All language subtitles for Lalka - odc 8 Damy i kobiety

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wie pan, że z prezesową jest bardzo niedobrze?

Biedna, zacna staruszka.

Gdybym był pewny, że moje przybycie nie przestraszy jej, pojechałbym.

Trzyma opiekę.

O tak.

Są tam baronospodalscy. Bo Ewelina już wyszła za barona. I Fela, i... i

Gdzież w tym roku państwo zamierzacie spędzić lato?

Czy ja wiem?

Ciotka Hortensja jest trochę słaba, więc może pojedziemy do niej do Krakowa.

Ja jednak muszę przyznać, wolałabym do Szwajcarii, gdyby to ode mnie zależało.

A od kogoż? Od ojca.

Zresztą czy ja wiem, co się jeszcze stanie?

Przypuśćmy, że wszystko stanie się według woli pani. Czy przyjęłaby mnie

dla towarzysza?

Jeżeli pan zasłuży.

Czym ja mogę zasłużyć na łaskę pani?

Chyba litość nie.

Nie litość.

Litości nie chcę.

Niech pani pomyśli, że ja pocznę tak długo nie widząc pani.

A mogłaby pani spełnić dobry uczynek i jednym słowem zakończyć... Czy ja wiem

moje cierpienia, czy przewidzenia?

Wszak pani wie, że nawet najgorsza pewność jest lepsza od niepewności.

A jeżeli pewność nie jest najgorsza?

Pan Rydzewski i pan Pieczarkowski.

Proszę.

Jaśnie, panienka, prosi.

Łaniam. Czy pani wie, byliśmy wczoraj na kolacji u Rzeżuchowskich.

Coś wspaniałego, coś oryginalnego. Kolacja jak zwykle, homary, ostrygi,

zwierzyna, ryby. Ale na zakończenie, dla amatorów, niech pani zgadnie co.

Kasza.

Prawdziwa kasza. Jakże ona?

Tatarska. Nie tatarska, tatarczana.

Coś wspaniałego, coś bajecznego.

Każde ziarenko wyglądało tak, jakby je oddzielnie gotowano. Formalnie

zajadaliśmy się tym. Hrabia Kiełbik, wciąż śledziński, ja.

Podaje się zwyczajnie na srebrnych półmiskach. Kaśna na srebrnych

Wspaniałe, prawda?

Cudowne.

Niech już wielmożny Pan, kiedy z łaski Boga ma takie fundusze, na mnie grzeszną

ich nie wydaje.

Bo ja już sama sobie teraz poradzę, bylebym miała o to ręce zaczepić.

A ludzi, co potrzebują, gorzej niż ja, nieszczęśliwa.

W Warszawie nie brak.

Mój Wysocki, po dobrą przy twoim mieszkaniu jest wolny pokój. A tak,

panie. Bo mistryjek umarł, a jego bestie lokatory nie chciały płacić, więc je

wygnął. Na wódkę to łobuz ma, a na komornego nie stać. Ja wynajmę od siebie

pokój.

Będzie tam mieszkać młoda szwaczka, a wy będziecie uważali, czy nie sprowadza

kogo do domu.

Nie, wielmożny panie. Ile razy wielmożnemu panu będzie potrzebna, ja ją

przywiodę. Ale żeby ktoś z miasta, to nie. Z takiego interesu wielmożny pan

mógłby się tylko nabawić kłopotu. Głupiś mój, Wysocki.

Ja jej widę właśnie potrzebuję.

Byle tylko była pracowita w domu, schludna, porządna, to może chodzić

chce. Tylko do niej niech nikt nie przychodzi.

No więc rozumiesz, trzeba odświeżyć ściany, umyć podłogę, kupić sprzęty

ale dobre i nowe. Znasz się na tym? Jak jeszcze?

Ileż ja się mebli nawoziłem. Dobrze.

No, niechże pani siądzie.

A więc... A więc już pani umie krawiectwo.

Tak.

No i gdzie pani ma zamiar umieścić się?

Chyba pójdę na służbę dorosłej. Dlaczego już tam?

Tam podobno łatwiej znaleźć robotę.

A tutaj?

Któż mnie przyjmie?

No a gdyby tu jaki skład brał pani bieliznę, nie opłaciłoby się zostać

Tak.

Ale to trzeba mieć własną maszynę, no i mieszkanie.

Wszystko. A jak ktoś tego nie ma, to musi iść.

Niech pani podziękuje Magdalenkom za opiekę. Zamieszka pani na tance przy

rodzinie Furmana Wysockiego.

To bardzo dobrzy ludzie.

Będzie pani miała osobny pokój.

A maszynę pani jutro przyśle.

Oto pieniądze na zagospodarowanie się.

Pożyczam je.

Zwrócimy je pani, kiedy już zacznie iść robota.

Proszę natychmiast iść do Wysockich. Za parę dni dostanie pani list do składu

bielizny.

W nagłym wypadku proszę odwołać się do mnie.

Żegnam panią.

Przecież słyszałam, że się żeni nawet z piękną osobą, z paną Łęczką. Tu jest

nieszczęście.

Bo Wokulski nie może, nie powinien żenić się.

