Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Powrócę ją, patrz, furia zła!
Przyjdę jak płomień gorący!
A kiedy byłeś łaskawy wspomnieć o wielkich czynach,
które się wydarzą, to co miałeś na myśli?
Zobaczy pan.
Znajdujemy się właśnie przed komendą stołeczną policji w Warszawie.
Kamil C., znany jako kanibal z Bielan, wrócił do Polski.
- I tu stanie przed sądem. - Kamil jest jednym z nich?
Selekcjoner panią pozdrawia, pani Gabrielo.
Moim zdaniem te sprawy się łączą.
W obu przypadkach na miejscu zbrodni
sprawcy pozostawili litery w widocznym miejscu: „K” i „R”.
To jest śmieszne, jak szybko zacząłeś tańczyć, panie komisarzu.
Ale dobrze, dobrze, będziesz krócej się męczył.
Przychodzi ten koleżka, dzwonisz na ten numer i mi mówisz,
czym przyjechał, jak był ubrany.
Wychodzi, dzwonisz i mówisz,
czy wyszedł z nią, czy sam, o czym gadali.
Dlaczego ja mam to robić?
Paulina Klejna, lat 34, dziennikarka telewizji Max,
gospodyni programu Prosto w oczy. Do niedawna myślałem,
że ludzie z telewizji nie umierają, a teraz jeden po drugim.
A to nie ta dziennikarka, która była na komendzie,
jak Maria pacyfikowała Lemuela?
Dokładnie ta.
Laureatka Wiktora, Telekamery, Złotego Mikrofonu.
- Wygrała program taneczny. - Tak.
Moja żona mówiła, że ma do niej żal,
że absolwentka szkoły baletowej tańczy z amatorami.
Słuchaj, będę dziś składał raport Paradzie.
- Co? - Mamy trzy zabójstwa.
Bankiera, celebryty i posłanki.
- Te sprawy się łączą. - A tam.
Widziałeś te wszystkie litery.
Przecież ten pół-Holender Lemuel gada, jakby z nami w coś grali.
Jeszcze wpada na mnie koleś przebrany za księdza.
Oni chcą nas w coś wrobić.
Po teatrze też biegałeś za jakimś facetem.
Weź się wreszcie wyśpij, Mandżaro, a teraz bierzmy się do roboty.
No i co?
Nadal myślisz, że te sprawy się nie łączą?
Teraz to już mamy cztery morderstwa.
- Cześć. - Cześć.
Brak śladów włamania.
- Musiała znać sprawcę. - Albo musiał jej dobrze nakłamać.
- Ola, zrób mi to jeszcze. - Jasne.
- Cześć, Maria. - Dzień dobry.
Uroczo dziś wyglądasz.
Ja myślę, że każdy by uroczo wyglądał z takimi gadżetami.
Stylowo.
Cisza.
Odsuń się.
„Szymon”.
Uhm. Ciekawe, kto trzyma telefon pod sufitem.
- Może nie ona go tam położyła. - No pewnie nie.
Jeszcze jeden?
- Zabezpieczysz? - Uhm.
- Masz? - Mam.
„Szymek”.
- To pewnie ten sam. - Może jej mąż.
Szymon Klejna to nie jest ten milioner,
właściciel galerii sieci handlowych Metropolia?
Nie, Metropolię to on już sprzedał czy też wziął
jakiegoś cypryjskiego udziałowca,
a teraz się bawi z Chińczykami w autostrady. Tak czytałem.
Siedemdziesiąty dziewiąty na liście najbogatszych.
- Myślałem, że wyżej. - Ty, przystojny.
- Przystojny? - No.
To jest pierwszy podejrzany, trzeba go aresztować.
To co, dacie sobie teraz po buziaczku?
Wracamy do pracy?
Jezu, jaki poważny.
- Ale z nim się tutaj nie spotykała. - Raczej nie z nim.
- Jarku. - To zobaczmy zwłoki.
Dzień dobry. Śmierć nastąpiła osiem, dziewięć godzin temu, nad ranem.
Znikome ilości krwi.
Kiedy otwarto jej tętnicę, nie żyła.
- Inscenizowane samobójstwo? - Partaninka.
Bardzo nieudolne.
Podejrzewam raczej otrucie.
Delikatny ślinotok, wybroczyny.
Nie ma śladów walki, nie ma śladów pod paznokciami.
