All language subtitles for Hania (1984)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Oj, witam Cię w domu.

Jak postępy?

Trochę lepiej.

A co, do matury dopuszczony? Tak, mademoiselle.

Nawet postanowiliśmy z Selimem zdawać do szkoły głównej. O, trebiak.

Panie, złoty nasz najdroższy.

Mój, mój kochany.

Henryk, kochany.

Mój żołnierzyk.

Człowiek idzie spokojnie, niesie śmietankę, a tu nagle ten pada.

Czas sobie. Co z nim jest?

Nie lewię.

Mikołaju.

A jak Hania?

Anula? A dobrze, już dobrze.

Tyfus przeszła.

A doktor ją uratował.

Epski pastaś.

Epski człowiek, epski. I na koniu siedzi dobrze. Chociaż nie nasz.

Ale Hanie śmierci wyrwał.

Mikołaj się położy, prawda?

Ale... a śmietanka, no... Wszedłem sobie... Spokojnie.

Pójdę po doktora, a wy zostańcie z nim.

Idź spać.

Nie denerwuj się.

Ja o ty już nic nie mogę poradzić.

Tylko ksiądz.

Nie

ma

mojego pana i pani ukochanej.

Ciężko tak umierać.

Ale jesteście wy, paniczu drogi, rycerzy

kudzielni. Opiekujcie się sierotą. Bóg

wynagrodzi.

Nie gniewajcie się, jeśli bym zawinił. Wybaczcie.

Bywałem przykry, ale...

Ślubuję wypełnić Twoją wolę.

Panie, polecam Ci ducha tego dzielnego żołnierza,

wiernego sługi i sprawiedliwego człowieka.

Węgrosiu, gdzie Hania?

Tam, gdzie zawsze, w garderobie.

Panna Hanna będzie od stąd w pokoiku na pierwszym piętrze. Ale przecież zawsze

była w garderobie. Teraz będzie inaczej.

Nakrycie dla panny Hanny. Pan Mikołaj nie zezwalał.

Nakrycie dla panny Hanny, czy słyszysz?

Słucham wielmożnego pana.

Będzie siedziała koło mademoiselle.

Jedz, pij.

Co będziesz piła?

Nic, proszę łaski, panicza.

Anioł, pamiętaj, że odtąd tyś moją siostrą.

Nie mów mi nigdy, proszę łaski, panicza.

Dobrze, proszę łaski.

Dobrze, paniczu.

Znowu płaczesz?

Hań.

Dziadek twój teraz w niebie, a ja się o ciebie będę starał.

Pani Czo, bo ja do dziadzi przynieśli trumnę.

Lepiej idź do siebie.

Przyjdziesz, jak go złożą.

Idź.

Idź.

Mademoiselle, na chwileczkę.

Słucham? Czy telegram do ojca wysłano? Tak, doktor uczynił to już wczoraj.

Panna Diff, jak pani wie, zgodnie z obyczajem panującym w naszej rodzinie,

najstarszy syn przejmuje wszystkie uprawnienia. Tak, monsieur Henri, wiem o

Podobnie jak w królestwie Francji.

I miałam szczęście uczyć pana o tym.

Otóż jest moją wolą, czy raczej chciałbym panią zapytać, czy też prosić.

Gdy już miną dwa tygodnie żałoby, czy nie zechciałaby pani uczyć Hanie muzyki

francuskiego? Monsieur Henri, nie wiem, czy to leży w zamiarach rodziców pana.

Nie wiem również, czy zgodzą się na rolę, jaką pan samowolnie usiłujesz

Hani waszej rodzinie. Patro de zel, monsieur Henri.

Mademoiselle, ona jest pod moją opieką.

Ja za nią odpowiadam. Ale ja nie jestem pod opieką pana.

I dlatego pozwoli pan, że zaczekam do powrotu jego rodziców.

Co panu jest, doktorze?

Maryna.

Źle się czuję.

Martwię się o nią.

A jak Hania?

Panna Hania jest w swoim pokoju.

Szczęśliwy i dumny, co?

Opiekun.

Tylko pamiętaj, że to jest żywy człowiek, a nie zabawka.

We wsi znowu przypadek cholery.

Kiedy się to skończy?

Henryku, poproś sąsiadów na poczęstonek.

Tylko, że Hania... Ja się Hanią zajmę.

Pani Bill zdaje się być zachwycona tą jazdą.

Możliwe, lubi Selima.

Bo mówi po francusku.

A ty skąd wiesz jak gada Paryżanin?

Domyślam się.

Selima palące oczy będzie nimi przepalał serca kobiece.

Wszystkie?

Nie, może się znajdzie trochę wyjątków.

Miejmy nadzieję.

Nie bój się.

Przy mnie nic złego ci się stać nie może.

Zawsze potrafię cię obronić.

Tak, tak.

Już pod samosierrą Henryk pierwszy pędził na Turka.

Selim znów paple.

Aniu, może chcesz, żeby przynieść lampę?

Tak, panie Czu.

Selim.

Czym jeszcze mogę państwu służyć? Nie podpatrywać.

Wielmożny panie. To wszystko, możesz odejść.

Śpij.

Śpij.

Jaki ty jesteś szczęśliwy, Henryku.

Tak.

Szczęśliwy.

Bo dla Boga.

Toć paniczych podźwignie się dziewczyniskiem.

Nie można to było jej obudzić, żeby sama poszła.

Panienka. Nie dziewczynisko.

