All language subtitles for Czarne chmury odc 4 Przeprawa

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Łukownik Krzysztof Togirt, nie mogąc pogodzić się z terrorem, jaki sieje w

pusach książęcych elektorski namiestnik von Holstein, wypowiada służbę.

Schwytany przy próbie uwojnienia skazanego na śmierć niewinnego

Stolpeckiego, ucieka jednak i mimo pościgu rajtarów i dragonów elektorskich

dociera do kuźni w lesie.

Kowal je zaprzedany płatą i zdradza.

Dowgird z wiernym wachmistrzem Kacprem unieszkodliwiają kowala i uciekają dalej

w kierunku polskiej granicy, ścigani przez zaremby i knodego na czele

rajtarów.

Uciekinierzy docierają do wioski w głębi puszczy, gdzie odbywa się wesele.

Na wioskę napada oddział rajtarów, siejąc śmierć i pożobę.

Ale pan młody sobie tylko znanymi szlagami przeprowadza Dowgirda i Kacpra

lasy aż do starego błyna.

Do młyna docierają jednak ścigający ich dragoni.

Rotmistrz Zaremba, nieprzejednany wróg Dowgirda, wyzwany zostaje przez

pułkownika na pojedynek i daje parol kawalerski, że jeśli Dowgird go pokona,

odjedzie wolno.

Krzyżują się szable.

Gospodarzu! Gospodarzu!

Chodźcie na tutaj.

Przyprowadźcie go.

Osiedłajcie konie pana pułkownika.

A ty przyprowadź konia pana lotmistrza.

Tak jest.

Ugodzili się?

Nie przez rozum.

Nie przez rozum.

Koni! Rozkulbaczyć!

Nasze drogi się rozchodzą.

Z konia.

Zostaw, Kasper.

Z konia.

W lesie pełno dzikiego zwierza.

Nie tylko pruski lud, ale i szlachta jest związana z koroną.

Prusak, polski szlachcic, to dla wielu tam w Warszawie brzmi obco, ale tutaj na

tej ziemi jest to naszą dumą.

Pan o tym wie, ekscelencjo, i dlatego pan nas więzi.

Ścina!

Uczyniłem wszystko, ażeby zapobiec waszmości uwięzieniu.

Ufam. że moje wstawiennictwo do elektora będzie skuteczne.

Niestety fakt, że pomógł panu pułkownikowi Dowgirdowi... A

który to powiedział?

Nie trzeba szpiegów, ażeby ocenić przyjaźń. Znam Krzysztofa od lat.

Jak syna kocham. Łatnej krwi bym mu toczył.

Ta Bóg...

że dotrze do Warszawy i przed królem da sprawę, jak drodzy lud Pruski jest

umęczony. Ci, którzy zdrajcom pomagają, śmiercią karani będą.

Staniesz przed sądem, mości chorąży.

Sądzić nie może tylko Bóg.

Proszę mieć nadzieję, zrobię wszystko, co w mojej mocy.

Radzę, Ektelencjo, osądzić i skazać na ścięcie, ale wyroku nie wykonać.

Stary odrowąż bez głowy nie przedstawia żadnej wartości.

Panienko Galińską topiel sprzedać?

Nie sprzedam!

Elektorscy poborcy nie chcą czekać.

Trzeba nam Galińską sprzedać, żeby resztę przed Brandenburczykiem ratować.

To ci mój dziad jeszcze na tej ziemi siedział.

Ojciec, panienki.

Świętej pamięci Jan Domaracki często mawiał, że jak Rzeczpospolita tę ziemię

opuściła, to i Bóg o niej zapomni.

A ja Niemcom tej ziemi nie sprzedam.

Panienko!

Panienko!

Rejtarzy na dziedzinie zjechali. Po zabudowaniach jak robactwo się rozleźli.

Kogo się szukają?

Boże mój.

Prowadź mnie do nich.

Czego chcecie?

Wybacz mi pani to nagłe najście.

Ale rozkaz.

Zdrajców szukamy.

W moim domu?

Tędy, najbliższa droga z Lewka.

Ku granicy prowadzi.

Cóż stąd?

Konie zmęczone mają.

Chętnie by je w polskim dworze zmienili.

Wezmij świadkiem, ja bym dopomogła.

To zdrajcom pomaga panienko. Szukaj pan.

A powiedz swoim żołnierzom, że każdy rabunek gardłem jest karany.

Musi kleczkotki bądź tak dobry prowadź pana oficera.

Niech Janek kary go gulbaczy i nad jeziorem na mnie czeka.

Chryste, pani Elko!

To chyba galijska topiela, a nie pokornik.

