All language subtitles for Misja - odc 4

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Rocznica Imperium Rzymskiego. Wielka defilada w Rzymie.

Król Emanuel razem z Busolinim oglądał manewry Korkusu Rzymskiego. Obecny był

następca tronu, książe Umberto.

Giornale Italia stwierdza, że nowe włoskie zasady wojenne odpowiadają

wojny szybkiej i decydującej. Odpowiada to warunkom włoskim, które są bardziej

bogate w materiał ludzki i wartości duchowe niż żelazo, złoto i benzynę.

osobistego zbadania sprawności nowej dwukółkowej dywizji piechoty...

udał się na teren operacyjny manewru w Abruzzach i stanąwszy na czele 82.

Pułku, odbył z tym Pułkiem mars trwający półtorej godziny.

Wielkim rozmachem świętowano rocznicę faszystowskiego marszu na Rzym.

Włoska Rada Ministrów uchwaliła wydalenie Żydów, którzy zamieszkali we

po 1 stycznia 1919 roku.

Mussolini powiedział, oficerowie, podoficerowie, kaprale, żołnierze i

koszule. Należycie do nowej młodzieży włoskiej, zorganizowanej pod znakiem

luktorskim, która zdobyła imperium. Macie tylko jedną ambicję. Jest nią

broni w służbie ojczyzny.

Czasach, gdy w tylu częściach świata rozbrzmiewają armaty, byłoby zbrodnią

czynić przygotowań. My nie łudzimy się i przygotowujemy.

Winą za ostatnie pogorszenie stosunków włosko -francuskich Duce obarczył stronę

francuską. Działalność Francji na arenie międzynarodowej określił jako perfidną.

Mimo oficjalnych zapewnień francuskiej dyplomacji, powiedział Mussolini,

toleruje dostawy broni dla czerwonej Hiszpanii. Ostatnio na przykład

biuro werbunkowe zawiadomiło ambasadę hiszpańską o wyjeździe 2580 ochotników

prąd Hiszpanii.

Mussolini podziękował Hitlerowi za życzenia na zesłanie w rocznicę urodzin.

Ociatki, ubiegły rok zbiegł pomylni spotkaniami w Rzymie i Berlinie umocnił

przyjaciel pomiędzy obu naszymi narodami. Jestem przekonany, że na linii

spoczywają interesy naszych obu narodów.

Zarówno jak i pokój europejski.

Działamy teraz we trzech.

Ten mały nazywa się Willi.

Ten to Hazza.

A ten to najważniejszy, Adler.

Do niedawna pracował w Abwerze.

Wieziemy go do Hiszpanii.

Za duże pieniądze i paszport do Meksyku obiecał wskazać ich wtyczkę w naszej

centrali. Wiemy też, że Niemcy złamali szyfry Republiki.

Na dotarcie do Hiszpanii mamy tylko 56 godzin. Niemieccy agenci depczą nam po

piętach. Wczoraj już niewiele brakowało.

Po Adlera, który schował się w górach, pojechałem z Heleną, bo miała samochód i

znałem ją jeszcze z Warszawy.

Dogadałem się z Adlerem, kiedy nagle Helena wyciągnęła pistolet.

Postrzeliła Adlera w rękę i wydałaby na Niemcom, gdyby nie hazy.

Przebyliśmy się.

Ale czekali na nas na granicy włoskiej.

Na szczęście miałem niezłe pomysły.

Tym gestapo zależy głównie na Adlerze. Jak go złapią, to zawiozą do najbliższej

agentury. Adler wiedział, gdzie mają taki punkt we Włoszech.

Rozdzieliliśmy się.

Hazza i Willi pojechali krótszą drogą na agenturę. Ja z Adlerem do granicy.

Ten łysy bajchman czekał.

Obili następnie, potem samochód i wiozą.

Helena jechała z nami.

Trochę się denerwowałem, że Hazemu się powiedzie.

Odbił nas bez kłopotu.

Kiedy bajchman szelał, Helena mnie zasłoniła.

Nigdy bym nie pomyślał, że ona naprawdę pracowała przecież dla nich.

Umarła.

Przechamuj trochę.

Ładzie nas witają.

Duce, a?

Duce, here, here.

