All language subtitles for Zaklety dwor - odc 7 Bracia

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

O czym rozmyślasz córeczko?

O mamie.

Opowiedz. Przecież nigdy nie lubiłeś wspomnień, ojcze.

Mamy już prawie nie pamiętam.

Pamiętam tylko, że była bardzo piękna i młoda.

Kochała mnie bardzo.

Ojciec... Jej mąż.

Jej mąż.

Chyba mnie nie lubił.

Kłócił się często z matką z mojego powodu.

Ale nie wyrządził mi żadnej krzywdy.

Nie mogę zapomnieć tego momentu, kiedy się rozstawaliśmy.

Sieciadziu, dziewutko, nie ruszaj się.

Przyjechali po jadzie.

No to co?

Chcą ją zabrać.

Drodzi mi, że jak nie oddamy, to mi spali kuźnię.

Nie bądź głupia.

Oddaj dziecko.

Powadz mu będzie lepiej niż tutaj.

Nie daj się podobrać się, że siłą zabiorę.

Znowu się stąd.

Idź.

Spokojnie.

Spokojnie.

Budziłam się już w obcym mieszkaniu.

Pani Tomczewska ubrała mnie w taką piękną sukienkę.

Była dla mnie taka dobra, wyrozumiała, że wkrótce zapomniałam o swoim

domu.

Czy byłaś potem szczęśliwa?

O tak, oczywiście.

Później poszłam do szkoły, poznałam nowe koleżanki.

A nawet jeśli kiedykolwiek spytałam o swoich rodziców, to babunia jakoś tak

zawsze potrafiła mnie pocieszyć, że zapomniałam o nich zaraz.

Dopiero jakieś dwa lata temu przyjechał Buli i powiedział mi o śmierci mamy.

Potem poznałam ciebie, ojcze.

Chociaż się tyle razy spotykaliśmy, właściwie nic mi o sobie nie

Dowiesz się o wszystkim, moje dziecko.

Słuchaj... Jadwigo...

Wróćmy...

do sprawy Juliu.

Nadal zależy ci na nim?

Tak.

Ale pamiętaj, ojcze, że...

On nie może się o tym dowiedzieć, zanim nie poprosi o moją rękę.

Zbliża się burza.

Może on nie przyjedzie?

Kostia go zaprosił, więc pewnie przyjedzie.

Zostaw. Przecież naprawdę burza nie przyjdzie tak szybko. Zdążę przed

Może bym poszła z tobą, ojcze.

Jakoś się dzisiaj boję.

Tyle nocnych spędziłaś tu samotnie, a teraz nagle boisz się sama zostać po

chwilę.

Za pół godziny wrócę tu z Julią.

Dziękuję.

Piękny.

Czarny.

Czarny.

Co to się pali?

Nagroda kozaka.

A, to czop z nim.

Myślałem, że to dwóch.

Taki cichetiery!

Panie kochelka, popój się pan, bo nie mogę wyciągnąć.

No, no, no!

Jeżeli pan już nie pomaga, to niech pan przynajmniej nie przeszkadza, panie

kochelka!

Ja cię panie przepadło!

Chodź, chodź. Ja się nie bać. Ja się nie bać. Ja się nie bać. Ja się

nie bać.

Ile już mamy stron, panie chochelka?

Siedem.

Siedem? Może, może już starczy?

A twoim zdaniem, co się stało ze starościcem?

Jak upior wyrzucił przed okno wilmożnego pana Czorguta, to potem poprosił

dziewczynę tam w górę.

A takie przy tym poszły iskry, że... Użasz, durniu.

Iskry poszły, bo się tak zawalił.

A starościc z mołą się rozdał. O, patrzcie, co z niego zostało.

A jak to śmierdził.

No dobrze, a co z dziewczyną?

To i pan sędzia wierzy w dziewczynę? No przecież wszyscy widzieliśmy.

Ale jaka tam dziewczyna?

To był diabeł, który przybrał postać dziewczyny, żeby nas złapić w płomienie.

Tak musiało być, wielmożny panie. Ja sam raz widziałem diabła, kiedy szedłem z

skarczmi. Szelma ciągle oddawał co innego.

Raz... Nawet przerzucił się w moją żonę, naprawdę.

To też dla pisarczy?

Nie.

Pan komisarz, to się z nas śmieje, ale przecież ja na własne oczy widziałem

nieboszczyka i tę dziewczynę. Jakbym wyciągnął rękę, to bym go złapał. Ja

jeszcze widzę te jego okropne oczy. Co tu gadać? Wszyscy go widzieli.

Przecież sami mówicie, że ulewa ugasiła pożar.

