Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Do mazy!
Dokąd jedziesz?
Co cię to obchodzi?
Obiecałem Bujowi, że żaden z nas nie pokaże się więcej w zaklętym dworze. Nie
bój się. Piękną, nieznajomą zostawiam tobie.
Witam najserdeczniej.
Dzień dobry.
Proszę bardzo.
Pan hrabia pozwoli.
Mój przyjaciel, pan Damazy Czorgut.
Pan Damazy Czorgut.
Tak, panie hrabio.
Mój ojciec był leśniczym w majątku, gdzie dziad hrabiego Plewickiego służył
ekonoma.
Niestety muszę już jechać.
Padam do nóg pana hrabiego. Sługa uniżony.
Dlaczego pan trzyma przy sobie tego Czorguta?
Człowiek ten przed laty wziął na siebie winę za mój nierozważny czyn.
Widać, to jakiś jasnowidz.
Wszystkie nadzieje wiązałem wtedy z wykształcenem.
Damazy wyświadczył mi bezcenną przysługę. Gdyby nie on, gdyby nie jego
poświęcenie, ukończyłbym szkołę.
To teraz zapłać mu chojnię i pozbądź się go jak najprędzej.
Wierz mi.
Tacy ludzie nie rozumieją innej wdzięczności.
Pan hrabia wybaczy, ale mam odmienne zdanie.
To nie mówmy o tym.
Dlaczego to nas ostatnio zaniedbujesz?
Nie chciałbym, żebyście państwo mieli mnie za natręta.
Oj, panie Juliuszu.
Obrażasz siebie i nas.
W końcu mamy to samo nazwisko.
Powiem ci w zaufaniu, że moja córka ciągle
dopytuje się o ciebie.
Można się nalać?
Mam jeszcze.
Potem przyjdę do ciebie.
Mieszczanie, najmieszczanie, wszyscy będą równi. Kiedy Niemców wygnamy.
Gdzie to wojsko, co by pokonało Niemców?
W szlachtach są oficjaliści, chłopi.
Studenci też się znają.
No i nas w miastach nie może zabrać.
Żeby to była taka rewolucja jak dawniej, to bym do niej należał.
Powiadają, że najpierw szlachtę wymordują.
A dopiero potem się wezmę za nic.
Chcesz szykować morze, pałki?
Kostrzyn na wstór posadzać.
W każdej chwili musimy być gotowi.
A kiedy dacie znak? Jak maziarz przyjedzie.
Można wam wódki postawić?
Nie odmawiamy, żeby nie obrazić.
Organisto wódki.
Mówią, że szlachta rewolucję szykuje.
Będą chłopów różnąć.
Chłopów? Tak, chłopów. Pan starosta radzi, żeby broń zbierać po chatach.
No to napijemy się.
Zdrowie, panie słowie. Zdrowie, panie słowie.
Coś wielmożny pan dzisiaj nie umoże.
A na prasunek dobry trunek. Może jeszcze troszeczkę nalać.
Na tym poprzestanę.
Wielmożny pan, na pewno będzie się na mnie gniewać, ale ja mam jedno pytanie.
No? Czy wielmożny pan wie, co się tu święci?
Myślisz o tym, co oni tutaj mówią?
Z tego nic nie będzie.
Być to będzie.
Tyle, że nic dobrego z tego nie wyniknie.
Ale ja nie o to chciałem zapytać.
O co?
Czy nasz dziedzic wie, że pan Żachlewicz wytoczył proces przeciwko testamentowi
starościca? O, jak to?
Podobno przywiózł z Drezna jakieś dowody, że nieboszczek nie był.
Jak to mówią z pełna rozumu.
Taki niby myszgen.
A skąd ty to wiesz?
A już kilku oficjalistów przysięgało przed komornikiem.
A i chłopów podobno ciągają.
Spotkałem Żachlewicza niedawno u Gągoleskiego.
Dranie muszą być w zmowie.
Dziękuję, organista.
