Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
A, witaj.
Myślałem, że cię nie ma w domu.
Proszę, Adam, proszę.
O, ale tu.
Przygotowałeś go dla jakiejś głodnej tancerki z kabaretu?
Jak?
A herbaty nie masz?
Herbaty? No zrobię ci, proszę.
Czy możesz mi powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi?
Przyjeżdża samochód ze sztabu z rozkazem, żeby natychmiast przebrać się
cywilne łachy, zapakować na dłuższy wyjazd, wsiadać i jechać. Adiutant po
cywilnemu nic nie wie. Aha, kazali zabrać co cenniejsze rzeczy.
Wsiadamy, jedziemy, dojeżdżamy do Wieliczki, zatrzymujemy się przed jakąś
knajpą, wchodzimy do środka, wychodzimy natychmiast tylnym wyjściem, tam czeka
inny samochód, adiutant wpycha mnie do niego.
Samochód odjeżdża.
Nikt nie wie co, gdzie, kiedy i dlaczego.
I co miałem robić w tej sytuacji?
Zasnąłem. No i obudziłem się dopiero przed twoim domem w Warszawie.
Nawet mi obiadu nie dali zjeść.
A przecież w twoim scenariuszu nie było mowy o porwaniu.
W twoim sztabie dostali rozkaz, żeby cię po cichu dostarczyć do mnie, ale
wiesz... Musieli się powygłupiać. Proszę.
Musisz się najeść.
Adam, do rzeczy. Jutro rano wyjeżdżasz do sanatorium na
trzy miesiące. Tutaj masz rozkaz wyjazdu, skierowanie i bilet
kolejowy.
Proszę, składę ci tutaj.
Stamtąd wyślesz kartki z pozdrowieniami.
Do wszystkich twoich znajomych.
Cholernie nie lubię podróżować.
Nigdzie nie jadę.
Adam, musisz zniknąć.
Hoffman już wie o tobie.
Będzie się pchał na chwilę.
Mają twoje zdjęcia z grabą i wydaje im się, że trzymają cię w garści, że
wystarczy tylko pokazać ci fotokopię tego dokumentu sztabowego, a padniesz
nimi na kolana i będziesz błagał o litość.
Naprawdę bałem się, że mnie wyprzedzą.
Są tak przekonani, że mają cię w garści, że nawet zdjęli z ciebie obserwacje.
To brzmi interesująco.
Ale, panie reżyserze... Kiedy mnie pan angażował,
nie było mowy o przedstawieniach na wyjeździe.
Cholernie nie lubię ani szpitali, ani sanatoriów.
Wracam z powrotem do Krakowa.
Adam rozwali nam całą sprawę.
Przecież zgodziłeś się. Wszystko przygotowane. Musisz teraz odejść z gry.
Stary, za trudne dla mnie te twoje chocki -czocki.
Powiedz po ludzku, o co chodzi.
Adaś, masz odejść z gry. Tworzyć próżnię.
Polizali dokumenty stabowe, rozgrzali się do białości, a ja mam nową przynętę
Warszawie. Rozumiesz?
A, czyli dla mnie komedia jest skończona, tak?
Tak.
Odpoczniesz, wyśpisz się wreszcie.
Mam dla ciebie...
Ożyczenie komisji lekarskiej.
Było z tym trochę kłopotów, ale wreszcie zdecydowali się podpisać.
Spójrz.
Komisja lekarska.
Ciekawe, co mi znaleźli.
Owrzodzenie żołądka i dwunastnicy.
Nawet nie wiedziałem, że jestem tak poważnie chory.
Profetorskie podpisy.
A tak serio, jak twoje zdrowie niespecjalnie wyglądasz?
Przepędzasz mnie taki szmat drogi i potem pytasz, jak się czuję.
No dobra, zjadłem, wypiłem.
A teraz muszę ci wbić coś do głowy.
Masz gwóźdź i młotek? Co, ty zwariowałeś? Tak.
Dla ciebie.
Poważnie?
Jak widzisz, rzeczywiście zwariowałem.
Dzień dobry.
Trzy miesiące.
Wróci dopiero za trzy miesiące. Tak.
To szybko minie, panie Zimmer.
Trzy miesiące.
Co to jest?
Kazaliście mi zrobić charakterystyki moich znajomych.
Sylwester Madej.
Kto to jest?
Madej? To taki niepoważny facet.
Opisałem go dla porządku.
Czasem się spotykamy, przeważnie w nocy.
W nocy?
