Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Bardziej gotowy nie będziesz.
Miłość cierpliwa jest. Łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą.
Wiktor, zapnij się.
Nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego,
nie unosi się gniewem, nie pamięta złego.
Nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję.
Wszystko przetrzyma.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko.
Kiedy zastałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy, jako w zwierciadle, niejasno.
Wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz.
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Andrzej nie dostał przepustki?
Miał ważniejsze sprawy na głowie.
Tak więc trwają, wiara, nadzieja i miłość, te trzy.
Z nich zaś największa jest miłość.
Nie umiesz kłamać, co?
Guz rośnie szybciej, niż myślałem, i potrzebna jest chemia.
Ile mi zostało?
Twoi przełożeni nie będą szczęśliwi,
że nie dosiedzę wyroku do końca.
Niech pan się zgodzi na chemię.
Po co?
Lepiej trzymaj rękę w kieszeni, bo ci ktoś palce odgryzie.
To był żart?
Żart?
Mamy godzinę, no nie? Więc zamiast ze mną gadać...
Ostatnio mieliście godzinę i zmajstrowaliście dzieciaka.
Strach pomyśleć, co by było, jakbyście dostali dwie.
Uuu... strach.
Podobno świadek koronny się rozmyślił i nie będzie zeznawał.
No, podobno.
Rosiak się o to postarał.
- Słyszałem. - Poczekaj.
Młody, chodź na sekundę.
To mecenas Lipski, najlepszy i najdroższy doradca w mieście.
Gdyby nie wydawał całej kasy na kobiety i samochody,
to byłby na liście 100... nie, 500 najbogatszych w Polsce.
Pomógł przejąć klub od kolesia, który wisiał mi kasę.
Wszystko zgodnie z prawem.
Dziękuję za pracę. Przerywam sprawę.
Czekaj, młody.
Mów. Mecenas Lipski jest w rodzinie od lat.
Chodzi o Bronka. Tamten układ mu nie wystarcza.
Rozumiem darmowe drinki, ale facet się tak sra,
jakby to był jego klub.
Co za chuj.
Musisz go spłacić. Tylko tak możesz się go pozbyć.
Przecież oddałem herę.
- Herę oddała Carmen. - Anton mówił, że jesteśmy kwita.
Anton nie żyje. Teraz rządzi Bronek.
Każdego dnia rosną ci odsetki. Zebrała się okrągła sumka.
- Ile? - Półtorej bańki.
Nie, kurwa, nie ma takiej opcji.
Ej, posłuchaj... Nie lekceważ go.
Nie lekceważ go.
I staraj się przestrzegać zasad.
Jeżeli masz długi, musisz je spłacać.
Dobra, spróbuję pogadać z Rosiakiem. Niech ogarnie Bronka.
Powiedz Luterowi, żeby zobaczył, co się da z nim zrobić.
Zajmę się tym, jak wyjdę.
I wypłacaj Bronkowi dychę tygodniowo.
Przepraszam, mogę męża na chwilę porwać?
Sorry, panowie.
Co ty? Mamy godzinę, a ty gadasz nie ze mną.
Chwilkę tylko rozmawiałem z mecenasem.
Bardzo mi się podoba. Jest piękna.
Będziesz musiała ją oddać.
Ale jak to?
Dzisiaj wieczorem ktoś przyjdzie po nią.
Dzięki niej za kilka tygodni będę wolny.
I sobie razem pójdziemy i znajdziemy ładniejszą.
Ale ta mi się podoba.
Ewa...
Masz rzeczy dla dziecka?
Większość mam. Z resztą czekam na Wiktora.
To sobie trochę poczekasz.
Przestań.
Nie otwieraj.
Nie otwieraj.
Pani Rota?
O co chodzi?
Pani ma coś dla mnie.
Fuck...
Myślisz, że z Carmen miałyśmy łatwiej?
Zajrzymy do ojca?
Poczekaj chwilę.
Dobra, chodź.
Jak będzie?
Możesz już zacząć pisać mowę pogrzebową.
Pięć minut.
Powiedzieli ci, ile jeszcze?
Wystarczy czasu, żeby wszystko ogarnąć.
Powiedziałem Lipskiemu, żeby wykombinował,
jak podzielić kasę między ciebie i Carmen.
Tato...
zapomnij o niej.
Twoja Carmen nie istnieje.
Siedzi w jakimś wypizdowie na końcu świata, pod innym nazwiskiem.
Ona nie wróci.
Wróci.
Jestem jej to winny.
