Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
WIELKIE ZIEWNIĘCIE HISTORII
- Tak? - My w sprawie pracy.
Aż tylu was?
Wchodźcie pojedynczo.
Zdejmij buty.
Zostaw tutaj. Idź do pierwszego pokoju.
- Dzień dobry. - Zostaw buty.
Bez butów.
Nazywam się Reza Hosseini.
Mam 30 lat i doktorat z inżynierii.
Uczę literatury.
Chcesz zmienić pracę?
Jestem właścicielem sklepu,
ale interes ostatnio nie idzie,
więc kiedy znalazłem te sto dolarów, postanowiłem spytać o pracę.
Gdzie pracowałeś?
Byłem kierownikiem sprzedaży w kilku firmach.
Oraz księgowym w Kuwejcie.
Dobrze płacili?
Nieważne, zgodzę się na wszystko.
Chętnie się uczę.
Co chciałeś zrobić z tym banknotem?
Odnaleźć właściciela.
Czemu go nie zatrzymałeś?
To haram . Nie jest mój.
W co wierzysz?
W różne rzeczy.
Na przykład?
- W karmę. - W co jeszcze?
Po prostu w Boga.
- To wszystko? - W ludzkość.
- W dobroć. - Jesteś dobrym chłopakiem.
Ale nie do tej roboty.
- Czy to praca zgodna z religią? - Nie.
Wierzysz w cuda?
W cuda?
- Tak. - Ja?
- Ty. - Zdarzają się.
To wszystko. Mam już iść?
- Dziękuję za przyjście. - Dziękuję.
- Może innym razem. - Na pewno.
Wierzysz w dobro i zło? W pomaganie innym i tak dalej?
Kiedyś, teraz już nie.
Wierzę tylko w siebie.
Musielibyśmy się udać w długą podróż.
- Dałbyś radę? - Długa podróż?
Nie wiem.
Raczej nie będę mógł pojechać.
Wierzysz w cokolwiek?
Nie wiem.
Pierwszy raz ktoś mnie o to pyta.
- Nie zastanawiałem się. - Wierzysz w halal i haram ?
Nie.
Jutro po wschodzie słońca.
Spotkamy się na dworcu. Zabierz przedmioty osobiste.
Udamy się w podróż.
Dobrze.
Powiedz bliskim, żeby się o ciebie nie martwili.
Na pewno ich uprzedzę.
Ale ucieszą się, że mam pracę.
Przepraszam, kupi mi pan szczoteczkę do zębów?
Kupi mi pan może szczoteczkę do zębów?
Przykro mi, nie mogę.
Proszę pani.
Kupi mi pani szczoteczkę i pastę do zębów?
Dzień dobry.
Daj mi swoje rzeczy.
- To wszystko? - Tak.
- Masz jakąś bieliznę, ubrania? - Starczy mi to, co mam na sobie.
- Zmarzniesz. - Nie.
Jak chcesz.
Nie chcesz o nic spytać? O to, dokąd jedziemy?
- Co to za robota? Ile dostaniesz? - Godzę się na wszystko.
Zabijemy pewnego faceta.
Ma w domu dużo pieniędzy.
Muszę go zabić?
Wolałbyś tylko przeliczyć pieniądze?
Ale...
nie sądzę, że potrafię kogoś zabić.
Myślałem, że godzisz się na wszystko.
- Tak, ale... - Wkręcam cię.
Pójdziemy do jaskini.
- Do jaskini? - Tak.
Do jaskini.
Nie wiesz, co to jaskinia?
Wiem.
Idziemy do jaskini.
Ja zaczekam na zewnątrz, ty wejdziesz.
Głęboko w jaskini jest skrzynia pełna złotych monet.
Zabierzesz je i wyjdziesz.
Podzielimy się po połowie.
Może być?
Pokaż plecak.
- Mam tam wejść? - Nic nie mów przez chwilę.
Nie.
- Co "nie"? - Nie ta jaskinia.
- Przyszliśmy do niewłaściwej? - Tak.
W takim razie idziemy do następnej?
Nie pytaj tyle.
Przepraszam panią.
Możemy gdzieś tu zanocować? Jest nas dwóch.
- Ile macie pieniędzy? - Nic nie mamy.
- Popracujecie? - Gdzie?