Powinniście znaleźć ciała pod zgliszczami.

Chyba, że wszyscy kłamiecie.

Nie przeszkadzajcie sobie, pracujcie.

A

raport

proszę jak najwcześniej przesłać do cyrkułu. Tak jest, panie komisarzu.

Raport. No, co tam?

Tylko tośmy znaleźli.

Nie mówiłem?

Tylko smoła po nich została. Po upiorach tylko smoła została. Tylko smoła. No

chłopy, wracamy.

Do roboty.

No przecież wyśmieją mnie w cyrkule.

No to co mam napisać?

Nie wiem.

Pójmij pan to jakoś zręcznie.

O, napisz pan, że ciała Bulia też nie znaleziono. Pisz pan, pisz.

No proszę.

No nie grzeż pan je, przecież wytygnie.

Nie traktuj mnie, jakbym leżał na katafalku. Bo też niewiele brakowało i

pan leżał.

Lekarz powiedział, że musi pan dwa dni leżeć w łóżku.

Nawet dwóch godzin tu nie wytrzymam.

Całą noc byłeś nieprzytomny.

Musisz leżeć. Widzi pan?

Po śmierci sobie poleżę.

Jesteś pewien, że nikt się nie uratował?

Tam nic nie zostało.

Wszystko wpłynęło.

Jak to się stało?

Nie wiemy, Kościół.

Nieszczęście. Wielkie nieszczęście.

A w chacie nie było nikogo?

Nic.

Była jakaś panna.

I co się zostało?

Mów. Mów!

Zjechaliśmy za późno. Tam pan Czorgut skoczył w ogień. Wtedy w oknie ukazał

nieboscyk starości. Jak wyrzucił pana Czorguta.

To chata się zawaliła.

Gdzie trupy?

Nic nie znaleźliśmy.

Nie ma po nich śladu. Tylko smoła została.

Czego tu chcecie?

No jak to?

Przecież trzeba sporządzić protokół.

Przynajmniej w sprawie tej dziewczyny. Nie było tu żadnej dziewczyny.

No jak to nie było? Są świadkowie.

Kłamstwo.

Przyszliście kraść.

Co mi do gniewu zostało?

Jak to to?

No, jutro.

Nikt was tu nie prosił.

No, no, chodźmy. Jutro.

Co będziemy gadać z wariatem? Jutro.

Starościc krążył pośród gromów, błyskawic, piorunów, a potem runął w tam

płomienia. Wrócił przez komin tego Czorguta, który wskoczył w ogień i,

porwawszy w ramiona piękną dziewczynę z dzikim poświstem, zniknął w przestrzeni.

A moja pokojówka dodała do tego jeszcze rzęsisty deszcz z siarki i krwi,

trzęsienie ziemi i ogniste meteory.

Niestworzone rzeczy opowiadają nasi ludzie.

Nigdy się z czymś podobnym nie spotkałem.

Arturze, a nie wiesz co z panem Juliuszem?

Jemu przecież nic się nie stało.

Wszystko wziął na siebie ten jego przyjaciel.

Skoczył w ogień, jakby to była woda.

Taki Don Kichot.

Po wzgliszczach nie znaleziono żadnej dziewczyny.

Tam po prostu nikogo nie było.

A nie przypominacie sobie, że Juliusz mówił nam kiedyś o jakiejś młodej

dziewczynie, którą zobaczył przypadkiem w ogrodzie Żwirowskiego dworu.

Rzeczywiście. Ta sylfida czy najada podobna do Eugenii.

A może to ona właśnie znajdowała się w chacie?

No dobrze, ale jakby tamtąd nie tnęła.

No przecież porwał ją starości. A upiory?

Wszystko potrafią. Augustie, proszę cię!

Żebyś nigdy więcej nie pozwalał sobie na żarty z mojego nieżyjącego brata!

Przepraszam, ale... Przecież... Przecież to nie ja wymyśliłem te bzdury.

To nie jest powód, żebyś miał je powtarzać! Na dodatek takim ponem!

Czego chcesz?

Przyszedł ten kozak Buli. Chce się widzieć z Jasnie Panem.

Kolusznik zaklętego dworu? Powiada, że ma bardzo ważną sprawę do Jasnie Pana.

Chce rozmawiać na osobności.

Ze mną chce się widzieć?

Co to jest?

List.

Od mego brata?

Pisał go przed śmiercią.

I teraz dopiero mi przynosisz? Co to znaczy?

Niech jeśnie, pan przeczyta.

