Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Wysiadaj.
Kuj się!
Kajdanki! Kuj się! Raz!
- Zakładaj. - Spierdalaj.
- Gdzie jest Piotrek? - Na górze. Kipiszuje pokój brata.
- Miałeś rację. Miał zapasową klamkę. - Przede mną nic się nie da ukryć.
„Wolność nie jest człowiekowi dana raz na zawsze.
O wolność trzeba walczyć każdego dnia od nowa.
Moja krucjata zabija, będzie zabijać.
Giną i będą ginąć kłamcy, giną i będą ginąć złodzieje.
Giną i będą ginąć dilerzy,
łapówkarze, zdrajcy i przeniewiercy”.
Przeczytasz to.
A ja to sobie nagram.
Na mnie patrz.
Na mnie!
Już.
Przecież wiesz, że nikt już nie zginie.
Zabawne, że akurat ty to powiedziałeś.
Nie, nie znaleźliśmy go. Cały czas szukamy.
Mamy tylko auto porzucone pod szpitalem.
Inspektorze, tak, Luizjana i Leszek właśnie przesłuchują matkę Mandżaro.
Tokarską. Miała romans z Krzysztofem Stawiskim.
Poszłam do nich, i jak ta kobieta,
ta matka tego całego Piotrka zobaczyła,
że ja mam niemowlę, nie, Janka, Mandżaro, no to zabrała swojego dzieciaka
i się wyniosła do rodziców za Poznań.
- A kiedy to było? - W '86. Tysiąc dziewięćset.
No i Stawiski nas nawet przyjął, ale nie u siebie,
on miał taką daczę pod Otwockiem.
No i tam byliśmy do zimy,
a potem nas wykopał, ja oddałam Janka,
no i miałam to swoje życie. Przesrane.
Siema. Chodź. Przepraszam panią na chwilę.
- Przepraszam. - Mamy ekspertyzę balistyczną.
Kule spod szpitala psychiatrycznego i kule, które zabiły Łukasza,
pochodzą z tej samej broni.
- Wiesz, co to znaczy? - Nie. Mów.
Musimy z tym natychmiast do mediów, Luizjana.
On likwiduje te swoje marionetki od razu, jak przestają mu być potrzebne.
Mówię ci: dajmy to do mediów. Jego ludzie muszą to usłyszeć.
Dobrze, to dzwoń do Matki. On lubi być w mediach.
Dobra.
Żal miał, że rodzinę rozbiłam. Taki wielki grzech. Mój.
Osiemnastu lat nie miałam i z dzieciakiem, to gdzie ja miałam pójść? Taka bieda była.
Sama nie wiem, czego ja od niego chciałam.
Może pieniędzy na alimenty.
No. Tak, tak, chciałam, żeby Krzysztof płacił na Janka.
- Ale on się wypiął. - Sprawdziliśmy.
Krzysztof Stawiski zmarł ponad rok temu.
- Mówiłam. Wypadek miał. - Nas interesuje jego syn.
Ja… Ten dom pod Otwockiem, o którym pani mówiła, to… to gdzie on był?
No pod Otwockiem.
Zna go pani?
No pewnie, że znam.
Janek to jest podobniejszy do ojca, ale ten to też, ten… Piotrek.
A pod Otwockiem to gdzie to było?
- Jak pani tam dojeżdżała? - A no… Do kolejki się szło. Kawał drogi.
Józefów.
No co się stało? Dlaczego panowie się fatygowali?
- Gdzie jest Janek? - Mandżaro pracuje nad inną sprawą.
A ten dom pod Otwockiem był piętrowy, parterowy, murowany?
Nie no, taki pod lasem. Dacza jak dacza.
- Od stacji Józefów długo się szło? - Z pół godziny.
- Kilometr. No tak coś. - No to gdzie to było?
No najlepiej Piotrka zapytajcie.
No zapytamy. Dziękujemy.
Piotrek skrzywdził Janka, tak?
- Dlatego wyście tutaj przyszli. - Nikt nikogo nie skrzywdził.
Do widzenia.
Wiemy na pewno, że w zamachu na tak zwanego Kanibala
ponownie użyto tej samej broni,
z której zastrzelono Łukasza B. zwanego Bomberem.
W świecie przestępczym podobne sytuacje są normą.
Strzelanie do wspólników, likwidowanie ludzi,
z którymi jeszcze wczoraj się biesiadowało, to codzienność.
