All language subtitles for Pogranicze w ogniu - odc 10

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Oficer ma zawsze honorowe wyjście.

Skoro nie można inaczej, trzeba będzie sobie strzelić w łeb.

Z tym to zawsze zdążysz.

To nie żarty.

Oficerski honor.

Trzeba znaleźć jakieś wyjście, żeby udało się chociaż wpłacić tę połowę

Połowę?

Za taką sumę sprzedałbym się diabłu.

Powtórz to jeszcze raz.

Co?

O tym diable?

Cały bym się sprzedał, tylko kto kupi? Ja kupię.

Załatwione. Jestem twój.

Piętnaście tysięcy dolarów wystarczy?

Piętnaście tysięcy dolarów?

To tylko oferta. Nie chcesz, możemy to potraktować jako żart. Chcesz, mogę

pośredniczyć. Jest ktoś, kto chce tyle płacić?

Domyślam się za co.

Dobrze się domyślasz.

Dziewczyno, czy ty wiesz, czym to pachnie?

No dlatego tyle płacą.

Co mam robić?

Na razie powiedzieć tak.

O, no to dwoń tę godzinę.

Tak.

Kto?

Wiktor.

Nic.

Znowu noc.

Mam dość.

Idę.

Dokąd to?

Nie wiem.

Wszystko jedno przed siebie.

Idź do domu, wyśpij się porządnie. Rano zadzwonię. No idź.

Tak.

Rany boskie. Chłopie, co się z tobą dzieje?

No gdzie jesteś?

Tak, poczekaj.

Czarek!

Czarek!

Czarek! Czarek!

Co jest?

Sylwek dzwoni.

Gdzie jest? U ciebie.

Powiedz mu, niech czeka.

Jesteś? No masz czekać.

Czarek zaraz przyjedzie.

Tak.

Chwileczkę.

Nie tak zaraz.

Niech sobie poczeka.

Umyj się i ogól, bo wyglądasz jak... jak ja.

No już nie marudź.

Przecież nie zrobiłem tego na umyślnie.

Czekaj, może mi wreszcie opowiesz, co?

Twoja instrukcja nie była zbyt dobra.

Nie było mowy o tym, że to może być dziewczyna.

No?

I to jaka?

Piętnaście tysięcy dolarów.

Tysiąc już dostałem.

No, płacę długu.

Oczywiście musiałem podpisać pokwitowanie i zobowiązanie o

Na rozmowy mam pojechać do Pragi Czeskiej. O terminie mnie powiadomią.

Udało się.

Nareszcie.

Przeciwnik się odkrył.

I to jak?

Pięknie się odkrył.

Wspaniała dziewczyna, ale niebezpieczna.

Może mieć każdego.

Nawet z ciebie.

Tak? Ty wiesz, o mało się przy nią nie wygadałem, że te moje długi... Co ty,

zwariowałeś? Nie martw się. Po prostu przedobrzyła. Byłem taki zmachany, że

chciało mi się gadać.

No, twoje szczęście. Ale ja mam kilka nowych pytań.

Jak ona weszła do klubu? Na czyją kartę?

Kto jej pożyczył, bo dyrekcja ostatnio nie wydawała nowych?

Czy ktoś z naszej trójki, czy może...

Ktoś inny, słuchaj, spójrz na te zdjęcia. Może którąś z tych twarzy

ostatnio.

Nie. A tu?

Nie. Tu? Nie, nie, nikogo. Czekaj.

Czekaj, czekaj, czekaj.

To ona. Kto?

Ta moja dziewczyna.

Przyjechał do Warszawy, żeby ją uruchomić.

Tak.

Tego mi brakowało.

Panowie! Chodźcie, wszystko gotowe.

Już idziemy, kochanie.

Mamy robotę dla ciebie.

Panowie, są do rozwiązania trzy problemy jednocześnie.

Tak, Sylwek musi pojechać do Pragi. Tak, drugi problem to klub.

Teraz już ci wierzę, że oni tam mają swojego człowieka. Ale to nie problem.

Mam pomysł, jak go wyłuskać. No właśnie o to chodzi. Zostaw klub w spokoju. Co?

Mam mu pozwolić? Oczywiście.

Niech sobie spokojnie pracuje. Na pewno ma zadanie obserwować Sylska. Jak się

zachowuje po tej rozmowie.

