Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
2 PAŹDZIERNIKA 1968 - 12.37 PIĘĆ GODZIN JAZDY OD MIASTA MEKSYK
Wydaje się, że tego wieczoru cały świat się wali.
Ale Martín nie ma powodów do zmartwień.
Absolutnie wszystko, co sobie ceni, znajduje się w tym biurze,
chronione przed deszczem
i innymi groźnymi i niewyjaśnionymi zjawiskami, które dotykają ten świat.
A przynajmniej...
tak sądzi Martín.
A skoro wszystko, co mu drogie, można zamknąć w czterech ścianach...
Martín nie musi się niepokoić.
Martín, ofiara czasu i zapomnienia.
Uwięziony w ukochanej, a zarazem znienawidzonej rutynie,
którą niebawem porzuci.
A przynajmniej
tak sądzi Martín.
Ale Martín nie jest tu istotną postacią.
Właściwie
jest jedynie pionkiem w rozgrywce kogoś innego.
A burza, która szaleje kilka metrów nad nim,
dla Martína jest tak samo bez znaczenia, jak deszcz w innych krajach.
A przynajmniej... tak sądzi Martín.
Wracamy na antenę. Przykro nam z powodu zakłóceń...
które niepokoją słuchaczy.
To nie jest zwykła burza.
Wiemy o tym.
Wciąż żadnych wieści?
Nie, proszę pana. Już mówiłem.
Przez burzę autobusy są opóźnione, a to ostatni przystanek.
Proszę zadzwonić!
Słuchacie XIE Radio Coyote.
Nadajemy z góry Teotepec z mocą 100 tysięcy watów.
Muzyka na czasie i najważniejsze wiadomości
dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Rozrywkę zapewniają nasi sponsorzy.
Mamo, muszę zbudować makietę do szkoły, a mój mały domek wciąż się rozpada.
Jeśli szukasz makiet, mamy coś w sam raz dla ciebie.
Najwyższej jakości małe drzewka, domy, samochody i meble.
Zupełnie jak prawdziwe! Dziękuję, Edy Lan!
Makiety Edy Lan, tak realistyczne, jak tylko się da.
- Szpital, dobry wieczór. - Halo?
- Dobry wieczór! - Halo? Jest tam kto?
Proszę połączyć z panem Alberto Engersem z pokoju 191.
Kto mówi?
Ulises Martinez!
To pilne! Dzwonię z automatu, spoza miasta!
Chwileczkę.
2 PAŹDZIERNIKA STUDENCI WYJDĄ NA ULICE TLATELOLCO
Ulises, gdzie jesteś?
Dzięki Bogu, panie Alberto!
Cały wieczór usiłuję się stąd wydostać!
Wciąż jesteś w Guerrero?
Autobusy są opóźnione z powodu burzy. Musiałem dać panu znać.
Jak María?
Źle. Raczej nie zdążysz...
Halo?
Mogę skorzystać z telefonu?
Przykro mi, mamy jedynie wewnętrzną linię między dworcami.
Autobus spóźnia się cztery godziny!
Wszędzie leje jak z cebra. Nie słyszał pan wiadomości?
W mieście też pada.
Kiedy kolejny autobus do Meksyku?
Właśnie mówiłem temu panu.
Wszystkie autobusy są opóźnione.
Tylko nie to.
Muszę dostać się do Meksyku. To pilne!
Autobus 815 miał być tutaj o 21, ale nie przyjechał.
- Wezwie pan taksówkę? - Nie mamy linii telefonicznej.
Przepraszam.
Może pani spróbować z automatu.
Połączenie jest słabe, ale może szczęście pani dopisze.
Dziękuję.
Możecie przysłać taksówkę na dworzec autobusowy?
Dla Irene.
- Dziękuję. - Masz dość dojazdów do pracy?
W aucie też można się dobrze bawić.
Odkryj nowy teatr samochodowy „El Zopilote”
na rogu El Milagro Plaza i ulicy Los Patriotas.
Zabierz rodzinę i skorzystaj z promocji.
Dziękuję.
To miło z pańskiej strony.
Muszę dostać się do Meksyku.
Taksówka przyjedzie?
Tak powiedzieli.
Dobrze się pani czuje?
Przejazd będzie kosztowny.
Możemy pojechać razem. Ja też muszę pilnie dostać się do miasta.
Coś... do picia.
Oczywiście.
WSZYSCY KOCHAJĄ JEDYNĄ W SWOIM RODZAJU COCA-COLĘ
Dziękuję.
- Bardzo dziękuję. - Nie ma za co.
Jak ma pan na imię?
Ulises. A pani?
Irene.
Zostawiłam go przy łóżku. Nie jestem pewna, jak mocno uderzyłam.
Muszę dostać się do miasta albo żadne z naszej dwójki nie przeżyje.
Spokojnie. Jakiej dwójki?
Kogo pobiłaś?
Który miesiąc?
Ósmy.
Jestem w podobnej sytuacji.
Moja żona rodzi, a mnie tam nie ma.
Rozmawiałem z teściem, ale nas rozłączyło.
Muszę się stąd wydostać. Żona źle się czuje, ja też.
Zemdlałem i nawet nie wiem dlaczego.
- Policja już wie? - Nie.
Nie chcę...
Chcę zobaczyć rodzinę.
Jeśli on mnie znajdzie, zabije.
- Może tu przyjechać? - Tak.
Ma samochód?
Zielonego valianta.
Mogę papierosa?
Jasne.