Selekcjoner mówił co innego.
Powiedział, że Łukiego zabili ludzie pani major.
Dzwonimy?
Dzwoń.
Dzwoń.
Szefie, przysłali billingi Łukasza, Stawiskiego i Lemuela.
Program zestawi numery i połączenia występujące w jednym czy dwóch billingach.
- Znaleźliśmy go? - Jeszcze nie.
- Matka, mogę cię prosić na chwilę? - Uhm.
To wszystko przez te twoje „maszeruj albo giń”.
Jak stracimy chłopaka, to nie wiem, co ci zrobię.
Luizjana, ty uważaj, do kogo mówisz.
Weź ty sobie lepiej załatw ten swój awans generalski, co?
Bo tu się, kurwa, marnujesz.
To będzie spektakularne samobójstwo.
Zastrzelisz się z własnej broni, ale wcześniej podpalisz dom.
Tak to zorganizowałem, że żaden prokurator nie będzie mieć wątpliwości.
O co ci jeszcze chodzi?
- Poza wszystkim chcę mieć dziecko. - Dziecko jest moje.
Może twoje, może nie twoje.
Może i twoje.
Jako twój brat będę się mógł nim zająć.
Wychowam go na przyzwoitego człowieka.
Wiesz, że cię zdradzała?
Mówiła mi o twoich planach.
Znałem każdy twój krok.
Tak? To dlaczego chciałeś ją zabić?
No dobrze, ale macie to?
No to załatwcie. Tak.
Uhm.
Kanibal schował głowę swojej ofiary w grobie Krzysztofa Stawiskiego.
Łał, ułańska fantazja.
Po co to zrobił?
Chciał związać naszego selekcjonera z kanibalizmem, z zabójstwem.
I związał, pani major, nas też.
Jesteśmy w tym umoczeni.
Nam nic nie grozi. Mamy przyjaciół.
Nic się nie martw, Andrzej.
- Co? Tobie też nogi miękną? - Nie.
Co jest złego w zabijaniu?
- A w zabijaniu jest coś dobrego? - Zabijanie złych ludzi jest dobre.
My jesteśmy jak lekarze.
Usuwamy chorą tkankę, żeby chronić zdrową.
„My” – to znaczy kto?
Ty i te twoje chłopaczki?
„My” – to znaczy ludzie, którzy myślą o tym, co jest.
A co jest?
Upadek cywilizacji. Nie widzisz tego?
Wolność obywatelska, równość wobec prawa,
solidarność społeczna – to fikcja.
Rządzą nami albo czarni, albo czerwoni. Zmieniają się tylko miejscami.
Celebryci, biznesmeni, politycy,
atencyjne kurwy łase na poklask, władzę i pieniądze.
W dupie mają zwykłych ludzi!
Codziennie wmawiają im, że każdy może być, kim chce.
Gówno prawda.
Ludzie mogą zrobić tylko tyle, ile oni łaskawie im pozwolą.
Hodują ludzi jak kury.
Kto nie chce takiego życia, ląduje na śmietniku.
Hmm…
Wyrzucili cię na śmietnik?
I co?
A…
- Zabolało, co? - Nie chodzi o mnie, Janek.
Ty nie zabijałeś dla dobra ludzkości, zabijałeś ich dla siebie.
- Komisarzu, tu się nie pali. - To daj mi mandat.
Nigdy do siebie nie dzwonili.
Nie pisali maili, nie rozmawiali przez Skype'a.
Jakby nie wiedzieli o swoim istnieniu.
- Przecież się musieli jakoś komunikować. - Stawiski nie miał służbowego telefonu.
Syn takiego biznesmena był nikim w interesach ojca?
Oni chyba nie żyli ze sobą dobrze. Żaden z jego ludzi nie miał służbowego telefonu.
Dlatego sprawdzamy, czyli mieli działalność gospodarczą.
- A dlaczego mieliby mieć? - Nie „dlaczego” tylko „po co”.
Masz firmę, możesz na nią zarejestrować telefon. Dużo telefonów.
Jeżeli firmy w żaden sposób nie można z tobą powiązać,
no to jesteś kryty.
W skrócie: nie ma cię w KRS-ie? Masz praktycznie anonimowy telefon.
Każdy związek można wykryć.
Wiem, dlatego przyjęliśmy, że założyli firmę na słupa. Szukamy możliwych słupów.