Reisen fahren warten. Reisen fahren warten.

Duce, here.

Komm, muss weg.

Went now, went now.

Cześć, 1, 2, 3.

Duce, komm, wojasz, kapito. Cześć, komm, wojasz, kapito. Snell, los. Los, los.

Los, los.

Was ist los?

Was ist los? Proszę, komaraj, nie chcę nas przepuścić.

Proszę, komaraj, nie chcę nas przepuścić. Miklon, wejdź do

budzla!

On mówi, że szosa jest zamknięta, bo Duce będzie tędy przyjeżdżał. Tak mówi,

silencio. Idusze, gran voyage!

Capito! Snell!

Los!

Niech żyje Duczek!

Kąd wiedziałeś, że zamknął Sotę?

Po prostu czytuję gazety.

Łoskie także.

No i przeczytałem, że ten fagas będzie tędy przejeżdżał.

Faszyzm osiągnął nowe, wspaniałe zwycięstwo.

Duczy ożywił ich rzymską duszę, a dusza osuszyła błota pontyjskie.

A osuszyli?

Im więcej hałasu, tym mniej sukcesów.

I co?

Zadowolony, pan doktorze? Z tego przedstawienia?

Owszem.

Zagra pan siebie?

Nie, nie, nie. Ja pytam o pana.

Ja przestałem interesować się historią.

Coś się zaczęło, coś się skończyło.

No i został pan szyferem.

Całe życie zajmowałem się śmiercią.

Całe życie pisałem o tym, jak inni wyobrażają sobie śmierć.

W malarstwie, w rzeźbie. Tak, znam, znam pańskie prace.

Za dużo jest jej koło nas w życiu, a ja jestem

starym. No, mógłby pan przestać wrócić na uniwersytet.

Mógłbym, ale tego nie zrobię.

To bez sensu.

Mamy różne poglądy na istotę sensu, Adler.

Byłeś tu kiedyś?

Tak, ze stu razy.

Ze studentami.

Właściciele domu, w którym mieszkałem, jeździli często do Włoch.

Mieli wszystko. Dom, samochód.

Włochy, Francję.

Klasyczny komunista, ideowiec z zazdrości.

Zabrać innym, co mają.

Zepchnąć ich w nędzę.

Wszystkich zepchnąć w nędzę.

Oprócz samego siebie.

Bredzisz, mnie chodzi tylko o to, żeby każdy mógł pojechać do Włoch.

Nie jesteś na wiecu, ani na zebraniu partyjnym.

Pobudki altruistyczne.

Miłość do człowieka.

Okropne.

Coraz bardziej mi przykro, że muszę ryzykować życie z amatorami.

Tymczasem żyjesz. To kwestia przypadku.

Wsiadaj.

Zgadza się.

Ja jeszcze nigdy nie byłem u fryzjera na goleniu.

Takim prawdziwym zwodom koleń.

Jeśli będzie trochę czasu, to może załatwimy. Ale zostawisz pistolet. Bo

Za wcześnie go wyjmujesz. Ze strachu.

Ja się nie boję. On się boi, że się będzie bał.

To jest wstup.

Jakiś klasztor.

Nie, no to nie mogę być tutaj.

Tutaj, tutaj.

Chodźmy.

Proszę, pozwólą panowie za mną.

Panowie, poproszę do stołu.

Jorge, zobacz, co robi Don Bartolomeo. Słucham pana.

Hazel, obiecywałem. Co?

Poproszę paszporty. A tak, racja. Oddajcie paszporty.

A ty idź do fryzjera, ale musisz wrócić za 20 minut.

Prawdę mówiąc, wolałbym, żeby on stąd nie wychodził.

Pozwól mu.

Bo gotów się rozpłakać.

Fryzjer jest tuż obok.

Idź. Proszę, panowie, proszę.

Paszporty będą za pół godziny, ale mogą być kłopoty z transportem. Była mowa o

dwóch osobach.

I że będzie trzeba, to pojadą dwie. Ale wolałbym, że wszyscy.

Spróbujemy.

O, doskonale.

Wspaniale, że to wreszcie mamy.

Proszę bardzo, proszę.

Tak, to ja.