Nie powinnaś palić.
Na co dzień nie palę.
Taksówka będzie kosztować fortunę.
Proszę pani.
Chciałaby pani pojechać z nami taksówką do Meksyku?
Mówi pani po hiszpańsku?
Proszę.
Proszę się uspokoić.
Proszę pani!
My tylko...
- Co powiedziała? - Nie wiem.
NAZYWAM SIĘ BOND... JAMES BOND
Burza rozpętała się nie tylko w Meksyku.
...doniesienia z Kanady, Boliwii, a nawet Norwegii.
Szalejąca od kilku godzin burza sieje zniszczenie.
O tej samej porze w Meksyku...
...rankiem, a tam w południe.
...coś bez precedensu.
Meteorolodzy nie wykryli...
...tego zjawiska.
Może jesteśmy świadkami światowego huraganu.
Niemożliwe...
Dobry wieczór.
Przestraszyła mnie pani!
Przepraszam.
Podać ręcznik papierowy?
Dziękuję.
W porządku? Wygląda pani na zmartwioną.
W porządku, dziękuję.
Pojadę taksówką z jakąś kobietą.
Ulises.
Urodziły się, ale...
Urodziły?
- Tak, Ulises... - Jak to urodziły?
Zostałeś tatą bliźniaków. Są identyczne i podobne do ciebie.
Halo?
Ten deszcz doprowadza do szaleństwa.
Jakbyśmy potrzebowali w kraju więcej szaleńców.
Mogę?
Proszę.
Martín i ja cały dzień słuchaliśmy w radio
o zajściach na Politechnice
i o jutrzejszych protestach w Tlatelolco.
To nie najlepszy czas, by urodzić dziecko.
Don Alberto, słyszy mnie pan?
Co?
Nie!
Kim jest Martín?
To ten z kasy biletowej.
Jest do niczego.
Martín?
Proszę go nie winić.
Odkąd jego żona zmarła 20 lat temu,
czeka tylko na emeryturę.
Halo?
Wyłącz tę cholerną muzykę!
Nie chce się pani stąd wyrwać?
Broń Boże.
Co robiłabym gdzie indziej? To moje miejsce.
I bez obaw o Martína.
Ale ten mężczyzna, który całą noc wrzeszczy...
Mam co do niego złe przeczucia.
Ma w sobie coś dziwnego.
Mnie wydał się miły.
Ulises!
Ludzie są podenerwowani.
Jak ta kobieta, która krzyczy w innym języku.
Spotkałam taką panią, gdy byłam mała.
Nazywają je szamankami. Wiedzą rzeczy, których my nie wiemy.
Nie są groźne.
Taksówka jedzie.
Proszę nie jechać.
- Nie wolno. - Chcę przejść.
Nie może pani jechać.
To niebezpieczne.
Muszę jechać do miasta! Nic pani nie rozumie!
Muszę się tam dostać!
Nie ma pani o niczym pojęcia!
Proszę pani!
Pomocy!
Hej!
Wyłącz to!
Ulises, w szpitalu dzieje się coś złego.
Potrzebujemy cię. Ja muszę iść z...
Zostaw mnie! Pomocy!
Pomocy!
Kobiecie w łazience coś się stało.
Szybko!
To diabeł! Odejdź od niego!
- Tam! - Odsuń się albo nas opęta!
Co z nim?
Proszę pani!
- Proszę pani! - Co jej się stało?
Co z nią?
Przydarzyło się to pani już kiedyś?
Wygląda na padaczkę.
Potrzeba czegoś, co mogłaby gryźć.
Ona nie żyje.
Co?
María, moja żona.
Nie żyje.
Nie żyje.
Wszystko dobrze? Usłyszałem krzyki.
- Jak długo to trwa? - Jakieś dwie minuty.
Myślimy, że to atak padaczki.
Na pewno nie.
Jak pan tu dotarł?
Taksówką z jakąś kobietą i jej synem.
Taksówką?
Nie odjechała?
Powiedzcie temu potworowi z kasy, żeby zadzwonił po karetkę.
Musimy iść.
Powodzenia. Oby wydobrzała.
Taxi!
Inna taksówka przyjedzie w taki deszcz?
To szczęście, że nie pojechaliście.
Kierowca miał jakąś dziwną chorobę.
Jak długo tu jesteście?
Jak długo?
Jestem tu sama z chorym dzieckiem.
Jestem przemoczona, a wy nawet się nie przywitacie.
Przepraszamy. Czekamy na taksówkę.
Nagły wypadek, potrzeba karetki.
Nagły wypadek.
Wyjrzeliście przez okno?
Tak, autobusy są opóźnione i nie mamy się jak stąd wydostać.
Wiem, że nic nie jeździ. Ten potwór w bandażach mi powiedział.
Jej stan jest stabilny. Dziękuję za pomoc.
Nie chcieliśmy wyjść na egoistów...
Moja żona urodziła i...
Gratulacje. Więc do diabła z innymi, tak?
Widać, że ze stolicy.
Dość, spokojnie. Wszyscy musimy dostać się do miasta.
Chodźmy do kasy i poczekajmy na odpowiedź ze stacji.
- Potrzebujemy telefonu. - Ten nie działa.
Nigdy czegoś takiego nie widziałem.
To jakaś mutacja genetyczna.
Na twarzy wyrosły jej włosy. Nie zauważyliście?
Musi jechać do szpitala.
Z Rosą dzieje się to samo.
To ten demon. Diabelskie nasienie!