Zygmuncie, jeżeli bardziej zależy ci na błogosławieństwie umierającego, niż

zależało ci na uczuciach żywego brata, zaufaj ślepokosti Bulijowi,

tak jakbyś mnie słuchał spoza grobu.

Mikołaj. Mam jaśnie panu wyjawić ważną tajemnicę, ale mogę to zrobić

tylko w jednym miejscu. Gdzie?

W czerwonej sali Żwirowskiego dworu.

Dlaczego właśnie tam?

Jaśnie pan się boi?

Boję się tylko złamać zakaz nieboszczyka.

Tym razem będzie to zgodne z życzeniem starościca.

I kiedy mam się tam zjawić?

Dzisiaj o północy.

O północy?

Taka była wola mojego pana.

Dobrze, przyjadę.

Tylko jaśnie pan musi być sam.

Przyjadę konno.

Będę czekać w alei prowadzącej do dworu.

Jeżeli buli chcecie tam zabrać w nocy, to znaczy, że nareszcie wyjawi tajemnicę

zaklętego dworu.

Nic mnie tu już nie obchodzi.

Jej już nie ma.

Zrozum.

Przecież nie znaleziono jej ciała.

A poza tym tam był ktoś jeszcze.

Jeżeli udało mu się mnie uratować, mógł uratować także dziewczynę.

Nie widziałeś tego do końca.

Nikt się stamtąd już nie mógł wydostać. Przecież nie rozpłynęli się w powietrzu.

Obaj widzieliśmy dziewczynę. Ty nawet widziałeś tam upiora.

Przepraszam, starościca.

Julek, pojedź tam dzisiaj.

Może ona jednak żyje.

To ja sam się wybiorę.

Ty masz leżeć. A, nie mi się tkni.

Filip!

Uważaj. Przepraszam.

Sam widzisz, że powinieneś leżeć w łóżku.

Przynieś mi moje buty.

A gdzie się to pan wybiera?

Czy ty aby nie za dużo sobie wyobrażasz, mój przyjacielu?

To dla przypomnienia, a teraz śmigaj po moje buty.

No idę, idę.

Katelino, ty naprawdę powinieneś się położyć.

Oczywiście, tylko pójdę do siebie, bo w twoim łóżku mam nieprzyzwoite tny.

Trochę jaśnie, panie.

Co to?

Latarnia, jaśnie panie.

Prowadź.

Czy ja się pan dobrze widzi?

Tak, idź tylko szybciej.

Jesteśmy na miejscu, jeśli nie Panie.

Wiem.

Po co mnie tu przyprowadziłeś?

Proszę zaczekać.

Zygmuncie. Zygmuncie.

Uspokój się. Ja żyję.

To naprawdę ty?

Ja.

A twoja śmierć?

Udana.

A ciało złożone w grobowcu?

Nie moje.

Pochowaliście pańczuka mojego, drugiego kozaka.

Co ty żyjesz?

I wracasz.

Nie ma już dla mnie powrotu, Zygmuncie.

Mikołaj Żwirski nie żyje. Nie rozumiem. Przecież ty żyjesz.

Żyję dla wielkiej idei.

Prosiłem cię, żebyś przybył tu, ponieważ chciałem z tobą porozmawiać.

Pierwszy raz to do 17 lat. Zawsze tego pragnąłem.

Czy zapomniałeś, ile rady tu przyjeżdżałem? Nigdy nie chciałeś mnie

widzieć.

Zdradzanie ci tajemnice śmierci dowiodło na chyba najlepiej.

Jak wielkim darzę cię zaufaniem.

Wszystko po to, żebyś zrozumiał, że nie przemawiasz przede mnie złość ani

nienawiść.

Więc pozwól mi się wreszcie uniewinnić.

Uniewinnić?

Nie zamierzam zrzucać z siebie całej winy za to, co stało się między nami,

uważam, że nie zasłużyłem sobie na taki zawzięty gniew.

Z twojej strony.

Zacznijmy się wtedy tłumaczyć.

Słucham twojego oskarżenia.

Nie muszę ci chyba przypominać naszej młodości.

Nie wiem, dlaczego twoja matka, moja matsocha, uznała mnie za upośledzonego

umyśle dzikusa.

Na pewno tak ci się tylko zdawało.

Dlatego zostałem sam jak bydle?

Przecież mieliśmy wspólnych gówernerów.

Którzy uważali mnie za idiotę.

To u boku ojca, który z miłości do ojczyzny podprawdał zdrowie.

Więcej się nauczyłem niż od wszystkich gówernerów.

Ale nie, nie.

Ja nie o tym chciałem.

Teraz...

Mówić.

