All language subtitles for Gen.V.S02E05.1080p.WEB.h264-ETHEL

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali Download
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish Download
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean Download
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian Download
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese Download
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish Download
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese Download
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Tylko nie rozerwij worka.

POPRZEDNIO

Tęsknię za domem.

To jedź.

Mama się mnie boi.

Annabeth?

Jest tu z tobą? Czemu mi nie powiedziałaś?

Nie chciała cię widzieć.

Cipher ma w domu duże, dziwne, zamknięte drzwi.

Coś na pewno ukrywa.

Chcą, by skopano wam tyłek, więc się zgodzicie.

Jeśli to zrobimy, nie wyśle pan nikogo do Elmiry.

Cipher nie jest supkiem. Czuję to.

Ty zmuś go do mówienia.

Ja zajmę się resztą.

W porządku?

Kurwa, wprost przeciwnie!

Od dołu?

Kuźwa!

Mogłaś się bardziej postarać.

Patrz na to.

Cipher?

Jak marionetka…

Bez sznurków.

Walcz!

Złaźcie!

Wiedziałem, że ma to w sobie.

Marie! Proszę!

MIESIĄC TEMU

Masz strasznie żenujący gust muzyczny.

To jeden z ulubionych utworów Einsteina.

Uważał go za objawienie w twórczości Mozarta.

Einstein był rasistą.

Rasistą?

Był pod obserwacją FBI, bo działał na rzecz praw obywatelskich.

Nienawidził Chińczyków.

Walczył o moich ludzi, ale i tak był rasistą.

Kupiłam ci prezent do nowego domu.

Ja mam żenujący gust muzyczny.

Ty wybierasz okropne prezenty.

To kicz, taki ma być z założenia.

O to w nim chodzi.

Mocniej.

NIEBEZPIECZNE PRZESTRZENIE

OBECNIE

Jakie to uczucie być nowym numerem jeden GU?

Czuję się…

Jordan mieli przewagę biologiczną, nim zmienili się w kobietę.

Czy trzeba usunąć transsportowców z zawodów?

- Muszę iść. - Będzie rewanż?

Jeszcze kilka pytań.

Kurwa mać!

Pieprzony dupek!

Jordan, już dobrze.

Kontrolował nas!

Ale to nie byliście wy.

To byliśmy my!

Kurwa, byliśmy tam cały czas!

Jak na tylnym siedzeniu auta.

Czuliśmy i widzieliśmy wszystko, ale Cipher prowadził.

Zamieniał nas. Nie mieliśmy nad tym kontroli!

Nigdy się tak nie czuliśmy!

Byliśmy bezradni!

Myśleliśmy, że cię zabijemy, Marie!

Ale już po wszystkim.

- Nic nam nie jest. - Po wszystkim?

Marie, myśleliśmy, że nas rozerwiesz na strzępy.

To, co nam zrobiłaś…

Cipher miał rację.

Co do ciebie i twoich mocy.

- Nie… - Marie!

Nie ma racji!

Śmiem się nie zgodzić.

Chyba jednak mam rację.

Jak się czułaś?

Twoje moce jeszcze nigdy nie były tak silne.

To przerażające, wiem,

ale też emocjonujące, prawda?

Ekscytujące, stymulujące, porywające?

Dorzuć kilka synonimów i zrób mi tę przyjemność.

Te wszystkie gierki, jebane przedstawienie przed tymi ludźmi,

i po co?

Czy to nie oczywiste?

Presja doprowadziła cię dalej, niż mogłabyś zajść sama.

Pieprz się.

To dopiero początek.

Przed tobą jeszcze długa droga.

Jutro wrócimy do treningu.

Nic z panem nie zrobię!

Rozumiem, adrenalina buzuje.

Prawie zrobiłaś swojemu

chłopakowi-dziewczynie flebektomię.

Nie ma świata, w którym chciałabym z panem trenować.

Zmienisz zdanie,

bo ciekawi cię, co będzie dalej.

- Gdzie możesz zajść. - Nie zgadza się.

Boże, przepraszam.

Pewnie chcesz, żebym znów wsadził wam rękę w tyłek,

jak marionetce, którą jesteście.

Nie?

Tak myślałem.