Daj piwo.
Kto zaczął? To dzienniecki! To klatka zaczął! Powiedział, że jestem złodziej!
A co, bo zaklinał to? A to, że się mówił, że... W takim razie powiedzcie,
skończył? To dzienniecki! Ja go tylko raz płem, łaskawi sędzio! Raz, jeden!
A może dwa?
Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie!
Żeby gęsi zostały i prosię...
I prosię...
Jest. Co jest?
No, prosię.
Jakie prosię?
Pan sędzia dyktował przecież, żeby gęsi zostały i prosię.
Osioł.
Pan sędzia wyraźnie powiedział prosię, ale proszę bardzo, ja mogę zmienić.
będzie osioł.
Pan wtedy będzie sędzią, panie Chochelka, jak ja zostanę biskupem.
Weź pan nową kartkę.
Pisz pan.
Wójtowi w oparkach nakazuje się pod karą 25 kijów
pogodzić ze sobą niezwłocznie
Wojciecha Klatkę z Jędrzejem Dzięgielem.
Klatka! Dzięgiel!
Patrzcie.
Gdzie się koła?
Oddajcie to wójtowi, a prosiaka i gęsi zanieście
mojej żonie. I tak
jest
całe moje życie.
Witam, witam.
Jak
tam
nasze interesa?
Wybornie.
Wybornie?
Najdarej za dziesięć dni studencika nie będzie we dworze. Co pan mówi?
Gdzie jedziesz? Na folwark, wielmożny panie. A kogo wiozłeś?
Pana Żachlewica.
A gdzie teraz pan Żachlewicz? U pana sędziego.
No dobra, możesz jechać.
Jo.
Nie chcę, żeby mnie tu widział.
Już za późno. Już tu idzie. Schowaj się, pan tu.
Schowaj się, pan tu, mówię.
Zaraz go spławię.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
To pan sam jesteś, panie Gongolewski?
Właśnie, pan chochylka gdzieś się zapodział.
No i co tam słychać u pana, panie Gongolewski?
Nic.
Nic?
Naprawdę nic nowego?
Przynajmniej ja o niczym nie wiem.
Ale pan ma ochydny atrament.
To krew?
Czy pan uszalał?
Jak pan śmie?
No i po coś pan tam wlazł, panie Tachlewicz.
Bo mi się tak podobało.
I wcale nie nazywam się Tachlewicz.
Co to wszystko ma znaczyć? I to w moim domu.
Zaraz się pan Tachlewicz umyje, a ja wszystko wytłumaczę. No przecież ja się
wcale nie nazywam Tachlewicz. No tak pan się nie nazywa, Tachlewicz.
Wody! Szybko!
Proszę? Nie tyle, dużo więcej, jak najwięcej.
Marysiu, podaj wszystko, banek z wodą, szybko!
A co się stało?
Nic takiego, pan Żachlewicz poplamił się atramentem, ale zaraz wszystko będzie w
porządku.
Dosyć tego!
Wynoś się pan stąd natychmiast! Ależ Bonichasiu, uspokój się, przecież pan
przyjacielem dziecięca. No i co z tego? Mam w nosie służbę u człowieka, który
zatrudnia podobnych majdaków.
Słuchaj, no Świętoszku.
Czy myślisz, że jak sprowadzę tu chłopów, to uda ci się uciec przed
Co widzisz? Co też pan mówi.
Dlaczego? Więc siedź pan cicho.
Bo inaczej sprawię panu taką łaźnię, jakiej świat jeszcze nie widział.
Gaworek!
Biegni do wójta i sprowadź tu dziesięciu parobków.
Marsz! Tak jest!
Muszę teraz porozmawiać z panem Żachlewiczem. Chciałbym przeprosić
Chodźmy, Bonifaciu.
Chodź, chodź.
Chwileczkę, przecież chciałem z panem porozmawiać.
Ja pana właściwie nie znam. Nic nie szkodzi, zaraz się poznamy.
