Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Powinien już być.
Chyba nie przytnął.
Jest. Widzę.
Na szczęście.
No jak?
Jedna jedyna. Dalej rzeka pusty. Na brzegach też pusto. Nikogo.
Takuj.
Mykajcie. Ani słowa po polsku.
Ręce do góry.
Cicho.
Rufa.
Pilnuj to.
Cicho.
Wyłazić! Już prędzej, prędzej, prędzej. Już, już, już. Szybko. Ręce.
No szybciej, szybciej, szybciej, dawaj. Włazić. Dawaj.
Nic wam nie zrobimy.
Tylko bez kawałów.
Pływać umiecie?
Umiemy. Skakać. Do wody.
Szybko, prędzej, prędzej.
Już.
No skakać.
Trzeba nie skaczać.
No już.
Ja nie umiem pływać. W imię ojca i syna.
Co ty, Polak jesteś?
Polak. Czarnkowa. Zeszłoroczny pobór.
A wy kto jesteście?
Tak? To czemu nie wiałeś, co?
Dawno chciałem, ale jak? Skąd wezmę cywilne ubranie? Jak? Zabieramy go.
Bierz pasy i ładownicę, szybko.
Chłopaki, prędzej, prędzej, prędzej. Dawaj, dawaj, dawaj.
Janek?
Wracaj do łódki.
Ty!
Rozbieraj się!
No prędzej!
Skacz!
Odpływamy!
Wiesz, w czym ryzykuję?
Wszyscy wiedzą, że to dom niemieckiego podoficera, który poległ za cesarza we
Francji.
To był mój ojciec.
Rozumiem. I teraz masz swoją własną wojnę z Kajderem.
Mamo!
Zrobię wam jajecznicę.
Zrób.
Posiedzisz tutaj za dwa dni, potem odwieziemy cię na wyś.
Tatku, może ci pomóc?
Aleś mnie przestraszył.
No, jak połów?
Takie, leszcze. O!
Gdzieś takie.
Ojej!
Tatku! Tak?
Mamusia w domu?
Pewnie w kuchni.
Jezus Maria, Czarek.
Czarek, czy ty musisz chodzić jak duch?
O Boże, a co to?
Ryby, proszę.
Dasz spróbować?
Spróbuj, spróbuj, tylko się nie opasz, bo gorące.
Dobre?
Bardzo.
Gdzie znowu lecisz?
Na obiad wrócę.
Jedziesz do Kalety? Tak.
Ranek, co zrobiłeś z tym chłopakiem? Jest na stryszu, ale dalej ty już musisz
załatwiać skaletą.
Dobra.
Zaczekajcie! Czarek, masz mnie za idiotkę. Powiedziałeś Marysi, żeby
dwie dziewczyny do grupy sanitarnej, ale broń Boże nie miał.
Chcę, żebym się nie narażała, żeby mi to nie przeszkodziło w karierze.
Pięknie to wymyśliłeś, ale ja też mam twoje zdanie.
Chodzę z dziewczynami do doktora Lewandowskiego i jestem w twojej
A powiedziałaś o tym ojcu?
Słuchaj, Dorota!
Słuchaj, dzieweczko, ona nie słucha.
To lecz wytłumacz tej kretynce, przecież ja muszę jechać.
No i co?
Melduję, panie poruczniku, obleciałem Środej, Arocin.
Przeprowadziłem kontrolne zajęcia.
Starałem się, chłopcy, trzeba im to przyznać.
Tylko ciągle za mało broni.
Czytałeś dzisiejszą gazetę?
Nowe roczniki idą do wojska.
Znów nam pozabierają ludzi z oddziałów.
No ilu może uciekać przed poborem?
Z tymi harcerzami to ty miałeś ratwię.
Przecież jeszcze mnóstwo wody upłynie w warcie, zanim zaczną ich wcielać.
Tylko jak z nich zrobić wojsko?
Panie poruczniku, melduję swoje przybycie.
Cześć. Co nowego?
Przyniosłem plan poczty głównej.
O, wspaniała robota.