Bo pokazaliście mnie i całemu światu, jacy jesteście słabi.

Jeśli nie chcesz wraz z przyjaciółmi dołączyć do Cate,

- przemyślisz to jeszcze. - Dołączyć do Cate gdzie?

W Elmirze.

Chcieliście, żebym się wygadał.

Nagrywaliście mnie.

„Ale ze mnie człowiek”.

Proszę cię. Stać cię na więcej, Marie.

Ktoś musi zostać ukarany, inaczej wyjdę na słabeusza.

Nie dopuszczę do tego.

Poza tym to fajne uczucie.

Mała zemsta, nie?

CENTRUM REHABILITACJI DOROSŁYCH ELMIRA

Stań tu.

TELEPATKA

Zdejmij jej kajdanki.

- Rozbieraj się. - Możesz się odwrócić?

Zamknij mordę i się rozbieraj.

Połóż obie ręce na stole.

I ani, kurwa, drgnij.

Przysiad.

Przyprowadź ją.

Na kolana.

- Nie! - Na kolana, kurwa!

Wypuść mnie i zabij tych skurwieli!

Użyj znowu mocy, to cię usmażymy! Wstawaj, kurwa!

- Dzwonię na policję! - Czekaj!

Sam?

Hej, tato.

Cześć, mamo.

Nikogo nie było w domu,

więc wszedłem sam.

Przepraszam za… drzwi.

Może powinienem był zadzwonić.

Hej, Sammy.

Nadal jesteś mistrzem przytulania?

Jest pewna stara rodzinna tradycja Meyerów

sięgająca czasów bar micwy mojego kuzyna Eliego

w stylu Transformersów. Pomaga przetrwać trudne czasy.

I ta tradycja, moi drodzy,

to narąbać się w trupa.

Dawaj kolejne.

Nie wylejesz kropelki za Cate?

- Nie. - No dobra.

To jest pojebane.

Karma to suka.

Nie możemy jej tam zostawić.

Może nawet jej tam nie być.

Cipher może kłamać.

Widzieliśmy furgonetkę Elmiry.

Więc to na pewno pułapka.

Cipher chce, żebyśmy ją uratowali, żeby znów nas wydymał.

Naraziła się dla nas i teraz za to płaci.

To przez nią nas zamknęli.

Więc najlepiej wiemy, jaki to koszmar.

Codziennie myślałam o tym, żeby się pociąć.

Dość głęboko, żeby to się skończyło.

Emma, nie wyszłaś z celi,

nawet gdy ci pozwolili, bo się bałaś.

Jordan, nie znam silniejszej osoby od was,

a co noc płakaliście do poduszki.

Słyszałam was.

Musimy ją wyciągnąć, bo tak należy.

Nie bez powodu nas nie uratowałaś, Marie.

To była misja samobójcza.

Każdego dnia żałuję, że was zostawiłam.

Cipher uważa mnie za potężną broń.

Użyjmy jej, by zrobić coś dobrego.

Zrozumiem…

jeśli nie chcecie tego robić.

- Bo jesteśmy tacy słabi? - Tego nie powiedziałam.

Ale Cipher tak.

Nie mogę sobie nawet wyobrazić, co on wam zrobił.

Ale jeśli potrzebujecie…

Niczego nie potrzebujemy. Jebać go.

Uratujmy ją.

Co z wami nie tak?

Po chuj wracać do piekła?

Może to pułapka,

ale jeśli dowiemy się, że Cate tam zginęła,

a my nic nie zrobiliśmy, będziesz mogła z tym żyć?

Tak.

Nie.

Kurwa. Dobra.

Wchodzę w to.

Ale, kurwa, jak to zrobimy?

Moja cela była tutaj, w rogu.

Strażnik, który zawsze pachniał czekoladą,

prowadził mnie do izolatki tutaj.

Harry Czekoholik?

Pamiętam go. Zniknął w tym samym czasie, co ty…

Właśnie.

Musiał się skaleczyć przy goleniu.

Spoczywaj w pokoju.

- Czekoholik nie miał słodkiego życia. - Emma.

Znalazłam szyb wentylacyjny i spieprzyłam stamtąd.

