Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Kici, kici!
Kici, kici! Chodź!
Tutaj, chodź.
Szybko!
No chodź!
Właśnie tak! Dobra dziewczyna!
Smakuje ci? Tego chciałaś?
Jaka słodka kicia!
Lubisz, jak cię rozgrzewa.
DZIEDZICTWO ZŁA
WYSTĘPUJĄ
MUZYKA
ZDJĘCIA
NA PODSTAWIE SZTUKI MAXWELLA ANDERSONA I POWIEŚCI WILLIAMA MARCHA
SCENARIUSZ
REŻYSERIA
Leroy.
Gdybym chciała posąg, postawiłabym jakieś badziewie z gipsu.
Proszę pani?
Stoisz tam odkąd poszłam na siłownię.
Spójrz, co zrobiłeś, połamałeś moje chryzantemy.
Nie, pani Breedlove, to nie byłem ja.
To był ten brzydki czarno-biały pies z sąsiedztwa.
Przepłoszyłem go stąd.
- Dokąd idziesz, Emory? - Na pocztę, wrócę na lunch.
- Wyrobiłaś sobie dzisiaj mięśnie? - Zauważysz to jako pierwszy.
Z pewnością.
Rachel!
Masz gościa!
Dziadek!
Tutaj jest moja dziewczynka!
Nie wiedziałam, że przyjdziesz.
Prawda jest taka, że przyszedłem się tylko pożegnać
Dziadek wygłosi kolejny wykład.
Mogę jechać z tobą?
Umarłabyś z nudów.
Nie prawda!
Oczywiście, że tak.
Nawet twoja babcia, świętej pamięci,
mawiała „Boże, uczyń mnie pisarką, a nie gadułą”.
Płacą ci za wygłaszanie wykładów?
Pewnie! Twój dziadek jest jednym
z najlepszych analityków politycznych w całym kraju.
Staram się przemówić do rozsądku największym szaleńcom.
Najważniejsze, co mam ci przywieźć w prezencie.
Nie musisz tego robić, tatusiu.
Zawsze przywożę prezenty, prawda, kochanie?
Spójrz, jak się nagle rozchmurzyła.
Co masz na myśli?
Wczoraj była bardzo przygnębiona, bo zależało jej na medalu z pisania,
ale go nie zdobyła.
To jedyny medal, jaki rozdają.
W takim przypadku przywiozę ci coś wyjątkowego.
Jaka szkoła przyznaje medal za pisanie?
W Akademii Fern XX wiek jest tylko teoretycznie.
Podrzucić cię na lotnisko?
Nie, spóźnisz się na piknik. Poza tym czeka na mnie taksówka.
Rachel, spóźnimy się na piknik, jeszcze się nawet nie przebrałaś.
-To moje ubranie. -Na plażę?
Jest za zimno na pływanie, a ja nienawidzę dżinsów.
Będziesz jedyną osobą w sukience.
To dobrze. Dziewczynki powinny wyglądać jak dziewczynki.
Mam serdecznie dość tych obdarciuchów w dziurawych jeansach.
- Włóż przynajmniej sweter. - Dobrze, mamusiu.
Zapisałaś ją też na stepowanie?
Nie, to dla oszczędności. Zużywa buty w kilka miesięcy,
więc założyłam metalowe okucia na podeszwy.
Chris, Chris...
Kiedy Jimmy zmarł, powiedziałem ci, żebyś nie martwiła się o pieniądze.
Już i tak dajesz mi zbyt wiele.
Niczego ci nie daję. Płacę ci pensję.
Prawdziwa sekretarka kosztowałaby cię mniej,
a radziłaby sobie znacznie lepiej.
Ostatnia prawdziwa sekretarka kupiła mi bilet do Springfield
w Massachusetts zamiast do Springfield w Illinois.
Nie wiem, nadal czuję...
Co takiego? Że mnie wykorzystujesz? Daj spokój...
Christine, na litość boską, jesteś moim jedynym dzieckiem.
Rachel jest moją jedyną wnuczką.
Wiem, ale zrobiłeś dla nas wszystko.
Przeniosłeś nas tutaj, dałeś mi pracę, znalazłeś mieszkanie...
Nie, to Emory i Monica go znaleźli i przekonali mnie do inwestycji.
Skoro to mieszkanie było dostępne, wydało mi się to naturalne.
- Nie powinnam być samodzielna? - Jasne.
Powinnaś być prezesem IBM,
Jimmy powinien był zostawić większe ubezpieczenie,
a Nixon nie powinien był palić taśm... - No dobrze!
O to ona! Piknikowa księżniczka.
Taksówkarz się niecierpliwi. Dbaj o siebie, skarbie.
- Pa, tatusiu. - Pa pa.
- Nie zapomnij walizki! - Widzisz? Nie radzę sobie bez ciebie.
- Miłej podróży! - Taka będzie!
Moja dziewczynka!
Pa, dziadku!
Nie wiesz, że to niegrzeczne gapić się na ludzi?
Nie wiesz, że to niegrzeczne, mówić ludziom, że są niegrzeczni?
Czyż ona nie wygląda dzisiaj pięknie?
Pani Breedlove ma dla ciebie niespodziankę.
Wczoraj byłaś taka zawiedziona, kiedy nie zdobyłaś tego medalu.
Założę się, że zasłużyłaś, prawda?
Piszę najlepiej z całej klasy.
Ale kochanie, medal trafił do tego, kto zrobił
największy postęp w pisaniu, a to był Mark Daigler.
Nieważne. Razem z Emorym wierzymy, że najlepsi zasługują na medal
bardziej od tych z największym postępem.
Proszę bardzo.
Jest piękny! Mogę go zatrzymać?
Jeśli dasz mi dużego całusa!
Wiesz, dostałam go, kiedy byłam w twoim wieku.
Uwierzysz, że kiedyś byłam w twoim wieku?
Spójrz tutaj. To granat, mój kamień narodzin.
Poproszę jubilera, żeby umieścił turkus, to twój kamień narodzin.
Chciałabyś?
- Tak, ale... - Co, kochanie?
Nie mogę się zdecydować, granat też mi się podoba.
No to zrobimy tak, że umieścimy turkus i granat.
Dziękuję, ciociu Monico!
- Rachel... - Spokojnie, dziewczynka ma dobry gust.
Widziałaś go wcześniej? Na pewno. Nie zdejmowałam go od pięciu lat.
Emory mówi, że on trzyma moją głowę.
- Jest cudowny! - Też tak myślę.
Nie wygrałam dziś żadnej kłótni.
To oznacza, że zatrzymujesz granat. Zachowaj go, nim pójdę do jubilera.
Schowam go w mojej skrzyni ze skarbami.
- Przepraszam, jeśli się narzucam. - Nie, wszystko w porządku.
Czasami wydaje mi się taka... chciwa.
Wszyscy są chciwi. Dzieci tylko tego nie ukrywają.
Czuję się winna, że odkąd zmarł jej ojciec...
Byłam nadopiekuńcza starając się, żeby niczego jej nie brakowało.
Myślę też... że ją rozpieszczam.
Jej dziadek też nie pomaga...
Twój ojciec jest jednym z naszych najlepszych przyjaciół,
a ona jest największą radością w jego życiu
i jest szczęśliwy, że cię ma przy sobie, my zresztą też, więc nie pleć bzdur.
