Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Dobry wieczór.
Dobry wieczór.
Pan tutaj.
Proszę.
Co się z panem działo tyle czasu?
Właśnie wracam z Krakowa.
Proszę, niech pan wejdzie.
Cześć. Dobry wieczór. Nie zdążyłem na podmiejski.
Dobry wieczór. Pan Czubek.
Właśnie wpadł na szafę.
Jak to mówi pan na podmiejski? Chciałem zobaczyć się z Kurasiem.
Jego już tam nie ma.
On tu w Warszawie pralnię prowadzi. Jak to? Pralnię? Nawet Waldek u niego
pracuje. Pamięta pan Waldka.
Riksą jeździł.
Pamiętam. On pana zaprowadzi.
Zdosi pan Władek jest drogi, pewnie głodny. A już coś robię.
Mam taką prośbę. Czy mógłbym tutaj dzisiaj u państwa przenocować?
Gadanie. No pewnie.
To co, pana położymy w kuchni. A ich tutaj.
Tak.
Jak się z panem działo? Tak pan wtedy zniknął jesienią.
Zakopałem się na Podkarpaciu.
Sądziłem, że potrwa to parę dni i wrócę.
Ale typus mi się przyplątał.
Niedobrze.
Dobry wieczór.
Kierowcy aresztowali dzisiaj po południu.
Skąd ja teraz nowego szofera wytrzatnę?
Ja trochę prowadzę.
A co to za bus?
Wy bez papierów w ogóle w grę nie wchodzicie.
Panie Mundku, o co tu chodzi, co?
Zosiu, idź do kuchni, zrób coś do zjedzenia.
No, mogę panu powiedzieć.
Dostaliśmy wiadomość, gdzie jest zakopana maszyna drukarska.
Nie tylko maszyna, czcianki i kaszty.
Czy to prywatna posesja?
Fabryczka mydła.
A pilnuje ktoś tego?
Jeden werszut. A ktoś musi was przecież ubezpieczać.
A pan by...
Niech pan narysuje
mi szkic tej fabryki.
Jeszcze jedna skrzynia została. Pośpieszcie się, pośpieszcie się. Dobra.
Otwieraj bramę.
Co z nim?
Kość na szczęście nienaruszona.
Za tydzień można zdjąć opatrunek.
Ludek opowiadał mi, że spotkał pana w pociągu. Tak właśnie. Czy mogę z nim
zobaczyć? Teraz nie ma go w domu. Niech pan przyjdzie jutro po południu.
Uprzedzę. Dobrze będę, na pewno.
Uważajcie, chłopcy.
Uważajcie.
Ja wiem, że tak trzeba teraz.
Ale nie chciałbym z was mieć pacjentów.
Czy mogę go już zabrać?
Oczywiście, proszę.
Stało się coś, panie władzą?
To jest w porządku?
Żeby mi do wieczora wszystkie żarówki były zamienione na granatowe.
Zarządzenia pan nie czyta?
Ostrand wypuścił specjalne żarówki przeciwlotnicze. Do wieczora.
Sprawdzę, a jeśli nie, to... Ale kto to ma kupić?
Właściciela do getta zabrali. To nie interesuje mnie.
Do wieczora.
Piachu za mało.
A gdzie bosaki?
Beczki z wodą.
A!
Lokatorów zawiadomić, żeby się zaopatrzyli w papier do zaciemniania
mógł wiedzieć.
Wojny przecież nie ma.
Dzisiaj nie ma. Jutro może być.
Kogoś takiego pan nie widział?
Nie.
A tego?
Nie.
Chociaż... No, no.
Ten jakby pachnie jest obca.
To Damienski do Biesław. Artysta.
A to Górska, Irena.
Oboje są zamieszani z zabójstwem jego syna, dyrektora teatru. O Jezu.
W marce go kroplęli i do tej pory nic.
Pytam się, czy pan widział.
A, Boże, broń.
Dzień dobry.
Ten to co za jeden?
Nowaczyk ja.
Sam? Z rodziną?
A, to z podróżnego. Sam.
Skąd się przemeldował?
Mówi, że z Wielkopolski.
A.
No, pamiętajcie o żarówkach.
Gratuluję.
Piszą tu o was.
Ten śmiały czyn klasy robotniczej umożliwia nam dzisiaj wydanie naszej
zmienionej formie.
Świadczy też o jej stosunku do narzędzi produkcji, które w nowej, sprawiedliwej
Polsce będą jej klasy pracującej własnością.
Uczestnikom tej akcji należą się gratulacje.
Gratulacje. Żeby nie było nieporozumień.
Nie zrobiłem tego dla was.
Dla klientów.
W ogóle to niech pan daruje, ale mam takie wrażenie, jakby pan dziś tego
żałował.
Widzę, że się nie rozumiemy.
W każdym razie, Władek, zapomnij o miejscu, w które tu zawiozłeś.
A to możesz być spokojny.
Jestem.
To co, jedziemy?
Jedziemy, z nas przylecimy.
Pan Kuraś dał taki rozkaz.
Bardzo się ucieszył.
To na razie.
Cześć. Chyba o nas nie zapomnisz. Postaram się.
Spotkał się pan z takimi pisemkami?
Nie.
Komunistyczne?
Właśnie.
To jest teraz naszym zagadnieniem numer jeden.
Wobec zbliżającej się sytuacji są coraz bardziej aktywni. Dywersje w fabrykach i
tak dalej, i tak dalej.
Niech mi pan przechwyci jedno takie pisemko, a dojdziemy po nitce do kłębka.
Tak jest.
Ja przepraszam, że o to pytam, ale za rządzenie gubernatora Kleitza mówisz,
że...
Część rodzin niemieckich będzie wycofana do Rzeszy. Moja matka mieszka obecnie w
Krakowie. Zarządzenie to jest zbyt daleko asekuracyjne, dlatego
go nie egzekwować.
Dziękuję. Tak jest.
Zresztą chyba nie obawia się pan tutaj bolszewików.
Nie.
Słucham, Cliffhorn.