Zabijmy go, bo wszyscy tak skończymy.
- Szatan go przysłał! - Co?
Proszę pozwolić nam skorzystać z telefonu. To pilne.
Nie ma połączenia, nawet między dworcami.
To sprawka tego demona!
Musimy znaleźć jakiś telefon.
Chodźmy.
Nie wyjdziecie!
Nie wyjdziecie!
Czemu są zamknięte?
Proszę dać klucz.
Sądzicie, że zostałbym tutaj w takim stanie? Nie mam klucza!
Ten demon go ukradł!
Co? Niczego nie ukradłem!
Przecież nie zniknął.
Co ma pan pod bandażami?
Co mam?
To!
Odsuńcie się od demona!
Diabelskie nasienie! Upadły anioł!
Proszę rzucić broń.
Na kolana, Lucyferze!
Nie wiem, o co tu chodzi, ale przysięgam, że to nie moja wina.
Nie patrz, skarbie.
Jestem prostym pracownikiem kopalni.
Proszę mnie oszczędzić. Dla moich dzieci.
Jak mam się tego pozbyć?
- Zwiążmy go! - Sam to zrób!
Nie widzisz, że ta kobieta ma atak?
Irene, pomóż mi.
Nie wiemy, jakim cudem nie zarejestrowały tego
stacje meteorologiczne, o których wspominałeś, Jorge.
Nastroje społeczne w Meksyku nie są najlepsze.
Studentów codziennie spotykają represje.
W innych krajach nie jest lepiej.
Niepokoje społeczne narastają.
Moim zdaniem będzie tylko gorzej.
Analogia Rubéna jest niedorzeczna.
Buntowniczy studenci to nic w porównaniu ze światowym huraganem.
To wirus. Stację opanował wirus.
Niemożliwe.
Inkubacja nie jest tak krótka.
A ty to kto? Lekarz?
Student medycyny.
Student...
Poszukam klucza.
Nie tylko tę stację.
Co?
Wirus opanował nie tylko tę stację.
Ta pogoda, jak i klimat społeczny w naszym kraju są rażące.
Według doniesień na ulicach panuje chaos.
Osiemdziesiąt dziewięć wypadków samochodowych w samym mieście.
Dwanaście napadów na sklepy, siedemnaście morderstw i setki rannych.
Kierowca, który nas przywiózł, miał to samo.
Cała twarz w bandażach.
Ale to nie wirus.
Zamknijcie się!
- Niech oni się zamkną, mamo! - Usiądź.
- Cicho. - Gdy mi to opowiadałaś,
nie mówili tak!
Ignacio, cicho!
Cicho.
Nie możesz tak krzyczeć przy ludziach.
Spokojnie.
Ignacio, przestań!
Ignacio!
Szybko! Już jest.
Woda już jest.
Szybko!
Woda już...
Ma pani na to receptę?
To specjalny lek. Ignacio ma problemy.
Co mu pani dała? Co mu jest?
To ona sprowadziła tu ten wirus.
Dość! Rzuć broń!
Co? Nawet nie jesteś lekarzem. Wiem, że to ona.
Ty tu jesteś jedynym wirusem, kretynie.
Pieprzony hipisowski ćpun.
Pewnie ty sprowadziłeś wirus.
Przez takich jak ty ten kraj jest pochrzaniony.
Pewnie pracujesz dla rządu!
Mówiłem, że pracuję w kopalni!
A ty co? Zgrywasz bohatera, jak ci wszyscy studenci.
Tacy jak ty nie rozumieją. Sądzą, że wszyscy są tacy.
Chcą, żebyśmy myśleli, że wszyscy to jedno ścierwo.
A nie? Po co idziesz na manifestację?
Idziesz do Tlatelolco z tysiącami kretynów, żeby siać chaos.
A potem wszyscy udają niewiniątka.
Właśnie tak myślisz. Że niewinni zasługują na areszt.
- Niewinni zasługują na areszt. - Ignacio, cicho.
- Do Tlatelolco, mamo. Idziemy tam. - Dość, Ignacio.
Cicho, Ignacio! Dość.
Co?
Jego lekarz przyjmuje w Tlatelolco.
Nie mamy nic wspólnego z lewakami.
Dzieje się tu coś dziwnego.
Nie ma klucza.
Spokojnie.
Pomóż mi.
Z drugiej strony.
Proszę pani.
Przekręćmy ją. Zakrztusi się!
Ohyda.
Co ty jej robisz?
Sprawdź co to.
Spokojnie, będzie dobrze.
Zdejmijcie mi te bandaże!
To znów się dzieje!
Szybko!
Zdejmijcie bandaże!
Pomocy!
Niech ktoś mi pomoże!
Proszę pani.
Jestem na zewnątrz.
To znów się dzieje! Zdejmijcie mi bandaże, szybko!
Błagam, to boli!
Proszę otworzyć drzwi.
Pomocy.
Godzinę się goliłem, ale to wraca.
Proszę pani?
Proszę mi się pokazać.
Co się ze mną dzieje?
Doktorze!
Co tu się, kurwa, dzieje?
Uwolnij mnie od tego! Błagam, doktorze!
Doktorze!
Uwolnij mnie! Nie odchodź!
- Też to widzisz? - Tak!
To diabeł!
Diabeł w ludzkiej skórze!
Co z wami?
Co?
Powiedz nam, co tu się dzieje!
Skąd mam wiedzieć?
To diabelskie nasienie!
Zabijcie go!