Na tym polu ryżu. Przydałaby mi się pomoc.
Syn może pomóc?
Oczywiście.
Świetnie. Dokąd mamy iść?
Zaczekajcie koło domu, zaraz przyjdę.
Ostrożnie.
Nie tak mocno.
Delikatnie, to nie zapasy.
Teraz możesz już pytać.
O co?
Wcześniej ci zakazałem. Teraz pozwalam.
Ta druga jaskinia jest blisko?
- Nie wiem. - O co chodzi z tymi monetami?
O nic.
To dlaczego ja mam je zabrać?
Nie wiem.
- To niebezpieczne? - Nie.
Nie powiedział pan, skąd ma pewność, że te monety tam są.
Dosyć. Wystarczy.
Chcę tylko wiedzieć, czy monety są niczyje,
żeby nie było kłopotów.
Nie bój się.
Nie boję się.
Po prostu nie rozumiem.
Usiądź.
Chodzi o to, że mam sen...
Przepraszam.
Jesteś uczulony?
Nie, to chyba od dymu z papierosa.
Maloos.
- Maloos? - Jaki ma pan sen?
To kichnięcie to znak, żeby poczekać.
Spałeś?
Dobrze pracuje?
Tak, ale nie jest pańskim synem.
Asystentem.
W czym pomaga?
- Jest pan lekarzem? - Dlaczego lekarzem?
Skoro ma pan asystenta...
Jesteśmy ekoturystami.
- Ekoturystami? - Oglądamy przyrodę.
Jest tu jakaś jaskinia?
Jaskinia?
Jest, ale nie sposób się tam dostać.
Widzieliśmy ją.
Jest inna po drugiej stronie, ale mała.
Gdzie?
Tam, za tymi polami.
Każdy wskaże wam drogę.
Hodowałeś kiedyś zwierzęta?
- Nie. - A twoi rodzice?
Nie.
Co robią?
- Nie ma ich w Iranie. - Nie pytam, gdzie są.
- Ale gdzie są? - W Niemczech.
Mam siostrę w Niemczech.
Czemu z nimi nie pojechałeś?
Byłem zajęty pracą.
Nie mówiłeś, że nigdy nie pracowałeś?
Muszę odbyć służbę w wojsku, żeby wyjechać.
Wiesz, czemu nigdy nie miałeś pracy?
- Bo nie chodziłem do szkoły? - Nie.
Bo nie masz wiary.
Co to znaczy?
Gdybyś prosił Boga o pracę, już byś jakąś miał.
Nie prosiłem Boga, a dostałem pracę.
Bo ja prosiłem o to Boga.
A to nie jest praca.
Pieniądze przyjdą łatwo.
Praca to wysiłek, pot.
Skoro aż tak pan wierzy, czemu nie ma pracy?
Dużo pracowałem.
Ciężko.
Malowałem budynki, naprawiałem klimatyzatory.
Ale powiedziałem sobie "dosyć".
Pomyślałem: "Czy nie zasługuję na to, na co nie zasługuję?".
A co to znaczy?
Też nie ta.
Co chcesz wiedzieć?
Co to był za sen?
Zadajesz za dużo pytań.
Śnią mi się złote monety.
- Zmyśla pan. - Uwierz, śnią mi się.
Czy to taki żart, jak w pociągu? Że mam kogoś zabić?
Przysięgam na duszę matki, że śnią mi się złote monety.
Śni mi się, że stoję pośrodku jaskini.
Właściwie to ktoś inny, ale czuję się, jakbym patrzył na siebie.
Na końcu jaskini jest skrzynia.
Pełna złotych monet.
Nie można wierzyć snom.
A jeśli on się powtarza?
Wtedy też.
Ale jestem pewny, że te monety istnieją.
Ja jestem pewny, że nie.
Dobra.
Jeżeli ich nie ma, po powrocie i tak ci zapłacę. Zgoda?
Ile on ci płaci?
Wykorzystuje cię.
Pracuj dla mnie, to pozwolę ci tu zamieszkać.
Byłoby szkoda, gdybyś się z nim włóczył.
Nie mogę zostać.
Mieszkam tu sama, przydałaby mi się pomoc.
Wszyscy inni się wynieśli, ale ja nie chcę.
Dokąd poszli?