Tak, panie majorze.
Zadowolony pan z mieszkania?
Co?
Chwileczkę, panie prezesie.
Tak, tak, już mam.
Sprzedaż rozmaite posady, lokale.
Nauka.
Lekcji gry na fortepianie udzielić u siebie albo z przyjściem do domu.
M. Mikczykowa, telefon... A więc o to chodzi.
Dziękuję, panie majorze.
Hajman, niech się pan bierze do roboty.
Co takie śmieninne u ciebie?
Spotykamy się tak czasem.
Cześć, Władek. Hej.
Popelacz, poznajcie się.
Władek, dawaj. Lutek, napijmy się.
Jak się masz.
Hej, serwus.
Polewaj, polewaj.
Dawaj, no.
Pamiętasz listy naszej klasy?
Tak.
Czekaj.
Ablewik?
Czepko? Nie ma ich dzisiaj.
Jabłoński?
Zginął.
A Mureńko?
Mureńko!
Gdzie? Pieniążek.
Jestem. Zbijetki?
Londyn podawał podobno, że jest we Francji.
Zieliński!
Obecny.
Nie winitki.
Jestem.
A te dni opuszczone?
Chyba mu usprawiedliwimy, co?
Prócz ciebie nikt z naszych nie był jeszcze w boju.
No, ja też tutaj coś robię.
Zaprosiłem naszego dowódcę.
On ciebie zna.
Kto to taki?
Zaraz zobaczysz.
Pani Basiu, można?
Proszę bardzo.
A pani do jakiej ulicy ją chodziła? Do Żmichowskiej.
Wpaniała szarlotka.
Władek!
Przepraszam.
To pan?
Witam.
Pan? Tutaj?
No, jak pan widzi.
Nie chciałem przy chłopcach.
Słyszałem, że pan brał udział w jakiejś akcji.
Wolno spytać, co to za historia.
Zabraliśmy Niemcom drukarnię.
A właśnie, obiło mi się o uszy.
To podobno robota Czerwonych.
A co to ma za znaczenie czyja?
Odbito drukarnię, to jest ważne.
Tak, tak, naturalnie.
Tylko, wie pan, w czcionek można układać różne zdania.
No cóż, chłopcy myśleli, że... Ale skoro jest pan już z kimś związany... Panie
poruczniku, ja z nikim nie jestem związany.
Brakiem było kierowcy, więc się zgodziłem.
A poza tym, z punktu widzenia wojskowego, całe to przedsięwzięcie
było raczej dyletancko.
Ztrąciłem się i...
Wydaje mi się, że akcja ta jest godna pochwały.
Tak, tak.
Bez wątpienia. Temu nie przeczę.
No to powodzenia.
Aha, chłopcom niech pan powie, że musiałem iść.
Śpieszę się. Do widzenia.
Do widzenia.
Moje uszanowanie.
Czym mogę Pani służyć?
Chciałam odebrać garsonkę.
Jak się śpieszę, to nigdy nie mogę
znaleźć. O, jest.
Proszę. Dziękuję.
Urszula, 248.
Czy może Pan w międzyczasie przyjąć?
Pieniądze zawsze.
Nie, pranie.
Godność? Miszczykowa.
Proszę?
Miszczykowa Maryla.
Przepraszam, zobaczę co z garsonką.
Ciii, niespodzianka, wdowa się znalazła. Jaka wdowa? Po tobie, zobacz.
Myślisz, że to ona? No a jak?
Trzeba przyznać, że kapitan miał niezły gust.
Wejdź do niej.
Oddałbyś jej te papiery. Jest okazja.
Może jeszcze nic nie wie.
To najwyższy czas, żeby się dowiedziała. Władziu, no. Jak to teraz?
Tutaj będę jej mówił o śmierci męża.
Proszę pana, naprawdę tak się śpieszę do pracy. Tak mi zależy.
Urszula?
Oto pani przyjmowała ode mnie tę garsonkę.
Tak, właśnie ją znalazłam.
Ale to duszno?
Jestem, szefie.
No co, dużo tych łachów?
Władziu, zajmij się panią.
Pani zdaje się się śpieszy, więc może by nasz pracownik panią podwiózł, chociaż
takie za dość uczynienie od firmy. Waldek, pojedziesz?
Z panią zawsze.
Dziękuję, chętnie, z korzystem.
Wykrza stoi przed falnią.
No chodź, idziemy.
Proszę bardzo, zaraz zapakuję.
Tylko zapamiętaj, gdzie wysiądzie. A co, kroi się coś?
Ty we wszystkim dowatrujesz się konspiracji.
Dobrze, dobrze, wsiadę.
O, proszę bardzo.
Dokąd ten Włodek chłopaka wysłał? Przecież dwa kosze bielizny odwiezione.
wróci. Tak, firmową rykszą baby będzie woził.
Znowu nas coś wkopie. Już raz wszystko przez niego straciłeś.
Ale odrosło. Tak, nawet nie powiedział dziękuję.
Leon, nie daj się w nic wrobić.
Co ty, zwariowałaś niezależnie?
Ja mam swój kompat, który mi pokazuje jeden kierunek. Micha.
Masz ją? No, to bądź spokojna.
Daj mi spokój.
Co ci się dzisiaj stało?
To mi się stało, że dzisiaj jest 14 czerwca.
A dlaczego mnie nie przypominałaś?
Moglibyśmy dać się na mszę.
Miałaby dzisiaj 8 lat.
Do szkoły by chodziło.
Ja nie mogę patrzeć na cudze dzieci. Nie mogę.
Zaraz mi się coś... Popatrz.
Patek zostawiła.
Dom młodych herc.
No i?
Co cię dzisiaj jest?
Może ty w ciąży jesteś?
Może.
Nie.
Ulka!
Tango!
Tango argentyńskie. Jak sama nazwa mówi, tanec ten pochodzi z
Argentyny. Był wykonywany przeważnie w tawernach i przeważnie przez kowbojów.