- Kto może być słupem? - Ktoś zaufany.
To znaczy ktoś, komu oni ufają,
kto nie będzie niczego sprawdzał, o nic pytał.
Ojciec albo matka.
Fajnie?
Nie zabijałem ich dla siebie.
Wejdź do sieci, zobacz, ilu ludzi ucieszyła ich śmierć.
Aha. Tak?
Gabriela Pilch?
- Żona, która cię zostawiła? - Chciała się rozwijać.
W planach miała fotel premiera. Można powiedzieć, że uratowałem ten kraj.
A Witold Kotarba?
Bankier, który zrobił z ciebie kredytowego niewolnika?
Zrujnował nie tylko mnie.
Ale mnie wyjątkowo skutecznie.
Potem pojawiłeś się ty. Przez ciebie nie mogę podjąć spadku.
Przykro mi. Prawo jest prawem.
Prawo?
A taki Rostowski. Narkoman,
pseudosportowiec deprawujący młodzież.
W każdym normalnym kraju tacy ludzie to margines, u nas są elitą.
Prawo? Śmieją się z twojego prawa, które ty reprezentujesz.
A Tommy Gajewski co? Syfił w akademiku?
Czemu się pod tym podpisałeś?
Konsul sprzątnął mi go sprzed nosa.
Chciałem dopaść ich wszystkich. Hurtowników białej śmierci.
Jest dla nich miejsce na dnie zalewu.
Nie mów mi, że nie zasłużyli.
Wszyscy oni by żyli, gdyby nie podpadli tobie.
Chcesz zrobić porządek na świecie?
Zacznij od sprzątania swojego pokoju.
A Klejna?
Co ona ci zrobiła?
Nic. Zrobiłem to dla znajomego.
Wymiana usług. Dzisiaj ja tobie, jutro ty mnie.
- Znasz to. - Ty jesteś naprawdę dobry.
Cała ta krucjata istnieje tylko dla ciebie i tych twoich chłopaczków.
Łatwiej się nimi steruje, co?
Miałem prawo zabijać ludzi, którzy zdemolowali moje życie,
zniszczyli wszystko, co było dla mnie święte, ludzi takich jak ty.
Miałeś prawo zabijać?
Piotrek? Piotrek, ty jesteś wariat.
Ty jesteś pierdolnięty, rozumiesz?
Co ty myślisz? Że ty i ta twoja grupa licealistów zmienicie świat?
Poddaj się. To jest koniec.
Jak się teraz poddasz, to może nawet będę zeznawał w sądzie, że jesteś wariatem.
To jest twój koniec.
Rozumiesz? Koniec.
Skończyłeś? Czy jeszcze coś?
Przepraszam na chwilę.
Ona się nie nazywała Van Hanegem. Nazywała się Lidia Stępińska.
- Ale kto? - Matka Lemuela, Holendra, rzecznika.
Słuchajcie, mamy podmiot do sprawdzenia.
Lidia Stępińska jest prezesem fundacji Spaleni Słońcem.
„Cele statutowe fundacji, telefon”… Jest.
Telefony: sześć. Wszystkie opłacała z publicznych zbiórek. Genialne.
Wszystkie u tego samego operatora.
Musimy zobaczyć, czy nie było tu logowania. W tej okolicy.
Józefów, Emów, Otwock.
Wszyscy wczoraj tu gdzieś byli, a teraz został jeden.
To jest z dokładnością do kilometra?
No tak mniej więcej.
Dobra. Realizacja. Wóz poszukiwań, szpery ręczne, pluton terrorystów.
Leszek, ty idziesz ze mną. Krysia, Ula, Mutanci, zostajecie do koordynacji.
- Jakiś progres? - Ludwik, ja chcę jechać.
Dobra, jedziesz z nami. Matka, ty też.
Realizacja, ruchy.
No, i to jest progres.
No.
To była twoja matka. Jak zwykle nie w porę.
Co ty tu kombinowałeś?
Musimy się pośpieszyć, Janek.
Ty mówisz, że ja jestem wariat?
Boisz się?
Dobra, my w gotowości.
Mapę masz na pulpicie, 39 minut do celu. Zrób z tego 20.
Odjazd. Ostatni.
I co taka cisza, jakbym z Niemcami na akcję jechał?
Nadal nie mamy adresu. Stawiski ma wyłączony telefon.