Teraz porozmawiamy poważnie.
Pan jesteś wielki łotr, panie Tachlewicz.
Ja nie nazywam się Tachlewicz.
Czego pan właściwie chce?
Chcę ci przedstawić dwie propozycje.
Albo zgodzisz się na pięćdziesiąt kijów, które każę ci wymierzyć zaraz na
pamiątkę naszego spotkania.
Albo napiszesz do mnie list.
List? Do pana?
Tak.
A co ma być w tym liście?
Że proces przeciwko Juliuszowi wytoczył pan w ścisłym porozumieniu z hrabią za
jego zgodą i przy pomocy jego pieniędzy.
Gartwo! Nigdy tego nie napiszę.
To znaczy, że pan już wybrał.
Popatrz.
Ależ to gwałt! Tak, gwałt.
Za taką zbrodnię grozi panu więzienie.
Wójcie!
Nie, nie, nie.
Więc przyjmujesz pan moje warunki?
Przyjmuję.
Zaczekajcie na mnie.
Trzeba będzie napisać jeszcze, że będąc przekonanym o niesłuszności sprawy, dał
pan komornikowi sporą łapówkę i przekupił świadków.
Nigdy.
Więc wybiera pan kije?
Kije? Wojt czeka za drzwiami.
Na co się pan decyduje, że bo nie mam czasu?
Napiszemy. Papier.
Piórko.
I piszemy.
Panie Damazy.
Co mówisz?
Buli chce się widzieć z Jaśniopanem.
Wprowadź go tutaj.
O co chodzi, Kostiu?
Pytałeś mnie kiedyś, jaśnie panie, czy poznasz kiedyś tajemnicę zaklętego
W tej sprawie przychodzę.
Dowiem się więc.
Zapraszam pana do Żwirowa.
Kiedy? Zaraz?
Za tydzień od dziś.
Jaśnie pan przyjedzie na skraj dworskiej alei. Tam będę czekał na pana.
To wszystko?
A ona, ta dziewczyna z parku? Czy ją kiedyś też zobaczę?
Może.
Panie Gongoleski, panie Chochelka!
Chodź pan, chodź pan.
A gdzie pan Chochelka?
A co Chochelka?
Nie widziałaś gdzieś pana pisarza?
Gdzie jest pan Chochelka?
Nie widzieliście pana pisarza?
Nie, nie.
Pewnie się gdzieś skołał.
To go znajdźcie.
Panie Gustawie!
Panie Gustawie! Panie pisarzu! Gdzie pan jest?
Niech się pan odezwie.
Jest, jest, tu pan.
Jest, jest, jest.
O Boże, Boże, panie Gustawie, co takie panu stało?
Marysiu, szybko, mydło i ręcznik. O Boże.
Ja się do niczego nie mieszałem. Uspokój się. Ja tutaj nic nie znam.
Uspokój się, pan, i wejdźmy do kancelarii. Przecież głowy nam nie
No to jesteśmy w komplecie.
Za znaczną kwotę pieniędzy zapewniłem sobie pomoc komornika, a
także fałszywe świadectwo panów Konkoleckiego, Giergilewicza i innych.
Jak to pan Żachlewicz utrzymuje, że pieniędzmi zapłacił za moje świadectwo?
Jak pan słyszy.
To fałsz. To potwasz.
Raczej zdrada.
No, panie Żachlewicz.
Jak to właściwie było?
To wszystko prawda.
To kłamstwo.
Nawet złamanego grosza nie widziałem.
Jak to?
A kto wziął trzy tysiące? Trzy tysiące? Gdzie dowody? Ma pan świadków?
Pokojnie, panowie.
Przecież obaj jesteście siebie warci.
Skończone, panie Tachlewicz.
A zaraz idzie pan do diabła.
Słuchaj, no bójcie, weź dwóch ludzi i każdego pana odprowadzić aż za granicę
Minium. Ja mam tu konie.
