Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Mówiłem. Mokrego materiału nie rób, człowieku. Co z tego będzie?
Znowu wychodzisz?
Tak, albo co?
Truda, i znowu z tym Polakiem idziesz?
Dlaczego ty się pchasz między nich? Nie zdajesz sobie sprawy, że dla nich zawsze
będziesz obca?
A ty, Zekrut, jesteś nudny i masz starostwieckie poglądy.
Obca? Jaka znowu obca?
Musimy żyć po nowemu. Obok siebie Niemcy i Polacy.
Przestań, przestań, bo już bzdury gadasz jak dziecko. A ty nic nie rozumiesz.
Przestań.
Proszę cię, martwię się o ciebie. Nigdy bym sobie nie darował, gdyby... Mam
tylko ciebie.
Nie zawracaj głowy.
Pa, braciszku.
Nie czekaj na mnie, wrócę późno.
Do widzenia.
Do widzenia.
Kto to jest?
Nie znał go.
Nic dziwnego, bo dopiero co przyjechał. Z drugiego oddziału założyli
ekspozyturę.
Ekspozyturę? W Bydgoszczy?
Zaprosili go młody oficer, nikogo nie zna. Pewnie.
Cześć, panie poruczniku!
Prosimy!
Poznajcie się.
Hej, Chojecki.
Prosimy, proszę się częstować.
Dziękuję.
Jak tam mieszkania? Myślę, że to na Ogrodowej będzie niezłe.
W porządku, jutro załatwimy.
Potem poszliśmy na północ.
Opowiedz o tych samochodach pancernych.
No cóż.
Poszedłem z plutonem zdobywać wieś.
Według rozpoznania miało tam być kilkunastu land szturmistów.
Zostawiłem więc chłopców na podejściu, a sam ruszyłem do pierwszych chałup, żeby
się rozejrzeć to i jak. Aż tu nagle okazuje się, że wlazłem na dwa stojące
samochody pancerne.
Nawet nie zdążyłem pomyśleć co robić.
A tu załoga wyskakuje.
Podnosi ręce do góry.
Poddaję się.
Mieliście szczęście.
Mogłyby tu cały pluton.
Widzę, że się zaprzyjaźnicie.
Co za przyjaźń.
Wie pan, poruczniku, z ramienia stawu jestem odpowiedzialny za pracę z
rezerwistami. A porucznik Peltz pomaga mi jako zastępca. Jeździ po całym
województwie, zakłada nowe koła, rozpiera go energia.
Trudno za nim nadążyć.
Po prostu. Mam trochę czasu wolnego między dykturami na strażnicy. No, no,
Wszyscy wiedzą, że jesteś skromny.
Chciałbym się z panem spotkać. Kto mówi?
A, pan mnie nie zna. To zresztą nie ma znaczenia.
Mam ważną sprawę.
Niech pan wpadnie do komisariatu. Zna pan adres.
O nie.
Wolałbym się u was nie pokazywać. To poufne.
Ale o co chodzi?
No, nie przez telefon.
Niech pan za godzinę przyjedzie do Nowego Portu, do tej liniarni, w której
był w ostatnią niedzielę.
Będę. Dobrze.
Czekam.
Chodź. Pójdę już późno. Nie, nigdzie nie pójdziesz.
Spać mi się chce.
Nie kochasz mnie?
Kolek. Na chodź, moja mała.
Już idę do Miejski.
Proszę.
Cieszę się, że przyjechałeś.
Pozwól.
Słuchaj, kto to jest, ten August Maket?
Zaraz po twoim telefonie sprawdziłem w kartotece.
Nienotowany. Prosiłem chłopców, żeby poszperali w archiwum. Mówiłeś, że to
emerytowany oficer, tak? Tak, ale teraz jest puptem zbożowym. Przyjechał do
Gdańska po wojnie.
Ale on jakiś dziwny.
Starzy oficerowie zwykle przechwalają się swoimi bohaterskimi czynami. Opisują
pola bitew. A on nic.
Widocznie nie ma się czym chwalić.
Słuchaj, a może... Może on miał kłopoty w wojsku? Może.
Miał kapitalik. Wszedł do firmy Ceres. Teraz dysponuje połową udziałów.
Lubi się zabawić.
Złośliwi twierdzą, że więcej wydaje niż zarabia.
Słuchaj. Przepraszam.
Podporucznik Adamski, słucham, tak?
Tak?
Tak.
Dziękuję, dziękuję bardzo.
No i wszystko jasne.
Kapitan August Maket był łącznikiem pułkownika Nikolai przy wywiadzie
austriackim. Całą wojnę spędził w Wiedniu, a więc jednak zawodowiec.
Zaraz po wojnie odszedł na emeryturę. No i co? Mija parę lat i nagle zgłasza nam
swoje usługi. Teraz już nie ma wątpliwości, o jakie usługi chodzi.