Panienka, mówię, czy Węgrosia rozumie? Panienka zmęczona po takich przeżyciach.

Proszę jej nie budzić.

Niech Węgrosia pamięta, że to jest sierota.

Oj, sierota, nieborządko.

Pewno, że sierota.

Amen.

Nie modlisz się?

Nie wiem do kogo.

Lubię wino i lubię... Bóg jest.

Myślę, że Bóg jest. Na pewno.

Kwita.

Wiesz co, Selim?

Mam pyszne cygara.

Nie jesteśmy już dziećmi.

Możemy palić, nie?

Dawaj.

Wiesz co, Henryk?

No? Ja to ci zazdroszczę.

Teraz już jesteś naprawdę dorosły.

No myślę.

Roztaczasz kuratele.

Opiekun.

Ja bym chciał, żeby ktoś dał mi kogo na opiekę.

Ale skąd wziąć taką drugą Hanie?

Może by się znalazła.

Żartujesz.

Wiesz co, Selim?

Ja to się spodziewam, że nawet do szkoły już nie wrócę.

Kto ma takie obowiązki w domu, nie może chodzić do szkół. No pleciesz bzdury!

To już się nie będziesz więcej uczył, a wyższe studia.

Obowiązek przede wszystkim.

Chyba, że rodzice wyślą Hanie ze mną do Warszawy.

Jeszcze czego?

No może teraz nie.

Ale jak zostanę akademikiem szkoły głównej, to mi ją oddadzą.

Wiesz, co to znaczy taki akademik?

Może i masz rację.

Będziesz się nią opiekował, opiekował, coraz bardziej opiekował, aż się z nią

ożenisz.

Selim.

Czyś ty oszalał? A dlaczego by nie?

Studentowie wolno się żenić.

Student może mieć nie tylko żonę, ale nawet i dzieci.

Selim.

Czyś ty oszalał. No, dobranoc.

Dobranoc.

A ja założyłbym się, że już ją kochasz.

Śpij dobrze, Cielinie.

Siadaj. Nie, nie, jadłem.

Muszę jechać na wieś.

A co z Marynią?

Nie zejdzie do nas?

Martwię się o nią.

Źle się czuję.

No co znowu?

Coście tak państwo posmutnieli?

Bo pomyślę, że to przez mój wyjazd do Warszawy.

Nie przebolejemy tego.

A ty co się odzywasz? Jedziesz ze mną czy nie?

Nie. Ja tu mam obowiązki.

Naturalnie. Obowiązek przede wszystkim.

Boże, aleś ty poważny.

Zobaczycie państwo, że jeszcze księdzem zostanie.

Ależ surowy będzie.

Nikomu rozgrzeszenia nie da.

Tobie na pewno nie.

A co mnie wtedy zostanie do roboty?

A ksiądz dobrodziej to powinien przejść na mohamedańską wiarę i ożeń się z panną

Diw. O, Selim.

Gałgan jesteś. A czy to ja o tym nie wiem?

Ale jak to słyszałem w Paryżu, najważniejsze, żeby o człowieku mówiono.

dobrze, byle nie zamilkli.

C 'est drôle.

Skąd ten Selim to wszystko wie?

Tatarski wywiad.

Wie się czasem o rzeczach.

Pewnie znajomy mojego ojca.

Dziś już bardzo stary człowiek.

Sąsiadował jakiś czas z panią Dibari.

Pewnego dnia odwiedziła go. On prosił, by zdjęła futro i weszła do salonu.

Ona, nie, nie, nie wyobraża pan sobie, jaka to przyjemność nosić futro na gołej

skórze.

Naprawdę?

Widok.

Tatarski wywiad.

Selim, nie ryzykuj za nadto.

Proszę o cise.

Wszystkie zarządzenia wydane przez mojego dziedzica akceptuję.

Aniu, od jutra będziesz się uczyła u mademoiselle francuskiego i muzyki.

Hurra! A ciebie co to obchodzi?

Tatarzyn wszystko obchodzić.

Moja Hania i twoja, moja kochać Hania, twoja Hania nie kochać.

Zamilcz.

Henryku, pojedziesz z Selimem do Warszawy.

Weźmiecie sobie korepetytora, zdasz egzamin maturitatis, a potem do szkoły

głównej.

Wrócisz tu jako akademik.

A co z opieką?

Co z Hanią?

Zastąpimy cię godnie.

Nie martw się.

Możesz być spokojny. Henryku, zdaje się, że to strasznie, strasznie głupi

świat.

Chorowale go urządzili. Ależ go marnie urządzili.

Nie przynoś mi wstydu.

Niech pani będzie spokojna, mademoiselle. Już, już.

Sylim, proszę się nie wałkonić.

Mademoiselle, pamięć o tych papilotach doda mi sił i wytrwałości.

Bon voyage.

Do widzenia.

Smutno tu będzie bez pana.

Smutno?

Przyjadę na święta. Ale do świąt daleko.

Nie tak daleko.

Haniu... Co, paniczu?

A... nie, nic.

Bądź zdrowa, kuzynko.

Opiekuj się, Haniu.

Jak łatrzą siostrą.

Haniu, nie rozczulaj się bez powodu.

Do zobaczenia.

Do widzenia, doktorze.

Do widzenia, Kaneczka.

No i co?

Zabrakło odwagi, co?

Nie zdobyłeś się na jeden szczery gest, na odrobinę czułości.

Dalej, jazda!

Do widzenia!

Do widzenia!

A nie zapomnij zboczyć do korzel!