W owym czasie poznałem po raz pierwszy uczucie,

o którym przedtem nawet nie miałem pojęcia.

Ksańka?

Ksańka.

Zygmuncie, ja ją kochałem.

Prostą dziewkę.

Prostą dziewkę powiadasz.

A kim ja?

Byłem wówczas.

Zygmuncie, ty nie zdajesz sobie sprawy, jaką mi wyrządziłeś przywdę.

Dlaczego nigdy nie chciałeś mnie wysłuchać?

Przecież ja to zrobiłem dla twojego dobra.

Nie było innego sposobu, żeby cię uleczyć z tego szaleństwa.

Nie tylko oplułeś.

Zdebrałeś największą miłość, do jakiej byłem wówczas zdolny.

Ale na dodatek doprowadziłeś do tego, że moja córka na zawsze straciła swoją

matkę. Moja córka?

To ty nawet nie wiesz, że wydając księgę za tego biedaka, to dałeś do

posadu jeszcze dziecko.

Znalazłeś ją.

Znalazłem.

Na twoje nieszczęście.

Na moje nieszczęście?

Możesz mnie zaraz ogłosić wariatem.

Albo szaleńcem.

Umarły dla świata na pewno nie będę się bronił. Ale pamiętaj. Jeżeli wyciągniesz

rękę po komu innemu przyznany majątek, wówczas wystąpi moja córka.

Prawnie uznana i adoptowana.

Nie zasłużyłem na ten ostatni zarzut.

To twoja córka?

Tak.

Moja.

Masz rację.

Zawiniłem ogromnie wobec ciebie.

Ksenii i tego dziecka.

Ale proces przeciwko twemu testamentowi to nie jest mój pomysł.

Powiem ci nawet, że miałem już projekt uratowania Juliusza przed utratą

W razie gdyby sąd unieważnił twój zapis. Co chciałeś zrobić?

Zaproponowałem mu rękę Eugenii.

A co na to Juliusz?

Odmówił.

On kocha twoją córkę.

Zygmuntzie, czy zdechasz zaopiekować się moim dzieckiem?

To jest twój tryj, Jadwigo.

Tak, jeszcze tej nocy muszę odjechać. Może się tak zdarzyć, że się już nigdy

zobaczymy. Jak to nigdy?

Powiedziałem ci, że już nie żyję dla siebie.

Lala Jane w naszym zniewolonym kraju.

Może wybuchnąć rewolucja.

Straszne opowieści o zaklętym dworze.

Więc tu odbywały się tajne narady.

Tak.

A pożar?

Jak uratowałeś Jadwigę?

Zrobiliśmy kiedyś podkop łączący chatę Wulia z ogrodem.

Ale moje pojawienie się wśród tylu świadków na pewno ściągnie komisję z

Ptyrkułu. Zaczną się poszukiwania.

Niestety zła Tłafa Zwirowa nie uchroni mnie już przed śledztwem.

Juliuszu, dziękuję ci, że się na to by nie zawiodłem.

Pan żyje.

Zwracam panu pański dar.

Cały twój majątek.

Zatrzymaj go, Juliusz.

Ja wyjeżdżam.

Wiem.

Jadę z panem.

Juliuszu, nasze odbycie to...

Niezostanie wywalczone w bitwie.

Jedyna siła naszego narodu to solidarność z ludem.

Ale ten lud trzeba natchnąć myślą.

Przemówić do jego serca.

Ja wiem, że kiedy przyjdzie odpowiednia chwila, potrafisz skorzystać z majątku,

jaki ci zostawiam.

Ależ ja jestem dla pana zupełnie obcy.

A pan ma córkę.

Mam córkę.

Mój brat obiecał mi być dla niej ojcem.

A ty... Kim chciałbyś dla niej być?

Jadwigo, zostaniesz moją żoną?

Bo instrukcja.

Pozostaw.

Co ty tu robisz?

Przecież miałeś leżeć. Daj spokój.

Dziękuję panu. A ja panu.

Żegnam przed ciebie.

Do widzenia.

Tak, to on.

A gdzie reszta?

Co się stało?

Źle, ja śnię, panie.

Powiadają chłopy, że jak panom zachciało się buntu, to niech

sami idą.

Oni nie chcą wisieć.

Złe czasy nastały.

Każdy tylko męskuje.

A kiedy trzeba co zrobić?

A szlachta?

Wstyd mówić.

To co mamy zrobić?

Przecież wiecie.

Ja muszę jechać.

Zdecydujcie sami.

Pan może wrócić z nimi, gdy nie jest za późno.

Jedźmy, już jest za późno.

A ja bałem się zdrady.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.