Konie odeślemy, a na razie przejdzie się pan za karę na piechotę, panie
Tachlewicz. Żegnam pana.
Żach!
A teraz z panem chciałbym porozmawiać.
Ależ ja tu nic nie jestem winien.
To był właśnie pomysł pana Żachlewicza. Wami jest pan lepiej?
I żeby za dwie godziny nie było tu po panu ani śladu.
Ależ, panie dobrodzieju, zwalniając mnie dziedzic musi powiadomić cyrkuł.
Nikt pana nie zwalnia, pan sam ucieka.
To znaczy uciekniesz zaraz.
Bo jak nie, to zawiadomie wszystkie wsie, że każdy, kto dał panu łapówkę,
teraz zażądać jej zwrotu. Więc lepiej znikaj pan stąd natychmiast i nie próbuj
mi szkodzić, bo cię wpakuję do kryminału.
A to jakim prawem, mój panie? A czy tak trudno byłoby udowodnić panu zdzierstwo,
sprzedajność, nadużycie władzy?
Czy ma pan już zdane egzaminy na mandatariusza?
Co?
Ja tu nic nie znaczę.
Panie Chochelka.
Czy pan naprawdę nie rozumiał, co pana pytam? Jak z tymi egzaminami?
No, mówiąc prawdę, to jeszcze nie wszystkie.
Miejsa z tym.
Teraz pan tu będzie zdążyć.
Ja?
Pilnuj pan akt!
I czekam na dalsze instrukcje.
Do zobaczenia.
Bardzo dobrze.
Ja dziękuję.
Ile razy widziałaś dziedzica Soparek? Nie pamiętam. Dwa, trzy.
I co o nim sądzisz?
Nie wiem. Widziałam go tylko przed chwilą.
Ale dlaczego mnie o to pytasz, ojcze?
Widzisz, pewnie ludzie są
przeciwko niemu w zmowie.
Jacy ludzie?
Ojcze, co ty mówisz?
Są nieważni, że stamy staroświtem i pozbawić Juliusza majątku.
Mógłbym go ochronić, ale tylko przy twojej pomocy.
Chyba żartujesz, ojcze, co ja mogłabym zrobić?
Gdybyś zgodziła się wyjść za niego...
Rozmawiałem z nimi.
Kiedy? No, mówią, że są gotowi.
Jadwigo!
Wracamy!
Dzień dobry.
Proszę.
Kto to?
Nie wiem, jaśnie panie. Zdaje się, że nie muszę się przedstawiać panu
Nie przypominam sobie.
Nazywam się Damacy Czorgut. Miałem przyjemność być przedstawionym panu
przyjaciela Juliusza Żywskiego.
Rzeczywiście.
Chciałem prosić pana hrabiego o chwilę rozmowy.
Teraz?
Natychmiast, jeżeli to tylko możliwe.
O tej porze nie przyjmuję już nikogo. Zachce pan udać się do mojego rządcy.
Muszę osobiście z panem porozmawiać.
Tak, to rzeczywiście bardzo ważna sprawa.
Niech papa przyjmie pana.
Zachce pan poczekać na mnie w kancelarii.
Odprowadź konia.
Słuchaj no, gdzie jest kancelaria pana hrabiego? Tam w prawym skrzydle.
Prowadź błaźnie, bo... Słucham wielmożnego pana.
Proszę pana, to będzie łaska wejść pierwszy.
Co mi pan ma do powiedzenia?
Już mówię, tylko chciałbym, żebyśmy usiedli.
Bo sprawa jest naprawdę bardzo poważna.
Czego chcę właściwie?
Panie hrabio, są ludzie, którzy postanowili splamić pański honor.
Nie rozumiem.
Oto list od pańskiego byłego plenipotenta, pana Żachlewicza.
Sam pan widzi, że nie przychodzę do pana z głupstwami.
Nawet jeżeli Żachlewicz nakłamał, chodzi o pański udział w procesie, opartym na
przekupstwie i łajdackich świadectwach.