Potem przeniósł się ten tanec do Paryża, gdzie zrodził zawrotną, kolosalną
karierę. Dlaczego u nas w Polsce tańczy się tango?
Tańczy się tango dlatego,
Bo tango jest tańcem towarzyskim.
Ma coś w sobie z ruchu dzikiego kota. No na przykład, jesteśmy gdzieś na
imieninach i posadzono nas przy nieznajomej. Mało tego, przy pięknej
nieznajomej. Przecież nie będziemy znowu mówić o polityce, bo to jest
niebezpieczne. Nie będziemy deklamować wierszy, bo nie jesteśmy ani Słowackim,
ani Mickiewiczem.
I dlatego jest modus vivendi.
Talec tango.
Tango Argentyna.
Stajemy przodem do partnerki. Ręka jest na wysokości tali.
Tu układ rąk na wysokości uszu. Proszę.
Wolno, szybko, szybko, wolno.
Wolno. Szybko, szybko, wolno. Dziękuję bardzo.
Szybko, szybko, wolno.
Wolno. Szybko, szybko, wolno, wolno. Szybko, szybko, wolno, wolno.
Szybko, szybko, wolno.
Po coś by przeżył.
Przecież wiesz, że pracuję.
Dzwoniłem do ciebie.
Nie przyjmujesz moich telefonów.
A ja muszę z tobą porozmawiać.
Czyżbyś znowu nie miał gdzie mieszkać?
Ciągle mi nie wierzysz, że on nie żyje?
Nie wierzę.
A ja nie kłamię.
Mam świadków.
Rozumiesz?
Musisz mi uwierzyć.
Przepraszam, ale ja tu pracuję.
Lolusiu, kontynuuj.
Gdzie ty się włóczysz?
Moje szanowanie.
Szefowie są?
Szef jest tylko jeden.
Na zapleczu.
Nie
przynoś
tego więcej.
Co, nieciekawe?
Ile masz lat?
19. A chciałbyś mieć więcej?
No chciałbym, bo co?
No to tym się nie zajmuj.
Kto ci to dał?
Mrowiński.
Kto dał, ten dał. Ja myślałem, że to pana zaciekawi.
Mnie ciekawi, żeby rano obudzić się we własnym wyrze.
Znalazł się ten płaszczyk. Bardzo dobrze.
Do pracowania z tym.
Szkoła tańca.
Co szkoła tańca?
Ona tam wysiadła.
Wiesz co, Radek?
Pojedź tam jeszcze raz i oddaj tą kopertę. No tak, ale szafowa jest
Tak?
No to może rzeczywiście będzie lepiej, jak sam jej to oddam.
No dobra, łapmy się do tej łachy.
No wie pan, jeśli to sprawa polityczna, to ja bardzo chętnie. Ty ciągle z tą
polityką wyjeżdżasz. No, chodź, idziemy.
Górą!
Dzień dobry, panie Gorączku.
Dzień dobry.
Podnoszę wrażenie, że pan mnie unika.
Ja? Tak.
Od miesiąca pana nie widziałem.
Byłem niedawno w hotelu. A nie, a teraz mam prywatne mieszkanie.
Proszę o adres.
Wracam właśnie z Berlina.
Mój zwierzchnik nie ukrywał niezadowolenia. Od pół roku stoimy w
mieszczę?
Szukam. Ciągle szukam.
Pan nie czyta drobnych ogłoszeń.
Nie rozumiem.
Szkoda.
Zrozumie pan, kiedy Miszczykowa sama zwróci się do nas o pomoc.
Ona nic nie wie o mężu. Zresztą robi mi wrażenie zupełnie zagubionej. Tak?
No przekonam się.
Czaska, Fryga i cały nasz dzisiejszy towar poszedł w jednym minucie. A na
poprosili dwa razy tyle.
Proszę bardzo, panie majorze. Może pan spróbuje mojej specjalności?
Dziękuję, dziękuję.
Widzę, że interes świetnie prosperuje.
Nieźle.
A ten żołnierz, którego pan spotkał w Oświęcimiu, też nic nie wie o mistyku?
Gdzie on jest?
Kto?
No przecież nie Miszyk.
A, ten, on pojechał razem ze mną do Krakowa. To Lwowiak.
A potem poszedł do domu przez zieloną granicę.
Chyba pan major nie ma do mnie o to pretensji.
No widzę.
Mam nadzieję, że się niedługo zobaczymy.
Kto następny?
Proszę się rozebrać.
Jak to pan mnie nie poznaje? Ja do Lutka.
Lutek aresztowany.
Kiedy? Przedwczoraj byli tu.
Zrobili rewizję.
Zagarnęli polowe pacjentów.
Proszę, niech się pan rozbierze.
w poczekalni.
Ja go gdzieś widziałem. To na pewno szpicel.
Proszę, niech się pan rozbierze. Panie doktorze, adres Zawistowskiego.
Nie wiem, nie znam jego adresu.
Czy był pan na coś chory?
Tak, przechodziłem tyfus. Mam zaświadczenie.
Tyfus.
Wypiszę panu receptę.
Zawistowski, jak go mogę znaleźć? Nie wiem, nie znam jego adresu. Muszę się z
nim zobaczyć. Nie znam jego adresu.
Dajcie mi spokój.
Żona moja już...
Proszę, jest recepta.
Niech pan zażywa trzy razy dziennie przed jedzeniem.
Za tydzień proszę na kontrolną wizytę. Rozumiem. Dziękuję, panie doktorze. Do
widzenia. Do widzenia.
Kto następny?
Przepraszam. Pani Miszczykowa?
To pan do mnie telefonował? Tak, byliśmy umówieni. Proszę.
Proszę bardzo, może pani wejdzie.
Zaskoczyło to panią, że jestem Niemcem.
Ja natomiast jestem zaskoczony, że mój siostrzeniec będzie miał tak piękną
nauczycielkę muzyki.
Może kawy?
Nie dziękuję.
Pawiorosa pali pani?
Nie dziękuję.
Małego niestety nie ma w domu.
Chciałem, żeby się pani zorientowała, co on potrafi.
