All language subtitles for Pogranicze w ogniu - odc 21

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Radisz. Co z tymi transportami do Zwinemünde?

Dwie barki z cementem płyną od rąk z Frankfurtu.

Dwie następne już się ładują.

Drewno mają dostać z Greifswaldu.

Płyty stalowe mają odpłynąć ze Szczecina.

Ale Spineminde nie jest jeszcze gotowe do przyjęcia wszystkich zamówień.

Kończą bocznicę kolejową.

To nie jedna za sprawa. My mamy dotrzymywać terminów. Codziennie rano

na biurku raport o transportach.

I to musi grać.

Doktor Riedel ma specjalne pełnomocnictwo od samego Führera. Nie

robił głupie uwagi, że transport nawala jasy.

Tak jest, panie kapitanie.

A w przyszłym tygodniu pojedziesz do tej huty na Śląsku.

Zawierzesz dokumentację. Riedel wprowadził zmiany konstrukcyjne.

Znowu?

Inżynier Sztopa już narzekał, że ciągle mu coś zmieniamy, a termin wykonania

pozostaje bez zmian.

Bez zmian, Radisz.

Musisz przekonać tego inżyniera, że termin to rzecz święta.

Jeżeli chce tam dalej pracować.

Swinemynde. Po naszemu świnoujście. To tu, na wyspie, uznam.

Ale to normalne. Przecież nie można mieszkać na poligonie.

Niby nic, ale Zygfryd to cwaniak. Zwrócił uwagę, że te tereny wykupiła

Klitzmarine, ale wyświetleniem zajęło się SS.

Zablokowano dojścia, specjalne przepustki, cała wyspa izolowana.

Ochronę przejęły oddział SS.

I takie środki ostrożności na zwykłym poligonie? A może to nowy obóz

koncentracyjny, co? Pod firmą Clix Marina?

Tego jeszcze nie było.

Nie ma możliwości, żeby pogłębić te informacje.

Przecież Leńcy nic więcej nie wiedzą i nie wolno im wracać na wyspę. Ale wydaje

mi się, że warto sprawdzić, czy naprawdę.

Tak, to interesujące, Mirek.

Ciekawy sygnał. Tylko po co marynarce wojennej taki zamaskowany, tajemniczy

poligon w głębi wyspy?

Trzeba to sprawdzić.

Dzień dobry, panie Majer.

Co nowego słyszać?

Dzień dobry, panie Radisz.

Wszystko w porządku.

Panie Radisz?

Wróciła wcześniej z sądu, przebrała się i w mundurze partyjnym pojechała do

miasta. Pewnie jakiś wiec. Niech pan sobie weźmie, co pan potrzebuje.

Dziękuję, panie Majer.

Proszę bardzo.

Dziękuję.

Zostawiłem też coś tam dla pańskiego wnuczka.

Znaczki?

Znowu znaczki?

Panie radie, że pan wie, by on tego nazbierał.

Chyba będę musiał pana prosić. Niech przyjdzie do mnie w niedzielę. Obejrzę

kolegę. I pokażę mu też, jak się kąpie.

Dziękuję.

Dzień dobry, pani Wilman.

Dzień dobry, panie radie. Dostała pani liptot Gintera?

Dostałam, dostałam takie piese. Nawet słówko do pana.

O,

niech mama

podziękuje. Jest teraz panu Radiszowi. Ja jeżdżę teraz

jako szofer, ale mam być przeniesiony do warsztatów pułkowych na kurs

mechaników.

To jak skończę, to wyjdę mając już fach w ręku.

Poradził mu pan jak starszy brat. Dziękuję, dziękuję serdecznie. Nie ma za

pani Wilman. Ginter to dobry chłopak. Dziękuję.

Niech go pani pozdrowi ode mnie.

Pozdrowie, pozdrowie. Do widzenia.

Dzień dobry, panie Majer.

Dzień dobry, pani Wilman.

Śpieszę się zebranie partyjne.

Nie wiem, kiedy wrócę.

... ... ...

...

Przejrzeliśmy wszystkie szyfrowane depesze.

Nigdzie ani słowa na temat Swineminde.

Raz przewinęła nam się nazwa Peneminde.

Wiesz, ta sama ilość liter, więc sprawdziliśmy to trzy razy.

Myślałem, że może jakieś przekłamanie albo... albo źle rozszyfrowano, ale nie.

Wszystko w porządku.

Peneminde. Peneminde.

Peneminde to nie to samo, co Swineminde.

Ale niech twoi ludzie...

Zwrócą uwagę. Może jeszcze kiedyś to chwilę mindę się powtórzy.

Będziemy pilnować.