Daniel, przyjdzie czas, to sam ci go wystawię.

A ty się zajmij sprawą najważniejszą. Problem numer trzy.

Elza, co myślisz z nią zrobić?

Panowie, ona nam może rozłożyć cały korpus oficerski. To tylko kwestia

Masz rację. Jest rozgrzana powodzeniem.

A więc jest moja?

No, jeżeli tak lubi i grać z ogniem, daj jej pudełko zapałek. Niech sobie

poparzy paluszki.

Misiu.

Wiesz, która godzina?

Stajemy.

Później się na partyjkę.

Rzeczywiście.

Dziękuję, słodko.

Która to godzina?

Sam sobie zobaczę.

I bądź o piątej.

Bądź o piątej, bo ja mam zakupy. Dobrze, pa.

Pa.

O piątej!

Dzień dobry.

Ja po odbiór zdjęć.

A to jakaś pomyłka.

To są zdjęcia kapitana.

Wszystko w porządku, panienko. To mają być zdjęcia pana kapitana Witkowskiego.

Pan kapitan mówił, że już zapłacono. Tak, a tak, tak.

Do widzenia.

Do widzenia.

Słucham? 12 .10 proszę.

Ministerstwo Spraw Wojskowych?

Centrala, słucham.

Proszę z kapitanem Witkowskim.

Który departament?

A nie wiem. Proszę sprawdzić.

Sprawdzę. Proszę zaczekać.

Stanisław Witkowski, kapitan. Tak, tak. Stanisław.

Tajna kancelaria Sztabu Generalnego. Kapitan Witkowski. Słucham.

Halo? Słucham.

Filwek? Co się stało?

Cześć. Cześć.

Czytaj.

Mieszkam w hotelu Palaz.

Będę na targowej.

To naprawdę, sprytnie.

We wtorek siódmego w pół do trzeciej po południu.

Całuję ciotka Elżbieta. No, to masz termin wyjazdu.

Daj mi się napić.

Boisz się. Najtrudniejsze już za tobą. Tak myśli?

Wiesz, najbardziej tobie podoba mi się to, że lubisz walczyć do końca.

Zresztą... Teraz i tak nie masz już innego wyjścia. Właśnie miałem ci

powiedzieć. Nie, lepiej nic nie mów.

Oni już widzą te dokumenty. Mają je prawie w ręku.

Sylwek, wlazłeś do klatki z dzikimi lwami i trzymasz w ręku kawał krwistego

mięsa. Musisz go im rzucić, bo inaczej w tej służbie nie znają się na żartach.

Nalej jeszcze.

No.

O! Ach,

to pan!

Co za przypadek, no?

To moja trasa. Codziennie tędy chodzę.

A ma pan teraz chwilkę czasu?

Ja teraz zmieniam wystawę i potrzebuję zdjęcia takiego ładnego chłopca w

mundurze.

I myśli pani, że ja bym się nadawał?

Naturalnie.

Taka męska twarz.

Pani sobie żartuje.

Chodźmy.

O nie, tak nie może być.

Proszę się nie obawiać, nikt panu nie ukradnie.

Ale to ciężkie. Chyba armata w kawałkach. O, listy.

Listy.

Miłosne. To tajna poczta ze sztabu do ministerstwa.

I tak codziennie?

Codziennie.

Tak.

No, ładnie się proszę uśmiechnąć.

Tak.

Ale masz mięśnie.

Silny jesteś, co?

Czego jej rączki? Dawno pana szanownego nie było.

Panowie, co się znowu stało? O co chodzi?

Poprosiliśmy pana, bo mamy dla pana miłą wiadomość.

Profesor Jankowski chce przyjąć u siebie pańską córkę, Małgorzatę. Ta jego

metoda zaczyna dawać rezultaty.

Oczywiście nie należy spodziewać się cudów, prawda?

Więc dla pana.

Dlaczego bym panu wcześniej nie powiedział?

Gdybym panu powiedział, byłby pan pod moralną presją, że trzeba się

A ja chciałem, żeby pan z nami współpracował z własnej nieprzymuszonej

Dzisiaj możemy o tym mówić, bo to już przeszłość.

Dziękuję.

Ale tamci nie mieli takich skrupułów.

Tak, ale mieli dużo pieniędzy, które się przydały.

Dziękuję, skończone.

A może byś sprzedał?

Co? No, te twoje listy.