Bo niech bym się nie pożegnał z ojcem.

Henryk.

Heniek. Co ty?

Nic.

Beczysz?

Daj mi spokój.

Henryk. Co?

Ty beczysz?

To cię ochłodzi.

Uczyłem was o Grakhach.

O ich reformach, które się dla nich tak tragicznie skończyły.

Jeśli myślicie, że to tylko historia, że dziś układ stosunków nie jest podobny,

z jednej strony oligarchia, która pilnuje, żeby zdobyć, nie wymknęła jej

rąk, z drugiej ci, którzy walą i walą w ten mur.

Selim. Co z tobą?

Mistrzu, nie wszystko słyszałem. Słowo honoru.

Niech powtórzy.

Pytam, co z tobą?

Wiadomo to.

Józia.

Józia? A, tazwi zawi.

Niczego w sobie.

Czudo.

Powiedzmy. A ja mistrzowi powiadam, ta albo żadna.

No, nie trzeba się zarzekać. I zawracać sobie głowy babami.

Nasze pokolenie ma ważniejsze cele do spełnienia. Trzeba przerać to

społeczeństwo. Trzeba z chłopów uczynić obywateli. Trzeba... Trzeba...

Zawsze, kiedy zanosi się na burzę.

Bo panowie myślą, że to im się od Boga należy.

Że tak było od początku świata.

Jedni do władania, drudzy do słuchania. Ale nie.

Nie, moi panowie.

Ta drabina ma ruchome szczeble.

Oto co jest ważne.

Praca.

Ten, kto sieje, orze, biera, kto buduje, wytwarza, ten powinien władać.

Ja też tak myślę.

Tylko nie opowiadaj tego swemu ojcu.

Tak, tak, mieszkają. Bardzo grześni panowie. Proszę tędy.

Dziękuję pani bardzo.

Kogo tam dziablinia są?

Jakiś pan do panów.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Doktorze.

Nasz mistrz.

Domyślamy.

Witam, doktorze. Witam.

No, jutro chłopcy zdają do szkoły głównej.

Mam nadzieję, że oddaję społeczeństwu dwie... dwie szlachetnie ukształtowane

dusze. A kto pana leczy?

Mnie?

Mnie nic nie jest.

List. Od Hani.

Od Hani? A co, zapomniałeś? Jesteś jej opiekunem. Nie.

Jajka? Co, nie myślą, że tu w Warszawie jaj nie ma?

Będzonka. Patrzeniek.

Ależ wspaniała. Będziemy mieli ucztę, co? I kiełbasa?

Co się stało?

Marlina umarła.

Połogu.

Ale mam syna.

Jak mogliście nie zawiadomić o pogrzebie?

Ty masz swoje zmartwienia.

Panowie, muszę iść.

Żegnam pana doktora.

Miło było mi poznać... Panowie, jeżeli zdacie egzamin,

to urzniemy się.

A po wakacjach...

Zaczniemy wywracać ten zmurszały świat do góry nogami.

Chce świat wywracać do góry nogami.

A ma przed sobą pół roku życia.

Albo mniej.

Co słychać? Wszyscy zdrowi? A zdrowi. I no pan wyjechał do miasta i jutro wróci.

Przyniosę pańczowi herbaty.

A, jesteś.

Chwała Bogu.

Samotnie tutaj, co?

Zdaje się dziecko płaczne.

Co chcesz, chłopczyk?

Bardzo jest żywy.

Po mnie.

Mamka wieczorem odchodzi.

A ja piersi nie mam, żeby go karmić. Idę, idę.

Oli.

Moje dziecko kochane.

Jak ty zmężniałeś.

Hania śpi?

Hania? Nie, nie. Udziła się. Pewnie się do ciebie stoi.

Jakaż ona?

Zobaczysz.

Ja w każdym razie nie szczędziłam wysiłku.

Witam panicza i opiekuna.

Po egzaminie?

Po wszystkim.

I jak panu poszło?

Dziękuję, dobrze.

A u ciebie jak?

Posłuż nam wszystkim pana zaleceniom.

To widzę.

Wszyscy tu pana bardzo wyglądali.

A pan tam naprawdę tak zbożnie się prowadził?

Myślałem tylko o powrocie.

Po studiach zamierza pan osiąść na gospodarstwie?

Nie wiem.

To zależy trochę od ojca.

Ciągnie mnie do pisania.

Szalenie interesujące.

Szalenie. Gdzie ci nada?

Nie.

Ona jest nadwyciajna.

A tu płon.

Przepraszam, narobiłem zamieszania.

Chyba trzeba iść spać.

Dobranoc.

Dziękuję, byłaś mi dzisiaj dużą pomocą.

Nie będzie płakał? Nie, będzie spał.

Aniu! Nie przeszłabyś się po ogrodzie?

Za chwilę!

Co panu winna ta ławka, panie Henryku?

Ławka? A nie nic.

Po prostu nie umiem zacząć z tobą rozmowy. Zmieniłaś się bardzo.

Czy to pana gniewa?

Tego nie mówię, tylko z tamtą byłem oswojony. Tamta była jak siostra.

I cóż by pan tej swojej siostrze powiedział?

Zapytał by się pan o postępy w nauce.

Czy nikt nie krzywdzi, czy zmawia paciorek.

Nie, nie.

Chociaż tak, to byłoby prostsze.

Więc ta Hania dzisiejsza jest dla pana obca.

Haniu, Haniu, jak możesz nawet coś takiego pomyśleć? Ach, przecież to

naturalne.