Czyżby miał defekt?

Taki zdrowy mężczyzna.

Nie powinien żenić się z paną Łęczką. To nie jest partia dla niego.

Dla niego trzeba żony takie jak... Jak moja Helenka?

Wie pani, co mi się zdaje, kiedy patrzę na panią?

Zdaje mi się, że gdyby dotknęła pani człowieka ciężko poranionego, nie tylko

by go odtąpił, ale i chyba zaleczyłyby mu się rany.

Pan myśli, że jestem czarodziejką?

O nie, pani.

Ja myślę, że tak jak pani wyglądały kobiety święte.

O, ja i święta.

Gdyby kto mógł zajrzeć w moje serce, przekonałby się, jak dalece zasługuję na

potępienie.

Ach, ale teraz wszystko mi jedno.

Cóż, znowu doktor pracuje nad włosami?

Co za mnóstwo cyfr, jak rachunki sklepowe.

No też to są rachunki.

Waszego sklepu i waszej spółki.

Skąd je pan masz?

Szlagwon namawia mnie, żebym mu powierzył mój kapitał. Ale ponieważ

Wolę mieć 3000 aniżeli 4000 rocznie, więc jestem gotów przyjąć jego

ale nie lubię działać na ślepo, więc zażądałem kilku cyfr i myślę, że zrobimy

interes.

Nigdy nie myślałem, żeby się pan zajmował podobnymi kwestiami. Byłbym

Pokulski zrobił fortunę na moich oczach, szlachbą ją robi, a ja siedzę na

miejscu, jak ten kamień, jak na tych paru groszach.

Kto nie idzie naprzód, ten się cofa.

Chciałbym pogadać z panem Ostachu. Co ja o pomocy? To jest nieuleczalny

marzyciel, który już nigdy nie odzyska rozsądku.

Fatalnie posuwa się do ruiny materialnej i moralnej. Zresztą tak jak wy wszyscy

i cały wasz system.

Jaki system? Wasz polski system.

A co, doktor, postawisz na jego miejscu? Nas, Żydowie.

Jeszcze przed miesiącem nazywałeś pan Żydów parchami. To nie są parchami.

Ale system.

System jest wielki. On triumfuje, kiedy wasz bankrutuje.

Weź, panie księcie, co on robi?

Zdycha nad swoim nieszczęśliwym krajem. A baron Krzeszowski marzy o tym, żeby

zdobyć pieniądze twojej żony.

Baron Danski usycha ze strachu, żeby go żona nie zdradziła. A Maruszewicz?

Maruszewicz poluje na pożyczki, a tam, gdzie nie może pożyczyć, wykpiwa. A

starski siedzi przy dogorywającej babce i podsuwa jej testament do podpisu.

Testament ułożony według jego własnej woli.

A inni, wielcy i mniejsi panowie, przeczuwając, że interes Wokulskiego

przechodzi w ręce Żagłoma, już składają mu wizyty. A najmądrzejszy z nich,

Ochocki, zamiast wyzyskać lampę elektryczną swojego systemu, marzy o

latających. Nawet już od kilku dni radzi o tym z Wokulskim.

Trafił swój na swego.

Marzyciel na marzyciela.

A któż panu zaręczy, że marzycielstwo Wokulskiego albo Ochockiego to nie stan

przejściowy? Magina latająca to rzecz śmieszna, na pozór. Ale tylko na pozór.

Więc gdyby na przykład takiemu Ochockiemu udało się zbudować, pomyśl

byłoby więcej warte dla świata?

Spryt szlangbaumów, czy marzycielstwo Wokulskich i Ochockich?

Tereperejsz, ja na tych godach nie będę.

Ale gdybyś pan był, to chyba trzeci raz musiałbyś zmienić program.

Więc jaki to interes masz pan do mnie?

Tej biednej Tawskiej.

Ona naprawdę zakochała się w Wokulskim.

No już tymi sprawami pan mnie nie będzie zajmować.

Podczas gdy jedni wzbogacają się i rosną w sile, a inni bankrutują, to on mnie

zawraca głowę amorami jakiejś Tawki.

Nie trzeba było bawić się cwata.

Czy pan wie?

Przyjechał do Warszawy ten słynny skrzypek Molinari.

Molinari? A, widziałem go w Paryżu.

Tak chłodno pan o nim mówi.

Czyżby jego gra nie podobała się panu?

Przyznam się pani, że nie uważałem, jak on gra.

To niepodobne.

To chyba nie słyszał go pan.

Pan Szastalski, no on zawsze przesadza, powiedział, że tylko słuchając Molinari

go mógłby umrzeć bez żalu.

No, jak mi się wydaje, to...

Dosyć kiepski skrzypek.

Ależ panie! Pan Rydzewski i pan Pieczarkowski widzieli go album włożony

recenzji. Wszyscy europejscy recenzenci uważają go genialnym.

A sam widziałem go w sali, gdzie najdroższe miejsce kosztowało dwa

Ależ to niepodobne, to niesłychane, to chyba nie on.

On ma order od Ojca Świętego, trzacha perskiego, ma tytuł.

Miernych skrzypków nie spotykają takie odznaczenia.