Do miasta, a gdzie?
Chcę iść z nim.
Dobrze, idź z nim. Ale wróć tu, pracuj i żyj.
- Ale... - Przemyśl to.
Nie ta.
Shoja?
Shoja!
Dokąd poszedłeś?
Gdzie jesteś?
Co w ciebie wstąpiło?
- Odejdę bez uprzedzenia. - O czym mówisz?
Czy ja jestem idiotą?
Mam łazić za panem od jaskini do jaskini?
Byliśmy dopiero w trzech.
Powiedział pan, że wejdę do jaskini, zabiorę monety i wrócimy.
- Nie było mowy o stu jaskiniach! - Nie pytałeś.
- Mam to gdzieś. - Czekaj!
Stajesz się pewny siebie, jak tylko ktoś cię pochwali?
Zapewniam cię, że tam jest skrzynia pełna monet.
Po co jestem panu potrzebny? Dlaczego sam nie weźmie pan skarbu?
- A jak sądzisz? - Bo to niebezpieczne.
Wyniosę monety, a pan z nimi ucieknie.
Idioto. Mylisz się.
A więc czemu?
Nie zabiorę monet z jaskini.
Jestem uczciwy, choć biedny.
Moje życie stanęłoby na głowie.
Mogą być haram .
Mówiłem ci. Zabierzesz monety i przekażesz mi połowę.
- A więc ja zgrzeszę. - Przecież w nic nie wierzysz.
Ale jeśli tam są, to moja niewiara jest błędem.
Chłopcze, o nic nie prosiłem.
Pytałem tylko, czy wierzysz i powiedziałeś, że nie.
Bo nie wierzę.
Gdyby istniała jakaś siła, byłoby inaczej.
Łatwiej przyszłoby nam znalezienie tych monet.
Nie łazilibyśmy od jednej jaskini do drugiej.
- To za mało. - Proszę, więcej nie mam.
Luksusowy jest droższy.
- Jaki? - Chcecie prysznic?
Niech pan da nam zniżkę.
- Zgoda. - Dziękuję.
Shoja. Obudź się.
Obudź się, musimy już iść.
- Co się stało? - Nic, musimy się zbierać.
Miałem sen.
- Gdzie jesteśmy? - Tam, gdzie poprzednio.
Śniło mi się, że jestem w jaskini.
Odwracam się, a na zewnątrz jest pustynia.
Jesteśmy w złym miejscu. Wstawaj.
Co robi twój ojciec w Niemczech?
Jest pilotem.
Tęsknisz za rodzicami?
Przywykłem.
Idź do wojska, to ich odwiedzisz.
Mama mówiła, że po moim porodzie ojciec zachorował.
Zmarł dwa lata później.
Najwyraźniej nie potrafił kochać nas oboje.
Bóg to zobaczył i odebrał mu życie.
Zawsze tak jest.
Kiedy rodzi się dziecko, wszystko się zmienia.
Trzeba wybrać między dzieckiem a mężem.
Twoja mama wybrała twojego ojca.
Dlatego razem wyjechali do Niemiec.
Jaskinia Mamada Karakala.
Ale jest dużo pięknych zabytków historii.
- Po co iść do jaskini? - Gdzie?
Jest ładna łaźnia naprzeciwko.
I stary meczet.
- Gdzie ta jaskinia... - Mamada Karakala.
Żył tu taki jeden, przebiegły i bystry. Był rozbójnikiem.
Zabierał ludziom złoto i cenne przedmioty.
Miał jaskinię tam, gdzie nawet karakale nie chodziły.
Dlatego zyskał przydomek Karakal.
Legenda głosi, że szach Abbas bardzo go polubił.
Poprosił, żeby przestał rabować i został celnikiem.
Mamad się zgodził. A jego jaskinia została.
Co z monetami?
Monety?
Nie wiem, czy tam były jakieś monety.
Ale mam przyjaciela, który zna historię regionu.
Zaproszę go tu.
- To chyba ta. - Ani słowa przy nim.
Jutro po nie pójdę.
- Sam? - Bez obaw. Dam radę.
Żebym został z niczym?
Nie jestem złodziejem.
Skoro nie wierzysz, wszystko ci wolno.
Na co mam przysiąc?
Jak mogę uwierzyć w twoją przysięgę?
