Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Halt! Stój!
Zatrzymaj się!
Co wjedziesz?
Nic takiego.
A nie kontrabandę?
Mazią dowozów handluje. To złaj z wozu, zobaczymy.
Pokaż, co masz w środku.
Ja nic tego nie przemytam.
To odsłoń wóz i pokaż.
Niech mnie nigdy nie sprawdzą.
I wy nie będziecie.
Nie chcesz podobrać mi? To sam zobaczę.
Dogadajmy się.
Ty, słuchaj.
Zapomnimy, żeśmy się potłukli.
Tylko daj nam okup.
Jeszcze się spotkamy!
Drogój mi.
Poni fesiu.
Bonifaciu. Ty tu sobie spokojnie śpisz i w ogóle nie wiesz, co się dzieje w
oparkach. Toż człowiek we własnym domu chociaż przez chwilę nie może wypocząć.
Wyobraź sobie, że ten... Nair.
Kto?
No ten dziwny przyjaciel dziedzica. Czorgut? Tak.
Ginął gdzieś bez wieści. Wyobraź sobie, wyjechał podobno wczoraj w nocy
uzbrojony w dubeltówkę, cztery pistolety, dwa pałasze, a dziedzic nic o
wiedział. I co dziedzic?
Kazał go szukać po całej okolicy. Sam też biega jako pętany.
Pewnie Hunsot skręcił sobie gdzieś kark. Od razu mu to przepowiadamy. No tak,
tak.
A co chciałbyś zobaczyć,
nieboszczyka?
Został.
Co ty wyprawiasz?
Co to wszystko znaczy?
Co dzisiaj na obiad?
Jedź, przecież widzisz, że się nic nie stało.
Sam chciałeś, żeby mi się coś stało.
Kiedy wyszedłem z pałacu, konia już nie było.
Wrócił zraniony koło południa.
Ale co ty do tej pory robiłeś?
Widzisz, moja wybawicielka dokładnie odpowiadała twojemu opisowi Eugenii.
Ale wydaje mi się mało prawdopodobne, aby to była hrabianka.
Nocą w opuszczonym dworze w towarzystwie...
Tego szaleńca?
Dolej zimnej.
Ja też ją dzisiaj widziałem z bulijem.
Kiedy to było?
Rano.
Bulij wiózł ją gdzieś wodem.
Może do Orkizowa?
Niemożliwe.
Obserwowałem dokładnie pałac hrabiego. Żaden wóz nie przyjeżdżał.
A może przywieźł ją z drugiej strony?
Wykluczony.
A co ty właściwie robiłeś w Orkizowie?
Chciałem się przekonać, czy to rzeczywiście Eugenia.
Czy to ona była nocą we dworze?
Wiesz, jaki śliczny.
Eugenio, wracamy.
Chodź, chodź.
Szkoda, że nie widziałeś go z bliska.
Wcale się nie bał.
Wyglądała tak samo.
Chociaż wydaje mi się, że dziewczyna w zaklętym dworze poruszała się jakoś
inaczej.
Jakby poważniej. Widziałeś ją w zupełnie innych okolicznościach. I chyba inaczej
ubraną.
Oczywiście, ale w jaki sposób Eugenia wróciłaby do pałacu?
A może tam jest jakieś... tajemne przejście?
Tu jest krople.
Powinieneś jeszcze dzisiaj zobaczyć się z Eugenią.
Może to jednak ona straszy we dworze?
Chorawa twierdzi, że widział w nocy starościca.
Bzdura!
Nikogo poza panną i bulijem nie było we dworze.
Ja też mu nie wierzyłem.
Ale on widział jeszcze maziarza, jak wyjeżdżał załadowanym wozem z zagrody
bulija.
Chce złożyć skargę dla kozaka.
Wyokrada dwór.
Gdzie on jest?
Chorawa.
Odgrażał się, że pójdzie na policję.
Sędzia miał go zatrzymać w areszcie.
Musisz to sprawdzić.
Bo temu gongoleckiemu to ja nie wierzę.
Gdyby się jeszcze policja w to wmieszała.
Sami musimy rozwiązać tę zagadkę.
Dobrze. Pod jednym warunkiem.
Jakim? Że już nigdy nie wejdziesz na teren zaklętego dworu.
Jak już wszystko wyjaśnimy.