Dobrze, że powiedziały, żeby dokładnie sprawdzać.
Nie ma z nami nic wspólnego.
Pracuje dla Abwehrstelle Stettin.
Jako skrzynka kontaktowa. Jako skrzynka kontaktowa? Tak, w ramach aktywizacji
Deutsch Tumsbundu.
Biuro Brunsa.
Biuro Brunsa? Co to jest?
Stawiam sprawę po kupiecku.
Towar za towar.
Proszę.
Ale... Jeżeli mamy traktować sprawy po kupiecku, jak pan powiedział, to chyba
nie może być między nami niedomówień.
Więc proszę mi powiedzieć, o co chodzi. W firmie Ceres, która ma znakomite
dochody, ma pan 60 % udziałów. Po co więc ten oddzielny kontrakt na zboże?
Chce pan podkopać interes własnej firmy?
A może zemsta na wspólnikach?
Sam pan rozumie, że w tej sytuacji ja muszę postawić pytanie.
Co to za dziwną grę pan nam proponuje?
Dobrze. Będziemy grać w otwarte karty.
Słucham.
Motywy.
Nie, nic z tych rzeczy, o których pan mówił.
Po prostu chce się zabezpieczyć.
Rize prosił mnie o pomoc.
Myślałem, że to będzie coś w wielkim stylu, jak za dawnych czasów, a okazuje
się.
I tak szybko dojdziecie do nas, zwiniecie całą siatkę i dojdziecie
do mnie.
I do firmy Ceres.
I w ten sposób stracę moje interesy z Polską. Mam rację?
Oczywiście.
Pomijmy tak zwane aspekty etyczne mojego kroku.
Wie pan, jestem już stary.
Przyzwyczaiłem się do dostatku.
Dlaczego mam to wszystko tracić?
Dlatego też proponuję panu towar za towar.
Czy pana to interesuje?
To, co pan powiedział...
Jest przekonywające, ale... Aha.
Potrzebne są dowody.
Oto szkic waszej najnowszej bomby lotniczej.
Za dziesięć dni ma przyjechać z Bydgoszczy włącznik. Przywieź mi opis
techniczny.
No i co?
Czy to wystarczający dowód?
Tak.
A ja mam do pana jeszcze jedną prośbę.
Prośbę?
Pan może mi rozkażywać.
Niech mi pan powie, co pan wie o biurze Brunsa.
Biuro Brunsa składa się z trzech działów.
Auskunft, zbieranie informacji.
Akten, ewidencja i dokumentacja. I material, serwogung.
Czyli zaopatrzenie w środki techniczne. No i jeszcze referaty tłumaczy i
łączności kurierskiej.
Klasyczny schemat organizacji wywiadowczej. Tak działa wywiad od
No Abwera nie wysiliła się zbytnio. Tak, tylko że teraz według tego schematu
będzie pracować organizacja społeczno -kulturalna mniejszości niemieckiej. A
terenie Polski jest to wliczając Gdańsk prawie 3 miliony ludzi.
Polnice a poleg ma mieć taką bazę społeczną, że tylko pozazdrościć.
A dlaczego my nie wykorzystujemy naszej Polonii? W Niemczech mamy milion ludzi.
Panowie, nie wolno.
Uznajemy międzynarodową zasadę, że mniejszości narodowe powinny być lojalne
wobec kraju zamieszkania.
Niemcy nie znają tej zasady, tylko nas obowiązuje.
No to jak się do nich dobrać?
A kto wam pozwolił się do nich dobierać? Przecież oni działają legalnie.
Są zarejestrowani. Mają własnych posłów w Sejmie.
Panowie, to nie jest takie proste.
Na moim biurku muszę mieć dokumenty.
Dowody powiązania Abwery z biurem Brunsa.
Wytyczne, instrukcje wychodzące w teren.
Dowody, że siatki ukryte w Deutschlandbundzie prowadzą działalność
Ale dowody!
Dlatego macie jedno zadanie.
Dotrzeć do biura Brunsa.
Ta fotokopia od maketa to wasz jedyny dowód?
Ale nawet tego nie jestem pewien.
Sarna ma dopiero sprawdzić, czy w ogóle mamy jakieś nowe bomby.
Witajcie. Czołem. Wy się jeszcze nie znacie. To jest porucznik Górski.
Panie poruczniku, proszę się zameldować. Co ty?
Porucznikowi. No to, to, to.
Panie poruczniku, podporucznik Rybak II.
Melduje się posłusznie na rozkaz.
Dziękuję, poruczniku.
Rybak II to...
Dla uczczenia kolegi, tak?
Tak jest, panie poruczniku.
Cześć jego pamięci. Cześć. Cześć.
No. Co?
No, no, no, no.
Zgadza się.
No co?
Pułk w Bydgoszczy otrzymał nowe bomby do wypróbowania.
Właśnie takie.