- Chcecie iść tam jutro? - Tak.
Weźcie mój motocykl. Dojedziecie w pół godziny.
- Umiecie jeździć motocyklem? - Umiesz?
- Tak. - Wynocha stąd!
Przepraszam. Nikt nie wie, kim są rodzice tego bękarta.
Gdzie jest jaskinia Mohameda Karakala?
Mamada Karakala!
- Jak masz na imię? - Zostaniesz tu na stałe?
- Nie. - To po co ci moje imię?
Żebym mógł cię jakoś nazywać.
Mów mi, jak chcesz. Może być Jalal?
- Jak masz naprawdę na imię? - Nie mam imienia.
Chciałem ci pomóc.
- Masz pieniądze? - Nie.
Więc jak mi pomożesz?
Jesteśmy podobni.
- Wcale nie. - Nie z wyglądu.
Też nazywają cię bękartem?
- Nie. - A więc o co chodzi?
Też nie mam rodziców.
- Jesteś sierotą. - Tak.
- Jest mnóstwo sierot. - Co z tego?
Wiesz.
Mogę usiąść?
Gdzie sypiasz?
Co cię to obchodzi? Mam nóż, uważaj.
Też nie mam domu, odkąd skończyłem 18 lat.
Wychowałem się w domu dziecka.
Ile masz lat?
Dwadzieścia trzy. A ty?
Szesnaście, ale mogę być starszy.
Czemu nie pójdziesz do domu dziecka? Tam ci będzie lepiej.
Lepiej? Ledwo uciekłem.
- Naprawdę byłeś w domu dziecka? - Tak.
Ale kazali mi odejść.
Skończyłem 18 lat, dali mi trochę grosza i odprawili.
Odtąd nie mam gdzie mieszkać.
Skąd wiesz, że nie jesteś bękartem?
A jakie to ma znaczenie?
Tutaj wszyscy tak mnie nazywają.
Dlaczego?
Kiedy byłem mały, zabrali mnie do jaskini.
Do Jaskini Jakuba. Była tam dziura.
Nazywali ją dziurą halal haram.
Była bardzo ciasna.
Kazali mi do niej wejść.
Byłem dzieckiem, więc się bałem.
Powiedzieli, że jak nie wejdę, jestem bękartem.
Nie wszedłem i odtąd mówią na mnie...
Muszę iść.
- Nie uraził cię. - Nie czuję się urażony.
Nic nie powiedziałem.
Mogę ci coś poradzić, żebyś nie tracił czasu?
Mów.
Są dwa rodzaje wykrywaczy metali - pulsacyjne i oscylacyjne.
Oscylacyjne wskazują duży obszar.
Pulsacyjne wskażą ci dokładne miejsce skarbu.
- Nie szukamy skarbów. - Rozumiem.
Chcę tylko pomóc.
Zalecam używać obu, razem.
Oszczędzicie czas i pieniądze.
Ludzie często kupują jeden, a potem wracają po drugi.
- Wszyscy mnie tu znają. - Nie szukamy żadnego skarbu.
Rozumiem cię.
Ale posłuchaj, może kiedyś ci się to przyda.
Wypytujecie o różne jaskinie.
Jak nic czegoś szukacie.
Dwuosobowa ekipa.
Widzicie...
Tutaj, tak jak w całym Iranie,
dwuosobowe zespoły się nie sprawdzają.
Dlatego, kiedy coś znajdziecie, porozmawiamy.
Ustalimy nasz procent.
Dobrze. Dziękuję.
To nie są duże pieniądze.
A ja zdobyłem dwóch nowych przyjaciół.
Dobrej nocy.
O czym on mówił?
Twierdzi, że szukamy skarbów.
Jak się dowiedział?
- A szukamy? - A może nie?
Myślisz, że te monety to skarb?
Czym zatem są?
Nie przyśniły mi się skarby.
A oni nie muszą wiedzieć, co robimy.
Czym są te monety?
Cudem.
Powoli. Powoli.
Nie. To nie ta.
Zaszliśmy tak daleko. Sprawdzę, może to jednak ta.
Nie. To niebezpieczne.
- Panie Beyti. - Tak?
Jeżeli to on, musimy go jakoś zgubić.
Oddaję kluczyki.
Już idę.
Dziękuję.
