All language subtitles for Czarne chmury odc 2 Krwawe swaty

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Druga połowa XVII wieku.

Polska traci władę nad Prusami Książęcymi, które stają się suwerenną

posiadłością Fryderyka Wilhelma, elektora brandenburskiego.

Mieszkańcy Prus bronią się przed utratą praw, które im gwarantowała

Rzeczpospolita. Ale wszelka opozycja jest brutalnie łamana przez namiętnika

elektorskiego, grafa von Holsteina.

Pułkownik Krzysztof Dowgier, polski szlachcic i pruski oficer, Wypowiada

w wojsku elektorskim i próbuje uwolnić skazanego niesłusznie na ścięcie jednego

z mieszczan.

Zostaje jednak pojmany przez tego śmiertelnego wroga rotmistrza

dragonów Zarembę i dowódcę rajtarów niemieckich, kapitana Knotego.

Von Holstein postanawia srogo ukarać zbuntowanego oficera, aby innych

od rebelii.

Ale na wolności pozostał wierny wachmistrz, sługa i przyjaciel do

Pilch.

W przebraniu oficera Rejtarów podstępem wkrada się do więzienia i uwalnia swego

pułkownika.

W czasie ucieczki natykają się na rotmistrza Zarembę, który usiłuje

aktorkę z wędrownej trupy komediantów.

Dovgird śpieszy aktorce z pomocą i wielkodusznie daje Zarembie szansę

z nim pojedynku.

Ten jednak...

Kasper, to się nie godzi.

Panie pułkowniku, panie pułkowniku.

Odwróć się, mać panna.

Nie przestoję oficera bez munduru oglądać.

Wracaj, weź panna i nie wspominaj nikomu, żeś nas spotkała.

Nie wiem, kim wasz mąż pan jesteś, ale nigdy nie zapomnę coś dla mnie uczynił.

Co tam?

Jego ekscelencja, graf von Holstein był u więźnia. Wyszedł. W porządku.

Teraz jest tam kapitan.

Jaki kapitan? Co on odpuścił? Znał hasło.

Odbieraj! Szybko!

Iwan! Niech żyje! Iwan!

Niech żyje!

Niech żyje! Iwan!

Zamknąć bramę! Przyszukać zamek! Szybko!

Durnie! Ty jest zdrowie, miłościwie nam panującego księcia Fryderyka Wilhelma!

Iwan wczoraj, rektor!

Ekscelencjo! Mów! Tom Girt! Uciekł!

Jak?

Gdzie? Gnotę!

Gnotę!

Chcę go tu widzieć żywego. Słyszysz, durniu?

Żywego!

Zrozumiałeś? Żywego!

Tom Girt!

Wiem!

Pan uszedł!

Ale mnie nie ujdzie.

Na którego z tych dwóch stawia pan ekscelencjo?

O ja, na Dowgirda.

Idą. Konie.

Z Bogiem. Dziękujemy wasz mocno. Bywajcie.

Kolej!

Oficerów nie poznałeś, durniu?

Puszczaj!

No!

Nie daleko nie.

Śniadać już pora.

Znad mnie coś złego stać się musiało.

Graj! Graj, Błażeju, jeszcze!

A tamty, stolpecki, na lęczy.

Wieczne odpoczywanie racz im dać, panie. A światłość wiekuista niechaj im

świeci na wieki wieków. Amen.

Przykuj konie, achyżo.

Ugrzapłem.

Rynek był w naszych rękach.

Kiedy dragoni nadciągnęli.

Zaremba ich przyprowadził. Zaremba!

Że też ten łotr jeszcze żyw po ziemi chodzi.

Uważaj na siebie, Krzysztofie.

Teraz Twój głos w Warszawie będzie na wagę złota.

O!

Żywność na drogę! Dla Waszych miłości.

Jest wszystko, co trzeba.

Jedźcie na Galińską Topiel. To najpewniejsza droga ku granicy.

Jedźcie z Bogiem!

Przykuj konia.

Pojedziesz do Mrągowa, Łężan i Szestna.

Związkom naszym przekażę, żeby do Elbląga delegatów na zjaw wysyłały. Tak,

ojcze.

Wbijamy obóz!

Kto się jest? Papeł Odrowo.

Nie ojciec. Woluję.

Prowadź.

Jestem!

Czytasz? Jest?

Otoczyć pulany tak, żeby się mysz nie wymknęła.

Rozkaz!

Antoni!

Wybacz, wasza miłość, że tak rano wizytę składam.

Uważałem za swój obowiązek pochłonić się nisko byłemu dowódcy.

Czego właśnie chcesz?

Wspólnego naszego przyjaciela, pułkownika Krzysztofa Dowgirda,

tu znaleźć.

Polana otoczona.

Pozwoli wasza miłość, że moi dragoni skrętnie się porozglądają.

