All language subtitles for Krew.z.krwi.S01E05.1080p.NF.WEB-DL.AAC2.0.H.264-playWEB_track3_[pol]

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Borys, uciekaj!

Tato, tato...

Pani mąż jest zamieszany w nielegalny handel papierosami.

Razem z pani bratem Wiktorem, ze Stefanem Kozłowskim.

Widzi pani, Marek miał ze mną układ.

- Jaki układ? - Chciał mówić.

Carmen, zrozum, musisz mi pomóc.

Marek, Stefan i ja podprowadziliśmy towar.

Jaki towar?

- Trzysta kilo. - Czyje to było?

- Antona. - Kto to jest?

Nieważne, Anton.

Cii, cii...

- Czysta? - Czysta.

O nie, nie, nie ja nie mam z tym nic wspólnego!

Szkoda, bo siedzisz w tym po uszy! Anton nie odpuszcza.

Dokładnie tyle, ile był ci winien mój mąż.

Weź te dwieście tysięcy, zostaw mnie i moją rodzinę w spokoju.

Zaufanie, Carmen.

Trzymaj!

Ja rozwiążę twój problem, a ty mój.

Mów, dla kogo pracujesz!

Raz! Dwa! Trzy! Mów!

- Mów! - Stefan!

- Stefan Kozłowski! - Kłamiesz!

Zorganizujesz dla mnie transport waszą trasą z Singapuru.

Ja załatwię ładunek.

A potem zostawiam ciebie i twoją rodzinę w spokoju.

Tak?

Carmen, to ja.

Mamy problem.

Duży problem, rozumiesz? Musisz przyjechać.

Dobra, już jadę.

Co jest?

Musimy cofnąć transport!

- Jaja se robisz? - Żadne jaja!

Zwolnili naszego szefa. Redukcja!

- Jakiego szefa? - Naszego człowieka od logistyki w porcie.

To dzięki niemu nasz kontener trafia na górę.

Nasz kierowca podjeżdża jako pierwszy, zabiera to, co trzeba, kurwa, i odjeżdża.

Nikt go o nic nie pyta.

Teraz wystarczy, że zeskanują kody kreskowe i wpadają wszyscy!

Kierowcy, celnicy, wszyscy, czyli my też!

Spokojnie, nie panikuj,

Trzeba dotrzeć do nowego szefa.

Kurwa, do ciebie nie dociera!

Najpierw trzeba znaleźć kogoś, kto potrzebuje pieniędzy.

Ewentualnie pójdzie z nami na jakiś układ, a potem powoli go zacząć werbować.

Masz kogoś na oku?

Powiedzmy.

Ale, kurwa, ja się na to nie piszę.

Jak to się nie piszesz?

Nie piszę się, bo Marek się tym zajmował.

Mówię ci poważnie, trzeba cofnąć transport.

A ja ci mówię, że jest za późno.

Stefan, była umowa!

Ja zajmuję się kupnem, a ty transportem, więc zrób, co do ciebie należy!

To od razu możesz zadzwonić na psy!

Proszę bardzo, to ja to biorę na siebie. Co mam zrobić?

Hę?

Sprawdzę kilka sytuacji i dam ci namiary.

- Sprawdzę! - Sprawdź.

Mamy problem.

Tak?

Z transportem, ale go rozwiążę.

Myślę, że mamy większy.

Jaki?

Stefan.

Stefan to ryzyko, a ryzyko trzeba eliminować.

Nie.

Ty tu rządzisz.

A Carmen wie, że zleciłeś zabójstwo jej męża?

Marnujesz się w policji.

Kabaret. Idź do kabaretu, tam zrobisz karierę.

Na twoim miejscu nie byłoby mi tak wesoło.

Jak na ciebie wołają?

Wiesz? Dlatego mamy problem.

Bo ja organicznie nie znoszę pedziów.

Pójdziesz, jak ci pozwolę.

Zadałem ci pytanie.

A jak niby miałem go zabić? Z celi?

Przecież, kiedy go zabili, siedziałem tutaj za ścianą obok.

A wiesz, że Marek chciał śpiewać?

- Pierdolisz? - No.

Dla mnie to jest wystarczający motyw.

Tylko ciekawe co na to Carmen, co?

Siostra, która wsadza za kraty swojego brata, kiepska sprawa.