Bo trzeba będzie trochę więcej mi... Tak, tak.

Mam wreszcie tę książkę.

Dzień dobry.

Uszanowanie. Dzień dobry.

Wina, proszę, obsłuż pana.

Z przedziałkiem?

Nie, ogolić.

Ogolić? Tak.

Wszystko układa się pomyślnie.

Za pół godziny może cię ruszę.

Wolałbym jednak, żeby ten pan nie miał zbytniej możliwości

kontaktowania się z osobami trzecimi.

Jestem w waszych rękach.

No nie.

Jeszcze nie zupełnie.

Złogi na to, że to my w każdej chwili możemy być w rękach Gestapo lub innej

diabelskiej instytucji. Nie prosiłem was, ażebyście mi ufali.

To też tego nie robimy.

W Andorze Niemcy zainstalowali silną stację przekaźnikową dla krótkofalówek

swoich agentów.

pracujących na północnym zachód od Firenejów.

Kontrolują cały ich ruch między Francją, Włochami, a Hiszpanią.

No i sama droga też nie jest zbyt bezpieczna.

Panie Adler, czy pan ma możliwości zmniejszenia ryzyka?

Chciałbym. Sprawa pieniędzy?

Proszę się nie kępować. Wiem, że od pana można kupić wszystko.

To, co wiedziałem, powiedziałem.

Więcej nie wiem.

To znaczy, wiem.

Ale to nie ma nic do rzeczy.

Szkoda.

Wasz statek nazywa się Reina.

Pływa pod flagą panamską, proszę.

Już czeka w porcie.

Kapitan to pewny człowiek? Nie, dzisiaj nikt nie jest pewny. Trzeba uważać.

Jeden z sześciu.

Chyba trzeci. Drugi.

Unikalne. A dla kogo on pracuje?

Kto? Dürer.

Szyper. Na dwie lub trzy strony.

A dla kogo bardziej?

Dla lepiej płacących.

Chyba jednak trzeci.

Zapłaciliśmy dobrze. Będzie się długo targował, zanim was sprzeda.

Za ta.

Zaraz. Zobaczymy.

Tak, Pan ma rację.

Don Bartolomeo ma dwa, musiał zmienić. W każdym razie gratuluję trafności oceny.

Potrzeba lat studius, żeby... Wietpa poprzed pałacem. Kareta gotowa? Tak,

przy boczniej fucie.

Nie ma obawy, do środka nie wyjdą. Ale my stąd musimy wyjść.

Boże, mały siedzi u fryzjera.

Szybko. Za mną.

Adria.

Beichmann. Cześć.

Co?

Automat prosta w samochodzie.

Chodźmy.

Wija, wija, wija! Mówitević!

I tak mu nie pomożesz!

Co się stało?

Ruszaj!

Uwaga, policja! Nogi do góry, nogi!

Słuchajcie mnie!

Spokojnie, spokojnie.

Nie, nie, nie.

Dzień dobry.

Adios, Kaudium.

Szefie! Są! Dalej na pokład!

Szybko!

Bardzo przystojni! Bardzo przystojni! I bardzo mężczy!

Ach, to pan!

Odbijamy!

Zuby rzuć! Zuby rzuć!

Prawo na mur!

No i co, proszę księdza?

Odskoczymy!

W imię Boże!

Zaraz kapitanat zarządza, żebyśmy zawrócili.

Cała naprzód! Wszyscy są.

Sami znajomi.

I policja włoska. Jezus Maria.

To nie Włosi.

To Niemcy.

Idę do radia.

Trzeba się zastanowić.

Ma dwie żony?

Pięcioro dzieci?

Musi to przemyśleć.

Zawróci? Piwniej, człowieku. Wody terytorialne.

Pół godziny.

A pas przyległy?

Włosi zastrzegli sobie prawo do statków na pasie.

Razem dwie godziny.

Rejna ma dziwne ze ścigacza.

Przeleci.

Złapią nas.

Włosi nie.

Hej, wy!

Na dół! I żeby mi tu śladu nie było!

Jazda! Dajcie im jakieś łachy!

Nie znoszę księży!

Żarcie! I co tam nowego?

Żądają natychmiastowego powrotu.

Dwie żony i pięcioro dzieci.