No to August Maket zasługuje na kontrakt. Właściwie z czego ty się
twoje źródło mówi, prawda?
Na moim miejscu też byś się cieszył. Tak, pewnie. Na razie byś mi tylko
dopłaczył. Przecież te bomby znała tylko trzecia eskadra.
Elitarna jednostka.
Brakie. Najlepsi z najlepszych.
Piętnastu ludzi. Nie.
Ja ich muszę przycisnąć. Ja muszę znaleźć ten przeciek. Ale na razie to ja
mam żadnych szczegółów.
Ej, ty, ty, ty, ty. Ty na pewno jak zwykle masz coś w rękawie.
Filip, ja muszę dbać o swoje interesy. Nie, nie, nie. Już, już, już.
Idę na wszystkie warunki.
No.
Zobaczmy. Filip?
Łącznik z Bydgoszczym ma przyjechać do Gdańska. Co
proponujesz? No.
Cześć. Dzień dobry.
Dzień dobry.
Na Ciebie.
Dziękuję.
Przeziębisz się.
Dobra, teraz daj to od początku.
Łącznik ma siostrę, Trudę.
Ta Truda jest narzeczoną pilota z trzeciej eskadry.
No i co, myślisz o tym pilot?
A któż by inny, szefie, mechanizm jest prosty, kółko się zamknęło.
Nie tak szybko, nie tak szybko. Coś mi to szybko za dobrze idzie.
Ledwie kiwnęliśmy palcem i już mamy sprawcę, co?
Ale wiesz, August Maket twierdził, że łącznik był u niego.
Fakt. Przywiózł jeden pakiet, zabrał drugi. Jest już ekwertyza tego szkicu
bomby. Dawaj, dawaj, dawaj.
No i co?
Tro.
Nasz szef, major Kaleta, powiedziałby... To nie jest takie proste.
Dobra, nie, nie, nie. Ale co robimy?
Zaraz, zaraz.
Uporządkujmy to.
Kilka faktów, nie budzie żadnych wątpliwości, że mamy nowe bomby, że
tylko w trzeciej eskadrze i że Berlin już wie o naszych eksperymentach.
I że jest jakiś łącznik.
No jak jest łącznik?
To jest. I siatka?
No dobrze, Filip, ale czy pilot jest w tej siatce? Widzisz, ja w świetle tej
ekspertyzy mam poważne wątpliwości.
Pan porucznik Rządek? Tak.
Proszę bardzo.
Panowie, to jakieś nieporozumienie.
Co was obchodzi moje prywatne życie?
Może mi powiecie wreszcie o co chodzi? Oczywiście, powiemy.
Panie poruczniku, wie pan co to jest?
To chyba ta nowa bomba.
Robiliśmy próby na poligonie.
A kto to rysował?
Nie mam pojęcia.
Myśmy je tylko rzucali.
Miałem największą ilość trafień.
Gratuluję. A nie opowiadał pan nikomu o tej bombie? No komuś spoza
eskadry?
Nie, nikomu. Nie?
A pan nie...
trudzie paczek.
No... No, mówiłem tak ogólnie, że latamy na bombardowanie.
Ale to moja narzeczona.
Jesienią planujemy ślub.
Nowa, tajna broń.
Pierwsze próby.
A prawdziwy szkic znajduje się w Berlinie.
Pan wie, co to znaczy.
Ale wy chyba nie podejrzewacie, że... Nie, to niemożliwe.
Opowiadałem, ale bez żadnych szczegółów. Zresztą ona nie zna się na technice.
Nie potrafi wykręcić przepalonej żarówki.
Ona nie ma z tym nic wspólnego. Ręczę za nią.
Poręczenia to jeszcze troszeczkę za mało.
My musimy mieć pewność.
Musimy zrobić taką małą próbę.
Pomoże nam pan?
Prowokacja? Chcecie, żebym ja?
Przecież to moja przyszła żona.
Niech pan posłucha.
Codziennie rano na ścieżkę wyłażą rosówki.
Wszyscy mijają je z obrzydzeniem, a tylko wędkarz przykucniej pozbiera do
puszki. Rozumie pan?
My chcemy wyłożyć taką rosówkę na ścieżkę i zobaczyć, kto się po nią
A jeżeli odmówię?
A to natychmiastowe zawieszenie w lotach i przeniesienie do innego garnizonu do
czasu zakończenia śledztwa.
Ładujecie mi lufę w brzuch, bo nas złapano za gardło, poruczniku.
Nieprzyjaciel zna naszą tajną broń.
To znaczy, że mam wybrać dziewczynę albo latanie.
No zaraz, no przecież pan poręczy.
Zaniu, wszystko się wyjaśni i wróci pan do lotów. Ja wiem, że wy ją w to
wyrobicie.
Ktoś narysował szkic bomby, więc trzeba mieć sprawcę.
A że Truda jest pod ręką, a do tego ma jeszcze niemieckie pochodzenie, więc
wszystko jest jasne.