Konstanty Kostiuczuk, Ukrainiec.

Nie znam pana Ukraińca.

Morderstwo w szklarni.

Hmm?

Dla mnie te dwie rzeczy są połączone. Tak mi się wydaje.

Dobra, załóżmy, że Marek zabija tego Ukraińca.

Dopiero po jakimś czasie dowiaduje się, że Ukrainiec pracował dla Antona.

Boi się, chce się wycofać, przychodzi do nas.

Liczy na układ.

Tylko musi nam coś dać, w zamian coś.

No i wsypuje...

swojego szwagra... ciebie.

Ciepło?

No nie za bardzo, strasznie pieprzysz.

Co twoja siostra robi z potencjalnym zabójcą jej męża?

To jest świat, w którym Carmen nie ma żadnych szans.

Rozumiesz? Anton może sprawić, że Carmen zniknie.

Twoja siostra bawi się ogniem.

Może się poparzyć.

Daj mi coś.

Daj mi coś, cokolwiek, wiesz?

Coś, co mógłbym złapać. Pokaż mi coś, czego ja nie widzę.

Będziesz mówił?

Wiesz, jaka jest różnica między mną a Markiem?

Ty jeszcze żyjesz.

Ja nie umiem śpiewać.

To szkoda,

bo zmuszasz mnie do tego, żebym odwiedził Antona.

Co tam słychać u twojej córki?

Paulinka? No tak, trzynaście lat. O ile pamiętam, jest teraz w gimnazjum.

Chyba chodzi to tej samej szkoły, do której chodziła?

Ho, ho...

Jaki nerwowy.

Nie skończyłem z tobą, pamiętaj.

- A ja z tobą tak. - A ja nie.

Sorry, nie jesteś w moim typie.

Natalia!

Pokaż, na co cię stać, młody wojowniku!

To ja, Zbyszko z Bogdańca, zniszczę ciebie.

Chłopaki!

Chłopaki, to jest na jutro na obiad. Już, bo trzeba będzie pizzę zamówić!

Pizza!

Natalia!

Natalia!

Siadajcie do stołu.

Natalka!

Posłuchaj...

Jezus Maria, co to jest?

Odzwierciedlenie mojej duszy.

I Janusz właśnie tego cię uczy? Ja za to płacę?

Janusz powiedział, że nie powinnam bać się swoich myśli

i powinnam...

dać ponieść się emocjom i swojej wyobraźni.

Ale wiesz co, córcia, to jest takie ...

Smutne, prawda?

To jest przerażające! Chodź jeść.

Poczekaj. Mogę mieć do ciebie prośbę?

No co jest?

Posłuchaj.

Janusz jest fantastycznym malarzem, ma ogromny talent,

namalował już setki obrazów,

ale najgorsze jest to, że w ogóle nie może ich sprzedać.

I?

Pomyślałam, że... czy może...

Ciocia Sandra ma galerię.

Nie wydaje mi się, żeby obrazy Janusza pasowały do galerii Sandry.

Wydaje mi się, że takie sprawy dorośli powinni załatwiać między sobą.

Proszę cię, chociaż nią porozmawiaj. Może ją namówisz.

Nie wiem. Dobra, chodź jeść.

Nie ruszę się stąd, dopóki mi nie obiecasz.

Powiedzmy, że się zastanowię, okej?

Idziesz jeść?

Co? Przyszedłeś mi pomóc?

To ja już nie mogę, tak po prostu, wpaść do swojej córki?

- Możesz. - Od razu muszę pomagać?

Chciałem spytać, co słychać,

zaprosić na spacer.

Jakoś nigdy do tej pory tego nie robiłeś.

Ale właśnie zacząłem.

Coś się stało?

Rozmawiałem z twoim bratem.

Jakiś glina był u niego.

Pokazał mu zdjęcie, na którym jesteś razem z Antonem.

Córciu... uspokój mnie i powiedz,

że ktoś się bawił Photoshopem.

A powiedział ci, że razem ze Stefanem i Markiem

ukradli Antonowi kontener heroiny?

Jezu Chryste. Gdzie jest ta hera?

Nie wiem, wyparowała. Ktoś, gdzieś schował.

Nie wiadomo kto, nie wiadomo gdzie.