Czołem. Czołem.

O, serwus, Rize. Napijesz się wina? Nie, nie gniewaj się, Makiet, ale wpadłem

tylko na chwilę. Co się stało? Jadę na dworzec przywitać delegację.

Przyjeżdża relka. Przywozi ze sobą standarden Führera Rolfa.

Rolfa? A cóż to za nalot? Szczecin to kiedyś była dobra placówka. Cicha,

spokojna. A teraz co drugi dzień przyjeżdża delegacja z Berlina i ciągle

wozić gości do tego cholernego Swineminde.

Dołożyli mi roboty.

No trudno.

Spotkamy się przy następnej okazji.

A co? Chcesz już wyjeżdżać? Nie.

Jutro będę wolny. Zaczekaj chwilę, zaczekaj do jutra. Pogadamy spokojnie,

dobrze?

No, to do jutra. No, do jutra.

Słucham, Adamski.

Cześć, Zygmunt. Co słychać?

No?

Tak. Fineminde. A co, masz jakieś możliwości?

Rzucam wszystko i jutro będę u ciebie.

A podział kompetencji?

To już zdecydowane.

SS tworzy zamknięty pierścień wewnętrzny.

Natomiast do was należy zorganizowanie pierścienia zewnętrznego.

Trzeba obserwować, czy ktoś nie interesuje się Swineminde.

Nasza placówka w Stecinie bardzo chwali sobie współpracę z Wami.

Dziękuję, standard and filler.

Mamy w terenie linię rozgraniczenia, ale chodzi o te ciągłe inspekcje i

kontrole z Urzędu Zaopatrzenia Krigsbarine.

No, jak na razie do Spine Minde docierają tylko transporty materiałów

budowlanych, ale co będzie potem?

Aż nad się widzę.

Trzeba ograniczyć w Berlinie liczbę ludzi dopuszczonych do tej sprawy.

A my już o tym pomyśleliśmy.

Wydział Zaopatrzenia Kriegsmarine wyznaczył jednego ze swoich inspektorów

sprawowania pieczy nad całością spraw.

Niejaki Radisch.

Radisch?

Rozmawiałem z nim.

No, jest przekonany, że buduje bazę marynarki wojennej.

Bardzo rzeczowy, zna się na sprawach zaopatrzenia.

Nawet zastanawiałem się, czy jakoś się z nim nie dogadać, ale stwierdziłem, że

on tylko siedzi w tych swoich papierach i w ogóle nie zwraca uwagi na otoczenie,

a nam jest potrzebny ktoś obrotny.

Sztandarten, Führer. A?

A co ze sprawą opieki nad naukowcami?

Doktor Riedel, von Braun i cała reszta. Kto ma się tym zająć? Wy czy my?

Przydzieliliśmy im ochronę osobistą, co wcale nie wyklucza ochrony strefowej.

Zorganizowanej przez waszych ludzi. I to samo dotyczy tych, którzy mają dostęp

do dokumentów.

My zajmiemy się instytucjami i zakładami cywilnymi. Wy zakładami wojskowymi.

i Wydziałem Zaopatrzenia Kriegsmarine.

Musimy znać każdego człowieka, który pracuje dla Peneminde.

Peneminde?

Widzisz, Franz, umiemy dochować dyskrecji.

Tak, tak, tak, Riese.

Peneminde.

Swineminde to tylko zaplecze.

Huta od dawna pracuje na potrzeby Kriegsmarine.

Ostatnio dostali zapotrzebowanie na konstrukcje stalowe siadajów. Dziękuję.

przeznaczeniem do bazy marynarki Spine Minde.

Szukałeś dojścia do tej bazy, więc myślałem.

A teraz proporcje uległy zmianie i wydaje mi się, że Spine Minde stały się

głównym celem produkcji.

Zygmunt, jak ty wyszedłeś na te zamówienia?

Mam w stalowni informatora.

Inżynier Sztopa.

Zniemczony Ślązak.

Grał ostro na wyścigach. Przepuścił pieniądze należące do huty. Zanosiło się

skandal.

Wyrzuciliby go z roboty.

Więc mu trochę pomogłem, a on z wdzięczności informuje mnie o produkcji

zbrojniowej. Między innymi o tych konstrukcjach.

W tej sprawie przyjeżdża do niego z Berlina pracownik z Wydziału

Kriegsmarine.

Niejaki Radisz.

Zająłem się tym Radiszem.

No, bywa dość regularnie.

Myślę, Czarek, że powinieneś ty przejąć go do dalszego rozpracowania.

Tych Polaków należy zwolnić z pańskiego wydziału.

Nie wolno nam ryzykować. To są zamówienia specjalne.