Ktoś tu.

Jest tu. Taka wioska blisko.

Ktoś tak za nim mówił.

Daleko stąd do granicy?

We dworze cały tłum przewodników.

Szukają dwóch niewdzięcznych poddanych elektora.

Wasz uśradny?

Leć do ojca, niech stwórą ziana w lesie pod starym dębem rzeka.

A leć prędko!

Magdalena do Baracka.

Dawgird.

Pułkownik Krzysztof Dawidrut.

Kacper Pilch.

Ach, mi.

Walcz gębę obmy w jeziorze, bo samego diabła nie odstraszysz.

A wasz wolściopatrunek zrobić, trzeba i ranę odbyć.

Za mną!

Dokąd?

Siano dla bracisków do klasztoru wiozę.

Tam rąk.

Panienko, dwóch ich było.

Rajtaru, sianoć gali. A drugi raz dbać nie będą.

O, idą już.

No prędzej, prędzej, prędzej, prędzej.

A teraz kurwa, ty odprowadź komu.

O, a was ty tak ślepio wyłupiasz.

Z Bogiem!

Co się stało?

Czego siedzisz?

Gdzie twój koń?

Poniosła bestia.

Zrzucił.

Stas!

Zawierzesz go na posterunek. Ja wiem, może panie... Siadaj. Nie gadaj.

Ja dam.

Jakiego jesteście po sterunku?

Od warucznika Wolfa. Po sterunku przed klasztorem, panie kapitanie.

Damy tam konią wytchnąć. Za mną!

Koń!

Dokąd?

Ej, szanowny!

Zostaw go!

Siara do pastorów jedzie.

Ruszaj!

Wielmożliwi panowie, wychodźcie, wychodźcie.

Niech będzie pochwalony, niech będzie pochwalony. Na wieki wieków. Chodźcie

panowie za mną, chodźcie, chodźcie, chodźcie. Chodźcie, wasz mościowy,

To co za ludzie?

Proszę się uspokoić, to dobrzy ludzie.

Chodźmy, chodźmy.

Ojcze!

To on!

Dzięki wam, panie, stokrotnie.

Wielki to honor dla biednego aktora. Mój ojciec dramę o waszej miłości ułożył. W

pięciu odsłonach sam w prologu wystąpię, w którym wielką waszą miłość słalić

będę. A Julia z wielkim oddaniem alegorię odegra. Wielcym rad.

Wszystko bym dla waszej miłości uczyniła. Święty Franciszek ratuje, bo

środku klasztoru diabli wezmą. Chodźmy, panowie, chodźmy. Chodźmy już.

Do wodu!

Z biegów to nie ukrywacie?

Klasztor przed nikim podwoi nie zamykam.

Jeśli w tych murach znajduje się zbrodniarz, tam Pan Bóg go wskaże.

Cokolwiek zdrajców będzie ukrywał, gardłem karany będzie.

Mnich czy nie mnich?

Wszyscy staniemy przed sądem Bożym.

Co za spotkanie!

Witam piękno, Julię.

Aż zlecka mnie to serce przywiodło.

Służba ostatnim razem nie pozwoliła pożegnać się jak należy, ale los jak

dla mnie łaskawy.

Cieszy mnie bardzo przyjazd mości kapitana.

Nie widzę zachwytu w pięknych oczach.

Halt! Rozejrzyj się, czy nie ukrywa się tutaj któryś z ptaszków.

A my się tym czasem posilimy.

W twoim towarzystwie, moja piękna.

Mości panie! Czego?

Mam pora w dalszą drogę.

Bez mojego glejtu nikt was nie przepuści.

Prowadź, braciszku.

Czterech w koni i na tamto podwórze.

Wielmożny panie, mogę jechać?

Jedź, jedź.

Znowu!

O!

Wnet, wnet. Wina zacnego przyniesiemy.

Jest! Mam jak wilk głodny.

Patrz, pan kapitanie, jest trudzony pewnie.

Kiedy patrzę w twoje oczy, moja piękna,

Zapominam o trudach.

Koguta braciszkowie skubać kończą.

Braciszku, a gdzie wino? Pan kapitan spragniony.

Nie tylko wina, prawda?

A glej?

Dostanę? Wszystko.

Co go dopragniesz?

Może ci kapitanie. Czasów jeszcze mamy wiele.

Duchem po pana rotmistrza.

Panie rotmistrzu, to ci to pana koń.

Chodź ja tu.

Skąd masz tego konia?

Dobre mają klechy wino.

Nalej.

Mnie też.

Hej, wy!

Co się tak gapicie?

Każ swoim komediantom, niech nas rozweselą.

