Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Pułkownik Dowgird, były oficer wojsk elektorskich w Prusach Księżęcych,
po licznych przygodach do Warszawy, aby ujawnić nieprawość, jak dopuszcza się na
ludności pruskiej namiestnik elektorski von Holstein.
Jednocześnie jedzie do Polski delegacja mieszczan pruskich, aby prosić
Rzeczpospolitą o pomoc i interwencję.
W ręce pułkownika dostaje się czarna sakwa elektorskiego kuriera, w której
ukryta jest lista nazwisk polskich wielmożów przekupionych przez elektora.
Holstein i przebiegły dyplomata Margrabia Ansbach... Knunią kolejne
Dowgierda skompromitować i zabić, jako zbyt niebezpiecznego dla elektorskiej
władzy. Ale pułkownik wychodzi cało z wszelkich najprzemyślniejszych pułapek.
Publiczne ujawnienie jednej z intryg doprowadza do pojedynku von Holsteina z
Dowgierdem. Namiestnik elektora ginie.
Markrabia Ansbach próbuje w rozmowie z hetmanem sowieckim załagodzić skandal i
nie dopuścić do publikacji haniebnej listy.
Tymczasem w drodze do Warszawy delegacja mieszczan bródkich... Napad mięta
zostaje przez opryszków działających na zlecenie posła elektorskiego i
uwięziona.
Na wieść o tym Doggirt zbiera przyjaciół i rusza na pomoc do wilczych domów.
Gniazda bandytów.
Po karkołomnej wspinaczce wśród ruin starego zamczyska dostają się do lochu.
Kto nam tu każe siedzieć?
Łuby nadstawiać.
Walery może wróci.
Może nie wróci.
A my tu siedzimy jak barany.
I czekamy. Nie wiedzieć na co.
A złoto nasze.
Jeno staremu trzeba zabrać.
Udźcie się, żeby Valery wrócił rychło.
Coście tak powstawali, he?
Kupców trzeba wyrżnąć i złotem się dzielić.
Głupiś ty, czarny.
Może tam i głupi.
Ale swoje wiem.
My tu wszyscy uchwalili.
Uchwalili?
Coś się tam uchwalili, co? Nie ruszaj się, ja ani parę zjadłem.
Czarny, nie bój się.
Wszelki dół.
Jak będzie?
Jak będzie?
Tak będzie, mały!
No,
który jeszcze, który?
No, dalej, dalej, mały!
Z góry wyrzuć.
Pomóż.
Z góry.
O grę wyjdziemy. Pan Korzycki słaby.
Śmierć dla niego.
Ostanę. Uczekajcie osady. Do logu.
Starczy dla nas wszystkich!
Panie pułkowniku!
Kuluchów!
Stąd innego wyjścia nie ma, jeno.
Sznurami w górę.
Ja idę pierwszy za mną, Andrzej, potem pana Korzyckiego. Wyciągniemy i wasz
mościów.
Katwer z Pawłem wyjścia pilnują.
Zostaniecie tutaj.
Do baszty.
Wykurzymy ich stamtąd za mną.
Ja poprowadzę.
Zolindio, puszczone!
Do lochu!
Bo was jak szczury wydusimy!
Pomóżcie!
Śnur dajcie!
Nie trzeba.
Już jak żebym cię po raz pierwszy ujrzał.
Wiedziałem, że długo cię będę.
Jest to dziś o ciebie.
Panu Wezmanowi daną pannę.
Chcesz?
Dziękuję waszej wielmożności.
Dziękuję waszej wielmożności.
No już cię tu nie ma.
A to całe życie za pułkownikiem uganiać się będziesz, co?
Cichaj, Basiu. Która to białogłowa wytrzyma? Która? Bo ja na pewno nie.
Wczoraj delegacją z opresji ratujesz, a dziś rany leczysz.
A jutro na tatarzyna mi słyszę, bo jutro do turka cały będziesz trzymać.
Cichaj, Basiu, przecież tam chciałeś.
Tak.
Cichaj, Basiu, przecież rana niegłęboka, jedno skóra zdarta.
A przecież opatrzeć trzeba, prawda?
A gdyby wczoraj straż w porę nie przyjechała?
To chyba ci nie płucno było. Potrzebny jeno krzyż.
Co? Boli?
Pęka.
Łeb. Łeb?
Od wrzasku.
Cóż to, na szable z magną wojujesz?