Ależ, panie Zimmer, to są starzy pachopcy. Znajdzie pan sobie nowych.

To polecenie Berlina.

Inżynier Stopa, słucham.

Kto chce wejść? Radisz?

Przecież ma stałą przepustkę.

Tak, wiem. Puścić go na wioł.

Inspektor Radisz z Krips Marii.

Przyjeżdża zrobić nam awanturę, dlaczego te konstrukcje jeszcze nie są gotowe.

Co mam powiedzieć?

Że opóźnienia będą jeszcze większe, bo Berlin kazał mi zwolnić najlepszych

ludzi?

A może sam mu pan to powie, panie Timmer? Panie Stopa, ja przekazałem panu

co miałem do przekazania.

Pan niech się nad tym trochę zastanowi, żeby potem nie było kłopotu.

Jak się masz?

Co z tobą?

A, był przed chwilą taki jeden, denerwował mnie.

I ja cię denerwuję.

Riedel wprowadził zmiany konstrukcyjne.

Znowu. Nie, w ten sposób nigdy nie skończymy.

Zrobili nowe obliczenia i wyszło, że obciążenie będzie znacznie większe. To

prototyp. Co wy będziecie wieszać na tej konstrukcji?

Krążownik? Myślisz, że ja wiem, co oni wymyślili? Ja mam tylko dopilnować, żeby

robota skończyła się w terminie.

Do odbioru przyjdzie specjalna komisja.

To dobrze, powiedz mi, jak to zrobić, bo właśnie kazali mi zwolnić najlepszych

ludzi.

Childa!

Co za spotkanie!

Inżynierek Sztopka?

Jak to nie wierzyć we wróżbę?

Stawiałam sobie karty i wyszło mi, że spotkam starego znajomego. Nie widziałem

cię chyba pół roku.

Poznajcie się. To mój przyjaciel z Berlina, pan Radysz.

Usiądziesz z nami?

Zmieniłam pracę. Właśnie zajmuję się akwizycją wody kolońskiej i perfum, a to

wymaga ciągłych podróży.

Zjesz coś z nami?

Dziękuję bardzo, ale właśnie czekam na mojego hurtownika.

Będziemy razem coś jeść.

Jak to się czasy zmieniają.

Dawniej mężczyzna nie pozwoliłby kobiecie na siebie czekać.

Ale w handlu nie ma podziału na mężczyzn i kobiety.

Są tylko dobre i złe transakcje.

A jak pani akwizycja? Dobrze się zapowiada?

Moja?

Obiecująco. Ale to wszystko będzie zależeć od tego obiadu. Radisz, a może

kupił dwie cysterny wody kolońskiej dla Kriegsmarine?

Hilda po znajomości udzieli się rabatu. A pani z marynarzem?

Za zdrożcze.

Taka okazja, żeby zwiedzić cały świat.

Tak naprawdę to nigdy nie pływałem na okręcie. Ale na to w marynarskim

po Berlinie paraduję.

Pewnie wszystkie kobiety oglądają się za panem. Niech pan się przyzwy.

Ale przepraszam, właśnie mój hurtownik przyszedł.

Dziękuję za wyskoczenie.

Do widzenia.

Do widzenia.

Do widzenia.

Panno Hildo!

Znowu się spotykamy.

Werniński marynarz? Już po pracy?

Jeśli o mnie chodzi, to tak, ale inżynier Stopa ma roboty na całą noc.

Ja też już dzisiaj skończyłam.

Dosyć.

Udał się obiad?

Udał się, ale trochę mnie to zmęczyło.

Czy może mnie pan zaprosi na kawę?

Chciałabym troszeczkę odpocząć. Z największą przyjemnością.

Proszę.

Linie życia bardzo długa.

Co tu jeszcze widzimy?

A, głęboka wrażliwość i wyrozumiałość dla innych.

Ale linie szczęścia jakoś tak znikające i podstrząpione.

Czy nie napużył sobie pan na coś więcej?

A żenił się pan w rozsądku, nie czekając na wielką miłość?

A skąd pani wie, że ja?

No widzę.

Tutaj jest wębienie na palcu.

Czy zawsze jak pan wyjeżdża z domu, to zdejmuje obrązkę?

Ale patrzę na świat nowocześnie, ale to nie znaczy, że jestem idiotką. Chwilę

nawet przez myśl mi nie przeszło, żebym... Pan jest jednym z tych niewielu

mężczyzn, którzy są dla mnie bardzo niebezpieczni.

A ja się boję takich ukrytych wulkanów.

Na filmie się.

Panie, ale tańczysz.

Chodzili do szkoły baletowej?