Gra od piątego roku życia.
Jest podobno bardzo zdolny.
W Berlinie był pod opieką pani profesor Rückser.
Nie wiem, czy pani coś mówi to nazwisko.
Przyznam się, że nie, ale wydaje mi się, że nie podołam.
Wie pan, ja od niedawna udzielam lekcji muzyki.
Przeczytałem pięć ogłoszeń i przez przypadek wybrałem właśnie pani
I muszę przyznać, że nie żałuję.
Przykro mi, ale... Ale nie spodziewała się pani, że pani w uczeniu okaże się
Niemcem.
Nie, ale spodziewałam się kogoś bardziej początkującego.
Może ja istotnie przesadzam z tymi umiejętnościami Jurgena, ale może
go pani chociaż posłuchać.
Pani... Przepraszam, jak pani na imię?
Maria.
Pani Mario, to, że noszę ten mundur nie oznacza wcale, że jestem pani wrogiem.
Tutaj czuję się intruzem.
No ale cóż, niestety wojna.
Ani pani, ani ja nie mieliśmy wpływu na to, że dzisiaj patrzymy na siebie
podejrzliwie.
Proszę.
O, pani się śpieszy?
A my jeszcze nie umówiliśmy najważniejszego.
Warunków.
Ja wiem, że to z mojej strony lekko myślne, może nawet niebezpieczne.
Na wszystko powinniśmy odpowiadać jawol.
Ale nie.
Nie zdecyduję się.
O, to chyba Jurgen.
Przepraszam.
To jest właśnie Jürgen.
Muszę mu teraz zastępować ojca i matkę.
No i co?
Zechce pani posłuchać, jak gra?
Panie Stanisławie, niech pan przypilnuje sklepu.
Słuchaj, Adaśko.
Chcesz coś zrobić dla Polski?
A mianowicie?
Odszukaj Tadzia Miszczyka.
A ty furt i wciąż oni.
Paszejego już wszędzie szukał.
Na co on tobie potrzeba?
Co on tobie, jakie gotówki winie, czy jak?
Albo kurasia.
Co mówiłeś, że razem byli?
A potem przenieśli się z Pomorza gdzieś pod Warszawę.
Słuchaj uważnie.
Pójdziesz do jego żony, dam ci adres. Taty całkiem swiksowo. Do jakiej żony?
on pańki tylko miał, a nie żony.
Jaż do niej jeździł, do Oświęcimia.
Wiem z całą pewnością, że jego żona mieszka obecnie w Warszawie. Pójdziesz
niej, opowiesz jej wszystko, gdzie ci się widzieli i że musisz się z nim
zobaczyć.
A jeśli to zrobisz, to nagroda ci nie minie.
Może nawet sami Anglicy order ci przypną.
Nic nie wiem. Pytam panią po raz ostatni.
Z kim utrzymywaliście kontakty towarzyskie?
Adresy, nazwiska, zawody?
Mój mąż tuż przed wojną był przeniesiony do Warszawy i nie zdążyliśmy jeszcze...
Nieprawda!
Mąż podał nam już te nazwiska.
Chcę tylko sprawdzić, czy nie skłamał.
Jak to podał? Jakie nazwiska?
Pani upór utrudnia sytuację męża.
A więc słucham.
Gdzie on jest?
Ja tutaj zadaję pytania.
Wyjdź!
O co chodzi?
O zwolnienie tych trzech ludzi ze stadniny.
Dobrze, podpiszę później.
Major czeka właśnie.
Uparty.
Hej, co?
Dostałem właśnie telefon z Berlina w pańskiej sprawie.
Załatwię. Ale tu chodzi o pośpiech.
Ci ludzie mają być zatrudnieni w spadninach Wehrmachtu. To są wybitni
którzy powinni...
Podpiszę
panu teraz. Bardzo proszę.
Tak wcześnie?
Już na korytarzu słyszałam, że pan gra i myślałam, że znów się spóźniłam.
Wcale się pani nie spóźniła, madame Marilla.
Dopraszam cię.
Wypisz za moje zdrowie.
Żona będzie się gniewać, panie Karol.
Żona?
Dzisiaj są moje urodziny.
Nikt nie przyszedł.
Nikt.
Pięć lat miałem. Tam, w Petersburgu, tańczyłem Złoty Kogucik, partia
solowa.
Gubernator osobiście pofatygował się za kulisji i pocięł z solownej
cukierkami. Wie pan, co powiedział?
W takim razie wypiję. Ja też mam dziś swój powód.
Dostałam wiadomość o mężu.
Dobrą?
Dobrą, bo żyje, ale... Rzeczywiście jest brutalny.
Miałem być wielkim artystą.
Skończyło się na szkole tańca.
Madame Marilla.
Powiem pani coś, Antryno.
Będę uczył Poloneza.
Taka jest moja misja.
To dla Pani.
Wypada dać chłopcu na piwo.
Niech mi Pan nareszcie powie, od kogo są te kwiaty.
Nie wiem, proszę Pani, naprawdę nie wiem.
Dziękuję bardzo.
Dziękuję.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Pani mnie poznaje?
Widzieliśmy się w pralni.
A tak, rzeczywiście.
Zapomniałam zapakować pasek pani od kostiumu.
Dziękuję bardzo.
Dziękuję.
Szczerze mówiąc, przyszedłem do pani, żeby coś wyjaśnić.
Słucham.
Proszę. Proszę bardzo.
Dziękuję.
O co chodzi?
Właściwie to ja powinienem już to zrobić wcześniej, ale to taka dla mnie przykra
sprawa.
Halo? Jerzy?
Doskonale, że dzwoni.
Tadeusz żyje, słyszysz?
Tym razem to nie jest moja ślepa wiara, ale pewność.
Tak, wyobraź sobie.
Wczoraj się o tym dowiedziałam.
Nie, nie oszalałam. Dopiero teraz muszę być przy zdrowych zmysłach.
Tak.
Przepraszam.
Pan się śpieszy?