Co was obchodzi, że ja trzy lata walczyłem, żeby dostać się do lotnictwa?
Latasz w przestworzach, piękna dziewczyna, a tu nagle zjawia się dwóch
sukinsynów i chcą ci to wszystko rozwalić.
Bo sobie tam coś ubzdurali, tak?
No to ja cię pytam. Co to jest?
Co to za mundur?
W czyjej ty jesteś służbie? Jak mam z tobą rozmawiać, żeby cię nie obrazić,
panie delikatny?
Obrażasz się, bo podejrzewamy twoją narzeczoną. Ty!
Z orłami za pan brat.
Głowa w chmurach.
I myślisz, że my próbujemy zepchnąć cię do wychodka, tak?
Może jest to wplątane, a może nie. Tego nie wiemy.
Ale ktoś... Wysłał ten cholerny szkic do Berlina.
No i co nam radzisz?
Co mamy robić?
Mamy udawać, że się nic nie stało?
A dlaczego mnie nie podejrzewacie?
Bardzo dobre pytanie.
Czekałem, kiedy je zadasz.
Widzisz, w tym szkicu brakuje jednej tajnej rzeczy.
Schematu zapalnika.
A gdybyś ty to rysował, rozumiesz teraz.
Co mam zrobić?
Niech pan zorganizuje przyjęcie pod byle jakim pretekstem. Ale wspólnie ustalimy
listę zaproszonych gości.
I w ten sposób oczyścicie trudę z zarzutów?
Tak.
Dziwne macie sposoby.
Ale skuteczne.
A wiesz dlaczego musimy sprawdzić trudę?
Bo byłeś jedyny, który wyniósł instrukcję poza teren eskadry.
Czołem.
Czołem.
Widzisz? Służbista.
Od dawna znasz Kopeckiego?
Jeszcze z czasów frontowych. Ale za to przenieśli go do magazynu. To
niewyparzona gęba.
Zadar z kimś ze sztabu.
Szkoda, chłop, ale nic ci nie da zrobić.
Na razie musi tu odsiedzieć.
Otwieraj.
Dziękuję. Dziękuję.
W porządku.
Ma, ma, ma.
Na gorąco może być bigos albo gulag. Nie.
Dawaj bigos, tylko żeby był gorący. O, o, o.
Panowie, polecam nasza specjalność.
Kiełbasa z dzika.
Chyba z karny.
Dobra, czekaj. Ale najpierw zadajmy sprawę, dobra? Trzymaj.
To ten nowy model? Nie.
Mosin? Co wy wariata ze mnie robicie?
Ja nie znam rosyjskiej broni.
Ale przerobiony na naszą amunicję lufa.
Przekalibrowana.
Zamek przekonstruowany.
Krótsza lufa.
A jaki celny. Z 800 metrów przewyższenie toru zero.
Kto by pomyślał, że to Mosin?
A po co ta maskarada?
A, chcę, żebyś to sprzedał Niemcom.
Widzę, że jesteście, panowie, po dobrym śniadaniu.
Udał się do odcipy. Ależ nie, ja mówię poważnie.
Sprzedać?
Niemcy już wiedzą, że robimy próby z nowym modelem. Już się koło niego kręcą.
Nasi ruchnikarze zrobili dwie takie stuki. A ty je sprzedasz.
No niby masz pełne tego magazyny. No i możesz odstąpić jedną sztukę do
przerobienia na stucer myśliwski. I mam z tym jechać do Berlina?
Do Bydgoszczy.
No.
Spotkasz tam twojego przyjaciela.
Pilota Grządka.
Grządka?
Nie znam żadnego Grządka.
O, dziękuję, dziękuję.
Nasze koło ma znakomite treny.
Bardzo dobre.
Co z tego, kiedy nie mam czasu?
Nie wiem, kiedy ostatni raz miałem w dłoni do bezu.
Ja tam przyzwyczaiłem się do drillinga.
A mój przyjaciel przerobił sobie karabin na sztucer.
I gdzie on z taką armacą chodzi? Przecież strasznie ciężkie, nieporęczne.
Wytyganił ode mnie ten nowy model karabinka.
Mam tego trochę.
Lekki, krótki, poręczny, kolba profilowana, a celny,
że...
Chodźmy zatańczyć. Panie czekają.
No jakby nie
słyszał, co Kopecki do niego mówi, no.
Kupiec zbożowy sprzedał nam fiatkę, która nie istnieje. A może on prowadzi z
nami jakąś grę?
Ale dlaczego Zygfryd nie podjął tematu?
Nie, ja wiem, że łącznik ma zakaz zbierania informacji. Dobrze, ale
taką okazję... BPL jest BPL.
Powiedziane nie wolno, to nie wolno. Nie, to nie jest prymitywny wykonawca
rozkazów. On nie jest głupi. No to jak taki spryciarz, no to co z tego? No to
dlaczego nie podjął przynęty?