Pójdziemy tyralierą. Ze szperami.
- Radio, wracaj. - Rozrzucamy się co 150 metrów.
Ula, ty skrajnie, ja centralnie, Leszek drugie centralnie,
a ty od wschodu skrajnie.
Matka do Dzieci. Za znakiem do lasu w lewo i obróć się przodem.
Przypominam, że szukamy starej daczy.
- Bończyk. Nawijaj. - Jest tutaj kobieta, pani Tokarska.
- To pan ją da. - Ten dom jest w Emowie.
Miał numer 13, ale Krzysztof poszedł do gminy i zamienił na 77.
Jak… Dziękuję. Adres: Emów 77.
Matka do Dzieci. Emów 77.
Przeciwny koniec. Prosto. Dwa i osiemset prosto, potem w lewo.
Pod las – 200. Droga gruntowa. Sześć do siedmiu minut.
Byłeś w służbach i się urwałeś.
To dlatego nas śledzili i zabierali śledztwa.
Chcieli tuszować ślady.
Ja się nie ukrywałem. Mogli mnie zdjąć w każdej chwili.
- Pewnie masz coś w swojej kolekcji haków. - Mamy wszystko, co chcemy.
Nawet sobie nie wyobrażasz.
Z tym że dla ciebie to już bez znaczenia, nie?
Zabijesz policjanta, to policja zabije ciebie. W trakcie pościgu.
- Tak to wygląda. - Nie będzie żadnego pościgu.
Przecież ty sam się zabijesz.
Z własnej broni.
Policja! Zostaw go!
- Co? - Zostaw go! Zostaw go!
- Połóż się! Dawaj ręce! - Kurwa!
- Nie szarp się! - Druga!
Wstajesz!
Idziemy.
Ale panowie! Panowie, ale co ze mną?
Jestem oficerem policji!
Panowie!
Kurwa!
- Gleba, gleba! Raz! - Jestem z policji.
- Zostaw go! To nasz. - Druga! Druga!
Zostaw go!
- W porządku? - Potrzebujesz lekarza?
No, w porządku.
Gdzie Stawiski?
- Jak to? - Gdzie twój brat?
Gleba.
Możesz się teraz pomodlić. To jest ten moment.
No co jest, chłopcy?
Do samochodu, ruchy. Już.
Selekcjoner, cożeś nawywijał?
Miałeś sformować grupę do zadań specjalnych,
a ty co? Wyszkoliłeś morderców seryjnych?
Wszystko wedle życzenia, pani major.
Nikt nie miał wobec ciebie takiego życzenia.
- Wszystko szło dobrze. - I co?
Wymyśliłeś pożar w ramach selekcji?
Podpaliłeś dom ze swoimi ludźmi?
Popełniliście błąd przy rekrutacji.
Wiem.
Zdarza się najlepszym.
Zdarzył się Kamil psychol.
- To on podłożył ogień. - Uhm.
Rozkuj mnie. Nie będę klęczał skuty przed moimi ludźmi.
Nie ma tutaj twoich ludzi.
Mordowaliście ludzi establishmentu.
Polityków, dziennikarzy, bankierów. Po co?
Chcieliście, żeby byli gotowi na wszystko.
Ukształtowałem ich i wyszkoliłem. I co?
Mieli siedzieć w domu i grać w strzelanki?
- Zwariowałeś? - Nie, nie zwariowałem.
Każda broń, żeby była sprawna, musi czasem zostać przestrzelana.
Nie wkurwiaj mnie, dobrze?
Wyszkoliłem ich do prawdziwej roboty,
niszczenia żywej siły wroga.
Uhm. Wiesz, że gdybyśmy my zabijali, to ty byś już nie żył.
Wiktoria, jeżeli coś mi się stanie, ty polecisz razem ze mną.
Piotruś, mnie się nigdy nic nie stanie.
Zapamiętaj to sobie lepiej.
Poza tym jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
Dziękuję, panowie, w imieniu służby.
- Kraj potrzebuje takich ludzi jak wy. - Do usług, pani major.
Co z nim?
Możecie jechać.
Tu masz paszport, karty płatnicze, bilet dostaniesz na maila.
Zmienisz kontynent.
Wizy akurat znieśli. Specjalnie dla ciebie.
Tylko tutaj to już nie wracaj.
Ameryka – duży kraj. Nikt cię nie znajdzie.
- Dzięki. - Przejdziesz się, co?