Dzięki.
Nie martwiłabym się o Rachel, to skarb.
Do zobaczenia później.
Pa, dzięki.
Rachel! Pospiesz się, bo się spóźnimy!
Jestem prawie gotowa!
Dobra, poszukam samochodu, czekam na ciebie na dole!
Dobrze!
Zrobiłeś to celowo!
Przepraszam, wyczyszczę ci te buty, będą jak nowe.
Przestań!
Zostaw je!
Pani Breedlove będzie na ciebie zła za stłuczenie doniczki.
- Nie, kiedy powiem jej, że to ty. - Mnie uwierzy prędzej niż tobie.
Jesteś sprytna, co? Prawie tak jak ja.
Jestem sprytniejsza od ciebie.
Naprawdę.
Nie chcę, żebyś zadawała się z tym mężczyzną.
- Dlaczego? - Nie wiem, jakoś mi się nie podoba.
AKADEMIA FERN
- Ten jest ostatni? - Tak. Mocny, co nie?
- To się nazywa wolność. - O, tak.
Cześć.
Chcę zobaczyć medal.
- Stamtąd go dobrze widać. - Nie, nie widzę.
Po co chcesz go oglądać?
- Bo tak naprawdę jest mój. - To kłamstwo! Wygrałem go uczciwie!
Wcale nie, oszukiwałeś.
Udawałeś, że źle piszesz, żeby myśleli, że zrobiłeś postępy.
Jesteś szalona, wiesz?
- Co to za jedni? - Nie wiem. Są z klasy mojej siostry.
Mówiła, że ta dziewczyna jest dziwna.
Lepiej wracajmy.
UWAGA. RYZYKO ZAWALENIA.
- Stevie Calfield? - Jestem.
- Debra Craig? - Obecna.
Mark Daigler?
Odezwij się, Mark.
Czy ktoś widział Marka Daiglera?
Pani Reuben, pani Leider, przygotujcie klasę do poszukiwań.
Chodźcie!
Mark!
Utonął mały chłopiec. Co za tragedia.
- Widziała, jak to się stało? - Mam nadzieję, że nie.
Miała większe doświadczenie ze uśmiercą, niż jakiekolwiek dziecko w jej wieku.
Miała zaledwie osiem lat, kiedy samolot Jimmy'ego się rozbił.
Cały czas mówili o tym w telewizji,
transmitowali akcję ratunkową...
Rachel zobaczyła w telewizji swojego ojca...
wkładanego do worka na zwłoki.
Dlaczego pokazują ludziom takie rzeczy?
Nie wiem. A do tego jeszcze pani Post, sąsiadka z Chicago.
Była uroczą staruszką, uwielbiała Rachel i pewnego dnia
poślizgnęła się i spadła ze schodów, a Rachel to widziała.
- O mój Boże. - Ozdoba świąteczna, którą ma w pokoju,
- należała do niej. -To piękne.
Pani Post obiecała ją Rachel po swojej śmierci.
Zastanawiam się, co sobie myśli, kiedy na nią patrzy...
i jakie ma z nią skojarzenia.
A teraz kolega z klasy i kto wie...
Ja nie radziłam sobie z tym zbyt dobrze.
Z czym? Ze śmiercią? A kto może? Oczywiście poza Emorym,
dla niego im więcej krwi, tym lepiej.
Przypominam ci, że gwałtowna śmierć i pisanie o niej
pomaga nam walczyć z inflacją.
Sprawia ci to za dużą przyjemność.
- Morderstwo jest fascynujące. - Obawiam się, że nie dla mnie.
Mam powracający koszmar, w którym ktoś próbuje mnie zabić.
Serio? Kto?
Nie jestem pewna, wszystko jest zamglone.
- Ale co się dzieje w tym śnie? - Christine, nie baw się w to.
Wykona na tobie te swoje freudowskie sztuczki
i przyprawi cię o koszmary swoim występem.
To ty przyprawiasz ludzi o koszmary,
swoją książką o seryjnych mordercach,
której świat nie potrzebuje.
Cześć.
- Cześć, kochanie. - Przywieźli nas później.
Wiem, dzwonili ze szkoły.
Powiedzieli ci, co się stało? Mark Daigler wpadł do oceanu i utonął.
- Wiem, słyszeliśmy. - Idę na rolki, w porządku?
Pewnie, że tak.
To normalne?
Martwiłaś się, że będzie zmartwiona, a teraz martwisz się, że nie jest?
Przepraszam na chwilę.
Masz jeszcze trochę.
- Rachel, wszystko w porządku? - Wszystko gra.
- Widziałaś Marka? To znaczy, po tym?
Pewnie. Położyli go na piasku, a policja próbowała go reanimować.
Ale im się nie udało.
Musiał już nie żyć.
- Mogę już iść? - Pewnie.
- Pa, ciociu Moniko, panie Breedlove. - Pa, kochanie.
- Do zobaczenia, Rachel.
- To prawdziwy anioł. - Też taki byłem jako mały chłopiec.
Byłeś małym chłopcem? Kiedy?
Zastanawiam się, dlaczego ty jesteś "ciocią",
a ja „panem Breedlove”?
Te rolki są cudowne, za moich czasów kółka montowało się do butów.
Potrzebny był klucz, który wciąż gubiłam.
Naprawdę się o nią martwisz, co?
Nie wiem, wydaje się taka... niewzruszona.
Miałem 13 lat, kiedy straciłem ojca, i w ogóle nie płakałem.
Miesiąc później odrabiałem pracę domową i rozpłakałem się jak dziecko.
Czasami zajmuje to trochę czasu.
Rachel jeszcze nie zapłakała po ojcu, a minął ponad rok.
Dzieci mają taki mechanizm obronny, że blokują tego typu myśli.
Zaprzeczają śmierci, jak wtedy, gdy bawią się w wojnę
i upadają po strzale udając martwych, a potem wstają.
Jimmy dał mi broń, dużo podróżował i chciał, żebym czuła się bezpieczna.
Nawet nie dałam rady jej się przyjrzeć.
Emory wciąż mówi o śmierci, broniach i innych okropnych rzeczach.
Te tematy są moją codziennością i niestety już mnie nudzą.
O to, co jest nudne. Teoria schematów, medytacja transcendentalna,
przepowiednie, natywizm, głęboka analiza.
- Zapomniałeś o mojej terapii Janowa. -Bóg mi świadkiem, że próbowałem.
Mówiąc o analizie, chcę usłyszeć więcej o twoim śnie.
O nie, chcę usłyszeć więcej o nowej książce Emory'ego!
O masowej morderczyni.
Seryjnej morderczyni. Helen Alison. Była jedną z największych.
Myślisz, że ktoś taki może wydawać się zwyczajny?
...lub nudny?
Widzę twoje majtki.
Słyszałem w radiu, że twój chłopak utonął.
Nie był moim chłopakiem.
Te siniaki na jego głowie i rękach.
No i co z tego?
To trochę nieładne, że jeździsz sobie na wrotkach i dobrze się bawisz,
kiedy twój chłopak leży gdzieś zimny i oblepiony rybimi odchodami.
Mówiłam ci, że nie był moim chłopakiem.
Wciąż powinno być ci przykro, z powodu tego co się stało.
Dlaczego miałoby być mi przykro? To on nie żyje.
