze. Można?
Proszę, proszę.
Dobrze, że jesteś.
Prosto.
Wejdź tu na chwilę i poczekaj.
Zaraz kończymy.
Magda, daj się.
Potrzymaj chwilę.
Włodek!
Pani profesorze, a jutro?
Jutro znów o piąty. Dziękuję.
Do widzenia. Do widzenia.
Jureczku!
Pozwól tutaj.
No dobrze, rozgość się.
A wiesz, był tu jakiś twój kolega.
Bardzo zdenerwowany.
Szukał ciebie.
Co się stało?
Ukrywam się.
Ukrywam się przed moimi przyjaciółmi, którzy nigdy nie uwierzą w moją zdradę,
ale którzy za chwilę może wykonają na mnie wyrok.
Bo taki dostaną rozkaz.
Nie, no usiądź. Usiądź. Nie, nie, nie, nie. To musi być jakieś nieporozumienie.
Na pewno.
Panie profesorze, jesteśmy wierni.
Gotowi iść wbrew własnemu sumieniu.
Sumienie oddaliśmy w administrację.
Górze dla nas pozostał tylko rozkaz.
Przekonani o swojej niewinności możemy się pozabijać wzajemnie.
Bo rozkaz.
Nie no, musisz to wyjaśnić.
To niemożliwe.
Opuścili znanymi punkty mieszkania też.
Uciekają przede mną.
Równocześnie ścigają mnie.
Przepraszam, pójdę już.
Nie, nie, siedź, siedź. Zrobię ci herbaty. Nie, naprawdę tylko na chwilę
już iść. Ale gdzie?
Godzina policyjna.
Gdzie pójdziesz?
Rozbieraj się, przenocujesz u mnie. Jutro zdążysz sobie wszystko załatwić.
Pijesz?
Słuchaj, wszystko się komplikuje.
Muszę zmienić mieszkanie.
Co się stało?
Wczoraj przyszedł do mnie postarunkowy z naszej dzielnicy.
Na parę słów.
To szmalcownik.
Powiedział, że chce 100 tysięcy.
Muszę uciekać.
Żadne uciekać.
Ale ja tam już nie wrócę.
Do kiedy termin?
Jaki termin?
Tego okupu.
Do dzisiaj.
Po południu.
Dobrze. Co dobrze?
Co dobrze?
Synu.
Będzie dobrze, o nic się nie bój.
Ja się nie boję.
Wracaj do domu.
Ja muszę tylko złapać Zygmunta.
Czy sądzisz, że on coś tutaj pomoże?
Na pewno.
Dzień dobry. Dzień dobry. Proszę.
Czy jest Zygmunt?
Nie, nie ma.
A kiedy wróci?
Powiedział, że wróci późno.
Do widzenia.
Do widzenia.
Zygmunta nie ma w domu.
Cześć.
Jurek!
Chodź do mnie.
Dokąd? Mam ważne sprawy do załatwienia.
Pomożesz mi.
Umówiliśmy się przecież.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Proszę.
Dzień dobry.
Może się pan rozbierze?
Tu jest piepło.
Niech pan zdejmie płaszcz. Nie, dziękuję.
To w takim razie niech pan siada tutaj.
Proszę.
Proszę bardzo.
Chcielibyśmy umówić pana warunki.
Ja... Chwileczkę.
Ręce proszę trzymać na kolanach.
Czy pan zna skrót KWP?
KWP?
Nie.
Kierownictwo Walki Podziemnej.
Jest pan obywatelem polskim, prawda?
No tak.
Otóż do władz KWP wpłynęła informacja, że trudni się pan szantażowaniem.
Chwileczkę.
Ręce prosiłem trzymać na kolanach.
szantażowaniem obywateli Polski żydowskiego pochodzenia.
Jak pan zapewne wie, kolaboracja bywa karana surowo.
Ale ja... Zaraz udzielę panu głosu.
Otóż władze postanowiły dać panu szansę rehabilitacji.
Będzie się pan opiekował tymi rodzinami, do których zwrócił się pan ostatnio z
pewnymi propozycjami finansowymi. Ale... Stasiu...
Bądź tak miły.
No to rączki do góry.
Śmiało, śmiało.
Właściwie otrzymał pan, panie przodowniku, pewien wyrok.
Wyrok chłosty.