Kto by to kupił?

Kupi, pięćdziesiąt złotych. Za jedną sztukę.

No i co? Pójdę do ministerstwa z tłustą torbą? To by mnie od razu dopaki.

Zobaczymy, zakleimy, odniesiemy.

Co by komu przyszło z takiego listu?

O, na pewno tam jest coś ciekawego.

Pięćdziesiąt złotych za jedną sztukę. To ty sobie wyobrażasz, ile to jest forsy

w ciągu miesiąca?

Znam kogoś, kto by kupił.

Naprawdę? No.

Wiesz, czym to pachnie?

Mamy szkolenia, mówią o tym.

Do takiej pieniądze chyba warto ryzykować.

A jak się postarasz, to nie wpadniesz.

Wyglądasz inacalniaka.

Sto złotych za sztukę.

Wariowałaś. No to nic z tego.

Sześćdziesiąt. Osiemdziesiąt i ani złotego mniej.

Dobra.

Z kim można porozmawiać?

Ze mną.

Nie, no o takich sprawach nie rozmawiam z kobietami.

Naprawdę?

Porządku. Dziękuję.

Można jechać.

Proszę.

No jak, już, Zygmunt?

Już.

Wiesz, o czym myślę?

No?

O tym, co powiedział Graba, pamiętasz?

Że... że tamci nie mają skrupułów.

Właśnie.

Bo zastanawiam się.

Co bym zrobił, jakby nam odmówił współpracy?

Parę miesięcy temu wiedziałbym...

Na pewno. Co zrobić? Po prostu machnąłbym na niego ręką i szukał nowego

kandydata. A dziś użyłbyś argumentu chorego dziecka jako karty

przetargowej. Chyba nie.

Ale nie wiem na pewno, czy nie rozumiesz.

Rozumiem.

Powoli, powoli odchodzimy od kodeksu oficerskiego.

Zaczynamy hołdować.

W zasadzie, że cel uświęca środki.

A może właśnie tak trzeba, co, Rigmund?

Tylko czy cel jest wystarczająco wielki, żeby mu składać ofiary?

Jedź już, jedź.

Słucham pana. Pudełko zapałek.

Proszę.

Dziękuję.

Witamy.

Koniak, proszę.

Dziękuję.

Przepraszam, czy mogę prosić o ogień?

Proszę Dziękuję

Płacę. 2 ,50.

Proszę.

Panie Dietrich, gdyby nie to, że miałem nóż na garle z tymi długami.

Zresztą obaj doskonale wiemy, po co wam są potrzebne te dokumenty, więc może nie

mówmy o ideologii, tylko o interesach.

Zgoda.

Mówmy o interesach.

Warunki finansowe przyjmuję, ale łączność do niczego.

Panie Madej, to my stawiamy warunki.

Panie Dietrich, przecież te sposoby z odwróconym pudełkiem zapałek były

stosowane przez waszych ludzi już w Anglii w 17 roku i na tym zresztą

pan myśli, że nasi chłopcy z kontrwywiadu nie czytają książek?

Było nie było, wy ryzykujecie tylko te kilka tysięcy dolarów, a ja głowę.

Który przedział kontrolujemy? Nieważne, pustko jednym. Zdecydujcie, ziscy

wybierasz.

W tamtym wagonie był trzeci. Co tu może być drugi?

To ten.

Kontrola celna. W każdym wagonie kontrolujemy jeden przedział. Tutaj

państwa.

Tu jest podwójne dno.

Co pani tu wiezie?

Grzyterie?

Złoto? Diamenty?

Przykro mi, musi pani przerwać podróż.

Proszę uważać.

Szczegółowy raport, panie poruczniku. Zgodnie z rozkazem. I pieniądze.

Dwie kasety?

Tak jest.

Panie poruczniku. Tak?

Długo jeszcze będę chodził z tą torbą.

Koledzy pytają, za co podpadłem.

Spokojnie, Zawada, jeszcze trochę.

Widzisz, oni mogą sprawdzać, czy wszystko w porządku.

Muszą ciągle widzieć cię z torbą.

Dziękuję za służbę.

A swoim awansem też będziemy musieli trochę poczekać.

Żeby nie rzucało się w oczy. Dziękuję, panie poruczniku.

Ale gdyby znowu coś takiego, to ja bardzo chętnie.

Będę pamiętał.

