Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Pułkownik Krzysztof Dovgird, polski szlachcic w służbie elektorskiej,
nieprawościami popełnionymi w Prusach Księżęcy przez namiestnika elektora von
Holsteina, wypowiada służbę.
Pojmany przy próbie uwolnienia niewinnie skazanego mieszczanina, ucieka z pomocą
wiernego wachmistrza Kacpra i swojego byłego dowódcy Odrowąża, którego von
Holstein w odwecie wtrąca do więzienia.
Dowgird przedziera się w kierunku polskiej granicy ścigany przez swego
wroga, rodzimistrza dragonów Radziliłowskich Zaremby i kapitana
Knotego.
W starym mu nie dochodzi do pojedynku Dowgirda z Zarembą.
Pułkownik zwycięża i odjeżdża z Kacpem wolno.
Nad granicznym jeziorem spotykają młodą szlachciankę, pannę Magdę Tomaracką,
której dworek rajtarzy zrewidowali w poszukiwaniu uciekiniec.
Z pomocą Magdy ukryci w furze siana przekradają się do klasztoru, gdzie
zatrzymali się również poznani wcześniej wędrowni komedianci.
W klasztorze dogania ich knotę ze swymi rajtarami.
Ale mnisi i komedianci pomagają im zmylić prześladowców.
Dovgird z Kacprem uchodzą wraz z aktorami z klasztoru i docierają do
karczmy. Tam jednak rajtarzy zastawiają pułapkę, w którą wpada Kacper.
Pułkownik Dovgird dla uratowania wiernego towarzysza broni, któremu
grożą śmiercią, chce się poddać.
Ale w sukurs przychodzą im komedianci.
Ojciec aktorki.
Warszmościowie, wojsko tu jedzie, za mną, poprowadzę. Panie pułkowniku, do
Ojce, byłeś wspaniały.
Ba, pani, nigdy cię nie zapomnę.
Jawać pana.
Waszmościowie, prędzej, prędzej!
Najlepsze, panie pułkowniku, jakie znalazłem.
Wszystkiego najlepszego!
Pięciu pobitych. Ten tylko żyw, ale pijany jak świnia. Panowie, ja też
elektorowi służę. Ja nie chciałem zaś koni.
Siłą mnie spoili.
Gdzie granica?
Za latem jak jezioro. Ja poprowadzę.
Dajcie go na konia.
Tylko uważajcie, żeby nie spał.
Kapitanie, nie da rady.
Pijane bydle. Ja znam okolicę, poprowadzę.
Na koń!
Dziadku! Błodzi nam trzeba!
Weźcie!
Wiosła!
Taszu!
Niech wam Pan Bóg wynagrodzi!
Uwiski!
Dziękuje za pan panie Rakicu!
Hal! Trzymaj konia!
Wciąż elektor nakazuje, aby wraz ze mną udał się do Warszawy.
Marzabia Ansbach.
Rozumiem. Wiozę tajne dokumenty, które dopiero w Warszawie rezydent elektora,
pan Hoberbeck, ujawnić może.
Za bezpieczeństwo. Pan odpowiada, Efterencjo.
Rozkazałem najlepszych rajtarów do eskorty przydzielić.
Książę elektor jest zaniepokojony wypadkami, jakie miały miejsce w Lecku i
wyjaśnień.
Dopóki Dowgirda księciu elektorowi do nóg nie rzucę, nie będę...
Efterencjo! Efterencjo!
A, knote.
Masz go?
Dowgird nie żyje.
Tam go ubiłem, a ja go żywym chciałem mieć, rozumiesz?
Żywym! Obyś słów tych, ekscelencjo, w złą godzinę nie wypowiedział.
Hmm.
... ... ... ...
Pić będzie chciał.
Koń im trzeba.
Pozwolicie?
Bóg nas rozgrzeszy.
Ona z nimi też pojedzie.
Nie cierpię tego kraju.
Nie ma w nim żadnego porządku.
Każdy jest tu panem.
Mówią o sobie szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie.
Pyszni, zadupani.
Zabij.
O polityce tylko przy miodzie rozprawiać umieją.
A jednomyślności wśród nich nie ma nigdy.
Król szwedzki Karol Gustaw w tenże sam sposób Polaków widział.
I środę się zawiódł.
Niepojęty.
Cały kraj podbił.
Króla wypędził?
Polskę z mapy Europy wymazał.
A ten przeklęty naród nie padł przed nim na kolana.
Nie pojęte.
A może pismo, jakie ważność wiedziesz, uczyni wiele więcej niż
najpotężniejsza nawet armia.
Wychodź! Wychodź!
Ty też!
No!
Wyprzęgaj! Cicho!
Cicho! Czego chcecie ludzie?
Koni! To rabunek!
Wyprzęgaj!
Jutro w Warszawie stanąć musimy!
Tyk tam na was nie czeka.
Jednego konia ostawić!
Zostawcie konia na tym karetę.
Z dwóch stron jedziecie. Siadaj.
Żegnam! No!
Chodź!
Wszyscy!
To by Bóg, aby lepszy.
Zawsze będą nas oczekali.
Śpij i śpij.
Sam zdrowie wraca.
A ich wciąż nie ma.
Nieraz długo. Na pocztę elektorską przyjdzie czekać.
Wyjdę im naprzeciw.
Bacz pilnie na drzewa.
Podgięta kora.
Drogę wskaże.
Panie pułkowniku.
Dzień.
U przyjaciół.
Siadajcie, panie.
Co ze mną było?
Dwa dni, wasz mość, bez czucia leżałeś.
Matwij wasz mości rajterską kulę z ramienia wyłuskał.