Nie broniła się. Widać, znała zabójcę.
Więcej będę mógł powiedzieć po sekcji.
Uratowałaś jej życie, jak Lemuel przystawił jej nóż do szyi.
No jak widać, nie na długo.
Nie moja sprawa, ale zwłoki są zaaranżowane.
Jak Śmierć Marata.
Słuchajcie, bankier miał monety na oczach.
Posłankę znaleźliśmy przy samochodzie jej kochanka.
To wszystko to jest jakiś teatr.
Coś jedli, pili?
Wszystko posprzątane.
Jeszcze ciepłe. Czuł się jak u siebie w domu.
Pedant.
- Mąż? - Mąż znalazł ciało?
Nie, yyy… zawiadomienie złożyła pani Sawicka.
Szłam po zakupy…
…pomyślałam: zajrzę do pani redaktor.
- Uhm. A wiedziała pani, że jest w domu? - Auto od wieczora stało.
Ostatnio rzadko przyjeżdżała, to przyuważyłam.
- Była sama? - Nie wiem.
Jak raz telewizję oglądałam.
Wróciła do domu o dziewiątej wieczorem, tak?
Tak, jej program leci o ósmej, więc…
skończyła pracę i przyjechała do domu jak normalny normals.
To nie jest jej dom.
I, eee… Nad ranem przechodziła pani obok mieszkania i?
No i pukam, słyszę muzykę, klasyczna, pomyślałam: zajrzę i…
- Nacisnęłam klamkę. - Uhm.
A pani Paulina zostawiła drzwi otwarte?
Nie, gdzie tam, ona ostrożna była.
Czasem tylko, kiedy goście… jak gości miała w nocy.
Niech pani mówi. My słuchamy.
No.
Jak miała gości, jak chłop jeden z drugim wychodził
i zostawiał ją śpiącą, no to różnie było.
A to jej partner nie miał kluczy do mieszkania?
A po co mieliby mieć, jak przychodzili z nią się…
Przychodzili, to znaczy ilu ich było?
- Trochę ich było. - Kochliwa była.
Dzięki.
No cześć, Ula. Co się dzieje?
A kiedy edytowane?
Aha. Na jakim portalu?
Andrzej, daj laptop.
Proszę.
Tak.
No, już mam, już otwieram. Hej. Na razie.
Zawsze dobrze jest parę groszy, yyy… zarobić.
Tak że ja jej nawet chętnie zakupy robiłam.
Ci mężczyźni, co do niej przyjeżdżali, to… poznała ich pani?
No ale skąd, pani inspektor, przecież ja nie z tych,
żeby się w cudzych majtkach grzebać.
- Ja nie jestem jakieś paparazzi. - Ale może ktoś zapadł pani w pamięć.
- Cokolwiek. Kto ostatnio przychodził? - Ostatnio…
Ostatnio to różni przychodzili.
Jeden z rządu tutaj nawet przychodził.
- Z rządu? - No.
Z rządu. A co? W rządzie takie same chłopy jak każden jeden.
Ja się nawet zapytałam pani Paulinki, co to za szycha.
No bo ona poszła pobiegać, a, yyy… limuzyna za kioskiem stała.
Ale to jak? Ona poszła pobiegać, a on został?
No pani Paulina powiedziała mi,
że przyjaciel chciał sam posiedzieć, mecz pooglądać.
A pamięta pani może, jak wyglądał kierowca?
Kierowca?
No jak była limuzyna rządowa, to był i kierowca.
No był kierowca, był, no i ten… ochraniacz.
Tak?
Przystojny taki po prostu.
- Megagość. - Już idziemy. Okej, idziemy.
Eee… Dobrze, dziękujemy, dostanie pani wezwanie.
- Do widzenia. - Dziękujemy bardzo, do widzenia.
„Zmarła tragicznie 10.02 bieżącego roku
we własnym mieszkaniu.
Dodane o godzinie 3.42 dnia 10.02 przez Barta77”.
Siedemdziesiąt siedem? To tak jak na ich kurtkach. To oni.
Po prostu ktoś zamieścił na wirtualnym globie informację o śmierci
pani Pauliny i tyle.
No tak, ale dlaczego ktoś
po zabiciu ofiary zajmuje się uzupełnianiem jej biogramu?
No właśnie.
Napisał coś na komputerze, posprzątał wszędzie i sobie poszedł.