Jako, że Hellen Allison była pielęgniarką,
nie było podejrzeń, kiedy jeden z jej pacjentów zmarł,
ale potem ktoś zdał sobie sprawę, że wszyscy jej pacjenci umierają.
- Dwadzieścia dwie morderstwa. - O tym ci mówiłam, jego to bawi.
Smutek wydaje ci się bardziej odpowiedni?
Co sprawia, że ludzie robią takie rzeczy?
Chciwość... prawdziwa perwersja...
potrzeba pozbycia się tych, którzy za głośno mówią.
Nie możemy porozmawiać o czymś przyjemniejszym?
Na przykład o wojnie nuklearnej?
Kiedy mówimy o mordercach światowej klasy,
wykluczamy masowych morderców, którzy pod wpływem szaleństwa lub narkotyków
dokonują masakry dużej grupy przypadkowych ludzi.
I nie bierzemy pod uwagę gangsterów, którzy zwykle zabijają się nawzajem.
Musimy skupić się na tych największych,
na seryjnych mordercach,
ludziach, którzy robią to przez lata, systematycznie,
zachowując przy tym zimną krew.
Na przykład Lucas czy Gacy,
na pewno Starkweather,
Denker, Crippen,
- Gein! - Sami twoi bohaterowie.
- Powiedziałeś Denker? - Bessie Denker.
To była prawdziwa piękność.
Podobno normalna żona i matka.
Z wyjątkiem tego, że ktoś w końcu ją połączył
bezpośrednio z trzynastoma morderstwami.
- Wszyscy byli członkami jej rodziny. - Co się z nią stało?
Zmarła w więzieniu?
Tak myślę. Ale jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, to zapytaj ojca.
Mojego ojca?
Kiedy opuściłem dział kryminalny, aby skupić się na kryminałach,
twój ojciec zaczął pracę w dziale politycznym,
zawsze mu powtarzałem, że to bardziej logiczny wybór.
Twój ojciec zajmował się sprawą Denker,
śledztwem i procesem w latach pięćdziesiątych.
Musiałaś mieć wtedy ze dwa lata.
Bessie nigdy nie dorównała liczbą Allison,
ale wciąż pozostaje jedną z największych.
Nie powiedziałem, jak umarły dwie ostatnie ofiary Allison.
To było dość groteskowe.
Jedną ofiarę udusiła stetoskopem, a drugą...
Emory, to za dużo na jedną lekcję.
Christine, nie martwiłabym się o Rachel, jest w lepszej sytuacji od nas.
Nie chcę iść. Sekunda!
Jedno pytanie, powiedz mi prawdę.
- Zanudziłem Cię? -O nie, wcale.
- Widzisz? - A co miała powiedzieć?
Słyszałaś?
Ścieżka ciągnęła się pomiędzy wysokimi żywopłotami,
zdającymi się dotykać nieba, a zewnętrzny świat zniknął...
To czas na witaminę C
- i jeszcze tylko jedną stronę. - Ty pierwsza.
Rycerz zaczął szukać wyjścia z labiryntu...
Nie będziesz miała koszmarów po dzisiejszych wydarzeniach?
Nigdy nie śnię.
Rycerz nie zrobił więcej niż kilkanaście kroków,
nim zobaczył przy ścieżce piękną damę,
leżącą spokojnie przy ścieżce pod dębem,
gdzie leniwie rozkładała ciasta i dzbanek z dwoma srebrnymi filiżankami.
Christine!
Nie zrobię Ci krzywdy! Gdzie jesteś?
Halo?
Pani Penmark? Z tej strony Alice Fern.
Czy mogłaby pani przyjść do mojego biura dziś popołudniu?
- Dziś popołudniu? - Rozumiem zdziwienie, ale to pilne.
Może mi pani powiedzieć o co chodzi?
- Wolę tego nie omawiać przez telefon. - Czy 14:30 będzie w porządku?
W porządku. Do zobaczenia, pani Penmark.
Do zobaczenia.
Możesz przestać na minutę?
Wiesz może, dlaczego pani Fern chce się ze mną spotkać?
Prawdopodobnie coś złego na mój temat.
- Dlaczego tak mówisz? - Bo ona mnie nie lubi.
- Dlaczego cię nie lubi? - Nie wiem.
Dobrze, kochanie, dokończ swoje ćwiczenia.
Jesteśmy bardzo dumni z naszych metod, poza solidnym wykształceniem,
staramy się przekazać im wartości,
które pomogą im wnieść wkład do społeczeństwa.
- Niektóre dzieci... - Ale co to ma wspólnego z Rachel?
Nie będę owijać w bawełnę.
Zmierzam do tego, że gdy Rachel skończy ten semestr,
nie będzie tu mile widziana po feriach.
Mam nadzieję, że wyjaśni mi pani tę decyzję.
Podjęliśmy tę decyzję głównie ze względu na jej zachowanie
w związku z tragiczną śmiercią Marka Daiglera.
Lepiej niech mi to pani wyjaśni.
Jedna ze starszych uczennic widziała Rachel kłócącą się z chłopcem
i jak oderwała coś od jego swetra.
Widziała, że chłopak próbował przed nią uciec.
Co mi pani próbuje powiedzieć? Oskarża pani Rachel...
Nie oskarżam o nic Rachel.
Ale kiedy ją o to zapytałam, zaprzeczyła,
że coś takiego miało miejsce i celowo mnie okłamała.
I nie przeszło pani przez myśl, że ta druga mogła kłamać?
Czemu by miała. Nie znała ani Rachel, ani Marka.
Inna dziewczyna potwierdziła jej historię.
Muszę zaznaczyć, że gdy odkryto ciało, medal Marka zaginął.
Ten sam, który Rachel uważała za należny jej.
- Musiał odpaść w wodzie! -To możliwe, ale nie sądzę...
- Niech sama to usłyszy! - Nie sądzę, żeby to było konieczne
Nie obchodzi mnie, co pani myśli.
Rachel, podejdź tu, proszę.
Nie obawiaj się.
Pani Fern powiedziała, że dwie dziewczyny
widziały cię kłócącą się z Markiem Daigerem w dniu pikniku
i że próbowałeś odebrać mu medal.
Powiedziała też, że ją okłamałaś.
Chcę, żebyś jej powiedziała, że się myli.
Okłamałam ją.
Najlepiej będzie jak dokładnie mi opowiesz, co się wydarzyło.
Zobaczyłam Marka i poprosiłam go, aby pokazał mi medal.
On odparł: „Spróbuj go wziąć”.
Więc sięgnęłam po niego,
a on zaczął zachowywać się jak szalony i uciekł ode mnie.
Więc wróciłam do pozostałych.
I to był ostatni raz, kiedy go widziałaś?
- Aż policja nie wyciągnęła go z wody. - I to wszystko? Nic więcej?
- To wszystko! - I nie odebrałaś mu medalu?
- Nie! - Dlaczego okłamałaś pannę Fern?
Bałam się, że obwini mnie o to, co się stało Markowi.
Ona mnie nienawidzi.
- Nienawidzi mnie od pierwszego dnia. - Wiesz, że to nieprawda, Rachel.
Zaczekaj na mnie na zewnątrz, kochanie.
Gdyby włożyła pani trochę wysiłku, aby zrozumieć Rachel.
Gdyby spróbowała pani zrozumieć jej szczególne problemy.
