All language subtitles for Krucjata.S01E09

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Powrócę ja, patrz, furia zła!

Przyjdę jak płomień gorący!

My, wywiad, jesteśmy oczami i uszami państwa.

Państwo musi wiedzieć pierwsze.

Moim zdaniem te sprawy się łączą.

Ktoś chce uderzyć w system, dlatego zabija ludzi systemu.

Chce podburzyć jego fundamenty.

To jest śmieszne, jak szybko zacząłeś tańczyć,

ale dobrze, dobrze. Będziesz krócej się męczył.

- Pójdzie pan do szpitala. Na jakiś czas. - Wolę zginąć.

- Ale to pan zawsze zdąży. - Ręce do góry! Rzuć broń.

Rzuć broń! Rzuć!

Maria, patrz na mnie.

- Niedługo będzie już widać. - Co będzie widać?

Że jest w czwartym miesiącu ciąży.

Okej.

O, tu postawię.

I am Janina Góra-Tokarska.

I am… …I am a salesman.

Oż kurczę.

I am a salesman.

Uhm.

I live… I live in Warsaw.

I am a positive person.

Ludzie, wszystko muszę sama zrobić.

Ratunku!

- Co jest? Wolniej się nie da? - A co ci się tak śpieszy, co?

- W nocy nie spałeś? - Odsunąć się. Policja.

Dobry. Komisarz Jan Góra.

Ja jestem Góra-Tokarska.

Proszę pana, ja tam słuchawki zostawiłam.

Spokojnie, słuchawki się znajdą.

Proszę nie przeszkadzać. Zabieramy panią.

Przecież to jest blisko dworca. Tu są agencje, hostele.

Trzeba by sprawdzić, komu się to opłaca.

Czysto.

Ja… yyy… trzy klatki myłam po jedenaście kondygnacji.

No to nam to daje…

yyy… trzydzieści trzy.

No i to jest tak, że, yyy…

dziewięć minu… minut na kondygnację i minuta na zejście.

Trzysta trzydzieści minut.

To… to nam daje, yyy… pięć i pół godziny, no.

Uhm.

Bardzo pani zorganizowana.

- Co? - Zorganizowana pani bardzo.

- No, bo ja bym się inaczej nie wyrobiła. - Uhm.

Jak tam jeden z drugim okno zostawi otwarte

albo śmieci przy zsypie położy, to ja tak wyrzucam i wyrzucam, nie?

Pamięta pani, gdzie leżała torba?

Jaka torba?

No torba, w której był ładunek, zanim wrzuciła ją pani do zsypu.

A…

ja pana już widziałam.

Pan inspektor Góra.

- Yyy… Komisarz. - Komisarz.

Dobrze, a czy przy… przypomina sobie pani przynajmniej,

jak wyglądała ta torba?

Taka zwykła, taka… taka jak torba, no.

A może widziała pani, kto napisał literę „U” na drzwiach bloku?

„U” na bloku naszym?

Nie… Nie było żadnego napisu. Ja bym to zmyła.

Czyli ktoś musiał zostawić napis jeszcze dzisiaj rano.

Tak.

Ja pana przepraszam bardzo. Możemy skończyć? Bo ja…

Mnie tak, yyy… w uszach mi szumi.

Yyy… Dobrze, to może ja zawołam pielęgniarkę albo lekarza.

Nie, nie, nie, nie, nie, lekarza to nie, ja…

tylko muszę tak trochę odpocząć.

Może pan by posiedział przy mnie trochę?

- Yyy… - No proszę pana.

Dobrze.

Prawie na sto procent jest to bomba tej samej konstrukcji,

z którą mieliśmy do czynienia poprzednio w śmietniku.

Tym razem ładunek był silniejszy.

Jakby wcześniejsza bomba była na próbę.

I ponownie dynamit domowej roboty.

Naprawdę? Można zrobić samemu dynamit w domu?

Z całym szacunkiem, pani Urszulo, tak, da się.

Ja wierzę panu. Pan wie, co mówi.

Zapalnik na bateryjkę.

I włącznik od lampki.

W transporcie jakoś to zabezpiecza,

zostawia bombę, usuwa zabezpieczenie i gotowe.

Gotowe.

Bateryjka.

Bateryjka.

I włącznik.

Ciężar torby dociska włącznik,

ktoś podnosi torbę, zapłon.

Łukasz.

Łukaszku, chodź już!

Łukasz, śniadanie gotowe.

Idę, mamuś.