Tak. Po co w nocy?
Bo dla niego to tylko dziewczynki, karty i wódka.
Często brakuje mu forsy.
Ostatnio chciał mnie naciągnąć na pożyczkę. Przypomniałem mu, że od roku
winien pieniądze.
On pracuje w sztabie.
Dlaczego pan wcześniej mi o tym nie wspomniał?
Pytaliście tylko o znajomych ze sztabu krakowskiego.
No.
A ten Madej?
Madej pracuje w Warszawie, w sztabie generalnym.
Czy tego nie napisałem?
O, jest.
Czy pan źle się tuje?
Nie dziękuję, wszystko w porządku.
Panie dyrektorze, czas na obiad.
Panie dyrektorze, czas na obiad.
Dziękuję ci, dziecko.
Od kiedy ty tu u nas pracujesz, zawsze chodzę punktualnie na obiad.
Dbasz o mnie.
Pan dyrektor...
Bardzo był dla mnie miło od samego początku.
Mogę posprzątać?
Oczywiście.
Panie dyrektorze, czas na obiad.
Oczywiście.
Przeniosłam hordatę. Zostaw to tam.
Bardzo przepraszam za kłopot o tej porze.
Oby tylko pomogło, panie Adamie.
Może napijcie pan herbarkę? Nie dziękuję.
Jak mi lepiej, pójdę się położyć.
Odprowadzić? Nie dziękuję, nie jest aż tak źle.
Jeszcze raz dziękuję i dobranoc.
Dobrej nocy. Za godzinę zajrzę do pana.
Dziękuję, dobranoc.
Dobranoc.
Ten pan bardzo źle wygląda.
On nie powinien tu przyjeżdżać.
Szkoda go.
Taki miły.
Jutro rano przewieziemy go do szpitala.
Karetka już przyjechała. Już niepotrzebna.
Kierownictwo zatwierdziło nasz projekt utworzenia nowej ekspozytury.
Po Krakowie kolejna Bydgoszcz.
No co, Janek, chcesz to objąć?
Zastanów się.
Porozmawiaj z Marysią. Ale koniecznie jeszcze przed ślubem.
Tadeusz, czy ty zupełnie ogłuchłeś? Telefon dzwoni i dzwoni. O, przepraszam.
Galeta, słucham. No, siadajcie.
A gdzie miodowy miesiąc?
Mam tylko dwa tygodnie urlopu. Mój Boże.
Tak, więc będziesz musiał wszystko robić dwa razy szybciej. Czarek, jak możesz.
Czarek, Kraków do ciebie.
Za chwilę będzie połączenie. Przepraszam.
No, kochani.
Wypijmy.
Na twoje ostatnie dni wolności.
Ej, co by dzisiaj z tymi głupimi doczekali?
Marysiu, nie przejmuj się tym.
Ja się nie przejmuję.
Wypijmy.
Dla was jestem.
Nie jestem.
Czarek, siadaj.
Przepraszam, muszę zaraz jechać do Krakowa.
Ale na sobotę jesteś w Poznaniu. Na pewno.
Zabierz ze sobą Zygmunta. Bez was nie wezmę ślubu.
Będziecie się jej tłumaczyć.
Do widzenia.
Coś ważnego? Tak, Adaś Wałyga wyświadczył nam ostatnią przysługę.
sanatorium. Wałyga?
Nie mówiłeś mi, że był chory. Bo sam nie wiedziałem, tyle się nabiegałem za tą
komisją lekarską.
Adaś.
Trzepnęło mnie, przepraszam.
Cały czas podejrzewam Polaków o jakąś grę.
Logicznie wszystko się łączy.
Szczegóły ściśle pasują do siebie.
Sam bym chętnie coś takiego wymyślił. Ale chyba Edelweiss dostarczyła
przekonywających dowodów. Wałyga naprawdę był chory.
Właśnie i to psuje całą zabawę.
Ciągle, ciągle nie mogę się pozbyć wrażenia, że tu za dużo zbiegów
W każdej sprawie coś śmierdzi, jak mawia major.
Ale skoro wyjaśniliśmy, że Przemytnik nie próbuje nas wodzić za nos, czas
pchnąć go na ten nowy kontakt, co?
Jak się nazywa ten porucznik z Warszawy?
Sylwester Madej.
Zakaz wyjazdu przemytnika do Warszawy. Nie rozumiem. Przecież jest szczelina i
trzeba się w nią wciskać.