Widzisz, Karol, jak to potrafią harcerze?
Gratuluję, kolego Adamski.
Jak to zrobiłeś?
Mam w drużynie chłopaków z poczty.
Wymierzyliśmy krokami.
Na dobrą sprawę powinniśmy mieć szkice wszystkich ważniejszych obiektów w
mieście.
Szkoda, że nie masz jakiegoś policjanta u siebie w drużynie.
Proszę?
No, mógłby cię na przykład sprowadzić do budynku policji.
Na rynku?
No.
Spróbuj. Może wam się to uda.
Zostaw te żarty, Karolak. Panie poroczniku, zwiększyliśmy stan
O cztery karabiny. Ale dostaliśmy dezertera. To chłopak z Czarnkowa i
pomóc mu jakoś uciec z miasta.
Ale co? Jak?
Wyłowiliśmy zwarty.
Hej!
Karolak za dwa dni odwiezie go pod Krotoszyn.
Bardzo dobrze, kochanie. Bardzo dobrze.
Ale poćwicz w domu jeszcze.
Dzień dobry.
Kończymy, bo chłopcy twoi czekają.
Dziękuję, do widzenia, pani Erbigo. Do widzenia, kochanie.
Po obiedzie idziemy na rynek. Co mamy tam do roboty? Ty na pewno nic. Musisz
ćwiczyć, słyszałaś. Zabierzcie mnie, bo i tak przyjdę.
Słuchaj, dzieweczko.
Ona nie słucha. Za godzinę.
Dzień dobry, panie profesorze. Dzień dobry, panie profesorze. Dzień dobry.
Dzień dobry.
Jedny chłopak ten, dezerter.
Mój rocznik idzie do wojska.
Tak, a mój za rok?
Możecie być spokojni.
Szkoła was wyreklamuje.
Ale martwi mnie co innego.
Czy wy w ogóle utrzymacie się w szkole do matury?
Słyszeliście pewnie o tej wojskowej barce, która spaliła się na rzece.
Barka z sianem? Tak.
Sianem z sianem.
Było na niej czterech ludzi.
Rozbrojono ich.
Trzech uciekło, a czwarty prawdopodobnie spalił się razem z barką albo utonął.
A dlaczego wam o tym opowiadam?
Bo jeden z atakujących wykrzykiwał rozkazy z wiedeńskim akcentem.
Jestem w Poznaniu chyba jedynym wiedeńczykiem.
A ty, Czarek, jesteś...
Jedynym uczniem, który przez te wszystkie lata nauczył się naśladować
akcent. No i te wakacje spędzone w Wiedniu.
Martwi mnie tylko ten czwarty z barki.
Panie profesorze, o ile ja wiem, na barce nikt nie zginął. Nie było też
rozkazów.
Chłopcy, chłopcy.
Bardzo bym chciał, żebyście jakoś dociągnęli.
Do matury.
Dorotko, może ty im coś powiesz.
Stary Belfort dobrze wam radzi.
Muszę was pożegnać, bo tam na mnie czekają. Do widzenia, panie profesorze.
widzenia.
Graj córeczko, graj.
To twoja przyszłość.
Wychodzi? Ciii, idę do Adamówki.
Dzień dobry. Dzień dobry.
Dzień dobry.
Dobrze, że was spotykam.
Dorota ma talent, więc niech go rozwija, a nie traci czas.
Na różne zbiórki, konspiracje, szkolenia.
Za mało ćwiczy.
Pomożecie mi?
Zajmiemy się nią, proszę pana.
Dorota, jesteście?
Chodźmy, bo się spóźnimy.
Znowu gdzieś lecicie?
Do doktora Lewandowskiego, ale proszę cię, tatuśkowi ani słowa.
Bramą od tyłu przywożą węgiel.
Byłem tam w środku. Jakim cudem?
Wynająłem się, zsypałem koks do piwnic.
Tam są wchody prowadzące na parter. Drzwi były otwarte, ale na razie nie
wchodziłem.
Szybki jesteś.
Nie ma co.
Czekaj.
Wejście mamy.
Dobry pomysł. Świetny.