Tym razem eksplozja nie nastąpiła w momencie podniesienia torby,

widocznie włącznik się zaciął, a dopiero przy wrzucaniu do zsypu.

To znacznie zmniejszyło siłę wybuchu i uratowało kobiecie życie.

Uratowało.

Dwie eksplozje, troje rannych w szpitalach.

Czyli co? Chciał wysadzić kogoś, kto mieszka w tym bloku?

W takim bloku w takiej dzielnicy nie mieszka nikt,

kto by pasował do profilu ich ofiar.

No właśnie, więc może nie chodziło o nikogo konkretnego.

Zależało im na rozgłosie.

Ale dlaczego mieliby zmieniać metody działania?

Chcą wzbudzić strach.

Albo pokazać, że mogą.

Czyli mają pirotechnika.

A ten wyciek rurociągu w październiku to też może być

robota tego samego człowieka?

Znajdźcie go i zapytajcie.

No dobrze. W każdym razie bardzo panu dziękujemy.

- A na pewno ja dziękuję. - Zawsze do usług, pani Urszulo.

Dzięki.

Do widzenia.

Do widzenia.

- To są ci ludzie? - Uhm.

Wyglądają całkiem normalnie, nie?

Dobrze, a ją kojarzysz?

- Kto to? - Susan Atkins.

Był miłą, wrażliwą dziewczyną, może trochę nieśmiałą.

Kiedy matka Susan umierała,

ta zorganizowała koncert kolęd pod oknami szpitala.

- Ale kto to jest Susan Atkins? - Była zwyczajną nastolatką.

Pewnego dnia jechała rowerem do szkoły.

Na poboczu ulicy zatrzymała się furgonetka.

Młodzi ludzie zaproponowali jej podwiezienie. Susan zgodziła się.

Minęli jej szkołę, ona nie protestowała i tak dojechali w góry.

- Coś jej zrobili? - Nie. Ważne jest, co ona zrobiła.

Dwa lata później Susan Atkins kilkanaście razy wbiła nóż

w ciało młodej, pięknej kobiety, która była w ósmym miesiącu ciąży.

To była Sharon Tate, żona Romana Polańskiego.

Po zamordowaniu Sharon Susan napisała jej krwią na ścianie słowo „pig”.

No dobra, ale dlaczego o tym mówisz?

Bo Susan chciała zmienić świat.

Grupa tak zwanych hipisów zamordowała pięć osób tamtej nocy.

Byli kierowani przez niejakiego Charlesa Mansona.

No ale co, ludzie Mansona działali na rozkaz? Nie byli po prostu…

Nie. Wystarczyła sugestia.

Mansona nawet tamtej nocy nie było w willi.

Młodzi, zdrowi psychicznie ludzie nawet bez nadzoru wypełniali jego wolę.

- Czyli co, pranie mózgu? - Prosta i skuteczna procedura.

Delikwentowi usuwamy poglądy, unicestwiając jego przekonania.

W to miejsce wstawiamy nowe.

I co, myślisz, że naszych sprawców przygotowywali do tego od dawna?

Słuchaj, sprawny psychomanipulator potrzebuje zaledwie kilku tygodni,

aby człowieka doprowadzić do zbrodni, a nawet do samobójstwa.

I to jego właśnie szukamy.

Żołnierze czują i robią to, co chce guru sekty.

Jest dla nich jak królowa dla pszczół.

- Bez niego przestają istnieć. - Muszę kawy.

No i co, i tak po prostu dla niego zabijają?

Błagam się, Mandżaro. Dla wielu ludzi to nie jest żaden problem.

Kluczem jest słowo „pig” napisane na ścianie nad zwłokami ofiary.

Czyli co, że „świnia” wyjaśnia wszystko?

Tak. Bo najpierw trzeba ofiarę odczłowieczyć.

Susan Atkins znała Sharon Tate jedynie z ekranu, zdjęć, telewizji.

Uhm. Celebrytę łatwiej zabić?

Tak, celebryta nie istnieje naprawdę, jest jak fantom.

Uwierz mi. Manipulowanie ludźmi to nie jest wcale żadna wielka sztuka.

Wystarczy stać się dla nich najważniejszym,

a przede wszystkim jedynym źródłem informacji.

Ale przecież teraz każdy ma dostęp do informacji. Klikasz i masz.

Ale właśnie nie, teraz żyjemy w świecie bezładnym, nieuporządkowanym.

Przestały istnieć już stałe punkty odniesienia,

takie jak rodzina, dom, religia.

