All language subtitles for Krucjata.S01E08

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Powrócę ja, patrz, furia zła!

Przyjdę jak płomień gorący!

My, wywiad, jesteśmy oczami i uszami państwa.

Państwo musi wiedzieć pierwsze.

Te sprawy się łączą.

W obu przypadkach sprawcy pozostawili litery w widocznym miejscu. „K” i „R”.

To jest śmieszne, jak szybko zacząłeś tańczyć,

ale to dobrze, dobrze, będziesz krócej się męczył.

Ręce do góry!

Rzuć broń! Rzuć broń! Rzuć!

Maria, patrz na mnie.

Maria?

- Przepraszam. - Nie szkodzi.

Już jest kolejny dzień, komisarzu.

Kawy?

Yyy… Tak, chętnie.

Proszę mi mówić, yyy… po imieniu.

Janek.

- Tylko nie ten „komisarz” od rana. - Jasne. Anka.

W gabinecie ordynatora jest kosmiczny ekspres. Włamałam się.

A, yyy… rogala?

- Yyy… Ale to już za rogala będę winny. - A, nie trzeba.

Następnym razem ty przyniesiesz. Jakoś, jak się robi dwie kawy,

to ten grzech włamania jest trochę mniejszy.

Maria nas słyszy?

Nie wiemy, ale zakładamy, że tak.

Ona się wkrótce obudzi.

To kwestia godzin.

- Kim ona dla ciebie jest? - Yyy… Koleżanką z pracy.

- Koleżanką z pracy? - Uhm.

A ma kogoś bliskiego?

Policja powiadomiła jej matkę na Ukrainie. Ma przyjechać.

To jakoś jej się nie śpieszy.

Miała nieważny paszport.

Może nawet lepiej, że nie ma jej teraz, tylko jak Maria będzie…

…w lepszym stanie.

Przydałby się ktoś bliski.

- Partner, mąż. - Ale po co? Ja jestem.

- No tak. Może kogoś miała. - Możecie go znaleźć?

Możemy spróbować. A co chcecie mu przekazać?

No to już muszę z nim porozmawiać. Nie mogę ci powiedzieć.

Procedura szpitala.

- A chociaż o co chodzi? - Nie mogę.

- Gdzie jest telefon Marii? - Dlaczego pytasz?

Ktoś właśnie do mnie napisał z jej telefonu, czy biegnę zwykłą trasą.

A miała go w chwili postrzału?

Miała. Powinien być w dowodach albo w szpitalnym depozycie.

Proszę pani!

Halo.

Halo!

Panie Alfredzie, spokojnie.

Komisarz Jan Góra, Komenda Stołeczna Policji.

Mamy osobę nieprzytomną. Ogród zoologiczny 01.

- Panie oddziałowy! - Co jest, Witwicki?

Proszę otworzyć.

Skończyły mi się proszki antyepileptyczne.

- Mogę dostać ataku. - Odsuń się.

Muszę się widzieć z moim lekarzem. Rozumie pan?

Proszę mi przynieść. Niech pan idzie do lekarza.

Doktor Szymczak, przychodnia na Sanguszki.

Niech wypisze normalne leki – moje.

Niech pan powie śledczym, że chcę złożyć bardzo ważne zeznania.

Chcę powiedzieć o moim wspólniku. Wspólnik mój, który mnie namówił.

- Chcę iść na współpracę. - Na koronnego.

Odsuń się.

Przepraszam.

Uuu! Ale się zaprawił.

- Panie Alfredzie? - Ty go znasz?

- A ty go nie znasz? - Kto to jest?

Ktoś go tu zostawił. Alfred Rostowski.

Król strzelców, mundial '96.

Ha, niesamowite.

- Zaczynał w Jagiellonii, nie? - No.

Z Lille mistrzostwo Francji, a potem Celta, Sevilla.

Kończył w Bełchatowie.

- Co to jest? - Ktoś to przy nim zostawił.

Informacje dla mediów.

I taki to pożyje.

Zobacz.