Przepraszam.

Być może.

Musi mi pan koniecznie ułatwić zaznajomienie się z Molinarią.

Obiecałam cioci, że skłonię go, aby zagrał u niej na ochrony.

Dziękuję.

Boże miłosierny, zdaj mi ze mnie to przekleństwo.

Ale wydaje mi się, że Wokulski też coś spodrzegł, bo był bardzo zmieniony.

Szal mi go.

Niech pani się nie boi o Wokulskiego.

Takich nie zabijają wachlarzem.

Więc może być dramat.

Żadnego.

Wokulski ma silny umysł i wie o cudownym wynalazku, którego zrealizowanie

naprawdę przewróciłoby cały świat, gdyby tylko rad się odskonał. I pan zna ten

wynalazek?

Treść nam.

Dowód widziałem. Nie znam tylko bliższych szczegółów, ale naprawdę dla

sprawy. Można by poświęcić dziesięć kochanek.

Więc i mnie poświęciłbyś.

Nie wdzięczniku?

Alboż pani jest moją kochanką.

Nie jestem przecież fantaską. Ale kochasz się we mnie. A nie myślę.

Chociaż w każdej chwili gotów bym... Ach, w każdej chwili jesteś pan źle

wychowany.

Ale to tym lepiej, że się we mnie nie kochasz.

Nawet wiem dlaczego lepiej.

Pani wzdycha do Wokulskiego.

Nie chcę grać z panem komedii, mój potworze.

Obchodzi mnie tak, że robię wszystko, żeby dostał bele, ponieważ kocha ją ten

szalenie.

Przysięgam, że pośród znajomych mi dam, jesteś pani jedyną, której coś warto.

Porzucasz mistrza? Ależ to impertynent.

Bardzo mi content, kuzynko, że tak prędko poznałaś się na tym poliszynelu.

Może siędziesz?

Dziękuję.

Zdaje mi się, panie Ochocki, że prędzej zostaniesz drugim Kopernikiem, aniżeli

nauczysz się ostrożności.

Jak można było w obecności Izabeli nazwać tego pana poliszynelem?

No więc ona nazwała go impertynentem. Co z tego?

Interesuje się nim.

Proszę ze mnie nie żartować.

Skoro nie interesuje się człowiekiem, który ją ubóstwia... To właśnie będzie

interesować się takim, który ją lekceważy.

W służbości książę Molinari.

Ma bardzo ładny ton.

Bardzo. I będziemy przyjmować go u siebie?

Tak. W przedpokoju.

Kto z nas miał rację?

Biedny w ogóle.

Przepraszam.

Pogodziłaś się jednak z tym impertynentem.

Przeprosił mnie.

A czy chociaż obiecał poprawę?

Moją będzie rzeczą, aby nie potrzebował się poprawy.

Był tu Wokulski? Tak.

I dosyć nagle wyszedł. Dawno.

Kiedy się daliście do kolacji, stał nawet w tych drzwiach.

Moja Kaziu, domyślam się o co ci chodzi.

Otóż oświadczam ci, że nie zamierzam wyrzekać się dla Wokulskiego moich

i upodobań.

Małżeństwo nie jest więzieniem.

A ja mniej niż kto inny nadaję się na wieźgę.

Masz słuszność, tylko czy dla kaprysu godzi się drażnić takie uczucia?

Więc cóż mam robić?

To zależy od ciebie.

Jeszcze nie jesteś z nim związana.

Ach, tak.

Już pojmuję.

Idziemy?

Belu, wracamy.

Cóż Mojnari? Obiecał?

Dalej go nie prosiłam.

Dlaczego, ciociu?

Zrobił niekorzystne wrażenie.

Książę powiedział, że będziemy go przyjmować.

W przedpokoju.

Stachu?

Dziś jest pierwszy kwietnia.

Chyba panu Łęckiemu zapłaci dwa i pół tysiąca procentu.

Prawda, zanieś mu tam.

Myślałem, że sam zawieziesz.

Nie chce mi się.

Pani Tatka jest markotna.

Może byś ją odwiedził.

Przez cały tydzień nie wychodziłeś.

Prawda, że dawno u niej nie byłem.

Pójdę wieczorem.

To dla małej.

Helunia już śpi. Mama także.

Człowiek jest jak cma.

Na oślep rwie się do ognia, choć go boli, choć się w nim spali.

Robi to jednak do puty, dopóki nie uprzytomnieje.

I tym się różni od cmy.

Słyszałem o dwóch przyjaciółach, w których jeden mieszkał w Odesie, drugi w

Tobolsku.

Kilka lat nie widzieli się i bardzo za sobą tęsknili.

Nareszcie przyjaciel Tobolski, nie mogąc dłużej wytrzymać, postanowił zrobić

niespodziankę Odeskiemu i nie uprzedzając go, przyjechał do Odesy.

Nie zastał go jednak w domu, ponieważ przyjaciel Odeski, również tęskniony,

pojechał do Tobolska.

Interesa nie pozwoliły zetknąć się im w czasie powrotu. Nie widzieli się kilka

lat.

I wie pani, co się pokazało?

Oto obaj szukając się.