Tak, tu chodziło o rachunek za ubiegłe pranie, jakąś pomyłkę, ale my to potem
jakoś uregulujemy. Do widzenia.
Halo?
Nie, nic.
Dobrze, Jerzy, wybaczam ci, ale nie dzwoń do mnie więcej.
Proszę, nie dzwoń do mnie więcej!
Do widzenia.
Nie mogłem jej wtedy tego powiedzieć.
Może gdyby nie ten telefon.
Ale ona to mówiła z taką wiarą, że... Tak, Władimir, tak.
Teraz to nam tylko wiara została.
Bo tak ogólnie to czarno widzę.
W Jugosławii siedzą, w Grecji siedzą.
Mało już tej Europy zostało.
Nie ma na kogo... Rosjanie?
Czuję, że się z Muntkiem widziałeś.
Może się i widziałem.
Tak. A to do Waldka, co nas okłamał.
Wcale wtedy nie był chory.
Urszula znalazła u niego w marynarce bilet kolejowy z Krakowa.
Data się zgadza.
Widzę, że twoi pracownicy podlegają osobistej kontroli.
Mnie to też dotyczy?
Nie wygłupiaj się.
Urszula wiecznie o coś Waldka podejrzewa i zdaje się, że nie bez racji.
Ciekawe, po co on tam jeździł z tego Krakowa.
Gdybym wiedział, to dałbym mu coś dla rodziców.
Czuję, że będę musiał pożegnać się z Waldkiem.
Urszula mi truje.
To mnie też dzwoni.
Tak?
Myślałem, że zmądrzałeś. Może któregoś dnia i u mnie coś znajdziesz.
A więc to o niego im chodzi.
Chciałabym chociaż wiedzieć, gdzie on jest.
No, to dałoby się ustalić.
Mogłabym wtedy wysłać listę albo paczkę.
Proszę, niech mi pan pomoże.
Ja sam niewiele mogę.
Wprawdzie udało mi się zwolnić z gestapo trzech niewinnych ludzi, ale oni byli
związani z hodowlą koni.
A tym się zajmuje sam Baldur von Schirach. Ja działałem w jego imieniu,
było mi łatwiej.
Błagam pana.
A czym zdejmował pani mąż?
Za mało wiem o nim.
Był oficerem.
A nie miał nic wspólnego z wywiadem?
Nie. Na pewno nie.
A może...
Dzień
dobry. Dzień dobry.
Niesam papier do zaciemnienia.
Coś w powietrzu śmierdzi.
Dziękuję. O, przepraszam Pani. Bardzo Panią przepraszam. Do widzenia.
Pozwoli Pani, że ją pożegnam?
Proszę, niech Pani będzie spokojna.
Zajmę się tym.
Dziękuję bardzo.
Do widzenia.
Mówił mi Waldek, że chciał się ze mną zobaczyć. Nie ja, wejdź.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Pamięta mnie pan?
Oczywiście, pan Grządziela. A tak otwarcie mówiąc nazwiska można by nie
pamiętać. Teraz rozumiem, dlaczego Waldek jeździł do Krakowa.
A co, jeździł?
Mówił ci o tym?
Mówi, że byłaby z niego konspirator.
O co chodzi?
Czy mówi coś panu nazwisko Gorącko?
Nie.
A on dopytywał się o pana zaraz po pańskim wyjeździe z Oświęcimia.
Jak to, o mnie?
No tak, o Michczyka.
A tak otwarcie mówiąc, to nie mamy najlepszego zdania o nim.
Wiele ludzi przez niego poszło jeszcze przed wojną.
Jak to poszło?
Do Berezy Kartuskiej.
A pan mówi o komunistach, a? Ja mówię o ludziach.
W tej chwili podziały już chyba nie mają sensu.
Wszystkich nas czeka ten sam los.
No ale jeżeli pan go nie zna, to... Już idą.
No a co tu u was w Warszawie?
Czekamy jak wszyscy.
No czekać to teraz trochę za mało.
Straszną siłę Niemcy teraz na wschód pchają.
Ale to straszną. Ja widzę co się dzieje na trasach.
Trzeba by może jakoś im przeskazać, przycinać łączność, wysadzać.
I pomagać Rosjanom, tak? To ich sprawa.
Ja myślę, że również i nasza.
Przecier pomidorowy.
A tak otwarcie mówiąc, jako maszynista nie chciałbym wjechać na taką konserwę.
O, widzisz? Ten dobrze zrobiony.
Dobra.
Pieniążek, pieniążek, mówi pan? A może czepko, mureńko?
Ale pieniążek pamiętam.
Chodził taki do napieklasy.
A po co on panu?
Chciałem poprzez niego dotrzeć do kogoś.
Urwał mi się kontakt z kolegami dawnymi.
Znam tylko adres Tutka Szymkowskiego, ale on, wie pan... A tak słyszałem.
Wie pan, co panu powiem?
Teraz dopiero odczuwam satysfakcję jako pedagog.
Wychowałem dobrą klasę.
Tylko, że jej już prawie nie ma, panie profesorze.
Tak, no tak.
Cóż, może byliście za bardzo w gorącej wodzie kompani? Może należało czekać?
Przecież to wszystko się lala chwila rozstrzygnie.
Tylko patrzeć.
Jak to patrzeć?
I nic nie robić?
Zna pan takie przysłowie, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta?
Jeszcze nigdy tak dobrze nie pasowało do naszej sytuacji.
Niech oni się teraz wykrwawią, niech się osłabią, niech się wyczerpią.
Polska zawsze miała dwóch wrogów. Jedyna szansa to czekać, aż oni się teraz
wezmą za łby.
Z tym drugim wrogiem, panie profesorze?
Czy pan ma jakieś wątpliwości?
Pieniążek, pieniążek, pieniążek.
No to sprawdzę w domu, może mam gdzieś w starym nocesie zapisane.
Niech pan spadnie jeszcze kiedyś, to pogadamy.
Dziękuję bardzo, Dawidem.
Zdaje się, że słyszałem głos Niewińskiego.