Stary powiedział, że wróci jak tylko mu się uda zreperować ster.

I co?

Mamy pięć minut.

A za pięć minut...

Będziemy na wodach międzynarodowych.

Zresztą Włosi nie będą ryjny gonić.

Dlaczego? Przecież powinni.

Oberszef niekiedy dla nich pracuje.

A w dodatku, oni nie lubią Niemców.

Możesz spać spokojnie.

A kto jest Oberszefem?

Taki tam jeden.

No kto?

Nazywa się Marsz. A dalej?

Marsz. Jak się urżnie, to mówi...

Włosi

reiny nie złapią.

Chyba, że Niemcy, ale za dupę nas nikt nie złapie. No za dupę to chyba nie.

Idę. Hej.

Ja nie jestem świnia.

Marsz rząda. Ale ja mam zepsuty ster.

Nie uwierzy. Jemu zapłacili i mnie zapłacili. Była umowa?

Szefie, mamy się zatrzymać w tym miejscu. Nadaj im, żeśmy już do Minery.

na północ, na Barcelonę. Niech wyznaczą inny punkt.

Zanim wyznaczą... Szefie, oni nas łapią.

Niedługo ich będzie witać.

Cicho.

Chodź.

Co jest?

Niedobrze. Ścigają nas.

Chciałbym się ogolić.

Jak mały.

Daj spokój.

Dziś wieczorem ogolisz się w Hiszpanii.

Chyba w szpitalu.

A nawet w burdelu.

Teraz trzeba coś zrobić.

Adler.

Adler.

Wstawaj, no.

Dawaj. Co?

Co, już?

Obudziłeś się?

Co to jest?

Chowaj to!

Do ciebie mówię, schowaj to!

Co tu chcecie?

Może ci pomóc.

Właściwie muszę mieć alibi.

A widzisz... W porządku.

Mam dwie żony i pięcioro... dzieci.

I psa.

Odsłyszę.

Kota, dobre było radio.

Marzcie kupinowym.

Pan wojnie.

Trzebie! Trzebie!

Widać ich!

Do szalupy! Szybko!

Szybciej! Szybciej!

Szybciej!

Uważaj, padre!

Macie kwadrans czasu.

Benzyny wam starczy do francuskiego brzegu.

Tylko musicie pilnować kursu, rozumiesz?

Musisz się trzymać za cieniem rejny.

Motor włącz dopiero, gdy ja zagłuszę.

Jasne? Nie masz żalu?

Przecież widzę, co jest.

Będzie gorzej.

Dziękuję.

Do widzenia!

Odbijacz! Odbijacz!

Odchodź w prawo!

Trzymajcie się!

Skąd się wziął ten cholerny pies?

Siedział w łódce.

A ten szyper oszukał nas.

Oszukał nas z tą Hiszpanią, z benzyną i dorzucił jeszcze psa.

I piraneje.

Ryjna nie miała szans dotarcia do Hiszpanii.

Tam gęsto odpatroli.

A wiedziałeś, że pójdziemy przez góry? Że wy pójdziecie.

Ja miałem wrócić.

Jak was zaaduje na ryjnę.

I co dalej?

Zobaczysz. A co, myślisz, że tam mają benzynę?

Mam nadzieję.

Ale na pewno wodę i coś do żarcia.

Na starego nie narzekaj.

Musieliśmy w nocy mylić furt.

On ma teraz na głowie policję.

Hej! Poczekajcie, niech wyjdę.

Pusto! No co?

Idziemy? Może tędy.

Uwaga!

Widziałem! Co?

Nie wiem.

Gdzie? Tam!

Ale co człowieka?

Jak śmierć.

Ma gorączkę.

Widziałem.

Ruszała się.

Kaptur.

Puste oczy doły.

Jak śmierć, a potem znikła.

Nie ma przyj, tak się doczekasz.

Chodź, Hazel.

Zostań tu.

Idź bramą, a ja tędy.

Co jest?

Nie wiem.

Nie wiem.

Idź sam.

Zobacz. Ja to zastanę.

Połóż się teraz spać.

Wszystko będzie dobrze.

No i ty.

Słucham?

Potrzebuję pomocy.