Może właśnie dlatego. Może nie jest ani łącznikiem, ani członkiem siatki. Może
robi z maketem jakieś operacje finansowe. Nie wiem, może przemyt? Za
hipotez, za mało dowodów.
Co on robił po przyjęciu?
Oświcie poszedł do strażnicy numer 5.
Jego ludzie budują tam ogrodzenie. Pół dnia z nimi pracował.
A ja znam dowódcę tej strażnicy.
Niejaki Peltr.
Porucznik. Aktywista społeczny.
Może by jego zapytać.
Powie, że stawiał ogrodzenie. Tyle to już wiemy.
Potem znowu wrócił do warsztatu.
Piłuje deski, nie wychodzi za bramę. Do niego też nikt nie przychodzi.
A co z trudą?
Truda była na zebraniu.
Same baby.
Uczą się tam krawiectwa, no i codziennie spotyka się z tym pilotem.
Gdzie tkwi błąd?
Też polujesz?
Trochę na przepiórki.
Chciałoby się na grubego zwierza, ale nie stać mnie na kupno nowego szutera.
To trzeba przerobić z karabinu.
Te małzery nasze się nie nadają za duże. Chyba, że to nowy model.
No, mały, zgrabny.
Kolba profilowana, pięknie leży w ręku.
Podobno bardzo cenny. A jakże?
Chcesz nawet z niego?
Mam tego parę stóp w magazynie.
Dasz spróbować?
No pewnie.
Wystarczy tego spaceru, bo przeźwiejemy.
Chodź, zobaczymy, co ta moja sierota wypichciła nam do jedzenia.
Jest dowódcą strażnicy. Od dwóch lat.
Po pracy cały czas...
W terenie.
Aktywista społeczny. W województwie organizuje kluby rezerwistów.
Ma znajomości w całym województwie, zapraszany na wszelkie imprezy.
Były powstaniec wielkopolski, dwukrotnie odnaczony.
Sławił się zdobyciem samochodów pancernych. Nie, to jest jakieś
Ja wiem.
Kopecki przesłyszał się po pijanemu.
Fakt. Pijany był i to nieźle.
Ale Kopetki jednego jest pewien, że Peltz zaczął coś mówić o tym nowym
Zdaje się, że mały i celny.
A Kopetki nigdy wcześniej nikomu o tym nie mówił, tylko Zygfrydowi na tym
spotkaniu u pilota.
Zaraz, zaraz.
Przecież Peltz jest dowódcą piątej strażnicy, tak?
A Zygfryd, zaraz powiecie u pilota, właśnie tam budował ogrodzenie.
Głowy, głowy.
No tak, łącznik nie podjął rozmowy, ale poinformował o tym Pelce o tych
karabinach. Rzeczywiście nie głupi.
Mija kilka dni, Pelc zaraz pojawia się w magazynach i zamówi stucer.
Logiczne. Logiczne, przy założeniu, że człowiek, który ma pilnować kilkunastu
kilometrów naszej granicy, pracuje dla przeciwnika.
A jeżeli taki Pelt, aktywista i społecznik?
Ze znajomościami we władzach pracuje dla Abwery.
To, panowie? To co to jest za siatka?
Tak.
Ja go chyba gdzieś widziałem.
Tutaj w Gdańsku? Nie, nie w Gdańsku.
Już wiem, w Berlinie.
Kurs dla aktywistów Deutschstum z Bundu. Z Pomorza.
Zaprosił mnie wtedy Rize na wykład.
On miał chyba wtedy ta... miał pseudonim Hans.
Przy każdej okazji przemawiał płomiennie.
Ja mam nawet z tego kursu zdjęcie pamiątkowe.
Hoffman, Rize ze swoimi uczniami. Hans.
Były powstaniec wielkopolski.
Większość tych aktywistów to byli ludzie szkoleni przez Abwehrę pod
koniec wojny i przerzuceni na Pomorze. Ten Hans pewnie też...
Rozumiem. Tak.
O!
Jest. Gdzie była? W pokoju gościnnym, pod poduszką.
Na gorąco może być bigos albo gulasz. Bigos, bigos.
Tylko żeby był gorący.
Cholera, co za dzień.
Wypiliśmy wczoraj trochę i od rana awantura, że zgubili plany rozbudowy
Grodziądz.
Pan pułkownik zostawił pod poduszką, a ty męcz się człowieku. Tak, tak,
wypijemy.
Czekaj, muszę zadzwonić, żeby ich uspokoić.
Słyszałem kopetki.
Co? Jakie skrzynie?
Cholera, bardzo ich przygniotło?
Tak.
Tak?
Dobra, zaraz tam będę. Dajcie ich na izbę chorych.
Tsiakrew gówniarze, no.
Chcieli sobie ułatwić robotę. Teraz ja mam cały dzień załatwiony.