Nie.

Ale uczyłem się rytmiki w seminarium duchowym.

W seminarium?

A za co cię wyrzucili?

Za to, że się zbytnio nie przekładałeś do modlitwy?

Gadłaś.

Ale... Coraz bardziej mi się podoba.

A wiesz dlaczego?

Nie.

Nie jesteś sam.

Taki sam jak ja.

Ciągle szukasz swojego miejsca pod słońcem.

Wyglądasz na takiego silnego, co to wszystko wie, tak jak ja.

Ale to nieprawda.

Ale trzymaj mnie mocno.

Nie upiłam tym szampanem.

Chodź. Przejdziemy się.

Pacer dobrze nam zrobi.

Mieszkamy za tym laskiem.

Obiecałam ci dobrą kawę.

Ale w domu nie ma nic więcej.

Ciotka nie znosi alkoholu. A nie obudzi się?

Nie.

Wyjechała do siostry.

Do Hanoweru.

Dziękuję.

Niech pan siada.

Wróćmy do naszych spraw.

Jak wygląda zabezpieczenie dostaw do Penemünde?

Mamy kłopoty z gestatą.

Co? Problem kompetencji?

Tak jest, gdy w fabryce tylko jeden z wydziałów prowadzi produkcję specjalną.

Kto to ma zabezpieczać?

No i na czym stanęło?

Zostawili nam zakłady elektryczne, radiowe i zaopatrzeniowców z

Mieli tam przydzielić niejakiego Radisza.

Sprawdziliście go?

Tak. Bez zastrzeżeń.

Solidny, spokojny pracownik. Nie wtyka nosa, gdzie nie trzeba.

Ożeniony z pracownicą sądu. Aktywna w NSDAP.

Radis zbiera znaczki.

A niewielu znajomych. Domator.

Domowiłem się z jego przełożonym. Zwróci na niego uwagę.

Dobrze. Sprawdzajcie go okresowo. To jedyny człowiek, który ma dostęp do

tajemnic Penemünde.

Oczywiście.

Niech pan tego dopilnuje, Firbaen.

Dzień dobry, panie Majer.

Dzień dobry.

Dzień dobry, panie Radzisz.

Mam panu coś do powiedzenia. Chodzi o znaczki dla pana wnuczka, pamiętam.

Nie, nie, nie.

Panie Radzisz, był u mnie

dzielnikowy.

Wypytywał pana.

Jaką pan ma opinię?

Stosunek do władzy?

Czy pan się wypowiada na tematy polityczne?

Kto u pana bywa?

Mam co tydzień meldować.

Panie Radisz, znamy się nie o dziś.

Ten dzielnicowy to mój kolega z frontu. Zacząłem go podpytywać.

A on mówi, Radisz to wielka fisza w Kriegsmarine.

Jest pod specjalną ochroną.

Bardzo panu dziękuję, panie Majer.

Ale niech mu pan melduje o wszystkim.

Przecież nie mam nic do ukrycia.

Ważna osobistość.

Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Żona go zapewne pochwali.

Fotokopię dokumentów, które miał przy chowie.

Wykaz fabryki, rysunki techniczne, jakieś detali do wykonania.

W portfelu nic ciekawego. Tylko legitymacja i dokumenty delegujące.

W notatniku kilka adresów i kilka telefonów.

A więc jednak... Peneminde, a nie sfineminde.

Wystarczy wam tych materiałów?

A, tak.

Popatrz.

Panowie, wspaniała, znakomita robota, naprawdę.

To jego zasługa.

Sam to zaplanował i przeprowadził.

Dziękuję, kolego Lubicz. Nie wiem, jak będę się mógł zrewanżować.

Zygmunt już o tym pomyślał.

Razem wzięli się za rozpracowywanie tych młodoniemców z Bielska.

Mamy jeszcze relację z rozmowy z tym Radiszem.

W łóżku trochę się rozkleił.

A czy to... to można sprawdzić?

Tak.

Proszę.

Dziękuję.

No właśnie, proszę.

Zaczął coś mówić o rodzinach rozdzielanych przez sztucznie ustalone

Zraźnie go to bolało, więc zaczęłam podpytywać.

W końcu przyznał się, że jego dziadek pochodził z Wielkopolski i że ma kuzyna

Szamotułach. Kilka lat temu odwiedził go.

A kto to jest ten kuzyn?

Nie wiemy im nazwiska.

Powiedział tylko, że to urzędnik ma.

Bardzo przepraszam, ale o jakie nazwisko panu chodzi?

Pan wie, może mógłbym panu pomóc?

Pracuję w magistracie od niepodległości.