Nie bał się, nie panikował, na koniec jeszcze
podzielił się ze światem swoim sukcesem.
Zapomniał tylko o telefonach.
Z jakiegoś powodu położył telefony poza jej zasięgiem.
Bał się, że wezwie pomoc. Zorientowała się w jego zamiarach.
- Ale nie było śladów walki. - No może nie miała siły walczyć.
Ale wpisać 112 w telefon miała siłę.
Nie chciał, żeby krzyczała, odebrał jej telefon i włączył to.
Czajkowski. Banał nad banały.
Może banalne, ale ładne.
Ten Mandżaro to fajny chłopak, co?
No… nie najgorszy.
Hm?
Ale widzę, że się ostatnio zakumplowaliście, co?
- Co, zazdrosny jesteś? - Nie.
No. Trochę.
Luizjana, przecież ty wiesz, że nie masz konkurencji.
Dzień dobry p… Dzień dobry państwu,
od czterech lat o tej porze witała państwa Paulina Klejna.
Pau… Paulina.
- Możemy? - Jeszcze chwila. Przepraszam.
Coś nie łączy.
Proszę.
Kamera.
Poszła. Łącz.
Dzień dobry państwu, od czterech lat o tej porze witała państwa Paulina Klejna.
Tak było codziennie aż do wczoraj.
Dziś wstrząsnęła nami tragiczna wiadomość.
Paulina Klejna…
Paulina Klejna nie żyje.
Naprawdę nie wiem, kto mógł to zrobić.
Paulina była fantastyczną dziewczyną.
No chyba bardziej kobietą, prawda? Miała jednak 30 parę lat.
Ale dla mnie była młoda.
Jako jej wydawca i wieloletni przełożony
mogę mówić o niej w samych superlatywach.
Uhm.
A nie puszczała się trochę?
- Słucham? - Czy nie miała romansów?
Z zajętymi mężczyznami. O tym też pan opowie w samych superlatywach?
Jak pani może? Przecież ona właśnie zmarła.
Jestem policjantką, taka jest moja praca.
Nic o tym nie wiem.
Jakieś plotki na poziomie tabloidu.
A pan?
Pan nie miał z nią romansu?
Nie, to są… No skąd.
- Absurd. - Dlaczego absurd?
Panie Władysławie, przecież był pan jej autorytetem,
mentorem, przełożonym,
a ona była piękna, pan – przystojny.
To jak? I tak się dowiemy.
Wszystko dawno się skończyło i ja nie zamierzam do tego wracać.
Uhm… …czyli przestraszył się pan.
Przepraszam bardzo. Czego?
Męża pani Pauliny na przykład.
Oni byli małżeństwem o tyle o ile.
- Rozumie pani? - O tyle o ile? Ja nie rozumiem.
Szymon traktował Paulinę trochę jak zabawkę, fant.
Efektowna, sławna kobieta.
Trochę jak taki elegancki wóz, tylko z piersiami.
Szpanerski, elegancki wóz.
- Cześć, Ulka. - Cześć.
Miejmy to już za sobą.
Po prostu Szymon założył drugą rodzinę.
Ma bliźniaki ze swoją dawną asystentką.
Paulina też pewnie miała swój… …mały intymny świat i tyle.
Władysław, przepraszam, ale czy ja już mogę iść na lunch?
Wyszło 30 i 14 sekund.
Jeszcze wersja robocza,
ale montażysta zaraz skończy montować.
Yyy… Mamy końcówkę nagrania z wicepremierem.
A…czy moglibyśmy zobaczyć ten materiał z premierem?
Proszę bardzo, jak pani ma czas.
Takie jest moje zdanie jako wicepremiera rządu i…
A nie możemy tego trochę zczarnobielić?
Czarno-białe by lepiej wyglądało.
Moglibyśmy, ale tylko na 20 sekund,
bo inaczej ludzie zaczną grzebać przy pilotach,
żeby naprawić obraz.
Przestań, Sasza, ludzie nie są tacy głupi.
A to poznaliśmy zdanie pana premiera jako zwykłego zjadacza chleba.
On coś tam jeszcze gadał.
Prosto w oczy: Paulina Klejna, był wiceprezes rady ministrów Dariusz…
Przepraszam, możemy zobaczyć ten fragment jeszcze raz?
Poznaliśmy zdanie pana premiera jako zwykłego zjadacza chleba.
