Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Oficer ma zawsze honorowe wyjście.
Skoro nie można inaczej, trzeba będzie sobie strzelić w łeb.
Z tym to zawsze zdążysz.
To nie żarty.
Oficerski honor.
Trzeba znaleźć jakieś wyjście, żeby udało się chociaż wpłacić tę połowę
Połowę?
Za taką sumę sprzedałbym się diabłu.
Powtórz to jeszcze raz.
Co?
O tym diable?
Cały bym się sprzedał, tylko kto kupi? Ja kupię.
Załatwione. Jestem twój.
Piętnaście tysięcy dolarów wystarczy?
Piętnaście tysięcy dolarów?
To tylko oferta. Nie chcesz, możemy to potraktować jako żart. Chcesz, mogę
pośredniczyć. Jest ktoś, kto chce tyle płacić?
Domyślam się za co.
Dobrze się domyślasz.
Dziewczyno, czy ty wiesz, czym to pachnie?
No dlatego tyle płacą.
Co mam robić?
Na razie powiedzieć tak.
O, no to dwoń tę godzinę.
Tak.
Kto?
Wiktor.
Nic.
Znowu noc.
Mam dość.
Idę.
Dokąd to?
Nie wiem.
Wszystko jedno przed siebie.
Idź do domu, wyśpij się porządnie. Rano zadzwonię. No idź.
Tak.
Rany boskie. Chłopie, co się z tobą dzieje?
No gdzie jesteś?
Tak, poczekaj.
Czarek!
Czarek!
Czarek! Czarek!
Co jest?
Sylwek dzwoni.
Gdzie jest? U ciebie.
Powiedz mu, niech czeka.
Jesteś? No masz czekać.
Czarek zaraz przyjedzie.
Tak.
Chwileczkę.
Nie tak zaraz.
Niech sobie poczeka.
Umyj się i ogól, bo wyglądasz jak... jak ja.
No już nie marudź.
Przecież nie zrobiłem tego na umyślnie.
Czekaj, może mi wreszcie opowiesz, co?
Twoja instrukcja nie była zbyt dobra.
Nie było mowy o tym, że to może być dziewczyna.
No?
I to jaka?
Piętnaście tysięcy dolarów.
Tysiąc już dostałem.
No, płacę długu.
Oczywiście musiałem podpisać pokwitowanie i zobowiązanie o
Na rozmowy mam pojechać do Pragi Czeskiej. O terminie mnie powiadomią.
Udało się.
Nareszcie.
Przeciwnik się odkrył.
I to jak?
Pięknie się odkrył.
Wspaniała dziewczyna, ale niebezpieczna.
Może mieć każdego.
Nawet z ciebie.
Tak? Ty wiesz, o mało się przy nią nie wygadałem, że te moje długi... Co ty,
zwariowałeś? Nie martw się. Po prostu przedobrzyła. Byłem taki zmachany, że
chciało mi się gadać.
No, twoje szczęście. Ale ja mam kilka nowych pytań.
Jak ona weszła do klubu? Na czyją kartę?
Kto jej pożyczył, bo dyrekcja ostatnio nie wydawała nowych?
Czy ktoś z naszej trójki, czy może...
Ktoś inny, słuchaj, spójrz na te zdjęcia. Może którąś z tych twarzy
ostatnio.
Nie. A tu?
Nie. Tu? Nie, nie, nikogo. Czekaj.
Czekaj, czekaj, czekaj.
To ona. Kto?
Ta moja dziewczyna.
Przyjechał do Warszawy, żeby ją uruchomić.
Tak.
Tego mi brakowało.
Panowie! Chodźcie, wszystko gotowe.
Już idziemy, kochanie.
Mamy robotę dla ciebie.
Panowie, są do rozwiązania trzy problemy jednocześnie.
Tak, Sylwek musi pojechać do Pragi. Tak, drugi problem to klub.
Teraz już ci wierzę, że oni tam mają swojego człowieka. Ale to nie problem.
Mam pomysł, jak go wyłuskać. No właśnie o to chodzi. Zostaw klub w spokoju. Co?
Mam mu pozwolić? Oczywiście.
Niech sobie spokojnie pracuje. Na pewno ma zadanie obserwować Sylska. Jak się
zachowuje po tej rozmowie.
Daniel, przyjdzie czas, to sam ci go wystawię.