Mój syn z wolontariuszem w jego fundacji Możesz Wszystko.

Sam chodziłem, zbierałem podpisy, żeby orlik wybudowali.

- No siema. Co jest? - Cześć.

- Znasz się na piłce? - Wiadomo.

Kosi Rostowski.

- Żartujesz? - Chciałbym.

To nie jest Jaga, ale Rostowski grał w Jagiellonii.

A ty skąd to możesz wiedzieć?

Jak to się działo, to ty jeszcze po drabinie do nocnika się wspinałaś.

Rostowski to jest postać historyczna.

Ostatni z wielkich.

- Był przed Robertem. - To oni.

To już kolejna litera.

Dostałem tego esemesa o szóstej rano.

- „Biegniesz zwykłą trasą?” - To jest moja zwykła trasa.

Ktoś chciał, żebym ja go znalazł, i specjalnie go tu zostawił,

a esemesa wysłali z telefonu Marii.

Wykradli go z depozytu w szpitalu.

Jak to z depozytu? On nie powinien być w dowodach?

Ty, a skąd oni wiedzą, że ty biegasz?

I skąd wiedzą, że tą trasą?

Doskonałe pytanie. Doskonałe.

W jaki wyraz mają się ułożyć te litery?

Nie wiem, panie detektywie.

Może tak?

Cztery osiemset panu płacą, a pan tępy jest, tak?

Chyba będziemy musieli pana zmienić, panie detektywie, bo pan nic nie rozumie.

Kto ma mnie zmienić?

My.

Co to znaczy „my”?

Hm?

Mówiłeś o dyrygentce.

Kamil zabił dyrygentkę. On jest z wami?

- To była pierwsza ofiara? - Nie.

Cztery osiemset psu w dupę.

Mnie pan pyta?

Przecież ja zrezygnowałem z polskiego obywatelstwa.

I co? Myślisz, że za rok będziesz śmigał po Amsterdamie?

Myślę, że za rok będę śmigał po Curacao.

Wie pan, gdzie to jest? Antyle Holenderskie. Zna pan?

Dlaczego nie zabiliście Rostowskiego?

Jego pan zapytaj.

Ja powiedziałem: „Nastąpią wielkie czyny”.

Aua, panie komisarzu!

Aua! Co pan robi?!

Aua! Co pan robi?!

Co pan robi?!

Panie komisarzu, co pan robi?! Panie komisarzu…

Co jest?!

- Zabierz go do lekarza. - Wstawaj.

Wstawaj!

Będę musiał napisać raport.

Panie komisarzu, co pan robi?! Panie komisarzu!

- Sam sobie rozbił nos na blacie. - I krzesło na sobie złamał?

Nie no, rzucił o ścianę. Powinien być ślad.

Na pewno.

I dusił się też sam?

Tak.

- Na razie odsuwam cię od śledztwa. - Słucham?

Mocno przeżyłeś… przeżywasz sprawę podkomisarz Marii,

dlatego daję ci odpocząć.

Blacha, legitymacja, broń do zbrojowni.

To jest żart?

- Janek, kiedy ostatnio spałeś? - Słuchaj, oni robią z nami, co chcą.

Mamy do czynienia z zagrożeniem terrorystycznym, rozumiesz?

To jest tylko twój problem.

Przez ciebie musimy oddać podejrzanego Holendrom.

Ale przecież nie możecie tego zrobić. Przecież Lemuel to wszystko, co mamy.

Naruszyłeś nietykalność fizyczną podejrzanego. Nie mam wyjścia.

Ekstradycja jest warunkiem wycofania skargi na ciebie.

Ale ja mogę iść siedzieć, pod warunkiem że z nim pod jedną celą!

Straciliśmy go, Mandżaro. Nie możemy stracić i ciebie.

- Źle pan robi. - Cześć.

- Rozmowa z panem to zaszczyt. - Wiem.

Łoł, ale facet umoczył.

Dorota, my nie możemy wypuścić Lemuela.

My musimy się spotkać. Oddzwoń.