- Trzeba go zabić! - Zamknij się, skurwysynu!
Zamknij gębę!
Powiedz, jak to robisz, albo giń.
Nic nie robię!
To jakiś rządowy eksperyment kontroli populacji?
- Nie wiem, o czym mowa. - Sowiecki?
Pracuję w kopalni!
A może jakaś substancja halucynogenna?
Mówiłem wam! Pracuję w kopalni Los Filos.
W dziale konserwacji. Pokażę...
- Nie ruszaj się! - Spokojnie!
Zamknij się!
Odpowiedz!
To amerykańska czy sowiecka substancja?
Jak działa?
Chciałeś podłożyć ją w Tlatelolco?
Dlaczego zaczęliście tutaj?
Nie wiem, o czym mówisz! Pokażę...
- Nie ruszaj się! - Spokojnie!
Usiłuje nam coś pokazać.
Irene, błagam! W teczce mam legitymację z kopalni.
Proszę! W tylnej przegrodzie, w portfelu!
Jakim portfelu?
Pracuję w kopalni.
Nie mam nic wspólnego z rządem.
Połowę czasu spędzam tutaj, a połowę w Meksyku. Przysięgam!
Ostrożnie!
Przysięgam na Boga!
Rozwiążcie mnie, proszę!
Rozwiążcie!
Nie ma nawet zdjęcia. Gówno, nie kopalnia.
Powiedz, jak to robisz, albo cię zabiję!
Co robię?
A czasopisma? Jak to wyjaśnisz?
Jakie czasopisma?
Twoja sztuczka się nie udała, co?
Pewnie miałeś zawieźć wyniki do Meksyku,
ale burza zatrzymała cię tutaj.
Powiesz mi, że nie masz nic wspólnego z jego twarzą?
Ignacio, cicho!
Cicho!
Co cię z nią łączy?
- Nic, słowo! - Nie wierzę ci!
Tak do niczego nie dojdziemy! Musicie zobaczyć czasopisma.
Ktoś z was coś pił?
A może to gaz halucynogenny?
Nie ruszaj się!
Mówi prawdę! Nie widzisz tego, prawda, Ulises?
Czego?
Chcę tylko zobaczyć swoje dzieci! Proszę!
Nikogo już nie zobaczysz, gnoju.
Nie!
Przestań!
- On nie widzi tego, co my! - To kłamca! Nie rozumiesz?
Musimy go przeszukać. Pomóżcie mi go związać.
Rosa!
Spokojnie, Rosa!
Zwiąż go!
Rosa!
Rosa, otwórz drzwi.
Rosa!
Odejdź, Martín!
Nie chcę, żeby ktoś oglądał mnie w tym stanie.
Otwórz drzwi, Rosa!
Ze mną dzieje się to samo!
Rosa!
Nie spróbujesz uśpić syna?
Ignacio nie sypia.
Uwielbia czytać.
Czyta i bawi się całymi nocami.
Niewinni zasługują na areszt.
Ignacio.
- Niewinni zasługują na areszt. - Dość.
Ignacio.
Dlaczego to powtarza?
Proszę, rozwiążcie mnie.
Rozwiążcie mnie.
Nie ma nawet legitymacji.
Rząd wybrał sobie marnego królika doświadczalnego.
W moim portfelu jest zdjęcie...
Nic tam nie ma!
Leje, autobusy nie jeżdżą. Nikt cię nie uratuje, więc zamknij gębę.
Twoje teorie nie mają sensu.
Co ma do tego rząd? Skąd mamy wiedzieć, że to nie twoja sprawka?
Nie sprzedałbym się rządowi.
Nikt tu nie pracuje dla rządu! Wbij to sobie do głowy.
Nie mam nic do ukrycia.
Nazywam się Álvaro García Herazo. Mam 25 lat.
Urodzony w stolicy, studiuję tu.
- Co jeszcze? - Po co jechałeś do Meksyku?
Na manifestację na placu Tlatelolco.
Masz z tym problem?
A ty kim jesteś?
Nazywam się Irene Escudero.
Byłam nauczycielką. Zamieszkałam tu po ślubie, trzy lata temu.
Co z wami?
Sądzicie, że mamy czas na pogaduszki?
Musimy pomóc Rosie!
I mnie! I tej kobiecie!
Pan się nie przedstawił.
Mnie nic z nikim nie łączy.
Nic. Ja tylko tu pracuję.
Świetnie wykonuje pan swoją pracę.
Nazywam się Martín Aguilar.
Od 30 lat pracuję w kasie biletowej.
Za dwa tygodnie emerytura.
Chcę tylko, żeby ten autobus przyjechał i was stąd zabrał!
A pani?
Co ja?
Kim pani jest?
Gertrudis Reyes Marks.
Pracuję w branży restauracyjnej.
Momencik.
Czytałem artykuł o pani.
Wątpię.
Oczywiście, że tak. To pani...
- Właścicielka Pinist. - Pinist?
Ta z pomylonym synem?
Proszę uważać na słowa!
Nie zbliżać się, bo wezwę policję.
Bez obaw. Po prostu jestem zaskoczony, że jest z nami właścicielka Pinist.
Nie właścicielka.
Mam kilku partnerów. Wiedzą, że tu jestem.
A syn nie jest pomylony.
Ma jak dotąd nierozpoznane zaburzenie.
To ten od incydentu w restauracji.
Nie zawinił!
To pewnie przez te wszystkie zastrzyki.
Oczywiście.