A ty się zajmij sprawą najważniejszą. Problem numer trzy.
Elza, co myślisz z nią zrobić?
Panowie, ona nam może rozłożyć cały korpus oficerski. To tylko kwestia
Masz rację. Jest rozgrzana powodzeniem.
A więc jest moja?
No, jeżeli tak lubi i grać z ogniem, daj jej pudełko zapałek. Niech sobie
poparzy paluszki.
Misiu.
Wiesz, która godzina?
Stajemy.
Później się na partyjkę.
Rzeczywiście.
Dziękuję, słodko.
Która to godzina?
Sam sobie zobaczę.
I bądź o piątej.
Bądź o piątej, bo ja mam zakupy. Dobrze, pa.
Pa.
O piątej!
Dzień dobry.
Ja po odbiór zdjęć.
A to jakaś pomyłka.
To są zdjęcia kapitana.
Wszystko w porządku, panienko. To mają być zdjęcia pana kapitana Witkowskiego.
Pan kapitan mówił, że już zapłacono. Tak, a tak, tak.
Do widzenia.
Do widzenia.
Słucham? 12 .10 proszę.
Ministerstwo Spraw Wojskowych?
Centrala, słucham.
Proszę z kapitanem Witkowskim.
Który departament?
A nie wiem. Proszę sprawdzić.
Sprawdzę. Proszę zaczekać.
Stanisław Witkowski, kapitan. Tak, tak. Stanisław.
Tajna kancelaria Sztabu Generalnego. Kapitan Witkowski. Słucham.
Halo? Słucham.
Filwek? Co się stało?
Cześć. Cześć.
Czytaj.
Mieszkam w hotelu Palaz.
Będę na targowej.
To naprawdę, sprytnie.
We wtorek siódmego w pół do trzeciej po południu.
Całuję ciotka Elżbieta. No, to masz termin wyjazdu.
Daj mi się napić.
Boisz się. Najtrudniejsze już za tobą. Tak myśli?
Wiesz, najbardziej tobie podoba mi się to, że lubisz walczyć do końca.
Zresztą... Teraz i tak nie masz już innego wyjścia. Właśnie miałem ci
powiedzieć. Nie, lepiej nic nie mów.
Oni już widzą te dokumenty. Mają je prawie w ręku.
Sylwek, wlazłeś do klatki z dzikimi lwami i trzymasz w ręku kawał krwistego
mięsa. Musisz go im rzucić, bo inaczej w tej służbie nie znają się na żartach.
Nalej jeszcze.
No.
O! Ach,
to pan!
Co za przypadek, no?
To moja trasa. Codziennie tędy chodzę.
A ma pan teraz chwilkę czasu?
Ja teraz zmieniam wystawę i potrzebuję zdjęcia takiego ładnego chłopca w
mundurze.
I myśli pani, że ja bym się nadawał?
Naturalnie.
Taka męska twarz.
Pani sobie żartuje.
Chodźmy.
O nie, tak nie może być.
Proszę się nie obawiać, nikt panu nie ukradnie.
Ale to ciężkie. Chyba armata w kawałkach. O, listy.
Listy.
Miłosne. To tajna poczta ze sztabu do ministerstwa.
I tak codziennie?
Codziennie.
Tak.
No, ładnie się proszę uśmiechnąć.
Tak.
Ale masz mięśnie.
Silny jesteś, co?
Czego jej rączki? Dawno pana szanownego nie było.
Panowie, co się znowu stało? O co chodzi?
Poprosiliśmy pana, bo mamy dla pana miłą wiadomość.
Profesor Jankowski chce przyjąć u siebie pańską córkę, Małgorzatę. Ta jego
metoda zaczyna dawać rezultaty.
Oczywiście nie należy spodziewać się cudów, prawda?
Więc dla pana.
Dlaczego bym panu wcześniej nie powiedział?
Gdybym panu powiedział, byłby pan pod moralną presją, że trzeba się
A ja chciałem, żeby pan z nami współpracował z własnej nieprzymuszonej
Dzisiaj możemy o tym mówić, bo to już przeszłość.
Dziękuję.
Ale tamci nie mieli takich skrupułów.
Tak, ale mieli dużo pieniędzy, które się przydały.
Dziękuję, skończone.
A może byś sprzedał?
Co? No, te twoje listy.
Kto by to kupił?