Cholera jasna. Nie, nie. Siedź spokojnie, siedź spokojnie. Ja za pół
wracam.
Wypijemy sobie jeszcze pomal i pójdziemy postrzelać z karabinków. Tak jak się
umawialiśmy, dobra?
Ty, wstawiaj ten bigos i chodź ze mną. Ale już biegiem.
Zrobiłem jak chcieliście.
Teraz dacie nam już spokój.
Wyjaśniło się? Proszę, niech pan siada, proszę. Nie, dziękuję.
Jeszcze troszkę cierpliwości.
Na co mamy czekać? Na ostateczną ekspertyzę z Warszawy.
A później przyjdę i osobiście was przeproszę za bezpodstawne podejrzenie.
razie, jak się umawialiśmy, obowiązuje tajemnica.
Pamiętam.
Niech się pan nie obrazie, ale macie parszywą robotę.
Tak, włazić z butami w czyjeś prywatne życie.
Parszywa robota.
Masz rację, pilocie.
Tylko, że za to nam płacą jak tobie za latanie. Ja bym się nie zgodził.
Za żadne pieniądze.
Przygadał nam ten przyjemniaczek. A może trzeba było się odszczeknąć?
Miałem ochotę powiedzieć mu prawdę, żebyś ty wiedział, chłoptasiu, dlaczego
z tobą tak cackamy. Zamiast oddać sprawę do prokuratora, udajemy, że jesteś
wspaniały facet, obchodzimy się z tobą jak z jajkiem.
Bo żeby złapać szczupaka, trzeba poświęcić płotkę. Ale ty tego nie wiesz
nie będziesz wiedział.
Chodźcie do nas.
A może chciałbyś poznać pana Pelca osobiście?
Bardzo sympatyczny.
Nic dziwnego, że sympatyczny.
Przecież to frontowy kolega.
Proszę otworzyć.
Panowie, do roboty, do roboty, do roboty.
Idziemy.
Plany rozbudowy twierdzy Grudziądz.
O! Nowy model karabinu z opisem.
Niezły z pana ptaszek.
Na, na.
Zobacz.
A myśmy myśleli, że zwykły przemytnik.
Jak myślisz, ile można za to dostać?
15 lat?
No, 15.
Jeżeli prokurator będzie w dobrym humorze i sędzia bez kataru.
Bo inaczej...
Tylko szybko, panowie.
Mamy już odpowiedź z Bydgoszczy.
Pan Paczek jest rzeczywiście przedsiębiorcą budowlanym.
Spokojny, pracowity, nie zajmuje się przemytem, ani polityką, mieszka z
siostrą. Żadnych krewnych i w rejestrze sądowym nie figuruje.
Panowie, ja jestem lojalnym obywatelem.
Z zasady przestrzegam prawa.
Po prostu nie wiedziałem, co się znajduje w tym pakiecie, gdybym
Tak, tak, tak.
No cóż, każdy może się poświtnąć.
Tylko widzi pan te papiery. To myśmy znaleźli w pańskiej teczce. No wie pan,
żaden sąd na świecie nie uwierzy, że to był przypadek.
No a przecież pan odmawia wyjaśnić, od kogo dostał pan ten pakiet.
Nie, nie odmawiam wyjaśnić. Po prostu nie znam tej osoby.
Nie znam tego człowieka, natomiast gdyby się zdarzyło, że spotkam go gdzieś,
to... Paczek, Paczek, Paczek, Paczek!
Stary chłopak taki naiwny. A co ty myślisz, że my się wypuścimy, żebyś
mieście i go szukał?
Zobacz.
Mina twardziela.
Taki, co nie puści farby.
Będzie krył innych.
Ale to twoje milczenie i tak nikogo nie uratuje.
Bo my po tych papierkach i tak dowiemy się, kto to zrobił.
A ty dostaniesz wysoki wyrok.
Za brak skruchy.
I tak będziesz miał szczęście, jeżeli to nie będzie najwyższy wymiar kary.
No to proszę bardzo.
Możesz sobie milczeć. No.
A i tak wszystkie dowody będą wskazywały przeciwko tobie.
On ma jeszcze siostrę.
Nie wiesz, kto ona porabia?
Moja siostra?
Siostra się zajmuje domem.
W ciągłości pomaga czasem.
Mężatka, tak?
Nie,
narzeczonego ma.
No to biedna dziewczyna.
Miejmy nadzieję, że ten narzeczony nie machnie na nią ręką, jak się dowie z
gazet.
A z czego będzie żyła?
Jak to z czego?
On liczy na to przedsiębiorstwo.
Nie wie, że w takich sprawach sąd orzeka całkowity przepadek mienia na skarb
państwa.
Oj, paczek, paczek.
Urządziłeś siostrę.
Będzie raz na tydzień chodziła pod więzienie z wałówką dla ciebie. No i
będzie miała ją kupić, za co?