Oczywiście, ale przemytnik jest już niepotrzebny. Mam bezpośrednie dojście
Madeja. Jakim cudem?
Chworaczek uczył mnie zawsze, że trzeba wyprzedzać przebieg wypadków.
Mój agent, Monat, zna od dawna tego porucznika.
I wypożyczysz nam tego Monata?
Nie. Jest zbyt cenny. Nie mogę go narażać.
Ale czekaj.
Heinz, ten Edelweiss.
Masz jakiś pomysł?
Chyba już wiem, jak Monat mógłby wam pomóc, sam pozostałem w cudzieniu.
Przedtem Zimmer tak się zafalił, że chciał mnie z miejsca wysłać do
A wczoraj rozmowa była krótka, mam zapomnieć o Madeju.
I nie dał mi żadnego zadania.
Rozumiem, że w ten sposób skończyłem z nimi.
Ale co tak bez żadnego wyjaśnienia? Zapomnie ci już?
Zimmer był wściekły. Prawie wcale nie chciał ze mną rozmawiać.
To jest wszystko, co od niego dostałem.
Łącznie z tą wczorajszą gratyfikacją.
I szczegółowe zestawienie co do grosza.
Pan pamięta naszą pierwszą rozmowę.
Daliście mi szansę rehabilitacji i dziękuję wam za to.
Wykonałem wszystko, co miałem i teraz jesteśmy kwita.
Pan mnie w ogóle nie słucha.
Tak, tak, przepraszam, zamyśliłem się.
Nie mogę zrozumieć, co się stało.
Dlaczego pana odsunęli od całej tej sprawy? Właśnie.
To już nie mój kłopot.
Został mi tylko jeden niespłacony dług.
Adaś nie zdążył mi przekazać, komu zawdzięczam te konsultacje. A, właśnie
to wszystko zapomniałem zapytać.
Co z Małgorzatką?
Niedługo wróci z Wiednia.
Nie podjęli się o pracy.
Zrobiłem pełny obrót i znalazłem się w punkcie wyjścia.
Żebym to ja wtedy wiedział.
Cześć.
Cześć.
Błąd.
Jakiś błąd. Błąd?
Jaki? Gdzie? Kiedy?
Błąd.
Cholera, co to wszystko znaczy?
Wiesz co, Zygmunt?
No?
Ja chyba wiem.
Oni musieli znaleźć inne dojście do Sylwka Madeja.
A skąd wiesz, że to jest w ogóle Sylwek Madej? Może mają kogoś innego w sztabie?
Nie, Zygmunt.
To jest ta sama osoba.
Bo gdyby mieli dwóch kandydatów na celowniku, musieliby pracować nad
żeby zobaczyć, który z nich jest lepszy.
A oni od razu odrzucili podejście proponowane przez Grabę.
To jest dowód, że chodzi o tę samą osobę, o Sylwka.
A ty wiesz, co to dla nas znaczy?
Wiem, co to znaczy.
To znaczy, że rozwaliła się moja misterna konstrukcja. Właśnie. I oni
inicjatywę.
Będziemy czekać na ich pierwszy ruch.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Czy to ta willa jest do wynajęcia? A pani miałaby ochotę ją wynająć?
Chciałabym obejrzeć.
A pan major tu mieszka? Nie, ale często tu bywam.
Willa jest własnością mojej siostry.
Musi na krótko wyjechać. I byłoby mi bardzo miło, gdyby ten dom spodobał się
pani.
Mnie również byłoby bardzo miło, panie majorze.
Do zobaczenia.
Do zobaczenia.
Siostra jest w ogrodzie.
Dziękuję.
Jedziemy. Ta dziewczyna bomba.
Bomba?
Nieprecyzyjne określenie.
Sądząc w twojej miny, raczej pocisk.
No to już twoja specjalność.
No właśnie.
Ale jak ci będzie potrzebny pan też, to przyjdź do mnie.
Jedź już.
Tak, podoba mi się.
To świetnie, że pani może wynająć to zaraz.
Chciałam cię wprowadzić dzisiaj wieczorem. Można?
Oczywiście, proszę pani.
Tylko... Płacę z góry za miesiąc.
Dziękuję bardzo.
To pani klucze.
Tę walizkę chciałabym zostawić. Proszę bardzo.
Do zobaczenia.
Przecież lubisz ryzyko, tak?
Ryzyko to jest szczypta przypraw do smaku.