Tego samego dnia zjechali się w Moskwie.

Stanęli w tym samym hotelu w sąsiednich numerach.

Los czasami mocno żartuje z ludzi.

W życiu chyba nieczęsto tak się trafia.

Kto wie.

Jaśnie pani prosi.

Co się z panem dzieje? Siądź pan, przejedziemy się po alejach.

Co to znaczy?

Wyglądasz pan okropnie.

Już dziesięć dni blisko, nie byłeś uberny?

No może pan coś.

Nie mam nic do powiedzenia.

Nie jestem chory i nie sądzę, żeby Pannie Izabeli były potrzebne moje

A jeżeli są potrzebne?

Nigdy nie miałem tych złudzeń.

Dziś mam mniej niż kiedykolwiek.

Mój Panie, mówmy jasno, jesteś Pan zazdrośnik.

A to poniża mężczyznę w oczach kobiety.

Zirytowałeś się Pan Molinarium i... Łaskawa Pani, nie udawajmy, że się nie

rozumiem. Wie Pani, że dla mężczyzny kochającego kobieta jest świętością jak

ołtarz. Otóż, jeśli pierwszy lepszy awanturnik zbliża się do tej świętości

do krzesła i postępuje z nią jak z krzesłem, a ołtarz się tym zachwyca,

wówczas... No, wówczas, pojmuję pani, zaczynamy przypuszczać, że ów ołtarz

naprawdę tylko krzesłem.

Jasno się wytłumaczyłem?

Panie, nadto jasno.

Co byś pan jednak powiedział, gdyby kokieterla Belli była tylko niewinnym

odwetem, albo raczej nawet ostrzeżeniem?

Do kogo wyktatowanym?

Do pana.

Wszakże to pan. Ciągle interesujesz się panią Tawką.

Ja? Kto to pani powiedział?

A przypuśćmy, że naoczni świadkowie.

Pani Krzeszowka, pan Maruszewicz. I pani wierzy temu?

Nie.

Nie, ponieważ zapewnił mnie Ochocki, że tam nic nie ma.

Czy jednak Bele uspokoił kto w ten sam sposób?

I czy ona mogłaby na tym poprzestać?

No proszę się do mnie nie umizgiwać, bo dla kobiety zakochany mężczyzna jest

ołtarzem.

No, teraz wysiadaj pan, idź do Belli i... I?

I co pani?

I przyznaj, że umiem dotrzymywać obietnic.

Panna Izabela w domu? Jest.

W twoim gabinecie, zaraz ją poproszę.

Tak dawno nie był pan u nas.

Czy pan był chory?

Gorzej, pani.

Ciężko obraziłem panią bez powodu.

Pan mnie?

Tak, tak, pani.

Obraziłem panią podejrzeniami.

Byłem na koncercie Molinariego.

Wyszedłem nawet nie pożegnawszy się z panią.

Nie chcę mówić dalej.

Czuję tylko, że ma pani prawo nie przyjmować mnie jako człowieka, który

potrafił pani ocenić.

Śmiało posądzać.

Przepraszam.

Niech pan siada.

Proszę nie śpieszyć się tak z przebaczeniem, bo ono może podnieść moje

Mój Boże, niechże pan już ma nadzieję, jeżeli o nią tak chodzi.

Tak widać było przeznaczone.

Niech pani przyjmie to ode mnie.

Dziwny prezent, nieprawdaż?

Widzi pani ten metal.

Lekki jak pajęczyna. A jednak jest to klejnot, jakiego nie posiada żaden

skarbiec.

Nasienie wielkiego wynalazku, który może ludzkość przemienić.

Kto wie, czy z tego metalu nie urodzą się kiedyś okręty na powietrze.

Mniejsze o to.

Oddając go pani, składam moją przyszłość.

Więc to jest talizman.

Prawie. Jest to rzecz, która mogłaby mnie wyciągnąć z kraju, a cały mój

i resztę życia utopić w nowej pracy.

Może byłaby ona stratą czasu albo maniaktwem.

No w każdym razie...

Myśl o niej była jedyną rywalką pani.

Jedyną.

Więc myślał pan opuścić nas?

Nawet niedawniej, jak dziś rano.

Dlatego oddaję pani ten amulet.

Odtąd poza panią nie mam innego szczęścia na świecie.

Została mi tylko pani.

Albo śmierć.

Jeśli tak, więc biorę pana do niewoli.

Miałem list od Mracewskiego. Susin na wież jeszcze w lutym wysłał go do

Więc?

Ano, pisze mi, że Ludwik Tawski żyje i mieszka w Algierze, tylko pod zmienionym

nazwiskiem. Przed rokiem też go widział.

Powiększuj mi.

Jestem narzeczonym panny Łęckiej.

Nie waż się jeszcze, mój stary, na Schlangbauma, żeś miał sklep kupić?

A pani Stacka nie jest już u Millerowej.

Choruje trochę.

Mówi coś o wyjeździe z Warszawy.

Może byś tam wstąpił?

Prawda, trzeba by tam iść.

Poradziłeś jej, żeby sama sklep otworzyła?