Szukasz pan w swym sercu dawnych, braterskich uczuć, nie znajdujesz.

Chcę tu.

Nie, nie.

Ja nie w sercu szukam dawnej Hani, bo ona tam jest zawsze.

Szukam jej w tobie.

A co do serca?

Co do serca, to zostało pewnie gdzieś w Warszawie.

Przy jakimś drugim szczęśliwym serduszku.

Odgadłam? A jeżeli tak jest istotnie?

Jeżeli tak jest istotnie, to pan się zmienił nie ja.

Więc i oto...

Pan zakochany.

Panie Henryku.

Może.

To pan będzie tęsknił za Warszawą?

Nie, Haniu. Gdybym mógł, zostałbym tu na zawsze.

Proszę spojrzeć, jak te drzewa pięknie odbijają się w wodzie.

Widzę, że jesteś artystką.

Ksiądz Ludwik uczy mnie trochę rysować.

Pana w ogóle to nie interesuje.

Ależ nie, nie. Wszystko, co ciebie dotyczy, mnie interesuje. Tylko oboje

ślepą babkę. Dlaczego nie potrafimy rozmawiać szczerze i z ufnością, jak za

dawnych czasów?

Strasznie mi z tego powodu przykro.

Muszę iść.

Mademoiselle czeka.

Dobrze, dobrze.

Bardzo dobrze.

A więc mogę uznać, że jesteś dorosły.

Swoje pistolety, Tafo?

Pewnie. Przy ich pomocy nieraz mi się poszczęściło.

Dziękuję, ojcze.

A co do konia?

Ali.

Jest twój.

Tato.

Po naszych dziadach ją mam.

Nie przyniosę mi wstydu, ja.

Nie przynieś i ty.

Obiecuję, ojcze.

Potrafisz, prawda?

Potrafię, ojcze.

Kiedy uczyliśmy się z kolegami w echtunku...

Jeden tylko mnie przewyższał.

Kto taki?

Selim Mirza. Selim Mirza? Ale ty chyba jesteś od niego silniejszy.

To właśnie pozwala mi się z nim trzymać.

No ale przecież my z Selimem nie pobijemy się.

Kto wie?

Nigdy nic nie wiadomo.

Ale coś pędzi. Kto to może być? To Selim. Co ten wariat robi? Brama

Selim! Selim!

Brama!

Okałdy!

Witam wielmożnych państwa.

Moje uszanowanie panu dobrodziejowi.

Oj, wariacie, wariacie. Tyleś nam strachu napędził.

Myśleliśmy, że już po tobie. Dlaczego?

No a ta brama? Jak można tak pędzić na oślep? Jak to na oślep?

Już moje tatarskie oczy z dala widziały, że brama zawarta.

Piękny skok. Och, nie każdy by się na to odważył.

Chcesz powiedzieć, że nie każdy koń by w to skoczył?

Bo ludzi odważnych znalazłoby się więcej.

Nie radziłabym panu próbować.

Ten koń istotnie dzielnie skacze. Pozwolisz, ojcze?

Daj spokój.

Konia!

No dobrze.

Skacz, chłopcze, skacz.

A sprawni się dobrze.

Panie Henryku, to ja jestem powodem tej próby.

Pan tego nie zrobił.

Mylisz się, Haniu.

Jeżeli sądzisz, że ty jesteś powodem, będę skakał dla własnej przyjemności.

Nie ruszaj się.

Boli? Nie.

Nogami ruszasz? Tak.

Nic mi nie jest.

Chwała Bogu. Mogło to skończyć się gorzej.

Popręg puścił.

Franek, ja bym cię... Proszę, niech ojciec da mu spokój.

Moja wina.

Dzień dobry.

Jak po wypadku. Jest gorączka, to?

Nie.

Siadaj, siadaj, bracie.

Spokojnie, spokojnie. Boli? Nie.

Nic? Nic.

A tam ci już na śniadaniu.

Nie mogłeś pewno zatknąć.

Pan wszystko wie.

Pożyjesz i pocierpisz, to też będziesz wiedział.

Przed cierpieniem nie można się ubezpieczyć.

Wyciągnij ręce przed siebie.

No dobrze się trzymasz, dobrze.

Na cierpienie trzeba też zatłużyć.

Mówi pan jak ksiądz.

Wypałeś się, to jest ktoś w różowym humorze.

Czemu nie?

A pewnie, pewnie.

Wszystko to jest twoje, panie Henryku, co?

Ona też.

Prawnie ci się należy.

Proszę jeść, panie Henryku. Matkujesz mi.

Matkujesz, matkujesz, ciotkujesz i ciastkujesz.

Całe lato zabawa we troje, to?

To prawda, Henryk. Bo wiesz, Haniu, on z natury jest poważny, nieco

melancholiczny. Gdyby żył w wiekach średnich, pewnie byłby trubadurem i

rycerzem.

Ale my tośmy się najpewniej w korcu maku dobrali. Nie zgadzam się z tym.

Za dobrane uważam usposobienia przeciwne, wzajemnie się uzupełniające.

Salim, jesteś tego dowodem. Akurat, tak.

Masz pewną skłonność do osób melancholicznych.

Przypomnę ci pewną twarzyczkę w okienku w Warszawie.

Nigdy nie widziałem tak melancholicznej twarzy.

A to ładne rzeczy, panie Selinie.

Henryku, a co? Wiesz, co robią z takimi, co mają za długi język?

A jak ona ma na imię?