No, no, no.
Franek.
Świetny, gdybyśmy mieli zadanie wysadzić budynek w powietrze.
Łatwy dostęp do piwnic. Możliwość szybkiego, łatwego wycofania.
Ale na razie mamy zadanie zwiadowcze. No wyobraź sobie.
Przerzucamy węgiel, wchodzimy z piwnicy na parter, drzwi są otwarte, nie ma
wartownika. Wszystko w porządku, na razie.
Niestety, zabrudzeni węglarze nie mogą spokojnie chodzić po budynku. No
nie.
Nie mogą też zaglądać do pomieszczeń biurowych. Przecież wszyscy zwróciliby
nich uwagę.
A gdyby na przykład... Franek, pomyślałem sobie tak. A jakby tak...
Marcin ze swoimi chłopakami wchodzą oficjalnie. Pięciu ludzi rozchodzi się
budynku i nawet nikt na nich nie spojrzy.
Monterzy robią swoją robotę.
Rozumiesz, że jakby mniej ryzykujemy.
Nie, no zgadzam się oczywiście.
Ale twój pomysł przekażę do sztabu.
Przyda się, jakby chcieli zrobić jakiś fajerwerk.
Pewnie jesteście głodni. Zaraz zrobię coś do jedzenia. Mamo, tata w drukarni?
Może mu pomogę? Nie, w gabinecie. Przyszedł pan Matusiak.
Znowu rozprawiają o tej twojej wielkiej polityce.
Słyszysz? Chodź, posłuchamy.
Nie, idę do siebie. Chodź, chodź, chodź. Nie.
No, Franek, przyjdę po ciebie.
Cześć.
Nerwuj się, mamo.
Szkoła mnie zreklamuje.
Słupy graniczne na odrze. To są mrzonki.
A jakie są twoje realia?
Kajzer jest osłabiony i to nam stwarza szansę na prowadzenie rozmów, tak? Tak.
Kajzer jest osłabiony i to nam stwarza szansę.
Tak. No trzymasz tę swoją upragnioną autonomię.
Autonomia. Autonomia jest pierwszym stopniem. Pierwszym stopniem. A jaki
drugi?
Pojenisze Wermach, tak?
Kajzer wszystko wam obieca, bo jest mu potrzebne mięso armatnie. Już milion
Polaków wcisnął w polskie mundury.
A więc co?
Walka zbrojna?
Kto? Ty? Tak.
I twoja organizacja wojskowa? Oczywiście.
A ilu masz ludzi?
Dwa tysiące? Tyle, ile trzeba.
Wyrwiecie Hindenburgowi Wielkopolskę?
Ja nie wiem, czy wyrwiemy.
Ale co powie o nas Czarek i jego rówieśnicy, jeżeli nie będziemy
że była jakaś szansa, tylko myśmy z niej nie skorzystali. No właśnie, odwróćmy
pytanie.
Co powie ich pokolenie, jeżeli my, Rada Ludowa, nie skorzystamy z okazji i nie
zapewnimy im minimum egzystencji narodowej?
Matusiak, i ty wierzysz naprawdę, że Prusacy sami cokolwiek oddadzą? O, a
jest inne wyjście?
Jeszcze jedno powstanie znowu?
Jedno jest pewne.
Nikt nam nie ofiaruje niepodległości. Nie przyniesie jej w prezencie. Sami
musimy ją zdobyć.
Tato, Bismarck zrobił z ciebie kalekę. A teraz chcesz, żeby Czarek tak samo
nadstawiał głowę? Bojówki Hakaty chciały złamać naszą wolę walki.
A złamały tylko mój kręgosłup. Czarek!
Tak, dziadku?
Zawieź mnie do mego pokoju.
Tato, nie chciałem cię urazić.
Trzecie pokolenie adamskich wydaje gazetę. Cały czas po polsku. Mamy w
Wielkopolsce pięciuset prenumeratorów polskiego słowa. Pięćset zespołów
czekających na polską pieśń.
Ojciec coraz bardziej przechodzi na pozycję pana Matusiaka.