Owszem, nawet jej pożyczyłem 1200 rubli. Twoich biednych oszczędności?

A dlatego, że to nie ma pożyczyć ode mnie.

No tak.

Powiedziano mi, że chce pani opuścić Warszawę i widzę, że to prawda.

Może mąż powróci?

Mówił mi o tym rzetki.

I pozwoli pani, że postaram się o sprawdzenie tej wiadomości.

Pan taki dobry dla nas.

Niechże pan będzie szczęśliwy.

Nareszcie. Już myślałam, że się nigdy nie zdecydujesz.

W każdym razie zrobiłam ci przyjemną niespodziankę.

Będzie to idealny mąż.

Bogaty, nietuzinkowy, a co najważniejsze, głębokiego serca.

Nie tylko nie jest zazdrosny, ale nawet przeprasza za podejrzenia.

To mnie ostatecznie rozbroiło.

Prawdziwa miłość ma zawiązane oczy.

Co? Nic mi na to nie odpowiadasz?

Myślę. O czym to?

że jeżeli on zna ciebie tak jak ty jego, to oboje bardzo się nie znacie.

Tym przyjemniej zejdzie nam miodowy miesiąc.

Życzę.

Proszę. Proszę.

Panie u siebie.

Proszę.

Witam.

A cóż pan, panie Cewski, no masz taką minę, jakby ktoś umarł.

Eee, tam.

A może nie w porę, to powiedz pan, nie będę przeszkadzał.

Ale chciałem panu coś opowiedzieć. No to siadaj pan.

Opowiadaj pan.

Cóż wtedy?

Pamiętasz, pan tych studentów, co mieszkali nad baronem? A co im mam

diabłów? Jowialne chłopaki.

Co pan na to? No, trzeba spisać protokół.

Dreszko wyprowadzają się, więc może nie warto ich prześladować.

No siadaj no!

Czar skręci!

Uważaj, spuszczamy. Jedziemy, jedziemy.

Jezus Maria!

Kończcie panowie z tymi żartami!

Kiedy nam się snur zerwał, hratił się Patkiewicz! Stań pan na gzdymsie!

Zabrzem się!

Boże miłosierny, potrzebne to, co panu były, takie figle?

Inaczej nie miałbym przyjemności pożegnać, szanownej pani.

Nie ma mnie kto bronić!

Nie ma już mężczyzny!

Mężczyzny!

A ten Hunsłot, Patkiewicz jako medyk, kazał im dać waleriany.

I najspokojniej wyszła.

No klucz oczywiście znalazł się w kieszeni Maleskiego. A co na to

Baronowa przysięgła, że od tej pory żadnemu studentowi nie wynajmie lokalu,

choćby na wieki miał stać pustkami.

Ostatnio zaś się dowiedziała, że Baron został zupełnie bez pieniędzy i teraz

czeka na jego powrót.

Osobiście uważam to za karę włoską.

A narzędziem tej kary, zobaczysz pan, będzie właśnie pan Baron.

Połóż pokrawce i zdejmij sukno ze schodów.

Panu znów musiał jakiś łotrz pożyczyć pieniądze.

Otworzyć drzwi, obie połowy.

A co to jest?

Rzeczy pana barona i moje.

A gdzie jest... Gabinet.

Jaśnie pana?

Kto to?

A, to ty, Konstanty.

Gdzie pan?

Zdaje się, że jaśnie pan ustępka.

Chciałbym złożyć zecty, ale nie widzę ani gabinetu pana barona, ani mojego

pokoju. Zaczekaj, że Marysia zaraz wyniesie się z kuchni. Ja?

Ja w kuchni? Jaśnie pani raczej sobie żartować.

Według umowy z panem mam mieć swój pokój.

Co ja mówię?

To może mój Konstanty wprowadź się na trzecie piętro do mieszkania po

studentach. To rozumiem.

Bierzcie moje rzeczy i nieście.

Co wy robicie?

Niosą moje rzeczy.

A gdzie jest pana barona?

O, proszę.

A gdzie garderoba?

Pościel? Senty?

Niechże ja się pani nie robi skandalu przy służbie.

Wszystkie te rzeczy, ja się nie pan, powinien mieć w domu.

Prawda.

Prawda.

A nie nudno tu, panie?

Ale ja pan nie rozruszam. Marysiu!

Marysiu! Chodź tutaj!

Marysiu!

No i po co teraz tak lecieć?

Ucieknie stary interes, czy co? Tak, ale... Może trochę poczeka. Tak, ale ja

jej bardzo boję, bo ona jest strasznie zła. Bo się panna zepsuła. Z baronem

panna będzie miała lżej. Bo to konysel.

Marysiu, czekam na ciebie.

No już leć, panna.

Tylko powoli.

Dobrze.

Jaśnie pan.

Prosię.

Mężu mój.

A co ty robisz?

Przykro mi, że wskładam pani moje uszanowanie w takich warunkach.

Ja wszystko jestem gotowa przebaczyć, jeżeli... Ja również, gdyby nie fakt, iż

zaczyna pani zeszargać moje nazwisko.

Nazwisko? Tak, pani.