Dziękuję panu.
Pokazując mi ten list, wyświadczył mi pan rzeczywiście wielką przysługę.
A Juliuszowi proszę ode mnie powiedzieć, iż pozwoliłem na ten wytoczony bez
mojej wiedzy proces dopiero po obmyśleniu sposobu, który by mu w
przegranej przyniósł tylko korzyść.
W jaki sposób przegrany proces może przynieść korzyść?
Przyjadę jutro do oparek i wszystko Juliuszowi wyjaśnię.
A teraz żegnam pana.
Chciałem prosić pana hrabiego o pisemne zrzeczenia się pretensji.
Do majątku po pańskim bracie.
Powiedziałem już panu, że jutro będę po parkach.
I dlatego ośmielam się naprzykrzać panu dobrodziejo i bo...
Zwolniony tak bez uprzedzenia, tak nagle, z dnia na dzień, przed samą
zimą... Panie Gongolewski, każdy ma prawo świadczyć zgodnie ze swoim
Ja zeznawałem tylko szczerą prawdę. Dlatego nie widzę najmniejszego powodu,
usuwać pana z posady.
Zresztą, jak pan widzi, nawet sam nie wiem, jak długo tu jeszcze będę.
Ależ dlaczego, pan Dobrodziej, na pewno...
Wygra! Zanim w świecie nie zatrzymam majątku, na którym ciąży choćby cień
własności.
A pan niech wraca do siebie i działa dalej zgodnie ze swoim sumieniem.
A jeszcze prosiłbym panie Dobrodziej o list.
Bo pan Czorgut przekazał całą władzę. W ręce ma chocherki.
Dziękuje.
Ja ci się teraz podawam, córeczko.
Tak bym chciała, żebyś przestał się w końcu ukrywać ojca.
Żebyś nareszcie mógł być sobą.
Już niedługo wszystko wróci do normy.
Ty wyjdziesz za Juliusza.
Ale przecież nawet nie wiemy, czy on zechce.
Dlaczego nie wyjechałeś? Przecież nie śmiałeś sobie wstąpić do oparek. Wybacz
piecha, ale nie mogę.
Muszę zostać. Co się stało?
No, niby nic, ale tak mi jakoś dzisiaj ciężko na sercu.
Boję się, żeby wam się coś nie stało.
No, młodzież stary.
Przecież wiesz, że nie mogę pokazać się w okolicy. A broń trzeba stąd wywieźć
jak najszybciej.
I nie myślę o tym więcej.
Aha! Gdybyś nie dostał Juliusza, to zostaw mu wiadomość.
Zbariował stary.
Przebłaszczyłeś sobie prawo opiekuna, a ty też mojego protektora i bezustannie
kompromitujesz mnie przed wszystkimi. To ty wiesz o wszystkim i jeszcze masz do
mnie pretensje. Nie tylko mam pretensje, ale jeszcze się za ciebie wstydzę.
Urządziłeś awanturę sędziego.
Zwyważyłeś jego gościa.
Narobiłeś szaleńcy głup, do których nikt cię nie upoważnił. A ty uważasz, że do
robienia głup trzeba specjalnego upoważnienia? Nie właznuj!
To nie jest odpowiedni moment do robienia sobie żartów.
Postąpiłeś oficjalistami jak bandyta.
Bezprawnie zwolniłeś sędziego. Ja mu tylko poradziłem, żeby stąd uciekł. Nic
więcej. A kto ci pozwolił rozmawiać w moim imieniu z hrabią?
Mój drogi, nie mam zwyczaju posługiwać się czyimś imieniem.
Wszystko, co zrobiłem na własny rachunek.
A ty oczywiście możesz się tego wszystkiego wyrzec i postąpić zupełnie
To po co pojechałeś do hrabiego?
Bo chciałem mu powiedzieć, że jest krętaczem.
I powiedziałeś mu to?
Hrabia twierdzi, że proces wytoczono bez jego udziału.