Nie,
tam.
Ale pan pułkownik stricznie wygląda.
Jak to bratka?
Co tam, do inśpana hetmana jadę.
A panna staryskanka towarzyszy mości już od rana czeka.
A skąd ta sakwa znowu tutaj?
Magda przyniosła, panie pułkowniku.
Tylko, że w niej już nie elektorskie papiery, jedno moje, uzbierane talary,
ja w godne ręce chcę złożyć.
Posadź mi szukuj, jakbym się miała za niego wydać. Cicho.
Ciężka póki co, schowa ją głęboko. Licho nie śpi.
Byłeś u delegatów?
Tak, z samego rana.
Odpoczywają utrudzeni wczorajszą przygodą.
Młody...
Odrowąż był tutaj.
Czego chciał?
Żeby mu wasza miłość u hetmana Sobieskiego posłuchanie wyjednał.
Jaka ładna.
Idź do delegatów i powiedz, że będę u nich przed południem.
No, bywajcie.
Ale jak obrata.
Kiedy wczoraj pan pułkownik o rękę panienki prosił...
To tak jakoś mi się na sercu zrobiło, jakby... A panienka rękę mu podała,
pobłogosławił. A jej muś pani ciotka co i raz tą zychuską wycierała. Pan Hetman
sprasza gości dzisiaj na wysiady.
Zaręczy nową.
Ja tam przednikiem na kolana padać nie będę, a... i tak za żonę cię wezmę.
A co?
A wasz taki pewien, że nie odmówię?
A nie odmówisz.
A właśnie to się całkiem we mnie przewróciło. A przewróciło.
A właśnie myślisz, że innych chłopaków na świecie to już nie ma? Nie ma!
Magda! Nie ma!
Magda!
Przewiastym zaraz do pułkownika.
Nie!
Do dowódcy straży.
Będziesz musiał ważność twojego wachmistrza, cud o złote, powdarować.
Pismo przez niego wzięte wielką w tej chwili wartość dla Rzeczypospolitej
posiada.
Jutro król jego mość przyjmuje delegację miast pruskich.
My zaś ze swej strony ujawnimy listę magnatów, którzy
elektorską politykę popierają.
Kazałem im, panu Kalinowskiemu, pismo to głęboko schować.
Młody pan Odrowąż o posłuchanie prosi. Niech wejdzie.
Dokument ten Idland Bacha teraz wielką wartość przedstawia.
Wasza miłość.
Paweł Odrowąż.
Syn wielce oddanego mi przyjaciela.
Pamiętam.
Pamiętam twojego ojca, chłopcze.
Wasza wielmocność.
Stań, chłopcze.
Jutro audycja u króla.
Pójdziesz z nami.
Sam królowi twoją boleść przedłożę.
Jutro? Lepszego protektora mieć nie możesz.
Słyszałem, że Margrabia Ansbach list do elektora z prośbą o łaskawienie twojego
ojca wysłał.
Mój ojciec lochu nie przetrzyma.
Razem z nim wtrąceni zostali bracia Remowscy, Geziusz, Redke.
Wszyscy wasz mość, pułkownika, przyjaciele.
Oni liczą na nas. Nie możemy ich zawieść.
Cóż, Hasan, myślisz, że my tu w stolicy z zalożonymi rękami czekamy? O sobie
myśląc tylko.
Wybacz wasza wielmożność, ale żal zmysły miesza.
A gdybym ja sam stawił się u margrabiego Ansbacha?
Ojciec mówił, że to człowiek mądry.
Każda droga dobra, która do celu wjedzie.
Wiedź, chłopcze.
Powiedz, że ja cię przysyłam.
Dziękuję waszej miłości.
Gorąca głowa.
Ale rozumiem, że serce pęka.
Gdyby mógł coś dla nich uczynić, to i sumienie byłoby spokojniejsze.
Uspokój własność sumienie, bo tu rozdwaga, a nie porywczość potrzebna.
Rozmawialiś, mać pan, z delegatami? Przed południem stanę u nich w
Wtedy prosi własność na te ze starościanką
zarencyny.
Droga wolna.
Sierwo. Od samej Warszawy za mną jechał.
Czekam tutaj do rana. Ruszaj.
Tak jest.
Runga Schmidt, za mną.
A wy, ukryć trupa, konia przyprowadzić.
Jazda.
Mówią, żeś mu kark skręcił.
Nie może to być.