Luther przeszukał wszystkie dziuple i po prostu... nie ma.

Po co ty się w to wmieszałaś?

Muszę mu pomóc przy nowej dostawie przez Singapur, naszą trasą.

Teraz? Kiedy ten glina wszędzie węszy?

Wiesz, ile lat za to grozi?

- Musisz się wycofać. - Nie mogę.

- Natychmiast! - Nie mogę!

Wiem, do czego ten człowiek jest zdolny. Nie mogę, chodzi o moje dzieci.

Zrobię to raz. Tylko raz.

Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała mojej pomocy,

jestem tutaj.

Pamiętaj, masz Luthera.

Zrobi wszystko, o co go poprosisz.

Wszystko.

Łukasz Trzciński, rozwiedziony, dwójka dzieci.

Żona wydoiła go do ostatniej złotówki. Totalnie spłukany. Poczekaj.

- Przepraszam, zrobi mi pan fotkę? - Tak

Tutaj przycisnąć?

- Dajesz? - Ale co mam mówić?

Rusz dupsko, zakręć nim, łyknie to.

Idziesz!

Piotrek, ile ci jestem krewny? Tysia?

No tysiąc!

Jestem ci winny tysiąc, mam cztery stówy, daje ci trzy.

Co ty mi dajesz? Cztery stówy?

- Trzy, bo mam stówę do końca miesiąca. - Człowieku, tysiąc złotych!

Nie rób scen, oddam ci w przyszłym tygodniu.

Nie ciśnij mnie! Ty mnie ciśniesz, żona mnie ciśnie!

- Tysiąc ci pożyczyłem. - Ile za frytki?

- Pięć złotych. - I masz... bardzo elegancko.

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

- Dobre frytki? - Najlepsze.

- To poproszę. - Pięć złotych proszę.

- Dziękuję. - Sól?

- Dziękuję. - Chwilę, chwilę.

Nie, dziękuję bardzo.

Dziękuję.

- Mogę sól? - Proszę.

Zresztą i tak nie leci.

Mówiłem ci, żebyś ryżu tam wsypał jakiegoś albo coś.

Przepraszam.

Ha...

Fajny motor.

Fajny.

Dzięki.

Dzięki.

Wchodź, rozgość się.

- Co tam słychać? - Spoko.

- Nowy? - No.

Jakiś taki przerażający.

Wiesz, za co lubię te obrazy.

Właśnie za to, że ludzie mówią, że są przerażające.

A i tak nie mogą oderwać od nich wzroku.

Pomożesz mi?

Pomóż, proszę.

Ale ten jest wyjątkowo jakiś krwawy i agresywny.

Jest krwawy, bo przemoc jest częścią naszego życia.

Tak jak miłość.

To co? Naciągamy i nawijamy.

W kosmosie musi być zachowana równowaga.

Między dobrem i złem.

I to ty wybierasz, po której jesteś stronie.

To znaczy, że ty też masz jakąś złą stronę?

No pewnie, tak jak każdy.

Przemoc jest we mnie, tylko że ja...

nauczyłem się ją kontrolować.

Tak naprawdę nie skrzywdziłbym muchy.

- Taki jestem. - Nie biłeś się z kolegami?

Biłem, właściwie to mnie bili.

W szkole byłem raczej cieniasem. Poczekaj, pomogę ci... zobacz.

Blokada.

Masz tu trochę farby.

Naprawdę powinieneś wystawić te obrazy. Są świetne.

To nie jest takie proste.

Moja mama może ci w tym pomóc.

Dlaczego miałaby to zrobić?

- Bo ją o to poprosiłam? - Słucham?

- Znasz galerię Sandry? - Znam.

Tam możesz wystawić swoje prace.

Chyba teraz należy mi się jakieś podziękowanie.

Ej, ej... mała!

Dobra, ja spadam. Na razie.

Cześć.

- Co jest? Spokój! - To mój syn.

Rozumiem, ale proszę się opanować, bo zaraz skończę tę wizytę.

Pamiętaj o swoim sercu, staruszku.

Wiesz za co?

Nie mogłeś sobie odpuścić, co?

Nie wiem, o co ci chodzi.

Pamiętasz, co wbijałem do głowy?

Masz mi o wszystkim mówić. O wszystkim!

Trzysta kilo...