Może zbudować jakiś rodzaj wzajemnego zaufania.
Może powiedziałaby prawdę od początku.
Udałoby nam się uniknąć tego wszystkiego.
Ta okropne.
Rozumiem pani odczucia, ale są rzeczy, o których pani nie wie.
Jakie rzeczy?
Dobrze, jeśli pani nalega.
W ostatnim semestrze odnotowano wiele przypadków drobnych kradzieży.
Pieniądze wyjmowano z szafek.
Mamy powody by sądzić, że Rachel jest w to zamieszana.
To wezwijcie policję, na miłość boską!
- Proszę się uspokoić, pani Penmark. - Mówi pani poważnie?
Oskarża pani moją córkę o bycie złodziejką,
nawet o bycie morderczynią, a ja mam się uspokoić?
Co z pani za kobieta?
Nalegam, żeby wezwała pani policję!
Nie ma potrzeby wzywać policji, żeby wywołać skandal,
który zbrukałby tę szkołę i pani córkę.
Myślę, że wystarczy, gdy Rachel nie wróci w następnym semestrze.
- Wybacz, ale będziesz musiała wrócić. - Proszę, mamusiu
Jeżeli nie wrócisz, to mogą ci nie zaliczyć semestru.
Pani Penmark!
Pomyślałam, że to pani, kiedy zobaczyłem panią z dziewczyną.
Jesteś Rachel, prawda?
Przepraszam, ale nie sądzę byśmy się znali.
Jestem Rita Daigler. A to mój mąż Fred.
- Rodzice Marka Daiglera. - To prawda.
Znałaś naszego syna, prawda Rachel?
Jest mi okropnie przykro z powodu tego, co się stało.
Naprawdę? Pani też go znała?
Nie. Ale mogę sobie wyobrazić, co pani czuje.
Proszę wybaczyć, ale nie sądzę.
Tego nie można sobie wyobrazić.
Panna Fern mówi, że jako ostatnia widziałaś go żywego.
Mówiła też, że pokłóciłaś się z Markiem o medal za pisanie.
Jeśli wiesz, gdzie on jest, chcę byś mi powiedziała.
Ona nie wie, gdzie jest medal!
- Czemu nie pozwalasz jej odpowiedzieć? - Kochanie.
Czemu nie wejdziemy do środka?
Napijemy się kawy. Rachel, idź się pobawić na podwórku.
Ale to z nią chcę porozmawiać!
- Kotku, nie rób scen. - Czemu nie mogę z nią porozmawiać?
- Nie robię scen! - Porozmawiamy o tym na spokojnie.
Proszę wejść do środka.
No dobrze.
To wszystko.
Był naszym jedynym dzieckiem.
I nie będziemy mieć już innych.
Mam 39 lat. Proszę nie mówić, że tego nie widać, bo wiem swoje.
Wyglądasz dobrze, kochanie.
Ale ten medal. To jedyna rzecz, jaką sam osiągnął.
Zawsze miał niskie poczucie własnej wartości. Jak jego ojciec.
Ale zdobycie tego medalu to zmieniło, było to widać.
Pomyślałam, że jeśli pani córka coś wie,
to może uda mi się go znaleźć i zatrzymać dla niego
jako pamiątkę, czy coś.
Przykro mi, ale nie możemy pomóc. Rachel powiedziała pannie Fern,
że kiedy ostatni raz widziała Marka, miał na sobie medal.
Więc gdzie on jest?
Nie wiem, musiał wpaść do wody.
Przypięłam mu go mocno do swetra, żeby go nie zgubił.
Wiem, że czasami chłopcy bawią się brutalnie
ale Mark taki nie był.
Zawsze był bardzo taki... cichy. Delikatny.
To nie jest sprawiedliwe!
Nigdy w życiu nikogo nie skrzywdził i umarł w taki bolesny sposób.
Jaki Bóg na to pozwala?
Nie wiemy, czy czuł jakiś ból.
A te wszystkie siniaki?
Pewnie po wszystkim uderzył w pale.
Utopił się! Nie mów mi, że nie odczuwał bólu!
Myślę, że już wystarczająco nadużyliśmy gościnności pani Penmark.
- Proszę nam wybaczyć. - O nie.
Wszystko rozumiem. Chciałabym móc państwu jakoś pomóc.
Grabarz powiedział, że muszą zrobić makijaż mojemu chłopcu,
żeby ukryć siniaki. Może sobie to pani wyobrazić?
Czemu nie zaczekasz w samochodzie, zaraz przyjdę.
Dziś rano musieliśmy pojechać do domu pogrzebowego po trumnę.
Pomyślałem, że dobry lunch poprawi jej samopoczucie,
- trochę za dużo wypiła. Przepraszam. - Nie ma pan powodu, by przepraszać.
W takich chwilach chciałbym być pijącym.
Czemu ukrywasz się przed tymi ludźmi?
A kto powiedział, że się ukrywam?
Ja tak mówię. Tak jakbyś bała się pytań na temat tego chłopca.
Jesteś kłamcą. Największym, jakiego kiedykolwiek spotkałam.
Chwileczkę! Już idę!
- Cześć! - Cześć! Gdzie jest ta mała?
Chyba na podwórku, a co?
Podrzucę naszyjnik w drodze na siłownię. Żeby zamienili kamienie.
Monica, jesteś dla niej za dobra.
Zaczekaj. Przyniosę go.
To zajmie tylko chwilę.
O mój Boże.
Jeśli nie możesz znaleźć, zapytam Rachel.
Nie, mam go.
Oto on.
Chcę zdążyć przed zamknięciem sklepu. Pa, kochana.
Wyjaśnij to proszę.
- Gdzie to znalazłaś? - Dobrze wiesz.
Chcę wiedzieć, skąd to masz.
- Mark mi go dał. - Tak?
Nie wierzę ci.
To prawda. Zapłaciłam mu 15 centów i mi go dał.
W szkole powiedziałaś, że uciekł i wróciłaś do pozostałych,
więc najwyraźniej kłamałaś.
Tylko o moim powrocie.
Chcę, żebyś powiedziała mi prawdę, żadnych więcej kłamstw!
Mark pobiegł w stronę przystani. Poszłam za nim.
Zachowywał się zabawnie. Jakbym miała mu zrobić coś złego.
Więc powiedziałam mu, że go nie skrzywdzę.
A skoro to on zasłużył na medal, to chciałam go przez chwilę potrzymać.
Ale zaczął się śmiać. Więc powiedziałam, że dam mu 15 centów,
jeśli mi go pożyczy do końca pikniku.
Wtedy dał mi medal, ja mu 15 centów. Po tym wszystkim wróciłam na piknik.
Dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej? U pani Fern?
Bałam się, że jeśli powiem, że mam medal, powie, że go ukradłam
i że mam coś wspólnego z utonięciem Marka.
- A masz? - Nie!
Czemu nie powiedziałaś tego wcześniej? Myślałaś, że ja też ci nie uwierzę?
Nie wiem.
Odkąd tata zginął, bardzo się boję.
Bardzo za nim tęsknię, mamusiu.
- Wiem... ja też.
Czego się boisz?
Wszystkiego. Pani Fern, innych dzieci...
Boję się, że ty też zginiesz.
Że będę sama.
