Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Pułkownik Dowgird, polski szlachcic w służbie elektora, oburzony terrorem,
sieje w Prusach Książęcych, namiestnik von Holstein wypowiada służbę i ucieka.
Chce dotrzeć do Warszawy, aby tam powiadomić króla polskiego, jak łamane
Prusach prawo.
Omijając po drodze liczne zasadzki, uciekinierzy docierają do granicznego
jeziora, ale pogoń jest tuż za nim.
Udaje się im wprawdzie wskoczyć do łodzi i odbić od brzegu, ale pułkownik
zostaje ciężko ranny.
Tymczasem namiestnik von Holstein wyprawia do Warszawy elektorskiego
Rödego z tajnymi dokumentami.
Wraz z von Rödem decyduje się jechać Markrabia -Ansbach.
Knotę sądzi, że zabił Dovgirda i radośnie komunikuje o tym von
Ale Dovgird nie zginął.
Magda z Kacprem dowożą go nieprzytomnego do leśnego obozu Kurpiów.
Stary znachor wyjmuje mu rajtarską kulę i ranny pułkownik zaczyna dochodzić do
zdrowia.
Tymczasem Kacper, aby zdobyć konie do dalszej ucieczki, napada elektorskich
wysłańców, a przy tej okazji wpada mu w ręce tajemnicza czarna sakwa, własność
Redego.
Dovgird już zdrów, a między Magdą i Kacperem zawiązuje się nic sympatii.
Na zdobycznych koniach ruszają dalej i na szlaku ratują przed napadem opryszków
podróżną karetę, w której, jak się okazuje, jedzie panna Anna Ostrowska,
ulubienica Hetmana Sobieskiego wraz ze swą ciotką.
Dovgird, urzeczony urodą panny Anny, zakochuje się od pierwszego wejrzenia.
A tymczasem von Holstein dowiaduje się o utracie czarnej sakwy.
Pomóżcie. Żegnam wielmożne, pań.
Proszę przekazać ode mnie, panu Hetmanowi, wyrazy najwyższego szacunku.
Będzie nam ogromnie miło powitać wasz most w palacu.
Z wielką chęcią skorzystam z tego zaproszenia.
Żegnam pana, pułkowniku.
Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
Gdzie pan na kwaterze staje?
W oberży pod Jelenem.
Ma pan we mnie oddanego przyjaciela.
Za napad na lektorską pocztę sam Dobgirt odpowie.
Złożę skargę? Do króla!
Za jednym zamachem odzyskamy tajne pismo i pozbędziemy się Dowgierda.
Niechże pan usiądzie.
Nie mogę.
Kurier elektorski na terenach Rzeczypospolitej został znieważony.
W czasie sejmu taki rabunek gardłem jest karany.
A dlaczego pan poznawszy tego zbója nie powiedziałeś o tym Dowgierdowi?
Ten łot rozsiekałby nam głowy, zanim bym słowo wyrzekł.
Czy pan zdaje sobie z tego sprawę, co oznacza?
Utrata tego dokumentu.
Wniesienie skargi do Rady Królewskiej nadać może całej sprawie niepotrzebny
rozgłos.
Jaka jest treść pisma?
Wiem tylko, że powinno zawierać nazwiska magnatów, na których jego lektorska
mość może liczyć.
Wielce sprzyja szczęście Dowgirdowi.
Znać nazwiska magnatów, którzy za...
naszą sprawą głosować mają, to połowa zwycięstwa. Gratuluję.
Ale... nie ma pewności, że... że
Dobgir znalazł to pismo.
Wina!
Magada... Żebyś własność wiedział, jakie ona ma oczy.
Jakbyś własność spojrzał w te oczy, to tak, jak gdybyś w najgłębszą... Studnię.
Co? Studnię. Bo w osowie pod sieradzem jest
najgłębsza studnia w całej okolicy.
Niech takich studni nie ma. A u mnie jest.
Co masz tam?
Jest studnia taka.
głęboka, najgłębsza, że żaden z sąsiadów takiej nie ma.
Najgłębsza. Sześciu Szwedów utopiłem. Co mówię?
Dwunastu!
Panienko, to ja.
Wyjdźcie po swojego wojaka, bo rychło gęśli będzie, a oni tam pijani na dole.
Idę, idę!
Tęcina.
Kasper, co to za burdy? Oj, Magdę napadli.
Wynoście się stąd, wieprze zapite!