Ostrzegam panią,
jeśli, jak wtedy, straci nad sobą kontrolę...
nie pozwolę mu siać chaosu na stacji.
Bez obaw.
Zbadam go. Ten artykuł mnie zaintrygował.
Nie pozwolę wam go dotknąć ani zarazić.
Mamy większe problemy.
Jak mamy skłonić demona do zeznań?
- Skarbie. - Zamknijcie się.
- Spokojnie! - Musisz...
Przemieni się.
KAWIARNIA
To normalne.
Zawsze ma ataki, gdy pada.
Boi się wody.
Nie mogę go nawet umyć.
- Opanuję atak paniki. - Nie zbliżaj się.
To nie panika.
To po prostu...
tak jakby woda...
- Woda już jest! - Ignacio!
Woda już jest!
Oddawaj! Pogorszy mu się!
Puść mnie!
Woda już jest!
Pogorszy mu się!
Wstrzykuje mu pani neuroleptyk?
Puść mnie!
Ten deszcz nie jest normalny!
Musimy szybko podać przeciwśrodek.
Puść mnie!
Puść go!
Proszę się opanować!
Skąd wiecie, że to wszystko nie przez tę starą wiedźmę?
Bo wygląda jak ty!
Zamknijcie się!
- Zamknijcie się! - Dość, skarbie.
Jestem pewien, że ma za wysoki poziom acetylocholiny.
Czemu podaje pani neuroleptyk małemu dziecku?
Nie mów mi, jak mam leczyć syna.
Pieprzony studencina!
Czy jest ziarno prawdy w tym, co inne stacje mówią o kwaśnym deszczu?
Kwaśny deszcz nie ma tu nic do rzeczy.
Jest z nami doktor Emil Rossenstok
z Instytutu Meteorologicznego w Meksyku. Wszystko nam wyjaśni.
Dobry wieczór, doktorze Rossenstok.
Mamy zakłócenia. Słyszy mnie pan?
Pada już od dłuższego czasu.
Radzę pozostać w domach.
Po zdarzeniach z Boliwii w Londynie badane są próbki.
Mówi pan o telefonach obywateli? Do nas też dzwonią.
Deszcz zawiera nieznane dotąd substancje.
Unikajcie kontaktu z nimi, nim nie zbierzemy więcej informacji.
Dzieje się coś dziwnego.
I to nie tylko tutaj.
Zamknij się, gnoju!
Rozwiążcie mnie.
- Zamknij gębę! - Dość tych kłótni!
Chcę wam pokazać coś, co znalazłam w czasopismach.
Irene.
Co?
Ona też?
Czemu tak patrzycie?
Twoje włosy...
To znów się dzieje!
Powiedz, jak to zatrzymać!
Ty też jesteś zarażona.
Dołącz do nich.
Wszyscy Ulisesi za kolumnę.
Ruchy.
Musimy odejść od nich jak najdalej.
Co?
Co z twoją potrzebą niesienia pomocy?
Wolę umrzeć na deszczu, niż uczestniczyć w jakimś rządowym eksperymencie.
Wy dwoje musicie pójść ze mną!
Uciekajmy, nim też się zarazimy.
Nie pójdziemy, póki nie przyjedzie autobus.
Nie widzi pani, co się dzieje?
Przemieniają się w kolejności przyjazdu.
Najpierw autochtonka, gość ze stacji, Irene.
Będziemy następni! Musimy uciekać!
Czemu okna stacji są kuloodporne?
Nie wiem.
Gdzie, kurwa, podziały się kule?
- Gdzie, kurwa, podziały się kule? - Ignacio, nie.
Nie wyjdziecie.
Odsuń się! Powiedziałem coś!
Wszyscy się odsuńcie!
Możemy tu zostać, tylko jeśli...
pozbędziemy się Ulisesów.
Zabijesz nas wszystkich?
Mówisz o mnie w liczbie mnogiej?
Musimy zgłosić ten eksperyment.
Ogłosić kwarantannę!
Nikt nie będzie chciał cię słuchać!
Proszę pani?
Proszę się ruszyć, do cholery!
Wychodzę! Walić to!
Mam dowody, że tam dzieje się to samo.
Jakie dowody?
W kasie biletowej.
Jeśli chcecie zobaczyć, że to sprawka diabła...
idźcie do biura na końcu korytarza.
Nie zbliżaj się.
Nie ruszaj się.
Otwórz drzwi na końcu korytarza.
To wariatka. Zabije to dziecko.
- Chłopiec ma jakiś problem. - Tak, swoją matkę.
Umrze bez przeciwśrodka.
To nie jest zwykły deszcz, doktorze. To huragan.
Związki, które wykryliśmy w kroplach deszczu,
mają zupełnie inną budowę niż cząsteczki wody jakie znamy.
Ten deszcz to nie woda.
Nie pochodzi z dwutlenku węgla w chmurach.
Widzi pani, że to szaleńcy. Proszę mnie rozwiązać.
Jeszcze jedno słowo, a rozkwaszę ci gębę.
Ignacio, chodź tutaj.
Rosa!
Ignacio, wracaj!
Rosa, obudź się!
Rosa!
MISTRZOSTWA ŚWIATA 1966, ANGLIA
Nic dziwnego, że Martín bał się od początku.
Rosa, obudź się!
Ignacio, otwórz drzwi.
Otwórz drzwi, wypuść mnie!
Otwieraj!
Obiecałeś, że więcej tego nie zrobisz!
Wypuść mnie!