A do tego czasu pieniądze będą na nią czekały.
Nie kupisz jej. Ona ci nigdy nie wybaczy.
Ty i tak nie dostaniesz jej pieniędzy.
- Wiktor, idziemy. - Czekaj, rozmawiam z ojcem.
- Znikaj. - Myślałem, że mi pogratulujesz.
Ale...
Właśnie dlatego wróciliśmy.
Natalia nie mogła się tam odnaleźć.
Nie miała przyjaciół.
Nie chciała chodzić do szkoły.
Wkrótce w ogóle przestała wychodzić z domu.
A ja każdego dnia bałam się, że znowu spróbuje.
Dzieciaki w takiej sytuacji zazwyczaj ponawiają próby samobójcze.
Rozwód rodziców...
Wyjazd do Australii...
To wszystko pogłębiło w Natalii poczucie wyobcowania.
Natalia musi podjąć leczenie.
Trzeba jej zapewnić stabilność emocjonalną,
dobre relacje w rodzinie, poczucie bezpieczeństwa.
To dla niej teraz najważniejsze.
Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie.
Dzień dobry. Joanna Mirska.
Zastępuję wychowawczynię klasy. Jest na zwolnieniu.
Karolina Szymczak, mama Borysa.
Borys mówił, że niedawno sprowadziliście się do Elbląga.
- Z Australii? - Tak.
- Jan Wolski, tata Krzyśka. - Mama Borysa.
Pan ma sklepik z ciuszkami?
Proszę, mężczyzna zna się na modzie.
O, tak.
To był pomysł mojej żony.
- Tak, słyszałam, że... - Tak, zmarła półtora roku temu.
Dlatego Krzyś powtarza klasę?
Siedzi w jednej ławce z Borysem.
- Dziękuję. Do widzenia. - Do widzenia.
- Powodzenia w branży odzieżowej. - Dziękuję.
Czy wie pani, że samce koala w okresie godowym
wydają takie dziwne dźwięki?
Tak?
Samice wybierają te misie, które najgłośniej ryczą.
Ty głupi jesteś.
Pokażesz mi swój dzienniczek.
Nie, Jasiek.
Zawołam Krzysia.
Chłopcy się przyjaźnią.
My chyba też trochę się lubimy.
Chyba że jesteś ze mną tylko ze względu na moje boskie ciało.
- Masz wątpliwości? - Nie.
Przecież nas zrozumieją.
To jest za szybko. Ten rozwód, powrót z Australii.
Puszczaj.
Do jutra, szefie.
Cześć, rodzino!
Czerwonych dywanów się nie spodziewam, ale jakieś „cześć, mamo” byłoby fajne.
Witamy wielmożną szlachtę w progach naszego domu.
Dzień dobry, pani.
Zbieraj się, twój tata czeka w samochodzie.
- Zaraz, tylko dokończymy misję. - Wspominał coś o pizzy.
- Lekcje zrobiłeś? - Tak, łatwizna.
- Z kim gadasz? - Z nikim.
- Z kim gadasz? - Z Sydney, z Sheilą.
- Hi, Sheila. - That's my mom. She's crazy.
She says hi to you.
Kiss, kiss, love you, baby. Fuck me later, baby.
Mamo, powiedz mu coś.
Yeah, she's a bitch.
- Synu, mówię ci coś. - Ona używa niecenzuralnych słów.
- A ty? - Jestem grzeczny.
Cześć.
Podwójne espresso bez cukru, tak jak lubisz.
Dobrze pamiętam?
Ustaliłam rozprawę na czwartek.
Rosiak i jego ekipa posiedzą za kratkami?
Trzeba sprawdzić materiał dowodowy.
Nie ma go wiele, a Generalna chętnie przeniesie sprawę do Warszawy.
Czekają na mój błąd.
Zazdroszczą ci.
Jaki prokurator nie chciałby mieć na koncie
wsadzenia za kratki mafii narkotykowej?
Ja znam trzech: Gdańsk, Gdynia, Sopot.
Jesteś pewien, że Bartczak nie stchórzy i potwierdzi zeznania?
Niczego nie można być pewnym.
Pewne jest, że żyje dzięki nam.
I że są z nim moi najlepsi ludzie.
Sam nie wiem, gdzie są.
- Podpisałeś coś? - Co, kurwa?
- Podpisałeś coś? - Nie, przysięgam.
Odwołam wszystko! Powiem, że kazano mi wrobić Wiktora.
- Kurwa, błagam, mam dzieci. - Co powiedziałeś o Rosiaku?