Czy to nie wszystko jedno? Och, proszę powiedzieć.

Nigdy. Ja proszę o imię.

Józia.

Józia?

Józia głodna.

Czy ładna? Kto?

Józia. A, taka sobie.

A jakie ma włosy, oczy?

Ładne, ale nie takie, jakie mi się najbardziej podobają.

A jakie się panu najbardziej podobają?

Włosy jasne, oczy niebieskie. Panie Selimie.

Niech się pani na mnie nie gniewa.

Proszę. To pani biedne tatarzywko zawiniło.

Dobrze. Nie będę się gniewać, tylko... Proszę mi powiedzieć.

Kim kocha się pan Henryk?

Henryk? Jeszcze się nie kocha, ale będzie się kochał i to nawet wiem w kim.

Zanim proszę cię. Na jego miejscu zrobiłbym to samo.

Zresztą może on już się kocha.

Do zobaczenia.

Do widzenia, Henryk.

Niech pan nie zapomina o panu Henryku i zagląda do nas.

Dobrze, z przyjemnością, pani Hania.

Ech, Henryku, jaka to twoja Hania śliczna i miła.

Niech tam Józiej licho porwie.

Ty gniewasz się o co?

Ja? Skąd?

Ty może jesteś zazdrosny?

Dobranoc, Felinie.

Henryku, jeśli ty ją kochasz, bo widzisz, ona mi się bardzo podoba, ale

wszystko. Jeżeli chcesz, nie powiem do niej ani słowa więcej.

Henryku, powiedz, kochasz ją?

Ja się nie kocham i do ciebie nie mam nic.

Powtarzam, ja się wcale nie kocham, tylko spadłem z konia.

Dobranoc. Dobranoc, Henryku.

Hej!

Hej!

Pięknie gra.

Fałszuje.

Ale i to nic nie szkodzi.

Bo przeżywa taka gra.

Tęskni.

To jest muzyka natęsknięta.

A tęskna to nie fałszuje?

Jest zbyt szczera.

Ale ciekawe, za kim ona tęskni.

Przecież ty jesteś tutaj.

Pan też tutaj jest.

O, mały płacz.

Panie Henryku, chciałam się pana coś zapytać.

Tak? Czy zaprosił pana jutro pana Selimę?

Tak. Ja jego tutaj nie muszę zapraszać.

On tu ma wstęp wolny. Tak.

Jutro przyjeżdżają tutaj państwo ustrzyccy z córką.

To pewnie będą spadać pana Henryka.

Co ty mówisz?

Chciałam pana się o coś zapytać. Tak?

Czy ładna jest ta Józia z Warszawy?

Nieładniejsza od ciebie. Bądź spokojna.

Możesz śmiało próbować swoich wdzięków na cel imię.

Co pan mówi? To, co ty zamierzasz.

Witajcie, witajcie. Przywiozłem wam upragnionych gości.

A oto i nasz absolwent, abiturient, student, akademik.

Aleś wyrósł, Henryku.

Lola okropnie ciekawa była ciebie.

Oj, nie podoba mi się to, nie podoba.

Rzeczywiście zmienił się pan.

Cóż, czas robi swoje.

Panią. Wygląda pan tak jakoś... Jak?

Dojrzale.

A ta metrchen Izzi von der Familie?

To Hania, wnocika Mikołaja.

A! Ja, ja, Hania, pamiętam.

Ładny masz kapelusz, Hani.

Ach, ja, ja, zyszyn. Lola, pamięta?

Dwa lata temu miałaś taki kapelusz. Oddalaś go pokojówka.

A tak, pamiętam.

Tamten miał różową kokardę.

Hania jest w nim bardzo do twarzy.

Ja, ja, zyszyn.

Hania ma już narzeczony?

Ja nie wybieram się za mąż.

Pani Henryku, czy pan tu do nas chociaż trochę tęsknił?

Ja? Czy tęskniłem?

Ale w Paktach wciąż myślałem o powrocie.

Więc nie zakochał się pan tam?

Tam w Warszawie.

Tam? Ależ nie.

Nie, tam się nie zakochałem.

To dobrze.

Bo tu o pana myślano.

Czekano na pana.

Przepraszam.

Panie Henryku, co panu jest?

Dało się coś?

Tak, pan.

Stało się.

Jest Selim? Tak, przyjechał jakieś półtorej godziny temu, wiesz.

Jest na stawie z Ewunią. We wsi coś niedobrego się dzieje.

Otwartej się.

Jezus

Maria.

Zabiję go.

Przepraszam.

Co ci jest?

Porozmawiam z doktorem.

Doktor West.

Boję się, że ospa zawędrowała.

Tobie nic.

Zmęczony jestem.

Stałem od trzeciej, żeby pójść na polowanie. Teraz głowa mnie boli.

Jak ty wyglądasz?

Przejrzyj się w lutrze.

To pewnie wczorajsza wizyta państwa ustrzewskich tak na pana Henryka

Jak to rozumiesz?

Całkiem naturalnie.

Kto kocha, ten mider nie je.

Nie widzę, żebyście mider mieli.

Ani ty, ani Hania.

Dać ci okar żądłem.

Widzicie? Nie zaczepiajcie go.

Heniś, już dawno chciałem cię o to zapytać.

Czy nie uważasz, że ten Felim zanadto kręci się koło naszej Hani?

Nie uważam.

Ręczysz za to?

Ręczę.

Selim kocha się w Warszawie w jakiejś pensjonarce.

Bo widzisz, jesteś jej opiekunem.