Panie, nam w drogę czas.

Milczeć, bo każde twoje włosy postawisz do góry nogami. Hej, chłopcy, do mnie.

Albo nas rozweselisz, albo...

Kobierzec. Przygotujemy.

Dalej, Klecho.

Moje zdrowie.

Moja piękna.

Za miłość.

Grają dla nas.

A glejs będzie rano

dalej kleko.

Wielmożny panie, wasz mościowie, przedstawimy wam

bramę o ojcu i turce, która z wroga pojmana i

kandiona została. Przedstawiaj, a szybko i śmiesznie.

Dzięki za

oglądanie!

Dzień dobry!

Brać go!

No!

Zostawcie go!

Zostawcie go! To mój mąż! Do żałka go złogła przeklętnika!

O Boże!

Zapusz mnie takim obojem!

Pokarałeś! Nie ma!

Nie widzicie, że na nogach ustać nie może!

Wspiewaj! Wspiewaj, bo klej to odbierzemy!

Chodził do dziewczyny, chodził do komory, wchodził jak ten

dębczak, wychodził jak chory.

Pobladło strząsał nim dreszcze, wciąż jej było mało,

wciąż kołała jeszcze.

Jeszcze, jeszcze, jeszcze.

Tak oto z papami rtus nie bywa, kumie.

Tylko sam Lucyper poradzić nie umie.

Tylko sam Lucyper poradzić nie umie.

Uciekaj, panienko. W jednej chwili nie wolno ci we dworze pozostać.

Kto tu był?

Dragoni.

Zdrajcy z Radziwiłłowskiej chorągwi. Szukali ciebie.

Uciekaj. Nie, staremu nic nie zrobią.

Z gospodarki sam doglądnę. Uciekaj.

Fura z sianem. Jechała tędy?

Przed południem, panie ojotmistrzu, wieźli tędy siano do klasztoru. Ale

czkaliśmy po nim szpadami. Inni!

Głupi!

Gawno!

Mrogowa! Hej, Mrogowa!

O na Boga! Wasz klasztor wrócił!

Maćka mojego pobili!

Ola Boga! Co panu taki chłopak zawinił? Dawajcie go tutaj!

Szybciej! Ola Boga pobili, Maćka! Pobili, Maćka!

Chodź na synku, chodź na... Maciuś!

Maciuś, kto cię pobił? Nie wiem, panienko, nie wiem.

Zofoli mnie jako nie prowadziłem.

Jeden mocno grzeciał, że to jego koniec. Skąd go ma?

Co się powiedział, Maciuś?

Jeden mnie uderzył.

Tą powiedział, że tata mógł porozsiadać do klastra.

Cicho, cicho, cicho.

Tata chłopaka pobili. Mnie teraz i panienki słuchają.

Gdzie Twój oficer?

Tam, w refektarzu.

Waszmość bardziej swego brzucha pilnujesz niż spraw elektorskich.

Kto siano do klasztoru przysłał?

Dobrodziejka nasza, panna Domaracka. Bogu je w ofierze składa.

Czyżby panna Domaracka za swe grzechy Boga sianem chciała przekupić?

Nie godzi się tak mówić, panie oficerze.

Panna Magdalena Domaracka...

Od roku sama na świecie pozostając, wiele dobrego dla klasztoru uczyniła.

Kłamiesz, braciszku.

A zakonnikowi to nie przystoi.

Witam, panie rotmistrzu.

Dwóch zbiegów. Wsianie do klasztoru zjechało.

Klasztor dla wszystkich stoi otworem.

Panie rotmistrzu, przy klasztorze komedianci popasali.

Kto tu był?

Aktorowie wędrowni na odpoczynek zjechali.

Gdzie ona?

Hans!

Gdzie ona?

Wody!

Wody!

Gdzie ona? Glej to kazałem.

Co?

Dlaczego tu jesteś? Od pana kapitana.

Lagunę!

Lagunę!

Spokojnie podróżować można, skoro nawet takich od ludzi elektorskich żołnierze

strzegą.

Co to za wozy? Kto w nich jedzie? Aktorowie, którzy poddanym jego

mości służą. A tu glej od komendanta Leskiego mamy.

Możecie jechać.

Weź dwóch ludzi i wpracaj tę drogę aż do najbliższego posterunku.

Będę rozkazów. Ty, Kurt, za mną! Zjazda!

Reszta za mną!

Od wszelkiego złego.

Wybaw nas, Panie.

Od grzechu każdego.

Wybaw nas, Panie.

Od gniewu Twego.

Wybaw nas, Panie.

Od nagłej i niespodziewanej śmierci.