Słuchajcie, stan rzeczy jest taki, że matka mnie zawiesił.

- Wiemy. - A.

Jest już ekspertyza kuli, którą dostała Maria?

Jesteś zawieszony, to nie możemy z tobą gadać o śledztwach.

- A jak Maria? - Stabilnie.

Ale niedługo się wybudzi.

Dobra. Jadę wypytać tego króla strzelców. Może coś pamięta.

Dawajcie znać, jakbyście się czegoś dowiedzieli.

Mandżaro, nie możesz przesłuchiwać świadków,

prowadzić czynności.

Kto mówi o przesłuchaniu? Pojadę, się zapytam tylko, jak się czuje.

Zawieszenie to jest zawieszenie. Nie rób tego.

Ula, wreszcie mamy żywą ofiarę.

Może coś pamięta.

Rób, co uważasz. My o tym nic nie wiemy.

Dobra.

- Cześć. - Cześć.

Wciąż się tam czają.

Paparazzi.

Nienawidzę tego blichtru mediów.

Kontaktuję się z mediami właściwie tylko w sprawach mojej fundacji.

- Mogę Wszystko – słyszał pan? - Słyszałem.

O pańskiej fundacji słyszało chyba każde dziecko w Polsce.

Wszystko skończone, tak czy inaczej. Dziki kraj.

Radziłbym panu nie użalać się nad sobą publicznie.

- Raczej nikt nie będzie panu współczuł. - Hej!

- Co pan robi? Oddawaj to. - Zostaw!

- Oddawaj to! - Zostaw!

Wynoś się! Wyn…!

Dziękuję.

Proszę.

Na początku terapii powiedział mi…

że on, to znaczy Feliks,

uznaje wyłącznie terapię dyrektywną.

Znaczy, że mam robić to, co on mi…

Każe. Uhm.

Nie.

On był terapeutą. Nic mi nie mógł kazać.

On sugerował pewne rzeczy, które ja realizowałem.

A zabójstwo też? On kazał panu zabić Paulinę Klejnę?

Po to tutaj siedzimy, żeby słuchać tych bzdur?

On…

to znaczy Feliks Nowicki,

powiedział, że muszę rozwiązać swój problem.

Ona była tego częścią.

Dwunastolatka, która zwabiła mnie,

młodego człowieka, do łóżka.

Nimfomanka, ścierwo, chora osoba.

I on kazał panu narysować literę, tak?

Tak.

I strzelać do policjantki Marii Darskiej?

Policjantki nie chciałem trafić.

Strzelałem, żeby odstraszyć.

Coś mi tu nie pasuje.

Masz może ten filmik, yyy… zarejestrowany przy świadkach?

Mam.

Mmm…

Ma broń! Padnij! Rzuć broń!

Rzuć broń!

Drugi. Dwa strzały.

Ale pomiędzy nimi jeszcze taki trzeci, cichszy.

To nie było echo?

A po strzale Mandżara nie było echa? Nie no, musiały być trzy strzały.

Czyli co? Myślisz, że był ktoś trzeci, kogo nie widzieliśmy?

- Ale to nie znaczy, że go nie było. - Mamy dwie kule.

Jedną wyciągnęliśmy z Marii.

- Drugą – z Saszy. - Sasza mógł w nic nie trafić.

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

- Dzień dobry. - Ruch dzisiaj duży na osiedlu.

Mieszkańcy są młodzi, dynamiczni, to i potrzeby w usługach się zmieniają.

Jasne. Yyy… Nam chodzi o Feliksa Nowickiego. Terapeutę.

Ale tego najemcy to ja akurat nie spotkałam.

Wiem, że taki był. Rozmawiałam z nim kilka razy przez telefon.

Zapraszam.

- Proszę. - Dziękuję.

Co? I on tutaj przyjmował? W rowerowni?

Ale co? Tutaj był gabinet terapeutyczny?

Ja nie wiem, co robił, ale ten lokal wynajął. Tak, tutaj.

