Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Natalia!
- Marek miał ze mną układ. - Jaki układ?
Marek miał mi przekazać pendrive'a z pewnymi informacjami
o Wiktorze, o Kozłowskim, może nawet o pani ojcu.
Wszystko przez Marka.
Wiktor siedzi i ja teraz muszę się tym wszystkim zajmować.
O nie, nie, ja nie mam z tym nic wspólnego.
A szkoda, bo siedzisz w tym po uszy. Anton nie odpuszcza.
- Musisz się wycofać. - Ale nie mogę!
- Natychmiast! - Nie mogę!
Wiem, do czego ten człowiek jest zdolny. Nie mogę. Chodzi o moje dzieci.
Zorganizujesz dla mnie transport waszą trasą z Singapuru.
Ja załatwiam ładunek.
A potem zostawiam ciebie i twoją rodzinę w spokoju.
- Wiesz, że mamusia handluje herą? - Natalka, idź do domu.
Wiesz, że twoja mamusia handluje herą?
Łukasz szef!
Łukasz szef! Co? Mówi ci to coś?
Po co udajesz głupią, córeczko tatusia.
Pociągasz za sznureczki, kręci cię to? Pociągać za sznureczki?
Szkoda tylko, że nagle Stefan też nabrał wody w usta!
Skończyłeś?
Nie skończyłem, będę tutaj siedział, rozumiesz?
Dwadzieścia cztery na dobę!
Będę na ciebie patrzył cały czas!
Stefan Kozłowski, nagraj wiadomość.
Wystawiłeś mnie.
Wystawiłeś mnie!
Ty zasrany kapusiu, ty frajerze jeden!
Nie dostaniesz ani złotówki z interesu!
Ani ode mnie, ani od Wiktora!
Ty chcesz to wyrzucić?
Nie, oddać.
Mamo, ale to są przecież rzeczy taty!
Natalka, chodź.
Posłuchaj.
Kochanie, nie ma sensu, żeby to tutaj wisiało.
Nikt już w tym nie będzie chodził,
a może komuś się przyda.
Muszę to zrobić.
A ty nie chcesz wiedzieć, kto... zabił tatę?
Chcę, ale to nie jest takie proste.
A ci ludzie, którzy mnie porwali? Nie wiem, może oni go zamordowali?
Może.
- Dlaczego tego nie zgłosisz na policję? - Bo nie mogę.
- Bo handlujesz herą? - Ja handluję herą?
Natalia! Ja nie handluję żadną herą!
Tak?
Cześć Carmen. Jak tam mała? Tęskni za mną?
Nie sądzę.
Musimy pogadać.
Za pół godziny na przystani?
Ale ja...
Za pół godziny na przystani albo mała wraca do nas, tak?
To oni?
Muszę wyjść.
Dlaczego tego nie zgłosisz na policję?
Nie mogę tego zgłosić, rozumiesz?
- Nie mogę! - Jak tego nie zrobisz, to ja to zrobię!
Nie zrobisz tego.
Zabraniam ci.
Zostaniesz teraz w domu i będziesz na mnie czekać.
Rozumiesz?
Rozumiem.
Obiecujesz?
No tak, obiecuję.
Nie wolno ci się stąd ruszyć.
Wrócę niedługo.
Skoro siedzisz tu tak bezczynnie, to może umyłbyś mi samochód?
- Może ciasta? - Nie.
Piękna okolica.
Sąsiedzi dowiedzieli się, że jestem z dochodzeniówki,
to zaczęli mnie rozpieszczać.
Długo to będzie trwało?
Odejdę, jak się dogadamy.
Zresztą co, źle mi jest? Mam co jeść.
Dobra, idę pobiegać. Masz dobrą kondycję?
Chodź.
Franek?
- Franek! - Spadówa!
- Gdzie jest pendrive taty? - Odwal się.
Franek, gdzie jest ten pendrive?
Tam, gdzie ojciec chomikował czekoladki.
Spadaj.
Stefan kapuje.
- Dla koki. - Nasze interesy są w niebezpieczeństwie.
Głupi ćpun.
Pamiętasz, co ci mówiłem?