Nie chcę mieć na karku marszałkowskiej straży!
Przepraszam waszą wielmożność.
Popili się jak świnie. No!
Kasper, co to za sakwa? Z poczty elektorskiej.
Co?
A co, pan bułkownik miał do Warszawy na piechotę iść? No!
Zostaję już w gospodzie.
Mniej oko na wszystko, nie za długo wrócę. Panie pułkowniku... To rozkaz,
Kacper. Ale jakże to pan pułkownik w pojedynkę jeździć będzie?
To ci już się pokazało, że jej tutaj pilnować się trzeba. Przecież to dzień i
stolica.
Magdy pilnuj.
Rozkaz, panie pułkowniku.
Chodź! Chodź!
Nawet jeśli ci pułkownik kazał, sam powinieneś wiedzieć, co masz czynić.
Rozkaz, rozkaz! Cicho!
Bo mi tym gadaniem dziurę wełmię wywiercisz. A, bez wielkiej szkody, bo i
pewnie puste.
Cóż to za wachmistrz swego pułkownika zostawia, a sam baby pilnuje.
Żebym nie uciekła, co? No dobrze już!
Dobrze.
Jadę.
W razie czego ludzi zalarmujesz. Dobrze, dobrze, nie gadam, idź.
Uważaj!
Trzymaj!
Wszystko, jak mi Bóg miły. Już go miałem w rękach i wyślizgnął mi się. Ale sakwa
jest.
Dziękuję waszmościom.
Trzosowski.
Herbupomuk. A to mój bruch i przyjaciel.
Włazowski.
Pułkownik Krzysztof Dogirt.
Herbutopór.
A to mój wachmic i przyjaciel.
Imć. Kacper Pich.
Wasz mość widzę poturbowany. Cóż to się stało?
Ech, jak o wyś.
Łoczykowie nas napadli i w zamieszaniu sakrę porwali. W czas tej mu pełno tego
hultajnictwa. Prosimy wasz mościów do kompanii. Prosimy.
Dziękuję. Dziękuję.
Radzimy wasz mościom za to trofeum z duszy podziękować.
Kasper, każ podać miodu.
Najprzedniejszego. Za pozwoleniem, wasz mościu.
My tu gospodarze.
Miodu.
I wina.
Wciąż jeszcze w ładnym oczom uwierzyć nie mogę. Wasza miłość.
Ja też nie mogę mu wierzyć, ale to prawda.
Infamity.
Ufie duszę.
Kalinosiu, imż pan pułkownik znowu z nami służyć będzie, przygotuj mu zaraz
patent. Pułkownik Dowgird.
Koniec świata. Miło mi, że widzę wasi w zdrowiu.
I dla mnie to radość wielka.
No, no, no, Kalinosiu, pośpieszaj.
Przecież już idę, wasza miłości.
Idę. Koniec świata.
Więc mówisz, wać pan, że to pieczęć księcia elektora? Osobista, wasza
Holsztajn taki używać nie ma prawa.
Wtedy to pismo wprost od elektora do Ledwka dotarło.
Bargrabia Ansbach?
Wszystko na to wskazuje.
Ale proponuję, że treść pisma jemu nawet wiadoma nie jest.
Czy on, że elektor, bałby się przedwcześnie ujawniać nazwiska
na Sejmie, zanim za jego złoto głosować będą, nie ufa nikomu.
Woli dopiero tu, w Warszawie, z nimi rozmowy nawiązać.
Tak, tak, mości pułkowniku, ani rezydent elektora.
ani Reda, ani Ansbach.
Nikt prócz nas nie zna nazwisk magnatów, którzy miasto i czyźnie sławy
przytwarzać zdrajcami się okazali. Bogu niech będą dzięki, że skromna ich
liczba.
Kraj, który tak się wykrwawiał, nade wszystko potrzebuje jedności.
Żal.
że są jeszcze tacy, którzy prywaty nad miłość ojczyzny przekładają.
A miłościwy nam parujący Michalku Rybut
słaby to człowiek.
Dobrze wie o tym Kurwist.
Celnie uderza.
W ości, pułkowniku.
Teraz nie wolno o tym nikomu ani słowa.
Tylko my wiemy, kto za Kurfürstem stoi. I to jest naszą broń.
Jak to, wasza miłość, więc mamy czekać?
Bezczynnie?
Mówić wszędzie?