Że zostanę w tej okropne szkole na zawsze
i zrobią mi złe rzeczy,
bo tak bardzo mnie nienawidzą.
Przepraszam, że skłamałam, mamusiu.
Bardzo się bałam, nie wiedziałam co robić.
Przepraszam, kochanie. Nie płacz.
Proszę, nie pozwól pani Fern mnie skrzywdzić.
Nie obawiaj się, nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić.
Jesteś pewna, że nie chcesz kawy?
Nie, i tak mam problemy ze spaniem.
Znowu te koszmary, co?
Mogłoby ci pomóc, gdybyś o tym opowiedziała.
Myślę, że mój problem polega na tym, że nie mam nic do roboty.
A co z pracą dla twojego ojca?
To tylko godzina dziennie.
Chodź ze mną na aerobik. Za tydzień poczujesz się jak nowa kobieta.
Albo staruszka.
Ale to nie jest taki zły pomysł.
Moja żona może pożyczyć ci jeden ze swoich 72 strojów gimnastycznych.
Myślałam, żeby zająć się pisaniem.
Pisałam trochę w collegu.
Bądź wdzięczna swojemu ojcu, masz jego geny.
Co chciałabyś napisać?
Jakiś kryminał.
Myślałam, żeby się do ciebie zwrócić, ale nie miałam odwagi.
Śmiało, on to uwielbia.
Ona ma rację.
Przydałaby mi się rada. Mam pomysł,
ale nie jestem pewna, czy to jest wiarygodne.
Dla większości autorów kryminałów
to żadna przeszkoda. Włączając mnie.
Mam taki pomysł, aby mordercą uczynić małego chłopca.
Tak?
Zastanawia mnie, jak młody mógłby być, aby to było wiarygodne.
Wielu prawdziwych morderców
zaczęło okazywać swój talent w bardzo młodym wieku.
Naprawdę?
Jak w przypadku siostry Allison, czy Bessie Denker?
Myślałem bardziej o Hellen Allison...
Jeśli dobrze pamiętam, stara Bessie
próbowała zabić młodszego brata nim została nastolatką.
To prawda. Coś ci powiem.
Pozwól, że dam ci trochę książek, o prawdziwych zbrodniach.
Proszę, nie musisz się kłopotać.
Kłopotać? O czym ty mówisz.
Tutaj masz sprawę Denkera i inne, które rozluźnią twój umysł.
Rozluźnią umysł?
Nie masz się czym martwić.
Twój mały zabójca może być w podstawówce, jeśli chcesz.
Wiesz, co myślę?
A kogo to obchodzi?
Myślę, że to rozgryzłem.
Jak utonął twój chłopak.
Nie widzisz, że czytam?
Myślę, że ktoś chciał czegoś, co on miał.
Coś jak... medal lub coś podobnego.
Myślę, że ten ktoś podniósł patyk, może kawałek drewna
i bił go nim po głowie, aż wpadł do wody i utonął.
Mam nadzieję, że dobrze ukrył ten kij, bo na pewno są na nim odciski palców
i policja właśnie go szuka.
A oni znajdą wszystko.
Oczywiście, nigdy nie rozgryzą, panienki idealnej Rachel.
Penmark to zrobi. Na razie myśli, że to taka miła dziewczynka.
Ale jestem pewny, że mu się uda. Założę się o to.
Policja tędy chodzi. Mogę im powiedzieć coś, co ich zainteresuje.
Wtedy będę musiała im opowiedzieć wszystko o Leroyu Jessupie.
Że zawsze pił whisky
i wymyka się z pracy, żeby spać w szopie.
Że leży na tym starym krześle
i przegląda magazyny z nagimi kobietami.
Tak, a wiesz co ja im powiem?
Że widziałem jak panna Penmark kradła pieniądze
z torebki pani Breedlove,
którą zostawiła na tamtym stole.
Wtedy będę musiała im opowiedzieć o głupim Leroyu.
Jak wchodzi na schody przeciwpożarowe, aby podglądać moją matkę bez ubrania.
Wtedy powiem im o dziewczynce, która podała trutkę na szczury
szczeniakowi z sąsiedztwa, bo ubrudził jej śliczną żółtą sukienkę.
Wiesz czym jesteś?
Jesteś wielkim kłamcą.
Cały czas kłamiesz.
Kłamiesz tak bardzo, że nie wpuszczą cię do nieba.
I cieszę się z tego.
Nie mówię, że środowisko jest nieistotne,
ale twój brutalny morderca musi mieć jakiś znaczący brak
w swojej strukturze genetycznej.
Czemu nie dasz temu chłopczykowi jakiegoś uszkodzenia mózgu?
Dla tej historii ważne jest, by był postrzegany jako normalny.
A co powiesz na opętanie? Uwielbiam takie tematy.
Tego problemu ciężko jest nie zauważyć.
Więc, co ty na to, że brak moralności może być dziedziczony?
Dlaczego nie?
Jeśli pozytywne skłonności mogą być przekazywane genetycznie,
możliwości fizyczne, talenty artystyczne i tym podobne,
to dlaczego nie cechy socjopatyczne?
Stanowczo się nie zgadzam.
Wiem, że się nie zgadzasz. Gdyby tak było,
wszystkie te lata na kanapie byłyby jak przedłużone wakacje.
Twierdzisz, że Freud nie wiedział, o czym mówi?
Nie, ja tylko mówię,
że podstawowe popędy niekoniecznie zależą od tego,
czy pragniemy własnej siostry,
albo nie nauczono nas korzystać z nocnika.
Rzecz w tym, że sporadycznie, dziecko może być zabójcą.
O czym rozmawiacie?
Oj, kochanie!
Rozmawialiśmy tylko o książce, którą może napisze twoja mama.
Wyobrażacie sobie, co musiała pomyśleć?
Wiesz, jaki jest wujek Emory.
Jego umysł jest jak pajęczyna próbująca złapać ohydne muchy.
Rachel.
Opowiedz mi jeszcze raz, jak pani Post spadła ze schodów w Chicago.
Pamiętasz to?
Podała mi szklankę mleka,
kiedy usłyszałyśmy kota za tylnymi drzwiami.
A pani Post powiedziała, że może kot też będzie chciał mleka,
więc otworzyła drzwi, aby znaleźć kota,
ale na schodach był lód, poślizgnęła się i spadła.
I to wszystko, co się wydarzyło?
Po za tym, że krzyczała kiedy spadała,
aż nagle przestała, co musiało oznaczać, że umarła.
Pani Post też pojawi się w twojej książce?
Jeszcze nie wiem.
Christine!
Christine, gdzie jesteś?
Christine! Gdzie jesteś? Chodź do mnie!
Nie zrobię ci krzywdy, chodź tutaj, kochanie!
Gdzie jesteś, Christine?
Gdzie jesteś, kochanie? No chodź.
Znajdę cię, kochanie!
Christine! Gdzie jesteś?!
Christine Denker!
Denker.
O nie! Nie...
GENEZA MORDERSTWA
Hotel Biltmore w Kansas City.
Proszę z panem Richardem Bravo.
U nas jest 3:30.
Proszę zadzwonić do jego pokoju, jestem jego córką.
Chwileczkę.
- Halo? - Tatusiu, to ja.
Chris? O co chodzi, kochanie? Coś się stało?
Przepraszam, że cię obudziłam, ale jest coś, co muszę wiedzieć.