Tak, ten chłopak niestety nie związał się z kim należy.
Na szkoda.
No, wracajesz do sprawy.
No tak to wszystko się potwierdza.
Właścicielka kwiaciarni powiedziała nam, że dwukrotnie wysyłała kosze kwiatów do
niej od jakiegoś Niemca.
Poza tym dozorca stwierdził, że jakiś oficer bywał u niej.
Najlepiej byłoby delikatnie podsunąć to zdjęcie dozorcy, jeżeli to jest ten sam.
Z pewnością, panie profesorze, to już sprawdziliśmy, niestety.
Niestety?
Ja, pan, jestem nieco odmiennego zdania.
Gdyby tutaj chodziło o jakąś zwykłą dziwkę, to wtedy wystarczyłoby ją
obstrzyc i nie zawracać w tym głowy.
Tylko, że ta pani podobno pracuje dla jakichś zniosłych celów.
Tak, tak.
Obsesyjnie wierzy, że uratuje męża. On nie żyje, pan jest tego pewien?
Poległ na moich oczach.
Skąd w babie taka dzika wiara?
Jerzy usiłował tłumaczyć jej...
Niech on jej przestanie tłumaczyć, tylko niech się wreszcie przyzna, że ją
oszukał.
Nie rozumiem.
Otrzymaliśmy informację o tym Niemcu, że jest on oficerem Abwery.
Teraz nadarza się szczęśliwa okazja dla tej damy, żeby ona zrobiła coś i dla
Polski. Tak, ale... Trzeba jej dać do zrozumienia, że wszystko o niej wiemy.
Niech ona nam w zamian za to opowiada coś o nim.
Niech wynotuje z jego notesu jakieś adresy. Zresztą ja chyba nie muszę panu
tłumaczyć.
Obawiam się, profesor, że... Że to nie jest fair.
Nie, nie.
Cóż, wyższe cele, poruczniku. Zresztą ona też nie jest za bardzo fair wobec
świętej pamięci kapitana Mieśczyka. No ale widocznie wybrała wyższość racji nad
cnotę.
Rzecz jest w ogóle z natury swojej dyskusyjna.
Muszę panu wyjrzeć.
Cieszę się, że nie mam żony. Gdybym miał żonę i znalazł się w opałach, to sam
nie wiem, co bym wolał.
A nie, nie, nie. Ja obawiam się czego innego.
Czy Jerzy... On ją chyba naprawdę kocha.
Nie, nie, nie, nie! Nie masz do tego prawa! Słyszysz? Nie masz prawa!
Wiesz dobrze, czym ona jest dla mnie.
Nie oszukuj się, Jerzy.
Tak jest w porządku, wiem. Nie kocha mnie.
A nie będę patrzył w spokoju, jak ją wpychasz jakiemuś chłopowi.
Poradzi sobie z nim.
Odwołaj to, proszę cię. Ja jej nie przekażę tego zadania.
Usiądź.
Odwołaj to.
Wiesz dobrze, że to niemożliwe.
Drugiej takiej szansy nie będziemy mieć nigdy.
Bezpośredni dostęp do ofitera wywiadu to zbyt poważne, żeby przejmować się,
wybacz, cnotą jednej pani.
Mogła odmówić.
Jesteś nieuczciwy.
Ukrywasz przed nią śmierć miszczyka i tylko dlatego to robi.
Ale robi.
Cel.
Cel jest ważny, Jurek. A ty, Rodzki?
A wiesz, dobry, czym się kończy taka zabawa. Nie narażaj jej, proszę cię.
Wszyscy się narażamy i tego wymaga obowiązek.
Aby zdobyć tą granicę obowiązku, można zgnić w niemieckim więzieniu, ale nie
można w niemieckim łóżku.
Nic przecież jeszcze się nie stało. I nic się nie stanie, jeżeli odwołasz ten
rozkaz. Nie bądź zbyt inny.
Szwab sam pcha się nam w ręce.
Sam pcha się w rękę.
Jurek, ostrzegam.
To przestało być już tylko twoją sprawą.
Dziękuję.
Dobry wieczór, Jadziu.
Dzisiaj tutaj?
Obowiązek. Nie, ja bym wolny dzień nigdy tutaj nie przyszła.
No ale i ni se to.
Co ci jest właściwie?
Widziałaś kiedyś prawdziwego mężczyznę?
Cel uświęca środki.
Rozumiesz, Jadziu?
Może byś lepiej nie pił.
Cel uświęca środki.
To jest dewiza prawdziwego mężczyzny.
Może tam on coś i czuje, ale... Przede wszystkim obowiązek.
Obowiązek.
Zapisz na mój rachunek.
Dziękuję. No to do zobaczenia.
Chciałbym z panią jeszcze porozmawiać.
A może wypilibyśmy szklankę herbaty?
Mogę panią odprowadzić?
Proszę.
Pan tego powie?
Tak, no przecież pani powiedziałem, pani mąż znajduje się w tej chwili w
Berlinie.
Zresztą ja wybieram się tam za tydzień, gdyby pani zechciała mi towarzyszyć.
Moglibyśmy zabrać Jurgelna.
Formalność ja załatwię sam.
Ktoś jest u pani?
Miał przyjechać mój kuzyn z Radomia. Ale proszę, proszę.
Spodziewałam się ciebie.
Pan pozwoli, panie majorze. Mój kuzyn.
Tak, no ja nie będę państwu też kazał.
Do widzenia.
Proszę pamiętać o mojej propozycji.
Do widzenia.
Odjechał? Zostaw mnie!
Wszyscy mnie zostawcie!
Nie mogę na ciebie patrzeć!
Przestań za mną łazić! Nie jestem twoją własnością! Tym razem nie jestem tu z
własnej woli. Wypełniam rozkaz.
Nie oszukasz mnie.
Nie wierzę w ani jedno twoje słowo. Słyszałeś, co on mówił?
A chyba wiesz, po co to mówił.
Twój mąż nie żyje.
Dlaczego mam wierzyć tobie, a nie jemu?