Co czwartek wstanie przed bramą.
Z żonami i kochankami bandytów i złodziei.
A jeśli jest ładna, to jakiś Alfons zaopiekuje się nią. Będzie obiecywał
pomoc.
Ale to już nie nasza sprawa. To nie, nie, nie.
O, to są wszystkie dokumenty? Tak, oprócz grudziątka. No to w porządku.
gotowy, filmy założone? Wszystko gotowe. No dobra, ale teraz powinniście się
uwinąć szybciej. Zrobi się, mamy sprawę.
No, i czego się denerwujesz?
Teraz musimy tylko spokojnie czekać.
Panie Zygfrydzie, tak samo jak w tamtą stronę.
Paszport i ani słowa.
Otwieraj.
Zobacz, cała strona o bydgoskiej ekspozyturze.
Czarek, to jest chyba twoja charakterystyka.
No bardzo, bardzo nisko cię ocenia.
Uważasz, że można łatwo cię podejść, bo jesteś lekko duch.
Dobry jest ten hałas.
Proszę bardzo, to są instrukcje ze Szczecina. Zrobiłem wszystko tak, jak
chcieliście.
Mam jedno pytanie.
A to ja wiem, czy nie obawialiśmy się, że pan nie wróci.
Tak.
Mogłem wyjść innymi drzwiami.
Uciec przed swoimi? A dokąd?
Do Kubenhagi, Amsterdamu, przecież tam jest pełno kanałów. I co róż znajduje
kogoś. No, tupielca z nożem w plecach.
Rozumiem, ale umowa stoi.
Panowie, mieliście zostawić trudę w spokoju. Niech pan siada, panie
Niech pan siada.
Mamy lepszą propozycję.
Po co pan ma w ogóle iść do więzienia?
Siostra by się zmartwiła.
Mamy mało czasu.
Czy oni zawsze sprawdzają, kiedy pan przyjeżdża z Gdańska i czy punktualnie?
Tak. No właśnie.
Musi pan dążyć na ten swój pociąg.
Czy za każdym razem przywozi pan prezent dla siostry?
Zapomniałem.
Perfumy. Wszystko musi odbyć się tak jak zwykle.
Uda.
Mam pośle cię.
Koniec.
Koniec.
Bardzo niebezpieczne, ale ryzyko to dla nas chleb powszedni. A teraz objaśnię
Wam najtrudniejszą figurę pilotażu, korkocią.
Dobra, dziewczyny, wystarczy. Resztę opowiem wam po obiedzie. Uciekajcie.
A więc to był wasz
pomysł. Ten objazd obozów harcerskich.
A ja, głupi, myślałem, że to wyróżnienie.
Dlaczego chcecie mnie rozdzielić z trudą?
No przecież pomogłem wam wyjaśnić, że jest niewinna, prawda?
Dobrze. Chcecie walki, to ją będziecie mieli. Aż się zatrzęsie do samej góry.
Teraz już mi nie zamkniecie gęby. Cicho, pilocie. Są słowa, których później nie
można cofnąć.
Najpierw przeczytaj sobie to.
Tak jej dopiekliście, że musiała wyjechać.
No i co? Teraz jesteście zadowoleni, tak?
Ja wam tego nie daruję, rozumiesz? Nie daruję!
Uspokój się. To ci powiem, dlaczego wyjechała.
Może i była między wami wielka, wspaniała miłość, ale Truda jest
Związku Niemczyzny. Wezwano ją do Berlina i wybrała.
Obowiązek.
Tym bardziej, że ten szkic to niestety jej robota.
Kłamstwo. Nie. Całą noc spędziła u ciebie, a o świcie odrysowała go z
instrukcji, którą miałeś w domu.
Śpieszyła się i ominęła najbardziej istotny szczegół.
Dla Berlina nie ma z tego dużego pożytku.
Na szczęście dla nas.
I co, i wy tak pozwoliliście jej wyjechać, tak? Ja mam w to uwierzyć.
A nie musi.
Ale taka jest prawda.
I zrobiliśmy to ze względu na ciebie, wyobraź sobie.
Ze względu na mnie? Tak.
Widzisz, szkoda byłoby tracić dobrych pilotów.
Pomyślałeś, co by się stało, gdybyśmy tę sprawę oddali do prokuratora?
No może nawet udałoby ci się wywinąć.
Karą dyscyplinarną, ale smród ciągnąłby się za tobą przez całe życie, a my nie
chcemy zamykać ci drogi.
Mamy nadzieję, że dobrą służbą odpracujesz popełniony błąd.
Tak więc posłuchaj.
Tę sprawę możemy uważać za zamkniętą. Ty masz czyste konto. Nawet dowódca pułku
nie wie, że miałeś coś z nami wspólnego.
Jeżeli sam nic nie chlapniesz, masz przed sobą całe niebo otwarte.