I powinieneś czuwać nad nią.

Ojca nie było, więc Mikołaj mnie ją zostawił, ale prawdziwym opiekunem nie

jestem ja. A może tobie Hania zawróciła w głowie, co?

Hania? Mnie?

A to by było zabawne.

A więc... Lola ustrzycka.

Lola ustrzycka?

Kokietka.

No diabła.

Jeżeli się nie kochasz, to dlaczego łazisz jak rekrut po pierwszej mustrze?

Bo mam tego wszystkiego dość.

Czego? Całej tej sytuacji.

Wstydzę się, że jestem pańskim dzieckiem. Wolałbym zarabiać na twoje

pracą rąk. Wolałbym! Henryk! Tak!

Szlachciciem jesteś. Właśnie to mnie mierzi.

Henryk!

Bredzisz.

Przepraszam. Pozwoli ojciec, że pójdę do siebie.

Henryku?

Celim przyjechał.

Pokryją mu. Jest w altance, klęczy przed Hanią.

Zostań tu.

Nikomu ani słowa.

Ktoś tam jest.

Nie, to tylko listy.

Aniu.

Aniu.

Kocham cię.

Haniu, jestem taki szczęśliwy.

Ktoś nadejdzie.

Cały świat może nadejść.

O twoje szczęście idzie, Haniu.

Och, wierzę, panie Selimie, wierzę.

Chcą mnie wysłać za granicę do pani. Myślą, że to ja jestem powodem dziwnego

stanu pana Henryka, że on się we mnie kocha.

Och, ja sama nie wiem, czy tak nie jest.

Ja się go boję.

On też rozłączy.

Och, a ja tak bardzo...

Tak bardzo kocham.

Haniu, żadna siła nas nie rozłączy. Przysięgam.

Ktoś nadchodzi.

Znowu razem?

Może pan coś zagrać, Elim?

Utalentowany i wszechstronny ten Felim. O tak.

Gra, śpiewa.

I jaką piękną ma twarz.

Przypatrz mu się dobrze.

Panie Henryku, czy pan go bardzo kocha?

Jemu na tym nie zależy.

Najważniejsze, że kochają go kobiety. Panie Henryku... Może zaprzeczysz?

Słuchaj.

Ja u nóg twoich byłem.

Kochałem cię więcej niż świat cały.

A ty z nim w tej altanie.

Widziałem i słyszałem wszystko.

Mój Boże. Jak krańca twojej sukienki nie śmiałem pocałować. A ty sama się

garnęłaś.

Nienawidzę cię.

Tak, zgadłaś. Ja was rozłączę.

Choćbym miał życie stracić. Choćbym miał zabić siebie i jego...

Wy siebie.

O czym wy tak żywo odpowiacie?

O tej pięknej muzyce.

Coś ci stało?

Hania mam za ławę.

Haniu, kochana moja, co ci jest?

Już nic.

Dobrze już.

Haniu, to nieprawda, że cię nienawidzę.

Kocham cię.

Kocham cię jak nigdy.

Jedź teraz do domu.

Jutro spotkamy się przy Dębie.

Po co?

Bo chcę z tobą pomówić.

Nie chcę, żebyś tu więcej przyjeżdżał. Cóż to znaczy?

Jutro ci wytłumaczę, co to znaczy, rozumiesz?

Nigdy nie chcę.

Dostałem list od matki. Chcę wracać.

Dowiedział się o Ospie.

Chcę pomóc doktorowi.

Pomóc mamom.

Lepiej nie rozszerzać kręgu narażonych.

Napiszę do pani, żeby się nie niepokoiła.

Hania, właśnie.

Jak się czuje?

Dobrze.

Zdaje się, że mieliście państwo zamiar wychłać ją do pańskiej małżonki.

Tak.

Tak będzie lepiej.

Teraz nawet roztropnijmy.

A pan pojedzie?

Ja?

Żniwa przecież za pasem.

Muszę zostać tu z cenami.

Pani Ustrzycka za tydzień jedzie do wód.

Może zabrać Hanie ze sobą.

Tak.

Tak będzie lepiej.

Dla wszystkich.

Co mi chciałeś powiedzieć?

Że wiem wszystko.

Postąpiłeś niegodnie, zastawiając na nią sidła.

Dlaczego? Dlatego, że nie możesz się z nią żenić.

Zmienię religię.

Ojciec ci nie pozwoli.

Pozwoli.

Ale i tak ani mój ojciec, ani ja nie damy tych ani nigdy, i prze nigdy,

zrozumiałeś? A ja was, Piotr, nie będę pytał, rozumiesz?

Nie tylko, że nie będzie twoją, ale nie będziesz jej więcej widział.

Zabraniamy ci.

I żadnych listów. A więc to tak.

I kto tu postępuje niegodnie?

Pytałem się ciebie, czy ją kochasz. Powiedziałeś, że nie.

Chciałem się wycofać, póki był czas.

A ty?

Kłamałeś.

Wstydziłeś się przyznać, że ją kochasz.

Ty kochałeś ją w ciemności.

A ja w świetle. Ty w krycie, ja otwarcie. Ty trułeś jej życie. Ja

ją usztyśliwić.

Kto więc winien?

I uciągam ci, że Hani się nigdy nie wyrzeknę. I że jej nigdy nie zapomnę.

I że ją odnajdę, choćby na końcu świata.

Nie przyjechałem tutaj słuchać twoich zwierzeń, a z gruźb twoich drwie sobie.