Moim i państwa…
Ci tłumacze języka migowego, którzy u państwa pracują,
potrafią też czytać z ruchu warg?
To ważne, co pójdzie na antenie, nie?
Tysiąc sześćset trzydziesta ósma osoba zamordowana,
Pięćset czterdziesta dziewiąta kobieta.
Mam nadzieję, że to ostatnia ofiara zabójstwa
w 39. roku mojej pracy tutaj.
O, a kiedy pan doktor kończy ten 39. rok pracy?
Już niedługo. Jutro.
- Jutro? - Tak.
Objawy zatrucia wskazują na użycie fluorooctanu sodu.
Wiecie państwo, że to trucizna całkowicie rozpuszczalna i dostępna?
Wybroczyny, wymiociny w jamie ustnej.
Uhm. Ale w mieszkaniu nie było żadnych śladów.
Posprzątał.
- Penetracji, przepraszam bardzo… - Nie, nie.
Yyy… w ciągu ostatnich kilkunastu godzin życia nie było:
nie ma śladów nasienia, śladów naskórka, otarć.
Po badaniach toksykologicznych będziemy wiedzieli prawie wszystko.
Praca serca ustała na skutek działań trucizny.
Trwało to jakieś 20-30 minut.
To dlatego pochował telefony poza jej zasięgiem. Uhm.
- A mogła krzyczeć? - Mogła.
W tych nowoczesnych domach teraz prawie nic nie słychać.
Rzęziła.
- Agonia? - Tak.
Trzydzieści minut patrzył, jak umiera, po czym posprzątał,
nastawił zmywarkę, pisał na komputerze.
Martwą rozebrał, wrzucił do wanny, napuścił wody, umył.
Po 39 latach pracy ciągle nie mogę pojąć, jak można.
W Konkursie Chopinowskim zająłem 78. miejsce.
Trudno. Byli lepsi.
Co miałem robić? Ileż można akompaniować?
Miałem dosyć Jeziora łabędziego.
Byłam w szkole muzycznej i też miałam go dosyć.
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Proszę.
- Mogę jeszcze raz? - Oczywiście.
To jest dziwne.
Na moje oko mówi: „Zniszczę cię, zabiję, ruro”.
Uśmiecha się przy tym, ale mówi właśnie to. Powtarza to jeszcze raz.
Dziękuję pani.
Czy tak się odzywa wicepremier do znanej dziennikarki?
No tak.
- Proszę. - Dziękuję.
Pili wino.
Coś jedli.
Słuchali muzyki.
Uśmiechali się do siebie, a na koniec podał jej truciznę
i patrzył przez kilkadziesiąt minut, jak umiera.
Ale jesteś romantyczny.
Może ona nie chciała jeść dobrowolnie, może ją zmusił?
Nie było żadnego śladu przymusu ani walki.
No… Przymus nie musi być fizyczny.
- Siedzieli tak jak my? - Nie, myślę, że nie tak jak my.
Masz rację.
Ciebie nikt do niczego nie zmusza.
Amerykańskich filmów się naoglądałeś?
Nie przyjmuję tego raportu. Nie ma krzty logiki. Ofiar nic nie łączy.
Raz jest litera, innym razem pojawia się dzień-dwa po morderstwie.
Zresztą mamy już niektórych sprawców. Nie widzę związku.
- Proszę. - Ale to grupa przestępcza.
Nie ma tematu. Zrozumiałeś?
Nie chcę o tym słyszeć.
Wiadomo: nie ma spraw ważnych i mniej ważnych,
ale przejdźmy do tej najważniejszej.
- Luizjana. - Mmm, tak, yyy…
To moje źródło w służbie ochrony państwa twierdzi, że…
Miałeś nie podtrzymywać kontaktów z kolegami z dawnej służby.
Tak, no i nie podtrzymuję.
A moje inne źródło donosi,
że, yyy… kochankiem tej Pauliny Klejny był… …wicepremier.
- Tylko nie wiem który. - No ale jest ich dwóch albo trzech.
No i mamy wicepremiera, który straszył ją śmiercią.
Nie wyciągajmy pochopnych wniosków. Mogli żartować sobie.
Ofiara została otruta. Nie mamy motywu rabunkowego.
Nic nie zniknęło z mieszkania. A otrucie nie jest zbrodnią w afekcie.
Toksykologia: fluorooctan sodu. Bolesna śmierć.