Radisz, nie chcę imienia.

Radisz?

Nie, u nas nie pracował.

Ani w żadnym innym urzędzie w Szamotułach.

Znam tutaj wszystkich.

Niestety, panie poruczniku, w Biurze Wiedeńczych Ludności nazwisko Radis nie

figuruje.

Trudno. Dziękuję.

Nic nie ma.

Nic.

W pisech mobilizacyjnych żaden Radis nie figuruje. Nikt taki nie stawiał się u

nas na komisji.

Dziękuję.

Nie wie pan, gdzie jest grobowiec rodziny Radish?

Radish? Tak.

Takich nie ma.

Ale jest pan pewien?

Panie, ja tu pracuję 20 lat.

Znam wszystkich żywych i umarłych.

A ten Radish, to kogo był? Właśnie, podobno mieszkali tutaj.

A jeszcze przed wojną część rodziny wyjechała do Niemiec.

Przyjaciel prosił mnie, żebym odnalazł grób dziadka. Wiem tylko, że miał na

Aleksander. I tak jej mi nadawali najstarszym synom.

Aleksander? Tak.

Aleksander co wyjechał do Niemiec?

To był tylko jeden, Radziszewski.

Radisz?

Radziszewski.

Głupia głowa, chodź pan.

Aleksander, tu leży.

Jego syn też, Aleksander, wyjechał do Berlina.

Pamiętam go, razem chodziliśmy do szkoły.

A, podobno się nieźle urządził, został majstrem murarskim.

No ale potem wybuchła wojna.

Nie wiem nawet, czy jeszcze żyje.

Radziszewski.

A czy ktoś z rodzin nie został tutaj przy Amotuach?

Aleksander miał siostrę, Adelę.

Wcześniej wyszła za mąża wdowiała.

Męczyła się kobicina, żeby wychować jedynego syna. Posłała go do szkoły i

wyuczyła. I co on porabia?

Pracuje w starocie.

Tak? A jak się nazywa?

Walter.

Robert Walter.

To porządny chłopak.

Czy macie do Roberta Waltera jakieś zastrzeżenia?

Bo z tego, co wiem, lojalny, dobry urzędnik, dopuszczony do

poufnych dokumentów, kawaler, mieszka z matką, spokojny, ambitny,

lubiany w urzędzie.

Kilka razy użyłem go w delikatnych sprawach. Chodziło o mediację.

Spisał się znakomicie.

No, regularnie awansuje, podnosi swoje kwalifikacje. Panie starosto, a jego

postawa polityczna? Chodzi mi o stosunek do Niemiec.

Jego ojciec był w Legionach.

Odmówił złożenia kajzerowi przysięgi, więc siedział w obozie.

Tam nabawił się gruźlicy i umarł zaraz po wojnie.

Rozumiem.

Panie starosto, mamy do pana taką prośbę. Niech pan wyśle tego Waltera do

Poznania pod byle pretekstem.

Pan

starosta

mówił mi tylko, że mam być z panem absolutnie szczery i żeby nikomu ani

słowa.

A o co chodzi?

Zna go pan?

Zna go pan? Zna go pan?

Zna go pan? Zna go pan? Zna go pan? Zna go pan? Zna go pan? Zna go pan? Zna go

pan?

Zna go pan?

Panie Robercie, a kiedy widzieliście się z Radziszem po raz ostatni?

Kilka lat temu.

Po skończeniu gimnazjum wstąpił do seminarium duchownego, ale zabrakło mu

pieniędzy na naukę, więc przyjechał do nas.

W Polsce wtedy też już był kryzys. Nie miał się gdzie zaczepić, więc wrócił do

Berlina.

Wiem, że pracował w jakiejś redakcji, ale gazeta zbankrutowała.

Znów został na lodzie.

Nie wiem, co teraz robi. Ostatnią wiadomość od niego miałem jakieś trzy

temu.

A co pan wie o jego przekonaniach?

Zostało w nim coś polskiego.

Aleks do polityki nigdy się nie mieszał.

Chciał spokojnie przejść przez życie, stąd ta jego ucieczka do seminarium.

On bał się świata.

A dlaczego pan pyta o niego?

Panie Walter, czy nie miałby Pan ochoty

podjąć studiów?

Na przykład prawo administracyjne.

Myślałem o tym, ale niestety nie stać mnie na to.

A gdyby ktoś finansował Pańskie studia?

Wie Pan co?

Wzrosłem już z tych lat, kiedy się wierzy, że putybut dzięki wytrwałej

może zostać milionerem.

Zresztą dobrych wujaszków nie ma już na świecie.

Ale ja mówię poważnie.

A kim pan jest?