Masz pojęcie, która jest godzina?
Pamiętasz Bessie Denker?
Tatusiu?
- Tak, Chris. - Morderczyni. Zajmowałeś się tą sprawą?
Bessie Denker… ona…
To było tak dawno. Co chcesz o niej wiedzieć?
Pisałeś o jej sprawie.
- Posłuchaj, Chris, jest środek nocy. - Czytam kilka książek.
Pisali, że zamordowała całą rodzinę z wyjątkiem małej dziewczynki.
To brzmi znajomo, ale...
Minęło tyle czasu...
Muszę wiedzieć, jak miała na imię ta dziewczynka
i co się z nią stało.
Przepraszam, nie pamiętam.
Musisz pamiętać, to była słynna sprawa, o której pisałeś!
Posłuchaj, i tak jutro wracam.
Lecę lotem 110. Odbierz z mnie z lotniska.
W międzyczasie, jeśli wciąż jesteś zainteresowana,
spróbuję sobie przypomnieć kilka szczegółów.
Brzmisz, jakby przydała ci się drzemka.
Mnie na pewno.
- Chris, kochanie? -Do zobaczenia jutro, dobranoc.
Cholera!
Wydadzą je w kolekcji „Najlepsze dzieła Richarda Bravo”
Jak nazwą kolejną książkę?
"Przeciętne dzieła Richarda Bravo"?
Dziś wieczorem spotykam się z wydawcą,
aby przekonać go do zmiany tytułu.
- Nie zapomniałeś o czymś? - O czym?
Rozmawialiśmy o tym przez telefon.
Imię dziecka Bessie Denker, co się z nim stało?
A jakie to ma znaczenie?
Myślę, że wiesz, dlaczego to ma znaczenie?
To dziecko miało na imię Christine, prawda?
No co ty, Chris!
Chyba nie wierzysz w takie szaleństwo, że jesteś córką Bessie Denker?
Co... Chris!
- Na miłość boską! - Muszę poznać prawdę.
Jak możesz sądzić....?
Wiesz o moich koszmarach, w których ktoś próbuje mnie zabić.
Wiem, że zajmowałeś się sprawą Denker, gdy miałam dwa lata.
W tym samym wieku była córka Bessie Denker,
która była jedynym dzieckiem, które przeżyło.
To tylko zbieg okoliczności.
Dlaczego ty i mama nie mieliście więcej dzieci?
Kochaliście się, każdy to mówi.
Urodziłam się, gdy byliście małżeństwem
od 10 lat, a mama żyła jeszcze przez 15.
Myślę, że kiedy się urodziłaś, czuliśmy się za starzy na więcej dzieci.
Mam zamiar dowiedzieć się prawdy.
Sprawdzę akta sądowe, zrobię wszystko, co w mojej mocy.
Porozmawiajmy o tym gdzieś indziej.
Znaleziono cię błąkającą się po polu kukurydzy
w pobliżu zabudowań na farmie.
Jakimś cudem uniknęłaś ostatecznej rzezi.
A może Bessie ruszyło sumienie i nie potrafiła cię zabić
Nie, ona próbowała mnie zabić. Pamiętam to.
Pamiętałam to przez te wszystkie lata myśląc że to koszmar.
A to było wspomnienie.
Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy,
Bessie została aresztowana i nie została żadna rodzina,
która mogłaby cię przygarnąć,
więc zadzwoniłem do żony, żeby przyjechała.
Nigdy nie mogliśmy mieć dzieci. Przez lata rozmawialiśmy o adopcji,
ale nie zrobiliśmy żadnego kroku w tym kierunku.
Zupełnie, jakby sprowadziło cię do nas jakieś łaskawe zrządzenie losu.
Łaskawe?
Byłaś taka młoda,
że nie powinnaś tego pamiętać, więc nigdy ci nie powiedzieliśmy.
Nie miało to żadnego sensu.
Twoja matka i ja kochaliśmy cię, jakbyś była naszym dzieckiem.
Dlaczego to zrobiła?
Bessie?
Chciała mieć pełną kontrolę nad rodzinnym majątkiem
Majątek! Był wart niecałe 20 tysięcy dolarów.
Tylko dlatego? Z chciwości?
Taka już była Bessie.
Odkąd była małą dziewczynką.
Szkoda, że mnie też nie zabiła!
Jak możesz mówić takie rzeczy?
Chodzi o Rachel! Ona...
Że co takiego?
Wszystko będzie dobrze.
Zrobiłaś to?
Niby co?
Zabrałaś ten patyk w jakieś dalekie miejsce?
Ten, którym uderzyłaś tego małego chłopca.
Nie ma żadnego patyka.
Policja ma takie specjalne psy, które znajdują zakrwawione kije.
Są specjalnie szkolone do szukania takich patyków,
a kiedy już takiego znajdą,
policja stosuje na nim specjalny środek, który pokazuje krew
niezależnie od tego, jak dobrze został wyczyszczony.
Jak możesz tak dużo kłamać? Nic, tylko kłamiesz.
Kłamię, tak?
- Przepraszam, panie Breedlove. -Tak, o co chodzi?
Tyle słyszy się o morderstwach, metodach pracy policji,
i powiedziałem właśnie pannie Penmark,
że policja ma specjalne psy, które potrafią znaleźć wszędzie krew
oraz że policja ma sposób na wykrycie krwi
na przedmiotach, bez względu na to, jak dobrze została zmyta.
Mówił ci o tym?
Mówi, że jestem kłamcą.
Mają takie psy,
ale mogą podążać tylko za bardzo świeżym tropem,
ale jeśli chodzi o resztę, to ma rację.
Policja ma niesamowite techniki wykrywania śladów krwi
na prawie każdym rodzaju powierzchni,
ale to nie jest właściwy temat do rozmowy z Rachel.
Oczywiście, ma pan rację.
Do zobaczenia kochanie.
Widzisz, nie kłamałem.
Znajdą ten patyk przy pomocy psów,
odkryją na nim krew,
odciski palców, których nie da się zmyć,
i trafisz do więzienia, gdzie spędzisz bardzo dużo czasu,
aż w końcu trafisz na krzesło elektryczne.
Wyda taki dźwięk, a ty usmażysz się jak bekon.
Znowu kłamiesz. Dzieci nie idą na krzesło elektryczne.
Oczywiście, że tak, panno mądralińska. Widziałem kiedyś zdjęcie.
Było jak zwykłe krzesło elektryczne, tylko mniejsze.
To, który widziałem, było niebieskie, ale dla małych dziewczynek mają różowe.
Socjopatia czy skłonność do popełniania przestępstw
nie są dziedziczone, to fakt naukowy.
Sama jesteś na to żywym dowodem.
A co jeśli pominiemy pokolenie? Nie wiemy wszystkiego o genetyce.
No tak, ale...
Powiedz mi, co takiego okropnego zrobiła Rachel,
że zaczęłaś mieć takie myśli?
Ona nie widzi różnicy między dobrem a złem.
Jakby urodziła się bez sumienia.
Nie wiem.
Dokąd idziesz?
Zadzwonię do wydawcy i odwołam spotkanie.
Nie zostawię cię samej.
Nie zmieniaj swojego harmonogramu, pewnie tylko przesadzam.
Ostatnio nie sypiam dobrze. Zachowuję się jak szalona.