- Co żeś kurwa mówił o Rosiaku? - Nic. Nie znam żadnego Rosiaka.
Kontaktował się ze mną tylko Stefan, kurwa!
Farta, kurwa, masz. Wierzę ci.
Co jest, kurwa?
Cześć.
- Cześć. - A, cześć.
Nie zdejmuj.
Kurwa...
To on?
Kurwa, to jest Bartczak.
No to świadek koronny był i się zmył.
Masz jeszcze jakiegoś?
Spierdalaj.
Pani prokurator cię zajebie.
- On miał ochronę 24 na dobę, tak? - Tak jest.
- Kto z nim był? - Sosnowski i Magier.
Macie przejebane.
Macie, kurwa, wszyscy przejebane!
Dobra, dawaj go.
No i było tyle gadać?
Borys, za pięć minut masz autobus.
Aśka ma bilety na koncert na piątek. Mogę iść?
Rozmawiałam z lekarzem w sprawie terapii.
- Nie. - Chociaż to przemyśl.
Już przemyślałam. Nie.
Co z koncertem?
- Po co pytasz? Jesteś dorosła podobno. - Okej, dzięki.
- Gdzie jest ten koncert? - W Gdyni.
- Nie. Wiesz, jakie są zasady. - Powiedz to Aśce, bo już się umówiłam.
Jakoś się wykręcisz.
Aha. W kłamstwach jesteśmy świetni.
Wiesz, że sytuacja jest trudna.
Ale wszyscy w niej jesteśmy i musimy się wspierać.
- Wiesz dlaczego? - Bo nie mamy wyboru?
Bo jesteśmy rodziną.
To ja się z tej rodziny wypisuję.
Piątka...
Natalia!
Nie martw się, tym razem się nie potnę.
Andrzej Rota odsiaduje 15 lat
za zlecenie zabójstwa swego zięcia.
Przyznał się, ale nie wskazał cyngla.
- Taka nasza lokalna legenda. - Wiem, słyszałem.
Wszystko, co przemycali marynarze, przechodziło przez niego.
Od lat rywalizuje z niejakim Rosiakiem.
Ten od heroiny?
Dokładnie. Tylko Rota ma zasady. Nie chciał zabijać.
Rosiakowi urosły skrzydełka.
Stworzył największą grupę przerzutową.
Dilerów, wszystkie te karaluchy.
A tych dwóch wcześniej?
- To Lipski. - Księgowy.
Każda paczka papierosów i nieruchomość przechodzi przez niego.
Nie do wyjęcia.
Nawet rachunki telefoniczne płaci co do dnia.
Cześć.
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Chciałaś mnie widzieć?
Złe wieści szybko się rozchodzą. Wiedzą o Bartczaku.
Dzwonili z centrali.
Odsuwasz mnie?
Uważają, że sobie nie radzę. A pytanie brzmi...
czy ty sobie radzisz?
Radzę sobie dobrze.
Inspektor Kłos.
Nie ma potrzeby, żeby ktoś mnie za rączkę prowadził.
Yhm. Masz u siebie kreta.
Dziękuję panom.
A co, w Warszawce już nie ma trupków?
- Proszę o raport jak najszybciej. W PDF. - O, tak.
Co jest grane? Co to za pokazówka?
Moi najlepsi ludzie z nim byli, rozumiesz?
Nikt nie wiedział, gdzie on jest i nie mam, kurwa, u siebie kreta.
Ja już z panem skończyłam.
Ale ja jeszcze nie skończyłem. Kłos, kurwa...
Przepraszam, czy możemy prosić o większy rozmiar?
Emkę byśmy chcieli.
- To jest emka, tak? - Eska.
Emkę proszę.
- Tę szarą też? - Tę też przymierzymy.
Trzymaj. Bartczak.
Dzięki niemu towar przechodził bez problemu przez cło.
Trzy lata mojego śledztwa, wszystko psu w dupę.
Za chwilę twój brat i jego koledzy wychodzą na wolność.
Ten Rosiak zresztą też.
Jak to możliwe, że wszystko opiera się na zeznaniach jednego człowieka?
Bo twoje zeznania i Marka składane były bez przysięgi.
- Musisz teraz zeznawać. - Nie.
- Nie będziemy już wypłacać ci pieniędzy. - Nie.
Będziesz musiała sobie radzić.
Nie obejmę cię programem ochrony świadków.
Ochrony? Jaja sobie robisz? Jakiej ochrony?
Wysłaliście mnie do Australii.