Nawet jeśli jakoś wejdziemy i znajdziemy Cate,

i tak nie wyjdziemy tą samą drogą.

- Strażnicy będą nas ścigać. - Wiem.

Po twojej ucieczce dali więcej strażników i wzmocnili drzwi.

W tym tutaj.

Tu zginął Andre.

Nie ma tam przejścia.

Jeśli ma nam się udać,

i żeby było jasne, ten plan jest szalony, a ja go nienawidzę…

ale was kocham bardziej…

Potrzebujemy pomocy kogoś silnego i szalonego.

Jako mała płotka tak bardzo bałem się wody,

że nawet nie wszedłem do wanny.

Mamo, tu się robi zabawnie. Chcesz to zobaczyć?

Idę.

Był w moim bractwie.

Ten koleś, nie kukiełka.

Jaki był?

Uwielbiał studenckie rytuały.

Przepraszam.

- Halo? - Cześć.

Potrzebuję dużej przysługi.

Ale nie seksualnej.

Ta przysługa nie oznacza, że do siebie wrócimy.

Marie jest w Elmirze, chcemy ją uratować.

Są tam metalowe drzwi, przez które ciężko się przedostać.

Potrzebujemy pomocy.

Słyszę twój oddech.

Nie słyszysz mnie? Halo?

Nie, tylko…

Tylko… myślę.

To pilna sprawa, musisz zdecydować teraz.

Nie.

Serio?

Serio.

Mam w dupie Cate.

Miałaś co do niej rację.

Jest złą osobą, a teraz jest tam, gdzie powinna być.

Nie róbcie tego.

Nie warto ryzykować.

Masz rację.

Myślałam tak samo.

Ale jeśli czegoś nie zrobimy, będziemy tak samo pojebani jak ona.

I tak już jestem tak samo pojebany.

Ale będziesz trochę mniej, jeśli nam pomożesz, prawda?

Przykro mi.

Powodzenia.

Uważajcie na siebie.

Pa, Sam.

- Co? - Numer jeden.

- Zasłużyłaś. - Nie mam prawa jazdy.

Nieważne.

Mam złe wieści.

Sam nie jedzie.

Kurwa mać.

Ostatnio nie miałam was do pomocy.

Damy radę.

- Razem. - To wciąż szaleństwo.

Mówię to z żalem, ale Cipher ma rację.

Jeszcze nigdy nie byłam tak silna, czuję to.

Kiedy wy…

Kiedy on mnie atakował,

czułam, że mogę zniszczyć całą arenę.

Musimy chociaż spróbować.

Emma.

Spoko. To tylko Greg.

Fajna stylówka. Jest klimacik z ery Reputation.

Dokąd jedziecie?

Ratujemy Cate.

- Z Elmiry. - O kurde.

Pojadę z wami. Pomogę.

Jeśli nie odezwę się za dzień lub dwa, idź do Polarity.

To przyjaciel.

Więc to pożegnanie?

Mam nadzieję, że nie na zawsze.

No to…

- No dobra. Pa. - Pa.

Pa.

Pa.

- Proszę, proszę. - Zamknij się.

Uratujmy tę sukę.

To, co zwykle, panie dziekanie.

A dla pana, profesorze, stek Wagyu, średnio wysmażony.

Dziękuję bardzo.

Dziękuję, Negin. Zamknij za sobą drzwi.

Chcesz asystentkę?

To ludzie, ale ciągle coś mi przynoszą.

To ich praca.

Co za świat.

Nie, dzięki.

Jak chcesz.

Dziękuję, że znalazłeś dla mnie czas.

- Co cię trapi? - Jak wszyscy,

widziałem tę walkę.

- Zrobiła wrażenie, co? - Tak.

Wiem, że pracujesz z Marie Moreau.

Jak ją tak wytrenowałeś?

Gdzie tego uczą?

Jak doszedłeś do takiej metody?

Ty mi powiedz.

Wypytywałeś o mnie,

ludzi z Voughta w archiwach.

Czego się dowiedziałeś?

Cóż mogę powiedzieć?

Moja praca to całe lata badań

i obserwacji, jak supki akceptują swoje moce takimi, jakie są.

Nie sięgają głębiej.

To rozczarowujące.

Tyle zmarnowanego potencjału.