Dobrym wujaszkiem.

Chce pan studiować w Berlinie?

Nic za darmo, prawda?

Ernest von Braun.

To młody, zdolny naukowiec.

Był asystentem profesora Oberta, a teraz ma dostać własny instytut w Peenemünde.

Był pan tam?

No, tam jeszcze nie ma nic do oglądania.

Tymczasem budują dopiero gmach instytutu, mieszkania dla personelu,

ogromne dziury. Mają tam być olbrzymie bunkry betonowe.

Jak wygląda ochrona?

Standartenführer Rolf z wydzieloną grupą gestapo i z

oddziałami SS odpowiada za pierścień wewnętrzny.

A Rilke i Abwera odpowiada za przedpole.

Parisyn. Wie co to za instytut?

Nie wiem.

Mówi mi, że wie od Rilkego.

że na wyspie będą prowadzone badania z nową bronią.

Znalazłeś spokój ducha i harmonię świata? Tak.

Czuję się tak, jakbym był w samym środku rozstrojonych organów.

Każda piszczałka gra inną melodię. A miał być koncert.

Człowiek, żeby przetrwać, musi się dostosować.

Kiedy zostałem urzędnikiem wzorowym, wykształcili mnie na fachowca od

zaopatrzenia.

Ożeniłem się.

Jesteś szczęśliwym.

Tak.

Trochę inaczej wyobrażałem sobie to rodzinne gniazdko.

A ty?

Widzę, że jesteś studentem.

Tak, zapisałem się na uniwersytet.

Dobry pomysł. A pieniądze?

Trochę uzbierałem.

Zresztą na początek powinno wystarczyć.

Słuchaj, zamieszkaj u mnie.

To jest trochę daleko od centrum, ale zawsze zaoszczędzisz.

Wiesz... Mógłbyś mieć kłopoty.

Urzędnik na służbie państwowej, a ja dopiero zacząłem starać się o

niemieckie. Ojciec i matka byli poddanymi pruskimi.

Ja tam noszę niemieckie nazwisko, więc... Zresztą na uczelni traktują mnie

Niemca.

Strasznie się zmieniłem, strasznie.

Zawsze z takim entuzjazmem mówiłeś o niepodległej Polsce.

Co się stało?

Jako Niemiec będę miał...

Dużo łatwiej na uniwersytecie.

A tamto, no tam mówiłeś, że człowiek musi się przysposować.

A co, masz mi zadzwoń?

Nie, no coś ty, jesteś dorosłym człowiekiem i sam o sobie decydujesz.

No wiesz, przyzwyczaiłem się, że ja sam jestem Niemcem, ale moje korzenie

znajdują się w tej zdrowej... Przepraszam.

Wielkopolskiej gleby.

Tam jest nasza kolebka.

A teraz ty odcinasz ostatnie zdjęcia.

No wiesz, nie wiedziałem, że jesteś taki sentymentalny.

Sentymentalny?

Starzejesz się.

Dobijam trzy dziecki i wiesz, tracę leś kizury.

Dlaczego nie wziąłeś udziału w biegach? To są zajęcia obowiązkowe. Byłem w

biurze. Zawsze mam się za ciebie tłumaczyć?

Dlaczego się tak cieszysz?

Wróci łącznik z Berlina.

No i co?

Robert Walter jest tu studentem.

Wszedł w środowisko.

Bardzo obrotny chłopak.

Widział się z Radiszem.

Pogadali na tematy rodzinne.

A nawet sporządził notatkę.

Na temat jego przekonań.

A Radisz niedługo znowu przyjedzie na Śląsk.

No to co, będą żliwa?

Tak.

Myślę, że tak.

Trzeba ciąć.

Jestem. Chwileczkę.

Przykro mi, nie mogę się tobą zająć. Cała góra roboty. Nie przejmuj.

Jestem zaproszony. Idę na ryby.

Do poniedziałku. Do poniedziałku, do poniedziałku.

No więc, panowie, tak jak mówiłem. Te detale robimy u nas.

Przesłyszałeś? Nie, chyba.

Brawo, tak. To chyba jest.

Próbuję. Nie gap się. Tam tylko tutaj.

Dobrze, dobrze, spróbuję, przybijam.

Dobrze przybijam.

Mamy taktówkę?

Zrobiłem, jak mi radziłaś. Później wiedzą, że spędzam niedzielę łowiąc

z cioką?

Wysyłam ją do Dredna, do kuzynki.

To mamy dzień dla siebie.

Muszę wpaść tylko do hotelu, żeby się przebrać i możemy jechać.

A mówiłeś mi, że w hotelu masz zwyczajną opiekę. Tak.