A jeśli to będzie chłop?

Wolałbym dziewczynę.

Wie pan, na koszt państwa.

I bez grzechu.

Rozumiem.

Będzie wygodniej. Dziękuję bardzo.

Czy... Czy mogę prosić o papierosa?

Czy podejrzana przyznaje się, że w dniu dziewiętnastym... Tak, przyznaje się.

Uległam pokusie.

Obiecywał złoty pierścionek za przewiezienie walizki.

Mówił, że to są jakieś... jakieś pamiątki rodowe.

Zostawione na przechowanie, gdy zaczęła się wojna.

Ja jestem biedną dziewczyną, więc pan rozumie, że...

Kto obiecywał?

Nie znam go.

To było tak.

To było niedaleko granicy.

Zaproponował wymianę walizki.

Zgodziłam się.

Moja wina, wiem.

Dałam się skusić.

Mówił, że zgłosi się do mnie na pierwszej stacji za granicą.

Zgadza się.

To są katalogi materiałowe uzbrojenia.

Dostarczone przez mojego człowieka.

A gdzie filmy?

Jakie filmy?

Tajna poczta sztabowa.

Wszystko sfotografowała. Dwie kasety.

Panowie, przecież zrobiliśmy dokładną rewizję. To jest wszystko, co się przy

niej znaleźli. A ta stal pancerna?

Skąd to wziąłeś?

Ja się do tego nie przyznaję. Jak to?

To to nie szło przez ciebie?

Więc skąd?

No właśnie, skąd to wzięła?

Zgodnie z twoim życzeniem zostawiliśmy jej dużo swobody.

Dobrze, dobrze.

Mamy pewną superatę w postaci stali pancernej i manko w filmach.

Panowie, ta dziewczyna jest lepsza niż nam się wydaje.

A może przekazała filmy inną drogą?

Ta?

Jaką?

Jaką?

Gdyby miała łącznika, przekazałaby wszystko.

Porucznik Lubicz wrócił z Montelupich.

Niech wejdzie.

Co, że znaje?

Ta sama wersja, bez zmian.

Zgodnie z poleceniem nie naciskam.

Słuchajcie, i tego, co mamy, wystarczy na bardzo duży wyrok.

Nawet bez tych twoich filmów. Tylko co my zrobimy, jeśli się załamie i zacznie

sypać? Nie, do tego nie możemy dopuścić.

Dobre jedzenie, dużo spacerów, dużo książek.

No i nie przemęczać przesłuchaniami.

Bardzo na pana liczymy, poruszniku.

Niech pan dalej gra tę swoją rolę nierozgarniętego i niedoświadczonego.

żyć z łudzeniami, rozumie pan?

Tak jest.

To nie graba. Mamy prośbę.

Na granicy została zatrzymana młoda kobieta.

Nazywa się Elza Górkę -Welogórek.

Przywieźli ją do Krakowa. Siedzi na Montelupich.

Pan ma sporo znajomych w Krakowie.

Gdyby można jedno słówko od niej.

Rozumiem.

Ale ja nie mogę niczego obiecać.

Mógłbym spróbować.

Niech pan próbuje.

Płacimy każdą cenę.

A gdyby się udało, to ona uwierzy, że to od pana?

Może jakiś...

Znak, coś, co zna tylko ona i pana.

Pozdrowienie od człowieka, który zjadł gołębia pocztowego.

Opowiedziałem jej tę historię na dworcu we Wrocławiu.

Może zapalimy?

Mam swoje.

Pozdrowienia od człowieka, który zjadł gołębia pocztowego.

Od kogo?

Opowiedział tę historyjkę na dworcu we Wrocławiu.

Daj papierosa.

I co więcej?

Chcę słówko.

Napisać? Nie, nie, nie powiedzieć.

Tylko nie za dużo, żebym wspamiętał.

Namówiono mnie na przewóz biżuterii. Tego się trzymam.

Więcej dowodów nie ma, tyle co w walizce.

Filmy zdążyłam naświetlić i wyrzucić.

Robić, robić!

Co jest?

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Dwa piwa.

A co było w walizce?

Instrukcje i opis techniczny pocisków, zapalających kilka broszów

ocena manewrów, no i próbka nowego stopu stali pancernej.

Dużo tego.

Niech to wszystko. Będzie się upierała przy zamienionej walizce.