A Marie Moreau?

Pomogłeś jej sięgnąć po swój potencjał.

Naprawdę chcesz wiedzieć?

Ona zmieni świat.

Jak to?

Dowiemy się w następnym odcinku.

A co z jej znajomymi?

Tymi, których miesiącami obserwowałeś w Elmirze.

Dlaczego nie zapytasz wprost?

Co stało się z moim synem?

No proszę.

To wyzwalające, prawda?

Posłuchaj.

Śmierć twojego syna była wynikiem eksperymentu.

Próbowałem pomóc mu osiągnąć pełny potencjał,

ale niestety jego małe ciałko na to nie pozwalało.

Szkoda, prawda?

No dalej.

Zrób to.

Nie masz nic do stracenia.

Zrób to.

Nie masz pojęcia, z czym masz do czynienia.

A teraz wybacz,

mam Zooma z Daną White'em.

To zasługa tej walki.

Skończ jeść. Nie mam nic przeciwko.

To chyba wszystko.

Lubiłeś śmieciarki.

Niezbyt dobre.

Wtedy to było arcydzieło.

Maeve czasy świetności ma już za sobą.

Nie dotykałbym tego.

Była moim narzędziem badawczym, jak trochę podrosłem.

Poznałeś Queen Maeve na żywo?

Nie.

Wtedy już nie żyła.

To wszystko, co macie?

Same śmieci z dzieciństwa?

Tylko to tam jest?

Zapomnieliście o mnie i po prostu żyliście dalej.

Sam, co mieliśmy zrobić?

Nie wiem. Kupić sobie pieprzonego pelotona.

Myśleliśmy, że nie żyjesz.

Vought nas do tego przekonał. Zrobiliśmy pogrzeb.

Bóg wie, czyje ciało zakopaliśmy. Twoja mama nie odzywała się przez rok.

Ani słowa.

A potem straciliśmy twojego brata.

To, że jakoś żyliśmy dalej, to cud.

Potem zobaczyliśmy cię w wiadomościach.

Żywego.

Jak to możliwe?

Vought powiedział coś o błędach w identyfikacji.

Ale dzwoniliśmy, pisaliśmy e-maile.

Przyjechaliśmy nawet na kampus. Powiedzieli, że nie chcesz nas widzieć.

Posłuchaj, Sammy…

Przepraszam.

Przepraszam, że straciliśmy tyle czasu.

Naprawdę.

Zmierz mnie.

- Co? - Mówię serio.

Te wymiary są nieaktualne.

Nie…

Nie wiedziałem, że próbowaliście…

się ze mną zobaczyć.

- Z kim rozmawiasz? - Sam.

- Daj mi telefon. - Co? Sam!

- Czy to Vought? - Nie.

Chcesz, żeby mnie zabrali? Dawaj ten telefon!

Zamawiałam pizzę od Tony'ego Cicero…

Jesteś dla nich marionetką! Kurde…

- Sam… - Daliście mi eksperymentalny lek,

który rozjebał mi mózg!

- Mieliście mnie chronić! - Sammy…

Nic ci nie jest?

Mamo, tato, przepraszam.

Nie! Nie zbliżaj się!

- Co jest, kurwa? - To pułapka.

Kurwa, mówiłam wam.

Kurwa! Wstrzymajcie…

Odpierdolcie się!

Kurwa, nie ma to jak w domu.

Emma?

Cate. O Boże!

Jezu, ledwo cię poznałam.

Wyglądasz jak Dziwna Barbie.

Ciebie też porwali?

Przyjechaliśmy cię uratować.

Niespodzianka.

Przyjechaliście po mnie?

Głupie to było.

Bo teraz wszyscy tu jesteśmy.

Marie i Jordan?

Ich też złapali.

Mam nadzieję.

Emma, nie wierzę, że po tym wszystkim

zrobiliście to dla mnie.

Nieważne, czy w to wierzysz.

Bo wszyscy tu umrzemy.

Emma?

Dziękuję.

Pani dyrektor.

Czemu zawdzięczamy tę przyjemność?

Wal się.

Zaskoczyło mnie, że przyjęłaś to stanowisko.

Nie sądziłem, że pasujesz do korpo.