Teraz idę odpocząć, bo przecież nie dałeś mi się wyspać.
A ty bierz się do dzieła.
No.
Filip.
Ubranie.
Kiedy chcecie go chować?
Jutro rano.
Nie będzie pogrzebu.
Jak to?
Przecież wszystko jest gotowe.
To nic nie znaczy.
Przyszła do mnie skarga, że nieboszczyk nie umarł naturalną śmiercią.
Jezu, to wszyscy wiedzą, że mój stary już od roku dogrywał na sucho.
nie wzywajcie imienia Pana Boga naszego nadaremno.
Nieboszczyk nie zostanie pochowany, dopóki lekarze nie pokrają go na sztuki
nie zobaczą, dlaczego umarł. I nie ma od tego odwołania.
Zmiłuj się, panie sędziu, kochany.
Ludzie nas zadział od nią. Niech wygodali tatula, a teraz po śmierci jak
kraść go będą. Jeśli nie daj Boże co znajdą, w kryminale zgnijecie.
Mam tutaj przy sobie pieniądze po nieboszczyku. Żeby krewni nie
jakby pan sędzia się nie obraził, to ja bym... To będzie trudna sprawa.
Lekarze już się szykują, żeby wam męża krajać.
Kryminał trzeba będzie zapłacić.
No, pomogę wam w biedzie.
Róbcie jutro pogrzeb. A z kryminałem...
Jakoś się załatwi.
Bóg zapłaci, panie sędzio. Bóg zapłaci. Ale z pana sędziego dobry człowiek.
Zatny człowiek.
Zatny Bóg. No dobrze, dobrze.
Idźcie już.
Gaworek, wyprowadź ich.
Chodźcie.
Bóg zapłaci.
No dobrze, dobrze, dobrze.
Gdzie lecisz, ptaszyna ma?
No,
co tam jeszcze mamy?
Jeszcze skarga prawa tego konia. To tylko niby chorawa ukradł, a Gaworek
go u Dzięgiela.
Dzięgiel. Łajdak.
Nie wydusimy z niego złamanego grosza, ale Dzięgiel ma dla sąsiada maciurę, a
bogaty chłop.
Można by go nieźle skubnąć, ale Maciura nic nie zawinił.
Nikt nie jest bez winy, panie Chochelka.
Jak Maciura jest sąsiadem Dzięgiela, to mógł wiedzieć o jego złodziejstwach, a
przecież nic nam nie powiedział.
Tu ma pan polecenia na piśmie.
W obu sprawach będziemy oczekiwać pańskiego raportu.
I niech pan nie zapomni o Sorgucie, to bardzo podejrzana postać.
A może pan komisarz jednak wstąpi?
Do mnie chociaż na chwileczkę.
Żona podał wiadek.
Tak?
Niestety.
Mam jeszcze egzekucję.
I tak się spóźnię przez tego przemytnika.
Niech go pan sędzia dokładnie wybada i przeklokajcie wód.
Wszystko zostanie zrobione według instrukcji, panie komisarzu.
Według instrukcji.
Żegnam pana komisarza, żegnam. Do zobaczenia.
Jak się nazywasz?
Czaczała.
Czaczała. Też nazwisko?
Skąd jesteś?
Z gór.
A co masz na wozie?
Mazią handluję.
Nie mam żadnej kontrabandy.
Zaraz się przekonamy, otrze, czekaj.
Zrewidować go, a potem sprawdzić, co ma na wozie.
Co ma wieku? Co ma wieku? Co ty?
Odejdź!
Stój!
Daj
go
tu!
Panie sędzio...
To dla Ciesbrodziarzu! Ktoś pierdolił człowieku!
Ty paranie!
Co się tu dzieje?
Witamy wielbocznego pana.
Witamy, witamy.
Trzydzieści lat jestem mandatariuszem. Jeszcze nie zdarzyło mi się coś
podobnego. Co się właściwie stało? Ach, okropna historia.
W tyrkule nie będą chcieli nawet uwierzyć. Rozwój Maziarz w łeb mi
Skrócicy.
Całkiem mnie ogłuszył.
Zrewidować się nie dał.
Proszę pana, o chwilę rozmowy.
A proszę, to może przejdziemy do mieszkania. Proszę bardzo.
Mam go, mam go.