- Dziadek! - Witaj, kochanie.
Zgadnij, która kieszeń.
Trzeba łapać małpą wszystko, co spada z drzewa,
ale jeśli nie złapiesz trzech kokosów, przegrywasz grę.
- Dziękuję! - Nie ma za co, kochanie.
Prawie zatrzymałem ją dla siebie.
Pójdę się przebrać.
Nic takiego, kochanie.
Za żadne skarby nie przekonasz mnie, że z tym dzieckiem jest coś nie tak.
Mówiłam ci, że pewnie przesadzam.
Nie chcę, żebyś się spóźnił. Weź mój samochód,
później podrzucisz mi jakoś klucze.
Wrzucę ci je do skrzynki.
Na pewno wszystko w porządku?
Przepraszam, że cię zmartwiłam...
Prawda o mojej prawdziwej matce i całej reszcie,
to sporo do przetworzenia.
Cokolwiek się wydarzyło,
zawsze byłaś moją córką.
I bardzo cię kocham.
Wiem.
Ja ciebie też.
Ucałuj ode mnie Rachel.
Zadzwonię do ciebie z samego rana.
Rachel?
Dokąd idziesz?
Chciałam sobie wziąć szklankę mleka.
- Podejdź tutaj. - Mogę najpierw wziąć mleko?
Nie, kazałam ci podejść.
Co tam ukrywasz?
Nic.
Pokaż mi.
Do niczego już się nie nadają. Chciałam wrzucić je do spalarni.
O mój Boże.
Moje stopy już się nie mieszczą...
Uderzyłaś nimi Marka Daiglera.
Nie! Ja...
Uderzyłaś go tymi podkuciami.
Nie!
Masz mi powiedzieć prawdę!
Nie mogę!
Możesz i zrobisz to!
Nie chcę trafić na krzesło elektryczne!
Nie posyłają dzieci na krzesła elektryczne!
To boli!
Kazałam ci powiedzieć, co zrobiłaś!
To był mój medal!
Co się stało na pomoście?
- To wszystko jego wina! - Bo nie dał ci medalu?
Powiedziałam mu, co zrobię, że uderzę go butem, jeśli mi go nie da!
A le on zaczął szaleć!
Więc musiałam go uderzyć. Nie chciał mi dać medalu.
Mów dalej.
Powiedział, że powie pani Fern, co zrobiłam.
i będę miała kłopoty.
Powiedziałam, że będę go uderzać, dopóki nie obieca milczeć.
A on zaczął wtedy głośno płakać.
I bałam się, że ludzie go usłyszą.
Więc zaczęłam go uderzać, żeby był cicho.
Uderzałam go raz za razem, aż wpadł do wody.
A skąd miał te siniaki na rękach?
Kiedy spadł, złapał się poręczy.
Wiedziałam, że jeśli tak zostanie, powie o wszystkim pani Fern.
Więc uderzałam go w dłonie aż puścił.
Dlaczego chciałaś spalić buty?
Żeby policja nie znalazła na nich krwi.
Pan Breedlove mówi, że mogą to zrobić.
Co wie pan Breedlove?
Nic, tylko rozmawialiśmy.
To nie była moja wina. Nic im nie powiesz, prawda?
Nie, Rachel. Nikomu nie powiem.
To nie twoja wina, masz rację. To moja wina.
Co mam zrobić z butami?
Spal je.
Pani Post nie poślizgnęła się na schodach, prawda?
Kiedy zapytałam ją, kiedy umrze i dostanę ozdobę,
roześmiała się i powiedziała, że będzie żyła wiecznie.
Idź, pozbądź się tych butów.
Powiedziałam mu, co zrobię, a on zaczął szaleć!
Uderzałam go raz za razem, aż wpadł do wody!
Myślę, że to może być dzisiaj.
Dzień, kiedy znajdą ten patyk.
Nie ma żadnego patyka. Tak samo jak psów, do ich szukania.
Tak?
Na twoim miejscu zastanawiałbym się, w co się ubierzesz.
O czym ty mówisz?
Na spotkanie z krzesłem elektrycznym.
W tej sprawie też kłamałeś.
Matka mi mówiła, że dzieci nie trafiają na krzesło elektryczne.
Może o tym nie wie?
Rząd nie mówi ludziom o takich rzeczach. Każdy to wie.
Moja matka nie chce, żebym z tobą rozmawiała.
Buty. Co się stało z tymi butami, którymi cały czas stukałaś?
Nie wiem, co masz na myśli.
Nienawidziłem tych butów i tego głupiego hałasu, jaki wydawały.
Dlatego oblałem je wodą, kiedy szłaś na piknik.
Teraz rozumiem.
Nie uderzyłaś swojego chłopaka żadnym patykiem.
Użyłaś na nim tych butów.
Te metalowe elementy na podeszwie mogą zrobić krzywdę.
Pamiętam te buty. Bolały mnie w nich stopy, więc je wyrzuciłam.
Wyrzuciłaś je? To skąd je mam?
Nie masz ich. To twoje kolejne kłamstwo.
Wcale nie. Mam je.
To skąd je wziąłeś?
Użyłem mojego klucza. Wziąłem je z twojej szafy.
Znowu kłamiesz. Jak zawsze. Spaliłam te buty.
Wrzuciłam je do zsypu spalarni i spaliłam.
Nikt nie ma tych butów.
Tak? Załóżmy, że pracowałem w pobliżu spalarni w piwnicy,
kiedy usłyszałem, jak coś stuka w sypie
i zadałem sobie pytanie: „Co tam jest”?
I wtedy zobaczyłem tę parę błyszczących czarnych butów
z kawałkami metalu na podeszwach.
Trochę się spaliły, ale nie do końca.
Na tyle, że policja bez problemu znajdzie na nich krew chłopca.
Pomyśl, co się stanie.
Chcę je z powrotem.
Chcesz? Ukryłem je tam, gdzie nikt ich nie znajdzie.
Może z wyjątkiem policji
Teraz wiem, że jest na nich krew chłopca.
Chcę te buty z powrotem.
Oddasz mi je albo pożałujesz.
Posłuchaj, nie mam tych cholernych butów.
Tylko żartowałem.
Mówię serio. Żartowałem.
Chcę je z powrotem, jak tylko wrócę ze szkoły.
Słyszałeś mnie?
Mieliśmy cię zaprosić na lunch w centrum,
ale coś mi mówi, że nie jesteś w nastroju.
- Przepraszam, nie mogłam zasnąć. - Kiedy zaczęłaś palić?
Wracaj do łóżka, nim będę musiała cię podnosić z podłogi.
Wpadnę do ciebie po południu, by zobaczyć, czy wróciłaś do żywych.
Chyba mam coś, co dobrze ci zrobi.
- W porządku. - Do zobaczenia.
Leroy, jesteś tam na dole?
Tak, pani Breedlove!
Kazałam ci sprzątnąć te suche liście!
Już się za to zabieram!
Jadę do centrum, lepiej, żebyś to załatwił, zanim wrócę.
Mamo, wróciłam!
Jestem tutaj, skarbie!
- Jesteś chora, mamusiu? - Nie, po prostu zmęczona.
Jak było dzisiaj w szkole?
Nienawidzę jej.
Spotkałam pannę Fern w stołówce, a ona nawet na mnie nie spojrzała.