Ty gnoju.

To był pomysł Marka.

On to wymyślił i nas wpierdolił. Nie było jak się wycofać.

Dzień dobry.

- Kawy? - Yhm.

No i co z tego?

Puść.

Proszę.

No?

Możesz ściszyć muzykę?

Wiesz coś o zabójstwie Marka Majewskiego?

Ludzie mówią różnie.

Znałeś go?

Nie sądzę.

Ale jego żonę Carmen to znasz bardzo dobrze.

Carmen...

Carmen... Carmen...

Bardzo piękne wykonanie.

Fajnie, fajnie, ha, ha. Tylko ja nic nie panimaju.

Mój problem.

A teraz przepraszam.

Jestem bardzo zajęty.

Jeszcze jedną kawę.

Pytam się!

Marek Majewski.

Mówić ci to coś?

Nie.

Nie.

Właśnie kończą zupę. Napijesz się czegoś?

- Wina. - Oczywiście.

- Co robimy z urodzinami Magdy? - A to teraz?

- Może w jakiejś restauracji? - Kurczę, zapomniałam.

Może nie ma co świętować? Stara dupa z niej.

Borys dopiero zaczął terapię.

Ale to jest 15 lat tradycji. Przecież nie możemy tego tak zostawić.

Nie mogę zostawić dzieci samych.

Cześć.

- A ja nie mogę z nimi zostać? - Ty?

I będzie tak jak ostatnio, kiedy naćpana Jolanta trafiła do szpitala.

Myślę, że ma szlaban do 2020 roku.

- Franek! - Daj mu spokój.

Pójdziesz, wyluzujesz się. On się zajmie? Dobrze się zajmiesz?

Możesz już nie marudzić?

Skończyłeś? Idziemy.

Mamo, zapytałaś?

- O co? - O wystawę.

Nie.

- Dlaczego nie? - To nie jest odpowiedni moment.

Mamo, obiecałaś.

Nie obiecałam. Powiedziałam, że się nad tym zastanowię.

Zastanowiłam się i uznałam, że tego nie zrobię.

- Dlaczego nie? - Dlatego, że nie! Możesz przestać?

Mówiłam, że mi na tym zależy.

Natalia, nie rób scen. Nie ekscytuj się tak.

- Świetnie, to ja to załatwię. - Nie, proszę cię, nie!

Natalia, powiedziałam nie.

- Ciociu... - Głucha jesteś?

Powiedziałam ci, że to nie jest odpowiedni moment.

Idź do swojego pokoju.

Do swojego pokoju idź.

Powiedziałam, żebyś poszła do swojego pokoju.

Aaa...

Ooo...

Co ona... chciała? Coś ode mnie?

Dojrzewa.

Natalia tu duży dzieciak, kompletnie pogubiony.

Może i dzieciak, ale za to napalony.

Ale śmieszne, weź przestań.

Ona ma problem.

- Ty widziałaś jej rysunki? - Nie.

To nie jest malarstwo, to jest wołanie o pomoc.

Niech ktoś mnie zauważy, hej...

Chyba troszkę przesadzasz.

Nastolatka jak każda inna. Wiesz, jaka ja byłam w jej wieku?

Też się rzucałaś na każdego faceta?

Błagam cię, nie kończ.

Myślę, że powinniśmy... to powiedzieć jej matce.

Ojejku, naprawdę nie róbmy z tego problemu.

Jesteś przystojnym facetem,

na dodatek imponuje jej, że jesteś artystą.

- Dziewczynę poniosła fantazja. - Nie chce mi się w to bawić. Sorry.

Wystarczy, że ustalisz reguły i wszystko będzie okej.

Jak tego nie zrobisz, to dopiero może być problem.

Ona szuka faceta, który jej zastąpi ojca.

A ja ci mówiłam, że byłby z ciebie fajny tata?

- Nie. - Nie?

To ci teraz to mówię.

Chwila, a jak ona cię właściwie całowała?

- Nie tak cudownie, jak ty. - Tak?

- Co to będzie? - Ludzik.

To ktoś, kogo znasz?

Nie, po prostu ludzik. Tylko mały.

Słuchaj, może mu dorobimy uśmiech?

- Co on robi? - Push kick.

- Push kick? - To cios kung-fu.

Super. Znasz kung-fu?