Ashley Barrett nie pasowała.

Nie w tym stanie.

Masz to, czego chciałeś.

Wiem.

Będę tęsknić za treningami na kampusie,

ale nic nie równa się z tą całodobową presją.

To wtedy dzieją się cuda.

Może.

Ale nie można oczekiwać innych wyników, robiąc to samo.

Więc mam dla ciebie prezent.

Naprawdę?

I gdzie jest?

Zaraz tu będzie.

Nie musiałaś.

Chciałam.

To przyspieszy proces, bo kończy ci się czas.

Jeśli uda mi się z Marie,

Homelander nie będzie obojętny wobec tego, jaka jest potężna.

Nie martw się o niego.

Dostaniemy wszystko, czego chcemy.

Wszystko.

Cześć, tu Emma. Napisz do mnie.

Przecież nikt już nie dzwoni.

Chyba że to ważne, wtedy się nagraj.

Skrzynka jest przepełniona.

Mój skarb.

Pomyślałam, że może być ci chłodno.

- Z tatą w porządku? - Nic mu nie jest.

Wykonuje różne prace w domu, to go uszczęśliwia.

Naprawił już drzwi i zegar z kukułką.

To tu przyszedłeś, gdy uciekłeś.

Wściekły, że Pocahontas nie była twoją mamą.

Myślałem, że może wrócę do tego, jak było w dzieciństwie.

Kiedy byliśmy rodziną.

Pominiemy wszystko pomiędzy,

ale nie da się tak wrócić.

Nie da się zapomnieć.

Sam…

Tak bardzo cię kocham.

Naprawdę?

Nie chciałam wysyłać cię do Sage Grove.

Nie mieliśmy wyboru.

Byliśmy zagubieni.

Posiadanie agresywnego dziecka z problemami psychicznymi to jedno.

Mieć supka to zupełnie inna historia.

Dlaczego daliście mi Związek V?

Sam, nie jesteś chory przez V.

Jak możesz tak mówić? To mnie zniszczyło.

- Liczyliśmy, że cię ochroni. - Przed czym?

Pamiętasz wujka Ricka?

Przeprowadził się do Vermont.

Kiedy miałeś może dziewięć lat,

wszedł do sklepu spożywczego

i wyciągnął pistolet.

Dlaczego?

Bo miał urojenia i halucynacje.

I napady złości.

Dzięki Bogu policja złapała go, zanim zdążył coś zrobić.

Więc nie jest w Vermont,

tak?

Nie.

Więc po prostu taki jestem.

To nie V.

Nie ty i tata.

Urodziłeś się z tym.

Miałeś pecha w genetycznej loterii.

Zawsze miałem być pieprzonym świrem.

- Nie mów tak. - Super.

To prawda.

Nic mnie nie naprawi.

Zrobiłabym dla ciebie wszystko, Sam.

Ale nikt cię nie powstrzyma.

Nikt cię nie naprawi. Tylko ty możesz coś zmienić.

Jeśli weźmiesz za siebie odpowiedzialność, to może…

Jeśli chcesz kogoś obwiniać,

możesz winić moje gówniane DNA.

Wezmę to na siebie.

To nie twoja wina, mamo.

To wina naszych przodków, ale nie twoja.

Tu zobaczyłem swoją pierwszą cipkę.

Dzięki za to info.

Nie ma za co.

Emma?

Co?

Nie rób tego.

Czemu to robisz?

Chcę mieć chwilę dla siebie, jeśli nie masz nic przeciwko.

Nie daj się zabić.

Myślałam, że jak tylko będę umiała sama rosnąć i się zmniejszać,

jak opanuję to gówno,

to nie będę chciała już rzygać.

Wszyscy powtarzali, że potrzebuję pomocy,

że mam zaburzenia.

A ja powtarzałam, że nic mi nie jest.

To moje moce.

Nigdy nie będę mogła przestać.

Wydostaniemy się stąd.

Nikt nas nie uratuje, Cate.

To nie…

Kurwa mać!

- Nie panuję nad tym. - Oni nas obserwują.

- Jeśli cię zobaczą… - Muszę coś zrobić.

Dali mi jakiś zastrzyk.

Co to, kurwa, było?

Heparyna.