Wybaw nas, Panie.

Od sideł szatańskich.

Wybaw nas, Panie.

Od powietrza, głodu, ognia i wojny.

Wybaw nas, Panie.

Od śmierci wiecznej.

Wybaw nas, Panie.

Od ducha nieczystego.

Wybaw nas, Panie.

Od wroga nieprzejednanego.

Wybaw nas, Panie.

Od gniewu i nienawiści.

Wybaw nas, Panie.

Od zaślepionej ludzkiej zawiści.

Wybaw nas, Panie. Wybaw nas, Panie. Co z nimi?

Koronę polską.

Pobłogosław, Panie. Pobłogosław, Panie. Ucieknij z komediantami. O, dzięki Bogu.

O powrót korony polskiej na tę ziemię. Prosimy Cię, Panie. Prosimy Cię, Panie.

Pobłogosław Panie. Uciekij w stronę rogów.

Dzięki Ci, Braciszku.

Chowaj nam, Panie.

My grzeszni Ciebie prosimy.

Wysłuchaj nas, Panie.

Jest tam kto?

Jest tam kto?

Witam, witam wielmożnych państwa.

Jeść i pić, ale szybko. Nic nie ma, ledwie parę kurczaków. W piwnicy pusto.

tego barana dla kogo pieczesz? Capie jeden.

To już to jagniątko. Konwie wina. Idź kurczak, ale prędko bo łeb.

Rozwalę.

Podzielę wasłość tego barana, a sprawiedliwie.

Pani, pięknie się tę scenę na dziedzińcu klasztoru odegrała.

Dziękuję, panie oficerze, ale pański wachmistrz na większe uznanie zasługuje,

od niebłazna odegrał. Nie na wina to dla niego.

Czy ja bym za mocno po twarzy nie zdzieliła?

Dla takiej rączki gotowy byłby jeszcze raz

gębę nadstąpić.

Hej, wy!

Wozy aktorskie jechały tędy! Jechały! Lejt mieli!

Eryk! Jestem! Wróć już do kapitana!

Na koń!

Jazda!

Kacper, nie może to być, abyśmy wszyscy w karczmie byli.

Przecież ktoś musi stać na straży.

Ja pójdę, panie pułkowniku.

I tak nie za długo ruszamy. Nie, Kacper.

Ty lepiej spytaj o konie.

Idźcie, idźcie.

Idźcie na dół popilnować.

Jeźdź, wam wnet zaniesiemy.

Wybacz, wielmożny panie, ale my do sztuki Marsa nie nawykli.

O, znalazłem jeszcze tylko kapeczkę górzałki.

Wielmożny panie, dobra.

Mocna.

Mocna. Mocna.

Czy ja by nie zatruta?

Cóż wy, wielmożny panie.

Źle z oczu ci patrzy.

Tyś nasz elektorski.

Elektorski, wielmożny panie. No to pij.

Za zdrowie lektora.

Jakże ty.

No pij, pij.

Braciszku, pij.

Do dna!

Konie, masz?

Mam,

wielmożny pan, ale... Jakie ale?

Kulbaczyć zabronione.

Ale sprzedać wolno. Nie mogę, wielmożny pan, nie mogę.

A sakietkę taką wziąłeś? Nie mogę, wielmożny panie. Głową za to zapłacę.

mogę. Nasze wojsko już dwa razy tutaj było.

Zbiegów szukają.

Wielmożny panie.

Zaraz ci się to nasze wojsko przyśni.

Idę koniec kolbaty, panie pułkowniku.

Pułkowniku, rzuć wać pan szawlę, jeśli swego wachmistrza przy życiu chcesz

utrzymać. Zginie cię obaj, a tak przynajmniej jego uratujesz.

Kapitan Knotes stanie tu za chwilę swoim oddziałem.

Pchnąć?

Głupie. I z wami kapitan będzie chciał rozmawiać.

Pułkowniku, rzuć wać pan szablę.

Wielmożny panie.

Oszczędź nas.

Oszczędź. Przysięgam na moją...

Siłą głowę, że ten szatan nas opętał.

Przywrógł nas tu siłą. Córkę moją niewolił. Ojce!

Zamilcz, nieszczęsna.

Wybacz, panie.

Hańba nad moją głową.

A niech Bóg Wszechmogący odpuści ci grzechy twoje, patrząc na moją niedorę.

O, panie, ulij tu się nade mną.

O, panie.

Panie, niech Bóg miłosierny ześle na Ciebie łaskę przebaczenia.

Odejdź, w lochu skamleł będziesz. O Panie, przebacz, oszczędź nas.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.