Na przykład w tej chwili podoba się pani mieć aż trzy procesy. Dwa z lokatorami,

a jeden z jej byłym adwokatem, który nie uchybiając mu jest skończonym łotrem.

Alec mężu!

Także ty w tej chwili masz...

11 procesów o 30 tysięcy rubli. O, przepraszam. Mam 17 procesów o 39

tysięcy rubli.

Jeżeli mnie pamięć nie myli. No ale to są procesy odługi. I nie ma wśród nich

ani jednego, który ośmielbym się wytoczyć uczciwej kobiecie.

Okradziesz lalki.

I żaden z moich wierzycieli nie musiał uciekać z Warszawy przed oszczerstwami.

Tak jak to się zdarzyło niejaki pani Stawskiej.

Stawska była twoją kochanką.

Przykro mi bardzo, ale pani się myli.

W rezultacie czego chcesz, mój mężu?

Chwilowej gościny.

Gdy zaś ureguluje.

Stosunki? Opuścisz mnie.

Zapewne.

A twoje długi? Moje długi niech panią nie interesują.

Jeżeli pan Wokulski, zwyczajny snachcic, mógł zrobić w ciągu paru lat miliony,

to człowiek z moim nazwiskiem potrafi splacić 40 tysięcy długów. I ja pokażę,

umiem pracować.

Jesteś chory, mój mężu.

Czyż wiesz, że ja pochodzę z rodziny, która sama...

Zrobiła majątek, dlatego ci mówię, że ty nie potrafisz nawet zapracować na

własne utrzymanie.

Zatem odrzucasz pani moją opiekę?

Owszem.

Przyjmuję ją.

I bardzo proszę o spis twoich wierzycieli.

Witaj, pan, drogi sekundańczy.

Przychodzę do pana z pretensją.

Onegdaj ośmieliłem się przysłać panu rachunek.

A tak jestem coś winien panom.

A ileż to wynosi? Dwieście trzydzieści sześć rubli, kopiejek trzynaście.

Jutro postaram się zaspokoić, panu.

To nie wszystko.

Wczoraj bowiem od szanownej małżonki pańskiej otrzymałem ten oto link.

Przykno mi bardzo, że...

Baronowa używa tak nieparlamentarnych słów, no ale jeżeli chodzi o klacz, to

rację. Pan Wokulski, czego mu zresztą nie mam za, ale dał rzeczywiście za

Sześćset. A wziął osiemset rubli. Panie baronie, boleję nad tym wypadkiem, ale

jeden z nas dwóch jest ofiarą mistyfikacji i to grubej mistyfikacji.

dowód.

Więc to ten lot, Maruszewicz. Ale ręczę honorem, że oddał tylko 600 rubli. I

jeszcze mówił o interesowości pana Wokulskiego.

A to?

No to teraz wszystko rozumiem. Ten kip jest sfałszowany.

A sfałszowany przez Maruszewicza.

Ale ja nigdy nie pożyczałem pieniędzy od pana Wokulskiego.

Niemniej jednak pani Baronowa nazwała nas szachrajami.

Wybacz pan, wybacz pan. W imię mojej żony uroczyście, przepraszam, złożę

wszystkim moim przyjaciołom i oświadczę, że pan Wokulski jest dżentelmenem. I że

oboje staliśmy się ofiarami intrygi tego typa. Krzeszowscy, panie...

Rzecki. Szanowny, panie Rzecki, Krzeszowscy nigdy nikogo nie oczerniali.

blondzić, ale w dobrej wierze, panie Rzecki. O, szanowny, panie Rzecki.

Widzisz pan przed sobą człowieka, który postanowił...

A co żeś pan postanowił?

Postanowiłem zakończyć życie.

Mógłbym pierw zabić pana.

który jesteś przyczyną wszystkich moich nieszczęść.

Nie rób pan ceremonii.

Pan żartuje.

A ja naprawdę mam broń w sobie.

I jestem gotów. No.

Spróbuj pan swojej gotowości.

Panie, tak się nie mówi do człowieka, który stoi nad grobem. A dlaczego to pan

stoi nad grobem?

A to były ocali?

Honor.

Których też mi pan wędrzeć.

O, zachowaj pan ten drogi skarb.

Co o te papiery panu chodzi?

Pan prytarz?

Tak, pan.

Najgrawasz się.

Z mojej rozpaczy.

Uważasz pan, panie Maruszewicz, mógłbym teraz wypowiedzieć panu kilka morałów

albo przez jakiś czas przytrzymać pana w niepewności.

Ale ponieważ obaj jesteśmy pełnoletni, więc... Więc niech pan to sobie zachowa

na pamiątkę.

Panie, darowałyśmy pan życie.

Możesz pan liczyć na moją wdzięczność.

Niech pan nie będzie śmierchny.

Jestem całkowicie spokojny o pana życie, tak jak jestem pewny...

że kiedyś dostaniesz się do więzienia. Cała rzecz, że nie chcę ułatwiać panu

podróży.

Jedno życzliwe słowo.

Jeden cieplejszy uścisk ręki.

Wróciłby mnie na nowe tory, ale pan się nie może na to zdobyć.

No żegnam pana, panie Maruszewicz.