Teraz to i tak nie ma znaczenia.
Słuchaj.
Pojedziesz z nim do Berlina.
To jest adres jednego z naszych ludzi.
Zapamiętaj i zniszcz.
Nawiążesz z nim kontakt.
To raz. Dwa.
Za wszelką cenę musisz zdobyć notę z Hemkesa.
Interesują nas notatki, adresy, telefony.
Powiedziałem, co mi kazano.
Wiesz, gdzie mnie szukać.
No dobra.
Swoje rączki.
Świeże pączki.
Jeszcze jedną halbę, proszę.
A, to pan z Lwowa.
Dlaczego? Proszę liżaka.
Dlaczego?
Panie, tu sobie nikt halby nie funduje, tylko kufli, kufli, kufli.
Teraz to pana już nie puszczę. Dobra, innym razem.
No proszę pana, jest sześćdziesiąt pączków, a trzydzieści za mało. No ale
paniusiu, droga, to skąd ja pani teraz wezmę? Nie możemy nastarczyć, jutro pani
przyniosę. Dobra, wszystkiego dobrego.
Co za młody.
Poznajcie się, panowie.
Bugajczyk, Liwiński.
Niedawno uciekł ze Stalago w Niemczech.
Pamiętasz, parę dni temu pytaliśmy cię o niejakiego Gorączko. Tak.
Pan Bugajczyk ostatecznie rozwiał nasze wszelkie wątpliwości.
Gorączko w tym Stalagu działał jako prowokator.
Mamy też interesujące dane sprzed wojny.
Ciągle poluje.
Nie rozumiem, dlaczego mi to mówicie. Bo on w tym Stalagu szukał niejakiego
Miszczyka.
Ach tak.
Ale jesteście tego pewni?
Mamy numer Jagorykszy, 212.
Zobacz.
Waldek już od dawna ma go na oku.
Ale panowie, no przecież to jest Adaśko, no mylicie się. Znam go, to dawny
furman Kurasia.
No tak jest, Adaśko.
Siedzieliśmy razem z Talagą.
Tak.
On z Kurasiem uciekli, a nas przez nich zapędzili do żwirowni.
Myśleliśmy, że nas rozwalą.
Ale udało się, jestem.
Wczoraj strzelano do niego.
Widocznie pracował dla tamtego.
Ryksa i napis się zgadza.
Żyje? Czego nie wiem, w każdym razie strzelano.
Ale kto?
Niemcy.
A może strzelał ktoś z organizacji?
I wtedy pozostawałby tylko pan Gorączko.
Nie, to niemożliwe.
Jeżeli Adaśko zginął przed niego, jeżeli to wszystko jest prawda... Jest jeszcze
jedna sprawa, Władek.
Pan Wugejczyk był kierowcą pana kapitana Miszczyka.
Pan?
Tak.
Przypominam sobie pana podchorążego jak z mgły.
Dworek w Porytem.
Jak konie przyczepiłem do auta.
Czy ma pan przypadkowo telefon do Miszczykowej?
Tak mam. Ona o tym jeszcze nic nie wie, ale teraz można już jej nie oszczędzać.
Niech pan do niej zadzwoni.
A sprawę Adaśka zostawcie mnie.
Co chcecie wiedzieć?
No słucham, jeśli mówiłeś wtedy poważnie.
Mówiłem poważnie.
Ale teraz się z tego wycofuję. Nie wolę ci tam jechać.
Co chcecie wiedzieć?
On cię oszukuje. Tadeusz jest tylko pretekstem.
Teraz mam tam jechać nie tylko w swojej sprawie. Dostałam takie zadanie.
Sam mi je przekazałeś.
Dlatego się zdecydowałam.
Przepraszam pana, ale męska toaleta jest tam.
Możliwe.
Jest tutaj.
Mam pewne informacje.
Nie tutaj.
Proszę pani.
I pani pożyczy jakąś chustkę na głowę.
Daj mi spokój.
Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś?
To i tak by nic nie zmieniło.
Ale może by do tego nie doszło.
Adośko to był najwspanialszy człowiek po słońcu.
Dlaczego mi nie powiedziałeś wcześniej, że się o niego pytali? No dlaczego?
Przecież mówiłeś, że w tym kinie tylko się widzę być opłaca, tak?
No to co z tego, że mówiłem?
A co ja jestem?
Ewangelia świętego Mateusza, żeby się nie mylić? No to pomyliłem się, no!
W porządku!
To jest nasza sprawa, Rogimierz.
Twoja i moja.
Adaśko, to był... Leon!
Czego? Pozwól na chwileczkę.
Niech pan mi da telefon do mistrzykowie. Chciałbym do nich teraz zadzwonić. Zna
pan coś do pisania?
Zapamiętam. Czy to prawda, że przyjąłeś tego nowego do pracy?
Bugajczyka? Tak.
Nie zgadzam się, słyszysz?
Jego szukają i... Ula, mnie kiedyś też szukali.
Ja byłem z nim razem w obozie.
Wiesz, co to znaczy?
Jest mi tak bliski jak brat.
Ale przecież obiecywałeś.
No daj spokój.
Leon.
Aha.
Gdyby to i ze mną, no to... Złoto wiesz, gdzie jest, a dolary są w szafie.
W drążku na wieszaki.
Leon, co ty chcesz zrobić?
Wiesz, w jakim jestem stanie.
Wiem.
Ulka, mamy pralnię chemiczną.
No, to brudy trzeba prać.
Graj uważnie.
Czy coś się stało?
Nie, dlaczego?
Pani jest zdenerwowana.
Mam nowe wiadomości, pani Marylo.
Nie interesuje to panią?
Halo?
Tak, jestem przy telefonie.
Kto, bo nie zrozumiałam.
Kiedy go pan widział?
Dobrze, proszę przyjść dziś.
Dziś po południu.
Będę w szkole tańca Fabiankiewicza. Wie pan, gdzie to jest?
Dobrze.
Widzę.
Ma tam być dzisiaj?
Tak.
No dobrze.