Chroń nas Panie od przyjaciół.
Pieprzyć go!
Pieprzyć, niech Luther robi swoje.
Wystawiłeś mnie! Ty zasrany kapusiu, ty frajerze jeden!
Nie dostaniesz ani złotówki z interesu!
Ani ode mnie, ani od Wiktora!
- Co? - Nic, poczta głosowa.
- Chcesz kawy? - Yhm.
To musi tu leżeć non stop?
To przełóż no.
Bronek pujdi!
Co jest?
Myślałam, że jesteśmy kwita.
Niestety nie ja o tym decyduję.
I teraz nie ja rozdaję karty.
O będzie ci się trudno podrapać po dupie.
Nowy transport, Carmen.
Nie, nie.
Dobrze wiesz, że mam policję na karku. Każdy transport jest kontrolowany. Nie!
Załatwisz mi transport. Jak nie to...
odbiorę Borysa od lekarza i Franka ze skateparku.
Masz dwa dni.
Ty skurwielu.
Myślałam, że jesteś człowiekiem ho...
Już rozrabiasz!
Załatwisz mi transport.
I następny, i następny! Jeszcze i jeszcze, i jeszcze!
Aż mi oddasz wszystko, co zajebał twój mąż.
Panieła?
Panieła?!
Niezły fortel.
Naprawdę niezły fortel.
Carmen?
- To też jest twój? - Tak.
O to ja teraz sobie zrobię tak. Mogę?
Cześć.
- Cześć, mamo. - Cześć.
Cześć, Vini.
- Czyje to? Moje? - Cioci.
Stefan mówi, że zablokowałaś mu dostęp do kasy, to prawda?
- Ja? - Tak.
- Pójdziemy porozmawiać? - Nie.
Stefan mnie wystawił.
Zdradził mnie, nasłał na mnie kogoś.
Szantażował mnie.
Dlatego kazałaś go pobić, wtedy w restauracji, jak siedziałyśmy?
Wychodzę, jest!
Siedziałyśmy sobie w restauracji. Piłyśmy sobie, śmiałyśmy się.
Wesoło było. A ktoś w tym czasie bił mojego męża.
Ciocia?
Kto to był?
Nasłałaś na niego Luthera, tak?
- Ja? - Tak.
Niech się cieszy, że żyje.
Tak?
Nienawidzę cię.
Ubieraj się.
Chodź Vini, ubieraj się.
Jesteś gorsza od nich wszystkich.
Cześć, młody.
Cześć, Natalia.
Co jest?
To nie będzie łatwe, ale myślę, że jesteście na tyle duzi,
że powinniście wiedzieć.
Tata razem z Wiktorem i Stefanem...
ukradł kontener narkotyków.
Co? Jakich narkotyków?
Franek, nie jest ważne jakich. Narkotyków!
Przed śmiercią gdzieś to schował, nie wiadomo gdzie.
Schował, sprzedał, nie wiem.
I są ludzie, którzy chcą, żebym oddała ten transport
albo za niego zapłaciła.
Ale co to są za ludzie? To jest jakaś mafia?
O Boże.
Z nimi się nie negocjuje.
Chcą, żebym w ramach spłaty długu
zorganizowała im kolejny transport.
No i co? Co teraz zrobisz?
Myślę, że w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest ucieczka.
Co?
Ale, Jezu, jaka ucieczka? Dokąd?
Wyjedziemy za granicę,
zostawimy tutaj wszystko, po prostu wyjedziemy.
Dla mnie spoko.
A dla mnie nie spoko.
Nie ma jakiegoś innego rozwiązania?
Nie ma.
Jeszcze o jedno. Proszę, nie mówcie nic Borysowi.
Nikomu nic nie mówcie.
Czemu nie jesz tego?
Weźże sobie, nie wiem, sera.
Młody, wiosłuj.
Wziąłeś wszystkie pieniądze z konta Vincenta, tak?
Te cztery dychy? Tak.
Cztery dychy, błagam cię... Rodzice całe życie harowali na to.
Kotek...
twoi starzy harowali na to całe życie,
ja to odłożę w tydzień.