Inspektor Parada, komenda stołeczna.
Pani generał? Tak jest.
Yyy… Tak jest, wysyłam ludzi na sprawdzenie.
Natychmiast melduję. Tak jest.
Luizjana, Mandżaro, mąż ofiary zgłosił,
że pieczęcie na miejscu zbrodni zostały zerwane.
Jedźcie sprawdzić, czy coś nie zginęło.
Naklejcie nowe. Postawcie chłopaka z prewencji.
Tylko że prewencja nie daje chłopaków do pilnowania mieszkań.
Luizjana, czy mi się wydaje, czy ty podważasz mój autorytet?
Gdzie? Ja? Nie no, yyy… szefie…
I co? Polecenia są wydane?
Tak że…
…jak to mówią: wio.
Rozmawiałeś z Dorotą o tej swojej teorii?
- A w ogóle z nią gadasz? - Jak muszę.
Z Marią to na poważnie?
Nie wiem. A co?
Jest takie powiedzenie: „Nie ruszaj dupy z własnej grupy”.
A znasz takie: „Nie drap się za nie swoim uchem”?
A nie wiedziałem, że ty jesteś taki wrażliwy. Myślałem, że…
Jak masz tyle czasu na myślenie, to może wiersz napisz?
- Albo umyj okna, żona się ucieszy. - Czyli na poważnie?
O, cześć, Ulka. Słuchaj.
Potrzebuję zdjęć mieszkania Pauliny Klejny. Uhm.
Tak, potrzebuję do porównania.
No najlepiej teraz.
Tak, jesteśmy u niej w mieszkaniu.
O, dzięki.
Kochana jesteś.
Na pierwszy rzut oka nic nie zginęło.
Mamy zdjęcia.
- Yyy… To… - Uhm.
…kanapa. Kuchnia.
Ty, a tutaj nie powinno być tej lampy?
Jakiej lampy?
No tej obciachowej lampy w kształcie kuli.
A, faktycznie.
- Kojarzy pani tego mężczyznę? - Tak, ale dawno go już nie było.
A tego?
Ten to jest mąż – pan Szymon.
- Eee… Przychodził tutaj z panią Pauliną? - Nie, sam bywał.
- Sam? - No, ma swoje klucze.
Wchodził, wychodził.
- Tyle, co człowiek papieroska spali. - Często?
Nie. Najwyżej od czasu do czasu. Dziś także był raniutko.
Miał swoje klucze. Sam sobie otworzył i zamknął.
- Dzisiaj? - No przecież mówię.
Wyrzucił worek na śmieci i pojechał.
- To będziemy musieli iść do śmietnika. - Nie ma po co.
Dzisiaj wtorek. Śmieciarze już byli.
A tego pani kojarzy?
No. Ten to jest pan wicepremier.
Widziałam go, ale częściej to widziałam tego drugiego. Już mówiłam.
- Kogo? - Nie mówiła pani.
- Tego ochraniacza chyba, nie? - Ochroniarza.
A jak ja powiedziałam?
No. Ten to często tutaj bywał.
- Uhm. - Jak wyglądał?
Yyy… Szatyn, oczy takie jak pan miał.
Szare takie.
I grzywkę taką do przodu, tutaj ścięte.
Metr osiemdziesiąt spokojnie.
- Bliznę miał pod okiem. - Pod którym?
Pod tym.
Miły gość, ludzki taki.
- Czasem nawet coś zarobić dał. - Yyy… Jak to?
No, prosił, żebym mu… przeleciała.
Autko odkurzaczem.
Taki specjalny mały odkurzaczyk ze sobą woził.
Uhm.
Tu jest monitoring.
- A kto ma nagrania? - Wczorajsze?
A to jedna taka pani komisarz młoda wzięła.
- Jaka pani komisarz? - No, yyy… Pani Urszula Lubańska.
Podkomisarz, przepraszam.
Zuch. Yyy…
Skopiuje mi pani wcześniejsze nagrania,
a ja potem do pani przyjadę po pendrive?
Jasne, zrzucę panu wszystko, co mam.
Dziękuję bardzo. Do widzenia.
- Do widzenia. - Dziękujemy bardzo.
Uważaj, bo kark sobie skręcisz.
No i dlaczego ja nie pracuję w takim klimatyzowanym biurowcu,
dajmy na to od 12 do 13, co?