Panie Gągoletki, sądzę, że mogę panu śmiało zaufać. Mam go już.
O co chodzi?
Przepraszam ujrzenie, że nie uważałem, ale roztrząsałem właśnie, kim może być
ten maziarz.
I wydaje mi się, że już wiem. Niech mnie siarczy z te pioruny. Wiem, wiem. Więc
kim on jest, pańskim zdaniem?
To jeden z tych emisariuszy.
Panie Gągoleski, cały ten dzisiejszy wypadek
musi pan jakoś tak zręcznie...
Ukryć jakoś. Takie zatrzyć.
Więc jak będzie?
Trudno będzie.
Bardzo trudno.
Trudno?
Jak to?
Nie uda się?
Pieniądze niby wszystko znaczą, ale ci dwaj strażnicy to lotry kute na cztery
nogi. Trzeba by ich nieźle opłacić, żeby nie wnieść oskarżenia.
Ile na to potrzeba?
Parę setek.
Daj natychmiast.
Przy tym bardzo się sam narażam.
Cyrkuł może mi cofnąć dekryt.
Ma pan u mnie utrzymanie do końca życia.
Aha,
aha. W bogu nadzieja, spróbuję.
Aha, trzeba by jeszcze opłacić milczenie Gaworka i Chochelki. Oni wszystko
widzieli. Niech pan robi wszystko, co pan uważa za stosowne.
Dobrze, dobrze.
No tak, a pieniądze?
Niech pan żąda w moim imieniu od Giergilewicza. I na te wszystkie
opłaty też?
Na wszystko.
Proszę, proszę.
A co z Chorawą? Siedzi. Co prawda, choć się odnalazł, ale
wynajdziemy mu coś nowego.
Proszę.
Więc mogę na panu polegać?
Ręczę za wszystko sumieniem.
Służę panu.
A ja uszanowanie.
Starościec to był wariat, ale ten to... Głupiec, dureń, co się zrobił.
Teraz mam go w garści.
Ej wy tam!
Do kancelarii!
To mi się podoba. Dwóch uzbrojonych ludzi.
Pozwala uciec niebezpiecznemu kontrabandziście. A za coś to wam cesarz
Doniosę o tym natychmiast waszym przełożonym takich tchórzów, jak wy
rozpędzić na cztery wiatry. Ależ, panie sędzio... Stulpysk, mości dobrodzieju!
Osobiście pojadę do pana komisarza celnego. Powiem mu, jakich to ma pod
darmozjadów. Ależ, łaskawy panie sędzio... Stulpysk, mości dobrodzieju!
Jeszcze do cyrkulu was podam i na policji obsmaruję lejdaki.
Niczym mnie nie przeblagacie.
Trzeba będzie z nim załatwić.
Panie sędzio, niech jak niewielmożny pan sędzia nam daruje.
Pan sędzia łatkawie nikomu nic nie mówi, my się odwdzięczymy.
Mam wyborne cygara.
Dam zbój węgierskiego tytoniu.
Przynieście, to zobaczymy, co się da zrobić.
I takie jest całe moje życie.
Ładnie, żeśmy na tym wyszli, bracie. Cygara, tytoń, popytku.
To pan
sędzia
żyje? Zdrow jak ryba. A tobie nic się nie stało?
Ogłuszył mnie Łajda Garmibuszek dzwonić.
A pan sędzia coś rozsierdzony.
Chyba tylko diabeł by go dogonił. Kogo?
Tego rozbójnika.
Pół mili zanim pędziłem.
Pędziłeś, pan? Na piechotę.
Nigdzie nie mogłem znaleźć konia.
Panie, milczałbyś pan lepiej.
Za kogo pan nie ma, żeby takie banialuci opowiadać?
Wolno wierzyć albo nie.
Jak się panu sędziemu podoba.
Witam wielmożnego pana.
Zostałem pana hrabiego.
Do pana hrabiego.
Moje uszanowanie, uszanowanie.
Proszę pana.
Proszę pana.
Przyjechał pan Gongolewski. Ma jakiś ważny interes do pana.
Do mnie?
Nie, do pana Juliusza, ale...
Ale jego nie ma i nie wiem, co ma zrobić.
Czy ma czekać, czy też przyjechać innym razem.
Niech zaczeka.
Tak jest.
Ten wypadek może poważnie zaszkodzić osobom, które z tym człowiekiem
współdziałały. To byłoby okropne.