Zapewnił mnie również, że nawet gdyby się udało obalić testament starościca,
ty na tym jeszcze tylko skorzystasz.
Nie wiem, jak on chce to zrobić.
Ale po tym wszystkim krętacz nie przeszedł mi przez gardło.
A nie pomyślałeś, że ja mogę chcieć tego procesu?
Zwariowałeś?
Przecież majątek otrzymałeś zgodnie z prawem.
I teraz chcesz się go dobrowolnie wyrzec?
Wcale nie jestem przekonany, czy starościeć pisząc testament był
przy zdrowych zmysłach.
W końcu nic mnie z nim poza nazwiskiem nie łączyło.
To hrabiemu przede wszystkim należał się spadek pobrać.
Dlatego gdyby nawet wytoczono proces za jego zgodą, nie miałbym o to do niego
najmniejszego żalu.
Nie rozumiem.
Gdyby to mnie los rzucił w łapie jakąś kość, to chciałbym oglądać tego, który
próbował mi ją wydrzeć.
Ty chyba jednak jesteś idiotą, jak ten twój starościc. A może to u was
Możliwe.
Nie chcę jednak przyjmować, że ją można od nikogo.
Nawet gdyby mi to ślepy los ją darował.
Co zamierzasz zrobić?
Jeszcze dziś pojadę do hrabiego.
Powiem mu, że do rozstrzygnięcia procesu uważam się tylko za administratora
majątku, który się jemu należy.
Słucham? Każdego najszybciej zawsze od konia do powozu.
Tak jest.
Pojadę do orkizowa.
Filipie!
Przynieś najpierw szklankę zimnej wody. Twój pan nie czuje się chyba najlepiej.
Damazy!
W końcu jesteś tylko moim gościem.
Komedia skończona.
Chodźmy stąd, przyjaciele. Nic tu ponad.
Powóz oczywiście zaraz podjedzie.
Jaśnie, panie.
O co chodzi, gościu?
Przyjechałem przed pierwszym spotkaniem we dworze.
Co się stało?
Szykuje się proces przeciwko testamentowi mojego pana.
Dlatego Maziarz chce się wcześniej spotkać z jaśnie panem.
A czego obchodzi ten proces?
Chce uratować majątek, który się tylko panu należy.
Ale podobno starościc był obłąkany.
Chyba temu kto to mówi.
Moi przeciwnicy zgromadzili jakieś dowody.
Nie bójcie się, ściepanie.
Maziarz już o tym wie.
To kiedy mam się zjawić?
Jutro.
Maziarz będzie na was czekać w dworskiej alei.
A ty?
Na dwa dni ruszam w drogę.
Zostańcie z Bogiem.
Powiedzcie, czy... Kim jest ta piękna dziewczyna?
Dowiecie się wszystkiego na miejscu.
Ona tam będzie.
Nie!
Czeł, pan jechać do Orkizowa.
Powód czeka.
Za późno.
Jutro się wybiorę.
Wracaj.
O czym myślisz?
No powiedz.
Źle załatwiłem taką jedną sprawę.
Powiem ci jaki jesteś.
Jesteś... Szczęśliwy?
Kochliwy. Gwałtowny.
Dumny.
Pokaż mi swoją rękę.
Lewą.
W Poznańskim już się zaczęło.
Nasi biją Niemców.
Jarosławski przedostaje się do królestwa, a stamtąd będzie kierował
Chcę, żebyście to organizowali ludzi i przygotowali zbiórkę.
Kiedy w Galicji wybuchnie rewolucja, ruszymy do walki. Żeby się wreszcie
Musi się udać.
Inaczej Boga by nie było na świecie.
Największy mocarz.
Jemu można zaufać. On najlepiej pokieruje nami. Niech tylko ręka nie
a do krojce diabłów. Panie Dominiku, więc twierdzicie, że...
Za ścianki nasze?
Wszystkie. Ze trzydziestu towarzyszy przyprowadzę.