Co ja tam dostałam? Później ściągnąłeś mnie i co?
Chciałaś tu przyjechać. Prosiłaś mnie, że chcesz tutaj przyjechać.
Co tam ci brakowało?
Moje dziecko podcięło sobie żyły! Rozumiesz to?
Jesteś na liście do odstrzału, rozumiesz?
Musisz nam pomóc.
Ja wtedy pomogę tobie.
Tego Bartczaka też wy chroniliście?
Gdzie jestem na tej liście? U góry czy u dołu?
Bo jeśli u dołu, to chyba nie musimy się martwić.
- Kto wydał wyrok? - Nie mogę powiedzieć.
Dobra, przekaż prokuratorowi, że ja pasuję.
Jeśli Wiktor ma wyjść, niech sobie wychodzi.
To wasza sprawa, a nie moja.
Tak. Oczywiście, będzie zeznawać.
Proszę wprowadzić oskarżonych.
Kto to?
Rosiak.
Myślałam, że jest wyższy.
Załatwione?
Nie oglądałeś telewizji?
Był nikim, a teraz nikt palcem nie kiwnie, jak on nie pozwoli.
Są nocne pociągi.
Masz kasę na taksówkę? Bo z Gdyni to będzie kilka stów.
Poczekaj, zaraz oddzwonię.
Ale z ciebie sucz.
Zamknij się.
Pewnie.
Znajdą ciebie, znajdą też nas. Super.
Nikt mnie tam nie zna, durniu.
Głupia. Myślisz, że twoi znajomi z liceum nie studiują w Gdyni?
Sam jesteś głupi. Nie miałam żadnych znajomych.
- Dzwonię do mamy. - Myślisz, że się boję?
Zaraz zobaczymy.
Dobra, ile chcesz?
Stówę.
Z uwagi na śmierć kluczowego dla sprawy świadka oskarżenia,
wnoszę o odroczenie rozprawy do czasu powołania nowego świadka,
który został już ustalony.
Proszę Wysoki Sąd o odroczenie rozprawy
celem zbadania tej możliwości.
Ten proces zaczyna się robić farsą!
Panie mecenasie, proszę spokojnie.
Muszę wiedzieć, kto to.
Mój klient jest niewinny. Będziemy się temu sprzeciwiać.
Kolejny świadek niczego nowego nie wniesie.
W ramach prowadzonego śledztwa mogę zapewnić,
że zeznania tego świadka potwierdzą w sposób bezsprzeczny akt oskarżenia.
Karolina!
Zaczekaj.
Przepraszam.
- Za co? - Nie wiem.
Nie odzywasz się. Myślałem, że mamy ciche dni.
- Nie, nie mamy. - To chodź na kolację.
Nie mogę, Jasiek. Nie dzisiaj.
Rozumiem.
Raz na pół roku to zbyt często. Nie naciskam.
Trzeba się z kimś przespać, żeby dostać drinka?
- Trzeba ładnie poprosić. - To dwa razy wódka z red bullem.
Dawid, dwie wódki z red bullem.
Dzięki.
- Nie mów, że jesteście parą. - Nie, on nie jest w moim typie.
Trochę tu menadżeruję.
Mateusz.
Natalia.
Spierdalamy stąd.
Masz to.
- Spóźnimy się na pociąg. - Pociąg? Gdzie jedziecie?
Czekam na zewnątrz.
Dzięki za drinka. Na razie.
Spadam, koleżanka słabo się czuje.
Słaby zawodnik. To przynajmniej daj numer.
- Odezwę się. - Jasne, pewnie każdej tak mówisz.
Czy masz, cwelu, napisane, że to twój stolik?
To prywatny stolik.
Wiktor jest mi winien pieniądze. Wypierdalać.
Bum.
Podłapałaś najlepszy towar w mieście.
- Spadamy. - Co się dzieje?
Bierz te, kurwa, łapy. Gdzie jest forsa? Dawaj szmal.
- Chodź. - Gdzie chodź, kurwa?
Halo, co pan robi? Ej!
Jest pan odważny, bo szarpie pan kobietę?
Nie wpierdalaj się!
- Dzwonię po policję. - Psami będziesz mnie straszył, kurwa?
Dzwoń. No, dzwoń!
Chodź, kurwa...
- Znasz go? - Nie, no skąd?
Co ty tu masz?
Bokser...
Franek?
Gdzie byłeś?
U kolegi.
U jakiego?
U kolegi, u Huberta. Koniec przesłuchania?
No...
Zaraz będą tortury.