Co ty gadasz? Przecież niektórzy mają rodzinę,

mają punkty odniesienia, autorytety.

Ale właśnie autorytety.

Świat przedstawiony przez guru sekty jest jasny, jest prosty, jest bezpieczny.

Ci ludzie żyją w szczelnej bańce informacyjnej,

a ludźmi gardzą, oni mają misję.

Misję? Jaką oni mają misję?

O Jezu. Sekta Mansona chciała zmienić świat.

Ludzie lubią być częścią większej całości… …mieć jakiś wyższy cel.

- I oni też? - No tak, Mandżaro.

Tacy są ludzie, tacy jesteśmy.

Przepraszam.

No cześć. Co jest?

Jak to znowu bomba?

Gdzie?

A żyje?

No ten kierowca.

Całe szczęście.

- Olszynka Grochowska. Jadę. Dzięki. - Ale co? Bomba? Znów?

- No znów. - Są ofiary?

Kierowca autobusu podniósł torebkę na przystanku autobusowym.

Właśnie go wiozą do szpitala.

Ale co? Przystanek, blok?

Tak jakby teraz chcieli uderzyć w masę, a nie w celebrytów.

Kiedy ostatnio spałeś?

- Nie wiem. - Chcesz jakieś pigułki na sen?

Nie, dzięki, muszę lecieć.

Na razie.

Przypuszczam, że mieszka na Linii Otwockiej.

Gdzie?

Na Linii Otwockiej, taka kolej miejska. Większy tramwaj no. Na szynach jeździ.

- Ale skąd ty wiesz, gdzie mieszka bomber? - No pokażę ci.

Zobacz: pierwsza bomba była przy stacji Warszawa Gocławek,

druga w bloku przy Dworcu Wschodnim, a teraz trzecia przy Olszynce.

- Wszystko leży na Linii Otwockiej. - To jeszcze nic nie znaczy.

Równie dobrze może mieszkać w Żyrardowie albo na Okręciu.

A może mieszkać, ale nie mieszka, bo mieszka na Linii Otwockiej.

- Cześć, Jarek. - Cześć.

- Co mamy? - Na oko typ ładunku ten sam.

Tylko tym razem to nie była reklamówka.

- A co to było? - Popatrz.

Zapinka damskiej torebki.

Tu zawias. Nawet elementy skaju się zachowały.

- Ten sam sprawca czy naśladowca? - Pewnie ten sam.

Tylko zrezygnował z reklamówki,

bo po dwóch bombach ludzie stali się ostrożniejsi.

Dzięki.

Ale jebło.

Bomber wysłał wiadomość do portali społecznościowych.

- Z żądaniem okupu. Chce 100 tysięcy. - Czyli jednak chce kasę.

No cześć, Ulka, dostałem, dzięki.

Co? Wysłał wiadomość? Ale co? W załączniku?

W załączniku zdjęcie Centrum Zdrowia Dziecka.

- Co? Chce wysadzić? - Macie IP jego komputera?

Dobra, szkoła w Otwocku.

No, pojedziemy. Cześć.

No i masz swoją Linię Otwocką.

Centrum Zdrowia Dziecka też jest na Linii Otwockiej.

- No, mam sieć. - Zabezpieczona?

No, ma hasło. Jak się nazywa to liceum?

VI Liceum im. Ludwiki Wawrzyńskiej.

„Wawrzyńska6”.

Nie, błędne. A może dużymi literami.

Czekaj. „WAWRZYŃSKA6”.

- Ty, zalogowałem się. - Za pierwszym razem.

No. Tu każdy jest w stanie się zalogować.

Tracimy czas, Mandżaro.

Dzień dobry, Melania Kazimierczak. Panowie, czy coś nam grozi?

Ludwik Bończyk, Wydział Zabójstw i Terroru.

Jan Góra.

Będą jakieś kolejne bomby?

Staramy się temu zaradzić. Dlatego tu jesteśmy.

Proszę nam powiedzieć: ile osób oprócz dzieciaków

ma dostęp do waszych komputerów?

Nauczyciele, personel szkoły. Myślę, że… że 60.

A firma sprzątająca?

- Tak. - Uhm.

Będziemy potrzebowali imiona i nazwiska wszystkich osób,

które były w szkole i miały dostęp do komputerów.

A to znaczy wszystkich.

Proszę wysłać tutaj na maila.

I w każdej innej sprawie też proszę do nas pisać.