Bierze się tego zwykle na koniec łóżeczki, a ty mi od razu sypiesz cały
W czasie rajdu ja wiem, czego mogę się spodziewać. Krowa wyjdzie na szosę,
może nawalić, ale na to ja jestem przygotowany, a tutaj cholera wie.
ciebie jest tylko jeden klucz. Twoje długi.
W równaniu z trzema niewiadomymi. Nie wiemy kto, nie wiemy gdzie, nie wiemy
kiedy. Niech to cholera weźmie.
Niestety. Nie mam dla ciebie pracy, dziecko.
Proszę mnie przyjąć na próbę.
Wyobrażam sobie, jak musi się panu ciężko opracować w ciemni.
Interety teraz słabo idą.
Nie stać mnie na pomocnika.
To nic.
Moja rodzina obiecała, że na początku mi pomoże.
Punkt jest świetny, ruchliwy. A ja potrzebuję takiej praktyki u fachowca
pan.
No.
Kto u pana sprząta?
Do zarczyni.
Przychodzi raz w tygodniu.
Przedtem, jak żyła jeszcze żona, to było inaczej. A
teraz...
Wszystko zaszło na trzy.
Pani, ja zaraz u pana posprzątam.
No, gdzie pan ma jakąś szczotkę albo coś, ścierkę?
No tam, na zapleczu.
O,
gra pan na skrzypce?
To było dawno.
Pracowałaś na takich aparatach?
Oczywiście.
Znam to doskonale.
No, obiecuję panu. Będzie pan miał znowu najwspanialszy zakład w całym mieście.
Hej. Ty dowcipny jesteś. Widziałeś, jaka jest godzina?
Cisza. Cisza. Cisza. Cisza.
Cisza.
I położył się spać.
A to pewna informacja?
Każda informacja jest wątpliwa do czasu potwierdzenia. Nie uczyli was tego?
Adamski, słucham.
Wygmunt, cześć.
Dobrze.
Postaram się.
Powtórzę.
Szefie, na trasie nic już nie zdążymy zrobić. Jest późno, po drugiej
do Łodzi.
Ale spróbujemy go przejąć od Skierniewic.
A próbujcie, próbujcie.
Nie ma innego wyjścia.
Wyślij wszystkich swoich ludzi.
Chcę znać każdy jego krok.
Ale uważajcie, to zawodowiec.
Dobrze, szefie, postaramy się.
A, Wiktor, niech ktoś wpadnie do mnie do domu i przyniesie mi jakieś ubranie.
Masz klucz.
A kto mi zapłaci za straty moralne?
Jakie straty?
Słuchaj, ja już byłem na progu jej sypialni.
Na pewno pomyślała, że stchórzyłem. Tak, wystawię ci usprawiedliwienie. Albo
lepiej pójdę do niej osobiście, upewnić się, że... O, to dobry pomysł.
Szkoda, że tak późno na niego wpadłeś.
Dlaczego Hoffman przyjechał do Warszawy?
Żeby pogadać z Madejem?
Dobrze, że tak szybko na to wpadłeś.
W Bristolu zapisał się jako Helmut Dietrich.
Tak, pamiętaj. Tak. Cześć, Sylwek, cześć.
Był w banku handlowym, ale z nikim nie rozmawiał. Notował tylko kursy.
Potem był w zachęcie, oglądał obrazy, ale też z nikim nie rozmawiał.
Chodzi powoli, jakby miał dużo czasu.
I ogląda się za każdą ładną kobietą.
Sprawdza się.
Też tak myślę.
Dlatego moi ludzie chodzą nie za nim, ale przed nim. Co spojrzy za siebie, to
pusta ulica.
Witor, musisz zrobić wszystko, żeby go nie zgubić, bo nogi powyrywam.
Gdzie on teraz jest?
Na obiedzie w Europejskim.
Czy coś jeszcze, szefie? Bo muszę już wracać.
A co z Madejem?
Jak na razie nikt nie próbował się z nim umawiać.
Wieczorem pójdzie do klubu.
Jak zwykle.
Dziękuję.
Podjedź trochę, bo mam zły kąt.
Jest w cukierni.
Ruch krakowskiego i koziej.
Nawet nie spojrzał na zegarek. Czyta gazetę.
O cholera, film mi się skończył.
O, przepraszam, nie, proszę.
Zasięgnij.
No
i znam.
Zaczepił prostytutkę na ulicy i poszli do hotelu.
Daniel.
Daniel, telefon.
Tak.
Momencik, Daniel.
Tak.