Legaliści. Nie winiojka.
On jest... ...wpatrzony... ...w swoje małe...
pole bitwy i nie widzi wielkiej szansy, jaka się przed nami otwiera. Nie wolno
nami zmarnować, bo to może być nasza ostatnia szansa.
Podaj mi tabakierkę.
Będzie twoja.
Radamski? Tak.
Proszę o licencję i pozwoli panu z nami.
Pewnie znowu odbiorą licencję.
A mówiłem, żeby nie dawał wierszy Konopnickiej nawet pod
innym nazwiskiem.
Teraz cenzurzy mają jakiegoś specjalistę od polskiej literatury.
Dziadku, pójdę zobaczyć, co się dzieje.
Ale dlaczego?
Chwileczkę, panowie!
Obecnowie!
Chcę się rozejść.
Nic mi się nie stało?
Nie, nie, nie. Ja złożę skargę. Nie ma sensu się unosić. Nie generuj się,
przecież wiesz, że w ten sposób niczego nie załatwimy. Poczekaj, poczekaj. Nie,
nie, nie.
Czarek. Chodź, Czarek, chodź. Tak?
Co, znowu zamknęli drukarnię?
No widzisz.
Ja dostałem kartę powołana.
Nie martw się.
Paweł, pośpiesz się!
Już idę, tato.
Jak Piotruś?
Tam jest, na strychu. Dziękuję.
Paweł, spóźnimy się!
Czekają na górze. Stało się coś? Znowu zamknęli drukarnię.
Już, już, tato, już!
Nareszcie. Wejdźcie.
Chwileczkę, Michałek, leć na wartę, żeby nas nikt nie zastąpił. Marcin, znowu
ja. Proszę cię, idź, idź, idź.
Ojej.
Tędy idzie linia telefoniczna, a od tego słupa odchodzi odgałęzienie do budynku.
Tylko powiedz Marcin, czy to jest wszystko technicznie wykonalne.
Pogadam z chłopakami, da się to zrobić. W takim razie na akcję pójdzie grupa
pocztowa. Masz doświadczenie z poczty głównej. Ale tam Marcin był u siebie.
Tak, a tutaj zostaniemy zaproszeni do środka przez samego intendenta.
Nie można odmówić człowiekowi, który żąda pomocy. Tak, chłopaki, mam rację.
jest.
Z grupą oczywiście pójdziesz ty.
Tak, to przywilej dowódcy, żeby też nadstawiać tyłka.
Tak?
Tak.
No jak?
Jeszcze nie wiem, sprawdzam. Dobrze.
Chłopaki, sprawdźcie tamte izolatory.
Dobrze, sprawdzimy.
Dzień dobry.
Powiedz mi, Franek, czy ten, co tam chodzi przy słupie, to jest Czarek? Co
tam robi w tym przebraniu?
No nie wiem, panie profesorze. Naprawdę nie wiem.
Ej, chłopcy, chłopcy.
Do widzenia, panie profesorze. Do widzenia.
O, widzę, że dobrze się przygotowali.
Jak prawdziwi monterzy. Nic im nie można zarzucić.
Ale oni jeszcze nic nie umieją. No proszę, synalko.
Cała drużyna ma cztery mauzery.
Można? Nieprawda, sześć.
Wiesz, jakie zdobyli?
Musiałem im zakazać tych dzikich akcji. Teraz już mi meldują o swoich pomysłach.
Mówi, że nic nie umieją.
Jeszcze nie idziemy do walki. Zdąży się ich wyszkolić.
Ale do takich akcji jak ta, to Czarek jest dobry. Z pomyślunkiem. Nie można mu
tego odebrać.
Naprawiacie, naprawiacie, a nikt nie działa.
Co się dzieje? Proszę zapytać kolegi.
Telefony dzwonią bez przerwa, żadnego połączenia nie ma. Tu jest wszystko w
porządku. U nas też w porządku.
Na pewno zwarci jest gdzieś w budynku, trzeba by sprawdzić kable. No to na co
czekacie?
Sznel! Sznel!
Widzisz?