Aha, miała jakieś filmy.

Zaświetliła, wyrzuciła.

Tutaj stał ten wagon?

Tak.

Dokładnie tu.

Nie opuściła nic na korytarzu? Nie.

Obserwowałem ją uważnie. Co dalej? Poszliśmy w stronę stacyjki. Cały czas

szedłem przy niej. On z tyłu.

Tak. O wyrzuceniu filmów mogła pomyśleć dopiero wtedy, kiedy odkryliście

podwójne dnowie i walizce.

Tak, tak, tak.

Tak, że rewizja osobista była zrobiona bardzo dokładnie. A poza tym ten wagon

został dokładnie przeszukany i wyłączony z ruchu.

Szefie, patrzyłem przez okno, jak ją wyprowadzali.

Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale ona jakoś dziwnie zeskoczyła ze

Tak jakby się potknęła. No właśnie, omalnie wpadła pod wagon.

Dopiero teraz mi o tym mówicie?

Bałwany?

Masz.

Są filmy?

Nie ma filmów.

Nie będzie przynajmniej pytań, skąd wzięła dokumenty do filmowania.

No widzisz, kochany, cała twoja praca spełzła na niczym. Gdyby nie ta stal

pancerna, no bo ile ona mogłaby dostać za te broszurki? No ile? No ile mogłaby

dostać? Rok? Półtora?

Właśnie, właśnie.

Skąd ta stal pancerna?

I co teraz, panowie?

Nikt nią nie kieruje?

Przecież przycisną ją w śledztwie i sypnie nam Madeja.

Nie, będzie milczeć. To ideowa dziewczyna.

Jak ona poznała tego plutonowego od tajnej poczty?

Zrobiliśmy dokładną analizę jej meldunków.

Nie wdawał się w rozmowę, nie próbował mówić, nie szukał spotkania.

Elza sprawdzała go przez jakiś czas.

Właściwie, gdyby nie inicjatywa, to nigdy by się nie spotkali.

Jednej rzeczy nie rozumiem.

Informowała o zdobyciu instrukcji tych pocisków.

Instrukcję znaleźli w walizce. W porządku.

Filmowała tajną pocztę.

Filmy wyrzuciła. Zgadza się, ale skąd do cholery jakaś stal pancerna? Kto jej to

dał? Nie wiem.

Przepraszam.

Może pański monad w Warszawie? Przecież ona go nie zna.

Jak to nie zna?

No zna, zna człowieka, ale nie wie, że to on. A on wie, kim ona jest?

Nie. Nie.

A może to jest prowokacja?

Podrzucili jej ten kawałek stali.

Nie, gdyby było coś niewyraźnie, to od tej stali zaczęłaby zeznania.

Więc co? Chciała wam zrobić niespodziankę prywatnie, poza planem?

Zawsze była ambitna, chciała się wykazać, ale zawsze była wzorem

zdyscyplinowania.

Panaowie, więc co?

Edelweiss wynalazła sobie prywatnego agenta i od niego wzięła stal pancerną?

Panowie, co wy robicie?

Bawicie się w skautów?

To jest burdel.

Burdel, a nie placówka Abwery.

I co ja mam powiedzieć majorowi?

Przecież Elza jest kuzynką Wignera.

Na pewno ze mnie zrezygnowali. Nie zrezygnowali. Czekają na rozprawę

Przecież muszą mieć pewność, że Elza nie puści pary z gęby.

Dopiero wtedy zgłoszą się do ciebie. Nie mogą wypuścić z ręki takiej okazji.

A nam też na tym bardzo zależy. Ty wiesz, jaki sztab ludzi pracował nad

żeby przygotować ten komplet dokumentów?

Są jak prawdziwie.

Jutro wyrok.

Prokurator zażądał kary śmierci.

Uzasadnia to tym, że w śledztwie nie wykazała skrucha ani nie wskazała

wspólników.

Co możemy dla niej zrobić?

Ma znakomitego adwokata. Za nasze pieniądze zaangażowała go jej matka.

Obiecuję wywalczyć jak najniższy wyrok.

No, to znaczy?

15 lat.

A to będzie, jeżeli adwokatowi się nie uda?

Na jego sugestie Ernst Wolf wystąpił z prośbą o zgodę na ślub w więzieniu.

Nie rozumiem, co to ma za znaczenie?