Właść, gwałt zadajesz swobodom szlacheckim.

A mnie?

Właść, pan chorąży, gwałtu nie zadał?

Nie podeptał wolności i przywilejów szlacheckich?

Kto dał rozkaz?

Dowgirdowi, żeby mnie podstąpić.

Trzeba było właśnie wtedy powiesić.

Może i tak by się stało.

Gdyby nie książę, Bogusław Radziwiłł. Zdrajca!

Co ze szwedzkim najeźdźcą się związał?

Nie żołnierska to rzecz.

O polityce prawić. I tu łatwo głowa spaść może.

Czego mać chcesz?

Do wdirga!

Panie rotmistrzu! Panie rotmistrzu, to jest niewyślany konik.

Gdzie? Przez polanę, w las.

Ci dasz?

Tak jest?

Weźmiesz konie jaśnie wielmożnego pana Chorążego.

Zostawisz nasze.

Dwa są ochwacone, panie rotmistrzu.

Dokąd uciekli?

Nie wiem, o czym właśnie mówisz.

Starcze, masz śliwą głowę.

Walcz, by ci nie spadła!

Za mną!

Siadaj! Odejdź!

Siadaj!

Siadaj, synu!

W etaki jadą!

Gdzie Dovgird? Nie widziałem pułkownika.

Głową odpowie, to zdrajcom pomaga.

Powtarzam, Dovgirda nie widziałem.

A groźby mi niestraszne.

Czytasz? Na koń.

Hans!

Zmieniaj konie.

Nie radzę.

Zostały tylko zbrożone, nasze.

I do Gilda!

Za nimi!

Przykuj dwa konie.

Jedziemy do Lecka.

Wszędzie szukaliśmy, ekscelencjo.

Nie ma śladu.

Nie zapatrz się przecież pod ziemię.

Oficer Rajdarów znika i nikt nie wie, co się z nim stało.

Jeżeli go ubito, chcę mieć ciało i znać miejsce, gdzie je znaleziono.

Tak jest, ekscelencjo.

Idź i chasz wprowadzić tych buntowników.

Prowadzić.

Tyś Niemiec?

Nie, ekscelencjo.

A ty?

Wszyscyśmy, ekscelencjo, z dziada pradziada na tej ziemi osiadli. A

nasze, swoich przodków, też się nie zaprą.

Podnieśliście rękę na majestat księcia elektora.

A on jednak pragnie łaskę wam okazać, jeżeli wierność i posłuszeństwo mu

przysięgniecie. Ekscelencjo!

Przysięgaliśmy na wierność stanom.

Ich przywilejom. I książę lektor przysięgę składał.

Nie godzi się jej łamać.

Król Polski prawa nasze szanował.

To wam się śni.

Chcecie powrotu prus książęcych do Polski?

O poszanowanie praw naszych, Jeno, głosy podnosim. Ja was o głowy skrócę!

Znalazłeś? Nikt nie chce mówić. Tyle, że się po domach kryli i nic nie wiedzą.

Wyprowadzić.

Jeszcze dzisiaj ściąć ich.

Wychodzić!

Wychodzić!

Wychodzić!

który nam iść, bo do siebie podnoszę duch moją.

Naucz mi czynić wolę Twoją, boś Tyś jest Bogiem moim. Niech Duch Twój dobry

prowadzi mnie po ziemi górnej. Dla imienia Twego, Panie Boże, istnieje dla

sprawiedliwości Twojej wywiedź z utrapienia duszy moją. Dla miłosierdzia

wytracz nieprzyjaciół moich. Amen.

Hej tam, człowieku!

Guten Tag, Herr Offizier. Guten Tag.

Ścigamy dwóch zbiegów za oficerów przebranych. Nie przejeżdżali tędy?

Nikogo nie było, panie oficerze. Widzę, żeś w naszym wojsku służył.

Mogą tędy przejeżdżać. Rotmistrz Dragonów i kapitan straży.

Rozkaz, panie oficerze.

Jazda!

Wczoraj krew, dzisiaj znowu.

Co dzień krew, choć to przecież nie wojna.

Imć, panie Korzycki, a ludzi dużo?

Pusto.

Szafot, kat i oddział rajtarów.

Bogu niech będą dzięki za to, że ciekawość kawiedzi ukrócił.

W oknach za firankami skryci ją ludzie.

Widzą, zapomną.

Wstań.

Nicze nie muszcijmy śmierć w Ostersku.

To jest jedyna droga do Królestwa Naturskiego.

My tu na każdym kroku stajemy w obliczu strady Margraviu.

Ostrzegam, ekscelencjo.

To droga niebezpieczna.

Obaj dobrze wiemy, że wielu jest jeszcze takich, którzy z suwerenną władzą

księcia elektora na tych ziemiach pogodzić się nie chcą.

I do Rzeczpospolitej.