Jeden z moich poddanych twierdzi, że zna miejsce tajemnych spotkań Maziarza.
Chce o tym powiadomić policja.
A co to jest za miejsce?
Dwór w Żwirowie.
Dwór w Żwirowie?
Ten człowiek twierdzi, że wśród osób kontaktujących się tam z maziarzem
jakąś młodą dziewczynę. A, więc ta ogrodowa nimfa istnieje naprawdę.
Na to wygląda.
Jeszcze jedna niedorzeczna bajka o zaklętym dworze. Dlaczego papa nie lubi
tajemniczych opowieści?
Bo ubliżają pamięci mojego brata.
Dziś również widziałem tę pannę.
Jechała wodem z bulijem.
I znów wydała się pan podobna do mnie?
Jak dwie krople wody.
Czy pański sędzia zrobił już użytek z tych wszystkich wiadomości?
Broń Boże, ale boję się, że cyrkule sami mogą zainteresować się tym, co się
dzieje w Żwirowie. Powinien pan jednak jak najświeśniej porozmawiać z Wulijem.
August powrócił z zagranicy.
Przyjechał, żeby się z nami przywitać. August!
August to nasz kuzyn.
Towarzysz zabaw dziecięcych.
Eugenii.
August! Eugenia!
Jaka piękna.
Jak ty wyrosłaś.
Jak się pan ma, panie kongreski?
Dziękuję.
Co tam słychać u pana?
Przybyłem z pewnym sekretem.
A co to za sekret?
Chciałbym o tym pomówić z samym dziedziczem.
Uważasz mnie pan za szpiega, panie Grogolewski?
Ależ uchowaj Boże. Miko, że to bardzo delikatna sprawa.
Niech pan przestanie stroić miny.
I powie mi wreszcie, o co chodzi.
No, słucham.
Prosiłbym jednak o zachowanie sekretu.
Zdradzam panu tajemnicę urzędową.
Rydykuje mój urząd.
Po raz pierwszy w życiu pan rydykuje, panie Gongeleski?
Musi pan wiedzieć, że cieszę się wielkimi względami w cyrkule.
W to nie wątpię.
Żeby jakoś dać sobie radę w życiu, trzeba być jak piskorz, panie
Zostawmy ryby, panie Gągelewski.
Do rzeczy.
Otóż pan komisarz Kraksyl Huber przywiózł mi dzisiaj dwa poufne
Jedno dotyczy tych niesamowitych historii związanych z zaklętym dworem,
To już cyrkule interesują się duchami?
A tak. Starosta kazał mi w ciągu trzech dni złożyć szczegółowe sprawozdanie z
moją własną opinią w tej sprawie. To w tej sprawie przybył pan do dziedzicy?
Tak.
Chciałbym jak najlepiej wywiązać się z mojego zadania.
Niech się pan nie martwi.
Ja za pana napiszę ten list.
Ależ ja podlegam cyrkulowi, panie dobrodzieju. Ale pensję bierzesz pan od
dziedzica.
Cyrkuł może mnie ukarać.
A dziedzic przepędzić na cztery wiatry.
Niech mi pan teraz powie, co było w tym drugim poleceniu.
W jakim drugim?
Przecież powiedział pan, że komisarz przywiózł dwa polecenia. Dwa?
Ja tak powiedziałem?
Proszę, niech pan podpisze.
No i jakie było to drugie polecenie?
Co też, panu.
Panie Gongoleski, bądźmy przyjaciółmi.
Bo jak będziemy się gniewać, to gwarantuję panu, że w niedługim czasie
tu za ciasno i jeden z nas będzie musiał opuścić tę piękną okolicę.
No więc.
Drugie zlecenie nakazuje ścisłe przestrzewianie przepisów policyjnych.
Proszę, niech pan siada.
Bo podobno kręcą się po kraju.
Emisariusze.
Mają szykować rewolucję.
I co dalej?
No więc nakazuje się, aby w razie pojawienia się takiego emisariusza w
takiego... Takowego co?
Schwytać. I niezwłocznie odstawić do cyrku.
Więc czego pan chce od Juliusza?
No nie wiem, co robić.
Jakie jest zdanie pana Juliusza?
Chciałem się poradzić. Czy pan jesteś łotrem czy durniem, panie Gongolecki?