Kupi, pięćdziesiąt złotych. Za jedną sztukę.
No i co? Pójdę do ministerstwa z tłustą torbą? To by mnie od razu dopaki.
Zobaczymy, zakleimy, odniesiemy.
Co by komu przyszło z takiego listu?
O, na pewno tam jest coś ciekawego.
Pięćdziesiąt złotych za jedną sztukę. To ty sobie wyobrażasz, ile to jest forsy
w ciągu miesiąca?
Znam kogoś, kto by kupił.
Naprawdę? No.
Wiesz, czym to pachnie?
Mamy szkolenia, mówią o tym.
Do takiej pieniądze chyba warto ryzykować.
A jak się postarasz, to nie wpadniesz.
Wyglądasz inacalniaka.
Sto złotych za sztukę.
Wariowałaś. No to nic z tego.
Sześćdziesiąt. Osiemdziesiąt i ani złotego mniej.
Dobra.
Z kim można porozmawiać?
Ze mną.
Nie, no o takich sprawach nie rozmawiam z kobietami.
Naprawdę?
Porządku. Dziękuję.
Można jechać.
Proszę.
No jak, już, Zygmunt?
Już.
Wiesz, o czym myślę?
No?
O tym, co powiedział Graba, pamiętasz?
Że... że tamci nie mają skrupułów.
Właśnie.
Bo zastanawiam się.
Co bym zrobił, jakby nam odmówił współpracy?
Parę miesięcy temu wiedziałbym...
Na pewno. Co zrobić? Po prostu machnąłbym na niego ręką i szukał nowego
kandydata. A dziś użyłbyś argumentu chorego dziecka jako karty
przetargowej. Chyba nie.
Ale nie wiem na pewno, czy nie rozumiesz.
Rozumiem.
Powoli, powoli odchodzimy od kodeksu oficerskiego.
Zaczynamy hołdować.
W zasadzie, że cel uświęca środki.
A może właśnie tak trzeba, co, Rigmund?
Tylko czy cel jest wystarczająco wielki, żeby mu składać ofiary?
Jedź już, jedź.
Słucham pana. Pudełko zapałek.
Proszę.
Dziękuję.
Witamy.
Koniak, proszę.
Dziękuję.
Przepraszam, czy mogę prosić o ogień?
Proszę Dziękuję
Płacę. 2 ,50.
Proszę.
Panie Dietrich, gdyby nie to, że miałem nóż na garle z tymi długami.
Zresztą obaj doskonale wiemy, po co wam są potrzebne te dokumenty, więc może nie
mówmy o ideologii, tylko o interesach.
Zgoda.
Mówmy o interesach.
Warunki finansowe przyjmuję, ale łączność do niczego.
Panie Madej, to my stawiamy warunki.
Panie Dietrich, przecież te sposoby z odwróconym pudełkiem zapałek były
stosowane przez waszych ludzi już w Anglii w 17 roku i na tym zresztą
pan myśli, że nasi chłopcy z kontrwywiadu nie czytają książek?
Było nie było, wy ryzykujecie tylko te kilka tysięcy dolarów, a ja głowę.
Który przedział kontrolujemy? Nieważne, pustko jednym. Zdecydujcie, ziscy
wybierasz.
W tamtym wagonie był trzeci. Co tu może być drugi?
To ten.
Kontrola celna. W każdym wagonie kontrolujemy jeden przedział. Tutaj
państwa.
Tu jest podwójne dno.
Co pani tu wiezie?
Grzyterie?
Złoto? Diamenty?
Przykro mi, musi pani przerwać podróż.
Proszę uważać.
Szczegółowy raport, panie poruczniku. Zgodnie z rozkazem. I pieniądze.
Dwie kasety?
Tak jest.
Panie poruczniku. Tak?
Długo jeszcze będę chodził z tą torbą.
Koledzy pytają, za co podpadłem.
Spokojnie, Zawada, jeszcze trochę.
Widzisz, oni mogą sprawdzać, czy wszystko w porządku.
Muszą ciągle widzieć cię z torbą.
Dziękuję za służbę.
A swoim awansem też będziemy musieli trochę poczekać.
Żeby nie rzucało się w oczy. Dziękuję, panie poruczniku.
Ale gdyby znowu coś takiego, to ja bardzo chętnie.
Będę pamiętał.
A jeśli to będzie chłop?