Nie, ale Luther mnie już uczy.

Luther? To twój kolega ze szkoły?

Nie, Luther jest dorosły. To przyjaciel mojego dziadka.

Uczy mnie, jak się bronić, kiedy jest się napadniętym.

- Lubisz go? - Yhm.

Często pomaga mojej mamie i w ogóle opiekuje się nami.

A może ulepimy teraz tego Luthera.

Co? Jak on wygląda?

Jak jest? Nakręciłaś kolesia?

Kurwa, kasę mu daj, rozumiesz?

Borys, idź do domu.

Siemasz, chłopie! Tniesz w gałę?

- Ej, ej! Do domu leć. - Zajebisty chłopak.

Idź do domu. Matki się trzeba słuchać. Zajebisty...

Nigdy więcej nie rozmawiaj ze mną o interesach przy dzieciach.

- I przestań ćpać. - Co?

Nie kontrolujesz. A to jest akurat nam najmniej potrzebne.

Kurwa, nie będziesz mi mówić... Mówię coś do ciebie!

Nie będziesz mi mówić, co jest mi potrzebne.

Nie jesteś moim szefem ani twój pieprzony braciszek!

Idź do domu. Prześpij się, ogarnij się jakoś.

Luther to robi dla ciebie, czy dla starego?

- Bo co? - Bo gówno. Chodzi za mną.

Człowieku, co ci się roi w tej głowie? Co tam jest w tym łbie?

Słyszysz, co ty mówisz? Słyszysz to?

Idź się wyspać.

Kasę mu daj.

- Cześć. - Cześć.

Piotrek, przepraszam, nie będę miał tej kasy dla ciebie.

Chyba żartujesz.

Prawników na mnie nasłała. Jestem bez kasy.

Jak pożyczyć ci pieniądze... Ile można czekać?

Dałbyś frytki lepiej.

- Na zeszyt zapisz, bo pusty jestem. - Człowieku... pożyczyć pieniądze...

A motor gdzie?

- Słucham? - Gdzie motor?

Komornik mi zajął. Alimenty.

Masz frytki.

Przysiądzie się pan?

Czemu nie.

- Frytkę? - Nie, dziękuję.

Myślę, że mogłabym panu pomóc, panie Łukaszu.

- Skąd pan wie, jak mam na imię? - A wiem.

Chce pan zarobić coś ekstra?

- Pani mi proponuje pracę? - Tak.

Spłacę długi.

Chyba ma pani za miękkie serce.

Miękkie serce, twardy tyłek.

Pójdziemy pogadać?

Rower niech pan zostawi.

Piotrek, rower zostawiam.

- Dobra. - Rzuć okiem.

- Słuchaj, ale załatw te pieniądze. - Dobra, dzięki za frytki.

Chodzi o to, żebyś przypilnował tego transportu.

To będzie tylko raz i nigdy więcej.

Łukasz, posłuchaj.

To jest zaliczka dla ciebie.

Resztę dostaniesz po wszystkim.

Nie.

Nie chcę się w to pakować, mam dzieci.

Ja też mam dzieci, dlatego cię to proszę.

Jak bardzo ci na tym zależy?

Bardzo.

Jak bardzo?

Chyba nie aż tak.

To będzie tylko raz, nigdy więcej.

I jeszcze jedno.

Stefan.

Dziś wieczorem wychodzę z Sandrą.

Trzeba go zgarnąć z ulicy, cicho i dyskretnie.

Musimy go zatrzymać, dopóki transport nie będzie bezpieczny.

A potem?

Po tym go wypuścimy.

- A może powinienem go... - Nie.

Ale musi wiedzieć, że nie może nas oszukiwać.

Dlaczego akurat tutaj?

- Chciałaś poznać tego Antona, tak? - Tylko tak mówiłam.

Dzisiaj tutaj pijemy.

Zamawiajcie, co chcecie, ja stawiam!

To grubo będzie, woda z bąbelkami pewnie.

Kelner! Dwa razy, ten... szampan! I to, co pan tam wie...

Nie nerwowo, nie nerwowo...

♪ Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam ♪

Wiecie co? Tego mi teraz najbardziej brakowało...

Rzeźbiarz, który mi to sprzedał, powiedział, że to jest jego fiut.