Niech tylko nie przyjdzie panu koncept podpisać kiedy mojego nazwiska.

Bo wówczas... Rozumie pan?

Ten.

Jaśnie, panie, przyszedł nowy lokator.

O, świetnie. Byle nie student.

No, a po co pan baron ma sprawdzać studentczynie? Ważne, że jest nie w

A jak płacisz w góry za miesiąc, to trzeba brać seniora świtnika. No i proś,

proś.

W domu pana barona jest kawalerski pokój do wynajęcia za 10 rubli miesięcznie. A

tak? Chce go pan obejrzeć? O, to zbyteczne.

Jestem przekonany, że pan baron nie wynajmowałby złego mieszkania. Czy mogę

zadatek? A, proszę.

A, ponieważ pan ufażni na słowo, ja także nie będę żądał bliższych

No, jeżeli pan baron życzy tobie, to ja.

Między ludźmi dobrze wychowanymi wystarczy wzajemne zaufanie. Ja mam

że ani ja, ani moja żona, a nade wszystko moja żona nie będzie miała

skarżyć się na pana. Daję słowo, panie baronie, że z naszej strony... to znaczy

z mojej strony nie spotka pani baronowej żadna przykrość.

Chociaż wydaje mi się, że może uprzedziła się niesłusznie. Tak, dość,

Klucz weźmie pan u mego...

Zoną moją.

Ja nie wiem, czy nie palnąłem głupstwa.

Bo lokatora już mam, ale sądząc z opisu... Stróżu!

Stróżu!

Stróżu! Stróżu!

A nie wiecie, jaka to pani poszła do pana Maruszewicza?

Rany boskie.

Sam mi radzileś, ażebym nie trzymał pustego lokalu.

O, jesteś.

Wyobraź sobie, że musimy jechać do Krakowa. Hortensja jest chora i chce

Belę. Wydaje się, że chodzi o zapis. A prawdopodobnie rada by poznać Ciebie.

Mógłbyś z nami jechać? W każdej chwili. Kiedy to?

Powinni byśmy byli jechać już dzisiaj, ale zapewne zejdę do jutra.

Będę gotów.

Gdzieś człowiek tu do ciebie przyszedł.

No to proś, proś.

A, węgiełek.

Wychudłeś, zbladłeś.

Łajdaczysz się, czy co?

Nie, panie, tylko dziesięć dni chorowałem. Ale wczoraj już poszedłem do

Potrzebuje pieniędzy?

Nie, panie.

Ja względem mojego powrotu do Zasławy.

Już się kręci. Nauczyłeś się czego?

Ojej, ze ślusarką żem się trochę i według stolarki koszyków nauczyłem się

pięknych. I rysować.

Dobrze. Na narzędzia dostanie 600 rubli. Wystarczy? A kiedy chcesz wracać?

Bo ja jeszcze z przeproszeniem łaski pana chciałbym się ożenić.

Tylko nie wiem...

Z tą panną Marianną, co mieszka u Wysockich.

A dobrze ty znasz pannę Mariannę?

Co nie mam znać?

Przecież widujemy się co dzień.

A w niedzielę to ja siedzę u niej.

Albo oboje u Wysockich.

No tak, ale czy wiesz, czym ona była przed rokiem?

Wiem, panie.

Ale ona za nie swoje grzechy cierpieć nie może.

Nie jej to była wola.

No to cóż, żeń się.

Kiedy... Ale widzi pan, nie śmiem mówić.

Mów śmiało.

A pani Wysocka powiedziała mi...

Jakbyś ożenił się z panną Marianną, to może byś obraził pana Wokulskiego.

Za jego łaskę nad nami wszystkimi.

Bo kto wie, czy panna Marianna do niego nie chodzi.

Tego się lękasz.

Daję ci słowo honoru, że nigdy nie widuję tej panny.

To i chwała Bogu, że niech się poświęta.

Właśnie dostałam przekomitny list od kuzynka Starskiego.

Biedny chłopak.

Dostał po prezesowej tylko dwa tysiące rocznie i dziesięć tysięcy ciepłą ręką.

Radziłam mu, żeby ożenił się bogato, ale on woli jechać do Wiednia, a stamtąd

zapewne do Monte Carlo.

Mówiłam, żeby jechał z nami.

Proszę.

Będzie weselej, nieprawdaż?

Tak, zapewne.

Tym bardziej, że weźmiemy osobny wagon.

Gdzie jest pan Starski?

Nie wiem gdzie. Może wcale nie przyjdzie. To taki lekko.

Tutaj, tutaj.

Panie Starski.

Witam pana.

Prosimy do naszego przydziału.

Bardzo proszę.

Myślałam, że już pan nie przyjdzie.

I wielu brakowało, dzień dobry.

A tak by się stało.

Wyobraźcie sobie państwo, że byłem u Krzaszowskiego.

I graliśmy od drugiej do dziewiątej. I naturalnie przegrał pan.

Naturalnie.

Takim jak ja szczęście nie sprzyja.

Proszę, kuzynie.

Możesz o nim mówić o czymkolwiek. Nie jest młodym, ani nie jest mężem

przyjemnym.