O poczynaniach księcia elektora w Prusie?
Nie tylko można, ale należy.
Wasza miłość, konia na śmierć zgoniłem, ale sto polskich złotych w zakładzie
wygrałem. Szło o to, kto pierwszy z kompanii do Warszawy dojedzie.
A polowanie?
Przyjadą, obaczę wasza miłość.
Obaczę, obaczę.
Poznajcie się, wasz mościowie.
Kuzyn Anny, imć pan Andrzej Tarłowski, starości z Berdyczowskiej, imć pan
pułkownik... Krzysztof Dowgiet.
Andrzej. Aniu.
Cudownie wyglądasz, kuzynko.
Czemuż jestem twoim bratem? Puść się, ołatan, bo udusisz. Panu Krzysztofowi
podziękuj, że mnie widzisz cało.
Pan Krzysztof? Wczoraj życie mi uratował.
Mam pokorną prośbę do waszej miłości.
Cóż tam znowu?
Wachmistrz pana Krzysztofa przywiódł tu pannę domaracką.
która im tak dzielnie w ucieczce dopomogła. Przez to teraz do domu wrócić
nie może.
Mogłaby ona przy mnie w pałacu ostać?
Ja bardzo proszę.
Mówił mi już im spółkownikować panny bitewnych przewagach.
A chcesz tu z nami zostać?
Jeśli waszej wielmożności paniemce nie zawadzę, to... Objeżdżę ją sobie.
Pięknie dziękujemy waszej miłości.
Dzieci, bo przeszkadzamy w ważnych dyskursach. Pana pułkownika potem do nas
pokoje prosimy.
A po południu przejażdżka.
Nie odmówi mi pan chyba swego towarzystwa.
Pani, szczęśliwy będę.
A nie chodzi, że już.
Porywczy.
Młody, ale...
Złote serce.
Zadrosny.
Annę kocha ponad wszystko.
Jedyną siostrę tatarzy mu uwili.
Cóż tam, Kalinosiu, patent gotowy?
Przygotowane, wasze miłości.
A to imię pan Kacper Pilch.
Właśności, pułkownika, wasz mistrz. Toć poznaję.
Pod podhajcami dzielnie stawałeś.
Zasłużyłeś sobie na wierze, żeś posła elektorskiego napadł.
Ale żeś cenne pismo wychadł, wtedy przy swoim pułkowniku z nami służyć będziesz.
Dziękuję, wasza miłość.
Z całego serca dziękuję.
Winien pan być zadowolony, Margravio, z audiencji.
Król był dla pana wielce łaskaw.
Książę elektor w każdej potrzebie u boku jego królewskiej mości stanie.
Wasza wielmożność.
Jego eminencja ksiądz biskup kijowski byłby rad gościć dzisiaj waszą
na obiedzie.
Proszę przekazać jego eminencji moje gorące podziękowanie za tak wielki
zaszczyt.
Gratuluję, Margravio.
Lepszego sprzymierzeńca nie mógłbym znaleźć.
Uciśnijcie się, bracia szlachto!
Tyho! Infant budownik Krzysztof Dowgier,
hetmana sowieckiego, żołnierz z Prus Książęcych do
stolicy przybył. Hurra!
Pozwólcie na tym własnościowie, że nasz brat z ziem północnych przemawiać
będzie. Niech mówi!
Ima! Który to?
Ima! Cisza! Niech mówi!
Cisza!
Panowie bracia.
Salus Republicae Suprema Lex.
Nikt, kto umiłowanie ojczyzny ponad wszystko przekłada, nie dopuści, żeby
ziemię nasze bezkarnie uciskał.
Tam, w Prusach Książęcych, wierny Rzeczypospolitej lud ufnie ku
koronie oczy obraca, wierząc, że jego królewska mość, Michał Korybut
Wiśniowiecki, Za swobodami ziętych, tyranibus przez elektora pogwałconych.
się, jako że wszyscy, panowie bracia, sąśmy jednej matki, synowie.
Wszyscy
stany
czekają tej chwili, kiedy Rzeczpospolita...
Wyciągnie karzącą rękę, aby jeszcze raz złamać przemoc i pychę.
Od was, panowie bracia, zależy teraz.
Czy Sejm odda ziemię nasze elektorowi, aby tam przemoc swą zaprowadzał?
Czy też Sejm ten upomni się od swoich braci?
Polska i prusy książęce to jedno!