To bardzo istotne szczegół. Elza przez jakieś niedopatrzenie naszej

administracji ma obywatelstwo polskie po dziadku.

Przez ślub z Ernstem, obywatelem niemieckim, stanie się cudzoziemką i

nie będzie mogła być w Polsce skazana na karę śmierci.

No, to dobry pomysł. A co na to polskie władze?

Polski prezydent wyraził już zgodę.

Dobrze, to poczekajmy do jutra.

No, a co z twoim agentem w Warszawie?

W klubie Royal cisza. Nikt nie jest rozpytywany, żadnych przesłuchań nikogo

ruszają. Madej spokojnie spłaca długi, tłumacząc, że otrzymał spadek.

Tak, no to czas najwyższy ruszać.

Z tym Madejem.

Tak jest, panie majorze.

Piętnaście lat.

Tak.

Taka młoda, piękna dziewczyna.

Co, żal ci jej?

Pardon, panie poruczniku.

Telefon do pana w barze.

Przepraszam.

Tak, klukam.

Rozumiem.

Tak.

Tak.

Odezwali się.

No, jest pan, panie Madej.

Jak pan widzi.

Ma pan to?

A pan?

Rozumie pan, że muszę przeliczyć.

Oczywiście. Ma pan pokój 227, piętro wyżej.

Ernst pana zaprowadzi.

Nie rozumiem.

No to przecież jasne. Pan sprawdzi pieniądze, a my te dokumenty.

Dobrze.

No to co, Aniele Stróżu, przeliczmy pieniążki i zaproszę cię na jednego do

Chyba szef pozwoli. Nie traćmy czasu, panie Madej.

Nie traćmy czasu.

Tak jest, panie majorze. Na razie wszystko według planu.

Sprawdzimy i wracamy. Tak jest. Tak jest.

Major się niecierpliwi. Laboranci gotowi? Chyba już tak.

No to do roboty.

No, panowie. Tak jest.

Co się dzieje? Miał przyjść tutaj.

Spokojnie liczy pieniądze. Co?

To go nie znasz.

Pieniądze to on już dawno przeliczył.

A teraz mizry się przed lustrem i zmienia koszulę po podróży.

A my tu siedzimy jak... Już jest.

Dwa koniaki proszę.

Duże.

A dla mnie jeden koniak, malutki.

Dziękuję.

Co ty wyprawiasz?

No i co?

W tej chwili w dwóch miejscach, w dwóch fragmentach mamy odniesienie do

dokumentu krakowskiego.

Zgadzają się daty i oznaczenia.

Cechy zewnętrzne także wskazują, że dokument jest autentyczny.

Fotografujemy wszystko.

Jak to długo potrwa? Parę minut.

Dziękuję, do roboty.

Skończyło się dobrze, ale bardzo mnie ta sprawa zmęczyła.

Wydawało się, że wszystko pójdzie gładko, a tu tyle szarpaniny.

Ciągle nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ktoś próbował nam przeszkadzać.

A propos, co my właściwie wiemy o referacie Niemcy?

Referat MN kieruje major Kaleta.

Podobno go znasz.

Znam.

Dobrał w siebie młodych, energicznych oficerów.

A jego prawą ręką jest niejaki Adamski.

Adamski.

Czarek Adamski.

Chodziliśmy razem do szkoły.

Masz ochotę się z nim spotkać?

Gotowe, pakujemy.

Zwijajcie kramik.

Tak jest.

Gdzie jest ten Mady?

W pokoju albo w barze.

To idź na górę, ja zaczekam w barze.

Koniak, po prostu. Proszę bardzo.

Patrzy na mnie?

Nie.

Wyjdź. Tak.

Wszystko w porządku, panie Madej.

Do usłyszenia.

Kto to był?

Franek Relka.

Poproszę butelkę koniaku i trzy kieliszki.

Proszę bardzo.

Ile płacę?

Osiem minut.

Co, jakiś kłopot?

Chętnie pomogę. Ja płacę dla tego pana.

I zapraszam do naszego stolika.

Proszę.

Proszę, proszę.

Nie ma forsy.

Co się stało?

Słuchajcie, nie ma forsy.

Twoje zdrowie, Sylwek.

Oszalałeś? Gdzie pieniądze?

Nie mogliśmy pozwolić, żebyś przepił te 15 tysięcy dolarów.

Dziękuję.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.