Otwórz te drzwi, do cholery!
Otwieraj!
Hej, mały!
Mały!
Pomóż mi, proszę!
Rozwiąż mnie.
Rozwiąż.
Co jest?
Co robisz?
Mały!
Mały? Słyszysz mnie?
Rozwiąż mnie!
Ignacio!
Wydostanę was stąd. Ciebie i mamę.
Rozwiąż mnie. Mogę wam pomóc.
Mały! Słyszysz mnie?
- Nie! - Rozwiąż mnie.
Rozwiąż!
Hej!
Co robisz? Co...
Co ty wyrabiasz? Nie!
Otwórz te drzwi, do cholery!
Obiecałeś, że więcej tego nie zrobisz!
Otwórz drzwi!
Jakim cudem zamknął je bez klucza?
Nie wypuści nas.
Musicie zrozumieć.
On się bawi.
Dla niego to zabawa, ale nie sądziłam, że posunie się tak daleko.
Pani syn... To on to robi?
Nie wiem. To ma coś wspólnego z deszczem.
Nie potrafię go już chronić!
Pozabija nas!
Od małego miał takie zdolności, ale nie tak rozwinięte.
Dlatego na początku nie sądziłam, że to on.
Ucisz się i daj mi czytać.
Mama czytała mi ten komiks, jak byłem mały.
Poczytać ci?
Sobowtóry.
ZMIERZ SWOJĄ INTELIGENCJĘ
„Pośród piekielnej burzy... pojawili się oni.
Potrzebowali deszczu, by dostać się na naszą planetę.
Krople wody były ich środkiem lokomocji.
Przybyli, zabrali, co chcieli, i odeszli.
Nie burzyli miast, nie porywali ludzi jak w filmach.
Nie okupowali naszej planety, bo nie było czego okupować.
Przybyli, zabrali, co chcieli, i odeszli.
A chcieli tylko tego...
co czyni nas ludźmi.
Następnego dnia nikt już nie pamiętał o ich wizycie.
Właśnie dlatego, że nie mają tożsamości...
nikt nie zauważył podobieństw.
Podobnie jak mrówki myślą, że każda z nich jest inna.
Ale dla nas, ludzkich gigantów, którzy oglądają je z góry,
wszystkie to tylko mrówki.
Dla gigantów mrówki są jak zabaweczki.
Tylko ktoś odmienny od reszty zdołałby zauważyć różnice.
Ale nie było nikogo takiego.
Począwszy od tego dnia
i przez resztę naszej egzystencji...
wszystko było inne.
Życie na Ziemi już nigdy nie było takie samo.
Ale jednocześnie nic się nie zmieniło.
Koniec”.
To widziałam. Przejrzyj czasopisma.
Chcesz stąd wyjść?
Powiem ci, kto ma klucze.
Ale gdy się dowiesz...
będziesz musiał go zabić.
Wciąż sądzisz, że to sprawka rządu?
Oczywiście!
Skądś się tu wzięły.
Ulises nie działa sam.
Co?
To też włożył tutaj rząd?
To moi rodzice.
Jeśli nie zabijesz go w ciągu pięciu minut,
twoje nowo narodzone bliźniaki też umrą.
Niemożliwe!
Spójrz.
Hej!
Co robisz chłopcu?
- Zwiąż ich! - Co?
- To nie jest normalny dzieciak! - Jak to?
On to wszystko robi. Zwiąż ich!
Nie zwiążę dziecka!
Zwiąż!
A ty, mały gnojku,
zrób cokolwiek, a odstrzelę ci łeb.
Idę po klucz.
Klucze, łajzo!
Nie mam ich!
Nie pogrywaj sobie ze mną. W kieszeni.
Ktoś je tam włożył!
- To Ignacio. - Zamknij się!
Wychodzić!
Wszyscy!
Ale już!
Ruszaj się, gnoju!
Rosa!
Idziemy!
Ignacio?
Co powiedział ci ten związany pan?
Dlaczego go rozwiązałeś?
- Szybciej, skurwysyny! - To diabeł!
Zaczyna się walka. Kto ma broń, ten dzierży władzę.
- Niewinni zasługują na areszt. - Przestań, Ignacio!
Muszę podać mu lek. To jedyny sposób.
To wszystko sprawka tego gnojka.
Niewinni zasługują na areszt.
A ta łajza mu pomaga! To on miał klucze.
- To ma być wyjaśnienie? - Zabije mnie.
Nie chcę nikogo zabijać! Jesteście poryci!
Chcę się tylko stąd wydostać!
Niewinni zasługują na areszt.
Zaczyna się walka.
Kto ma broń, ten dzierży władzę!
- Rozwiąż mnie. - Niewinni zasługują na areszt.
Przeklęte miejsce i przeklęty dzieciak.
Nie otworzysz drzwi.
Nawet kule nie zbiły szyb.
Ulises...
Zapomniałeś, jaka była umowa?
Ignacio!
Cześć, doktorze.
To dlatego, że twoje kule nie trafiły tam, gdzie trzeba.
O czym ty mówisz?
Tam, tam i tam.
Obiecałeś panować nad sobą!
Ignacio, proszę! Przestań natychmiast.
Daj mi lek!
Daj jej!
- Daj jej lek! Co ty wyrabiasz? - Gdzie ten lek?
Tutaj, mamusiu.
Ignacio, nie.
Nie!
Posłuchaj.
To nie jesteś ty.
Coś tobą zawładnęło.
Pamiętasz, co stało się w restauracji?