- Sam sobie odpowiedz. - Było się uczyć.
Dobra. To jak z nim gadamy? Słodko, czule czy krzyki i wyzwiska?
Krzyki i wyzwiska.
No. My najpierw go obrażamy, a potem Maria bierze go na zwierzenia.
- Mmm. - Co to znaczy?
- Że się cieszę na te zwierzenia. - Ja też się na nie cieszę.
Wypuśćcie mnie.
Pyszna kawa.
To arabica, 100%?
Mmm, 100 albo może i więcej.
Jako przedstawiciele organu wymiaru sprawiedliwości
pragniemy pana zapewnić, że dołożymy wszelkich starań,
aby ująć zabójcę bądź zabójców pana żony.
Tak, mam nadzieję.
Nawet jeśli się okaże, że to pan?
Wtedy też się pan ucieszy, jak przyjdziemy po pana?
Co pan pieprzy?
Co pan robił wczoraj wieczorem?
Wczoraj? Yyy… spałem. W łóżku.
Łóżko było w apartamencie hotelowym, hotel był w Berlinie.
- Ktoś to może potwierdzić? - Oczywiście, kanclerz Niemiec.
Była gościem honorowym na gali Polsko-Niemieckiej Izby Handlowej.
I w nocy w hotelu w łóżku też była z panem pani kanclerz?
Głupio się pytasz, Mandżaro.
Przecież taki pan prezes to może sobie kogoś wynająć,
żeby mu żonę załatwił, nie?
No tak.
Próbujecie wytrącić mnie z równowagi.
A nie rozumiecie, że nic gorszego się już nie może stać.
Ja bardzo kochałem moją żonę.
Paulina była uczciwą kobietą i uczciwie próbowała mnie pokochać.
- Próbowała, ale… - Mandżaro.
Po tym, co przeszła, i tak dobrze wylądowała.
- Co przeszła? - Co?
Co przeszła?
Tak?
- Panowie, musicie jechać na komendę. - Przecież jest po 16.
- Do widzenia. - Do widzenia.
I komu trzeba dać w łapę, żeby dostać tutaj robotę?
Trzeba mieć po kolei w głowie, Mandżaro. Ciebie to kryterium wyklucza.
Hmm.
Ciekawe, co odpowie na pytanie, co robił dzisiaj w mieszkaniu Pauliny.
Powie, że chciał posiedzieć, pożegnać się mentalnie z żoną.
Co ty. Taki pan prezes to nie ma czasu na uczucia.
Terapie, medytacje, programy autorozwoju.
Wszystko na nic.
Molestowanie w dzieciństwie. To jest nieusuwalne.
Hm.
A powiedziała panu, kto jej to zrobił?
Nie naciskałem. I tak wszystko jedno.
A odkąd zaczęła pracę w telewizji, było już coraz gorzej.
Przestaliśmy być ze sobą. Seks…
to szkoda gadać.
A co z tym mieszkaniem?
A jakim mieszkaniem? Bo mam parę mieszkań.
Z tym mieszkaniem, w którym mieszkała pana żona.
- Bywał pan tam często? - Tak, tak.
Yyy… Moja żona była uzależniona od lekkich… znaczy od marihuany.
Sprawdzałem, czy nie łamie
zaleceń terapeutów. Przynajmniej w tym mieszkaniu nie paliła.
Uhm.
Jak długo w telewizji leciało Prosto w oczy?
Cztery lata.
Ja jej pomogłem znaleźć gościa do pierwszego odcinka.
- Kto był pierwszym gościem? - Darek.
Uhm.
Teraz jest o wiele bardziej znany, niż był wtedy.
- Knychała? - Tak, tak. Knychol.
Uhm. Uhm.
A co z tą lampą?
A jaką lampą? Zniknęła jakaś lampa?
No tak. Przecież wyniósł ją pan z mieszkania żony w worku na śmieci.
Wyniosłem śmieci, bo gniły, ale żadnej lampy.
Plomby były zerwane, zanim przyszedłem.
Uhm. Ja myślałam, że taki człowiek jak pan nie wynosi śmieci osobiście.
No, pewne rzeczy robię osobiście.
I tak to już po prostu jest.
Policja zabezpieczyła wszystkie śmieci.
Naprawdę pan myśli, że wszystko panu wolno?
Dziękuję.
A.
Cześć, Mandżaro.