Panie, panie... Tylko łotr albo dureń może się radzić w takiej sprawie.
Rób pan, jak ci sumienie każe i koniec. Ja wiem dobrze, co mam robić, tylko...
Tylko... Tylko co?
Tylko, że chciałem tak delikatnie się dowiedzieć,
czy czasem panu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Jeżeli o to panu chodzi, to pisz pan spokojnie w swoim donosie, że
na twoim terenie przebywa podejrzany Damazy Czorgut.
Żegnam pana.
No dobrze, a raport w sprawie zaklętego dworu?
Sam wyślę do cyrkułu.
Pan do diabła.
Arendarzu, na słóweczku.
Siadajcie tu koło nas. A chętnie, chętnie, ale może ona tutaj usiądzie w
zastępstwie? Bo ja w przyjaźń po trzeźwemu nie wierzę.
Odprowadźmy konel tutaj.
Aj, aj, aj, aj, aj. Witam wielmożnego pana. Czym mogę służyć? Czym?
Chyba coś ci jestem winien. Szkoda, że nie więc.
Szkoda, że nie zdradziłeś mi tego pytania, jak to byłem poprzednim razem.
to ja sam o nim nie wiedziałem.
Jezu, graj!
Najpierw graj.
Masz u mnie dług, Katarzyno.
Ja? Dług?
Jaki?
Mieszkasz na strychu?
Tak.
Jak się tam idzie?
Mam jeszcze do ciebie interes.
Z góry już wszystko zrobiłem dla wielmożnego pana.
Masz chwilę czasu?
Tylko dla wielmożnego pana.
Chciałbym porozmawiać na osobności.
Sara, szmul!
Ty idź za szynką. No, idź, idź. A ty biegaj po Izbie. Tylko spraw się dobrze
niczym nie zapomnij.
No, idź.
Niech wielmożny pan siada.
Podobno znasz na pamięć całą okolicę.
Jakże bym mógł nie znać, kiedy już 20 lat tu siedzę na arendzie.
A od jak dawna Maziarz zjawia się tutaj?
A wielmożnemu panu co do tego?
Nie chcesz, to nie mów, ale mnie o nic nie pytaj.
Maziarz?
Już jakie? Trzy lata będzie?
A pan czego tutaj, panie Słowik?
Za butkę chciałem zapłacić. Panie Słowik, tarat to i przy synkwasie. U nas
bardzo dobrze zna na pieniądzach.
Ciebie brałem.
Panie Słowik, jak jeszcze raz złapię pana na podsłuchiwaniu, to obetnę ci
poślę do cyrkułu.
Pamiętaj!
Słuchaj, a ty znasz dziewczynę, która bywa we dworze?
Do czego milczysz?
Wielmożny, panie. To diabeł.
Ona pilnuje Nieboszczyka, kiedy ten wstaje z grobu.
Miałem cię za mądrzejszego, organisto.
Ty naprawdę wierzysz w te bzdury z Nieboszczykiem?
Ja nieboszczyka nie widziałem, ale wielu innych go widziało i ja wolę wierzyć.
A widziałeś starościca za życia?
Jak on ciągle po polach uganiał, to ja miałem za nim biegać.
Wystarczy, że jego kozacy za nim latali.
Dobrze znasz Bulia.
A na co mi znać takiego czarownika?
Niech go diabli porwą razem z jego panem.
A jaki był Buli dawniej?
Dawniej?
O, dawniej to on był zupełnie, całkiem inny.
A co się stało z tym drugim kozakiem?
Z Pańczukiem.
Buli mówił, że on uciekł, kiedy wracali z ciałem Nieboszczyka.
Ale gdzie on się podział, nie wiadomo.
No, niewiele się od ciebie dowiedziałem.
Ale masz.
Z długiem będziemy kwitać.
Nawet z dwoma długami, wielmożny panie.
Odpowiedziałem w imieniu gongolewskiego cyrkułowi, że wszystkie te pogłoski
należy zaliczyć do charakterystycznych dla każdej okolicy klecht zawobonnego
ludu.
Nie myślisz, że oni w to uwierzą?
Nie wiem.
W każdym razie sędzia złożył pod tym swój podpi i będzie teraz musiał
cicho.
No, Filip?
Chwa jak do dziury.
No czego rżysz?