Przeszukali mi nawet walizkę. Podobno jestem jakąś bardzo ważną osobistością.

No to po co wiedzą, że jesteś w ucie?

Wiesz, że to dobry kawał? A, możemy jechać.

Słuchaj, Aleks, chwaliłaś się kiedyś swoją kolekcją znaczków.

Mój kuzyn też zbiera.

Może byście sobie mogli pozmienić?

Mógłbym zobaczyć tamta ma.

To dzwonię do niego, żeby przyszedł.

Zadzwoń.

Ale potem!

Potem!

Panie Weisbrot, ja jestem bardzo poważnym człowiekiem i bardzo poważnie

moją pracę.

A pan chce zrobić ze mnie jakąś matę Harry, proszę pana.

I co?

Mam obserwować, podsłuchiwać i meldować o wszystkim, co wyda mi się podejrzane,

tak?

Mój szef też zawsze zadaje mi masę pytań. Jak jakiś sędzia śledczy.

A jak jadę do Szczecina, to muszę wpaść do Gestapo i tam też mi zadają wiele

pytań.

Proszę pana, może to pan posadził starego Majera przed moim domem, co?

Żeby donosił nas z moich gości.

I może pan kazał przeszukiwać moje rzeczy w hotelu, co?

A właściwie dlaczego spotykamy się tutaj, a nie w Berlinie?

A Hilda?

Co to za przedstawienie, proszę pana?

Pan chce mnie szantażować, co?

Skąd, panie Radysz? Musieliśmy tu pana ściągnąć. Chodzi o pańskie

bezpieczeństwo.

Jakie bezpieczeństwo, proszę pana?

Wszyscy mówią, że chcą mnie chronić, a przed kim?

Ja nie jestem żadna osobistość.

No, gdyby gestapo dowiedziało się o naszej rozmowie.

Panie, ja się czuję jak jakaś piłeczka pingpongowa.

Może byście sami między sobą ustalili, kto jest najważniejszy, co?

A przepraszam, a pan kogo reprezentuje?

Ja jestem z placówki warszawskiej.

Co?

Jak tak dalej pójdzie, to ja wyląduję zaraz w szpitalu dla wariatów.

I panu oczywiście chodzi też o to cholernę spinę mindę, tak?

Tak. My chcemy znać krótkie szczegóły.

Proszę bardzo, jedno sprawozdanie więcej nie robi mi żadnej różnicy.

Trzy, cztery kopie, co za różnica?

Muszę tylko zadzwonić do kapitana Firbaina. Mam tu gdzieś jego telefon.

Na pana miejscu bym się tak nie śpieszył.

Dlaczego?

Kondrywiec jest najważniejszy. Jemu muszę oddać pierwszą kopię.

Panie Radzisz.

A jeżeli on zapyta pana, skąd pan telefonuje, to... No to co mu pan

Czy nielegalnie przekroczył pan granicę? Jaką granicę?

Proszę.

Proszę, proszę.

Widzi pan tych ludzi?

To są polscy policjanci.

Pilnują, żeby nam nikt nie przeszkodził w rozmowie.

Tak.

Jest pan w Polsce.

Kim pan jest?

Ja przecież mówiłem panu, jestem z placówki warszawskiej.

Z Warszawy? Tak.

O Boże.

A Hilda?

A Hilda.

Hilda?

Hilda, panie Radisz, pracuje dla nas.

O Boże.

Tak. No, sam pan rozumie, że my musieliśmy tak zrobić, żeby nikt nie

zameldował o naszych kontaktach na gestapo.

Jak ja teraz wrócę?

Normalnie. Tą samą drogą, którą pan tu przyszedł. W nocy.

Nasza granica przebiega w niektórych miejscach przez tereny fabryczne i

chłopskie gospodarstwa. A ten właśnie lasek tam na górce?

To jest taka dziura w granicy.

Trzy razy pan ją przekroczył, panie Radisz.

O Boże.

Ja jednak chciałbym, żebyśmy się w jakiś sposób porozumieli.

Na płaszczyźnie przyjacielskiej.

Na płaszczyźnie przyjacielskiej? Jak pan sobie to wyobraża?

Za nielegalne przekroczenie granicy mogą mnie wyrzucić z pracy.

A jak się moja żona dowie o Hildzie, to weźmie ze mną rotut.

No właśnie, po co nam to wszystko?

Zdobędzie pan inną pracę, inną żonę, więc po co?

Myśli pan, myśmy włożyli tyle wysiłku, żeby tu pana ściągnąć, co?

A jak się nie zgodzę?

Albo zgodzę się i zamelduję o tym kapitanowi Filbeinowi, to co?