Wolałbym dziewczynę.
Wie pan, na koszt państwa.
I bez grzechu.
Rozumiem.
Będzie wygodniej. Dziękuję bardzo.
Czy... Czy mogę prosić o papierosa?
Czy podejrzana przyznaje się, że w dniu dziewiętnastym... Tak, przyznaje się.
Uległam pokusie.
Obiecywał złoty pierścionek za przewiezienie walizki.
Mówił, że to są jakieś... jakieś pamiątki rodowe.
Zostawione na przechowanie, gdy zaczęła się wojna.
Ja jestem biedną dziewczyną, więc pan rozumie, że...
Kto obiecywał?
Nie znam go.
To było tak.
To było niedaleko granicy.
Zaproponował wymianę walizki.
Zgodziłam się.
Moja wina, wiem.
Dałam się skusić.
Mówił, że zgłosi się do mnie na pierwszej stacji za granicą.
Zgadza się.
To są katalogi materiałowe uzbrojenia.
Dostarczone przez mojego człowieka.
A gdzie filmy?
Jakie filmy?
Tajna poczta sztabowa.
Wszystko sfotografowała. Dwie kasety.
Panowie, przecież zrobiliśmy dokładną rewizję. To jest wszystko, co się przy
niej znaleźli. A ta stal pancerna?
Skąd to wziąłeś?
Ja się do tego nie przyznaję. Jak to?
To to nie szło przez ciebie?
Więc skąd?
No właśnie, skąd to wzięła?
Zgodnie z twoim życzeniem zostawiliśmy jej dużo swobody.
Dobrze, dobrze.
Mamy pewną superatę w postaci stali pancernej i manko w filmach.
Panowie, ta dziewczyna jest lepsza niż nam się wydaje.
A może przekazała filmy inną drogą?
Ta?
Jaką?
Jaką?
Gdyby miała łącznika, przekazałaby wszystko.
Porucznik Lubicz wrócił z Montelupich.
Niech wejdzie.
Co, że znaje?
Ta sama wersja, bez zmian.
Zgodnie z poleceniem nie naciskam.
Słuchajcie, i tego, co mamy, wystarczy na bardzo duży wyrok.
Nawet bez tych twoich filmów. Tylko co my zrobimy, jeśli się załamie i zacznie
sypać? Nie, do tego nie możemy dopuścić.
Dobre jedzenie, dużo spacerów, dużo książek.
No i nie przemęczać przesłuchaniami.
Bardzo na pana liczymy, poruszniku.
Niech pan dalej gra tę swoją rolę nierozgarniętego i niedoświadczonego.
żyć z łudzeniami, rozumie pan?
Tak jest.
To nie graba. Mamy prośbę.
Na granicy została zatrzymana młoda kobieta.
Nazywa się Elza Górkę -Welogórek.
Przywieźli ją do Krakowa. Siedzi na Montelupich.
Pan ma sporo znajomych w Krakowie.
Gdyby można jedno słówko od niej.
Rozumiem.
Ale ja nie mogę niczego obiecać.
Mógłbym spróbować.
Niech pan próbuje.
Płacimy każdą cenę.
A gdyby się udało, to ona uwierzy, że to od pana?
Może jakiś...
Znak, coś, co zna tylko ona i pana.
Pozdrowienie od człowieka, który zjadł gołębia pocztowego.
Opowiedziałem jej tę historię na dworcu we Wrocławiu.
Może zapalimy?
Mam swoje.
Pozdrowienia od człowieka, który zjadł gołębia pocztowego.
Od kogo?
Opowiedział tę historyjkę na dworcu we Wrocławiu.
Daj papierosa.
I co więcej?
Chcę słówko.
Napisać? Nie, nie, nie powiedzieć.
Tylko nie za dużo, żebym wspamiętał.
Namówiono mnie na przewóz biżuterii. Tego się trzymam.
Więcej dowodów nie ma, tyle co w walizce.
Filmy zdążyłam naświetlić i wyrzucić.
Robić, robić!
Co jest?
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Dwa piwa.
A co było w walizce?
Instrukcje i opis techniczny pocisków, zapalających kilka broszów
ocena manewrów, no i próbka nowego stopu stali pancernej.
Dużo tego.
Niech to wszystko. Będzie się upierała przy zamienionej walizce.
Aha, miała jakieś filmy.