Dla zdrowia. Zdrowie najważniejsze, Piotrze.
- Myślisz, że odpuści? - Nie, nigdy.
Ale daliśmy mu szansę.
Dobrze.
Dobrze.
Dobrze.
Dobrze. Dobra, przerwa.
Dzięki.
Zwiali nam.
Już ich nie znajdziemy.
Wywiad ich krył. Nic nie mogliśmy zrobić.
Ale ty za to matkę odnalazłeś.
Odnalazłem matkę, której wcale nie szukałem.
- No i brata poznałeś. - Ty jesteś dla mnie jak brat.
Dlatego mi pożyczyłeś swój ręcznik?
- Dawaj. - Ostatnia runda.
Dobrze, ale, mmm… co mi to da,
że sąd uzna mnie za syna zmarłego Krzysztofa Stawiskiego?
Będzie pan mógł nawet przyjąć nazwisko ojca.
Uhm. A mówiąc poważnie?
Stanie się pan jego spadkobiercą, odziedziczy połowę majątku.
- To znaczy? - Panie Janku… znaczy Janku…
Połowa majątku znaczy połowa majątku.
Mogą się pojawić roszczenia
do udziałów, yyy… w firmach czy pakietach papierów,
ale tym bym się nie przejmował, bo…
takie ewentualne roszczenia trzeba będzie udowodnić.
Twój ojciec, Krzysztof, on… kochał pieniądze,
no i dlatego poszłam do Piotra, kiedy Krzysztof umarł,
znaczy… w tym wypadku zginął.
Czyli ja mam odziedziczyć połowę Transpolu,
sieć multipleksów,
17… …hektarów ziemi w trzech majątkach?
Ale to… to wszystko na… na pół z pańskim bratem Piotrem Stawiskim.
Uhm.
Poszłam się upomnieć o… twoją, Janku, część.
Przecież ty jesteś takim samym jego synem jak i on. No nie jest tak?
Jest pan w momencie, w którym udowodnimy ojcostwo, ale…
wniosek o uznanie no musi podpisać pan, panie Janie.
Oczywiście.
- Oczywiście ja ten wniosek podpiszę. - Dobra decyzja, Jaś.
Podpiszę, jak przyjdzie na to czas.
Do pewnych decyzji w życiu trzeba… trzeba dojrzeć.
„Dojrzeć” to jest, yyy… odpowiednie słowo.
Trzej polscy żeglarze, Maksymilian Rusiecki,
Lemuel Van Hanegem i Luty Szymczak zaginęli na Morzu Śródziemnym.
Pusty jacht odnalazła albańska straż graniczna.
Lemuel, Maks i Luty to byli doświadczeni żeglarze.
Ale wszystko mogło się zdarzyć.
Mogli utonąć w trakcie nurkowania.
W tych rejonach Adriatyku zdarzają się prądy znoszące o niespotykanej sile.
Książę Harry i księżna Meghan…
W ogóle się nie obcyndalają.
Jakby mówili: „Schowaliśmy ich i co nam zrobicie? No? Co?”.
Wywiad – ostentacja typowa dla dzisiejszych ludzi służb.
- Za naszych czasów nie do pomyślenia. - To pan?
No.
…a w konsekwencji nie będą otrzymywać środków publicznych z tytułu wykonywanych…
Trochę późno się pan zorientował, nie?
Za późno.
Naprawdę pan sądził, że mój przyjaciel, inspektor Parada,
polecił mi pana przypadkowo?
No i ten pański ojciec.
Nie dość, że nie zostawił testamentu, to jeszcze nie raczył nas poinformować
o drugim synu, to znaczy o panu.
„Nas”? Kim jesteście „wy”?
„My” to po prostu „my”.
Pan znał mojego ojca?
No tak, oczywiście, można by nawet powiedzieć, że ja go stworzyłem.
Wie pan, wiele lat temu rozmawiałem z nim dokładnie tak samo jak z panem.
Dokładnie tak samo.
Atrapa.
Panie Mandżaro, teraz pan już wie, że pański ojciec był naszym plenipotentem,
naszym, mówiąc wulgarnie, słupem,
fikcyjnym właścicielem rzeczywistego majątku.
Jak to?
Przez dwie dekady nie da się zrobić majątku,
na który w innych miejscach ludzie pracują przez całe pokolenia.