Wolności szlacheckich mębiciel! Trajka!
Trajka! Trajk Holsteinem!
Weto!
Weto! Weto!
Weto!
Pan pułkownik w Lecku w kajdany był zakuty.
Ano byłem.
I uciekł? Czy z... Wszystkie drogi, trakty obstawione elektorskimi
rajtarami, a pan pułkownik cały z dróg do stolicy na
Sejm zjechał. Tarku, bez szkody, że z pospolitej ukręcę.
Mój bakmistrz całą drogę ze mną przebył, świadczyć może.
Sługa, nic szlachcicowi po jego słowie. Sługa, lecz szlachcic, gęby sobie mną
nie wycieraj. A mnie się widzi, że imś pan pułkownik.
Oczernia elektora po to, aby szlachtę między sobą skłócić i udzić. A
kto panu pułkownikowi za to płaci? Nie masz się. Wczas tej mu kaptur za
pojedynek na gardle karze.
Tu?
Czy za mory wyjdziemy?
Tu? Na pistolety.
Schowajcie szablę!
A gorące słowa na obrady sejmu zostawcie!
Drugi, to już raz zawdzięczam panu ocalenie.
Przyrzekam, że dług ten spłacę.
Przyrzekam.
Miło mi gościć pana, Margrabio, pod tym skromnym dachem, tym bardziej, że
miodościwie nam panujący król, Michał Chorybut, nie wroga, a przyjaciela w
księciu, Fryderyku Wilhelmie, upatruje.
Wspólnotę chrześcijańską, księże elektor, wynosi ponad wszystko.
Kadał mi króla i sejm zapewnić, że prusy księżęce...
W każdej potrzebie obok Rzeczypospolitej stanie.
Bogu niech będą dzięki.
Panu Zobiskiemu, nie wstrzymaj to przyrzeczenie.
Tak, sojusznika w panu Hetmanie nie znajdziesz, Margrawio.
Wielki to Ludwika XIV zwalennik. I nie po jego myśli elekcja wypadła.
Prawdę mówiąc, wszystkich nas na podu elekcyjnym ksiądz biskup Olszowski
podkanclerzy koronny zaskoczył.
pospólstwo herbowe takie larum za korybutem wiśniowieckim podniosło, że aż
prymas Prażmowski, ponoć chory, cudem wyzdrowiał.
Podwole zjechał, te deum ze złości fałszywie intonują.
Fałszywie? Widać, Bóg tak chciał, aby Piast królem
został. Wciąż, że elektor z ukontentowaniem przyjął wybór, księcia
Wiśniowieckiego na króla Polski.
Sprawa Prus Książęcych jest już zamknięta.
Ziemię te księciu elektorowie w Welawie oddane przy nim zostaną. W samym
traktacie potwierdzi to już tylko formalność, pod którą my obiema rękami
podpiszemy.
Nie śmiałem dziś u miłościwego pana mówić w pewnej sprawie.
Wśród przyjaciół jesteś, Margrabio.
W czym to pomóc ci trzeba?
Dziękuję.
Książę elektor chcę prosić króla o ekstradycję jednego ze swoich
oddanych.
Ruchaj, durniu!
Cóż chować, pan?
Przestraszyłeś się?
Można to było życiem przypłacić.
Wybacz, bać panna.
Co ty tu robisz?
Daruję, pan pułkownik, ale jakże mnie było w gospodzie usiedzieć. Magda
nie daje.
Pomyślałem sobie, że tak cichcem z tyłu to ich przeszkadzać nie będę, a w razie
czego przydać się, mówi.
Kacper, mówiłem ci.
Stary pan Dowgierd też często mówił pilnuj, Kacper, młodego pana jak oka w
głowie. Kacper.
Chudopachołek jesteś, mówił, aleś szlachcic i bądź mu bardziej
sługą. Kacper.
Pan wachmistrz jeno z poczciwości serca za nami pojechał.
Prawda, panie Krzysztofie? Bóg zapłać, bać, panie, za dobre słowo.
A pamięta pan, pułkownik, owo wielkie malowidło w sali rycerskiej w Lecku?
Kapitan Stober mówił, że to Diana, czy jakaś inna bogini na wowach odmalowana.
Ach, zieleniowy zazdrościów malasz, gdyby...
Pan Anelę zobaczył.