Chcemy być w porządku wobec naszych władz, ale bardzo nie lubimy tej brudnej
roboty.
Umówimy się, że dostał pan od nas 20 batów.
Zgoda?
Nie, ale bić się nie będziemy.
Stasiu, wyjrzyj.
No to właściwie skończyliśmy.
Chciałbym się wytłumaczyć.
To do nas nie należy. Sprawa została zbadana.
Jazda.
Ale panowie za pistolet mnie zarektują.
Czy to znaczy, że prosi pan o zwrot pistoletu?
No.
Tej nędznej cudemki.
Na przyszłość proszę chodzić z bronią przepisową.
Bo jeżeli będziemy musieli się fatygować do pana i nie będzie pan miał
przepisowej dziesiątki.
to przedtem nim dostanie pan w czapę, dostanie pan jeszcze w mordę.
No i żeby pan nie myślał, żeśmy pana oszukali.
To jest nasz mandat.
Ależ panowie... Proszę.
Tak nie można, panowie. No przecież mnie zaresztują.
Żegnamy.
Oby nie do widzenia.
Musiało być dobrze.
Już będę leciał.
Do widzenia, panu. Do widzenia.
Dziękuję, panu. Ja panu... Głupstwo.
Cześć.
Co tam?
Jerzy.
Dobrze, wyjdź.
Aktualny kurs podchorążówki, na którym robiłem minerkę w zastępcy wykładowcy.
Wkład broni kedywu.
Skład grupy dyspozycyjnej A.
Mieszkania kolegów.
Dalej.
Drukarnia.
Jeszcze mieszkanie majora Junoszy.
Wymieniam wszystkie znane mi punkty, żebyście zrozumieli, że jako agent mogę
zrobić znacznie więcej niż te radiostacje.
Byliśmy ochroną stacji, ale nikt nas nie informował o metodach.
Na słuchu i wykrywaniu stacji w czasie gry.
Pan zdaje się z łączności.
Niech pan chwilę zaczeka.
Czy nic nie wiadomo?
O czym?
O nich.
Są na liście rozstrzelanych.
Wczoraj na Nowym Świecie.
Dziś wysyłamy pełną listę do Londynu.
Dopiero wczoraj wiemy, że Niemcy dysponują nową jednostką goniometryczną.
Przyjechali tydzień temu z Wiednia.
Nowa technika wykrywania.
Najpierw samolot schodzi z wygaszonym silnikiem.
Oznacza na suchym kwadrat 5 km na 5.
Tam jadą samochody. Robią już precyzyjnie ulicę, a potem piesi
A co z Jerzym?
No jak?
W porządku. Nie.
No
co?
Wykonabyś?
Wykonałbym.
Wolna prosić.
Pardemu. Bębowy.
Dziękuję.
No to nikt nie droje.
Górstwo.
A jeśli bzyznów będą?
To bzuch mi przynieś kiść. I tylko mnie niecały.
I nie broń, nie broń. Iść.
A jeśli będzie jesień?
A jeśli będzie jesień? Zatańczymy?
A jeśli będzie jesień?
A jeśli... Jerzy, czemu przerwałeś?
A jeśli będzie jesień?
To Halin kiść mi daj.
I tylko mnie nie całuj i nie bronisz za kraj.
A jeśli będzie wiosna, to w duch mi przynieś ciść. I tylko mnie nie całuj i
bronisz, bo chodź mi wracać w serce karabin. Inwersja!
Wójt prowadzi inwersję! Za mną!
Do końca będę niósł i ciebie karabinem do końca będę niósł.
A jeśli będzie jesień, to kalin dziś mi daj. I tylko mnie nie całuj i nie broń i
zakraj. Bo chodź mi w rosłaś w serce, karabin w ramię wróć. I ciebie z
do końca będę niósł. I ciebie z karabinem do końca będę niósł.
Co tęczysz?
A jeśli będzie jeść, to haj, jeśli nie daje.
Słyszałeś?
Rozpijania później, że to masz.
Słyszałem, ale lepszy numer.
W Charkowie odbył się pierwszy protest brodniarzy hitlerowskich.
Trzy wyroki, trzy czapy.
Uwaga!
Chcieli mnie? Chcieli mnie!
I cisza nastała.
Uwaga za minutę!
Niemieckie ognie.
Niech żyje czterdziesty czwarty!
I my żyliśmy przez niego.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.