To antykoagulant, więc lepiej nie powiększaj rany.

Ale rozumiem, że samookaleczanie

daje ci pocieszenie w trudnych chwilach.

O nie. Nie patrz na moje ałci.

Chyba że mam kontrolować Jordana, a ty popatrzysz, jak umierają.

Czego chcesz?

Tego samo, o co cały czas proszę.

Współpracuj ze mną.

Mogliśmy to zrobić na kampusie, teraz będzie trudniej.

Sprawa wygląda tak.

Chcesz stąd wyjść, to rób dokładnie to, co mówię.

Nie stawiaj oporu i nie pierdol.

- Nie będę twoją bronią. - Moją co?

Moją bronią?

Marie, nie chcę, żebyś była bronią.

Jesteś zbawieniem.

Moje życie, twoje życie, nasze życia będą lepsze,

gdy osiągniesz swój pełny potencjał.

Mogę prosić o „amen”?

Ktokolwiek?

Ssij pałę, chuju.

Nie o to mi chodziło.

Powiesz jej, o co tu chodzi?

Ostatnim razem, jak tu byliśmy, też robiłeś nas w chuja.

W imię czego?

Wiemy, że byłeś przy narodzinach Marie.

Twój pieprzony Projekt Odessa.

Powiedz jej, czego, kurwa, chcesz!

Cóż…

Skąd w was tyle odwagi?

Wiesz, dlaczego wybrałem was do walki z Marie?

Bo wiedziałem, że mogę wejść w was tak łatwo,

a wy się poddacie ot tak… Jesteście tacy słabi.

Ale pasowaliście do mnie jak ulał.

Wspaniale było być w waszym ciele.

Jesteś kłamcą.

Słucham?

Nie czułeś się z tym dobrze.

Cierpiałeś.

Może i jesteśmy słabi,

ale to ty cały czas cierpisz.

Czuliśmy to.

Chodź ze mną. Muszę ci coś pokazać.

Pomyślałem, że zechcesz złożyć hołd Andre.

Swoje ostatnie chwile spędził tutaj.

Nie myśl, że nie jesteś inspiracją dla innych, Marie.

- Annabeth? - Marie?

Co się dzieje?

Co ja tu robię?

Twoja siostra ma wybór.

Możecie stąd wyjść, jeszcze dziś,

jeśli będzie rozsądna.

Będziesz, Marie?

Marie! Nie!

Proszę! Przestań!

Marie, proszę! Przestań!

Proszę!

Prześpij się z tym.

Marie!

Marie?

Co się stało?

Uwięził Annabeth.

Co?

Uwięził ją w jebanej celi.

O Boże.

- Marie… - Chce, żebym osiągnęła

swój potencjał.

Dobrze.

Bo go zajebię.

Co jej się stało? Krwawi.

Kto to, kurwa, wie?

Wstawaj!

Coś ty zrobiła z kołnierzem?

Rozkuj mnie i daj mi klucze.

No jasne.

W sumie to zadziałało.

Mam.

Już. Idź już.

Idziemy!

Musimy iść!

Wydostałaś się? Jak?

To dzięki Cate. Brawa dla Frankensuki.

Sorki.

Jezu, Cate.

To nie ma sensu.

Co?

Uciekłyście i przybiegłyście tu bez strażników i alarmów?

To dziwne w chuj.

- Więc mamy uciec. - Nie, chcą, żebyśmy spróbowali jak Andre.

Nie mamy wyboru. Rozdzielmy się.

Wy idźcie.

Pójdę po Annabeth.

- Po Anna-kurwa-kogo? - Nie.

Nie zrobisz tego sama.

Nikogo nie zostawiamy.

Chodźcie.

Gdzie są wszyscy?

- Tego właśnie chcą. - Biegnijcie.

To chyba tędy.

- Dalej. - Za wolno!

Emma!

Kuźwa.

Annabeth, nie.

Kurwa, nie żyje?

Co robimy? To czyste zło.

Musimy iść.

Marie, tak nam przykro.

Marie, chodź.

- Co jest? - Marie!

Nadchodzą!

Napisy: Anna Kurzajczyk

Nadzór kreatywny nad tłumaczeniem Zofia Jaworowska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.