A pan swoim postępowaniem wzmaga jeszcze te uczucia.

Dziś pan zetnie jednych, jutro drugich i taki krzyk podniesie się w prusie, że

dojdzie do Warszawy.

A wtedy Rzeczpospolita nie tylko o tę ziemię upomnieć się może, ale i o głowy

ściętych.

Wieczne odpoczywanie racz dać panie tym,

co za polskie Prusy skinęli.

Siadajcie, bracia.

Myślę, żeśmy swoich posłów do Warszawy slać winni.

Kto?

Kto na taką wyprawę teraz się odważy?

A jednak posłów slać trzeba.

Trzeba.

Trzeba. A cóż wy na to, panie Oborski?

Posłów słuchać trzeba.

Dziadku, przyszedł pan niemirycz. Przyjdą za sobą pana Porzęskiego.

Prowadź ich i przynieś wina.

Siadajcie.

Chcemy do Warszawy posłów słać.

Droga to trudna.

I można głową zapłacić.

Warszawa daleko.

Całe Prusy przebyć trzeba, żeby się znaleźć u Kurpiów, którzy są nam

I pędent burczyków kąsają jak osy.

Jeśli przyszliście straszyć...

I od wysłania poszlów odwodzić, toście źle trafili.

My właśnie dziś, panie Senkosz, przyszliśmy nasze usługi stanom

Jeśli przyjdzie nam położyć głowę, to niech Bóg pozwoli, aby dla dobrej sprawy

to się stało.

U mnie w piwnicy leży zakopany kapitan Rajtarów, co go wachmistrz Dowgierdów

ubił.

Wolę umrzeć jak przystoi.

Nieźli pod topór Za elektorskie ścierwo iść.

Pojadę z wami.

Mnie w Warszawie znają i u wielu mam poważanie.

Wasz mość pan chorąży?

Dowkirt uszedł.

Konia zmienił.

Ale pogoń rychło w ślad za nim poszła.

Bóg mu to pomoże.

Siadajcie, wasz mość, panie.

Otoczymy ich!

Trzech ludzi dołem.

Zobaczymy, co nam jeść dali.

Lekarz.

Tam konie napojimy.

Tak, panie.

Ajdawe.

Do rany, Luton.

Szybko, niech ma!

Witam, panie pułkowniku.

Namiestnik, graf von Holstein, niepokoi się o pańskie zdrowie.

Z konia.

Zostaw! Za mną!

Z tyłu ma pan bagna.

Panie pułkowniku, bagna! Za mną! Brać!

Z koni!

Otoczyć bagna!

Ekscelencjo, przybył umyślny od kapitana Knotę. Dawaj, dawaj go natychmiast.

Złe wieści?

Dowgierd zdołał zmienić konia. Kto mu pomagał?

Od Rawąż. Cóż to taki?

Przyjaciel i dawny Dowgierda dowódca. Dowódca?

Razem pod Sobieskim służyli.

Uwięzienie Odrowąża byłoby dla Dowgierda ciosem.

Ponoć jesteś przeciwnikiem przemocy, Margrabio.

Obszerna i wygodna cela dla tych wszystkich, którzy są na wolności,

więzieniem.

I trzeba by temu rozgłos nadać.

Za mną!

Wszyscy za mną!

Helmut i Kur! Potopiwi nasy! W bagnach to nawet ciała nie znajdziesz.

Pan?

Jak myślisz, gdzie oni teraz siedzą?

W bagnach, panie kapitanie.

Łupić!

Odwrócić łódź!

Szybciej!

Sprawdzić pod mostem!

Nie ma nikogo.

Co z nią po starunki?

Wypuściłeś ich, durnio!

Jasna!

Nowy zaciąg? Tak jest. Po Borowi, panie rotmistrzu. Stopieliski, Gołębna.

Dwóch oficerów nie widzieliście?

Nie, panie rotmistrzu. Tylko jakiś oddział rajtarów przy brodzie nas mijał.

Uważajcie na tych oficerów. To buntownicy. Możecie iść dalej.

Z drogi!

Z pustym wiadrem.

Idziemy.

Koni nam trzeba.

Ano, konie są, ale... Oj, nie zapłacę.

Ano, jakżeby bez koni.

Panowie z drogi, zmęczeni,

zaczekają trochę.

Konie na łące są.

Truda.

Zaprowadź panów do izby.

Chłopak przyprowadzi konie.

No różne się truda.

Proszę.

Wielmożni panowie odpoczną.

Wszystko w porządku.

Weźmiesz dwa konie, pojedziesz do Lamsitz i powiesz Feldfeblowi, że ci

ich szukają, są w kuźni.

Nie tędy. Za domem, żeby cię nie widzieli.

Dolejcie jeszcze trochę.

Dokąd ten pojechał?

Tam, w tym pechał!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.