Tutaj mu ludzie opowiadali o swoich problemach?

Rowerów wtedy tutaj nie było.

A ma pani może adres do tego Feliksa?

Wszystkie formalności załatwialiśmy mailem.

Chwileczkę.

Uhm. Proszę.

- Tutaj… Tutaj ma pani jego adres. - Super.

Czyli nigdy nie widziała pani Feliksa Nowickiego?

Nie, papiery przyszły kurierem.

Dziękuję.

Ale jak on tutaj przyjmował? Przecież…

Nie, nie, proszę pana, ja się ludziom nie przyglądam.

Łatwiej zachować anonimowość.

Uhm.

Chodź, Ulka. Idziemy.

Wiesz, musiał mieć jakąś działalność gdzieś zarejestrowaną.

Uhm. Wcześniej prowadził terapię na Światowida.

I tam ma wpis do rejestru.

To jest Światowida 111C, na Tarchominie.

- No nic, bardzo pani dziękujemy. - Dziękuję.

- Nie palę. - A ja tam jaram.

Lubię jarać. Jak skończyłem karierę, to zacząłem.

W szpitalu wolno?

Mnie wszystko wolno. Wszystko i wszędzie.

Uhm.

Mogłem jeszcze tyle zrobić.

Moja fundacja budowała boiska dla młodzieży,

o której nikt właściwie poza mną nie myślał, nikt o nich nie dbał.

Organizowaliśmy turnieje. Lubię młodych.

Dobra. Byli młodzi, zaprosił ich pan do domu i…?

Nic, wyglądali w porządku.

A czyje były narkotyki?

Musieli przynieść ze sobą. Ale ja świadomie niczego nie brałem.

Rozmawiajmy jak dorośli. Miał pan całą tablicę Mendelejewa we krwi.

Miałem swoje, zostały po imprezie, ale musieli mi czegoś dosypać,

bo po koksie nie miałbym takiego odjazdu.

- O czym rozmawialiście? - Różne tematy, jak to na imprezie.

Ale jeden mówił, że nie zna ojca ani matki,

że wychował się w rodzinnym domu dziecka.

Mówił, że jego największym marzeniem jest poznanie prawdziwych rodziców,

bo nie wie, kim tak naprawdę jest.

Po ludzku współczułem mu.

- Nieźle mnie podeszli. - Jakoś się przedstawili?

Mieli takie zabawne ksywki, bardzo charakterystyczne.

Ten wysoki mówił do krępego „Luizjana”,

a tamten nazywał go „Mandżaro”.

- W co ty sobie grasz, co? - Nie rozumiem, o co ci chodzi, człowieku.

- Kto ci kazał to powiedzieć? - Nikt.

- Kto ci kazał to powiedzieć? - Nikt. Czego ty ode mnie chcesz?

Rozpoznajesz ich?

Nie wiem. Może tak.

Światowida 97 to tu, a 111C to nie wiem gdzie.

Nie no, to musi być jakaś pomyłka.

Nie pomyłka, tylko ściema.

A jak on zdobył numer KRS na ten adres i NIP, to nie wiem.

Rzeczywiście dziwne. Ty wierzysz w to, że psychoterapeuta kazał mu zabić?

A, nie wierzę podejrzanym.

Słuchaj, myślisz, że te sprawy się łączą?

- Jakie sprawy? - No jakie?

Posłanki Pilch, dyrektora Kotarby, Klejny, tego Rostowskiego.

Nie wiem, z drugiej strony za każdym razem inne okoliczności

i inne narzędzia zbrodni.

- No co mam ci powiedzieć? Nie wiem. - A intuicja jak ci podpowiada?

Doświadczenie podpowiada mi, że cała ta teoria jest zbyt pogmatwana.

Chociaż te literki dają do myślenia.

No i ostatnia sprawa łączy się z Mandżaro.

Co ty myślisz, że Jasiek ma z tym coś wspólnego?

Nie.

Ale ktoś ewidentnie się z nim bawi.

A jeżeli bawi się z nim, to bawi się z nami.