- Dziękujemy bardzo. - Dziękujemy.

Matka nas wzywa. To wszystko za łatwo idzie.

Na razie nic nie mamy i nic nie idzie.

Ledwo pomyślałeś o Linii Otwockiej i od razu mamy stąd żądanie okupu.

Bo on działa na Linii Otwockiej.

- O. - No nareszcie.

Cześć.

- Cześć. - Cześć.

Pieszczoty potem.

Mamy trzeci zamach i poważne pogróżki, więc nam się skład trochę powiększył.

Jak zwykle w takich sytuacjach jest z nami Krystyna, Leszek i Mutanci.

Muszę powiedzieć dziennikarzom, jaki jest horyzont czasowy.

- Horyzont czasowy? Czego? - No jak to czego? Ujęcia sprawcy.

Internet się przegrzewa, tak się ludzie boją. Muszę coś, wiesz…

To zasłoń się tajemnicą śledztwa, Matka, no, żadnych konkretów.

No co ty, Luizjana, ja myślę, że dzisiaj, najdalej jutro będziemy go mieli.

Tak, chodźmy.

- A może pojutrze? - Może.

Co policja robi w sprawie bombera?

Prowadzimy intensywne czynności śledcze, prosimy wszystkich o zachowanie spokoju.

Kiedy sprawca zostanie ujęty?

Dla sprawcy tych ohydnych ekscesów mam tylko jeden komunikat:

nikt nie będzie terroryzował naszego miasta.

- Idziemy po ciebie. - Ale kiedy go złapiecie?

- Proszę odpowiadać. - Dziękuję, do widzenia.

Panie inspektorze, prosimy.

Panie inspektorze. Proszę odpowiedzieć na pytania.

- Cześć, mamuś. - Cześć.

- Zaraz obiad zrobię. - Okej.

Masz, malutka, poluj.

- Siadaj już, Łukasz. - Idę, mamuś.

Myłeś ręce?

Myłem.

Wpadła cebula do talerza.

- Ale ty lubisz, co? - Lubię, dziękuję.

Dzwoniła ta Ewelina.

Żona Krzysztofa.

Podobno Krzysztof miał wypadek.

Wypadek?

Rozbił autobus?

On jest tym kierowcą, któremu bomba w rękach wybuchła.

- Może byś wpadł do szpitala? - Szpitala?

Leży na Barskiej.

Po co? Przecież nie umarł.

- Łukasz, to jest twój ojciec. - Naprawdę?

Dobra zupa.

Dlaczego na bloku była litera, a na pętli autobusowej – nie?

Złapmy tego bombera, to się go spytamy.

Sulima z laboratorium przysłał mi analizę mikrośladów.

Wszystkie trzy puszki były identyczne. Jeden sprawca.

Nie ma co to tego wątpliwości.

Czyli co? Wszystkie były po mleku w proszku?

Po kozim mleku w proszku. Wyobrażasz sobie coś takiego?

- Kozie mleko w proszku? - Teraz to wszystko istnieje.

Sulima pisze, że takie mleko ma szerokie zastosowanie

w hodowli małych ssaków: myszy, nietoperzy, szczurów,

chomików, szynszyli, nawet psów i kotów.

Czyli co? Nasz bomber jest hodowcą szynszyli i królików?

Albo po prostu pracuje w zoo.

Znajdźmy wszystkie hodowle takie leżące na Linii Otwockiej.

„Nie ma spraw ważnych i ważniejszych”.

W telewizji powiedzieli, że go złapią.

- Tego bombera. - Nie sądzę.

Ty wiesz, że ja tylko ciebie mam?

Wiem, mamuś.

Na Mazowszu są trzy hurtownie

oferujące sprzedaż mleka w puszkach 2,5-kwartowych.

Uhm. A nie można tego kupić w internecie?

Można.

Ale zakładam, że ma więcej takich puszek,

i to pustych. Że to nie chodzi o jakieś pojedyncze dziecko ze skazą białkową.

Chyba że bomby podkłada matka pięcioraczków.

I wszystkie mają skazę białkową.

Ale sprzedaż hurtowa zostawia ślady: faktury, NIP-y.

Prosiłem, żeby tą listę mi przesłali…

…klientów, którzy brali to mleko w ostatnich dwóch latach.

- Bez nakazu? - Bez.

Napisałem, że jestem oficerem policji, że…

robię śledztwo, i teraz czekam na odpowiedź.

- Myślisz, że ktoś ci tak po nocy odpisze? - Może.