Widzę, panie wachmistrzu, że nie tylko rękę obrotną macie, ale i dobci przedni
idzie z nią w parze.
Taka napad!
Dobra ta kula!
To z obrad sejmu?
Garno mi nie zapłacić! Nie może to być!
Aby warchą szczęśliwie wolności zażywał!
Wielka to w osobie margrabiego zniewaga.
księcia elektora.
Pozwólcie, mości panowie, aby główna persona tego dramatu powiedziała, jakiej
satysfakcji żąda.
Żadnej.
Wiele mnie, księże biskupie.
Także to, Margrabio.
Pułkownik Dowgierd wraz z pospólstwem na karetę napada życiu twemu grożąc. A
masz, masz też go wolny widzieć? Nie mnie sądzić pułkownika i jego czyny.
Gorącą jego krew już w Lecku poznałem, kiedy po bronie Jana Stolpeckiego
O, siła ludzi nam wtedy ubił, za co w wieży zamknięty został.
Książę elektor, wycoce dawne jego zasługi ceniąc, chciał ten postępek w
niepamięć puścić.
Jednakże pułkownik, nie bacząc na nic, umknął z Prus i pod rozkazy Hetmana
Sobieskiego się stał.
Nie przyszedł, czy godnego protektora znalazł.
który nie tylko powagą rzędu go chroni, ale także chętnie posług przeciw księdzu
elektorowi daje.
Chetwan Wielki Koronny teraz na polowaniu bawi, a pod jego nieobecność
urząd stolicy marszałek nadworny sprawuje.
Winien rzecz rozpatrzeć i winnego uklarać.
Zatrzymać szlachcica?
To godzi wolność naszą.
Larum się podniesie.
Szlachta burzyć się zacznie, że przywileje lamiemy. Nie zatrzymać, mości
panowie. Nie zatrzymać.
Przychylić się tylko do suplikacji księdza elektora, który miłościwie nam
panującego króla o wydanie swego poddanego prosi.
Książę elektor chcę zbłąkanego żołnierza znów w swe szeregi przyjąć.
Pro publico bono.
Waszność, pan pułkownik Krzysztof Dowgird.
Jam jest.
Kapitan Straży Zbigniew Wyszewski.
Mam rozkaz.
Odprowadzić natychmiast waszność pana do baszty marszałkowskiej. Spokój.
Czy to rozkaz pana Hetmana?
Pod nieobecność pana Hetmana pan marszałek nadworny w mieście władzy
Mnie mam mości, pułkowniku. Czy to jakaś tragiczna pomyłka?
Nie trzeba.
Szablę może pan zatrzymać.
Jak pan to już wie, ekscelencjo, Dowgird zmartwychwstał.
I na pewno zna treść tajnego pisma elektora.
Tej nocy jeszcze opuści pan Warszawę, panie Redę.
I złoży pan relację księciu elektorowi ze swojej misji.
Ekscelencjo.
Jeżeli Dovgird znalazł pismo, głową pan za to odpowie.
Zorganizowałem dwa napady na Dovgirda. Dwa napady?
Niestety bezskuteczne.
Dziś widziałem pułkownika.
Dowgierda w towarzystwie damy.
Na konnej przejażdżce.
A może pan nie ma złota na opłacenie ludzi, ale pewnych ludzi, którzy
się uśmiercić Dowgierda.
Musimy działać!
Jak pan tego dokonał, Margrabio? Kiedyś wspomniałem panu, że nie uznaję
przemocy.
Dowgirda osadzono w baszcie marszałkowskiej. Ma być natychmiast
w nasze ręce.
Spotkamy się znowu, panie pułkowniku.
Spotkamy się znowu.
Gdzie jego omość, pan het? Patper, co się stało?
Na polowaniu.
Stepanie.
Ratuj, panienko!
Co się dzieje? Zabrali mego pułkownika. Kto?
Spraść marszałkowska przed gospodą.
Otoczyli. Luby chciał mu kręcić, ale pan pułkownik nie zezwolił.
Zabrali, zabrali mego pułkownika.
Ratuj, panienko, bo tu mój łeb na nic się nie zda.
Kalinosiu, mój złociotki, każz powóz zaprzęgać i jedź do pana marszałka
nadwórnego. Pójdę już, panienko. Pan marszałek nie będzie chciał przyjąć. Do
rana trzeba czekać. Do rana? Tak, to każda chwila droga.
A siłą godzić nie można? Cicha!