A w gromadach udało się kogoś namówić?
Chłopi się zbroją. Przyjdzie koło szatki.
Z oficjalistów i służby aż huczy. Przyjdzie ze czterdziestu.
A w miasteczkach, panie Kasprze?
Ludzie obiecują.
Ale ilu przyjdzie... Zobaczymy.
A teraz posłuchajcie.
Zbieramy się pojutrze o świcie.
Każdy z was przyprowadzi uzbrojonych ludzi.
Spotkamy się na drodze koło krzyża.
Kiedy się zacznie, wyruszycie wszyscy w kierunku Krakowa.
Czego pan Michał chce?
Żydzie, sprzedaj mi trutkę na wilki.
A po co panu trutkę na wilki? Muszę łowić bezpiecznie. Nie żartuj sobie ze
Żydzie, bo ci krzywdę zrobię.
Ale ja naprawdę nie wiem, czym się wilki truje.
A pamiętasz, jak pod twoją karczmę wilki podchodziły i straszyły konie? Co im
podrzucałeś? Niech pan Michał pójści.
To powiem.
A jeżeli skłamiesz, to ci karczmę spalę.
Mów. Ja powiem prawdę.
Po co zaraz palić?
To był wroni oko, to tu kulczybą nazywają. On jest zielony.
Wiem, ale kto się z tego bierze?
On jest cały trujący.
A najbardziej jagody.
Jedź.
Ale marny twój los, jak kulczyba nie truje.
Truje, truje. Niech pan Michał się nie boi.
Ty się o siebie martw!
Ostatecznie to też Żwirski.
Służę, jaśnie panie.
Dowiedz się, czy pani hrabina może mnie przyjąć.
A z Rachlewiczem jeszcze się porachujemy.
Proszę pana.
Proszę pana.
Proszę pana.
Pan Czorgut wyjeżdża.
Gdzie on jest? Czeka za drzwiami.
Chciał, żeby pana obudzić.
Proszę go natychmiast.
Pan prosi.
Ty śpisz, a czelać z żegnaniem się biedzi tych, co cię czcili, co ci
Co to wszystko znaczy? Dlaczego się w to ubrałeś?
Nie słyszałeś? Chciałem się pożegnać.
Obraziłeś się.
O, zmarzywałeś, o co?
Masz rację.
Postąpiłem wczoraj obrzydliwie.
Robiłeś to wszystko dla mnie, a jeszcze miałem do ciebie pretensje.
Obraziłem cię przy Filipie.
Kochany, nie tak łatwo mnie obrazić.
Poza tym jestem pewien, że się niedługo znów spotkamy.
Zamierzam nawet rozejrzeć się za jakimś zajęciem dla ciebie.
Poręczę, że wyjeżdżając stąd nie zabierzesz nawet chłódki do noca, którą
w czasie swojego krótkiego panowania.
No trzymaj się, stary.
Do zobaczenia.
Filipie, zwariowałeś.
Filipie.
Damazy.
Wczoraj było mnie buli.
W nocy mam się widzieć z Maziarzem.
Zostań jeszcze do jutra.
Mama mnie wołała? Oui, ma chère.
Chcieliśmy z tobą porozmawiać.
Powiedz nam, kochanie, jak ci się podoba nasz nowy sąsiad?
O kim mama mówi?
O panu Juliuszu.
No?
Jakże?
Ile wiem, taki...
Do rzeczy.
Droga gięciu.
Nie jesteś już dzieckiem.
Zbliżasz się do wieku, kiedy...
kiedy kobiety
wychodzą za mąż.
Oui, ma chère, niestety.
Ale powiedz nam, kochanie, co byś zrobiła, gdyby pan Juliusz ośmielił się
poprosić o twoją rękę?
Poddam się waszej woli.
Bez przymusu oczywiście.
Porozumiecie się już dalej sami.
No cóż... Życzę panu szczęścia.
Jeszcze raz bardzo przepraszam.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.