Poczekaj. Bristolus zjadł dobrą kolację, wypił butelkę francuskiego wina,
potem pojechał na dworzec, zamówił cały przedział w ekspresie wiedeńskim i
położył się spać. Czy ty coś z tego rozumiesz?
Może to nie Hoffman.
Wiktor!
Wyślij kogoś, niech temu Dietrichowi dobrze sprawdzą paszport na granicy.
No.
No poczekaj, zaraz zanotuję.
Zakład fotograficzny? A gdzie?
Aha.
Co to za zakład fotograficzny? Ta prostytutka tam poszła.
Pewnie robi sobie zdjęcia. Dla wielbicieli na pamiątkę.
Szefie, są zdjęcia.
Ładne zdjęcia.
Szkoda, że łaziliście nie za tym, co trzeba.
No proszę.
Niezłe.
Przestań.
Dziękuję ci.
Idź spać.
Wszystkie dokumenty miał w porządku.
Helmu Dietrich, kupiec Zurichu.
Ale gdzie do cholery jest błąd?
Czy Kraków dał mylną informację, czy Wiktor ceją nie tego człowieka?
No numer przedziału się zgadzał.
Widziałeś tego Hoffmana?
No nie.
Masz tu całą dokumentację. Dowód na to, że potraktowaliśmy sprawę poważnie.
A jeżeli to był on?
Jasne, że na fałszywym paszporcie.
A masz kogoś, kto zna tego Hoffmana?
Oj, Czarek, Czarek. Po nocy używasz bracia człowieka.
Proszę.
Dalej, dalej, dalej.
Jeszcze. To!
Proszę.
Czekaj, czekaj. Ten, ten.
Tutaj.
Franek. Właśnie.
Obserwacja nie mogła niczego zauważyć, bo nie było bezpośredniego kontaktu.
Ale to, że Franek się pokazał, musiało być dlatego, nazwijmy go Hoffman,
wystarczającym znakiem.
Nie masz jeszcze wiadomości od Zygmunta?
Nie.
Ale że Franek zdecydował się przyjechać do Warszawy.
Przecież gdyby Hoffman miał mu coś do przekazania, mógł to zrobić w Wrocławia,
tak? A tu Hoffman z nikim się nie spotykał.
Wyraźnie na coś czekał.
A o Franku nie wiemy nic.
Ani kiedy przyjechał, ani co robił, nic.
Dla mnie to jest potwierdzenie, że ma bezpośredni dostęp do Sylwka.
Gdzie? W klubie.
Jeśli ma tam wtyczkę, to dlaczego nie przekazał Hoffmanowi na kontakt?
Właśnie.
Właśnie. Tego nie rozumiem.
A czyżby to był tak cenny agent?
Że opłaci się ryzykować i przyjeżdżać tutaj?
Jeszcze jednego mi tutaj brakuje. No bo kto wreszcie prowadzi tę sprawę?
Centrala berlińska czy Abwehrstelle Breslau?
Kto z nich szykuje się do rozmowy z Sylwkiem?
Czarek, ty ciągle zakładasz, że oni podejdą do Sylwka w klubie.
No tylko tam był eksponowany, zgodnie z planem.
A jeżeli oni idą... innym?
Jaki?
Nie wiem.
Lepiej byłoby wiedzieć.
Może machnęli na mnie ręką.
Zrezygnować z takiego kandydata? Nie, Sylwek.
Jeszcze cię obserwują.
Sprawdzają.
wyczekują na odpowiedni moment.
Mogę zabrać.
Dziękuję. Sam uderzyć wtedy, kiedy będziesz się tego najmniej spodziewał.
Wiesz, że to jest podniecające?
Jak na zawodach.
Czekasz na start, spalasz się, a w decydującym momencie może ci zabraknąć
No, no, Sylwek, właśnie, że nie może. O to chodzi.
Czas się przebrać.
I do klubu.
Cześć. Trzymaj się.
Zadzwoń rano, jak zwykle.
Tak? Tak, cześć Zygmunt.
Tak, wiem, że to Hoffman.
Skąd?
Drogą dedukcji.
Ale dziękuję za potwierdzenie.
Dobra.
Dobra, cześć.
Cześć.
Wybacz, Sylwek, że w takiej chwili, ale... Tak?
Szykuje się wielkie zamówienie.
Wiem, komu posmarować.
Najpóźniej do soboty. Gdybyś mógł, wiesz... Ta pożyczka... No przepraszam,
tak nagle, ale... Sam rozumiesz.
Tak, oczywiście.