A chyba nie chcesz, żeby się z nas śmiali?

Ty musisz mnie tak podpuszczać? Czasami jesteś jak mój ojciec.

Maria.

Maria, jeśli mnie słyszysz, to… to ściśnij moją rękę.

Słyszysz?

No nie musisz mocno. Wystarczy lekko.

Marysiu.

Rostowski wiedział, jakie mamy ksywy.

Powiedział, że prochy mu dali Mandżaro i Luizjana, rozumiesz?

Rozumiem.

A mógł usłyszeć na przystanku te wasze ksywy?

- Był nieprzytomny. - No nie wiesz. Może udawał.

Słuchajcie, oni używają naszych ksywek celowo.

Prowadzimy śledztwo w tej sprawie, a nasi przestępcy udają nas przed ofiarą,

i to przed pierwszą ofiarą, której nie zamierzają zabić.

- Może chcą was wrobić. - Na przykład.

Poszukiwani mordercy nagle okazują się policjantami.

Takie ostrzeżenie dla was.

- A, nie wierzę w teorie spiskowe. - Ale idź i go zapytaj.

Zezna ci to samo do protokołu: załatwili go Mandżaro i Luizjana.

Ale to nie byliśmy my.

Przecież ich widział. To nie byliśmy my.

Oni wiedzieli nawet, że jestem z domu dziecka.

- Myślę, że mamy kreta. - Słucham?

Lemuel wiedział dokładnie, jaka będzie litera na przystanku.

To znaczy, że się komunikują jakoś z nim

albo wykonują precyzyjny plan, o którym on wie.

Ale wcześniej wiedział o mnie i o Marii. Ktoś informuje ich o postępach śledztwa.

- Myślę, że mamy kreta. - No. To kto nim jest? Ula czy ja?

Mandżaro, weź się prześpij, zbierz i złóż materiał dowodowy,

a dopiero potem rozmontujemy nasz zespół, co?

To masz może pomysł, skąd tak dużo wiedzą?

Ty nam wyjaśnij. To do ciebie wysłali esemesa.

Dobra, cześć.

Widzisz?

Przystawia nóż do szyi dziennikarki telewizyjnej,

podaje się za rzecznika organizacji, która dokona wielkich czynów,

i kilka miesięcy później ta dziennikarka

zostaje zamordowana przez tą samą organizację.

To nie jest pewne.

Ale Dorota, w tej sprawie nic nigdy nie będzie pewne.

Szczególnie jeżeli wypuścimy jedynego podejrzanego.

Idź do domu. Odpocznij. W ogóle nie powinno cię tu być.

On jedzie do innego aresztu, do Holandii, będzie do naszej dyspozycji.

No ale właśnie to jest ich plan:

ekstradycja do Holandii, a potem na Antyle.

I będę go przesłuchiwał przez Skype'a?

Ty już go nie będziesz przesłuchiwał. Naruszyłeś jego prawa.

A on przystawił jej bagnet do szyi.

Może gdyby, nie wiem, głośno myślę,

gdyby ktoś z rodziny poszkodowanych zgłosił protest,

to wtedy sąd penitencjarny mógłby się zawahać.

- Ktoś z rodziny? - Uhm.

Kurde, wcześnie powinienem na to wpaść.

Dzięki.

- Cześć, Dorota. - Mandżaro, idź jutro do Mateusza.

Do Parady. Jesteś jego najlepszym oficerem.

I tak dla porządku pokajaj się trochę.

Hm.

- Przestań! - Odłóż to!

No ale panie komisarzu,

jeśli zrobię to, o co pan mnie prosi,

to pan będzie miał poważne kłopoty.

Jako że pan mnie nie cierpi, z wzajemnością,

to będzie pan miał dwie pieczenie na jednym ogniu.

- Hm. Kusząca perspektywa. - No, wiedziałem, że pan to doceni.

Chyba już trochę pana lubię.