- Cześć. - Do sąsiadki służbowo czy rekreacyjnie?
Służbowo, służbowo.
Wejdź.
Mąż ofiary twierdzi, że nie zabrał żadnej lampy,
tylko że wyrzucał śmieci, bo gniły.
Przecież nie było tam żadnych śmieci.
Twierdzi, że ona była molestowana w dzieciństwie,
o ile dobrze zrozumiałam, i…
mówi, że pieczęcie były zerwane, jak przyszedł.
Hej, hej, hej, hej.
Już mam dosyć.
Słuchaj, aktualnie mam w dupie, kto zabił.
O w mordę.
Ja pierdzielę.
Po tym ołówku będziesz jak Magnus Carlsen.
Kto to?
Się dowiesz, jak już będziesz arcymistrzem.
Jest cztery minuty. To jest więcej niż ostatnio.
- Ale czekaj, czekaj, czekaj. - No o połowę więcej.
Ja się skoncentruję, zamknę oczy.
- Patrzę w jeden punkt. - Ludwik, telefon.
Nie teraz.
Pani Ula. Mówi, że ważne.
No halo? Co takiego ważnego?
Aha.
Że która godzi…?
To prześlij mi, yyy… przetransferuj fragment, tak.
Z minutażem, z datowaniem. Uhm.
- Tak, no… no do mnie, no przecież… - Przegrałeś!
Tak. Tak, przegrałem. Nie, nie do ciebie.
Tak, na prywatny do mnie, nie na służbowy przecież.
No, dzięki.
Wygrałeś, będziesz zwycięzcą.
Kocham cię.
Chodź tutaj.
Ja ciebie też kocham.
Naprawdę nigdy nie szukałeś swojej prawdziwej rodziny?
Naprawdę nie.
Może masz rodzeństwo, braci.
Braci…
Musisz coś zobaczyć.
- Rozumiem, że to pilne. - Raczej.
Pięćdziesiąt minut po północy.
Trzy godziny przed zabójstwem.
Knychała.
Przecież wicepremierzy nie mordują… nie mordują swoich kochanek.
Musi się zdarzyć ten pierwszy raz.
- Dobra, dobra, ale dlaczego u nas akurat? - Przepraszam.
- Kto o tym wie? - Ty, Ula, ja.
Próbowałem się dodzwonić do Mandżaro, ale nie odbiera, Maryśka zresztą też.
Dobra, dobra.
Jak zmoczymy, to wszyscy. Chyba to rozumiesz.
- Co, Luizjana? - Co rozumiem?
Że dla nas ta ich sytuacja nie ma dobrego wyjścia. Nie ma, nie ma.
Do wpół do drugiej nie wychodził, a później była awaria systemu…
…monitoring padł.
Szlag by to trafił.
Nie mógł wcześniej walnąć ten monitoring?
Przecież ona jakąś nimfomanką była, słyszałem.
- Miała liczne kontakty. - Nie tak znowu liczne.
Dobra, dobra, yyy… ścisła tajemnica.
Nikt więcej nie ma prawa o tym wiedzieć.
- A Mandżaro? - Tak, musimy mu powiedzieć.
Bo wiesz, ta jego teoria o spisku, ci mordercy literowi,
to może być szansa.
A co? Ty, ty, ty, ty… ty też w to wierzysz?
Idźmy w to.
Przecież wicepremier nie chodził z dresiarzami po kiblach.
- I nie rysował liter. - Uhm.
Dobra, dobra, spokojnie.
Może i tak.
- Idziemy za jego teorią. - Na razie.
Maria?
Maria!
Marysia!
♪ Hej, człowieku W pierwszym rzędzie ♪
♪ Panie decydencie z agencji reklamowej ♪
♪ Hej, panie menadżerze Z MTV prezenterze ♪
♪ Słynna dziennikarko ♪
♪ Mamy butelki z benzyną I kamienie wymierzone w ciebie ♪
♪ Mamy butelki z benzyną I kamienie wymierzone w ciebie ♪
♪ Wymierzone w ciebie ♪
♪ Hej! ♪
♪ Mamy butelki z benzyną I kamienie wymierzone w ciebie ♪
♪ Wymierzone w ciebie ♪
♪ Butelki z benzyną i kamienie ♪
♪ Butelki z benzyną i kamienie ♪
♪ Wymierzone w ciebie Wymierzone w ciebie ♪
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.