Zgodnie z planem.
A gdyby zrobić z niej drużynę zwiadu? Tak.
To jest pomysł, szefie.
Mogliby się zająć rozpracowaniem cytadeli.
Przecież to miało być twoje zadanie. Jeżeli trzeba, to ja to zrobię.
Ale gdyby mnie odciążyli, to ja mógłbym spokojnie szkolić grupy.
Ha, cytadela.
Oni powinni się uczyć, a nie konspirować.
Szepty po kątach, tajemnicze spojrzenia. A krok?
Przecież to od razu widać, że uczą się maszerować i stawać na baczność.
A jeśli ja zauważyłem, mogą zauważyć i inni.
A sprawa z tą barką.
Zamiast na uniwersytecie skończą na szubienicy.
Panie profesorze, jest pan w Poznaniu 15 lat.
Wystarczająco długo, żeby wiedzieć, jaka jest nasza sytuacja.
Ależ mnie chodzi o przypadki jednostkowe. O Franka, o
Czarka. My starzy powinniśmy chronić młodych.
Wojna. Ja wiem.
Wiem. Nie wszystkich możemy uratować.
Ale chrońmy przynajmniej tych najbardziej obiecujących,
najlepszych. My odejdziemy, ale świat przecież będzie istniał.
Ale jaki ma być ten świat?
Przecież my wiele nie chcemy.
Tylko tyle, żeby i dla naszego narodu było tam jakieś miejsce.
I dlatego moich dwóch znakomitych uczniów trzeba złożyć na ołtarzu
Prowadziłem ich tyle lat.
Uczyłem myślenia.
Pan wie, co to znaczy dla starego nauczyciela.
A teraz jak tak dalej pójdzie, czeka ich więzienie.
Kazamaty.
I to wszystko w imię czego?
W imię budowania lepszego świata, w którym pozostaniemy tylko
my starzy i niedołężni, bez nadziei?
Oni mają nadzieję.
Dlatego chcą walczyć.
Ja was nie pojmuję.
Ja was nie pojmuję.
Tyle lat patrzę. Uczę się.
I ciągle nic nie rozumiem.
Zawsze kierujecie się uczuciem, a nie trzeźwym rozumowaniem. Dlaczego? Co wam
przeszkadza myśleć i postępować racjonalnie?
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Dorota nie przyszła na lekcję?
Nie przyszła.
Wpadła tylko na chwilę, przeprosiła, powiedziała, że ma jakieś ważne zajęcia
doktora Lewandowskiego i poleciała.
Proszę pani, jak ją przekonać, że fortepian to dla niej sprawa
Właśnie. A ja chciałam prosić, żebyście wy jakoś na nią wpłynęli.
Przecież talent trzeba rozwijać. A ona zachowuje się tak, jakby ćwiczyła tylko
ze względu na ojca. Może doktor Lewandowski coś pomoże.
Jest lekarzem.
Spróbujcie, kochani. Spróbujcie. Do widzenia. Dziękujemy. Do widzenia.
Dzień dobry.
Szarek! Dzień dobry.
Czy coś jest z dziadkiem? Nie, nie, wszystko w porządku. Wyjdźcie, proszę.
Czy jest tu pana Dorota? Tak, są wszystkie.
Ćwiczymy właśnie bandażowanie. Chodźcie, chodźcie.
Wracamy od pani Jadwigi. Dorota znowu nie przyszła na lekcję.
Chcieliśmy pana prosić. Najlepiej sami z nią porozmawiajcie.
Proszę.
Marysiu.
Marysiu.
Marysiu, prosiłem cię, żebyś nie wciągała Doroty do tych zajęć.
Słuchaj, Dorota.
Ona i tak ciebie nie słyszy. Ona nie słucha.
Nie znęcaj się nad rannym.
Ojciec nie pozwala jej na żadną konspirację.
A ty myślisz, że co, że u mnie w domu wszystko wiedzą? Że sami mnie tu
przyprowadzili i napisali, tak?
Zresztą pani Matoszekowa wie, co tu robimy. A was kto by opatrywał? Wy to
sprawa. A ja jestem z innej gliny, tak?