No jedz.
Weźże se sera do tego jeszcze. Nie?
W który tydzień?
Bury.
Czemu mi nie powiedziałeś?
Weź no...
Wystarczyło powiedzieć i nie byłoby całej...
Może wystarczyłoby, gdyby twoja najlepsza kumpela ci powiedziała? Carmen.
Dlaczego blokuje dostęp do naszej kasy, co?
To może jej zapytaj dlaczego.
Nie?
- Dzień dobry, można? - Proszę.
Chodź, Borys.
Chodź.
Posłuchaj...
Borys?
Mam dla ciebie niespodziankę.
Otwórz.
- Ale tu nic nie ma. - No właśnie.
Dzisiaj jest wielki dzień.
Wszystko to, co powiesz, wszystkie twoje słowa, wszystkie sekrety
wrzucimy do tego pudełka.
A potem, kiedy one już tam będą, to je szybko zamkniemy.
Pudełko tutaj zostanie,
nie będziesz zabierał go do domu.
Zgoda?
Spróbujemy?
- Możemy spróbować. - Świetnie.
Ktoś jeszcze o tym wie? Oprócz mnie?
Nie i nikt nie może się dowiedzieć.
A co z rodzicami? Co z tatą?
Pamiętasz, jak zareagował, jak się próbowaliście wyprowadzić z Gdyni?
Pamiętasz to?
Trudno.
Nie, ja sobie jakoś tego nie wyobrażam.
Marlena, ja nie mam wyjścia.
Muszę uciec.
Będę za tobą tęsknić.
Ja też.
Chciałabym, żebyś mi wszystko opowiedział.
Wszystko, co widziałeś i słyszałeś tamtego dnia,
kiedy twój tata został postrzelony.
O czym myślałeś tego ranka?
Nie miałeś ochoty na pracę przy łódce, co?
Nie.
No i?
Tata cały czas mnie wołał i popędzał.
Krzyczał: „Borys, pospiesz się. Borys wejdź do samochodu”.
A co było potem?
Tata upadł na ziemię, przede mną.
O czym wtedy myślałeś?
O czym teraz myślisz?
Pełno krwi na plecach taty.
I?
Pan na motorze jedzie i strzela bardzo, bardzo głośno.
Mama przyszła po mnie i kazała iść do domu.
Super.
Już, już po wszystkim.
Wszystkie te słowa, które powiedziałeś, wszystkie sekrety
zamknęliśmy w tym pudelku.
One tam będą siedziały.
Będziesz chciał, to któregoś dnia otworzymy okno
i je wypuścimy, i one wyfruną jak motyle.
Dobrze?
- Wszystko dobrze? - Tak.
Mogę panią na chwilę?
Myślę, że po dzisiejszym...
naprawdę wszystko będzie dobrze. Będzie się mniej bał.
To co, Borysku, widzimy się za tydzień?
- Jasne. - No to za tydzień.
- Dziękuję bardzo. - Dziękuję. Do widzenia.
Co robisz?
Segreguję twoje rzeczy, bo rośniesz jak na drożdżach.
Borys, pamiętasz, jak powiedziałeś, że...
tata byłby najbardziej zadowolony, gdybyśmy jego prochy wysypali do morza?
Tak.
Zrobimy to jutro?
Okej, ale co ze szkołą?
- Nie pójdziesz. - Fajnie.
- To pomogę ci. - To chodź.
Za małe?
Za małe.
No co jest? Wsiadajcie. Borys!
Wiesz, co to jest pogrzeb?
Potrzebuję trochę prywatności. To jest za dużo dla ciebie?
Zostaw mnie samą z dziećmi.
Jedź.
Proszę.
Dobra, odcumowałem.
- Odpalać? - Tak.
Co jest?
Nie wiem, nie chce odpłynąć.
Jak nie chce?
- Chyba coś trzyma. Poczekaj. - Nie, niemożliwe.
O nie, nie, Franek! Nie przy tej temperaturze, na pewno!
- Spoko. Tylko sprawdzę. - Nie, proszę cię synku.
Coś trzyma, to sprawdzę.