Rozumiemy się?
Nikomu ani słowa.
Trzymaj się.
Na gorąco może być gulasz albo migos.
Idź do cholery z tym gulaszem.
Nic innego nie umiesz wymyślić?
No przepraszam was, panowie, zaprosiłem was na comber, sarnie, a ten idiota
tylko bigos gulasz, bigos gulasz. My nie lubimy gulaszu, poczekamy na comber.
Przepraszam was serdecznie. Skoczę na chwilę do kuchni, pogonię ich tam,
wszystko załatwię. A wy tymczasem rozgoźcie się. Nalejcie, wypijcie po
Chodź ze mną.
Panie poruszniku, chcemy pana...
Prosić o pomoc. Przedsięwzięcie jest poważne, ale leży w pańskich
Bardzo chętnie. Słucham. W czym mogę pomóc?
Chcemy za pana pośrednictwem dotrzeć do biura Brunsa w Berlinie.
Co to znaczy?
Jestem pewien, że się dogadamy.
To jakieś nieporozumienie.
Inteligentny, błyskawiczna ocena sytuacji, szybka i trafna decyzja.
Zdecydowanie w działaniu.
Taka opinia krąży o panu.
Czyżby przesadzona?
Panowie, wypraszam sobie takie... Niech pan siada.
Kim pan jest? O co chodzi?
Zagrajmy w otwarte karty. Szybciej dojdziemy do porozumienia.
To jest Oberleutnant Riese.
Abwehrstelle Stettin.
Riese chwali się, że ma najlepszą siatkę na Pomorzu i że tą siatką kieruje
niejaki Hans.
A to jest Oberleutnant Hoffman z Abwehrstelle -Breslau. Hoffman z
centrali ma ogólny nadzór nad działalnością Związku Niemczyzny w
mam pamiątkowe zdjęcie z zakończenia szkolenia w Berlinie.
Był pan wyróżniającym się słuchaczem, panie Hans.
To były...
Ćwiczenia legalnego związku. Co mi pan chce udowodnić?
Jak już pan zauważył, chcemy tę sprawę załatwić dyskretnie.
To są tylko próbki, że wiemy coś niecoś o panu, panie Peltz. I stąd pomysł,
żeby mieć swego człowieka w biurze Brunsa.
A te zdjęcia oficerów Abwery, że... że ja ich niby znam? Mhm.
To prowokacja.
Spokojnie, panie Pell. My nadal nie możemy się zrozumieć.
Przypominam. Chodzi nam o lojalną współpracę. To jest tylko nasza
Chcę wam oświadczyć.
Chwileczkę. Niech się pan nie śpieszy z doświadczeniami, bo tutaj mamy jeszcze
program waszego szkolenia i ogólne tezy.
wystąpienia Oberleutnanta Hoffmana.
A to już nie wygląda na referat o tematyce związkowej.
Tylko na instruktaż dla kierowników siatek wywiadowczych. I już pachnie
stanu, panie Pell.
Mógłby być z tego wspaniały, pokazowy proces.
Jeśli te zdjęcia pana nie przekonują, my możemy przedstawić jeszcze
prokuratorowi plany twierdzy Grudziądz z pańskimi odciskami palców.
Bardzo się pan śpiewał, panie Hans, robiąc te zdjęcia.
Trzeba było jednak założyć rękawiczki.
Lekko myślność. Trudna do wybaczenia.
Ale jak powiedziałem, my chcemy tę sprawę załatwić bez hałasu.
Bo co by Berlin powiedział na taki proces pokazowy? Że dał się pan podejść
dziecko i pociągnął za sobą całą organizację na Pomorzu?
Kompromitacja.
Natomiast współpraca z nami może dać panu wymierne korzyści. Awans na
związkowym, przeniesienie do Berlina, zaczety i uznanie.
Na dyżur nie musi się pan spieszyć.
Na strażnicy wiedzą, że wyjechał pana dwa dni do Torunia.
Żona też jest o tym poinformowana.
Nie będzie nikogo alarmować, że pana nie ma. Nikt nam nie przerwie tej rozmowy.
O wszystkim pomyśleliście. No cóż, wiedzieliśmy, że przeciwnik jest groźny.
Co mam pisać?
Przecież pan zna naszą instrukcję o pozyskiwaniu źródeł.
Najpierw życiorys. A propos, czy w osiemnastym roku kończył pan ten sam
Franz Relke?
Niech mi pan na litość woską powie, kto mnie wydał.
Przecież nie Riza, ani Hoffman.
Tylko oni znali szczegóły.
Powiem panu, ale nie teraz.
Będziemy mieli dużo czasu, żeby sobie spokojnie porozmawiać.
A teraz niech pan pisze.
Przepraszam, że tak długo, ale musieliśmy podgrzać. No wreszcie możemy
Jemu też?
Oczywiście przecież, pijemy jego zdrowie.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.