Tak, ty masz talent.
A ja chcę być z wami.
Panie doktorze, może pan jej wytłumaczy. Medycyna tutaj nic nie pomoże.
Przypadek nieuleczalny. Ją rozsadza energia. No, to niech ją wyładuje na
klawiaturze.
Panie doktorze, niech pan im powie.
Dobrze, powiem.
Ona jest naprawdę wszechstronnie utalentowana.
Także do bandażowania musicie jej pozwolić. Słyszysz, Czarek?
Musimy. Słyszę.
Ale przyrzeknij, że przyłożysz się do grania.
Przyrzekam, znajdę czas na wszystko.
No. Na kurs dla preblanek również.
Jak znowu kurs?
W pokoju żandarmów do biura przepustnego 18 kroków. Marcin, ty masz maszynkę do
liczenia w głowie. Ile to jest metrów?
13 ,5. 13 ,5 metra. A od wchodów?
Czekaj.
Widziałam się z Matusiakową. Dorota nie dostała się na kurs.
Kończcie sami, zaraz wracamy.
Jak przyjdzie Franek, powiedzcie mu, że jestem u Doroty. Przepraszam.
Co się stało córeczko?
Daj mi spokój.
Co jej się stało?
Nie została przyjęta na kurs.
Na jaki kurs?
Dla Freblany gazdała celująco. Ale w ankiecie napisała, że jest na
polskiej. To na pewno szykany tych miejscowych, głupich urzędników.
Przecież polityka Berlina jest wyraźna. Współpracować z Polakami. To idź do tych
głupich urzędników, żeby zmienili decyzję.
A w ogóle po co jej jakiś kurs?
Freblany!
Ona ma talent. Powinna grać.
Grać!
Grać!
Spóźniłem się, przepraszam.
A gdzie jest Czarek? W pole się do Doroty. Nie dostała się na kurs.
Nic mi się nie uda i mi.
Ale nie mów tak.
Nie mów, nie mów. Ja nie chcę twojej litości. Nie potrzebuję.
To nie jest litość, tylko przyjaźń. A co mam robić?
Masz grać.
Grać, grać. W końcu znienawidzę ten instrument.
Uspokój się.
No, już.
Wiesz, co sobie pomyślałem?
Że warto by się zaopiekować dzieciakami w naszej dzielnicy, bo łażą po ulicach.
Gdyby je tak zebrać wszystkie i zacząć uczyć polskiego historii,
mogłabyś się tym zająć?
Chciałaś być freblanką.
Zastanów się.
Dobrze? Dzień dobry. Czy jest Dorota?
Tak, z Czarkiem w pokoju. Wejdź. Dziękuję bardzo.
Pranek, wiesz, co wymyślił Czarek? Chce, żebym uczyła dzieci i żebym się nimi
zajęła. Co o tym myślisz?
To dobry pomysł.
Bardzo dobry.
Czarek ma zawsze świetne pomysły.
To ja już sobie pójdę.
Powodzenia.
Poczekaj, idę z tobą. No, głowa do góry.
Czekaj!
Co jest?
Co się stało?
Przecież wiesz co powiedział doktor Lewandowski, że ją rozpiera energia.
Nie o to chodzi.
No a o co?
Widzisz Szarek, w naszym życiu coś się kończy.
Ale nie rozumiem, czekaj.
Kończy się dzieciństwo, trójkąt z Dorotą w środku.
Robisz się sentymentalny.
Jesteś lepszy.
Franek. Ty, co cię ugryzło?
Pamiętaj, jutro rano jedziemy pod Cytadelę.
Ty jesteś Franz Relka?
Franciszek Relka.
Nazywam się Leuben.
Szef kompanii, w której służył twój ojciec.
Pokazywa mi twoje zdjęcie.
Ale od tego czasu wyrosłeś.
Długo czekałem na okazję, żeby spełnić jego ostatnią wolę.
No i trafiło się.
Wracam tędy ze szpitala.
Zacząłem się denerwować. Czekam tu i siedzę. A mój pociąg niedługo odjeżdża.