Jest zbyt sentymentalnym i czasami błyszczącym, ale bardzo szczęśliwym.

To wystarczy, kiedy nawet papa go nazywa dwoma generałami. A co z panem Kingiem?

O ruchu, co myślisz?

Baran nas ostatnio odwiedził i powiedział, że w tej sprawie...

Ten mężczyzna, o którym rozmawiamy, wygląda jak mężczyzna. Nie ma mężczyzny,

który by otrzymał księgę, jeśli by nie miał w sobie żadnej pewności.

I jeśli ten medal, który dał ci za prędkość,

nie byłby zbyt wyjątkowy.

Uśmiechnij się jak Tuba Tuba, ale... Uważaj, dałby ci całą swoją wiedzę.

Dostał mi moją karę i...

Nie wiem, jak to zrobić.

Znalazłaś, że jesteśmy w jego grze?

Nie w ogóle. I jestem bardzo martwa o to.

Co, jeśli powinien być w grze?

O tym, że straciliśmy jego grę, albo że szukaliśmy medycyny.

Wiesz, że jesteś impudent?

I wtedy, co daje mi moc?

Dla Boga.

Ale on może się odrzucić i patrzeć.

Mogę cię nienawidzić.

Będziesz się o mnie kłócił, bo nikt by się nie wiedział, że

kobiety kochają demonów.

Będziesz się nienawidzić, by to zrobić.

Powiem mu wszystko.

Co to za stacja?

Skierniewice.

Dobra, ja teraz dziękuję.

Kochany panie, weź pan biuro do ręki.

Co to?

Co to, panu?

Nic. Niech pan weźmie papier.

Jaki? I przed naszym wagonem powiedz, że jest telegram do Bokultkiego.

Do pana?

Każesz sobie coś podać, kuzynko?

Niech mi dadzą wody sodowej.

Telegram dla pana Wokulskiego!

Telegram dla pana Wokulskiego!

Telegram dla pana Wokulskiego! Co to znaczy? Daj to, daj to.

Co to za telegram?

Z Warszawy. Muszę jechać. Wraca pan?

Czy jakie nieszczęście?

Nie, pani.

Mój wspólnik wzywa mnie. To zysk czy strata?

Ogromny zysk.

To jedź, pan.

Ale po cóż tu zostawać?

Musi pan czekać na pociąg. Lepiej niech pan pojedzie z nami naprzeciw niego.

Będziemy jeszcze kilka godzin razem.

Bela dobrze radzi.

O nie, panie.

Wolałbym stąd pojechać na lokomotywie, aniżeli tracić parę godzin.

Co się panu stało?

Niech pana to nie gniewa.

Panie Starski, co panu powiem?

Ale pan się myli co do siebie.

Ma pan w sobie tyle demona, co trucizny w zapałce. I wcale nie posiada pan

własności szampańskich.

Raczej posiada pan własności starego sera, co to podnieca chore żołądki.

Ale prosty smak może pobudzić do wymiotów.

Jeszcze dam panu radę, panie Starski.

Przy korzystaniu ze względów płci pięknej lepsza jest tradycyjna

aniżeli demoniczna śmiałość.

Pańska śmiałość demaskuje kobiety, a ponieważ kobiety nie lubią być

może pan stracić u nich kredyt, co byłoby nieszczęściem i dla pana, i dla

pańskich pupilek.

Jeżeli panu w czym ubliżyłem, to może pan zażądać satysfakcji.

O nie, panie.

Gdyby mi była potrzebna pańska satysfakcja, już dawno byś pan nie żył.

dodatkowych formalności.

To raczej pan masz prawo żądać ode mnie satysfakcji.

Ponieważ ośmieliłem się wejść do ogródka, w którym hodujesz pan swoje

Jestem w każdej sytuacji do pańskiej dyspozycji. Oczywiście.

Pan wie, gdzie mnie szukać.

Nie żegnasz się, panie Stanisławie?

Farewel.

Farewel.

Kiedy jedzie pociąg do Warszawy? O piątej.

Jasień wielmożny, panie.

Jasień wielmożny, panie, ja jestem... A z Warszawy? Za chwilę, Jasień wielmożny,

panie, ja jestem...

Zresztą na kolei nie wolno pod maszynę.

Boże miłosierny.

Boże miłosierny.

Boże... Boże... Boże miłosierny.

Jak długo spałem?

Może kwadrans, a może pół godziny.

Uważasz, wczoraj byłem pijany.

Nie mów, że nic nikomu, co tutaj się stało.

Tutaj masz dla dzieci.

A ja myślałem, że jaśnie pan stracił wszystko.

Tak, straciłem wszystko.

Oprócz majątku.

Nie zapomnę o tobie.

Chociaż wolałbym już nie żyć.

Ja też tak od razu mówiłem, że taki pan nie szukałby nieszczęścia, gdyby stracił

wszystkie pieniądze.

Zerwia to złość ludzka.

Jak będziesz w Warszawie, wstąp do mnie.

A na drugi raz... Na drugi raz, jak

spotkasz takiego człowieka jak ja...

Rozumiesz? Jak spotkasz...

Nie ratuj go.

Nie zatrzymuj.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.