- To pańscy ludzie? - Kto?
Ci bajkerzy z petardami. Idź do pokoju.
Nie. Jesteście cali?
Ile jesteśmy winni?
- Wyjeżdżacie? - Nie, ale chcę zapłacić.
Zamówiłem kanapki. Coś wymyślimy.
Wtedy da nam pan rachunek?
Tak.
Może przychodzi tu każdej nocy.
A co robił koło jaskini?
Nie wiem. Może się pomyliłem.
Też go widziałem.
Mam posłuchać, o czym mówią?
- Jak? - W suficie jest dziura.
Nie. Dowiedzą się i będą kłopoty.
Bez obaw. Podkradnę się i nie zauważą.
Boli.
To prostata.
Zostałeś odpowiednio obrzezany?
Jaki to ma związek?
To jest powód.
Obrzezują tylko nas, Irańczyków.
Naprawdę?
Lekarz mi powiedział.
A ja przeszukałem jego ogródek.
Znalazłeś coś?
Tylko mały kawałek srebra.
Dziwię się, że znajdujesz tyle rzeczy.
Taka robota.
Nie są ojcem i synem.
Tak się przedstawili?
Co powiedzieli?
Nie pytałem ich.
Spytaj rano.
Jak powiedzą, że są ojcem i synem, na pewno coś kombinują.
Chyba że...
matka jest bardzo ładna.
Chłopak nie wygląda na Irańczyka.
Może nawet nie jest obrzezany.
Wymkniemy się o świcie.
- Dokąd pójdziemy? - Nie wiem.
Mam spytać tego dzieciaka?
- Bękarta? - Nie nazywałbym go tak.
A więc ślubnego syna. Skąd on ma wiedzieć?
Powiedział mi o jakiejś jaskini.
- I teraz mi mówisz? - Wyleciało mi z głowy.
Powiedział, że za młodu zabrali go do jaskini.
- Jaskini Jakuba. - Spytaj go.
Tylko niech nikomu nie mówi.
Niech czeka na nas przy wejściu o świcie.
Wskaże nam drogę.
Idźcie prosto tą drogą.
- To daleko? - Godzinę stąd.
- Jesteś pewny? - Tak. Prosto przez godzinę.
Proszę.
Nie, nie trzeba.
- Co z pieniędzmi? - Chce je pan?
Weź je sobie.
Nie chcę ich.
- Weź. - Nie potrzebuję.
Weź je, mówię.
Musimy oszczędzać wodę.
Bez obaw. Zaraz dotrzemy.
Chyba zabłądziliśmy.
Nie.
Wczoraj, kiedy podsłuchiwałem...
mówili, że wyglądam jak obcokrajowiec. To prawda?
Tak.
Między innymi dlatego cię wybrałem.
Ludzie myślą, że jesteś cudzoziemcem i wierzą, że jesteśmy turystami.
Jestem obrzezany.
- Naprawdę? - Tak.
I co mam z tym zrobić?
Nic, mówię tylko.
Muszę zapalić.
- Co to? - Co?
Tam na ziemi.
Co one tu robią?
Świeże.
Jeszcze pachną.
Jak leżały?
- W sensie? - W którą stronę były zwrócone?
To znak. Musimy iść tam.
- Czemu tam? - I tak myślisz, że się zgubiliśmy.
A jeśli tak, to twoja wina. Ty spytałeś o drogę.
Nie możemy się kierować bukietem!
A czym się kierować na pustyni?
- Ale bukiet kwiatów? - Kierunek ma znaczenie.
Znak to znak.
Daj mi łyk swojej wody.
Niewiele mi zostało.
Mam umrzeć?
Weź.
Nie mam pojęcia, gdzie jesteśmy.
Nie zabłądziliśmy.
Chodźmy.
Zmęczyłem się.
- Nie mogę iść. - Zostań.
Zostanę.
Wstawaj, nie wydurniaj się.
Naprawdę nie mogę.
Jestem wyczerpany i buty mnie ocierają.
Siedzenie tu nic ci nie da.
Nie mogę iść dalej.
Zostań tu. A ja obejrzę tamto wzgórze.
Shoja. Shoja!
- Co? - Tu jest wieś!
- Shoja! - Już idę.
Proszę pana!
- Pomocy. - Idę!