Co obiecałeś lekarzowi,
żeby nie zamknął cię w szpitalu?
Pamiętasz, kochanie?
Nie pamiętam.
Nie! Rozwiąż mnie!
Irene! Pomocy! Rozwiąż mnie.
Już.
Szybko!
Ulises...
Nie dotrzymasz umowy?
Nie! Ignacio, nie!
Uciekajcie!
Zaraz stanie się coś złego! Uciekajcie!
Chodź tu, ty mały gnoju!
Co wiesz o mojej rodzinie?
Ulises, puść go! Dla własnego dobra.
Nie opuścisz tego miejsca.
Nie dotrzymałeś umowy,
więc nie masz już kluczy.
Jak to nie mam...
Klucze!
Co się dzieje?
- Co ci jest? - Ignacio, proszę, przestań!
Ignacio, przestań natychmiast!
Zabiję cię! Mam gdzieś, że jesteś dzieckiem!
Nie możesz mnie zastrzelić,
bo nie masz już strzelby.
Ignacio, błagam! Przestań natychmiast!
Odsuń się.
Odsuń się. Nie panuję nad tym.
Ignacio, dość!
Ignacio! Natychmiast przestań!
Odsuń się, nie panuję nad tym!
Odsuń się!
Stację objęto kwarantanną. Kończymy audycję.
Nie wychodźcie z domów.
I pod żadnym pozorem nie patrzcie w lustra.
W komunikacie alarmowym prezydent radził...
by unikać kontaktu z deszczem i zakażonymi osobami.
...na tę chwilę...
...pod żadnym pozorem.
Na ulicach szaleje panika. Ludzie się prze...
...twarz o meksykańskich rysach z brodą i wąsami.
Szpitale są tylko...
Nie wiemy, skąd te rysy.
Odnotowano to w USA, Europie, na całym świecie.
Nie patrzcie w lustra!
Zamykamy studio i przenosimy się.
Dr Rossenstok potwierdza, że...
Pomocy! Pomóż mi się wydostać!
Ignacio...
ja też?
Ulises?
Spokojnie.
Oddychaj. Nie ruszaj się.
Zmusił mnie.
Kim jesteście?
To ja, Álvaro.
Jestem Irene, Ulises.
Nie.
Nie widzisz tego?
Wyglądamy jak ty!
Jak ty!
Nie, jesteście szaleńcami.
Czemu siebie nie poznaje?
Oddychaj.
Pokaż mu to.
Ulises...
Co widzisz?
Co widzisz?
Nie...
To...
To nie ja.
Nie ja.
Co się stało z moją twarzą?
Co z moją twarzą?
To nie ja.
Co się stało...
z moją twarzą?
Co z moją twarzą?
Wytrzymaj. Patrz na mnie.
W moim portfelu...
To nie byłem ja. Przyrzekam!
To nie ja.
Zmusił mnie.
Zawładnął mną.
To nie byłem ja.
Portfel...
Nie!
To nie może być prawda.
To Ulises. To musi być on.
Przemienił się pierwszy. Od niego się zaczęło.
Gdy się poznaliśmy, mówił, że zemdlał.
- Nie zauważył? - Nie wiem.
Czemu siebie nie widział?
Co się dzieje?
Są normalni? Wyglądają normalnie?
- Wyglądają normalnie? - Niemożliwe.
To ten dzieciak.
Nie, błagam. Nie róbcie mu krzywdy.
- Wracaj! - Błagam!
On się tylko bawi!
Koniec zabawy!
- Nic z tego. On ma władzę. - Nie, ja mam władzę.
A ty... pójdziesz z nami do biura.
Nie. Dlaczego ja?
Bo tylko ty się nie przemieniłaś.
Szybciej.
Powiedz, co widzisz.
Na zdjęciach i plakatach.
Co widzisz, do cholery?
Zdjęcia.
Plakat Maríi Felix.
Aktor z Jamesa Bonda.
Capulina, The Beatles i Marilyn Monroe.
Ale wszyscy mają tę twarz.
Na pewno widzisz jego twarz?
- Tak. - Irene, a ty?
Nie widzę już jego twarzy.
Ja też nie.
To moja wina.
Jest jak w bajce Ignacia.
Jakiej bajce?
Opowiadałam mu ją kiedyś.
Sprowadził ich tu siłą swojej wyobraźni.
Odtwarza opowieść. Zamienia ją w rzeczywistość.
O czym pani mówi?
Straciliście już tożsamość.
Dlatego nie widzicie podobieństw.
Wkrótce wszystko pozornie wróci do normalności, a wy zapomnicie.
Jak to „normalności”?
Zdjęcia wydają się wam normalne.
Wkrótce wasze twarze też wrócą do normalności.
Więc czemu Ulises w końcu zobaczył tę twarz?
Nie wiem.
Być może dlatego... że umierał. Nie wiem.
Nie rozumiem, ale albo powstrzymasz syna, albo go zabiję.
Nie potrafię go zatrzymać!
Ja też się przemieniam.
Jedyne, co możemy zrobić...
to go nie złościć.
Kochanie.
Musisz to zatrzymać.
Zabiłeś już jednego człowieka.
Nie mogę, mamusiu. Przejęli nade mną kontrolę.
Kto?
Staram się myśleć o innych rzeczach, żeby nie wiedzieli, że tu jestem.
Zwodzę ich. Proszę, nie wywołujcie ich.
- Co się dzieje? - Zostaw go!
- Nie! - Powiedz, co się dzieje.