Matka pewnie poszła na nieszpory.
Proszę, niech pan wejdzie.
Obergefreiterowi Rudolfowi Relke.
Za okazaną waleczność generał Bedger.
Pamiętam jak przyszedł do naszej kompanii.
Śmierdział od niego cywilem, ale dwa miesiące potem był awansowany na
polu bitwy.
Zawsze był na pierwszej linii.
Jakby chciał od czegoś uciec, zmazać jakieś winy.
I ciągle wpatrywał się w twoje zdjęcia.
Aż nadszedł ten dzień.
No wiesz, opisałem wam to dokładnie.
Opisał pan?
Jak to?
Nie dostaliście mojego listu?
Napisałem, że...
Ojciec był już ranny, ale utrzymał pozycję.
Kiedy przybyliśmy z odsieczą, jeszcze żył.
Zanieśliśmy go do lazaretu i wtedy dał mi ten zegarek dla ciebie.
I coś mówił, że zbyt mało czasu ci
poświęcał, ale że ty sam...
Potrafisz znaleźć właściwą drogę.
To wszystko napisałem.
Ale teraz powiem ci więcej, bo w liście nie mogłem.
Okazało się, że twój ojciec był sam w okopach.
Miał wdrożenie samych Polaków. Zwiali w nocy do Francuzów.
A tu natarcie.
Zaczął się strzeliwać, rzucać granatami.
Kiedy o świcie przybiegliśmy, był sam.
Cały we krwi.
Ta wysunięta pozycja to było oczko w głowie całej dywizji.
Przybiegł sam oberst.
Zdążył jeszcze Rudolfowi przypiąć żelazny krzyż.
W ten sposób twój ojciec uratował całą stawką pani przed sądem wojennym.
Bo obert dał oznaczenie, zameldowało bohaterskie obronie i nie było nikogo,
kogo można postawić pod mur.
Za to, że połowa plutonu zwiała razem z bronią.
Twój ojciec zginął przez polskich deserterów.
Ale uratował mnie, lojtnanta i honor całej kompanii.
I za to jesteśmy mu wdzięczni.
A ja przysięgłem, że osobiście ci to wszystko powiem.
To był porządny chłop.
Możesz być w niego dumny.
Tak.
Możesz być dumny ze swojego ojca.
Co tak siedzisz po ciemku?
Dlaczego mówiłaś, że ojca siłą wzięli do wojska?
Że go prześladowali?
Przecież poszedł na ochotnika.
Dlaczego nie pokazałaś mi listu od Feldwebla Roybena?
Przysłali nam żelazny krzyż.
Dlaczego go nie pokazałaś?
Dlaczego nie powiedziałaś mi prawdy?
Dlaczego chciałaś mnie poróżnić z ojcem?
Dlatego, że był Niemcem?
Dzień dobry, pani. Planek u siebie, tak?
Nie, nie.
Chyba wyszedł. A nawet śniadania nie zjadł. Aha, to jakby wrócił, proszę mu
powiedzieć, że ja już pojechałem do Pawła, dobrze?
Dobrze. Dziękuję.
Chcę, żebym zorganizował całą grupę pomocników na parowozy przetokowe. Tak,
żeby Paweł mógł znaleźć sobie kolegów.
A po co wam to?
Co ma do tego drużyna harcerska?
No wiesz, tato, musimy wiedzieć, co się dzieje wewnątrz Cytadeli.
I Paweł ma to ustalić razem ze swoimi kolegami. Żeby się troszeczkę rozejrzał.
Od czegoś musimy zacząć.
Co chcecie wiedzieć?
Przez moje ręce przechodzą wykazy ładunków kierowanych do Cytadeli.
Nie wystarczy? Wystarczy, wystarczy, ale Paweł z kolegami mógłby...
ustalić, w których magazynach są wyładowywane.
No i chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś o załodze. A Paweł ma tam kilku
znajomych.
Rozumiem.
Zgodziłem się, żeby Piotruś i Paweł należeli do drużyny harcerskiej, ale to,
wy zaczynacie robić, wiecie, co wam grozi.