- Nawet w Polsce. - Ale ja niczego od was nie chcę.
A nie chciałby pan, żeby synek urodził się zdrowy
i żeby jego matka wróciła?
Tego niestety nie może pan obiecać. Nie jest pan wszechmogący.
Wie pan…
ludzie różnie gadają.
To ja włożyłem ślepaki do pańskiego pistoletu.
Dobrze zrobione, bo Stawiski się nie zorientował.
I uratowałem panu życie.
Co najwyżej uratował pan życie Piotrowi.
To ja strzelałem do niego.
No to jak będzie?
Rozumiem, że negocjujemy warunki mojej przyszłości?
No tak byłoby najlepiej.
Wyjdzie pan z policji, obejmie imperium ojca.
Na rękę dostanie pan 20-25 razy tyle, co teraz.
A co, jeśli…?
Nie no… nie będzie pan chyba tajniakiem,
który szpieguje własny holding.
No takich debili to na świecie nie ma.
A jeśli jestem nie dość, że debil,
to jeszcze uczciwy?
No to dowiemy się o tym pierwsi.
Majątek odziedziczy pański syn,
a syna odziedziczy pański brat, najbliższy krewny.
Wie pan, myślę sobie, że Piotr jest jeszcze do uratowania.
A jeśli się nie zgodzę?
To mamy różne scenariusze.
Wariant A, wariant B, wariant C.
Znamy wszystkie zakończenia tej historii.
Janek.
Andrzej.
To ty sobie, Janku, teraz odpocznij, zajmij się Marią,
a do sprawy wrócimy po narodzinach dziecka.
Trzeba jeszcze podpisać wniosek, wiesz, że jesteś synem Krzyśka.
No to na razie.
Cześć.
Wiem, że jest ci ciężko, i nie chcę ci robić nadziei, ale…
jest szansa, że poród,
w sensie szok wywołany porodem, coś zmieni.
Dziecko urodzi się zdrowe. To jest teraz najważniejsze.
Ona kiedyś do nas wróci.
Całe życie mi powtarzano:
„Ludwik, jesteś kowalem swojego losu”.
A to nieprawda.
Zdawało mi się, że rządzę, a to nie ja rządziłem.
Teraz wiem, że to nie ja kieruję.
Dziękuję.
- To co, to może jeszcze rozchodniaczek? - A jak. Tak jest.
A ja proponuję zaśpiewać.
♪ Sto lat, sto lat Niech żyje, żyje nam! ♪
♪ Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam! ♪
♪ Jeszcze raz, jeszcze raz Niech żyje, żyje nam! ♪
♪ Niech żyje nam! ♪ Nie?
- Jest karoca. Czeka. - Wszystkiego dobrego.
Zapraszam.
Dziękuję ślicznie jeszcze raz. Wszystkiego dobrego z okazji urodzin.
- Co złego, to nie my. - Ulka!
- Wsiadacie? - Idę, idę, idę, idę.
Nie? Mandżaro?
- Nie, dzięki. - Na razie.
Dobry wieczór, ja zamawiałem nocnego kierowcę.
Tak, na… A, już chyba podjeżdża.
Dziękuję.
To pani?
Tak, to ja, jeśli pan nazywa się Jan Góra.
Tak. Przepraszam, nie wygląda pani na nocnego kierowcę.
Nie, stereotypy. Proszę bardzo.
Urodziny.
W sumie dużo nie wypiłem, ale… z cztery szoty.
Trzeba uważać, tak.
O tej porze nauka jazdy?
Ale to nie jest „L”, tylko „T”.
Dobry wieczór. Co się stało?
Wyrzucili go z ciężarówki.
- Pański samochód? - Tak, mój.
Pił pan?
Piłem, ale ja nie prowadziłem, tylko dziewczyna.
A jaka dziewczyna? Jakoś jej nie widzę. Jest pan zatrzymany do dyspozycji sądu.
Ręce przed siebie.
Ale spokojnie, ja jestem oficerem policji.
- Odwróć się! - Spokojnie. Spokojnie.
- Odwróć się! - Jestem ofic… Jestem oficerem policji.
Komisarz Jan Góra.
Przecież mówię, że to nie ja prowadziłem.
To on! To on! Aresztuj ich!
To są ludzie Stawiskiego!
Aresztuj ich! To oni!
To oni! Kurwa! Aresztuj!
Mówię ci! Aresztuj! Kurwa!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.