Masz numer? Zobaczymy, jaki ma łeb!

Dobry wieczór.

Dobry wieczór. To jest pan Anton... A to jest Sandra.

Bardzo mi miło.

Carmen. Anton.

Miło ciebie znowu widzieć, Carmen.

Tyle pięknych kobiet przy jednym stoliku.

Co mogę wam zaproponować?

Pan uważa z takimi pytaniami, bo może być różnie.

Ja mogę dużo.

- Czerwone wino. - Wódka! Wódeczka!

Będzie czerwone, najlepsze.

Wszystko dla ciebie, Carmen.

Co?

Miłego wieczoru.

Niezły, co? Ty go znasz?

Skąd wiedział, jak masz na imię?

Mówiłaś, że go nie znasz. Pytałaś.

Nie znam go. Widziałam go ...

Zgadł, że się nazywa Carmen.

Nie... nie znam.

Gdzie?

Do kibla idę. Sandra...

Dobra, idź se.

Tak się to kończy, jak ktoś nie spłaca długów.

A co ty tutaj robisz?

- Oszalałeś? - Ciszej.

Chcę tylko upewnić się, że nikt nas nie słyszy.

Był tutaj pewien glina, pytał o ciebie.

Nie wiem, czy jesteś w to zamieszana, ale jedno mogę ci powiedzieć.

Jeśli coś pójdzie nie tak z transportem,

to nie tylko twój brat będzie miał poważny problem.

Hej, a ty gdzie?

Organizuję dla ciebie ten pieprzony transport,

bo obiecałeś, że zostawisz mnie w spokoju.

- Mamy umowę, tak? - To ty mi powiedz. Mamy umowę.

Co jest, kurwa?!

Co tu robi ten obraz?

Co robi ten koleś tutaj? Hej, hej... co robi ten obraz tu? Chwila!

Co robi ten obraz tutaj? Znasz go?

Pytam się, kurwa!

Co się, kurwa, dzieje, ty mi powiedz!

- Wiesz, co jest z twoim mężem? - Gówno mnie to obchodzi!

- Nie wiesz, że Stefan ćpa? - Ja pierdolę! Kurwa!

Kurwa, ja jebię.

- Nie wiesz, co tu się dzieje? - Chuj was to obchodzi!

Chuj to was wszystkich obchodzi!

Kurwa, zajebię cię...

Co jeszcze mi powiesz?

Co mi powiesz jeszcze? Co mi, kurwa, powiesz?

Cicho!

- Franek. - Co?

Czy ty wiesz, czym tak naprawdę zajmował się nasz tata?

Skąd mam wiedzieć?

Jakieś papierosy... nie wiem... Papierosami handlował.

To chyba nic złego?

Pewnie, że nie.

Wszyscy lubią palić.

Myślisz, że dlatego go zabili?

Jezu, nie wiem, dlaczego go zabili.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi zawsze o kasę.

Chyba się tym za bardzo nie przejąłeś.

Myślisz, że co?

Że jeśli nie wymaluję swojego pokoju jakimiś gryzmołami,

to znaczy, że się nie przejmuję?

Gówno wiesz.

Ja. Moja wina.

Wszystko ja.

Co, może być?

Siema.

Wyszalałaś się?

Na maksa.

Coś mu się złego śniło, więc go tutaj wziąłem.

Zabiorę go do łóżka, też idź spać.

Chodź, Borysku.

Cii... cicho, cicho...

Franek, kładź się.

Cii...

Śpij.

- Mamo? - Tak, kochanie.

Ja się boję, że tobie też się coś stanie.

Nic mi się nie stanie.

Obiecuję.

Śpij już.

Coś telefon dzwoni.

Halo.

To ja.

Kto?

Natalia.

Eee...

Coś się stało?

Chciałam porozmawiać.

Co?

Halo?

Chciałam usłyszeć twój głos.

Natalia, słuchaj... Wiesz, która jest godzina?

- Weź, ją spław. - Jest środek nocy.

Spław ją.

Zadzwoń do mnie jutro rano, dobrze?

Dobrze.

Kładź się spać, Natalia. Dobranoc.

Pa.

- Co ona od ciebie chciała? - Nie wiem. Porozmawiać?

Może jednak trzeba będzie Carmen o tym powiedzieć.

Śpij.

Jedź!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.