Pomocy!
Opuszczona.
Ale pech.
To twoja wina.
Co zrobiłem?
Po co pytaliśmy o drogę bękarta?
Idźcie prosto. Jasne!
- Też pan tam był. - Nie zrzucaj tego na mnie!
Cały dzień narzekasz.
Gdybyś był wierzący, już byśmy ją znaleźli.
Gdybym był wierzący, nie byłoby mnie tu.
Jak dureń łażę za kimś gorszym od siebie!
Jestem gorszy?
Gorszy?
Spadaj! Nie chcę cię widzieć!
Precz!
Już nie wiem, co robić.
Mam dosyć.
Całe życie tyram, żeby udowodnić, że się do czegoś nadaję.
Ale nie. Nie wiem, co robić.
Słyszy pan?
Co to za dźwięk?
30 procent.
30 procent czego?
Czego?
Mógłbym zażądać więcej.
Ale chcę być uczciwy. Dostaniemy po równo.
O czym ty mówisz? Ciekawe, co powie pan Beyti.
- Czemu go uderzasz? - Może umrzeć!
Panie Beyti.
- Co robisz? - Przywracam mu życie!
- Musimy go zabrać do szpitala. - Gdzie znajdziemy szpital? Idź!
Bierz swoje rzeczy i go szukaj!
Szpital...
Jest pan przytomny?
Ile palców wystawiam?
Proszę otworzyć usta.
No już.
Trzymaj.
Ile?
Trzy.
30 procent.
30 procent czego?
30 procent skarbu.
- Cześć, Saeed! - Bracie.
Możesz z nami iść.
Krążymy bez celu.
Nie rób sobie tego.
Grozisz nam?
Grożę?
Młody sam powiedział.
Co powiedziałem?
O 30 procentach.
Postaw się na jego miejscu. Umieraliśmy, a ty żądałeś 30 procent.
Co miał powiedzieć?
Jak mamy udowodnić, że nie szukamy skarbów?
Poćwiartuję cię.
Ale łajdak.
Powiedziałeś "łajdak"?
Szukasz zaczepki.
Jedźmy stąd już.
Nie możemy się teraz poddać.
Chrzanić to.
Omal nie umarliśmy. A pan rezygnuje?
Byłeś pewny, że monet nie ma.
Sam nie wiem, co myśleć.
Ale chcę wiedzieć, czy są, czy nie.
Wyglądam na wariata?
Nie. Czemu pan tak mówi?
Uganiam się za mrzonką.
Kiedy mamy pewność, to nie jest mrzonka.
Właśnie tym jest mrzonka.
Słyszeliście o Szahr-e Babak?
- O tych ruinach? - To nie ruiny. Miasto ma 1800 lat.
A więc starożytne miasto.
Miniecie je i dotrzecie do Dahaju.
Z Dahaju idźcie do wsi Sinekhak.
Tam pójdziecie cztery kilometry bitą drogą.
Zobaczycie wielką szczelinę w skale.
Nazywają ją Wielkim Ziewnięciem Historii.
- Czemu historii? - Bo to historyczne miejsce.
Wystarczyłoby Wielkie Ziewnięcie.
Dawniej wierzono, że mieszkał w niej prorok Jakub.
Jest tam też przejście haram halal.
Idźcie na zachodnią stronę jaskini.
Stamtąd zobaczycie wnętrze.
Jest tam otwór.
Podaj latarkę.
To ta.
- Jest pan pewny? - Tak.
To na pewno ta.
- Mam do niej wejść? - Idź.
Idź. Sam znajdziesz.
Co pan robi? Nic tam nie było.
Szlag by to.
Zostanę tu. Przekonasz się.
To była mrzonka.
Mrzonka.
Mam urojenia.
Ta góra powinna mnie pochłonąć.
Strawiłem życie na marzeniach.
Zaharowywałem się.
I muszę tyrać do śmierci.
Żona miała rację.
Możesz iść.
Ja zostaję.
Dam ci adres teścia.
Powiedz, że jestem ci winien pieniądze.
OJCU
SCENARIUSZ I REŻYSERIA
WYSTĄPILI
ZDJĘCIA
MUZYKA
Wersja polska na zlecenie HBO Transperfect Media Poland
Tekst: Artur Wierzchowski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.