Zaświetliła, wyrzuciła.
Tutaj stał ten wagon?
Tak.
Dokładnie tu.
Nie opuściła nic na korytarzu? Nie.
Obserwowałem ją uważnie. Co dalej? Poszliśmy w stronę stacyjki. Cały czas
szedłem przy niej. On z tyłu.
Tak. O wyrzuceniu filmów mogła pomyśleć dopiero wtedy, kiedy odkryliście
podwójne dnowie i walizce.
Tak, tak, tak.
Tak, że rewizja osobista była zrobiona bardzo dokładnie. A poza tym ten wagon
został dokładnie przeszukany i wyłączony z ruchu.
Szefie, patrzyłem przez okno, jak ją wyprowadzali.
Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale ona jakoś dziwnie zeskoczyła ze
Tak jakby się potknęła. No właśnie, omalnie wpadła pod wagon.
Dopiero teraz mi o tym mówicie?
Bałwany?
Masz.
Są filmy?
Nie ma filmów.
Nie będzie przynajmniej pytań, skąd wzięła dokumenty do filmowania.
No widzisz, kochany, cała twoja praca spełzła na niczym. Gdyby nie ta stal
pancerna, no bo ile ona mogłaby dostać za te broszurki? No ile? No ile mogłaby
dostać? Rok? Półtora?
Właśnie, właśnie.
Skąd ta stal pancerna?
I co teraz, panowie?
Nikt nią nie kieruje?
Przecież przycisną ją w śledztwie i sypnie nam Madeja.
Nie, będzie milczeć. To ideowa dziewczyna.
Jak ona poznała tego plutonowego od tajnej poczty?
Zrobiliśmy dokładną analizę jej meldunków.
Nie wdawał się w rozmowę, nie próbował mówić, nie szukał spotkania.
Elza sprawdzała go przez jakiś czas.
Właściwie, gdyby nie inicjatywa, to nigdy by się nie spotkali.
Jednej rzeczy nie rozumiem.
Informowała o zdobyciu instrukcji tych pocisków.
Instrukcję znaleźli w walizce. W porządku.
Filmowała tajną pocztę.
Filmy wyrzuciła. Zgadza się, ale skąd do cholery jakaś stal pancerna? Kto jej to
dał? Nie wiem.
Przepraszam.
Może pański monad w Warszawie? Przecież ona go nie zna.
Jak to nie zna?
No zna, zna człowieka, ale nie wie, że to on. A on wie, kim ona jest?
Nie. Nie.
A może to jest prowokacja?
Podrzucili jej ten kawałek stali.
Nie, gdyby było coś niewyraźnie, to od tej stali zaczęłaby zeznania.
Więc co? Chciała wam zrobić niespodziankę prywatnie, poza planem?
Zawsze była ambitna, chciała się wykazać, ale zawsze była wzorem
zdyscyplinowania.
Panaowie, więc co?
Edelweiss wynalazła sobie prywatnego agenta i od niego wzięła stal pancerną?
Panowie, co wy robicie?
Bawicie się w skautów?
To jest burdel.
Burdel, a nie placówka Abwery.
I co ja mam powiedzieć majorowi?
Przecież Elza jest kuzynką Wignera.
Na pewno ze mnie zrezygnowali. Nie zrezygnowali. Czekają na rozprawę
Przecież muszą mieć pewność, że Elza nie puści pary z gęby.
Dopiero wtedy zgłoszą się do ciebie. Nie mogą wypuścić z ręki takiej okazji.
A nam też na tym bardzo zależy. Ty wiesz, jaki sztab ludzi pracował nad
żeby przygotować ten komplet dokumentów?
Są jak prawdziwie.
Jutro wyrok.
Prokurator zażądał kary śmierci.
Uzasadnia to tym, że w śledztwie nie wykazała skrucha ani nie wskazała
wspólników.
Co możemy dla niej zrobić?
Ma znakomitego adwokata. Za nasze pieniądze zaangażowała go jej matka.
Obiecuję wywalczyć jak najniższy wyrok.
No, to znaczy?
15 lat.
A to będzie, jeżeli adwokatowi się nie uda?
Na jego sugestie Ernst Wolf wystąpił z prośbą o zgodę na ślub w więzieniu.
Nie rozumiem, co to ma za znaczenie?