Mogłam zapłać.
Słabym bardzo.
I godny.
A gdzie Kasper?
Żyw?
Żyw, żyw.
Jedno gdzieś w las poszedł.
Wnet go odnajdę.
Nie trzeba nikomu gadać, że to elektorskie kobyły.
Zrozumiano?
Cóż to za paradny pojazd?
Dla pułkownika.
Jak nowy. A co, pułkownik jako berwaniec w stolicy ma wstanąć?
Złote ręce igłę trzymały.
Szwedów siła nagniętliśmy po lasach, a i w Rondenburczyk kurpił się boi.
Naszemu królowi.
Michałowi Korybutowi pokońcie się od nas.
Powiedzcie, że póki kurpie w puszczy siedzą, wróg tu nie przyjdzie.
Dziękujemy wam z serca.
Za pomoc.
I gościnę.
Prowadź ich krajem puszczy.
Najbliższą drogą.
Bywajcie.
Wzałtrze przyjaciół znajdziecie.
Bywajcie.
KONIEC!
Za tym brodem trakt do Warszawy.
Bywajcie!
Przyda się w drodze.
Dziękuję!
Bywajcie, jedźcie z Bogiem!
Podglądałeś?
Puść mu po gryzie!
Ożenię się z tobą.
Czekaj! Kasper, za mną!
Masz panna?
Zostań tutaj!
Nie wiem, kim wasz mąż w stanie jesteś, ale wdzięczność ci winnam, że się nas
obronił.
Bądź pan ranny.
Chryste, jaka piękna.
Cioteczko, cioteczko.
Dziękuję.
Już myślałam, że cię usieczę. Magda, ale co ty, Magda? Co ja bym z ciebie
zrobiła? Magda!
Magda!
To ty... Cichaj!
Nie masz.
Bierz to.
Co?
Co tam dla ciebie?
Magda!
Kasper!
Gdzie jestem?
Bogu niech będą dzięki.
Myślałam, że mać pan ciężko ranny.
Niedawno temu ranny zostałem, osłabłem. Wybaczcie, wielmorne panie.
Wielmie wasz mość stawałeś.
Mój krewny, wielki hetman koronny, pan Sobieski, na pewno zechce wynagrodzić z
jego odwaga. Jego mość hetman?
Pod Podhajcami z nim byłem. Wielki to wódz.
Łatwo być wroga, kiedy ma się takich żołnierzy.
Pozwolą panie.
Ekspułkownik rajtarki, Krzysztof Dogirt.
Agata Astrowska. A to moja bratanica, panna Anna
Astrowska. Córka świętej pamięci Stanisława, stolnika sandomierskiego,
warką od szwedzkiej kuli padł.
Ulubienica. I oczko w głowie, Hetwana.
Co też cioteczka opowie.
Ale dlaczego to waćman powiedziałeś ekspułkowi? Właśnie. Elektorowi za
podziękowałem.
A to zabawne, bo drogę do stolicy odbywa z nami Margrabia Ansbach i pan
Fonrydek, którzy w startu z bandytami konie stracili.
Przynieśli tutaj wadź pana i... Myśmy siły nie miały.
Magda, jedź do pułkownika.
Do powozu.
Za jedno słowo, łeb rozwalę.
Głowy postradam, ale... Kasper!
Tak jest!
Panie pułkowniku, szabla.
Pozwolą panie, mój wachmistrz i przyjaciel imć Kasper Pilk.
A to pana Magda Domaracka.
Poznaliśmy już tę dzielną pannę.
Panowie pozwolą? Nasz wybawca, pułkownik Krzysztof Dobgiercz, Margrabia Ansbach.
Pani, znamy się już od dawna.
Cieszę się bardzo, że widzę pana zdrowym i całym. Tak, ale... Pan von Rydde.
Obaj panowie dzielnie przed napaścią z Bujewską się bronili. Pan von Rydde
własna ręka trzech oprysków położył.
Cudowny to kraj, Polska.
Miło nam to usłyszeć.
Podczas jednej podróży można być przez Polaków napadniętym, a potem
A potem ciż sami Polacy ratują nam życie.
Takiej fantazji można pozazdrościć. Ci sami? No,
myślę o narodzie, który mając tak gorącą krew do wielkich
czynów jest pochołany.
Na wieczór mieliśmy stanąć w Warszawie. Hetman będzie sionek po koniu. Kacper,
konie!
Jak nie panie pozwolą, że mój pułkownik w karecie pojedzie, siły oszczędzać
mógł. Kacper!
Rozkaz, panie pułkowniku, ale pan ponoredy i na koniu do Warszawy
Ma pan teraz piękną okazję, aby poznać tę ziemię i tych ludzi.
Tak, ale... Mężczyzna na koniu, blisko sercu każdej kobiety. No, to w drogach.
Proszę, do konia.
Sprzedaj mi tę sakrę. Nie sprzedam! Złotem zapłacę. Nie sprzedam! Do konia!
Już!
Wsiadaj!
Jednego konia zostawili.
Powiadasz wachmistrz Dowgirda?
Tak, ekscelencjo.
Na własne oczy widziałeś, jak czarną sakwę zabrał.
Tak, ekscelencjo.
A pan ponrede?
Chciał złotem płacić.
Bodajby się nie urodził.
Wynoś się!
Glotar!
Każ niech do czarnej karety najlepsze konie zaprzęgają. Czterech rajtarów
gotowych do drogi niech czeka. Wyjeżdżam do Warszawy. Tak jest, Echcelencio.
Goniec z listem do księcia elektora pojedzie.
Przyślij go zaraz.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.