Nastawię sobie budzik na czwartą, sprawdzę maila, może się okaże,

że na liście klientów hurtowni z Karczewa znajdzie się hodowca wiewiórek z Radości.

A to wszystko leży przy Linii Otwockiej.

- Uhm. - Hmm.

Pojadę, o szóstej porozmawiam z właścicielem,

o 6.30 wyciągnę tego bombera z wyra.

A wieczorem komendant odbierze nagrodę za złapanie sprawcy.

Mówię ci, że tak będzie.

A potem go zapytamy, o co mu chodzi.

- Uhm. - Na razie.

Na razie.

- Chcesz kawę? - Nie, dzięki.

Widzę, że się trzymasz.

Chociaż sytuacja jest…

beznadziejna.

Słuchaj, sytuacja Marii nie jest beznadziejna.

Nie, jasne, jasne. Sorry.

To co? To… to idę, bo do czwartej nie zostało dużo czasu.

A ciebie obudzę o 4.10, no…

4.15 – znaj łaskę.

- Ratunku! - Halo!

Co tam się dzieje?

Ratunku!

Ludzie!

Był ktoś u mnie na sali no.

- Co się stało? - Ktoś był u mnie.

Ja… Ja się obudziłam, bo mi się śniło, że mam takie… duszności

i poduszkę miałam na twarzy,

i wszystko zrzuciłam, on się przestraszył i uciekł.

Spokojnie. Możliwe, że się pani przyśniło coś.

Nie. Nie, nie, nie, nie. Nie.

- Wracamy do łóżka, tak? - Nie.

- Poprawię łóżeczko. - Ale to na pewno nie był sen. Na pewno.

- Auć. - Powoli, spokojnie się pani położy.

Au. Ja go naprawdę widziałam.

- On miał czarną kurtkę… - Uhm.

…i takie zygzaki na plecach.

Pomału.

Pomału.

Muszę lecieć.

Przyślę do pani kogoś, pani…

Dobry wieczór, inspektorze.

Major Wiktoria Dymińska, służba wywiadu.

Jestem oficerem policji, nie jestem na służbie.

Andrzej, yyy… zrób panu oficerowi pokaz slajdów.

Jak pan widzi, mamy na pana haki.

Dzięki nim jest pan tym, kim pan jest.

Jak to jest możliwe, że to ja pana muszę uczyć, jak udupić śledztwo?

- Ja pana. Naprawdę? - Mnie nie wolno tego robić.

Nie wolno, tak.

A figlować z panią prokurator, kobietą podwładnego, to panu wolno?

Macie nieaktualne dane. Ta sprawa jest skończona.

- Zresztą, jesteśmy dorosłymi ludźmi. - Co to jest za argument?

- Jeśli pana podwładni to zobaczą, to co? - To co? Nic.

Możemy sobie nawzajem pomóc.

Czego chcecie?

Musi pan za wszelką cenę odspawać komisarza Jana Górę od tej sprawy.

To primo, a secundo: sprawy nie łączą się.

Zabójstwo posłanki Pilch, oddzielnie zabójstwo bankiera Kotarby,

porwanie króla strzelców…

I eksplozja. To wszystko się ze sobą nie łączy.

Ale te sprawy się łączą. Sami sprawcy na to ostentacyjnie wskazują.

To są zbrodnie precyzyjnie zaplanowane jako seria.

Panie inspektorze, my nie prowadzimy tutaj kółka dyskusyjnego, to są polecenia.

To się nie uda. Rozdzielenie tego śledztwa się nie uda.

- No to pan straci. - Naszą przychylność.

A jak się uda, to może i głównym pan zostanie.

Proszę zastanowić się, z kim warto trzymać.

I informować nas o postępach w śledztwie, jasne?

Pokażmy, że różne służby potrafią współpracować dla dobra kraju, ha?

Oczywiście. Pokażmy.

- To się nie uda. - Uda się.

On chce być dobrze ze wszystkimi. Tacy są najgorsi.

Założysz się?

Minęła właśnie godzina 17.

Panowie, co ja tu miałem… Ledwo telewizor pokazał,

że jakaś modelka w New Yorku ogłosiła bojkot futer,

oczywiście na golasa,

to tu już bramę i płoty mi podpalili.

I napisy: „morderca”, „uwolnić norki”.

Uhm. Nie dało się na tym zarobić?

Panie, a co w tym kraju można?

Na czym zarobić? Wyłącznie na złodziejstwie.