A co hrabianka?
Cały czas zachowała się tak, jakby to jej w ogóle nie dotyczyło.
Cóż, kiedy ja jestem przekonany, że to była ona.
Sprytna panienka.
Myślę, że po tym odprzeżeniu będzie ją w trudniejszym.
O, Filip, przela pan Bóg kule nosi.
Niezwykła dziewczyna.
Tylko aż wierzyć się nie chce, że ona bierze udział w tak poważnej sprawie.
Ale dlaczego śpiewkowcy działają na terenie Żwirowa?
Myślę, że Maziarz jest tym tajemniczym kwertarzem, który opiekował się
starościcem w czasie jego choroby.
Ochotem nie wygrasz.
Wyłączając dwór z testamentu, starościc musiał od razu przeznaczyć go na
działalność patriotyczną.
Ale są to tylko domysły.
A... Co?
Filipie, zostaw nas na chwilę samych.
No jak to? Przecież gramy. Przepraszam cię, wyjdź.
Katelino, dlaczego ty mi nie ufasz?
Nie rozumiem. Coraz bardziej jestem przekonany, że wcale nie przyjechałeś do
mnie w odwiedziny.
Zupełnie jak gongolewski.
On też mnie podejrzewa.
Szczerze podziwiam waszego maziarza. Z całego serca pragnę, żeby mu się
powiodło, ale powstanie w tej chwili uważam za czyste szaleństwo.
Jeżeli wszyscy podejdą do tego z takim entuzjazmem...
Entuzjazmem chcesz zwyciężyć Austrię, Prusę i Rosję.
Rewolucja musi ogarnąć cały kraj.
Żeby skończyć się rzezią.
Nie, mój drogi.
Ja do tego ręki swojej nie przyłożę.
Dlatego pozwól mi, że pobędę trochę u ciebie, rozkoszując się dobrobytem, z
od tego wszystkiego.
I nie ryzykując już więcej swoim nędznym życiem.
Swoim mogę.
Klucznik zaklętego dworu chce rozmawiać z panem.
Poproś. Kiedy on tu nie chce wejść. Mówi, że się śpieszy.
No chodź, chodź.
I tak nie postępuje uczciwy człowiek. Ale posłuchaj, Kostiu.
Przecież już mówiłem.
Obiecuję ci, że odtąd ja i mój przyjaciel będziemy szanować twoją
niczego nie obiecuję.
Spokojnie. Musisz wiedzieć, że grozi wam niebezpieczeństwo. To moja sprawa.
Twoja.
A ty wiesz, że choroba zamierza donieść na policję, że razem z Maziaszem
okradacie dwór?
Zabiję go.
Na razie nic mu nie zrobisz, bo siedzi w arestwie. Ale nie wiadomo, jak długo
tam będzie.
Damasz, zaczekaj.
Jeżeli nadal będziecie się spotykać w Żwirowie, cyrku i tak zainteresuje się
dworem. Nie się pan martwi o siebie.
Co pan tu robi?
Jak to co? Przecież ci mówiłem, że przyjadę z tobą rozliczyć.
No to jesteśmy kwita.
Nie.
Jem wszystko naraz.
Szkoda, że pan przynajmniej budów nie ściągnął.
Cieszę się, że nie wjechałem tu konno.
Znasz taką dziewczynę, co to... co to się kręci koło zagląd tego dworu?
Co? Nie.
Naprawdę nic o niej nie wiesz?
Jedź pan do Żwirowa.
Tam panią na pewno spotka.
Kto nie nauczy się grać w vista?
Tę smutną sobie starość gotuje, panie Gilgilewicz.
No, no. Czekamy, czekamy.
A tu tuje.
Dobrze gra?
Jak zaatakuje, ja będę mógł wyjść ze swoim kolorkiem.
W piki, prawda?
Tylko nie gadać, nie gadać. Tu się gra.
A nie plotkuje.
Proszę bardzo.
No, no.
Panie Chuchelka!
Będzie wielki szlem, wielki szlem.
By lepartacz zrobił szlem, jak ma same honory.
Ktoś puka?
Kto to może być?
Ja zobaczę.
Zaraz, zaraz. Ja tu mam jeszcze dwa atro.
Co się stało?
Sierwo.
Zaczął mi od tyłu, jak mu zupę przyniosłem.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.