No ale... Spokoj mi tu.
Kto imc pułkownika pojmał?
Oficer, straż.
Rozsłysz czarną opaskę na oku.
Tak.
Szabli panu pułkownikowi nie odebrał.
Każda przęgać sama pojadę. Jaśnie pani nie uchodzi. A wolność szlachecka łamać
to uchodzi? Jego mości hetmana nie ma, to głowy podnoszą. Koniec świec. Ja z
panią Dobrodziką pojadę. A ty tam po co?
Każda najlepsze konie zaprzęgać.
Cioteczka, ale czego oni chcą od pana Krzysztofa?
No, już ja się dowiem.
Mój pułkownik jak luzza czysty.
Sam nic nie poradzę. Nic nie poradzę.
Kacper! Kacper!
W ościmach, mistrzu.
Cicha. Wie co robi.
Prowadź mnie do dowódcy. Prędko!
Błażej!
Prędzej!
Błażej!
Ogłuchłeś, Gamoniu?
Co tam?
Nienielmożność do dowódcy!
Prowadź!
Panowie Błazowski i Trzocowski byli tu?
A byli, panie! Byli! A dokąd poszli?
Nie wiem, panie!
Musi wiedzieli, że Hetmana nie ma w Warszawie. Inaczej nie odważyli by się
to. Rozkaz brzmi.
Natychmiast wydać pułkownika Dowgirda w ręce przedstawicieli elektora.
Rozkaz, rozkaz. A któż taki rozkaz wydał, co?
Taki zamach na wolność szlachetka grozi buntem, zerwaniem sejmu. A mości
oficjerze, tu nie o rozkaz idzie, ale o pnowania przeciwko hetmanowi. Wiem to,
ale rozkaz muszę wykonać. A jak się król dowie?
I do króla to dojdzie, ale także i sam diabeł.
Wasza wielmożność wybaczy.
Nie doszuka się prawdy.
Wasz mość widza, głowa nosisz. Nie od parady.
Dziękuję.
Wasze ciny i głowie polecam, aby pułkownik Dowgird dopiero rano był
Rano?
Zawaruj mi właśnie, mości oficerze, że pułkownik do świtu pod twoja
opieka będzie.
Parol oficerski.
No.
Nie ma na co czekać, panienko, na koni do Hetmana.
Gdybym tylko wiedziała, gdzie to sama przez bór przelecę.
A Bóg wie, co Kasper uczyni?
Miłość do pułkownika Rozumu pomiesza i gotów sam na straż królewską uderzyć. A
wtedy i pan Hetman nie pomoże.
Chryste, panie, wczas tej mu taki gwałt.
A gotów tak łama przy płaci.
Och, Magda, cicho. No cicho, Kasper Rozumny głowy nie straci.
Same tu teraz nie poradzi.
Dwa konie kazałam kulbaczyć.
Pojedziesz z Magdą do Hetmana.
Do nóg mu padniesz, żeby jeszcze przed switem w Warszawie stanąć. O Jezu, lecę
stroje przygotować.
Koniec świata.
Każ wasz mość z różnikarni przynieść cztery pistolety nabite.
Koniec świata.
Za stara jestem, bo bym sama na koń wskoczyła.
Pułkownika oskarżył biskup Kijowski i wojewoda Wilenski o zbieważenie posła
elektorskiego. Jeszcze dziś w nocy ma być oddany w ręce pachołków
Sądzić go mają w Królewcu.
Mogą już to uczynić.
Niemc pan Dovgird jest poddanym elektora.
Wszystko przygotowane.
Konie czekają.
Prędzej, pani, to prędzej. Każda minutka droga. Tak, tak, tu czapka, tu bukiet,
tu jest kółko.
Pomogę pani.
W górę, panowie! W górę, panowie! W górę, panowie! W
górę,
panowie!
Nie ma rozkazu.
To jest rozkaz.
Rozkaz wydania więźnia.
Błażej!
Błażej!
Co tam?
Oficera budź!
Kiedy nie ma rozkazu.
Nie ma rozkazu.
To jest rozkaz.
Podskarżę się marszałkowi.
Odpowiecie mi za to.
Błażej!
Błażej!
A co tam znowu?
Oficera trzeba zbudzić!
Pano trza! To budź!
Kiedy rozkazu nie ma?
Nie ma rozkazu.
Co to wam? Panie!
Ekscelencjo.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.