Wiemy, ale ktoś to musi robić.
A im więcej na pan pomoże, tym mniej będziemy ryzykować.
Czarek, Paweł już jest.
Czekamy na Pranka? Nie, jedziemy.
Chłopcy w parowozowni pytają, kiedy dostaniemy broń.
Broń?
A wiesz, jaka jest szybkostrzelnosść CKM -u?
600 strzałów na minutę. Właśnie.
A wiesz, ile się dzisiaj spóźniłeś?
Trzy minuty.
Przez ten czas można by wykosić całą kompanię, albo dwie.
Najpierw trzeba się nauczyć punktualności.
Właśnie.
Dobra, Paweł.
Mówiłeś, że byłeś tam w środku w Cytadeli. Tak.
Przetaczałem wagony do magazynów.
Ale ja też obejrzałem wszystkie bramy.
Nawet właziłem na drzewa, żeby lepiej widzieć.
Ale jak wejść do środka?
Parowóz przetokowy pcha wagony do samych magazynów.
No i co z tego?
Jeżeli pomocnikiem maszynisty będzie ktoś z nas, kto ma oczy otwarte, potem
zrobić szkic.
Jeżeli będziemy to powtarzać przez jakiś czas.
Zresztą na teren Cytadeli wchodzą również ekipy do konserwowania zwrotnic.
Ale skąd wziąć takich ludzi?
Mam takich ludzi. W drużynie. Chłopaki z górki rozlądowej i z parowozową.
I tam bym widział pierwszy etap.
Rozpoznanie zewnętrzne.
No dobra, drugi etap.
Masz jakiś pomysł?
Trzeba mieć kogoś tam w środku.
A wiemy, że żołnierze wychodzą na przepustki.
Potem siedzą w birsztubach.
I są między nimi Polacy. Można spróbować jakoś z nimi dogadać.
No dobrze.
Wrócimy do tego.
A teraz powiedz, co z tym posterunkiem policji? Co wam się udało?
Proszę.
A tu?
Franek?
No dlaczego nie przyszedłeś? Czekaliśmy na ciebie.
Marnie wyglądasz.
Nie spałem całą noc.
Co się stało?
Czasem trzeba się zastanowić nad życiem.
Franek, co ci?
Masz do mnie pretensje, Dorota, tak?
Nie.
W tym roku szkoła nikogo nie wyreklamuje.
Jak to? Przecież Strauss mówił... No, Strauss mówił, ale widziałem się wczoraj
dyrektorem.
W tym roku nikomu nie przepuszczą.
No to nie ma innego wyjścia.
Musisz pójść na Melinę.
To nie takie proste.
Nie schowam się przecież u siebie w domu.
Czyli... Po pierwsze, muszę przygotować matkę.
Będzie się cały czas bała, że mnie złapią.
Po drugie, wiesz, jakie szanse ma dezerter.
A na froncie?
Minie kilka tygodni, zanim pójdę na pierwszą linię.
Do tego czasu może wojna się skończy.
No a po trzecie, głupio mi trochę wobec kolegów.
W naszej klasy czterech idzie na front.
A tylko ja jeden mam szansę uciec.
Franek.
Zrobisz, jak będziesz chciał.
Ale porozmawiaj z mamą, dobrze?
Daj znać, żebyśmy mieli czas coś przygotować.
Cześć.
Trzymaj się.
No, mam nadzieję, że o książkach nie zapomnisz. Byłoby szkoda.
Wrócę na pewno, panie profesorze. Niech się tylko wojna skończy.
Wracaj.
Wspomnisz mnie czasem?
Czasem.
Mam nadzieję, że dacie sobie radę beze mnie. Nie wiem za czym. Do zobaczenia po
zwycięstwie.
Mamy wszystko przygotowane. Dobra melina, dobre dokumenty.
W tym tłumie nikt nie zauważy.
Jest już za późno.
Poza tym, sama z dwóch nie ma tutaj miejsca.
Jesteś lepszy, Cezary.
Dzięki.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.