I pan używał mleka w proszku, koziego mleka do karmienia młodych, tak?

A co pan robił z tymi puszkami po mleku?

To panowie z Warszawy przyjechaliście,

żeby mnie o stare puszki pytać?

Tak, między innymi o stare puszki.

Tu pomagał nam trochę taki chłopak.

Uczeń żony z technikum nukleonicznego, Łukasz.

No i on te puszki na złom wywoził.

- Łukasz, tak? Z jakiego technikum? - Nukleonicznego.

- Zawołam żonę. - A, poproszę.

Kotunciu!

Dziękuję bardzo, dziękuję.

No. Można? Można?

Cześć, mamuś, będę wieczorem. Do zobaczenia.

Pa.

Chłopak pracował u nas na fermie męża razem z matką.

To ubodzy ludzie. On jest sam z tą matką.

Ojciec ich zostawił.

A wie pani, jak miał na nazwisko?

Łukasz Basiński.

- Basiński? - Basiński.

Łukasz.

Ale długo u nas się nie uczył.

Podpalił raz pracownię chemiczną i wyleciał.

- Wyleciał? - No ze szkoły.

Yy… Nawet w więzieniu był.

Niedługo, szybciutko wyszedł. I tam też był pożar.

Ale to nie on.

A pamięta pani, gdzie mieszkał, jaki ma adres?

Ale ten pożar w jakim więzieniu?

Yy… Był w zakładzie karnym dla młodocianych, yyy… półotwartym.

Wysłali gdzieś na, yyy… wymianę między takimi zakładami,

gdzieś do Anglii czy do Niemiec, i tam farma spłonęła.

Mówili nawet o tym w naszej telewizji.

A gdzie mieszka?

W Świdrze.

W takim drewniaku, yyy… przy torach.

Od tunelu z 200 metrów w stronę rzeki.

- Dziękujemy. - Yyy… Dziękujemy bardzo. Do widzenia.

Czyli Łukasz Basiński jest synem Krzysztofa, tak?

Tego kierowcy, ofiary.

Ale ani on, ani ta dozorczyni to nie są przypadkowe ofiary.

Mandżaro, ja mogę podłożyć bombę, ale nie mogę zaplanować, kto ją podniesie.

Ludwik, mówię ci, że to nie są przypadkowe ofiary.

To wszystko się łączy z poprzednimi morderstwami.

Ktoś zostawił literę na bloku Tokarskiej,

a wczoraj w nocy ktoś próbował ją udusić w szpitalu

i zostawił na lustrze szminką napisane „77”.

Te chłopaki chcą siać terror, ale nie robią tego na oślep.

Oni mają wszystko precyzyjnie zaplanowane.

Ktoś wczoraj Tokarską próbował dobić w szpitalu?

Dokładnie.

- Dlaczego? - A skąd ja mam wiedzieć? Nie wiem.

Może coś wie, może coś widziała.

- Mandżaro, mówisz mi o wszystkim? - Co?

Miałem takie wrażenie, że o czymś mi nie mówisz.

Czyli co? Na lustrze było 77, na ich ciuchach było 77.

Dokładnie.

Tamte ofiary nie pasują do schematu morderstw.

No nie pasują.

Nie są politykami, banksterami, ludźmi mediów. Nie pasują.

Dlatego musimy przycisnąć tego gówniarza Basińskiego.

On musi nam powiedzieć, dlaczego chciał zabić swojego ojca i tą dozorczynię,

i kto kazał mu to zrobić.

Tu w pra… Tu w prawo.

- Tu? - Tak. Już za późno.

Może się zamienimy, co?

Ja Otwock trochę znam.

O.

To tu?

No mam nadzieję.

- Jesteś cały? - Co?

- Słyszysz? - Tak.

Mamuś!

O Boże! Coś się stało! Wezwijcie straż!

Zostaw ją.

- Zostaw ją. - Wezwij pogotowie.

- Zostaw ją! - Wezwij pogotowie.

Ręce.

- Ile jest jeszcze ładunków w domu? - Wezwij pogotowie.

Ile jest jeszcze ładunków?

- Ile ładunków jest jeszcze w domu? - Jeden.

Był tylko jeden.

Wezwijcie pogotowie.

- Wezwij to cholerne pogotowie! - Już jej nie pomożesz!

Wezwij pogotowie!

Wezmę go.

Idziemy po ciebie, Mandżaro.

Kto ci kazał to zrobić?

Kto ci kazał zabijać tych ludzi?

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.