Poczekaj tu na mnie. Szybko coś załatwię.
Cześć.
Chodź do warsztatu.
Dobra.
Przesiadaj się, młody.
- I? - Tam coś jest. Jakaś metalowa skrzynia.
Co?
Skrzynia. Nie mogę jej odczepić.
- Dobra, wychodź. - A może spróbuję, co?
Nie, wyjdź, Franek. Proszę.
- Cześć. - No, cześć wam. Co dobrego?
- Cześć, dziadek. - Cześć, bohaterze.
Co tam u ciebie? Pójdziesz z babcią na orzeszki?
Dobre, nie?
- Chodź, pójdziemy. - Pójdziesz z Klaudią? Idź.
Nalejesz mi piwa?
Borys, pomożesz babci?
Siadaj.
Co z nim?
Wczoraj przespał całą noc bez budzenia się.
A nie mówiłem. To minie.
- Słuchaj, znalazłam. - Co?
Herę. Pod łodzią podczepiona.
- Wiktor już wie? - Nie, pojadę do niego i mu powiem.
Dobra. Luther się tym zajmie.
Wyciągnie to.
I nareszcie to się skończy.
Musicie to zobaczyć. Nalał swoje pierwsze piwo.
Ale piana!
- Mogę zostawić Borysa? - Jasne.
Dzięki.
Borysku...
Słuchaj, mama musi coś załatwić, dobra?
To ja pojadę, ty zostaniesz u dziadka, tak?
Baw się dobrze.
- No, pa. - Pa, mama.
Dzięki.
Cześć.
Nie mogłaś przyjść wcześniej, co?
Ten pieprzony glina tu był.
Mówi, że Marek chciał śpiewać. O mnie. O Stefanie, o całym tym bajzlu.
- Wiesz coś o tym, siostrzyczko? - A jak myślisz?
Nie wiem, co też mam myśleć o tobie.
Wiktor...
Znalazłam to.
Gdzie?
Bezpieczne?
Dobrze, zostaw to tam, gdzie jest. Ja się tym zajmę, jak tylko stąd wyjdę.
- Chcę to oddać. - Oszalałaś?
Przecież żyje dlatego, że on...
Myśli, że tylko ja wiem, gdzie to jest. Jak odzyska towar, będę martwy. I ty też.
- Nie możesz mu tego oddać. - Ja nie mogę czekać.
Nie mogę, Wiktor.
Anton chce kolejnych transportów, a ja nie chcę mieć z tym...
Anton traci wiarygodność. Jest na wylocie.
Dlatego cię potrzebuje.
Carmen! Carmen, spójrz na mnie. Ej, spójrz na mnie.
Zostaw to. Nic z tym nie rób.
Bo będziesz mnie miała na sumieniu.
Wygrałem.
Choć raz daj mu wygrać, Andrzejku.
Nie wtrącaj się, kochanie. Wiktora też tak uczyłem.
To co? Jeszcze partyjka?
Ustaw pionki. Zaraz wracam.
To ja z tobą ustawiamy, co?
Stary? Halo?
Halo!
Młody. Halo, co jest?
Halo. Co się stało?
Hej... gramy, układamy.
Ojej, no...
Zsiusiałaś się.
Chodź, chodź.
To się może zdarzyć każdemu. Nawet mnie, naprawdę.
Co jest, młody?
Spokojnie, nie przejmuj się.
Już, już.
- Andrzej jest? - Do toalety poszedł.
Nie będziemy się tutaj przebierać.
Chodź, idziemy na zaplecze.
Wiktor powiedział, że jeśli to oddam, zabiją go.
Co za absurd.
No dobra, a co będzie, jeśli ktoś się dowie, że to masz?
Na pewno nie tylko Anton chce mieć ten towar.
To nie są żarty. Ty to musisz oddać.
- A co z Wiktorem? - Nie wiem, co z Wiktorem.
Jakoś sam musi sobie poradzić.
Nie znasz swojego braciszka?
Jakby musiał, to by nas wszystkich sprzedał?
Słuchajcie.
Gdyby...
Gdyby coś mi się stało, zaopiekujecie się moimi dziećmi?