Nie może to być. Wrzucono go do wieży i tam skonał.
Pewnikiem za dużo wiedział.
Ja tak sądzę.
A ten drugi?
Czy głupi, nic nie powie.
Obeżysta też nic nie powie.
Może. To dlaczegoś wasz moś kapitanie z wieży go wypuścił.
Wyślij dwóch na Grodzką.
Ale nie samego.
Mój strażnik oka z niego nie spuszcza.
Dosiadał konia, jakby nie boberża, a na wojaczce lata spędził.
No, u nas był taki jeden karcerz, to lepiej w kulbacie się trzymał niż niej
jeden drago. Cicho, Magda, jak na pannę Magdę napadli, to wiedział, był.
I o fałszywych listach do pana pułkownika też wiedział. A teraz te
coś mi tu elektorskim ściarnem cuchnie.
Wróćcie.
Czarny pomóz? Tutaj?
To poczta elektora do jego rezydenta w Warszawie.
Nie troszcz się, mości wachmistrzu.
Powiedz mości pułkownikowi, że oberżysty dobrze pilnujemy.
Chciałbym ci z serca pomóc, młodzieńcze.
Sam mam ojca, którego kocham nad życie.
Pojmuję twą boleść.
Kawa, cóż to za wspaniały napój.
Jeszcze prawie nieznany w Europie.
Mój bankier z Niderlandów przysłał mi ją w podarunku.
Orzeźwiam.
Pobudza do życia.
Spróbuj młodzieńcze.
Ojciec jest ciężko chory.
A i wiek sędziwy i trudy wojenne sprawiły... Spróbuj młodzieńcze.
I trudy wojenne sprawiły, że może Chryste uchowaj. Tej męki nie wytrzyma.
Wasza miłość mnie nie słucha.
Wybacz mi, chłopcze.
No cóż, czekam.
Czekam na pocztę od elektora, w której spodziewam się otrzymać odpowiedź na
pismo w sprawie twojego ojca.
Ufam, że wysłucha mojej prośby.
Hetman Sobieski przyszedł mi wyjednać widzenie u króla.
Jeszcze będąc w Lesku, wszędzie kołatałem, ale Holstein, wielcy był na
ojca zawzięty.
Eryk von Holstein nie żyje.
Książę Elektor do dziś śmierć jego opłakuje.
Pułkownik Dowgird wiele twemu ojcu zawdzięcza.
Tak, wasza miłość.
Bądź dobrej myśli, chłopcze.
Poczta z Królewca, wasza miłość.
Zaczekaj chwilę.
Jesteś młodzieńcze synem chorążego Odrowąża.
Tak, panie.
Rozumiem. Czy coś się stało?
Margrabia list od księcia elektora utrzymał. Ojciec żyje.
Żyje. A miły Bóg, wasza miłość, chce wiedzieć prawdę. Co z moim ojcem?
Książę elektor.
Wstrzymał egzekucję.
Boku niech będą dzięki.
Ale pod jednym warunkiem. Czego żąda?
Życie twojego ojca w rękach pułkownika Dowgirda spoczywa.
Czy potrafisz dokować tajemnicy?
Tak.
W zamian za życie twojego ojca...
Książę Elektor żąda zwrotu pewnych dokumentów, które teraz znajdują się w
posiadaniu pułkownika Dowgisba.
Zrozum, chłopcze.
Książę Elektor żąda tylko swej własności.
Do ręki pułkownikowi ten Otto Lee.
Jego mość pułkownik dowdził tu siebie?
Nie, wasza miłość, u delegatów.
Ojciec żyje i może być wolny.
Bogu niech będą dzięki.
Wybaczcie wasze mości.
Muszę z panem pułkownikiem na osobności rozmawiać.
Zaczekaj w mojej izbie.
Wierzmy, że król jutro nas wysłucha.
A dzisiaj spotkacie na obiedzie przyjaciół, których głos w
jeszcze się liczy.
Ufajmy, że pomogą naszej i Prus w prawie.
Bywajcie, wasz mościowie.
Oby ta wieść o imć panu Odrowążu dobrym znakiem dla naszej sprawy była.
Daj to, panie Bogu.
Panie pułkowniku, Mark Grabia prosił, żebym powiedział, że... Mów.
Że życie mojego ojca w waszej miłości rękach spoczywa.
Polecił, żebym to pismo doręczył.
Wasza miłość jest nadzieję?