To bardzo istotne szczegół. Elza przez jakieś niedopatrzenie naszej
administracji ma obywatelstwo polskie po dziadku.
Przez ślub z Ernstem, obywatelem niemieckim, stanie się cudzoziemką i
nie będzie mogła być w Polsce skazana na karę śmierci.
No, to dobry pomysł. A co na to polskie władze?
Polski prezydent wyraził już zgodę.
Dobrze, to poczekajmy do jutra.
No, a co z twoim agentem w Warszawie?
W klubie Royal cisza. Nikt nie jest rozpytywany, żadnych przesłuchań nikogo
ruszają. Madej spokojnie spłaca długi, tłumacząc, że otrzymał spadek.
Tak, no to czas najwyższy ruszać.
Z tym Madejem.
Tak jest, panie majorze.
Piętnaście lat.
Tak.
Taka młoda, piękna dziewczyna.
Co, żal ci jej?
Pardon, panie poruczniku.
Telefon do pana w barze.
Przepraszam.
Tak, klukam.
Rozumiem.
Tak.
Tak.
Odezwali się.
No, jest pan, panie Madej.
Jak pan widzi.
Ma pan to?
A pan?
Rozumie pan, że muszę przeliczyć.
Oczywiście. Ma pan pokój 227, piętro wyżej.
Ernst pana zaprowadzi.
Nie rozumiem.
No to przecież jasne. Pan sprawdzi pieniądze, a my te dokumenty.
Dobrze.
No to co, Aniele Stróżu, przeliczmy pieniążki i zaproszę cię na jednego do
Chyba szef pozwoli. Nie traćmy czasu, panie Madej.
Nie traćmy czasu.
Tak jest, panie majorze. Na razie wszystko według planu.
Sprawdzimy i wracamy. Tak jest. Tak jest.
Major się niecierpliwi. Laboranci gotowi? Chyba już tak.
No to do roboty.
No, panowie. Tak jest.
Co się dzieje? Miał przyjść tutaj.
Spokojnie liczy pieniądze. Co?
To go nie znasz.
Pieniądze to on już dawno przeliczył.
A teraz mizry się przed lustrem i zmienia koszulę po podróży.
A my tu siedzimy jak... Już jest.
Dwa koniaki proszę.
Duże.
A dla mnie jeden koniak, malutki.
Dziękuję.
Co ty wyprawiasz?
No i co?
W tej chwili w dwóch miejscach, w dwóch fragmentach mamy odniesienie do
dokumentu krakowskiego.
Zgadzają się daty i oznaczenia.
Cechy zewnętrzne także wskazują, że dokument jest autentyczny.
Fotografujemy wszystko.
Jak to długo potrwa? Parę minut.
Dziękuję, do roboty.
Skończyło się dobrze, ale bardzo mnie ta sprawa zmęczyła.
Wydawało się, że wszystko pójdzie gładko, a tu tyle szarpaniny.
Ciągle nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ktoś próbował nam przeszkadzać.
A propos, co my właściwie wiemy o referacie Niemcy?
Referat MN kieruje major Kaleta.
Podobno go znasz.
Znam.
Dobrał w siebie młodych, energicznych oficerów.
A jego prawą ręką jest niejaki Adamski.
Adamski.
Czarek Adamski.
Chodziliśmy razem do szkoły.
Masz ochotę się z nim spotkać?
Gotowe, pakujemy.
Zwijajcie kramik.
Tak jest.
Gdzie jest ten Mady?
W pokoju albo w barze.
To idź na górę, ja zaczekam w barze.
Koniak, po prostu. Proszę bardzo.
Patrzy na mnie?
Nie.
Wyjdź. Tak.
Wszystko w porządku, panie Madej.
Do usłyszenia.
Kto to był?
Franek Relka.
Poproszę butelkę koniaku i trzy kieliszki.
Proszę bardzo.
Ile płacę?
Osiem minut.
Co, jakiś kłopot?
Chętnie pomogę. Ja płacę dla tego pana.
I zapraszam do naszego stolika.
Proszę.
Proszę, proszę.
Nie ma forsy.
Co się stało?
Słuchajcie, nie ma forsy.
Twoje zdrowie, Sylwek.
Oszalałeś? Gdzie pieniądze?
Nie mogliśmy pozwolić, żebyś przepił te 15 tysięcy dolarów.
Dziękuję.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.