A co ty w ogóle mówisz?
Ja mam nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby.
Nie, Carmen, co ty mówisz?
Ja muszę mieć pewność, że będą w dobrych rękach.
Dobra.
Carmen, jak będzie trzeba, zajmiemy się twoimi dziećmi.
Co?
Dzięki.
Zadzwonię do ojca.
No co?
Tak, proszę?
Jasne.
Borys. Mama.
Halo?
Cześć, skarbie. Fajnie u dziadka?
Posłuchaj, ja właśnie spytałam dziadka, czy możesz zostać u nich na noc.
- Odbiorę cię jutro rano, okej? - Okej.
- To pa, skarbie, śpij dobrze. - Pa, mama.
Carmen, proszę cię, uważaj na siebie, dobrze?
Borys, przyniósłbyś dziadkowi gofra?
Jeszcze jedno.
Pomożesz mi w czymś.
Przyjechała.
Dobra.
Spoko.
- Cześć. - Hej.
- Napijesz się czegoś? - Nie mamy czasu, żadnego picia.
Wódki się napij.
- Ja ci dam kurtkę... Co? - To jest idiotyczne.
Marlenko, nie jest. Wszystko się uda, naprawdę.
Weźmiesz moją kurtkę, mój szalik.
Zepniemy ci włosy i... To jest chwila.
A może coś pomożemy?
Moje okulary słoneczne są w kuchni.
- Na szafce? - Tak, weź je.
Włosy zaraz...
Mamo, a spodnie?
Spodnie musimy przebrać.
Zostaniesz w swoich butach, bo w moje nie wejdziesz.
To idziemy się przebrać. Szybko, szybko!
- On się na to nie nabierze. - Nabierze się.
Szybko wsiądziesz do samochodu, nic nie zauważy.
Okulary?
- No i jak? - Dobrze.
Zapnij się.
Git.
No to idę.
Poczekaj, kluczyki.
Dzięki... moja dzielna mała siostra.
Dziękuję ci.
Idę, bo zwariuję.
O Jezu, mamo, jeszcze torba.
Ja mam pomysł.
Mamo!
Zapomniałaś torby.
Udało się, pojechał.
Dobra. Słuchajcie, ja wrócę za...
jakieś dwie godziny.
Mama, nie może tego załatwić ktoś inny?
No właśnie nie.
Po prostu się o ciebie boję.
Jeszcze trochę i wszystko będzie dobrze.
Wrócę. Za dwie godziny.
Uważaj na siebie, dobra?
Nie trzeba.
Gdzie to jest?
Na parkingu, czerwona furgonetka.
Daj Bronkowi i zadzwoń.
Jesteś coraz lepsza.
Dziękuję.
Tak.
- Anton, wszystko jest. - Okej. Dziękuję.
Czyli między nami to już wszystko, tak?
Tak.
Dlaczego nigdy nie spytałaś, czy to ja zabiłem Marka?
Zaufałam ci.
Mmm...
Ech, Carmen...
Gdybyśmy spotkali się w innym życiu...
Następnym życiu, Anton.
Następnym.
- Cześć. - Cześć.
Fuck!
Fuck!
Carmen! Carmen!
- Komenda, słucham. - Żaryn.
- Tak, kapitanie. - Karetkę mi przyślijcie.
Już wysyłam, proszę podać adres.
Samochodowa.
Dzień dobry. Chciałabym zamówić taksówkę.
Carmen Ruta Majewska.
Albo nie, wie pani... Rezygnuję. Dziękuję bardzo.
- Boże, mamo, ale mnie przestraszyłaś. - Ale śmieszne.
- Cześć. Wyrobiłam się w czasie? - Masz szczęście.
No i co? Jak tam?
Dobrze.
Herbatki bym się napiła.
To zrobię.
Co robiłaś?
Może się rozbierz, co?
Chyba tak.
Dzięki.
Zobacz, czy nie za słodka.
Idealna.
Marlenka.
Tak?
Otwórz drzwi.
Czego chcesz?
Otwórz te cholerne drzwi.
Marlena.
Nie żyje.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.