Panie Szymonie, gówniarz, który publicznie groził pana żonie nożem,

nie może tak po prostu wyjechać na Antyle,

nawet jeżeli dostanie tam zakaz opuszczania plaży.

Co jest?

No i co, cwaniaczku?

Pełnomocnik rodziny ofiary zaskarżył decyzję o ekstradycji.

Jakiej ofiary? Próbowałeś zabić Paulinę Klejnę.

Sąd przychylił się do wniosku jej męża.

Naprawdę? Czy ten kraj jest aż tak skorumpowany,

że byle oligarcha może załatwić wszystko?

Właśnie tak.

Przeczytać ci postanowienie sądu?

Jak? Trzymasz się?

Dzięki.

A! Podobno Kosi Rostowski złożył ciekawe zeznania.

Nic mi o tym nie wiadomo, ja rozmawiałem z nim prywatnie.

Nic z tych rzeczy. Nie byłeś zawieszony. Mamy te zeznania.

A broń do zbrojowni oddałeś na badania balistyczne po użyciu.

- Jak to nie byłem zawieszony? - No nie.

Mamy do czynienia z organizacją terrorystyczną,

grupą zabójców.

Ty pierwszy to powiedziałeś.

No już. Wstań i idź.

Dokąd?

Dokończyć śledztwo.

Nie rozumiem, Matka. Co się zmieniło?

Raport balistyczny.

Pocisk, który trafił Marię,

nie był wystrzelony z pistoletu Saszy.

Karabin wyborowy?

- Snajper? - Tak.

Zapraszamy.

Serdecznie.

Panowie reprezentują kogo?

Przestępczość zorganizowaną czy Piątą Rzeczpospolitą?

A jakie to ma znaczenie?

My mamy broń, pan wsiada. Wystarczy.

Pan wsiada, komisarzu.

Od razu was poznałem.

I nie lękam się.

Nie lękam się, gdy ciemno jest.

Jak pójdzie pan do piachu, powiemy Polsce, że do końca zachował pan humorek i fason.

O, major Wiktoria Dymińska.

Dla ciebie Wiktoria po prostu, Janku.

- Kawy może? - Może dziękuję, Wiktorio.

- Mów wszystko, co wiesz. - Wszystko? Nie wiem, czy mamy tyle czasu.

Mów.

Dziękuję, nie słodzę.

Witold Kotarba, dyrektor banku, mmm… posłanka Gabriela Pilch,

Tommy Gajewski, Paulina Klejna.

Wszystko to ludzie polityki, sektora finansowego, gwiazdy mediów.

Nagle zaczęli znikać, zaczęli być zabijani.

Przy każdym z nich znajdowaliście literę. Znak.

Uhm. To po co mam cokolwiek mówić, skoro wy już wszystko wiecie?

- A, pominęłaś, yyy… Rostowskiego. - Nie, nie pominęłam.

Rostowski żyje.

W akcji zginęła Maria Darska.

- Strzelał snajper. - Maria też żyje.

Przepraszam, tak, żyje. Maria Darska żyje.

Ale kto do niej strzelał?

Może ty mi odpowiesz?

Janku, jak ty pomożesz mnie, to ja pomogę tobie. Hm?

- Proszę, pani prokurator. - Dziękuję bardzo.

Jest tu cała dokumentacja.

Znałam ją.

Znam.

Niech mi pani powie tak prywatnie: są jakieś szanse?

Raczej nie, ale resztę przeczyta pani w dokumentach.

- Czy ona słyszy? - Prawdopodobnie nie.

Ma świadomość?

Nie, ale to nie o nią tutaj teraz chodzi.

Jeśli nie o nią, to o co?

Raczej o kogo.

Przepraszam, mmm…

- Do widzenia, pani prokurator. - Do widzenia.

Ale stylówa. Ha! Luknij, Engels. Normalnie pekaes wraca.

Pekaesy miałem, jak na tramwaju jeździłem.

Tak, ty na tramwaju.

Wiem tyle, co wy.

W sprawie zabójstwa Gabrieli Pilch nie wiem nic.