Nie martw się o to. Jeszcze tylko kilka dni i już nigdy jej nie spotkasz.
Przynieść ci coś? Mogę zrobić herbatę.
Jesteś słodka, ale chcę tylko trochę odpocząć.
- Zamierzasz teraz ćwiczyć? - Chyba odrobię najpierw pracę domową.
Wyświadczysz mi przysługę, wyjmiesz jagnięcinę z zamrażarki?
- Dwa kawałki, najmniejsze. - I co mam z nią zrobić?
Po prostu zostaw je na blacie.
- Odłóż to! - Chciałam sprawdzić nazwę restauracji.
Wybacz, że na ciebie nakrzyczałam. Idź odrobić pracę domową.
Widzę, że cię nie obudziłam, bo szybko otworzyłaś drzwi,
a to oznacza, że nadal nie możesz spać,
a to z kolei oznacza, że ciocia Monica przybyła na ratunek.
- Tabletki nasenne! - Najlepsze, bez skutków ubocznych,
i bez kaca. Będziesz spać jak dziecko.
- Ile mam wziąć? -Tylko jedną, inaczej prześpisz tydzień.
To pomoże z zaśnięciem, ale nadal masz koszmary,
więc proszę.
To lista 10 najlepszych psychiatrów w mieście,
trzech z nich jest bardzo atrakcyjnych,
a jeden wkrótce się rozwiedzie, więc już jest właściwie do wzięcia.
- Jesteś niesamowita. - Gdzie ta mała? Wróciła już ze szkoły?
Odrabia właśnie pracę domową.
To chyba na zewnątrz.
Pomocy! Ktokolwiek!
Błagam!
Wypuście mnie stąd!
Pomocy!
Dzwoń po straż pożarną!
Nieważne, ja zadzwonię. Upewnij się, że Rachel tego nie widzi.
- O co chodzi? - Dlaczego to zrobiłaś!
- Co zro... Co ty wyprawiasz?
Chodź popatrz.
- To boli! - Po prostu spójrz!
Spójrz na to.
- Kto to? - Dobrze wiesz.
-Nie, Rachel, koniec z kłamstwami!
Słyszysz? Masz przestać kłamać.
Mów, dlaczego to zrobiłaś!
Dlaczego podpaliłaś szopę? Dlaczego zabiłaś Leroya?
Nie lubiłaś go! Kazałaś mi to zrobić!
- O mój Boże. - Miał te buty!
Wiedział o wszystkim, powiedział, że zadzwoni na policję.
Proszę, mamusiu. To nie była moja wina.
Wszystko mi powiedział. Mieli mnie zabrać i skrzywdzić.
Posadziliby mnie na krześle elektrycznym i zabili.
Proszę, mamusiu.
Powiedziałaś, że nie pozwolisz nikomu mnie skrzywdzić.
Obiecałaś!
Tak, obiecałam. Będziemy musiały coś zrobić.
- Prawda? - Co?
Nie wiem.
Któregoś wieczoru, zanim poszłam spać, wyglądałaś tak słodko, tak pięknie.
Mogłam niemal udawać, że nic złego się nie stało.
Wyglądałaś jak mały aniołek.
Tak... doskonały mały aniołek.
WITAMINY
Polly położyła ręcznik na kołdrze.
Następnie bardzo delikatnie wstała z łóżka,
otrzepała się i założyła sukienkę oraz pończochy.
Nigdy nie widziała choinki udekorowanej
i oświetlonej na Gwiazdkę.
Gdy dzieci mają ojców przeżywających ciężkie chwile...
Czas na witaminę C
i jeszcze tylko jedną stronę.
To nie moje.
To nowy rodzaj, polecają go, więc musi być dobry.
Mogę zobaczyć?
- Mam wziąć je wszystkie? -Są mniejsze od tamtych.
Ty pierwsza.
Polly bardzo cicho wymknęła się z pokoju i podeszła do drzwi wejściowych.
Spojrzała na jasny księżyc i zimny, lśniący śnieg.
Carterowie muszą mieć drzewko - pomyślała.
Mieszkali dwie przecznice dalej.
A jeśli zostawili odsłonięte zasłony, można było zajrzeć do środka.
Dom Carterów był dalej, niż pamiętała,
ale widziała, że w oknach paliły się światła.
Podeszła
i zatrzymała się na chwilę przed domem.
Choinka stała tuż przed oknem,
więc widziała owoce, dzwonki, sznurki z popcornem i cukierkami,
a na jej szczycie srebrną gwiazdę.
Nie mogę zrobić nic innego.
Nie mogłam pozwolić, żeby cię skrzywdzili gdzieś zamykając.
Nie mogłam pozwolić ci krzywdzić innych.
To nie była twoja wina.
To trucizna, z którą się urodziłem.
To ona kazała ci robić te wszystkie okropne rzeczy
To już koniec.
Obie możemy odpocząć.
Spij dobrze, kochanie.
Słodkich snów.
Boże, przebacz mi!
Tak bardzo cię kocham.
Przebacz mi, Boże.
Boże, wybacz mi to, co robię.
Nie mogłeś wygłosić lepszej mowy pogrzebowej.
- Chcesz jeszcze kawy? - Nie, dziękuję.
Mam wrażenie, że to wszystko jest strasznym koszmarem.
Chciałbym, żeby tak było.
Dlaczego to zrobiła? Zwykle znajduje się jakiś list czy coś,
ale nie znaleźliśmy nic z Emorym.
Ostatnio nie była sobą, ale nawet nie pomyśleliśmy,
że mogłaby posunąć się do czegoś takiego.
Jeśli ktokolwiek miałby to przewidzieć, to ja.
Wyznałem coś niedawno Christine.
Coś związanego z jej przeszłością.
Myślałem, że dobrze sobie z tym radzi.
Najwyraźniej...
Przykro mi, że musiałaś przez to przejść.
Mam klucz. Kiedy zobaczyłam dziewczynkę
leżącą w ten sposób, prawie dostałam udaru.
Wiedziałam, że co było nie tak, ten strzał powinien ją obudzić.
Dla nas to było jak wystrzał z armaty.
Wtedy zobaczyłam fiolkę bez połowy moich tabletek nasennych.
To ja znalazłem Christine.
Była w gabinecie.
Pora iść.
Nie przejmuj się mieszkaniem.
Pomożemy ci ze wszystkim, zajmiemy się Tobą.
Ja się nim zajmę.
- Prawda, dziadku? - Będziemy dbać o siebie nawzajem.
- Jesteś gotowa? - Wszystko jest w samochodzie.
Będzie nam Ciebie brakowało. Chodź tutaj.
Uwielbiałam mieć cię w pobliżu. Co ja teraz zrobię bez ciebie?
- Dziadku? - Tak, kochanie?
Będę mogła czasami odwiedzać ciocię Monikę?
Oczywiście, że tak.
Wracaj prędko, bo medalion będzie gotowy w przyszłym tygodniu.
Lepiej już chodźmy.
Zapomniałam czegoś.
Tyle wam jestem winien.
- Gdybyście nie wezwali karetki... - Lepiej o tym nie myśleć.
Myśl o tym, jakie mamy szczęście, że wciąż jest z nami.
W porządku, dziadku.
Jestem gotowa.
Napisy: rafal7 Na podstawie: Budabis
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.