- Nie denerwuj go! - Puść mnie!
Nie! Nie mogę się skupić. Wrócą!
Kto wróci?
Cicho! Nie chcę!
To twoja wina. On tego nie chciał.
Nie ona!
Spokojnie.
Wszystko będzie dobrze.
Przyj, Irene!
Nie chciałem!
Właśnie tak. Oddychaj!
Oddychaj!
Widzę dziecko!
Irene!
Irene, nie!
Irene, obudź się!
Irene!
Obudź się!
Zmusili mnie do tego!
Irene!
Irene...
Wychodzę.
Co z tym zrobimy?
Irene mówiła, że jej mąż wkrótce tu przyjedzie.
- Martín! - Uważaj!
- Odsuń się! - Co?
Odsuń się stamtąd!
Odsuń się!
Odsuń się!
Wstawaj!
Ignacio, kochanie.
Wstawaj. Ignacio?
Ignacio!
Nie oddycha.
Ignacio?
Ignacio conetzintle...
zużywać zbyt wiele energii.
Nawiązać kontakt... duże istoty.
Bardzo duże.
On nie wierzyć one być.
On wierzyć tylko w książki.
On nie wiedzieć, że ta zabawa dotykać cały świat.
Cały świat, wszystkich.
On nie chcieć krzywda, on nad tym nie panować.
Wiem.
Wiem o tym.
Co teraz będzie?
Nic.
Nic nie być.
Przepraszam, śledczy Reyes. Jakieś pomysły?
Nie, jeszcze nic.
Dostaliśmy wiele dziwnych telefonów, ale nie takich, jak od tego wariata.
Nie jestem za karą śmierci...
ale dla takiego bydlaka...
Proszę ją zabrać.
Sprawił, że wyglądaliśmy tak samo. On to zrobił, nie ja, przyrzekam!
Proszę pana?
Biegły znalazł to w kurtce mordercy.
To dużo silniejszy środek halucynogenny niż marihuana.
Nie sądzę, że coś znajdziemy. Pewnie wszystko zabrał.
Zabił pięć osób pod wpływem narkotyku? Dlaczego?
Skąd mam wiedzieć?
Jadąc do Meksyku, był całkowicie odurzony.
Pewnie jechał na Tlatelolco.
A ta historia z dzieckiem i sobowtórami?
Młodzi biorą dziś różne rzeczy.
- Proszę spojrzeć. - Nie przeciągajmy.
Jeśli 25-letni człowiek robi coś takiego,
to jesteśmy w dupie.
To wszystko ma związek z sytuacją w Meksyku
i protestami na Tlatelolco.
- Z dzieckiem wszystko dobrze? - Tak.
Tę biedną sierotkę zabrano stąd kilka godzin temu.
Hej.
Co z matką i synem?
- Wypuści ich pan? - A co mam zrobić?
- Nie wiem, to świadkowie. - Winnego aresztowano.
Jego odciski palców są na broni i na samochodzie.
Chodźmy stąd.
Mówią, że po burzy zawsze przychodzi spokój.
Ale dla ośmioletniego Ignacia, który zawsze był inny niż wszyscy,
ten spokój nigdy nie nadejdzie.
Nie nadejdzie też dla nas, którzy towarzyszymy mu na tej planecie.
Bo Ignacio czuje, czego my nie czujemy.
Wie, czego my nie wiemy.
I widzi, czego my nie widzimy.
Prześpisz się w autobusie i niedługo będziemy u lekarza.
Potrzebuję jajek i dobrej kawy.
Głowa mi pęka.
Dziwne, mnie też. To pewnie przez ten deszcz.
Cholernie dziwna noc.
Swoją mocą Ignacio zmienił wszystko,
choć nikt tego nie pamięta, ani nie zauważa.
Tym, co jemu wydawało się tylko dziecięcą zabawą,
na zawsze zmienił wszystko.
Życie ponad 3,5 miliarda osób
już nigdy nie będzie takie samo.
Albo raczej na zawsze pozostaną tacy sami.
On wie, że zawsze zostają jakieś ślady.
Że zawsze znajdzie się kilku, którzy pamiętają jego czyny.
Ale ostatni z nich był kolosalny.
SOBOWTÓRY
MASAKRA NA PLACU
KATASTORFALNE TRZĘSIENIE ZIEMI
WIELKA FALA
ZAJŚCIE
KLINIKA TLATELOLCO DR RAFAEL MARRENTZ
STAN PACJENTA I ŚRODKI PREWENCYJNE
PRZESZEDŁ BADANIE.
Tlatelolco.
Nie możesz pójść dziś do lekarza, conetzintle Ignacio.
Dużo ludzi...
Wielkie ryzyko, ty z nimi.
Daj mu odpocząć. Nie widzisz, że miał trudną noc?
Martín nie był istotną postacią w tej historii.
Był jedynie pionkiem w rozgrywce kogoś innego.
Wszyscy byli pionkami.
To Ignacio był istotną postacią w tej historii.
Jest istotny w każdej historii.
Jego wizyta w mieście sprowadzi kłopoty na niewinnych.
Nikt tego nie powstrzyma,
bo nikt nie wie o jego bezwzględnej władzy.
Jest jednym z tych nieznanych zagrożeń, które czyhają na Ziemi
i nie mają żadnego wyjaśnienia.
Jest ich wiele, wiele więcej.
A przynajmniej...
na to wygląda.
KONIEC
Napisy: Lidia Bogucka
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.