- Wyście przejęli sprawę. - To prawda.

Wykluczyliśmy tło polityczne, nawet korupcyjne. Nie ma motywu.

- Zresztą to łączy wszystkie te sprawy. - Hm.

A nie wszystkie. Tommy'ego Gajewskiego zabili dilerzy za niespłacone długi.

No ale ktoś to wykorzystał i dopisał literę.

Widocznie Tommy pasował komuś do tej przedziwnej układanki.

Jest jeszcze Paulina Klejna. Zabójstwo najprawdopodobniej inspirowane

przez jakiegoś terapeutę, który zniknął.

Inspiracje występują w muzyce, Mandżaro.

Przy zabójstwie to się nazywa podżeganie.

Na mój rozum cały porządek świata opiera się

na trzech filarach władzy: pieniądze, polityka i media.

Ktoś chce uderzyć w system, dlatego zabija ludzi systemu.

Chce podburzyć jego fundamenty.

No ale to co? Rostowski nie zasługiwał na to, żeby go zabić?

- Po co było go porywać? - W jego przypadku to jest śmierć cywilna.

Mamy jego zeznania. Mówił bardzo ciekawe rzeczy.

Jakie?

W jakiś dziwny sposób cała ta sprawa kręci się wokół ciebie, Mandżaro.

- Tak? - Tak.

Porywacze pisali do ciebie.

Z zeznań jasno wynika, że porwali go Mandżaro i Luizjana.

Zresztą mamy to na filmie.

To jemu uwierzą, nie tobie.

Ty mi grozisz?

Komu zalazłeś za skórę, Mandżaro?

Nie wiem, myślałem, że to ty mi powiesz.

W końcu to ty jesteś w wywiadzie.

Hm.

- Tak? - Tak?

Aha.

- Okej. - Dzięki.

Jedziesz z nami. Zacznij się przyzwyczajać.

Do czego?

Do tego, że od teraz będziesz robił tylko to, co ja ci każę.

No to już się wymknęło spod kontroli.

Spod jakiej kontroli?

Bagdad czy jakiś Kabul w Warszawie poza kontrolą.

No. A wybuch rurociągu ze ściekami to było kontrolowane?

Tak, i Adolf Hitler żyje.

Proszę się nie zbliżać.

Budynek grozi zawaleniem. Mandżaro, mogę cię prosić?

Widziałeś? MN, DK, WM.

Sześć liter.

Od kiedy ty się z nią prowadzasz?

Chciała mnie nastraszyć.

- Czym? - Mówiła, że nas wykończy.

Mnie i ciebie – w tej kolejności.

Nie patrz się tak na nią, bo jeszcze pomyśli, że jesteś zakochany.

Czekaj. Co wam się wymknęło spod kontroli, co?

Co przed nami ukrywacie?

- Mandżaro, chłopaku… - Co wiecie o tych sprawach?

- Dostanie pani wezwanie na przesłuchanie. - Słucham?

Zostanie pani wezwana na przesłuchanie.

Nie żartuj sobie ze mnie, dobrze?

Dzięki.

Dostaniesz wezwanie za ukrywanie dowodów

i za nakłanianie do zaniechania czynności śledczych.

Mandżaro, ludzie patrzą.

- Cześć. - Cześć.

Zbadam ją.

A ten jej partner?

Ja jestem jej partnerem. W pracy.

No nie o to mi chodzi. Miała kogoś innego bliskiego niż ty?

Nie, chyba niestety nie.

Tylko ty tutaj do niej przychodzisz codziennie, nikt inny nie przychodzi.

Raz była prokurator Dorota Makomaska.

Dorota tutaj była?

Prowadzi śledztwo i chciała sprawdzić stan ofiary.

Wzięła całą dokumentację.

One się znały?

Tak, przelotnie.

No to chyba się zorientowała po dokumentach.

Niedługo będzie już widać.

Co będzie widać?

Że jest w czwartym miesiącu ciąży.

Co?

Wymsknęło mi się.

Będzie dobrze.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.