Sylwek! Dobry wieczór. Proszę Państwa, jest już nasz przyjaciel Sylwek. Dobry
wieczór. Czy jesteś mała?
Zagórka.
Sylwek. Słuchaj, kto to jest?
Nie wiem.
Jest fantastyczna kombinacja, ale potrzebna gotówka.
Musisz mi oddać forsę. Jak najszybciej.
Przepraszam, ale sam rozumiesz.
Proszę. Na momencik. Oczywiście.
Wódkę poproszę.
Masz kłopoty?
Nie, dlaczego?
No, to pewnie będziesz miał.
Dziś w klubie posłał plotka, że jesteś niepopłacalny.
Zrozumiał więc, że twoi wierzyciele boją się o twoje pieniądze.
Niewypłacalny?
Ja oczywiście wierzę w twój oficerski honor, ale na następną pożyczkę nie
Powiedz mi, co tu się dzieje?
Wygląda na to, że komuś bardzo przeszkadza.
I postanowił się spławić z klubu.
Ale kto i dlaczego?
Przepraszam. O, trzeba.
Można?
Zdrowie pani.
Zdrowie.
Dzień dobry.
Proszę z panem porożnikiem Sylwestrem Madejem.
Nie rozumiem. Nie ma go jeszcze w sztabie?
Dziękuję.
Czy mogłem mówić z panem Sylwkiem?
Nie było go od wczoraj.
Mówi kolega z pracy.
Ale to nic pilnego.
Dziękuję.
Z porucznikiem Czapranym, proszę.
Wyszli wszyscy razem.
Już pitało tych trzech z tancerkami.
Madej z tą ładną dziewczyną.
Z jaką dziewczyną?
Była w klubie pierwszy raz.
Tak?
A kto ją wprowadził? Miała kartę klubową, ale portier nie zauważył
Przekowna. Madej tańczył tylko z nią.
Panie poruczniku, nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie.
Ale ktoś puścił plotkę, że Buddy jest bankrutem, żeby mu nie pożyczać.
A kto puścił tę plotkę?
Nie mogłem ustalić.
Zbyt szybko to się rozeszło.
No i skąd weźmiesz tę forsę?
Najpierw muszę się dowiedzieć, kto mi tak rządził.
Tobie mogę powiedzieć, że te wszystkie moje długi...
Może
mogłabym ci pomóc?
Brać pieniądze od kobiety?
Za kogo ty mnie masz?
Za bankruta.
Obowiązkowy, inteligentny, ideowy. Świetne opinie.
Uciekł przed dłużnikami.
Porzucili się na niego, to uciekł. Wiesz co? Ty też jesteś dobry.
Ktoś puścił plotkę. Kto puścił plotkę, panie porucniku? To trzeba wiedzieć.
Cholera jasna.
Sam nie wiem, co robić.
No to co, szefie?
Przejrzeliśmy nocne lokale, hotele, hoteliki, bardziej znane myliny.
Szukać dalej?
Jak, Czarek?
Coście, powariowali?
Postawić całą Warszawę na nogi przed jednego dziwkarza. O nie, nie.
No to się wciekasz. Podobno ekstra dziewczyna.
Gdyby mnie się taka przytrafiła, też bym poleciał.
Szukaj dalej, Wiktor.
Ile masz tych długów?
Dużo, dużo.
Można by kupić folwę.
Nie martw się.
Jakoś sobie poradzę.
Jak?
Oficer ma zawsze honorowe wyjście.
Skoro nie można inaczej, trzeba będzie sobie strzelić w łeb.
To zawsze zdążysz.
To nie żarty.
Honor oficera.
Trzeba znaleźć jakieś wyjście.
Gdyby udało się spłacić chociaż połowę długu.
Żeby im zatkać gęby.
Połowę długu.
Za taką sumę sprzedałbym się diabłu.
Powtórz to jeszcze raz.
Co?
O tym dziable?
No całym mi się sprzeda, kto kupi?
Ja kupię.
Załatwione, jestem twój.
Ja mówię poważnie. Ja też.
15 tysięcy dolarów.
Wystarczy?
15 tysięcy dolarów?
To tylko oferta. Nie chcesz? Możemy to potraktować jako żart.
Chcesz? Mogę pośredniczyć.
Jest ktoś, kto chce tyle płacić?
Domyślam się za to.
Dobrze się domyślasz.
Dziewczyno, czy ty wiesz, czym to pachnie?
Dlatego tyle płacą.
Co mam robić?
Na razie, powiedzieć.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.