Panie Radysz, no pan nie wierzy, że my mamy prawdziwą, mocną pętlę.

A może wystarczy panu, jeżeli pokaże tylko koniec nura?

Dawno, dawno temu, no jeszcze nie znał pan wtedy Hildy, przyjechał pan

zmęczony późnym wieczorem z Berlina.

Potem szedł pan do restauracji, ale teczkę z dokumentami zostawił pan

w pokoju hotelowym.

Było tak?

Było. A co było w teczce?

Jakieś rysunki techniczne, zmian konstrukcyjnych.

Panie Radysze, naprawdę chcę z panem pogadać po przyjacielsku.

Widzi pan jest to, co nas łączy.

To jest fotografia grobu pana dziadka.

Aleksander Radziszewski, zgadza się?

Co nas łączy?

Mój dziadek też leży w wielkopolskiej ziemi, a ja walczę.

Żeby mój dziadek i twój...

Mieli wieczny spokój i ciszę.

Żeby nad ich grobami nie przetoczyła się nowa wojna.

I ty mi w tym pomożesz.

Te konstrukcje mają być montowane w Penemindę. A już zaczęli budować

bunkry, ośrodek badań i osiedle dla naukowców.

Czarek, o jakie konsultacje ci chodzi?

Wiesz, w tej sprawie więcej niż ja.

Prowadzą badania nad paliwem rakietowym. Tak.

Te konstrukcje stalowe mogą być wykorzystane tylko w jednym celu. Masz

jakieś wątpliwości?

Wątpliwości to ja nie mam.

Ale opracowuję notatkę dla kierownictwa i muszę się oprzeć na naukowym

autorytecie. Bardzo proszę, mogę ci potwierdzić.

Ale brakuje ci jednej rzeczy.

Ustalenia, gdzie się znajduje Weiss Instytut, który koordynuje pracę nad

paliwem.

Ustalimy. Heitla!

Ma pan może kamienie do zapalniczek?

Heitla. Oczywiście, proszę bardzo.

To specjalnie dobry gatunek.

Można tym podpalić cały światło do człowieku.

A pani Radisz nie wróciła jeszcze do domu.

Widziałem was razem, jak wracaliście z zebrania.

Widzę, że jest pan bardzo spostrzegawczy.

Byłem trzy lata na froncie. Tam trzeba mieć oczy otwarte.

Widzę, że drogo pana kosztowała ta nauka.

Tak, ale ojczyzna mi się jakoś odwdzięczyła.

Wezmę jeszcze papierosy.

Proszę, proszę.

Materiały do referatu.

Może zostawiłbym je u pana.

Ale wie pan, pan Radisz już jest w domu.

Tak.

No to w takim razie nie będę zawracał głowy.

Dziękuję bardzo i do widzenia.

Heitla.

Heitla.

Głupio się w tym czuję.

To bardzo dobry pomysł.

Przynosić mojej żonie zaproszenia na Wieterfuhrera.

Materiały do referatu.

Stary Majer zaraz zamelduje o tym dzielnicowemu.

Tylko, że taki kontakt nie może być podejrzany.

A, masz tu dwa nowe filmy.

Trafiłem na ciekawe opracowanie.

Tylko wiesz, gdyby to miało trafić w niepowołane ręce... Nie ma obawy.

Łączność działa sprawnie.

Udało mi się namierzyć ten Weiss Instytut. Tak?

No i gdzie się zamelinował doktor Riedel?

W Welnic.

W Welnic?

Proszę bilet.

Proszę bilety.

Proszę tędy.

Zmarnowani wieczór.

Węg to przedmieście Jeny. Tam był instytut profesora Wandera. A teraz to

nazywa Weiss Instytut? No właśnie.

Proszę, siadaj.

I ty znasz profesora Wandera? Jak to przeszło niego, robiłem doktorat. Bardzo

mnie lubił, dużo mi pomógł. Nazywał mnie Schwarzkopf ze względu na moją

czufrynę. Nawet utrzymywałem z nim korespondencję, ale od pewnego czasu

mnie odpisywać.

A ty znasz tam jeszcze kogoś? No, mnóstwo ludzi.

Profesor Wander zostawił z naszego kursu Manfreda Bolca. Szykował go sobie na

następcę. To mój przyjaciel. A dlaczego pytasz?

Bo widzisz, Rajmund, ty pamiętasz taką naszą rozmowę sprzed lat?

Wtedy proponowałem ci wyjazd na to stypendium.

I przyszedł czas spłacania starych długów.

I mam odwiedzić je na ich starych znajomych.

Właśnie, właśnie.

Dzięki za uwagę!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.