Powtarzam ci raz jeszcze, Hania nigdy nie będzie twoja.

Henryku, przecież nam obu o nią chodzić powinno.

Zawsze byłeś szlachetny, słuchaj więc.

Zrzeknij się Hani, a potem żądaj ode mnie choćby życia.

Henryku, o Hanie chodzi.

Troskę o nią zostaw mnie i ojcu mojemu.

Mam honor oświadczyć ci, że Hania pojutrze jedzie za granicę i że więcej

zobaczysz. A teraz zegnam. Jeśli tak, to zobaczymy. Zobaczymy.

Hej!

Czy konie gotowe? Tak, jaśnie, panie.

Pamiętajcie.

Nie wpuszczajcie Selima. Ja przypilnuję.

Mademoiselle, proszę zaopiekować się Hanią.

Żadnego kontaktu z Mirzą.

Rozumiemy się.

Jutro zawieziecie ją do Ustrzyckich.

Pojutrze odjazd.

Proszę przypilnować, żeby wsiadła do wogonu.

No i żeby jego przy tym nie było.

A ja widziałem dzisiaj pana Mirzę.

Gdzie? Mignął mi między drzewami.

Jak wrócę z jarmarku, porozmawiam ze starym Mirzą.

Sprawujcie mi się dobrze przez te parę dni.

Dawaj!

Haniu, a więc jutro.

Ojciec powiedział, że tak będzie lepiej.

Odprowadzę cię wierzchem do Ustrzyckich.

Duszno mi.

Może troszkę zaczekacie.

Za pół godziny będzie wielka burza. Za pół godziny będziemy w Ustrzycach. Ale

mnie jest duszno.

Pociąg nie zaczeka.

Hania gotowa? A jakże, poszła pomodlić się do kaplicy.

Gdzie kufry Hani? W sieni. Niech ładują.

Haniu!

Haniu!

Haniu!

Gdzie panienka?

Ja tak myślę, pani Czu, że nic sobie nie zrobiła. Gdzie Hania?

Poszła do ogrodu.

Sytymentalna. Chce się żegnać z drzewami.

Haniu!

Haniu!

Ignat, nie widziałeś panienki?

Widziałem, dopiero to tam pojechali. Co? Gdzie pojechała?

No w stronę lasu. Fajnie, że mirzą.

Hej!

Buziak!

Henryś, jak ty wyglądasz?

Koń mi padł.

Jezus Maria.

Nic się panu nie stało?

Nic. A Hania gdzie? Myśleliśmy, że będzie u nas nocować.

Panie Ustyczki, proszę pana na słowo.

Panie Ustyczki, stało się na szczęść.

Celim Mirza porwał Hań. Na Boga.

Proszę o dyskrecję.

Uwiedź ją nie wiadomo gdzie.

Potrzebny mi jest koń. Muszę go ścigać. Po co?

Zawiózł ją do siebie, a tam co?

Stary Mirza sprawi mulanie i odwiecie Hanie do was.

Żadne błagania nie pomogą. Ja się muszę bić z Selimem.

A tak.

Co to, to tak.

Dla szlachica to najlepsze wyjście.

Bić się tak.

Chciałbym pana prosić, żeby pan wyzwał Selima w moim imieniu.

Teraz wyzwać? Teraz, na jutro.

Dobrze.

Pojadę.

Rozejrzę się przy okazji. Proszę mu powiedzieć, wy nikczemnikiem, że będę go

miał za tchóza, jeśli... Takich rzeczy na pewno mówić nie będę. Trzeba, bo

inaczej uchyli się od walki. Nie, nie uchyli się.

Lolu, córeczko.

Zawracamy. Kary!

Hania, już jest.

Siadaj.

Stary Mirza ją przywiózł.

Selima wybił i zamknął.

Panu strzytki wszystko przewidziało.

Alboż to pierwszy raz młodzi uciekają.

Ojciec jest?

Jest. Cale szczęście, że minęli się ze starym Mirzą. Omal nie dostał

Jak Hania?

Ma gorączkę.

Zdenerwowana.

Ojciec strasznie ją skrzyczał, biedne dziecko.

Czy doktor Stasię widział?

Widział, widział. Kazał się polożyć.

Nie wyjedzie?

Chłopaku, o czym ty znowu myślisz?

Powiem ojcu, że jesteś.

Rozesał koniec za tobą na wszystkie strony. Kazio prowadzi poszukiwania.

Boże, Boże, co się tu działo?

Księże. No?

Co mówił stary Mirza?

Mówił, pomniejszał winę Selima.

Selim pono nic złego nie miał na myśli. Chciał wymusić zgodę ojca, no i waszą.

A Ania?

Ania. Selim przedstawił jej to jako zwykłą przejażdżkę.

Odwiozę cię, mówił, z powrotem, ale już jako swoją narzeczoną.

Widzisz? Widzisz, do czego prowadzi grzeszna światowa miłość.

Hania, Bogu winna przywiązanie.

Bogu jest zapisana.

Można?

Proszę, doktorze.

Nie będziesz się kładł?

Nie warto.

Nie martw się.

Selim też pewnie nie śpi.

Kto wie?

On wszystko bierze tak lekko.

A Hania?

Objawy są niepokojące.

Nakochali się, panicze.

Naawanturowali.

A ta, o którą naprawdę chodziło, ucierpiała najwięcej.

Rozrywaliście ją między siebie.

Każdy ciągnął w swoją stronę.

Bo taka była wasza szlachecka, junacka ambicja.