Zabrakło mi benzyny.

Rozumiem. A pan jest sam?

Tak.

A kim pan jest?

Zabrakło mi benzyny.

Proszę się nie denerwować.

My tu żyjemy w ciszy.

To jest szpital?

Trąd.

Pan słyszał o takiej chorobie?

Pan ich leczy?

Staram się im pomóc.

Możecie mieć kłopoty.

Pan i pańscy przyjaciele.

Ja jestem sam.

W nocy miałem telefon.

Policja powiadomiła mnie o trzech bandytach uciekających w kierunku wyspy.

Nie jestem bandytą.

W takim razie kim pan jest?

Już panu mówiłem.

Potrzebuję pomocy.

Pani i pańscy przyjaciele.

Tak. I moi przyjaciele.

A ile tej benzyny?

Do brzegu.

Którego?

Czerwonego.

Republikanie? Tak.

Niesiecie śmierci. Jest wojna.

Nas też zabijają.

A wy?

W słusznej sprawie.

To niczego nie usprawiedliwia. Nie mam czasu na filozofię, kiedy do mnie

sprzelają.

Pan chce przebudować świat?

Bez filozofii?

To prowadzi do katastrofy.

Panie doktorze! Panie doktorze!

Policja!

Patrolowiec przystani!

Znowu goście.

Pan mi pomoże? Co?

Pokaż, gdzie benzyna. Tak!

Niech pan tu zostanie.

Bez tego.

Proszę. Tu jest 20 litrów.

Witam pana.

Spokojnie było w nocy?

Dziękować Bogu.

To niebezpieczni bandyci mogli się gdzieś ukryć.

Stój, stój.

Postaw tam.

Dziękuję.

Trzymaj! Nie, nie, nie!

Nie zbliżaj się!

Nie zbliżaj się!

Odejdź!

Odejdź! Odejdź!

Odejdź! Odejdź!

Odejdź! Halde!

Halde!

Hazel, coś jest!

Powiedz coś!

No coś jest!

Zostaw go!

Kręgosłup!

Skąd wiesz?

Za życia byłem lekarzem.

Lekarzem. Nie wolno go ruszać!

Wystarczy mi słowa, pana!

Zresztą nie przypuszczam, żeby wyszli na ląd, jeśli wiedzą, co tu jest!

Niech pan sprawdzi!

Proszę dać nam znać, jakby pan coś zauważył!

Do widzenia!

Odpłynęli.

Nigdy nie wychodzą na brzeg.

Czy to naprawdę takie niebezpieczne?

Ludzie nazywają to miejsce wyspą śmierci.

Boi się pan?

Nie mam na to czasu.

Ile pan ma lat?

Dwadzieścia siedem.

To już czas, żeby się zastanowić.

Nie żyję się bezkarnie.

A pan nie ma żadnych wątpliwości?

Przeciwnie.

Wiele.

Jedną pewność.

Ja należę do nich.

Nic, nic.

Dziękuję za pomoc.

Takie jest moje powołanie.

Odejdźcie. I to jest to.

Nogi całkiem zdręciały. Spokojnie.

Odpływamy? Tak.

Dokąd płyniemy?

Do przystani.

Zawleczeć. Płyniemy do lekarza. Na wyspę? Tak.

Popatrz.

Jeżeli mnie tam zaniesiesz, to na pogrzeb.

Mój.

Chyba mnie trochę poznałeś.

Jeśli natychmiast nie zawrócisz do Francji, to się

zestrzelę.

Co?

Nie zostawiaj mnie u trębowatych.

Szkoda...

Oddaj pistolet!

Oddaj!

Zastrzel mnie!

Zastrzel!

Proszę!

Gdzie jesteśmy?

Między Węgrze a Perpigną.

On się tak będzie męczył! Zrób coś! Pomóż mu!

Hazę, wytrzymaj jeszcze trochę.

Musisz. Musisz wytrzymać.

Zastrzel go, to twój przyjaciel!

Zastrzel go!

Stul pysk, bo najdzie w zastrzele ciebie!

Hadze.

Musisz wytrzymać, już widać grzech.

Mały.

Pamiętasz wszystko?

Tak.

Uważaj na Adlera.

Nie martwię.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.