Mark Grabia serdecznie ze mną rozmawiał. To człowiek szlachetny, chce pomóc,
przyrzekł.
Jedź z delegatami do Hoffmana.
Tam się spotkamy.
A jak gospodarz Bogu się poklonił i pozwoleństwo niebios dostał, to jeszcze
siedem dni ucztowali. Tylko potem ciężko na konia wsiąść.
Zdurawaś zgadasz. Z krużganka na konia skakali.
Jedno kobyla jęknie i pod ciężarem się ugnie. A jedzie cię kolanami, ścisnie i
do sąsiada na druga uczta galopem leci.
Koniec świata. Jej mość dobrodziejka mojego pułkownika nie widziała? A cóż to
ja, ślubowała twojemu pułkownikowi? Netu się zjawi ten twój pułkownik. To ja
idę, wybaczcie.
Nigdzie właśnie idziesz.
Nie dość, żeś mi Magda cały ranek zajmował, to jeszcze sam od roboty
wymigać. Siła gości na obiedzie, a rąk do pracy mało.
Wadź panna do panienki, bo czeka.
A wadź i bądź panu Kalinowskiemu pomożesz.
Koniec świata.
Napije się pan wina?
Przyniosłem dokument, o którym pan pisał, Margravio.
Wiem. Czym panowie zaręczą, że po zwróceniu dokumentu chorąże Odrowąż
i jego towarzysze wyjdą na wolność?
Pan stawia warunki?
Podobnie jak pan, Mark Grabio.
Ja warunek spełniłem.
Stawiłem się tu osobiście. To był jedyny warunek.
Nie rozumiem.
Eryk von Holstein, którego pan zabił, chciałby na pewno być
teraz tutaj i tutaj rozmawiać z panem.
Pani pochlebia, Mark Grabio.
A ja pragnąłbym nadal pana podziwiać.
Ale Bóg mi świadkiem nie mógł.
Skończmy tę rozmowę.
Warunek spełniłem.
Słucham teraz, co pan mi za to ofiaruje.
Pan jest nieodrodnym synem swojej ojczyzny.
W służbie elektorskiej niczego pan się nie nauczył.
Polak gotów jest wszystko rzucić dla ratowania przyjaciela, który być może
żyje?
Któryś to inny naród ma tyle fantazji?
Mój warunek jest taki.
Zwrócę dokument chwilą, kiedy chorąży Odrowąż i jego towarzysze znajdą się w
Warszawie. Ręczy pan to słowem szlacheckim?
Szlacheckim i oficerskim.
A dlaczegoż pan nie daje wiary mojemu słowu?
Tego właśnie nauczyłem się w elektorskiej służbie.
Chciałbym pana pułkowniku przekonać, że dotrzymuję
słowa.
Bóg da, że będę miał ku temu okazję.
Dałem słowo księciu elektorowi, Fryderykowi Wilhelmowi, że stanie pan
żywy przed jego majestatem.
Daleka droga.
Powóz przygotowany.
Przewidziałem to.
Takwa jest pusta.
Tajne pismo u Hetmana.
I ja to przewidziałem.
Nie pisma, chcemy tylko ciebie.
Hetman Sobieski i jego królewskie mości to pismo o karze?
I public mnie ogłosi.
Wtedy będziesz już daleko.
Brać go.
Zaszczyt to dla nas być goszczonymi w tak świetnym domu.
Miło mi ich, mościu, powitać. Przyjmij, pani, ten skromny dar naszej pruskiej
ziemi.
Cóż to za cud?
Przypień. Wybacz, jej mość, pani.
Właściwa, mistrzu, każ zawalać Magdę. Gdzie mój pułkownik?
Ostatnio z imciodrowążem rozmawiał. Cóż to, waść, ogluchlesz?
Gdzie pułkownik? Jeszcze go nie ma. Jak to nie ma?
List od Margravie 'ego Ansbacha. Jaki list? W sprawie mojego ojca z rezydencji
przyniosłem.
List. Kazał tu przyjechać.
Żyje wasza dostojność, tylko nieprzytomny. Wasze szczęście.
Związać go.
Skrymaj konia!
Idzie pułkownik. Dobra.
Nie, wychodź.
Sam? Sam. Najsam pierw z młodym paniczem gadali, a potem poszli do waszej
komnaty. Gdzie?
Do waszej komnaty, panie.
Pana pułkownika!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.