Honor w tym,

Żeby ją zdobyć.

A teraz będziecie się o nią bić.

A komu to potrzebne?

Jej nie.

Kto kogo wyzwał?

Ja jego.

Bez porozumienia się z ojcem?

Bałem się, że ojciec mi zabroni.

Zgadłeś.

Wracaj do domu, synu.

Zostaw tę sprawę mnie.

Ojcze, zaklinam cię na wszystko, co ci jest święte. Nie zabraniaj mi bić się z

Tatarem.

Pamiętam, jak nazwałeś mnie demokratą i gniewałeś się na mnie za to.

Otóż teraz wiedz o tym.

Mówię, że płynie we mnie krew dziada i twoja.

Chania zhańbiona, na domu naszym plama.

I ja dam im słowo, ja go wyzwałem.

Ojcze.

Dobrze, synu.

Bij tatarzyna.

Niech cię Bóg prowadzi.

A bij tak, żeby w niebie było słychać.

Wybieraj. Oddaj to pannie Hannie, jeśli zginę.

Nie przyjmuję.

To nie zwierzenie, to wyjaśnienie. Zgoda.

Jestem gotowy. Ja też.

Zaczynamy? Zaczynamy.

Chwała Bogu.

Chwała.

Ja zaopiekuję się chłopcem.

Celim krwawi.

Co? Boli, co?

No i bardzo dobrze.

Będzie ślad na pięknej buźce. Siadaj.

Rycerzyki, psiakry.

Kochankowie. Od siebie boleść.

Spokojnie, spokojnie.

Teraz chry, co?

Ojcze.

Co, synku? Co?

Chwała Bogu, odzyskałeś przytomność.

Boli. Ma bolić, synku.

Czy ja?

Biłem się z Selimem?

Tak, synku.

Ale nie myśl o tym.

Selim... żyje?

Tak.

Zemdlo, tylko z utraty krwi.

Żyje.

A Hania?

Hania?

Hania... Hania wyjechała za granicę.

Pęgrosiu!

Pęgrosiu, śniadanie dla panicza.

Mocne.

Są wiadomości od Hani?

Tak, tak, tak.

Hania jest u stryjów. Z panną Diff.

Bo we wsi ospa.

Myślałem, że za granicą.

Za granicą? A co żona by tam robiła beze mnie?

Przebaczyła się jej.

Ja się na nią nigdy nie gniewałam.

Wsiadanie.

Jaśnie pani proszona jest do panny Hanny.

Hanie? Nie, Franek prosi mamę do pokoju, Hani. Mają dać nowe

łowicio.

Franek!

Pomogę ci.

O!

Dobrze.

Jecaja!

Też pójdę zobaczyć.

Ja tam chcę iść.

Tam kadzą jałowcem, tam ktoś umarł. Nie pójdziesz tam, zabranię ci. To zerwę ten

bandaż i rozdrapię te rany błotnymi rękami.

Hania umarła. Hania nie umarła.

Daj ci słowo.

Jest chora.

Bardzo chora.

Ale już jest lepiej.

W porządku?

Co jej jest?

Otwa.

Czy bardzo zaszpecona?

Ja...

Ojcze.

Co z jemu?

Bardzo zaszpecona?

No...

Jak to pospię?

Gdzieś są jeszcze ślady, ale... Zginą.

Zupełnie zginą.

Mój syn chciałby się pokłonić, panie Hani.

Nie wycofuje się.

No, to się chwali.

Czy mogę do niej? Jeżeli masz odwagę.

Nie rozumiem.

Rozumiesz.

Rozumiesz.

Idź, idź, pogadajcie w cztery oczy.

Tak.

Tak będzie najlepiej.

Nie chodzić!

Koleś przyszedł.

Przysięgaj. Tak, ty jesteś taki sam.

Tylko ja już jestem inna.

Mnie nie można kochać.

Aniu.

Moja miłość.

Nie doceniasz jej do prawdy.

Nie mówmy już o tym, proszę cię.

Zostaw mnie w spokoju.

Salim, Salim.

Tak, kochanie?

Mówi, że musi odpokutować.

Widziałeś ją?

Nie, nie wpuściła mnie.

Tak myślałem.

Selim.

Idź, Henryk na ciebie czeka.

Idź, idź.

Henryku.

No i co?

Nie spuściła mnie.

Więc aż tak źle.

Najgorsze jest to, że sam nie mogę rozeznać się we własnych uczuciach.

Czy myślisz, że to jej nie było ostateczne?

Tak mi się wydaje.

Selim.

Na biurku są cygara.

Zapalimy, nie?

Nie wiem, czy cię wolno.

Muszę ja z nią porozmawiać.

Nie zechce ci się pokazać.

Mnie zechce.

Dlaczego tak myślisz?

Dlaczego?

Dlatego, że... na mnie jej nie zależy.

To ja jestem wszystkiemu winna.

Przebacz mi.

Aniu, siostryczko moja, nie płacz.

Ja cię zawsze będę kochał.

Ja cię zawsze będę kochał.

Henryku, jedźmy do Francji.

Nic prosaków.

Skoro nie możemy uczynić tego tutaj, zrobimy to w napoleońskiej armii. Tak

twój dziad pod Jeną.

Nie, Selimie.

To nie ten sam Napoleon.

I nie ci prosacy.

Popatrz.

Może między nimi jest ona.

Mogłaby być.

Może tamta?

A ta po lewej? To nie Hania?

Myślisz, że aż tak by się zmieniła?

Kto wie?

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.