- Gdzie jest Natalia? - Nie wiem.
Mówiła, że z koleżankami poszła...
do jakiegoś centrum handlowego czy gdzieś.
Będą szukały sobie ciuchów. Kobiety, nie?
Boże, od kiedy ty tyle o nas wiesz?
Od kiedy jestem z jedną.
- Coś się stało? - Nie.
Co się stało?
Mamo?
Spotkałam kogoś.
- Z dawnych lat. - Kogo?
Pracował u taty.
Widziałam go raz czy dwa w życiu.
- Rozpoznał cię? - Tak.
W każdej chwili możemy wrócić do Sydney.
Ty możesz, a Natalia nie może.
Natalii będzie źle wszędzie.
A Borysowi wszystko jedno, gdzie będziemy.
Hej...
Popieprzyło się wszystko.
- Rota! - Przecież nic nie robię.
Dał ci nazwisko nowego świadka?
To twoja siostra.
Carmen?
Masz jej adres?
Masz go czy nie?
A co chcesz zrobić?
Jeżeli moja siostra będzie trzymać język za zębami, to nic.
Żartuję, Ewa.
Nic jej nie grozi, może spokojnie wracać.
Co było, to było. Nikt tego nie pamięta.
Trzeba powiedzieć Carmen,
bo wiesz... z tatą jest coraz gorzej.
Chciałby zobaczyć wnuki, zanim, wiesz...
Carmen musi o tym wiedzieć.
Gorąca.
Przystań dla jachtów ciągle należy do was?
Tak.
Lipski odkupi ją od ciebie
za pieniądze, które zarabia na moich kamienicach.
Zapłaci potrójną wartość rynkową,
dokładnie tyle, ile chcę ci zostawić.
Przejdzie to?
Lipski już to robił.
Powiemy, że na tym terenie chcemy postawić biurowiec.
Nie mogę tego terenu sprzedać bez Carmen.
Połowa należała do Marka.
Wody?
Połowa pieniędzy należy do niej.
Rozumiesz?
Jasne.
Dzień dobry.
Carmen Rota Majewska, żona Grubego.
- Krejzol. - Wiedziałem, że pamiętasz.
Takiego przystojniaka się nie zapomina, co? Piątka!
Tu się zadekowałaś? Sprytnie.
Najciemniej pod latarnią.
- Streszczaj się, dobra?. - Po co ten pośpiech?
Fajne ciuszki. Dla dzieci i nie tylko.
Może dla swojej coś znajdę?
Naprawdę fajne.
Co u brata?
A ty wiesz? Obudziłem się w nocy...
I tak sobie pomyślałem, że...
Kurde, na pewno jest w tym mieście jakiś Janusz
albo nawet kilku Januszów,
którzy bardzo chcieliby wiedzieć, co u ciebie,
gdzie się podziewasz.
I na pewno mają w chuj siana...
dla tego, kto...
da im jakieś info o tobie.
Ale wtedy dotarło do mnie, że przecież, kurwa...
Carmen na pewno...
hojniej mnie wynagrodzi, jeżeli nie wykonam żadnego telefonu.
To jak będzie?
Jeżeli komukolwiek powiesz, kim jestem,
to do ciebie przyjdę i będziesz cienko śpiewał, rozumiesz?
Rozumiesz?
Jestem sam na chacie, druga w nocy, jestem sam.
Chce mi się ruchać, to co robię? Wykręcam telefon do takiej jednej.
A ona, normalnie, ma swojego.
Ona odbiera: „Halo, cicho. Czemu dzwonisz?”.
„Przyjeżdżaj, nie mogę bez ciebie”.
- Przyjechała? - W godzinę. Myk, ziuu!
Wsiada, wyskakuje, od razu już była w piżamie,
przecież z łóżka wyskoczyła dopiero co.
Co to jest? - Prezent ślubny.
Nie biorę tego gówna.
Może się tak zdarzyć, że niedługo będę miał potrzebny hajs.
Wszystko?
Powiedzmy, że uśmiechnęło się do mnie szczęście.
Jest tylko mały drobiazg,
który można zlikwidować. Kumasz?
Aty znasz kogoś za bramą, kto może to załatwić.
- Przecież masz swoje cichobiegi. - Mam.
Ale nie chcę, żeby się ktoś o tym dowiedział.
Dlatego ty to załatwisz.
Masz...
Dobre jabłko.
Wstawajcie.
- Wstańcie. Śniadanie jest na stole. - Ja już wstałem.
Jadę na zakupy. Kupić wam coś?
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.