Zrobimy to dla pana.
Szkoła tańca, tak?
A może to po prostu rywal?
Może.
No cóż, nie dziwię się panu.
To rzeczywiście fascynująca kobieta.
A ten pracownik Gorączki... Zeznaje coś?
Już nie.
Rozumiem. Niewiele zdążył powiedzieć, ale i to wystarczy.
Przedziałem pana, że Gorączce nie należy wierzyć.
Niestety.
Pozwoli pan, że już się nim zajmę.
On mnie już nie interesuje.
Służę panu. Polecamy się łaskawiej pamięci. Dziękuję bardzo.
Moje uszanowanie.
Dzień dobry, słucham. Dzień dobry panu. Chciałem się widzieć z panem Gorączko.
Słucham pana.
To pan?
Można dwa chłopana osobności?
A w jakiej sprawie?
Pan zdaje się szukał Tadeusza Miszczyka.
To ja.
Pan chyba żartuje.
Poczekaj, ja odbieram.
Halo?
Tak, to ja.
Kiedy?
Dobrze, będę.
Słuchaj gorącko!
Dzwonił twój kolega z Gestapo, Clifford.
Masz dzisiaj bycie u niego.
Otwieraj, bo drzwi wywarzymy!
Otwieraj!
Pomóż mi.
Nie
ma
go. Musi gdzieś tu być.
Lulusiu, zabraniam.
Kategorycznie zabraniam.
Jesteś zupełnie pijany.
Musisz wrócić natychmiast do domu.
I z tych dwóch względów nienawidzę przemocy.
Chciałbym zapłacić Panie za kurs. Proszę bardzo.
A nazwisko Pana?
Franciszek Bugajczyk.
Przez J. Aha, przez J.
Atencjo!
Proszę o chwilę uwagi!
Pierwotna nazwa chodzony.
Przyjęła go szlachta jako tam jest polski. Dopiero za czasów
Napoleona ta nazwa się zmieniła na polonez.
Adam Miskewicz powiedział, poloneza czas zacząć od komarzy rusza.
Przepraszam, jak jest pan po profesji?
Krzegowy.
Krzegowy, Rosja!
Bardzo państwa przepraszam, ale mąż jest dzisiaj trochę niedysponowany.
I redza.
Wszyscy pod ścianę mężczyźni, ręce do góry!
Nazwisko?
Karol Maria Fabienkiewicz.
Fabienkiewicz. Tak.
Sam ministrz Fabienkiewicz. Wielkaćmy piwo.
Sam Petersburg.
Tańczyłem Złotego Koruczyka.
Gubernator wszedł za kulitry i powiedział Wunderkind.
Wunderkind powiedział.
Róbcie swoje.
Słucham, słucham. Niech pan mówi dalej.
Londyn.
Mady.
Szymb.
Berlin. A Schumanna tańczył.
Schumann? Ja?
Tańczyłem Schumanna.
No na przykład... Karnawal.
Karnawal? Pani
Maria, karneval!
Pańczyc!
Pańczyc!
Lulusiu! Lulusiu!
Lulusiu! Pomóżcie mi ludzie!
Lulusiu kochany!
Lulusiu!
Lulusiu!
Pomóżcie, błagam!
To był wielki artysta.
Dobre były te twoje papiery.
Wiesz, ze strachu to aż mi się skóra na dupie marszyła. A ludzi?
Masz, poczytaj.
Ty, za coś takiego to jeden u mnie już wyleciał. Dobrze, że Urszula tego nie
wniósł. No dawaj. Czekaj, czekaj.
Poczytać można.
Władysław, ty więc czeka.
To może być na przystytutorek. Jak nazwisko pana?
Jestem znajomym Zawisławskiego.
Tak? A o co chodzi?
Mam do pana prośbę.
Słucham.
Pan był świadkiem śmierci kapitana Miszczyka.
Tak, byłem.
Co tam? Z elektrowni, rachunek. Chwileczkę.
Dzień dobry. To jest licznik.
O co wchodzi?
Chyba jakieś nieporozumienie.
Siadaj.
Z czego polecenia?
No zjadaj no!
No prędzej!
Jak to ostrzyżemy?
Na glatę czy na krzyż?
Ja wiem.
Chyba na krzyż.
Proszę, proszę.
Władek?
Co ty tu robisz?
Sprzyżemy. Jak to sprzyżyć?
Taką jest.
Pójdź go, to twój.
A to masz na świt. Dlaczego to ma znak?
Wydawało mi się, że to nie tak.
Wynoście się stąd wszyscy.
Halo? Tak, to ja.
Kiedy?
Żałuję.
Do widzenia.
Proszę napisać.
Do widzenia.
Co się stało?
Wojna.
Niemcy napadły na Rosję.
A kto to dzwonił?
Wiesz, kto dzwonił. Za kwadrans wyruszył na front.
Będzie, będzie.
Chwileczkę zaraz nie pali się.
Gdzie to się stało?
Pokaże pani kiedyś to miejsce.
Dlaczego pan mi dotąd nic nie powiedział?
Chciałem właśnie wtedy, kiedy poszedłem do pani, z tym kwitem sprawił. Pani
daruje, ale w taki dzień.
Można pana na chwileczkę do naszego stolika poprosić?
Panie Bolkowski, pan pije?
Nie, panie mistrzyk. Teraz z moim fachem być tam nad Bugiem. To są obroty.
Pan Bolkowski ma zakład pogrzebowy.
Zaraz tam do panów przyjdę.
Czekamy. Przepraszam.
Jak on do pana powiedział?
Miszczyk?
To są dokumenty pani męża.
Przez rok musiałem używać jego nazwiska.
To było konieczne.
Jaka pięćdziesiątka?
Raz, dwa, trzy, cztery, to mi pan będzie opowiadał.
A pan mnie nie słucha w ogóle.
No mówię panu.
Czy pan wie, co się tam teraz dzieje?
Ile ja bym to miał klientów, panie?
Ci też moi klienci.
Wszyscy oni będą moimi klientami bezwzględni.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.